„Elektrostymulacje transcerebralne w leczeniu chorych na neurastenię”

.

Dr Jan Kwaśniewski pisze:

Elektrostymulacje transcerebralne w leczeniu chorych na neurastenię” – Biuletyn Naukowy CWZS Lądek Zdrój nr 1, 1974r.

lek. Jan KWAŚNIEWSKI ( z Wojskowego Zespołu Sanatoryjnego w Ciechocinku)

Ilość chorych na nerwice wzrasta we wszystkich  grupach wieku, schorzenia nerwicowe występują masowo u dzieci i młodzieży (3,5,9,14,19). Nerwice coraz częściej są przyczyną trwałej niezdolności do pracy (19). Leczenie chorych z nerwicą jest długotrwałe, kosztowne, często mało skuteczne. Około 90% chorych leczonych  w WZS w Ciechocinku podaje skargi typu nerwicowego, u blisko 30% nerwica jest chorobą zasadniczą (23).

W leczeniu nerwic, w których zasadnicze objawy chorobowe wynikają z przewagi układu sympatycznego, stosuję prądy selektywne o parametrach pobudzających układ nerwowy parasympatyczny. Leczono tą metodą 2353 chorych w tym 660 więcej niż jeden raz.

Dla określenia wpływu prądów selektywnych na chorych analizowano 15 dolegliwości podmiotowych oraz badano ilość wydzielanej śliny metodą podaną przez Pecka i Königa (14).

Badanie wykonywano w 3 i 23 dniu pobytu chorych w sanatorium. Zabiegi stosowano codziennie w ilości 16 zabiegów na kurację , wg metody podanej w poprzednim doniesieniu.

Analizowano zachowanie się badanych parametrów w grupie 47 chorych przebywających w sanatorium w okresie kwietnia i maja 1972r., u których stosowano zabiegi balneologiczne i fizykalne oraz dodatkowo prąd6 selektywne. Przeciętny wiek chorych wynosił 42 lata.

Grupę kontrolną stanowiło 20 chorych, u których stosowano podobne zabiegi, ale bez prądów selektywnych. Przeciętny wiek 43 lata. U wszystkich chorych rozpoznano neurastenię  z przewagą układu sympatycznego. Choroby współistniejące: zmiany zwyrodnieniowe stawów kończyn i kręgosłupa – 23, gościec łącznotkankowy – 4 , choroba wieńcowa  – 4 ( w tym po zawale – 2), uszkodzenie CUN miażdżycowe-naczyniopochodne – 4, cukrzyca – 1, zespół Raynauda – 1. Grupa kontrolna: neurastenia – 12, tzw. nerwice wegetatywne – 8, zmiany zwyrodnieniowe – 12, gościec łączno-tkankowy – 4.

Chorych podzielono na trzy grupy w zależności od wpływu stressu na ich stosunek do pożywienia.

 

  • Reakcję określono (+) – u chorych, którzy na stress reagowali żarłocznością,
  • Reakcję określono (0) – u chorych,  którzy nie potrafili określić  wpływu stressu na ich stosunek do pożywiania,
  • Reakcję określono (-) – u chorych, którzy pod wpływem stressu ograniczali ilość spożywanego pokarmu.

Badano nasilenie i częstotliwość występowania 15 głównych skarg, występujących najczęściej u chorych: bezsenność, makabryczne sny, lęki, płaczliwość, potliwość, bicie i bóle serca, wysychanie w ustach, zmęczenie po wypoczynku nocnym, stałe uczucie zmęczenia, natrętne myśli, bóle głowy, zawroty głowy, nadwrażliwość na bodźce słuchowe, drżenie rąk, drżenie określane przez chorych jako „wewnętrzne”. Skargi rejestrowano w umownej skali od 0 do 3:

0 – nie występuje,

1 – występuje 2-3 x w tygodniu,

3 – codziennie.

Maksymalna ilość punktów w tej skali wynosi 45. Zachowanie się badanych parametrów u chorych leczonych prądami selektywnymi przedstawia tabela 1.

 

TABELA 1

 

 Grupa  chorych   n  śr. waga       ciała           ilość punktów             ilość śliny     Różnica
 przed lecz.    po lecz.  przed lecz.  po lecz.  w mg   w %
 ogólem  47   +1,4 kg       34,5   8,0-23,3%      1092    1734 +648 +58,8
     +  12 +15,7 kg       31.9   6,1-19,3%        992    1562 +570 +57,4
     0    5   +2,2 kg       37,8 11,4-30,1%      1180    1810 +630 +53,4
     –  30    -4,4 kg       35,0   9,1-23,5%      1121    1794 +673 +61,0

Zachowanie się badanych wskaźników u chorych, których leczono dodatkowo prądami selektywnymi , w 3 i 23 dniu pobytu w sanatorium przedstawiono w postaci średnich arytmetycznych.

 

U chorych, u których nie stosowano prądów selektywnych –  tabela 2

 

TABELA 2

 

  Grupa  chorych    n  śr. waga     ciała         ilość punktów             ilość śliny  Różnica
 przed lecz.      po lecz.  przed lecz.  po lecz.  w mg  w %
 ogólem  20   +6,6 kg      29,3 27,4-93,5%       1641    1309   -332 -20,2
    +  10 +15,6 kg      32,8 31,2-95,1%       1496    1263   -233 -15,7
    0    2   +1,8 kg      14,0   9,0-64,3%       2900    1600 -1300 -44,8
    –    8    -3,5 kg      31,2 27,2-87,1%       1506    1294 -212 -11,2

Zachowanie się badanych wskaźników u chorych, u których nie stosowano dodatkowych prądów selektywnych, w 3 i 23 dniu pobytu w sanatorium przedstawiono w postaci średnich arytmetycznych.

 

Grupę kontrolną podzielono dodatkowo na 2 podgrupy w zależności od wpływu leczenia sanatoryjnego (bez prądów selektywnych) na badane parametry. Do podgrupy 1 zaliczono 10 chorych, u których pod wpływem leczenia sanatoryjnego skargi nerwicowe nasiliły się, do podgrupy 2  – 10 chorych , u których po leczeniu sanatoryjnym ilość skarg zmniejszyła się.

W tabeli 3 przedstawiono zachowanie się badanych parametrów.

 

TABELA 3

 

     Grupa     chorych    n  śr. waga     ciała          ilość punktów           ilość śliny    Różnica
 przed lecz.  po lecz. przed lecz. po lecz. w mg w %
 więcej niż 32       punkty  10 +10,2 kg      36,3 40,8-111,3%      1430    1028  -402  -29,7
 32 punktów      i mniej  10   +3,0 kg      22,0 14,0-63,6%      1852    1610  -238  -13,1

 

Zachowanie się badanych wskaźników u chorych, u których nie stosowano dodatkowo prądów selektywnych, w 3 i 23 dniu pobytu w sanatorium, przedstawiono w postaci średnich arytmetycznych, z uwzględnieniem korzystnego, bądź niekorzystnego wpływu pobytu w sanatorium na nerwicowe objawy chorobowe.

 

Omówienie wyników:

Średnia waga ciała była wyższa  o 20,1 kg w grupie chorych z reakcją na stress (+) niż w grupie chorych z reakcją na stress (-).  Faktycznie różnica wagi byłaby jeszcze większa, gdyż w grupie z reakcją na stress (-) było 3 chorych (55,57,60 lat) z nadwagą śr. 28,3 kg. Chorzy ci przez wiele lat reagowali na stress żarłocznością. W ostatnich latach u wszystkich pod wpływem silnego, przedłużającego się stressu wystąpiła zmiana reakcji na stres, zaczęli ograniczać ilość zjadanego pokarmu pod wpływem stressu .

U wszystkich występowały kliniczne objawy miażdżycy CUN. Zmiana reakcji na stress nie łączyła się u tych chorych ze spadkiem wagi ciała.

W grupie chorych leczonych prądami selektywnymi obserwowano znaczne zmniejszenie się skarg nerwicowych i to u wszystkich, u wszystkich też zwiększyło się wydzielanie śliny. W grupie tej najbardziej zmniejszyła się ilość następujących skarg: bóle głowy (o 89%), natrętne myśli (o 88,9%), zmęczenie po wypoczynku nocnym (o 86,5%), stałe uczucie zmęczenia (o 83,2%). Mniejszą poprawę obserwowano w potliwości 9o 61%), zawrotach głowy (o 70%).

W grupie kontrolnej po leczeniu sanatoryjnym u 3 chorych z grupy „lżejszych” nerwic (poniżej 32 pkt.) ilość śliny zwiększyła się  o 75, 150 i 375 mg, u pozostałych 17 ilość śliny zmniejszyła się. Obserwowano pewną poprawę w biciach serca, słabym uczuciu zmęczenia, zawrotach głowy, bezsenności. Pogorszenie w bólach głowy, męczących snach, potliwości, natrętnych myślach, wysychaniu w ustach, wrażliwości na nagłe bodźce słuchowe.

Rezultaty uzyskane w leczeniu nerwicy w grupie chorych leczonych prądami selektywnymi, wyraźnie różnią się w sposób korzystny od wyników leczenia u chorych leczonych metodami tradycyjnymi. Mimo niekorzystnej dla leczenia nerwic pory roku (w okresie wiosennym nerwice z przewagą układu sympatycznego nasilają się), uzyskane efekty u wszystkich chorych są bardzo korzystne. W grupie kontrolnej niewielką poprawę  obserwowano jedynie u chorych z lżejszymi postaciami nerwic. Chorzy na częstsze postacie newicy, mimo stosowania leczenia farmakologicznego, znoszą pobyt w sanatorium źle, leczenie takie powoduje u nich, szczególnie w okresie wiosennym, nasilenie objawów chorobowych. Chorzy tacy nie powinni być kierowani do sanatoriów nie dysponujących możliwościami leczenia prądami selektywnymi, gdyż jest to nie tylko bezcelowe, ale szkodliwe (6, 16).

Wpływ prądów selektywnych na organizm wynika w pewnym niewielkim stopniu także z działania samego prądu galwanicznego. Prąd galwaniczny działa korzystnie w bólach głowy nerwicowych (naczyniozwężających) i w migrenie (naczyniorozszerzających), mimo przeciwstawnych mechanizmów powodujących występowanie bólu w tych chorobach. Uzyskane rezultaty lecznicze, największa poprawa w grupie leczonych prądami selektywnymi w bólach głowy i największe pogorszenie w grupie kontrolnej również w bólach głowy, potwierdzają korzystny dodatkowy wpływ prądu galwanicznego na bóle głowy zwłaszcza, że inne dolegliwości, które zmniejszyły się pod wpływem swoistego działania prądów selektywnych, zmniejszyły się w mniejszym stopniu.

Prąd galwaniczny może wpływać na układ nerwowy wegetatywny przez swój wpływ obniżający poziom katecholamin w mózgu, nie tylko w obszarze przepływu prądu, ale i w miejscach odległych (8, 11). Spadek poziomu katecholamin w CUN pod wpływem prądu galwanicznego można uznać za korzystny w nerwicy z przewagą układu sympatycznego, natomiast niepożądany w depresji z przewagą układu parasympatycznego.

Prądy selektywne w zależności od parametru prądu, mogą wpływać bezpośrednio na mięśnie prążkowane, mięśnie gładkie, naczynia krwionośne, nerwy obwodowe, CUN, układ wegetatywny (12, 13, 25). Pobudzenie układu parasympatycznego wpływa hamująco na układ sympatyczny i odwrotnie. W przeciwieństwie do innych metod leczenia działanie prądów selektywnych w zasadniczym stopniu jest ograniczone do obszaru przepływu prądu.

Dzięki tym właściwościom przy pomocy prądów selektywnych można uzyskać trwałą , miejscową przewagę układu sympatycznego lub parasympatycznego, nawet w bezpośrednio sąsiadujących ze sobą okolicach ciała. Np. w przypadku ciężkiej nerwicy neurastenicznej, z jednostronną migreną okoporażenną, leczoną bezskutecznie w klinikach, uzyskano znaczne zmniejszenie przewagi układu sympatycznego i ustąpienie objawów migreny stosując prądy selektywne o parametrach pobudzających układ parasympatyczny przy ułożeniu elektrod na gałkę oczną i okolice podpotyliczną i prądy pobudzające układ sympatyczny na drugą gałkę oczną i okolicę skroniową.

Uzyskana w wyniku stosowania prądów selektywnych  przewaga układu sympatycznego lub parasympatycznego utrzymuje się po serii 16 zabiegów od 3 miesięcy do roku i dłużej, średnio ok. 6-9 miesięcy.

 

Wnioski:

  1. Chorzy na neurastenię z przewagą układu sympatycznego z reakcją na stress (+) mają znacznie wyższą wagę ciała, niż chorzy z reakcją (-).
  2. Prądy selektywne o parametrach pobudzających układ parasympatyczny działają bardzo korzystnie u chorych z neurastenią  we wszystkich przypadkach.
  3. Efekty leczenia sanatoryjnego chorych na nerwicę neurasteniczną, bez stosowania prądów selektywnych, są niewielkie, ciężkie postacie nerwicy podczas pobytu w sanatorium nasilają się.
  4. Prądy selektywne są tanią, zupełnie bezpieczną, nieuciążliwą dla chorych i bardzo skuteczną metodą leczenia neurastenii, powodują wielomiesięczną poprawę we wszystkich przypadkach.
  5. Mogą być stosowane u chorych ambulatoryjnie – przy szerszym stosowaniu mogą stanowić istotny postęp w leczeniu nerwic i chorób psychicznych.

 

Piśmiennictwo:

1. Anilin M.M.: Osnowy fizjioterapii. Megiz. Moskwa 1950.

2.  Baranowski T.: Podręcznik biochemii. PZWL, Warszawa, 1967.

3.  Baszczyński J.: Rezerpina w leczeniu stanów hipersympatykotonii u dzieci. PTL 1961, 29, 1118.

4.  Bilikiewicz T.: Nerwice i ich leczenie PZWL, Warszawa, 1959.

5.  Bonn J.A. i WSP.: Blokada receptorów beta-adrenergicznych praktololem w leczeniu lęków. PTL 1972,43,1702 (str. Lancet, 1972, 7755, 814).

6. Cegliński S.: Wskazania i przeciwwskazania do leczenia uzdrowiskowego. PWZL,Warszawa, 1968.

7.  Chłopicki Wł.: Wstrząs mózgu i tzw. nerwice urazowe. Post. Neurol. Neurochir. 1956, 2 443.

8. Lahlstrom A. I Fuxe K.: Acta Psysiol, Scand. 1965, 64, 247.

9. Frąckowiak T.: Nerwice. PZWL, Warszawa, 1957.

10. Frucht A.: Poradnik elektroniki medycznej. NOT, Warszawa, 1966.

11. Fuxe K. I Gunne L.M.: Acta Psysiol, Scand. 1964, 62, 493.

12. Henssage E.: Die abgestimmte Niederfrequenz-Therapie.Arch.f.phys.Therapie. 1951, 3, 249.

13. Henssage E.: Abhandlungen aus der Gebiete der Phyzikalischen Therapie. Arch.f. Therapie. 1954, 1, 191.

14. Herman E. I Prusiński A.: Choroby układu wegetatywnego. PZWL, Warszawa 1969.

15. Jakubowski J.: O nerwicach układu krążenia. Post. Kardiologii 1953, 2, 35.

16. Jankowiak J.: Balneologia kliniczna. PZWL, Warszawa, 1962

17. Jankowiak J.: Fizykoterapia ogólna i kliniczna. PZWL, Warszawa, 1968.

18.  Jeżewska E.: Zespoły rzekomonerwicowe w chorobach wewnętrznych i nerwowych. PZWL, Warszawa, 1961.

19. Jeżewska E.: Teoria i praktyka orzecznictwa inwalidzkiego w przypadkach nerwic w PTL, 1961, 29, 1118.

20. Jus K.: Elektroencefalografia kliniczna. PZWL, Warszawa, 1967

21. Kępiński A.: Cztery rodzaje lęku. PTL. 1966, 12, 443.

22. Koele W.P.: Serotonina czy somnotonina? PTL 1970, 37-38, 1436 (str. Med.Woch. 1970, 100, 8, 357.

23. Poe R.O. i WSP..: Depresja. PTL. 1966, 43, 1662 (str. JAMA, 1966, 195, 5, 345).

24. Sulestrowski W., Wdowiak K.: O uwarunkowanych organicznie zespołach PTL, 1957, 40, 1524.

25. Zach F. St.: Zur Frage der Behandlung vegtativer Funktionsstörungen mit Wiener Zeitschrift fűr Inne Medizin. 1953, 34, 30.”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=87 .

.

| | Dodaj komentarz

Liberalizm ma dwa nurty

.

Szymon Siarkiewicz 17.04.2016 r. pisze:

„…liberalizm ma dwa nurty – naiwny i cyniczny :)  „

Źródło – komentarze do wypowiedzi Łukasza Fołtyna – https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=10154050851014174&id=621379173 .

.

Polecam: Toksyczne ubrania – https://www.youtube.com/watch?v=v3P4wVIuU4s&app=desktop .

.

| | 3 Komentarzy

Białka z owoców i warzyw – na DO/ŻO

.

– Admin 27.07.2009 r. o 10:05:27 pisze:

„…w truskawkach i malinach istotna jest PROPORCJA, a nie gramy. I tak dla pierwszego owocu wynosi ona około B:W – 1:10, a dla drugiego około 1:6, a więc PROPORCJA wskazuje, że oba owoce są jadalne na Diecie Optymalnej. I tak na wszelki wypadek dodam, że na Diecie Optymalnej jadalne są wszystkie owoce i warzywa, których PROPORCJA B:W nie jest większa jak 1:17 (z wyłączeniem bananów)

Na Żywieniu Optymalnym ta zasada nie obowiązuje, ale bezpieczniej jest unikać wszystkich świeżych owoców, co mają powyżej B:W 1-17.

PS
mówimy oczywiście o jedzeniu rozsądnych ilości warzyw i owoców, a w takim przypadku, czy np: w 70g truskawki dostarczy się 4 czy 6g węglowodanów jest praktycznie obojętne. Ważniejsze jest, aby przy tym zjeść np: 70-100g bitej śmietanki (21-30g tłuszczu).”

.

Admin 27.07.2009 r. o 10:34:41 pisze:

„Na Diecie Optymalnej – białka z owoców i warzyw nie wlicza się do dobowej gramatury białkowej, z uwagi na nieistotną statystycznie na proporcję ilość białka o niskiej wartości biologicznej, dostarczaną w tych produktach.”

Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=1594.msg76882#msg76882 .

.

Polecam:

– O wartości biologicznej pokarmu – http://www.stachurska.eu/?p=17871

– Fruktoza i wieczne uczucie głodu – http://www.stachurska.eu/?p=13329 .

.

| | Dodaj komentarz

Piotr Ikonowicz: Ostatnia deska

.

Piotr Ikonowicz 20.05.2016 r. o 11:22 pisze:

„Ostatnia deska

Piszemy pozew przeciw egzekucyjny z prośbą o wstrzymanie eksmisji do czasu jego rozpatrzenia. Sąd nam to odrzuca, wtedy piszemy skargę, wskazując, że dzieci osoby, której zlicytowano mieszkanie nie powinny trafić na bruk. Przegrywamy, ale nie poddajemy się. Piszemy wreszcie pozew o ustalenie uprawnienia do lokalu socjalnego, bo po licytacji nie odbywa się żadna rozprawa, podczas której można by takie uprawnienie przyznać. Zwracamy się do sądu o zabezpieczenie powództwa poprzez wstrzymanie egzekucji czyli eksmisji do czasu zakończenia procesu o lokal socjalny. Sąd przychyla się. Po dwóch miesiącach pisania, uspokajania klientki, samotnie wychowującej trójkę dzieci. Po wiecu pod ministerstwem sprawiedliwości, spotkaniach u Rzecznika Praw Dziecka i ożywionej wymianie korespondencji z Rzecznikiem Praw Obywatelskich, oddychamy z ulgą. Mamy kilka miesięcy spokoju. Teraz wystarczy wystarać się w mieście o lokal, żeby ten kto nabył na licytacji mieszkanie z trójką dzieci i ich matką mógł je spokojnie przejąć i sprzedać z zyskiem nie kiwnąwszy palcem.

Takich spraw toczą się dziesiątki. Więc coraz gorzej sypiamy, bo czujemy się odpowiedzialni za los ludzi, którym zgodziliśmy się udzielić pomocy. Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej jest bardzo skuteczna. Bo nam zależy i mamy doświadczenie, kontakty i szacunek nawet u tych, którzy stoją po przeciwnej stronie. A im jesteśmy skuteczniejsi, im więcej ludzi dowiaduje się, że „ostatnia deska ratunku” działa, tym więcej osób zgłasza się po pomoc.

Wczoraj byłem w banku z klientem, choć lepiej byłoby go nazwać podopiecznym Kancelarii, bo my za nasze działania nie bierzemy nigdy pieniędzy. Młody, bardzo wątły psychicznie człowiek wynajmował mieszkanie. Kiedy właściciel poinformował go, że zamierza sprzedać mieszkanie, postanowił je nabyć. Wziął w banku 240 000 zł kredytu. Ponieważ zarobki jakie zechciał oficjalnie wykazywać jego pracodawca były za niskie (pracował jako kucharz w restauracji) to poprosił brata o podżyrowanie pożyczki. Kiedy stracił pracę w wyniku mobbingu, musiał poddać się terapii. Czas płynął, a wraz nim karne odsetki. Wreszcie bank zabrał się do licytowanie mieszkania. Jednak rzutem na taśmę udało mu się mieszkanie sprzedać. Oddał bankowi 200 000 zł, co wraz ze spłaconymi dotychczas ratami dawało prawie kwotę kredytu. Okazało się, że pozostało mu jeszcze do spłacenia 130 000 zł. Teraz zarabia o wiele mniej i 800 zł raty, której zażądał bank jako warunek podjęcia dalszych rozmów to była połowa jego zarobków. A musiał przecież gdzieś mieszkać, więc wynajął kolejne mieszkanie. Kwota kapitału wynosi 48 000 zł. ale za to odsetki to aż 80 000 zł. Poprosiłem panią z banku, żeby rozważyła celowość dalszej egzekucji. W końcu ustawa nakazuje pozostawienie dłużnikowi płacy minimalnej, zastawu już nie ma, więc jedyna egzekucja może być z dochodu, a to będzie najwyżej 200-300 zł miesięcznie. Nie wystarczy nawet na odsetki. Zapytałem o możliwość umorzenia odsetek (80 000 zł.) Nie było jednak o tym mowy. Więc zapowiedziałem upadłość konsumencką obu braci. Trzy lata się pomęczą i będą czyści. W przeciwnym razie byliby skazani pracować na korzyść banku do końca swoich dni i to za nic, bo mieszkania już nie ma.

Takich i o wiele trudniejszych negocjacji prowadzimy w miesiącu kilka. Dzięki nim wielu naszych podopiecznych uniknęło licytacji i powróciło do obsługi swych kredytów. W sprawie licytowanych lokatorów nie tylko udaje się wyjednać w sądach wstrzymanie eksmisji zlicytowanych rodzin, ale i przekonać np. miasto st. Warszawa do przydzielania mieszkań mimo braku uprawnienia do lokalu przyznanego przez sąd. Przynajmniej w tych najbardziej drażliwych przypadkach, gdzie są ludzie bardzo ubodzy, chorzy lub dzieci. Pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz a także jej zastępca pan Michał Olszewski wysyłali w tej sprawie specjalne listy do burmistrzów dzielnic warszawskich.

Kiedy wydaje się, że nic się nie da zrobić, bo człowiek przychodzi do nas na dzień przed eksmisją, piszemy wniosek o wyłączenie komornika, dając sobie czas na dalsze kroki prawne lub negocjacje. Komornicy, którzy kiedyś takie wnioski ignorowali, mimo, że prawo nakazuje w takim wypadku przerwać eksmisję i zwrócić się do sądu o rozpatrzenie wniosku, teraz przestrzegają prawa. To dzięki temu, że ministerstwo sprawiedliwości nie cacka się już z łamiącymi prawo komornikami.

Zgłaszamy do ministerstwa wiele nadużyć, sprawy związane z oszustwami, lichwą i prokuratura podejmuje śledztwa, które jeszcze niedawno masowo umarzała „z braku znamion przestępstwa”.

Każde wyjście z domu wiąże się z możliwością spotkania kogoś, kto poprosi o pomoc. Na poczcie, w banku, w sklepie wciąż nagabują nas ludzie, których nie stać na adwokata, a którzy popadli w wielkie tarapaty. Zgłaszają się też ludzie, którzy wcześniej złożyli swój los w ręce przyszłego prezydenta, Andrzeja Dudy i poszli do tzw. Duda Pomocy. Zawiedli się i teraz powiększają kolejkę przed Kancelarią Sprawiedliwości Społecznej.

Ja nie narzekam, my lubimy pomagać. Ale możliwości nasze są już na wyczerpaniu. Wynajmujemy od miasta suterenę o powierzchni 26 m kwadratowych. Utrzymanie lokalu kosztuje, kosztują materiały biurowe, paliwo, żeby wszędzie dojechać na czas, nawet opłaty za listy polecone, które często wysyłamy tuż przed północą na dyżurnej poczcie bywają problemem. Owszem pisaliśmy wielokrotnie wnioski o dofinansowanie naszej działalności z funduszy publicznych. I zawsze nam odmawiano. Z przyczyn jak sądzę politycznych. Dla rozpatrujących nasze wnioski urzędników byliśmy zbyt czerwoni. W rezultacie nasze stowarzyszenie działa dzięki dobrowolnym wpłatom obywateli. I to już od 13 lat. Wiele osób trzyma za nas kciuki, ludzie cenią to co robimy. Jesteśmy społecznikami i nigdy nie oczekiwaliśmy y za to co robimy jakiejkolwiek zapłaty, ale zupełnie bez środków skutecznie działać się nie da. Często klient nie ma na opłatę sadową, więc wnosimy ją za niego, zrzucając się w nadziei, że jak się odkuje to odda. Nie każdy ma czas i predyspozycje, żeby robić to co my. Ale żebyśmy my mogli to dalej robić potrzebna nam jest Wasza pomoc. Nawet najskromniejsze wpłaty na konto Kancelarii często ratują sytuację, chroniąc nas przed wyłączeniem Internetu czy energii elektrycznej. Bywało, że jednak nie udawało się tego uniknąć i wtedy pisaliśmy pisma procesowe ręcznie. Bo Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej, ostatnia deska ratunku nie może przestać działać.

Piotr Ikonowicz”

Źródło – https://www.facebook.com/121066958084066/photos/a.121098551414240.1073741831.121066958084066/473534652837293/?type=3&theater .

.

Numer konta:

Ruch Sprawiedliwości Społecznej
22 1020 1013 0000 0102 0328 2613

.

| | 2 Komentarzy

Węglowodany w Diecie Optymalnej

.

„Organizm potrzebuje pewnej ilości węglowodanów i lepiej jest, gdy dostarczane są one w pożywieniu. Krwinki czerwone i częściowo nerwy, potrzebują nieco węglowodanów. Gdy organizm ma za mało węglowodanów, musi te węglowodany sam wytworzyć. Robi je głównie z białka i z glicerolu.

Z kwasów tłuszczowych nie może. Synteza węglowodanów w organizmie nie jest prosta. Obciąża ona pracą głównie wątrobę, a ta zajęta „robotą głupiego” nie może wytwarzać tyle ATP i innych związków fosforowych wysoko energetycznych, na których pracuje mózg, serce i inne małe, ale bardzo ważne narządy. Mózg i serce w tych warunkach muszą korzystać z gorszych źródeł energii w większym lub mniejszym zakresie. Przy braku węglowodanów również krwinki czerwone mają trudności z wytwarzaniem ATP (jeden z kluczowych „akumulatorów”) i brakuje go dla mózgu i serca. W tych warunkach organizm wytwarza i dostarcza dla potrzeb mózgu i serca najlepsze „paliwa”, których w pożywieniu nie ma. Są to tak zwane ciała ketonowe. Są to „kalorycznie” najlepsze paliwa, lepsze od kwasów tłuszczowych nasyconych. Mózg i serce może spalać tylko określoną ilość tych ciał ketonowych. Jeśli wątroba wytwarza ich za dużo, gromadzą się we krwi, powodują zakwaszenie organizmu i są wydalane z moczem. Najczęściej bywa to w cukrzycy, ale również w głodówce, czy u części ludzi na diecie optymalnej.

Ciała ketonowe w moczu są oznaczane krzyżykami od 1 do 4. Przy jednym krzyżyku nie ma powodów do obawy, przy dwóch trzeba uważać, przy trzech lub czterech trzeba reagować. Zwiększenie przejściowe spożycia węglowodanów o 15-20 gram na dobę, szybko powoduje znikanie ciał ketonowych z moczu i krwi. Najkorzystniej jest spożywać około 0,8 g węglowodanów na 1 kg wagi ciała/dobę, jeśli trzeba (obecność ciał ketonowych) to około 1 g węglowodanów/dobę. Węglowodany liczymy na dobę.  Zatem mogą być posiłki zupełnie bez węglowodanów, byle ilość na dobę była utrzymana. Jeśli zjadamy zbyt mało węglowodanów, obciążamy organizm, który musi je wytwarzać. Gdy zjemy ich za dużo, gospodarka energetyczna ustroju będzie nieco mniej sprawna, ale szkód nie będzie.

Granicą bezpieczną jest 100g węglowodanów na dobę. Nawet do 150g/dobę nie powoduje większych szkód, jeśli te węglowodany są spożywane w postaci skrobi. Szkody już będą, gdy zjemy powyżej 100g węglowodanów na dobę w postaci cukrów prostych, szczególnie, jeśli jest to cukier zwany owocowym, czyli inaczej fruktoza. Po dłuższym okresie stosowania żywienia optymalnego, liczyć już nic nie trzeba. Organizm sam wie, ile powinien mieć węglowodanów i robi to bezbłędnie.

Dr Jan Kwaśniewski (Odpowiedzi na listy – 133 „Dziennik Zachodni”)

Najczęstszy błąd początkujących Optymalnych – niedobór węglowodanów…

Objawy niedoboru węglowodanów:

-ciała ketonowe w moczu

-bóle łydek (skurcze poranne)

-częste ziewanie, senność w dzień

-bezsenność w nocy, koszmary

-brak koncentracji

-bóle głowy, otumanienie

-zmęczenie poranne

-pogorszenie się wzroku

– zatrzymanie wody w organizmie (opuchlizna najbardziej

widoczna w okolicach kostek)

-kołatanie serca

http://www.youtube.com/watch?v=9AXaVJPIQKU

http://www.youtube.com/watch?v=B9tuuAVtjck ”

Źródło – http://optymalni.hol.es/porcja-wiedzy/97-weglowodany-na-diecie-optymalnej.html .

.

Zainteresowanym przypomnę, że węglowodany są nam niezbędne również dla witaminy C, polecam:

– Synteza kolagenu – http://www.stachurska.eu/?p=14748

– Witamina C – straty wskutek obróbki termicznej – http://www.stachurska.eu/?p=19310 .

.

No i proszę pamiętać, że od nadmiaru węglowodanów można przytyć – http://www.stachurska.eu/?p=10999 .

.

Polecam również: Dr Jan Kwaśniewski o ketonach – http://optymalni.hol.es/porcja-wiedzy/115-dr-jan-kwasniewski-o-ketonach.html .

.

| | 2 Komentarzy

Eksmisje bez „plazmy”

.

Marta Madejska 9 czerwca 2016 pisze:

„Eksmisje bez „plazmy”

Brałem udział już w wielu eksmisjach, „plazmy” nie widziałem nigdy. „Silni, zdrowi mężczyźni, którzy mogą pracować, a nie chcą” to jest bajka, którą się w Polsce cały czas sprzedaje – „praca jest, tylko ludzie nie chcą pracować”. Osoby, z którymi ja miałem kontakt, najczęściej były po 40-tym lub 50-tym roku życia. Im nie tak łatwo znaleźć pracę w call center czy w McDonaldzie.

Marta Madejska: Jesteś asesorem, pracujesz dla kancelarii komorniczej. Docierasz do dłużników w terenie. Dlaczego w ogóle chcesz mi o tym opowiedzieć?

BJ: Bo mnie o to pytasz. Generalnie nikt się tym nie interesuje.

Wiesz, że będę pytać przede wszystkim o eksmisje. Ostatnio przybywa ich w Łodzi.

BJ: Samo gęste.

Jak to wygląda z twojej perspektywy? Skąd się biorą długi?

BJ: Praca w kancelarii komorniczej to studium anatomii upadku, a każda sprawa to inna historia. Nie zawsze wszystko wynika z dokumentów, najczęściej historię w tle poznajemy, kiedy już spotkamy się z dłużnikiem. Niektórzy opowiadają o sobie specjalnie, żeby zmiękczyć serce komornika, choć nie ma to żadnego wpływu na egzekucję, inni się usprawiedliwiają, bronią się lub wykrzykują swoje żale. To zależy od człowieka. Można wtedy poznać tak zwaną biedę strukturalną – taką pokoleniową, regionalną, gdzie chodzi się w te same miejsca, do tych samych ludzi, w kółko przez lata, ale też historie nagłych upadków – nieudanej działalności gospodarczej, dziedziczenia długu, nieostrożności.

Myślę, że każdy komornik mógłby opowiedzieć w tym miejscu co innego. To zależy od profilu kancelarii, od tego, kim jest wierzyciel, jakie sprawy do nas trafiają. Jeżeli zajmuję się sprawami czynszowymi albo sprawami podstawowych mediów, to w tle najczęściej jest bieda, problemy z pracą, z niskimi zarobkami. A eksmisje to jest kwestia czynszowa.

Kiedy zaczyna brakować pieniędzy, większość ludzi działa racjonalnie i ogranicza wydatki na te podstawowe potrzeby, z których może zrezygnować. Oszczędzają na wszystkim, również na jedzeniu, ale tego wydatku nie można w ogóle zlikwidować, bo jest niezbędny do biologicznego przeżycia. Płacą też za media, żeby im ich nie odcięto. Bardzo często w odstawkę idzie w pierwszej kolejności właśnie czynsz, dlatego że jego niezapłacenie na krótką metę nie rodzi szybkich skutków. Zawsze jest nadzieja, że będzie lepiej, że znajdzie się jakąś robotę, że się „odkują”. Jeżeli problemy okazują się przejściowe i np. udaje się znaleźć lepszą pracę, to rozkłada się te zaległości w administracji na raty i nie ma sprawy. Kiedy kryzys przeciąga się, trwa rok, dwa, trzy, dług narasta i rosną od niego odsetki, wreszcie trafia do egzekucji. Pojawiają się sytuacje, że komornik zajmuje jakąś resztkę dochodu, więc ludziom brakuje na podstawowe potrzeby. Biorą wtedy chwilówki, żeby mieć chociażby na jedzenie albo na zapłacenie zaległości w elektrowni. Długów robi się coraz więcej, aż urastają do takich rozmiarów, że zaczynają psychicznie przygniatać.

Obserwując takie sprawy, mam wrażenie, że ogromna większość ludzi walczy, dopóki ma poczucie, że może wyjść z długów. Próbują się pozbierać za wszelką cenę, dopóki mają nadzieję. Ale jeżeli dług wynosi 30 tys., a ich dochody tysiąc zł miesięcznie, to nigdy go nie spłacą. Często nie dogonią nawet odsetek. Wtedy się łamią, rezygnują, przyjmują taką obronną postawę: „Mam wyjebane na wszystko”, „Mam gdzieś, co się ze mną stanie”. To jest bezsilność, która na zewnątrz często jest odbierana tak: „No proszę, ten człowiek ma wszystko gdzieś, on i tak tego nie zapłaci, on w ogóle nie chce rozmawiać”.

Wydaje mi się – wszystko, co mówię jest oczywiście subiektywne – że to nie wynika z jakiejś wrodzonej postawy, z którą ktoś przyszedł na świat. Człowiek przygnieciony długiem odpowiada wreszcie z rezygnacją: „Nie mam, nie wiem, nie umiem”. Przestaje rozmawiać w ogóle, bo ta rozmowa do niczego nie prowadzi.

Ostatnio ukazał się wywiad z Tomaszem Piotrowskim z kancelarii prezydent Zdanowskiej, w którym mówi on: „Tylko twarda polityka wobec bardzo uciążliwych dłużników może przynieść rezultaty. (…) Jasne, że niektórzy nie płacą z powodów losowych. Ale jest też grupa ludzi, którzy mogliby płacić, ale zwyczajnie nie chcą. Przez całe lata wykorzystywali sytuację, zwyczajnie oszukiwali Miasto i innych lokatorów, tych, którzy ciężko pracują, żeby za mieszkanie płacić. (…) Nie pomagały prośby. (…) Dlatego ci oporni przestali już być lokatorami. Na początek wytypowaliśmy grupę 50 osób, które tracą mieszkania. Nie wykluczamy, że tych osób będzie dużo więcej. (…) W tej grupie nie ma samotnych matek, osób starszych czy chorych. To głównie mężczyźni, silni, sprawni, tacy, którzy mogliby pracować. Ale nie chcą.”

Czy to jest zgodne z tym, co obserwujesz w pracy?

BJ: Nie. Jeżeli już dochodzi do eksmisji, to najczęściej z lokali, w których zapach problemów i biedy wydostaje się niemalże spod drzwi, pod którymi się stoi.

To znaczy?

BJ: Na przykład zapach taniego jedzenia. Bardzo często woń placków ziemniaczanych, smażonych na takiej wytartej jak lustro żeliwnej patelni z czarnymi brzegami. I najtańszy pasztet z plastiku, czarna herbata, jakaś kasza. Kiedy czuję zapach smażonych placków ziemniaczanych, to wiem, że tam wielkich egzekucji nie będzie, bo nie ma z czego.

Pamiętam lokal tak zniszczony w środku, że nie było już tynku, tylko goła czerwona cegła. Tam mieszkał starszy facet, który miał okropnie schorowane nogi. Ledwie się poruszał. Był też lokal, który składał się z samych posłań do spania. Nie było ani kawałka mebla, ubrania leżały na kupie w kącie. To było niedaleko centrum miasta. Wcale nie trzeba wyjeżdżać do egzotycznych krajów, żeby zobaczyć skrajną biedę, wystarczy zapukać do odpowiednich drzwi. Brak mediów też nie jest niczym szczególnym, a kiedy ludzi nie stać na ogrzewanie, to grzeją się wszyscy w jednym pokoju, mimo że są trzy. Przez to tak naprawdę niszczeją też kamienice, pękają rury na klatkach schodowych itd.

Czytałem ten wywiad oczywiście, tam jest jeszcze jeden ciekawy fragment o tym, że ktoś woli kupić telewizor niż zapłacić czynsz. Ja nie pamiętam takiej eksmisji, żeby po wejściu do lokalu okazałoby się, że jest tam jakikolwiek majątek do sprzedania, który pokryłby chociażby jej koszty. Ten koszt to jest ponad tysiąc złotych na jedną izbę. Naprawdę nie ma w tych mieszkaniach majątku, tam meble rozpadają się ze starości.

Co z tymi, którzy rzeczywiście ukrywają nielegalne dochody?

BJ: W miejscach, w których pracuję, bardzo często zdarza się, że dłużnik ma tylko drobne prace dorywcze – pomaganie przy rynku, noszenie skrzynek, rozstawianie straganów itd. Ich dochody „na czarno” to maksymalnie 500, 600 zł miesięcznie, więcej nie zarobią. Takie osoby mieszkają często samotnie, więc tym bardziej obciąża je codzienne utrzymanie, wyżywienie. Bardzo rzadko eksmitowane są osoby młode, to najczęściej ludzie po czterdziestce, więc często dochodzą koszty jakichś leków. Kobiety też, tutaj panuje absolutny parytet.

W mojej pracy to nie wygląda tak, że otwiera się lokal eksmisyjny, widzi się piękne meble, nowe telewizory i można powiedzieć: „O! Złośliwa, pracowała na czarno i nie płaciła czynszu, żeby oszukać Miasto”. Nie, to jest przeważnie lokal w niskim standardzie, nie odnawiany od dziesięcioleci, zniszczony. Okna są drewniane, z których wieje, bo oczywiście, kiedy ktoś wpada w długi, to administracja nie remontuje takiego mieszkania. Nawet wtedy, gdy cała kamienica jest remontowana. Bardzo często całe budynki są w fatalnym stanie, podparte jakimiś balami, z drewnianymi schodami, po których strach chodzić. Pewnie zdarzają się takie osoby, które naprawdę mają pieniądze, a nie płacą, ale większość ludzi, którzy pracują na czarno, mają dochód znacznie niższy niż minimalna krajowa. Praca raz jest, raz jej nie ma, czasem łapią prace sezonowe. Niektórzy w okresie letnim zostawiają mieszkanie i wyjeżdżają na wieś, żeby pracować przy zbiorach za jedzenie i nocleg, bez wynagrodzenia, więc nie mają za co płacić czynszu w tym czasie. Tak, są trwałymi dłużnikami, ale to nie oznacza, że mają pieniądze i wydają na co innego.

Wielu z nich jest zarejestrowanych w Urzędzie Pracy albo jest pod opieką MOPS-u. Pytanie brzmi: Jak jest skonstruowana nasza pomoc społeczna, jeżeli nie jest w stanie wyłapać tych problemów? Wydaje się, że pracownicy MOPS-u albo w ogóle nie mają pojęcia, co się dzieje, albo wiedzą doskonale, tylko po prostu nie mają żadnych narzędzi, żeby coś z tym zrobić. Nic nie da rozłożenie długu nawet na najniższe raty, jeśli ktoś nie ma pieniędzy na podstawowe potrzeby.

Czyli to nie jest tak, jak nam się wmawia, że z miejskich kamienic eksmitowani są wyłącznie cwaniacy, którzy mają telewizor plazmowy na ścianie i nie płacą, bo nie chcą?

BJ: Brałem udział już w wielu eksmisjach, „plazmy” nie widziałem nigdy. „Silni, zdrowi mężczyźni, którzy mogą pracować, a nie chcą” to jest bajka, którą się w Polsce cały czas sprzedaje – „praca jest, tylko ludzie nie chcą pracować”. Osoby, z którymi ja miałem kontakt, najczęściej były po 40-tym lub 50-tym roku życia. Im nie tak łatwo znaleźć pracę w call center czy w McDonaldzie.

Udaje się czasem w agencjach pracy tymczasowej, które oferują nieraz dramatyczne warunki zatrudnienia. To wygląda tak, że człowiek siedzi w domu i czeka na telefon. Czy jutro pójdzie do pracy, czy nie? Czasem zarobią ponad 1500 zł na rękę, a czasami przez dwa tygodnie telefon milczy. A on codziennie czeka i nie wie, czy dzisiaj zarobi, czy nie. I rzeczywiście nie jest w stanie zadeklarować, ile może płacić miesięcznie komornikowi za jakąś zaległość. Nie wie, czy przedłużą mu umowę, czy pójdzie do pracy, ile zarobi – żadnej pewności. Trudno też znaleźć w tym samym czasie inną pracę. Nie wyobrażam sobie, jak można w takich warunkach życiowych sensownie pomyśleć o spłacie zadłużenia czynszowego.

Dokąd trafiają ludzie z eksmisji?

BJ: Eksmisję można przeprowadzić do lokalu socjalnego, jeżeli taki został stwierdzony w wyroku. Wtedy komornik ma obowiązek daną osobę wyprowadzić do lokalu zapewnionego przez gminę. Urząd oferuje umowę do podpisania. Dziś takie sytuacje są częstsze, ale wciąż dotyczą najwyżej połowy potrzebujących, bo Miasto po prostu nie ma lokali. Wystarczy spytać urzędników, ile jest wyroków eksmisyjnych i ile przygotowanych lokali socjalnych dla osób, którym one się ustawowo należą – te liczby się nie zrównają. Lokali zwyczajnie nie ma.

Jeżeli się je stworzy w budynkach po szkołach i fabrykach, to będą.

BJ: No będą, ale czy to jest dobry pomysł, żeby ludzi z problemami społecznymi, które doprowadziły do eksmisji, zebrać w jednym miejscu i zostawić bez żadnego wsparcia? Czy to ma być pomysł na poprawę sytuacji? Na rozwój miasta?

Osoby, które nie mają lokalu socjalnego zapewnionego wyrokiem sądu, są eksmitowane do noclegowni. To jest takie sprytne zakamuflowanie eksmisji na bruk. Otwiera się lokal, z dłużnikiem spisuje się protokół stwierdzający, co zrobić z mieniem, które zostaje w lokalu. Po zabraniu podstawowych rzeczy reszta zwykle i tak nadaje się na śmietnik. Komornik sporządza protokół o tym, że został wydany lokal, administracja wymienia drzwi i na tym nasza praca się kończy. Trudno mi powiedzieć, co się dzieje z ludźmi. Noclegownia, jak sama nazwa wskazuje, nie jest miejscem do pobytu dziennego. Co oni będą robić w ciągu dnia, gdzie przebywać, co jeść – to nikogo nie interesuje.

Czyli jeżeli nie mają u kogo zostać, to jest prosta droga do bezdomności?

BJ: Tak, dokładnie.

W jakich przypadkach nie zostaje zasądzony lokal socjalny?

BJ: W ustawie o ochronie praw lokatorów jest zawarty cały katalog osób, którym przysługuje lokal socjalny: samotne matki, osoby bezrobotne, chore, niepełnosprawne, w podeszłym wieku itd. itd. I to jest 90% osób, które się eksmituje. Najczęściej brak orzeczenia o lokalu socjalnym wynika z przyczyny, o której mówiłem wcześniej. Te osoby przyjmują postawę obronną, nie odbierają korespondencji, boją się iść do sądu, bo nie mają bladego pojęcia, co tam powiedzieć. Nie stawiają się w sądzie, bo generalnie wśród ludzi, którzy nie mają zbyt często do czynienia z wymiarem sprawiedliwości, jawi się on jako miejsce straszne i opresyjne. Jeśli nie chodzą na sprawy, wyroki zapadają zaocznie. Sąd nie wie, jaki jest powód długu, opiera się wyłącznie na tym, co w pozwie wpisuje administracja. Administracja wpisuje: jest dłużnik, powinien płacić, nie płaci, robimy eksmisję. Sąd sprawdza i rzeczywiście: ma płacić, nie płaci – eksmisja. Bardzo dużo wyroków zasądza się bez prawa do lokalu socjalnego, mimo że gdyby te osoby stawiły się w sądzie, pewnie by go dostały. Ale z drugiej strony – tych lokali socjalnych brakuje i nie ma na nie dobrego pomysłu.

Czy to prawda, że kiedy zdarza się eksmisja rodziny do noclegowni, to się ją rozbija. Mężczyźni idą do męskiej, kobiety do żeńskiej…

BJ: Jest jeszcze bardziej przerażająco. Jeśli są dzieci, informuje się sąd rodzinny, że będzie eksmitowana osoba niepełnoletnia. Nie mam pojęcia, jakie decyzje podejmuje dalej sąd. Podejrzewam, że te dzieci się odbiera lub te osoby wyprowadzają się same i gnieżdżą gdzieś u rodziny.

To jest bardzo stresująca sytuacja, kiedy do mieszkania przychodzi dwóch pracowników kancelarii, administrator, wszyscy robią zdjęcia, ekipa sprzątająca wynosi meble. Wyobrażam sobie, jak bardzo obciążające psychicznie jest takie wydarzenie dla kogoś, kto tam mieszkał i traktował to jak dom. Dlatego wiele osób, żeby uniknąć opisanej sytuacji, wyprowadza się wcześniej.

Co sądzisz o sprawach systemowych, na przykład o polityce mieszkaniowej Łodzi?

BJ: Nie trzeba chyba być filozofem, by wiedzieć, że polityka mieszkaniowa Miasta jest fatalna, w dodatku jest jedną z przyczyn eksmisji. Zdarzały się przypadki, że eksmitowaliśmy ludzi z dosyć sporych mieszkań, bo na przykład kiedyś mieszkała tam rodzina, dzieci wyjechały za granicę, rodzice w podeszłym wieku stracili pracę i nikt ich nie chciał zatrudnić. Zanim przyszło świadczenie emerytalne, dług narósł, później jeden z małżonków zmarł i została jedna osoba w 80-metrowym mieszkaniu komunalnym. Z długami, z czynszem, na który jej absolutnie nie stać. Wydaje się, że kiedy zaczynają się takie problemy, powinno reagować Miasto przy pomocy odpowiednich narzędzi. Ktoś powinien zdiagnozować, że czynsz nie jest płacony, bo lokal jest za duży, zaproponować mniejsze mieszkanie, a do tamtego przenieść np. sześć osób gnieżdżących się na 20 metrach. Dwie rodziny w jednym pomieszczeniu z toaletą na piętrze. Z drugiej strony mamy tę starszą osobę, jej słabą emeryturę i czynsz, który ją przygniata. Jeżeli zestawi się te dwie rzeczy, to widać, że ta polityka nie działa.

Bezdomność zawsze zaczyna się w domu, to są długotrwałe procesy społeczne. Przeszłość tych ludzi to często normalnie funkcjonująca rodzina, praca itd. Gdzieś kiedyś pojawiły się zewnętrzne lub wewnętrzne problemy. Gdyby w czasie, gdy się pojawiły, ktoś wyciągnął pomocną dłoń, dużo łatwiej byłoby taką osobę czy rodzinę uchronić przed tym, co zdarzyło się potem.

Im później, tym trudniej zaradzić problemom.

BJ: Później to są osoby zniszczone fizycznie, zaniedbane, które od długotrwałych problemów osobistych, życiowych i ekonomicznych obojętnieją i często wchodzą w tryb swoistej wegetacji, zmniejsza się chęć naprawienia czegoś w swoim życiu. Coraz bardziej zakuwają się w ochronną zbroję obojętności wobec świata, rządu, rachunków, wszystkich nachodzących ich komorników. A ja przychodzę do nich w mojej zbroi urzędnika, który wykonuje swoją pracę, ma swoje kompetencje, obowiązki. Na początku w tych zbrojach ścieramy się ze sobą. Czasami pozostają na tym etapie zimnej relacji, a czasami da się z nimi porozmawiać, sami się otwierają i opowiadają. To oczywiście nie ma wielkiego wpływu na egzekucję wyroku, ale historie gdzieś w człowieku zostają. Kiedy jest ich coraz więcej, coraz więcej się widzi, można sobie uświadomić, że to nie są pojedyncze, nieoczekiwane przypadki – to jest powtarzający się schemat: utrata pracy, choroba osoby najbliższej, śmierć osoby najbliższej.

Czy to nie jest często po prostu depresja?

BJ: Tak, wydaje mi się, że bardzo wiele z tych osób ma depresję, ale w Polsce wciąż mamy problem z jej rozpoznaniem. Apatia – to też jest dobre słowo. Kiedy ludzie przestają kontrolować swoje życie i zaczyna do nich docierać, że będzie im bardzo trudno wyjść na prostą i znowu normalnie funkcjonować w społeczeństwie, oni się po prostu z tego społeczeństwa wyłączają. Wiele osób nie wytrzymuje psychicznie. Zostają w domu, nie otwierają drzwi. Czasem pójdą do MOPS-u, pozbierają puszki, złapią jakąś robotę, ale zatracają zupełnie marzenie, że można z tego stanu wyjść. Byle przeżyć, przetrwać. Bardzo wtedy skraca się perspektywa – do następnego tygodnia, dnia wręcz.

To, co mówisz, zgadza się w wielu punktach z socjologicznymi badaniami ubóstwa prowadzonymi na naszym Uniwersytecie. Co byś przekazał osobom, które uważają, że to wszystko bzdury i każdy jest kowalem własnego losu?

BJ: Może przestrogę. W długi można wpaść na różnych etapach życia, będąc z różnych warstw społecznych – podejmując ryzyko działalności gospodarczej, popadając w chorobę. Zdarzają się wręcz przypadki sprzedawania całego majątku, żeby ratować życie chorego męża czy chorej żony. Później ktoś umiera i okazuje się, że zostają tylko długi i jakiś żal po stracie. Czasem przychodzi nam zamykać rodzinne interesy, które wykwitły pięknie po transformacji ustrojowej, ale teraz nie wytrzymują konkurencji korporacyjnych marketów.

Ludzie nie zdają sobie sprawy i nie chcą o tym myśleć, jak niewiele ich w gruncie rzeczy dzieli od eksmisji, od utraty dochodów, od popadnięcia w biedę. Nie trzeba być oszustem, cwaniakiem, nieudacznikiem. Wystarczy ciężka choroba, która na rok wpycha cię do szpitala. Młodzi ludzie kończą z długami prawie na resztę życia. Załamują się, bo każdy nowy biznes czy podwyżka nie mają sensu, bo wszystko zajmuje im komornik, czasem uciekają za granicę, żeby tam ogłosić upadłość i znaleźć pracę.

Przerażające jest to, jak niepewnie stąpamy po tym statusie społecznym, który osiągnęliśmy. Zyskałem tego ogromną świadomość i zawsze czuję duży lęk biorąc kredyt, przyjmując kolejne zobowiązanie, mimo tego że moje dochody pozwalają na wiele. Zawsze mam przy podpisywaniu to drżenie ręki i myśl, że tak jest teraz. Bardzo szybko można stracić pracę, stracić dobre dochody i spaść z bardzo wysokiego na bardzo, bardzo niski poziom.

Inicjały rozmówcy zostały zmienione na potrzeby publikacji.

Źródło – http://lodzkagazeta.pl/eksmisje-bez-plazmy/ .

.

Polecam:

– W Warszawie widać co i jak – http://www.stachurska.eu/?p=2712

– Choroby autoimmunologiczne – http://www.stachurska.eu/?p=14527

.

| | 5 Komentarzy

Piwo w menu

.

– Zyon 14.06.2016 r. o 14:10:52 pisze:

„Czyli np nie ma sie co przejmowac np 2 browarami strzelonymi do wieczornego meczu o ile sie zmieszcza w proprocjum? Czy to bez znaczenia?”

.

– Admin 14.06.2016 r. o 14:39:17 pisze:

„To zależy, czy się przepali. Jak tak, to spoko, a jak nie, to pójdzie pod skórę…  Confused Wink
W litrze piwa jest około mol alkoholu, czyli około 350kcal, czyli 3,5km biegu w dwadzieścia minut, ale liczę w pamięci więc zaokrąglone trochę.  Cool

Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=4823.msg439721#msg439721 .

.

Polecam:

– Wódka na diecie, znaczy – w menu – http://www.stachurska.eu/?p=8609

– Żółtka najcenniejsze – http://www.stachurska.eu/?p=1659 .

.
| | Dodaj komentarz

„Süddeutsche Zeitung”: Rewolucję czas zacząć

.

Zygmunt Skromny Użytkownik anonimowy 24 maja 11:57 napisał:

 „Teraz ci chciwi tego świata są niewolnikami swojej chciwości,
jak alkoholicy, maniacy seksualni i hazardziści. Boją się, bo im
więcej maja tym większy strach, że wszystko stracą. To choroba
na którą zapadają wszyscy – i biedni i bogaci.
Ale biednemu łatwiej się dzielić , bo bardziej rozumie takich samych
jak on. Gromadzenie to naturalna cecha, która spowodowała
wykształcenie społeczności, hierarchii a nawet ustrojów. Nawet
zwierzęta gromadzą na zapas i nie ma co z tym walczyć.
Wolność od tej choroby może tylko przynieść zrozumienie tego i
zastosowanie w swoim życiu. Wszyscy mamy prawo do ubóstwa.
Jedyne nienasycenie, które bym uznał to – wiedza.”
.
.
.
.
| | Dodaj komentarz

Skutki nadmiernego spożycia białka

.

Dr Maciej Garbień pisze:

„Szanowny Panie Doktorze,

Zwracam się z gorącą prośbą do Pana, z nadzieją, że otrzymam właściwe wskazówki, jak stosować dietę optymalną. Lekarz z wrocławskiej „Arkadii” zalecił mi proporcje B: 60-70 g, T: 120 g, W: 50 g.

Dietę stosuję od 1.XI 2002 r. i od tej chwili mam swędzenie skóry oraz czerwone, swędzące plamy na twarzy.

Jem potrawy tylko te zgodne z zaleceniami podanymi w książkach dr Kwaśniewskiego. Mam 60 lat, 162 cm i obecnie ważę 110 kg. W ciągu tych dwóch miesięcy schudłam 3 kg i na razie waga „stoi” w miejscu.

Co mam robić, aby pozbyć się dokuczliwego swędzenia?
Będę wdzięczna za odpowiedź ma łamach miesięcznika.

Łączę pozdrowienia
Bożena L.

.

Szanowna Pani!

Objawy, które Pani podaje – swędzenie skóry oraz czerwone plamy są sygnałem, aby ograniczyć spożycie białka. Obecnie powinna Pani stosować około 30 g do 50 g białka na dobę. To ograniczenie spowoduje także utratę masy ciała.

We wrocławskiej „Arkadii” konsultuje dr Andrzej Garbień, który jest moim ojcem. Od kilku lat wraz z całą rodziną stosujemy żywienie optymalne. Jestem pewien, że ojciec zapisał Pani właściwe wskazówki do prawidłowego stosowania żywienia optymalnego na karcie informacyjnej. Bardzo często zdarza się, iż pacjenci zapominają po okresie przebudowy ograniczyć spożycie białka i pojawiają się objawy związane z przebiałczeniem organizmu. Te dokuczliwe objawy powinny ustąpić w okresie do 14 dni.

Z  poważaniem

lek. med. Maciej Garbień
konsultant i opiekun  medyczny”

Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=2455.msg38002#msg38002 .

.

| | Dodaj komentarz

Zagrożenia dla bezpieczeństwa i interesów Polski

.

Małgorzata Ostrowska 12.05.2016 r. o 21:28 pisze:

„Prawie połowa Polaków (49,3 proc.) uważa, że Polska jest zagrożona ze strony Rosji – w ten sposób odpowiedzieli oni w sondażu zleconym przez DGP. Nie wiem, jak była skonstruowana ankieta, ale z jej omówień nie wynika, by ankietowani dostali do wyboru jakiś inny kraj. Blisko 60 proc. pytanych opowiada się jednocześnie za przywróceniem powszechnego poboru do wojska. Wyniki tej ankiety to kolejny obraz tego, jak obecne elity (niezależnie od szyldu partyjnego) poprzestawiały ludziom w głowach w taki sposób, że nie są oni w stanie myśleć racjonalnie. Trudno zresztą, żeby potrafili, skoro od niemal ćwierćwiecza w polskich szkołach ogranicza się lekcje geografii i historii, za to zwiększa się liczbę godzin poświęconych na katechezę.

Gdyby zostali nauczeni w młodości krytycznego i samodzielnego myślenia, zadaliby sobie pytanie o to, jaki interes ma Rosja, by atakować Polskę?

Pamiętaliby, że od kilkuset lat – od okresu wielkich odkryć geograficznych – na świecie toczy się rywalizacja o kontrolę nad handlem morskim, który jest najtańszą drogą handlową, niezależnie od postępu technologicznego. Można bowiem dziś przesyłać wirtualne pieniądze za pomocą elektronicznych operacji, niektórzy ludzie mają prawo i możliwość do swobodnego przemieszczania się, zaś fabryki można przenosić w niemal dowolne miejsce na globie (co jednak wcale nie jest takie proste). Nawet najbardziej rozbudowana rzeczywistość wirtualna nie wyeliminowała jednak, jak dotąd, konieczności zapewnienia ludziom dostępu do towarów i usług, które trzeba im jakoś dostarczyć fizycznie. Najtańszy sposób ich dostarczania zapewniają szlaki wodne – morza i oceany. Koszty transportu towarów na rynki zbytu mają znaczący wpływ na ich cenę, a więc na konkurencyjność państw, w których są one wytwarzane. I właśnie o kontrolę nad tymi szlakami handlowymi od setek lat toczy się rywalizacja między mocarstwami.

Obecnie taka rywalizacja dotyczy przede wszystkim Stanów Zjednoczonych (i części sprzymierzonych z nimi dawnych potęg morskich, takich jak Wielka Brytania) oraz Chin, które od wielu lat są głównym producentem konkurencyjnych – bo stosunkowo tanich – towarów na rynki światowe. W przeciwieństwie do Stanów, Chiny mają ograniczone możliwości dostępu do mórz i oceanów, zaś porty, jakimi dysponują, można łatwo zablokować. Od lat wiele wskazuje na to, że jest to jednym z celów działań kolejnych amerykańskich administracji, skupiających swoją uwagę, siły oraz środki właśnie na Pacyfiku.

Co ma do tego Polska i ewentualny konflikt z Rosją, do jakiego jesteśmy nakłaniani od kilku lat? Chiny od pewnego czasu starają się odbudować Jedwabny Szlak, czyli kontynentalną drogę transportu towarów do Europy oraz europejskich portów morskich. Przed laty prowadził on też przez tereny Polski, po drodze szedł też m.in. przez Rosję (co sobie na mapie można zobaczyć). Skonfliktowanie Polski z Rosją i innymi sąsiadami zza wschodniej granicy to doskonały sposób na zablokowanie Nowego Jedwabnego Szlaku (z którego odbudowy Polska mogłaby mieć wymierne korzyści), a więc przewagi w wojnie handlowej z Chinami. Mają w tym interes Stany oraz m.in. Wielka Brytania. Kto więc zagraża bezpieczeństwu i interesom Polski?

Wojna domowa na Ukrainie też z pewnością nie służy odbudowaniu Nowego Jedwabnego Szlaku przez Chińczyków. Mógłby on zostać poprowadzony także przez Turcję, co w obecnej sytuacji również jest raczej wykluczone. Pozostaje Białoruś, gdzie zapewne możemy się wkrótce spodziewać wybuchu „nastrojów prodemokratycznych” i kolejnej „kolorowej rewolucji” – oczywiście, w celu obalenia „dyktatora” Łukaszenki, który przecież słynie z ciemiężenia białoruskiego ludu.

Obecne napięcie międzynarodowe można łączyć z powstaniem przed kilku laty grupy BRICS – porozumienia krajów, które dążą do uniezależnienia się od amerykańskiej dominacji gospodarczej, politycznej i militarnej. W jej skład wchodzą: Brazylia, Rosja, Indie, Chiny oraz RPA (dołączyło później). Niedawno kraje te powołały do życia Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB), którego Polska jest jednym ze współzałożycieli (jako jedyny kraj z Europy Środkowo-Wschodniej). Ma on być przeciwwagą dla MFW i Banku Światowego, znajdujących się pod kontrolą Stanów Zjednoczonych. Właśnie dobiega końca proces ratyfikacji przez Polskę procesu przystąpienia do AIIB.

Jednocześnie trwają prace nad umową TTIP – umową o wolnym handlu między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską, na skutek której miałaby powstać największa na świecie strefa wolnego handlu. Umowa ta faworyzuje interesy wielkich koncernów, przede wszystkim amerykańskich, uderzając m.in. interesy rolników, ale nie tylko. Na jej mocy koncerny międzynarodowe zyskałyby większe uprawnienia od tych, jakie mają rządy poszczególnych państw, bowiem gwarantuje im ona nadrzędność ich interesów handlowych nad prawami obywatelskimi i interesami ekonomicznymi poszczególnych krajów. Mówiąc w skrócie – na podstawie TTIP koncerny mogłyby skutecznie zaskarżać rządy poszczególnych państw, jeśli te podjęłyby decyzje, na skutek których prywatny biznes nie tyle poniósłby straty, co nie miałby oczekiwanych zysków. Walka między Stanami a Chinami polega więc na rywalizacji o obniżenie kosztów handlu oraz dostęp do rynków zbytu, surowców oraz taniej siły roboczej. Obecnie jest to wojna o koszty handlu. Jeśli dojdzie do wojny o surowce, możemy spodziewać się najgorszego.

To również pogarsza sytuację Polski, która nie tylko jest ważnym, wręcz kluczowym krajem Nowego Szlaku Jedwabnego, ale też dysponuje wieloma surowcami naturalnymi, na których eksploatację jakoś dotychczasowe rządy się nie decydowały. Być może dostały zakaz od Wielkiego Brata, bo ich uruchomienie obniżyłoby zyski naszego Wielkiego Sojusznika zza oceanu.

Jak widać, interesy geopolityczne wielkich mocarstw – dla których Polska jest zaledwie pionkiem – nie zmieniły się od okresu wielkich odkryć geograficznych, a więc od kilkuset lat. Zmieniły się jedynie narzędzia, za pomocą których się o nie zabiega i je realizuje.

Tę wojnę można jednak spacyfikować, a temu może służyć rozwój technologii. Mam na myśli rozwój technologii 3D, która może pomóc w przełamaniu odległości fizycznych w dostarczaniu towarów na miejsce. Jej udoskonalanie dla rozwoju cywilizacji i zmian w życiu społecznym byłby rewolucyjne w podobnym stopniu, jakim było wynalezienie maszyny parowej, która przyczyniła się do uprzemysłowienia produkcji, a więc zmniejszenia kosztów wytwarzania towarów, oraz wprowadzenia produkcji taśmowej (Ford) w fabrykach, które w XIX w. zaczęły wypierać manufaktury. Wynalazki te przyczyniły się do końca feudalizmu oraz zaskutkowały daleko idącymi zmianami politycznymi, w tym obaleniem władzy, która swoją siłę zawdzięczała własności ziemskiej (feudalizmu). W taki sposób zakończył się feudalizm i rozpoczął system kapitalistyczny, zaś kolejne grupy obywateli wywalczały dla siebie prawa, które pozwoliły im na zwiększanie swojego wpływu na rządy i zbudowanie demokracji burżuazyjnej.

Jakie to ma znaczenie dla Polski? Takie, że od podejmowanych obecnie decyzji zależy to, czy będziemy potrafili – jak przed laty – wykorzystać nasze położenie geograficzne, stając się pomostem w handlu i współpracy między Wschodem i Zachodem, oraz Północą i Południem, czy też pozwolimy się wciągnąć w konflikt, który nie leży w naszym interesie. A nie jest wykluczone, że będzie on poprzedzony sztucznie nakręcanym konfliktem wewnętrznym, podobnym do tego, jaki od ponad dwóch lat (a raczej wcześniej) ma miejsce na Ukrainie. Sugerowanie ankietowanym, że to Rosja jest głównym zagrożeniem dla Polski jest po prostu śmieszne.”

Źródło – https://www.facebook.com/magdalena.ostrowska.666/posts/1119405904748654 .

.

Polecam również dyskusję jaka miała miejsce pod powyższą wypowiedzią –  link jak wyżej.

.

| | 3 Komentarzy