Cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie, zawał serca, nadwaga

.

Dr Jan Kwaśniewski pisze:

Cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie, zawał serca, nadwaga.

     Mam 50 lat. Od dziewięciu miesięcy jestem na diecie optymalnej i czuję się rewelacyjnie. Przed siedmiu laty przeszedłem zawał serca. Od tego czasu nie jadłem już – zgodnie z zaleceniami lekarzy – ani tłuszczu zarówno zawartego w mięsie, jak i w maśle, a żółtka jaj wyrzucałem nawet z sałatek, o smaku śmietany nawet nie pamiętałem.

Czułem się coraz gorzej i wydawało mi się, że są to już ostatnie lata mojego życia. Miałem poważną miażdżycę tętnic (balonikowanie aorty w 1993 r.), nadciśnienie, a po rozpoczęciu leczenia nadciśnienia dołączyła się cukrzyca leczona diaprelem.
Po przejściu na dietę już po 3 tygodniach cukrzyca ustąpiła, odstawiłem diaprel i do dziś cukier mam w normie. Obniżyło się nadciśnienie, po 3 miesiącach odstawiłem leki na nadciśnienie, bo było ono niskie. Obecnie mam ciśnienie 120-130/80-85 bez leków. Jestem silny, uprawiam gimnastykę, jogng i kulturystykę. W ubiegłym roku o tej porze miałem już problemy z poruszaniem się, męczyłem się szybko i występowały bóle za mostkiem. Dziś już o wszystkich chorobach i dolegliwościach zapomniałem.

Martwi mnie jednak cholesterol. W listopadzie miałem 251 mg% całkowitego, HDL 49 i trójglicerydy 72 mg%.

Pod koniec grudnia miałem cholesterolu całkowitego 269, HDL 38 i trójglicerydy 65 mg%.

Niepokoi mnie obniżanie się cholesterolu dobrego, a wzrost złego.

Dotychczas na wadze ubyłem 20kg. Dziś przy wzroście 178 cm ważę 90 kg i waga dalej obniża się.
Z.F.

Odpowiedź:
Jeśli czuje się pan „rewelacyjnie”, to co pana obchodzi poziom cholesterolu i po co pan go w ogóle bada? Nauka ustaliła poziomy cholesterolów określane jako „prawidłowe”, „za niskie”, lub „za wysokie”, na podstawie badań na zdegenerowanych ludziach, bo innych do badań nie mogła wykorzystać.

Ponieważ cały gatunek ludzki jest mocno zdegenerowany, to i poziomy cholesteroli uważane za prawidłowe, są również niewłaściwe.

Najważniejsze są trójglicerydy! Jeśli już koniecznie chce się pan badać, to powinien pan zmierzyć właśnie ich poziom.

Trójglicerydy powstają z glukozy, a cholesterol z trójglicerydów. Jeśli surowca do wytwarzania trójglicerydów spożywa pan niewiele, to i poziom trójglicerydów będzie niski. Gdy poziom trójglicerydów jest niski, to i wytwarzanie cholesterolu jest niskie.

Poziom cholesterolu we krwi nie jest zależny tylko od tego, ile organizm go wytwarza, ale również od tego, w jakim tempie go wydala.

Gdy organizm jest mocno schorowany, a miażdżyca zaawansowana i obejmująca tętnice w wielu narządach, to organizm jest zajęty usuwaniem tej miażdżycy, a wydalenie cholesterolu odkłada na później.

Miażdżyca zaczyna się cofać, gdy ponad połowa energii w spożywanych pokarmach pochodzi z tłuszczów, a średnie spożycie węglowodanów spada poniżej 280 g/dobę na osobę przeciętnie.

Masowe doświadczenie, które wykonało się niejako samoistnie na setkach milionów ludzi w USA, Anglii, Szwajcarii, Nowej Zelandii i w innych bogatszych krajach, wykazało, jaki jest lepszy, a jaki gorszy model żywienia.

Najwcześniej przy „korytku” usiedli ludzie w USA i Francji, bo już w końcu lat 40 i na początku lat 50 XXw.

W 1949 r. w USA w przeciętnej diecie na 1 g białka przypadało średnio 1,5 g tłuszczu i 4 g węglowodanów. Ilość energii wynosiła odpowiednio z białka – 12%, z tłuszczów – 41%, z węglowodanów – 47%.

W 1972 r. w USA w przeciętnej diecie na 1 g białka przypadało 1,85 g tłuszczu i 2,8 g węglowodanów. Ilość dostarczonej energii wynosiła odpowiednio: z białka 13%, z tłuszczów 53%, z węglowodanów 32%.

Od początku lat 70. przeciętna dieta mieszkańców USA zaczęła wychodzić z „korytka” i maszerować w kierunku stołu.

Na początku lat 50 ci „lepiej jedzący” mieszkańcy USA byli bliżej „korytka”. Do „najlepiej”, czyli najbardziej korytkowo jedzących mieszkańców USA należeli amerykańscy żołnierze. Karmiono ich jak prosięta. Zatrudniono nawet sławnego ormiańskiego kucharza Mardikiana, aby układał diety dla żołnierzy.

Na początku lat 50 stan zdrowia mieszkańców USA był zły, choroby cywilizacyjne występowały masowo, a przeciętna długość życia była niższa niż w innych krajach europejskich, które jeszcze nie dotarły do korytka.

Przeprowadzono badania u ponad 300 żołnierzy amerykańskich w wieku średnio 18 lat, którzy zginęli w Korei. Zmiany miażdżycowe w aorcie i w tętnicach wieńcowych stwierdzono u ponad 70%, w tym u ponad 30% zmiany miażdżycowe były mocno zaawansowane.

Wśród żołnierzy brytyjskich miażdżyca występowała jeszcze częściej.
U poległych żołnierzy z Korei Północnej i „ochotników chińskich” miażdżyca w ogóle nie była spotykana. Żołnierze komunistów byli jeszcze na pastwisku, a kapitalistów – przy korytku.

Już w końcu lat 60 ilość energii z tłuszczów w przeciętnej diecie amerykańskiej przekroczyła 50% i stopniowo wzrastała. Tylko dlatego u ginących w Wietnamie żołnierzy amerykańskich, przeciętnie starszych od ginących w Korei, miażdżyca aorty i tętnic wieńcowych była spotykana u około 30% poległych i były to tylko lekkie postacie miażdżycy.

Między rokiem 1975 a 1985 znaczie spadło zużycie leków, a liczba chorych na nadciśnienie w USA zmniejszyła się o 70%.

Zaczęto często obserwować i opisywać „samoistne” cofanie się zmian miażdżycowych, występowało mniej udarów mózgowych i zawałów, a ich przebieg był łagodniejszy. Śmiertelność w zawałach obniżała się, ale tylko w śmiertelności przed szpitalnej. W szpitalach wszystko było po staremu.

We wschodnich stanach USA stwierdzono wyraźny spadek liczby zawałów, z wyjątkiem mężczyzn w wieku powyżej 65 lat, z wykształceniem podstawowym.
Czy wykształcenie może mieć wpływ na częstość zawałów? Samo wykształcenie – nie, ale skutki tym wykształceniem powodowane – tak.

W USA osoby z wykształceniem podstawowym osiągają niższe zarobki i przeważnie przechodzą na emerytury dopiero po ukończeniu 65. roku życia, a same emerytury mają sporo niższe od poprzednich zarobków. Jeśli już wraz z innymi maszerowali w kierunku stołu, to niższe dochody z emerytury musiały ich cofać w kierunku korytka, stąd więcej u nich chorób cywilizacyjnych i więcej zawałów.

Nieważne, jaka była przyczyna, czy zwykła głupota tak zwanej nauki, czy też świadome działania zainteresowanych, ale pod koniec lat 80 ludzi w USA, Nowej Zelandii, Australii, w bogatszych krajach europejskich zaczęto skutecznie pędzić z powrotem w kierunku pastwiska.

A na drodze między pastwiskiem a stołem jest korytko, do którego trafić można z dwu stron. I od stołu, i od pastwiska.

Ustalono w badaniach naukowych, że gdy spożycie węglowodanów jest niższe od 150 g na dobę, gdy węglowodany są podawane w postaci skrobi i niższe od 100 g węglowodanów na dobę (u człowieka dorosłego) podawanych w innych węglowodanach, to miażdżyca nie może się rozwijać, a istniejące zmiany miażdżycowe cofają się.

Zatem czy pan ma więcej, czy mniej cholesterolu, złego czy dobrego, to jeśli dostarcza pan swojemu organizmowi tyle węglowodanów, aby poziom surowca do produkcji cholesterolu, czyli poziom trójglicerydów był niski – poniżej 70-80 mg %. może być też poniżej 50 mg%, to nie ma powodu do żadnych obaw.

Jan Kwaśniewski”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=752 .

.

| | Dodaj komentarz

Powrót do uczciwości

.

Piotr Jastrzebski 13.04.2017 r. o 22:21 pisze:

„Powrót do uczciwości
Powiadają, że okazja czyni złodzieja. Z powiedzenia tego jasno wynika, że człowiek jest uczciwy tak długo, dopóki nie trafi mu się okazja, by coś rąbnąć.

Porzekadło równie mądre, jak wszystkie inne maksymy ludowe. Pamiętam, jak w dzieciństwie zastanawiałem się, którą jaskółkę należy winić za koniec zimy, jeśli pierwsza nie czyni wiosny, i jak wygląda ten rydz, który jest lepszy niż nic. Bo wśród masy znalezionych w życiu grzybów – jadalnych oczywiście – nigdy na rydza nie trafiłem. Przysłowia w ogóle same w sobie są ciekawym tematem. Ale to już w innym felietonie. Wracając do tej okazji, co to z biednego uczciwego, moralnego i bogobojnego człowieka, perfidnie robi złodzieja, podobnie jak ofiara zapewne czyni mordercę, a uchodźca wojnę. Wbrew pozorom to bardzo ciekawe zagadnienie, równie zmienne jak pogoda na wiosnę i bardzo zależne od marksistowskiego bytu, który kształtuje świadomość.

Przed upadkiem na dno, gdy jeszcze prowadziłem normalne życie, w sytuacjach, które miały uczynić mnie złodziejem, reagowałem zupełnie odwrotnie, niż w czasie, gdy wpadłem do rynsztoka i już taplałem się w bagnie.

Puściłem się niegdyś w pogoń za chłopakiem, który ukradł radio ze stojącego na parkingu samochodu. Gdy zauważyłem, że komuś wypadły pieniądze, portfel lub cokolwiek innego, podnosiłem i zwracałem, albo przynajmniej mówiłem, że wypadło. Był to normalny odruch, jaki posiada zapewne większość ludzi. Do tego stopnia zwyczajny, że nawet specjalnie nie rozpamiętywany, ot po prostu mówiłem – wypadł panu portfel – i szedłem w swoją stronę, zapominając za chwilę o zaistniałej sytuacji.

Gdy już upadłem na samo dno, zmieniły się również moje „pierwsze odruchy”. Pomijam już fakt, iż działając w branży „drobne złodziejstwo” sam tworzyłem sobie okazje, chociaż miło było, gdy potencjalna ofiara, w jakimś stopniu mi w tym pomogła. Na przykład nie zapinając torebki. Każda zauważona zguba, gdy tylko opuszczała kieszeń właściciela, hipnotyzowała mój wzrok. Wpatrywałem się w wypadający wartościowy przedmiot i, jeśli tylko pozostał on niezauważony, krążyłem wokół do momentu bezpiecznego przejęcia skarbu.

Ta cecha pozostała mi do dzisiaj. Do dzisiaj gdy tylko zauważę, że ktoś coś gubi, czekam aż odejdzie, krążę i wreszcie dyskretnie schylam się, by to zabrać. Dyskretnie, to znaczy tak, żeby postronnym nie wydało się to podejrzane. Zazwyczaj tuż obok upuszczam hałaśliwie coś własnego – zapalniczkę, papierosy lub klucze – tak by mieć pretekst do zagarnięcia zagubionego portfela i tak, by nikogo nie zdziwiło to, iż zbieram z ziemi przedmioty. To już stało się odruchem, czymś co czynię z automatu.

Wystrzegaj się pierwszego odruchu, zwykle bywa szlachetny – napisał Charles Maurice de Talleyrand. Teraz pytanie, który z tych odruchów jest moim odruchem pierwszym?

Czy jest okazja, by na powrót uczynić mnie uczciwym człowiekiem? Czy można wrócić do uczciwości?”

Źródło – https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1690870681208770&id=100008575633630&pnref=story .

.

| | Dodaj komentarz

Nerki mają dużą zdolność do odnowy

.

Dr Jan Kwaśniewski pisze:

„…Nerki mają duża zdolność do odnowy i są u człowieka zaprojektowane i wykonywane z dużym zapasem. Organizm potrafi zreperować bardzo wiele uszkodzeń, ale trzeba mu stworzyć ku temu stosowne warunki. W Pani przypadku, na początku Diety Optymalnej należy ograniczyć białko do około 30g/dobę+5g, aby odciążyć chore nerki.

Jest to ilość wystarczająca dla człowieka dorosłego pod warunkiem, że wartość biologiczna spożywanych białek jest najwyższa. Np. 100g żółtek, czyli około 5 żółtek, to tylko 16g białka, ale białka o najwyższej wartości biologicznej. 100g wątróbki cielęcej (18g białka) lub 100g nerek wieprzowych (16g białka) plus żółtka dają potrzebną ilość białka i to białka o najwyższej wartości biologicznej. Gdy OB obniży się, będzie można zwiększyć spożycie białka do wartości należnej na dobę. Ma pani szanse na to, że choroba ustąpi, a jej skutki zostaną usunięte lub znacznie złagodzone tak, że dializy ani leczenie nie będą potrzebne.”

http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=691

.

| | Dodaj komentarz

S.O.S.

.

Piotr Ikonowicz 12.04.2017 r. o 11:33 pisze:

„S.O.S.

Przed chwilą dostałem informację, że w siedzibie Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej na Jarocińskiej 23 wyłączono prąd. To się wiąże ze zwiększonymi rachunkami po sezonie grzewczym, bo oczywiście ogrzewanie mamy na prąd. W tej sytuacji przyjmujemy ludzi prawie po ciemku (suterena) i piszemy pisma ręcznie. Gdybyście zechcieli wspomóc naszą działalność jakąś wpłatą podaję numer konta:
Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej
14 1020 1156 0000 7202 0083 2899 ”

Źródło – https://www.facebook.com/piotr.ikonowicz/posts/10208253043316083?pnref=story .

.

| | Dodaj komentarz

Wrzodziejące zapalenie jelita grubego (2)

.

Dr Jan Kwaśniewski pisze:

Wrzodziejące zapalenie jelita grubego.

Mam 59 lat. W ubiegłym roku rozpoznano u mnie owrzodziały guz rakowy w jelicie grubym. Rozpoznanie z wycinka pobranego z jelita było następujące: naciek nowotworowy w prostnicy. Od lutego stosuję żywienie optymalne. Na wadze ubyłem kilkanaście kilogramów, ustąpiły mi bóle nerek spowodowane kamicą, na którą już wcześniej byłem operowany.

Dolegliwości ze strony jelita grubego ustąpiły. Koloskopia wykonana w końcu października wykazała tylko niewielki polip i lekki stan zapalny jelita grubego. Owrzodzenie rakowe zniknęło. Czy nie powróci już nigdy?
F.B.

Odpowiedź.
Przyczyną wrzodziejącego zapalenia jelita grubego i raka w tym jelicie jest określony model żywienia, którego skutkiem jest przewaga układu parasympatycznego w jelitach.

Czynniki, powodujące takie zmiany w odżywianiu, przy których nie występuje przewaga układu parasympatycznego w jelicie grubym, chronią przez zachorowaniem na wrzodziejące zapalenie jelita grubego i raka tego jelita.
Pobudzanie układu sympatycznego zmienia, poza świadomością człowieka, jago skład diety tak, że pojawia się przewaga układu sympatycznego także w jelicie.
Palenie tytoniu w pływa na skład diety w kierunku jej przesunięcia bliżej pastwiska (dieta jarska). Papierosy są drogie, dlatego palacz musi kupować produkty spożywcze tańsze. Badania wykazały, że palacze piją więcej kawy, alkoholu, spożywają dużo więcej węglowodanów, jedzą mniej w kaloriach.

A taka dieta nie sprzyja rozwojowi wrzodziejącego zapalenia jelita grubego czy raka. W różnych badaniach wykazano, że palacze chorują rzadziej na raka jelita grubego i na wrzodziejące zapalenia tegoż jelita. Chorują na te choroby 5, 7, 11 razy rzadziej niż niepalący.

Nie oznacza to, że trzeba palić. Oznacza, że trzeba wiedzieć.

Tylko przy Żywieniu Optymalnym utrzymuje się równowaga w układzie wegetatywnym w całym organizmie i w poszczególnych jego narządach. Przy Żywieniu Optymalnym nie ma warunków potrzebnych do zachorowania na wrzodziejące zapalenie jelita grubego czy na raka tegoż jelita.

Dieta Optymalna jest leczeniem przyczynowym w obu tych chorobach. Nic też dziwnego, że i u pana nowotwór ustąpił.

Nie spotkałem nigdy u stosujących Żywienie Optymalne przypadków zachorowań na wrzodziejące zapalenie jelita grubego czy raka tego jelita. Jeżeli u pana nowotwór ustąpił, nie wróci prawie na pewno.

Trzeba przeprowadzać badania kontrolne, a polip, jeśli będzie objawiał się dolegliwościami należy usunąć operacyjnie.

Jan Kwaśniewski.”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=756 .

.

| | Dodaj komentarz

O UKRAINIE NIE-MAINSTREAMOWO

.

Dostałam mailem – Radosław S. Czarnecki:

O UKRAINIE NIE-MAINSTREAMOWO

Wolność tylko dla zwolenników

i członków jednej partii – choćby

najliczniejszej – wolnością nie jest.

Wolność jest zawsze tylko wolnością

dla inaczej myślących.

Róża LUKSEMBURG

Szlagwort, wielkiej polskiej działaczki międzynarodowego ruchu robotniczego, europejskiej myślicielki zmarłej w tragicznych i traumatycznych okolicznościach, stanowiący motto niniejszego tekstu dotyczy nie tylko polityki. Dotyczy nauki, zagadnień społecznych, kulturowych, a przede wszystkim – tak ważnych w dzisiejszej rzeczywistości współcześnie funkcjonujących środków masowej komunikacji – przestrzeni medialnej. Partia w tym passusie to tylko określona figura retoryczna.

Polska narracja na tematy ukraińskie i tego wszystkiego co dzieje się u naszego wschodniego sąsiada przekazywana od lat jest w formie agitacyjnej, manichejskiej, wedle schematów czarno-białych, z niezwykłą subiektywizacją ocen i tez. Jakby powiedział Melchior Wańkowicz – „z chciejstwem”, typowym dla nadwiślańskiego życia publicznego od dekad. Może nawet od wieków. W zasadzie mamy do czynienia albo z nacjonalistyczno-endecką wersją tych wydarzeń (traktującą obywateli Ukrainy en bloc jako faszystów, spadkobierców OUN-UPA i wyznawców ideologii Bandery-Szuchewycza czy koncepcji Dońcowa, ludobójców z Wołynia) albo z agresywnie militarystyczną, podszytą „rusofobią” i demonizacją Kremla oraz obrazem domowej wojny na wschodzie tego kraju. Pomija się (albo traktuje marginalnie) takie zjawiska jak oligarchizacja gospodarki i kraju położonego nad Dnieprem i Dniestrem, niebotyczną korupcję sytuującą Kijów w czołówce tego typu państw, nikomu nie podlegające – prywatne de facto – oddziały militarne najemników siejących terror i zabójstwa (często na zlecenie, nie mające jakiegokolwiek związku z polityką czy zagadnieniami narodowościowo-językowymi) pokrywając je retoryką narodowo-nacjonalistyczną itd.

Ponadto mamy w tym kraju do czynienia z sytuacją niezwykle podobną – moim zdaniem – jaka miała miejsce przed i podczas rozpadu Jugosławii: kraj złożony z różnych języków, religii, kultur, tożsamości itd. pruje się wedle tych właśnie linii nieciągłości. Nasz, polski, mainstreamowy obraz Ukrainy przykładany jest wedle obowiązującego nad Wisłą i Odrą jednolito-narodowego szablonu. A to niezwykle złudne i nieprawdziwe mniemanie. Osobiście mogę stwierdzić, że istnieje przynajmniej 6 Ukrain, znacznie się od siebie różniących, ale zakreślonych granicami państwa powstałego po rozpadzie ZSRR (tu analogia z byłą Jugosławią pod względami: kulturowym, tożsamościowym, językowym, religijnym itd. jest nie do podważenia).

Czy w narracji bądź dyskusjach na temat zjawisk drążących współczesną Ukrainę, musi być nakładany na nie całun naszej, nadwiślańskiej (tak powszechnej w świadomości Polek i Polaków) i wszechogarniającej wszystkie zagadnienia polityczno-społeczne i kulturowe, spiskowej teorii dziejów ? Czy możliwa jest w Polsce, na bazie tak spolaryzowanego i skrajnie bipolarnego oglądu naddnieprzańskiej rzeczywistości (i nie tylko – dotyczy to całokształtu sytuacji na Wschodzie Europy) asertywna, nie-emocjonalna dyskusja na tematy istotne dla samej Ukrainy, dla Polski, dla Europy i ……. Rosji, która jest znaczącą częścią Starego Kontynentu i jakiekolwiek zaklęcia czy fobie nic tu nie zmienią ?

Demonizacja roli Prezydenta Rosji Władimira Putina w polityce światowej jest niebotyczna i irracjonalna. Zwłaszcza, że ci sami komentatorzy diabolizujący i wyolbrzymiający manipulacje Kremla chwilę wcześniej, wszem i wobec, zapowiadają autorytatywnie totalny upadek Rosji, kryzys podcinający jej gospodarkę itd. Warto jest zacytować takie znane powiedzenie: „Rosja nie jest taka silna – jak się jej wydaje, ale też nie jest taka słaba – jak widzą ją jej wrogowie”. Tzw. „ruskij mir” – do którego odwołuje się elita rządząca w Moskwie – jest tym samym co „pax americana” tylko, że w mniejszym wymiarze bo rozciągniętym na poradziecką przestrzeń polityczną (zwłaszcza,, iż poza granicami Federacji Rosyjskiej pozostały miliony etnicznych Rosjan, a w większości tych krajów demokracja i społeczeństwo obywatelskie są w stanie szczątkowym, nawet jeśli te kraje należą do Unii Europejskiej). Możemy się z tym nie zgadzać, możemy to krytykować, ale uwzględniać to w swych analizach, opiniach czy narracji – z tytułu racjonalności, pragmatyzmu i bez względu na sympatie czy kompleksy – wypada. Bez Rosji w Europie (zwłaszcza na Wschodzie kontynentu) niewiele się wskóra.

Polska od 1989 roku zajmuje zdecydowanie „rusofobiczne” stanowisko. I to we wszystkich możliwych płaszczyznach (często nawet ze szkodą dla własnych interesów, aby wyłącznie „zagrać na nosie”, zrobić na złość, Rosji). Francuski filozof i politolog Bruno Drweski mówi: „….. Tępota polskich tzw. elit, co się POPiS-ują po kolei od 25 lat, to typowe zachowanie krzyczącego z bólu niewolnika, który chce budzić litość nowego Pana i marzy o tym, żeby stać się jego Uncle Tomem, czyli ulubionym niewolnikiem mającym służyć w domu swego Pana, by nie tyrać na jego polach. Takie zachowanie to nie wyzwolenie, to dobrowolne lokajstwo hilfspolizei”. Przypisywanie sobie jedynej prawdy – zdecydowanie szkodzi. Zwłaszcza w polityce. Prof. Ludwik Stomma, etnolog, antropolog kultury, humanista, nauczyciel akademicki sądzi, iż ten stan rzeczy zmienić można jedynie w wypadku kiedy „….. wyzbędziemy się przekonania, że jesteśmy posiadaczami prawdy”. Inaczej, w każdy wypadku pozostawać będziemy na rewindykacyjnych pozycjach, sądząc że inni muszą się nagiąć do naszej wizji świata i swoją tożsamością dopasować do naszej. Jest to droga donikąd. Aby jednak z niej zejść trzeba chcieć dokonać wysiłku i zakwestionować „opowieści spod lipy”. A one są przecież tak wygodne, tak pochlebne, ukazują nas w najjaśniejszych barwach, uspokajające nasze sumienia, nawet kreują nas na naród wyjątkowy, mający szczególną misję – wszędzie (zwłaszcza na Wschodzie Europy) do spełnienia.

Filozof idei i politolog, znawca kultury i historii Rosji (światowej sławy) prof. Andrzej Walicki twierdzi, że „…Polska wchodząc do Unii Europejskiej powinna dbać głównie o dobre stosunki z Niemcami, a także nie próbować odgrywać roli klina wbitego między Niemcy i Rosję”. I to jest druga prawda, którą Polacy muszą uwzględniać mówiąc o Wschodzie Starego Kontynentu. I to dotyczy też Ukrainy, którą chce się – z racji naszego „ciasnego” i „rusofobicznego” stanowiska politycznego – rozegrać przeciwko Rosji, nie bacząc na zagrożenia rodzące się dla naszych interesów nad Dnieprem, Dniestrem i Prutem. I tu rodzi się kolejne pytanie; czy interesy Polski i Rosji zawsze muszą być rozbieżne ? Pojęcie nigdy nie istnieje w polityce, o czym świadczyć mogą najlepiej słowa mistrza polityki – jak uważa się w Polsce (choć niezwykle wybiórczo) Winstona Churchilla: „Nie ma w polityce wiecznych przyjaciół i nieprzyjaciół. Są tylko wieczne interesy”.

Aby wypowiadać się i decydować o politycznym stanowisku odnośnie całego Wschodu Europy, wymagana jest doskonała znajomość dziejów tych obszarów, ich kultury, jak również skomplikowanych zagadnienia społeczno-politycznych odziedziczonych w wyniku historii. Nie „wishfull thinking”, nie fantasmagorie czy oparcie się na fantazmatach jakich pełno jest w naszym, polskim imaginarium. Dlatego nie można zgodzić się aby en bloc za rzeź wołyńską (jak to czyni się często w naszym kraju) obwiniać wszystkich Ukraińców, obywateli tego państwa. Trzeba to mówić jasno i wyraźnie, zwłaszcza w środowiskach lewicy (bez względu na konotacje i sympatie, bez prób rozgrywania aktualnej sytuacji wewnątrz-ukraińskiej w jakie wpadł ten kraj – tak z tytułu naddnieprzańskich uwarunkowań jak i rosyjskich ingerencji – i z racji tego komu to zaszkodzi, a komu pomoże): UPA-OUN to byli faszyści a nawet – naziści ukraińscy. Ich dzisiejsze rosnące stale znaczenie – i nie jest to w żadnym wypadku przerysowywana propaganda kremlowska czy anty-ukraińska narracja – w różnych strukturach władzy na Ukrainie, z racji edukacji prowadzonej wśród młodzieży (zwłaszcza na zachodzie kraju), istnienia niezliczonej liczby prywatnych oddziałów sponsorowanych przez oligarchów czy paramilitarnych, skrajnie prawicowych organizacji musi budzić niepokój oraz daleko posunięty dystans do tych zjawisk. Doskonale bowiem wiadomo, iż tego typu „milicje”, oparte o tzw. suprematyzm (co by pod tym terminem nie rozumieć) mają wyraźnie prawicowy, często ultra-rasistowski i nawet – faszystowski rys jak np. Ku Klux Klan, Narody Aryjskie czy Rada Konserwatywnych Obywateli w USA ([za]: Council of Conservative Citizens). To jeden z mnóstwa przykładów, iż ideologia nazistowsko-faszystowska ma się na Ukrainie bardzo dobrze i jest gloryfikowana przez najwyższe władze w Kijowie. Czy na faszystowskich doktrynach, bliskich nazizmowi ideach i praktykach (a przynajmniej – na ich publicznym gloryfikowaniu) można budować cywilizowaną państwowość w europejskim wymiarze ? Czy jest jakiekolwiek wytłumaczenie, nawet najbardziej wzniosłe i szczytne, aby legitymizować czy uzasadniać patriotyzm, chęć niepodległego bytu bądź wolność tego typu argumentami czy ideologią ?

Na te fakty zwracali w swych wypowiedziach uwagę politycy, na pewno nie pro-kremlowscy czy związani biznesowo z kapitałem rosyjskim, tacy jak Günter Werheugen, Miloš Zeman, Aleksis Tsipras czy Nikolas Sarkozy.

Czy możemy rozmawiać i czy powinniśmy wysłuchać innej narracji na tematy ukraińskie pochodzące z gremiów opozycyjnych wobec Kijowa, a pochodzące ze wschodu Ukrainy ? Czy wszyscy którzy nie zgadzają się z efektami Majdanu – rozpoczętego pod zupełnie innymi hasłami i mającego zupełnie inne społeczne uwarunkowania niż jego polityczne efekty – są automatycznie agentami Kremla, zwolennikami polityki Prezydenta Putina czy pro-rosyjskimi trollami ? Czy uczciwość i pluralizm – przede wszystkim w mediach – nie wymagają zawsze wysłuchać tego INNEGO ? I czy amputacja – przez polski mainstream medialno-polityczny (czyni się tak w wielu, nie tylko w odniesieniu do polityki wschodniej, przypadkach) – immanentnego Oświeceniu sceptycyzmu i samodzielności myślenia na rzecz apriorycznej wiary w tzw. Autorytety jest czymś ze wszech miar pożądanym ? I czy sponsoring kogokolwiek w obcym kraju dolarami tak aby realizowane były interesy hegemona (enuncjacje w tej materii pani Nuland) jest czymś lepszym niźli sponsoring a rebours tylko, że w rublach ? Mówimy z punktu widzenia obiektywizmu, prawdy, balansu poglądów i sądów.

Polski mainstream postrzega sytuację na Ukrainie wedle XIX-wiecznych paradygmatów, opierając się w tym na mrzonkach Maurycego Mochnackiego czy mocno zwietrzałej (z racji upływu czasu i zmiennych warunków geopolitycznych) koncepcji Giedrojcia-Mieroszewskiego. Tu zawarte są wizje jagiellońskiej tromtadracji, jakiegoś mitycznego Międzymorza czy zepchnięcia Rosji za Ural (a najlepiej podzielenia jej wg wizji Brzezińskiego z „Wielkiej szachownicy”). Na ten temat, czyli „rusofobicznej”, nieprzyjaznej, wręcz wrogiej postawy polskiej elity demo-liberalnej wobec Federacji Rosyjskiej w ostatnim 30-leciu, znajdziemy wiele przykładów przywoływanych w swej twórczości przez profesorów – znawców tematyki – Andrzeja Walickiego czy Bronisława Łagowskiego.

Może 20 kwietnia 2017 roku, w Hotelu Gromada (w Warszawie), o godz. 10.00. podczas międzynarodowej konferencji poświęconej zagadnieniu >Ukraina – trzy lata po Majdanie< choć w niewielkim stopniu uda się odpowiedzieć na pytania związane z przyszłością Ukrainy, konfliktami szarpiącymi ten kraj od wewnątrz (i to nie tylko chodzi o Krym czy wschód kraju, ale także o Bukowinę czy Zakarpacie), ze wzrostem znaczenia sił nacjonalistycznych, quasi-faszystowskich, rewanżystowskich i ksenofobicznych oraz z gloryfikacją tożsamości narodowo-państwowej opartej o taką symbolikę i wartości, a także na temat wszechobecnej korupcji i oligarchizacji życia publicznego.

Międzynarodowa konferencja

Ukraina – trzy lata po Majdanie

Warszawa, 20 kwietnia 2017 r.

Program

– panel 1:

1. Wasilij Wołga, lider Sojuszu Lewicowych Sił Ukrainy, Ukraina: Ukraina jako poligon doświadczalny dla USA i UE

2. Aleksandr Prigarin, profesor Odeskiego Uniwersytetu Narodowego: Problem

wyboru Ukrainy – pluralizm kulturowy czy etniczny monolit?

3. Aleksandr Todorow, dziennikarz, obrońca praw człowieka, Ukraina: Heroizacja

banderowców na Ukrainie – nowe realia

4. Matyas Benyik, platforma ATTAC, Węgry: Trzy lata po Majdanie – ocena

ukraińskiego kryzysu w ciągu tego okresu

Moderator: Jacek C. Kamiński, dziennikarz, Polska

– panel 2:

1. Gieorgij Pospiełow, niezależny ekspert, Ukraina: Sytuacja na Ukrainie po

przeprowadzeniu reform zainicjowanych przez Zachód

2. Michaił Tiasko, Światowa Rada Rusinów Podkarpackich, Czechy: Sytuacja Rusinów Karpackich na współczesnej Ukrainie

3. Jacek Rosołowski, przewodniczący WZZ „Walka”: Sytuacja ukraińskich

pracowników w Polsce

4. Nabil Al-Malazi, społeczność syryjska w Polsce: Syria i Ukraina – technologie

„kolorowych rewolucji”

Moderator Radosław Czarnecki, dziennikarz, Polska

Organizator:

Inicjatywa Nowa Ukraina

www:Facebook.com/nukraina

e-mail: nowaukraina@onet.pl

.

 

| | Dodaj komentarz

Marskość wątroby

.

Dr Przemysław Pala pisze:

Marskość wątroby.
Wątroba należy do najlepiej regenerujących się narządów ludzkiego organizmu. Wystarczy, aby zachowana została minimalna ilość miąższu tego organu, aby mógł się on całkowicie odbudować, jednak człowiek nie jest w stanie funkcjonować bez jego prawidłowej pracy.

Na początku lat 90-tych przeprowadzono w USA badania, które potwierdziły niesamowite zdolności wątroby. Po usunięciu wątroby zmarłemu na marskość, była ona hodowana „ in vitro” i po pewnym czasie zauważono odbudowę prawidłowej budowy zrazikowej. W ludzkim organizmie wydaje się to niemożliwe, ponieważ krańcowa niewydolność wątroby powoduje śmierć.

Przyczyny marskości  tak naprawdę nie są znane. Najczęściej podawane wirusowe zapalenie wątroby jest jedynie czynnikiem predysponującym, a faktyczna przyczyna to niska odporność umożliwiająca rozwój i namnażanie wirusa. Nie powoduje marskości również sam alkohol jak się powszechnie uważa. Oczywiście alkohol przyspiesza procesy niszczenia zrazików, jednak głównym czynnikiem jest niedożywienie osób uzależnionych, które nie zjadają dostatecznej ilości wysokowartościowego białka.

Stosowane obecnie metody leczenia tej choroby są rzeczywiście coraz lepsze, jednak żywienie chorych skutecznie niweluje działanie leków. Zalecana tzw. „ dieta wątrobowa” opiera się na kleikach ryżowych i chudym mięsie, w celu odciążenia wątroby. Skutek jest taki, że choroba uznawana jest za nieuleczalną, a przeżywalność wynosi do 5 lat.

Wątroba jest narządem stworzonym do trawienia tłuszczów i jeżeli się go nie dostarczy  w pożywieniu, to dochodzi do zastoju żółci w przewodach wątrobowych, z czym mamy do czynienia przy standardowym leczeniu marskości. Dodatkowo dieta zalecana chorym nie zawiera białka potrzebnego do odbudowy narządu. Żywienie wysokowęglowodanowe w takich sytuacjach jest czynnikiem, który ostatecznie przesądza o losie chorych. Cukry z przewodu pokarmowego są wchłaniane do zlewiska żyły wrotnej, dostają się bezpośrednio do wątroby i tu są przetwarzane na lipidy, co absorbuje znaczną część możliwości metabolicznych wątroby. Również aminokwasy ze strawionych białek przedostają się do krążenia wrotnego i muszą być przetworzone przez ten narząd. Brak tłuszczów w diecie prowadzi do wzrostu ciśnienia w przewodach żółciowych, w efekcie, czego wątroba zwiększa swoją objętość i pojawiają się bóle spowodowane uciskiem na otaczającą ją torebkę.

Kumulacja powyższych procesów jest przyczyną utrudnionego przepływu krwi przez wątrobę, co skutkuje przeciążeniem serca, jego przerostem i wystąpieniem obrzęków. Niewydolność serca pogarsza funkcje wątroby i dochodzi do wytworzenia błędnego koła prowadzącego do zniszczenia narządu. Obrót owego koła może być przerwany przez żywienie optymalne, ponieważ opiera się ono na tłuszczach zwierzęcych, które są doskonałym źródłem energii i po wchłonięciu omijają krążenie wątrobowe dostając się do tkanek za pośrednictwem chłonki a później krwi.

Zbawienny wpływ tłuszczów nasyconych potwierdzony został już badaniami klinicznym, jednak presja środowisk medycznych spowodowała porzucenie dalszych badań.

Stosując żywienie optymalne już wielokrotnie spotykałem się z przypadkami wyleczenia marskości wątroby, co jest logiczne zwarzywszy na jej fizjologię. W przypadku tej choroby rozpoczynając żywienie optymalne należy skontaktować się najpierw z lekarzem, który uczuli na konieczność zachowania prawidłowych proporcji między białkiem, tłuszczem i węglowodanami.

U pacjentów spotyka się zazwyczaj i inne choroby współistniejące ( cukrzyca, nadciśnienie itp.),  w leczeniu, których często stosuje się leki toksyczne dla wątroby, czasem trzeba je szybko odstawić.

Przy prawidłowo stosowanej diecie, z ograniczeniem białka do 0.5 – 0.8g/kg m.c., objawy choroby cofają się stosunkowo szybko. Oznaki poprawy widać już po kilkunastu dniach, jednak cały czas ważna jest kontrola parametrów biochemicznych i klinicznych, ze względu na możliwość powikłań spowodowanych np. kamicą żółciową lub chorobą pasożytniczą. W przeważającej części przypadków stan chorych ( nawet ciężko) jest znacznie lepszy już po 2 – 3 miesiącach. Pełne wyleczenie następuje w czasie krótszym niż rok. Pacjenci, którzy przeszli marskość wątroby nigdy nie wracają już do poprzedniego modelu żywienia pamiętając o swoich cierpieniach. Niestety większość chorych w Polsce nadal skazana jest na choroby bez nadziei wyleczenia.

lek. med. Przemysław Pala”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=310 .

.

| | Dodaj komentarz

Nasz sztandar płynie ponad trony

.

Piotr Ikonowicz 09.02.2017 r. o 08:22 pisze:

„Nasz sztandar płynie ponad trony

Krysia handluje warzywem na Smoczej róg Nowolipek. Teraz zima i się nudzi więc zapisała się na Uniwersytet III Wieku w Markach. Ona i jej trzy córki należą do Ruchu Sprawiedliwości Społecznej. Pomału robi się jak kiedyś w PPS, ludzie należą do Partii całymi rodzinami. Otrzymałem zaproszenie i spotkałem się z grupą osób w wieku seniorskim, które chciały posłuchać tego co mam do powiedzenia. Teraz jest panika, bo Marki po PiS-wskiej reformie mają wejść w skład wielkiej Warszawy. A przecież Warszawa Podmiejska jest raczej konserwatywna niż postępowa, o lewicowości nie wspominając. Ja jednak przez ponad godzinę wyjaśniałem tym ludziom demokratyczny socjalizm, nasze metody działania i cele, a oni zamiast wyzwać mnie od antychrystów, okrzyknęli mnie Jezusem. Nie jest więc może z tym naszym podmiejskim ludem tak źle.

Pod Miau Caffé gdzie dzieje się taka krzywda załodze, że wszyscy się zwolnili, była pikieta. Pracodawczyni nie zapłaciła ani grosza składek, nie podpisała umów i w ogóle traktowała ludzi jak tanią siłę roboczą. Przyszliśmy tam więc w dwadzieścia czerwonych sztandarów, bo wszędzie przychodzimy z naszymi partyjnymi flagami. Pora nie była dogodna, bo to południe, ludzie w robocie. Dlatego zaprosiliśmy osoby, które korzystają z naszej pomocy, lokatorów, dłużników. Żadna z tych osób nie miała problemu z wzięciem do ręki czerwonej flagi. Przyjechała policja i zwróciła uwagę, że tarasujemy wejście do lokalu, potencjalnym klientom. Odpowiedzieliśmy, że przejście jest, nie gorsze niż mieli posłowie opozycji do Sali Kolumnowej, w której uchwalano budżet. Odczepili się.

Kilka dni później wzięliśmy udział w upamiętnieniu Proletariatczyków straconych na stokach warszawskiej Cytadeli. Najpierw niemiłosiernie fałszowaliśmy Międzynarodówkę. Potem chór rewolucyjny coś zaśpiewał, a dziewczyna z Partii Razem oznajmiła „odważnie”, że miała pradziadka w Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej i że wcale się go nie wstydzi. My, czerwoni poczuliśmy się głupio. Jak to nie wstydzi? Trzeba było wyjaśnić, że walka trwa i że przyszliśmy tu obiecać, że tej walki nie porzucimy, tak jak naszych czerwonych sztandarów.

Jest taki pogląd, że socjalizm jest passé. Do lamusa odłożyć też należy czerwony sztandar i klasową analizę stosunków społecznych. Kiedy już to wszystko odrzucimy będziemy mogli się skutecznie, na poważnie zająć się „korektą kapitalizmu”. Kto tego nie zrobi, ten wyląduje na śmietniku historii wraz z Berią i Stalinem. Tymczasem Piotr Ciszewski, anarchizujący socjalista niestrudzenie prowadzi naszą czerwoną i czarno-czerwoną politykę historyczną. I ma rację. To dzięki niemu spotkaliśmy się na Cytadeli. Bo to historia wspaniała, którą trzeba wciąż na nowo opowiadać podnosząc głowy dumnie zamiast dawać się nacjonalistom zapędzać do kąta. W każdym kiosku jest pełno historycznych zeszytów opowiadających prawicową, spaczoną wersję historii. Stęskniona za szlachetnymi wzorcami młodzież masowo ten chłam kupuje marząc o swojej walce i własnym bohaterstwie. A przecież nie da się uczciwie opowiedzieć drogi do Niepodległości bez Rewolucji 1905 roku, bez strajków, i akcji OB. PPS. To ruch robotniczy, a nie endenckie spiski zapewniły Polsce odrodzenie w 1918 roku. To bunt przeciwko „prałatom, magnatom i fabrykantom, których nazwiska nadaje się teraz ulicom w Łodzi, kiedy nie ma już fabryk, stworzył siłę, która niestrudzenie parła ku Polsce szklanych domów, idealizowanej, suwerennej.

Bo Polska nie była tylko marzeniem szlacheckich dworów Mickiewicza, była mitem wyzwolenia społecznego, w którym jarzmo narodowe i społeczne przypisywano obcym w nadziei, że Polska taka nie będzie. Niestety była. II Rzeczpospolita strzelała do zbuntowanych chłopów i robotników, a Trzecia wysłała ludzi pracy na umowy śmieciowe takie jak w Caffe Miau.

Jeżeli lewica ma się odrodzić, to nie przez szukanie nowych barw i nowej tożsamości, ale poprzez odwołanie się do ludzi, którzy potajemnie przekraczali Pireneje by stoczyć pierwszą walną bitwę z faszyzmem. Nie wystarczy nie wstydzić się pradziadka z PPS-u. Trzeba go wziąć na sztandary.

To, że klasa średnia również cierpi z powodu panującego systemu sprawiło, że powstała lewica klasy średniej, Partia Razem. Z czego można się tylko cieszyć i trzymać kciuki. Jednak o zmianie systemu, o pokonaniu narodowego kapitalizmu PiS-u można będzie myśleć gdy dotrzemy do 16 milionów ludzi pracy, z których większość głosuje dziś na Prawo i Sprawiedliwość. Tę walkę o rząd dusz prowadzimy już od kilku lat. Na stokach cytadeli, blokadach eksmisji,pod Caffé Miau i w Uniwersytecie III Wieku w podwarszawskich Markach.

Piotr Ikonowicz”

Źródło – https://www.facebook.com/piotr.ikonowicz/posts/10207764554744174 .

.

Polecam – https://jaroslawpietrzak.com/2017/04/08/zyjemy-w-schylkowym-kapitalizmie-co-przyjdzie-po-nim/ .

.

| | Dodaj komentarz

Stół z powyłamywanymi dietami

.

Dostałam mailem – Mariusz:

„Stół z powyłamywanymi dietami

Tak to teraz mogę określić, że wyłamałem się z dotychczasowych diet bo przecież nie była to jedna ale różniste, jakie tylko mogły się w życiu człowiekowi przydarzyć. Tak przydarza się każdemu, kto nie miał do czynienia z tą, o której będzie mowa. A było to już 19 lat temu. Co mnie do diety/żywienia optymalnego przekonało?, argumenty Autora i to nie tyle te rzeczowe, merytoryczne, żywieniowe co jakość/styl myślenia o świecie, tak odmienny od dotychczasowych znanych mi poglądów. To mógł napisać człowiek o innym stanie umysłu podbudowanym głęboką wiedzą popartą doświadczeniem-zweryfikowaną życiowo. Coś ten stan rzeczy spowodowało, stało się również później moim udziałem, zupełnie darmowo. Ale jak za to wspaniale!

Zawsze jedynie przeczuwałem, że jest cokolwiek inaczej w życiu niż to, co nam oficjalnie wtłaczają od dziecka do głowy.

Po raz pierwszy w moim, jak myślałem dotąd, racjonalnym światopoglądowo życiu, zjawiła się całkiem przypadkowo WIEDZA mająca najważniejszy wpływ na to, co się myśli a potem robi, (nie w kolejności odwrotnej), a co najważniejsze, daje zupełnie inne, odmienne, lepsze myśli od dotychczasowych, lepsze dla mnie i dla innych ludzi, daje lepsze zdrowie i niezwykłą odporność na czyhające na nas zewsząd choroby.  Bo tak naprawdę to ich nie ma, my sami je niejako „zapraszamy” do siebie psując wcześniej swoje doskonale działające organizmy, które buntują się wpadając w objęcia autoagresji i wtedy one (choroby) zaczynają się pojawiać w pełnej swojej krasie. Kto by przypuszczał ,że „z potraw ,które się zjada ,powstają wszystkie choroby ludzkie”*)? Nikt. Nikt poza autorem „optymalności żywieniowej”, doktorem Janem Kwaśniewskim z Ciechocinka twórcą „żywienia optymalnego”, najlepszej, naturalnej diety dla człowieka. Na czym to żywienie polega?, radzić mogę aby każdy zainteresowany zapoznał się sam, podobnie jak ja, bez żadnych uprzedzeń (wyłam się z dotychczasowych mniemań o żywieniu, wywróć dotychczasowy „stół myślowy”) z książkami Doktora. Ba!, spróbuj „sapere aude”, dobrodziejstwa będą przekraczajace jakiekolwiek domysły w temacie. Wiem co napisałem, cuda w obrębie natury są i będą codziennością.

Od 19 lat jestem zdrowym człowiekiem. Może ktoś powiedzieć tak ad hock o sobie teraz? Tyle lat bez pomocy służby zdrowia i farmaceutyków? A przedtem różnie bywało. Te kilka katarów (nieżytów nosa), schodzące kamienie nerkowe (dwukrotnie), traktuję jedynie jako czasowe dolegliwości nie mające istotnego wpływu na stan zdrowia. Skład mojej diety to zgodnie z zasadą B:T:W, ustaloną przez Doktora, którą przestrzegam, a która zawarta jest w jego publikacjach:  ok.80% to tłuszcze, 1o% białka i 10% węglowodany.

Jemy mało, zdrowo biologicznie przy maksymalnym skondensowaniu w proporcji składu.

Nie ma nic szczęśliwszego w życiu jak być zdrowym.

„Człowiek chory nie jest człowiekiem wolnym”, mawia Doktor.

Zdrowia wszystkim czytającym ten tekst życzę.”

.

———

*) Herodot

.

| | Dodaj komentarz

Groch o ścianę? Może nie?

.

Helena Szmuness o1.04.2017 r. o 11:30 pisze:

„Spokojna, wywazona rozmowa z prawnikiem, Polakiem, mieszkajacym od pond czterdziestu lat w Wielkiej Brytanii. Zwyczajny brytyjski prawnik, ktory zrzadzeniem losu jest Polakiem.

Wiem, ze to groch o sciane i dalej beda sie pojawiac w polskich mediach glosy wyrazajace zaniepokojenie Najwazniejszym Pytaniem: ” Co sie stanie z Polakami po Brexicie? Czy beda odsylani pod przymusem do Polski”.

Groch o sciane, ale postanowilam mimo to zlinkowac rozmowe z adwokatem, uznajac, ze przynajniej wsrod moich fejsbukowych kumpli, jest statystycznie znacznie mniej idiotow niz w reszcie populacji. Wrecz prawie nie ma, choc jakby poskrobac, to kto wie…  „

Źródło – https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1742182809425516&id=100009014423907 .

.

Oto ta rozmowa: Brexit. Anglicy z małych miast czują się osaczeni przez obcych z Polski – http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21575646,brexit-anglicy-z-malych-miast-czuja-sie-osaczeni-przez.html .

.

Świetny wywiad. Wyrazy uznania Gazecie Wyborczej. I podziękowania Helenie Szmuness za linka 😀

.

| | Dodaj komentarz