Najważniejsza rzecz osłabiająca odporność

.

Marlena Bhandari 29.09.2014 r. pisze:

„Na straży naszego zdrowia nie stoją lekarstwa, choć tak się powszechnie sądzi. Nie stoją też lekarze, rząd ani służba zdrowia. Każdy z nas jest w tym zakresie tak naprawdę samowystarczalny. Tak, dobrze czytasz: samowystarczalny! Inteligentna Matka Natura każdego człowieka wyposażyła bowiem w osobistego strażnika. Jest nim Twój system odpornościowy. To stąd bierze się powiedzenie „lekarz leczy, natura uzdrawia” (medicus curat, natura sanat). Zdrowie jest proste, to tylko ludzie czynią je rzeczą skomplikowaną. Nigdy nie dowiesz się jak silne i jak odporne na choroby może być Twoje ciało, dopóki bycie silnym i odpornym nie będzie jedynym wyborem jaki będzie ono miało.

Problem w tym, że większość ludzi nie wie jak dbać o swego ochroniarza! Nie wie jak go właściwie traktować, czym dobrze go karmić oraz ile i kiedy dać mu odpocząć. Ba, większość ludzi nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że za losy swojego bodyguarda odpowiedzialność leży właśnie w ich rękach (a część z nich, wstyd powiedzieć, nawet nie zdaje sobie sprawy, że takowego w ogóle ma). Bo przyzwyczajono nas, że jesteśmy biernymi „odbiorcami zdrowia”, a nie jego autorami. Jeśli dopadnie nas choroba – automatycznie czujemy się jej ofiarą, nie twórcą bynajmniej. Ciało zaś jest naszym wrogiem, który sobie z nami pogrywa ulegając awariom i nie chcąc poprawnie działać, więc coś „z tym” trzeba zrobić: coś wyciąć, zaaplikować jakieś chemikalia i w ogóle „walczyć” zamiast słuchać co ma do powiedzenia. I od tego by walczyć są odpowiednie instytucje, w których pracują odpowiednio przeszkoleni specjaliści dysponujący odpowiednią bronią, oni już będą wiedzieli co zrobić, więc pełni wiary i ufności ochoczo oddajemy się w ich ręce, niech oni się martwią, niech oni wezmą na siebie odpowiedzialność.

Tak nas zaprogramowano: nie tylko wpojono nam od dziecka koncept braku odpowiedzialności, ale i sam proces profilaktyki lub zdrowienia mamy postrzegać jako zależny nie tyle od nas samych i od naszego stylu życia ile od zewnętrznych czynników (szczepionek, leków, lekarzy, instytucji). Zostaliśmy cichaczem, dyskretnie i elegancko skierowani na tory wyuczonej bezradności. My mamy tylko posłusznie dawać sobie co miesiąc odciągać od wynagrodzenia przymusową składkę na „ubezpieczenie zdrowotne” i o resztę mamy się (równie posłusznie) nie martwić! Przypadek, w którym ktoś wyindywidualizowany  z rozentuzjazmowanego tłumu ewentualnie chciałby się wypisać z tego systemu i nie chciałby podlegać „ubezpieczeniu” bo doskonale wie jak zadbać o swoje zdrowie i jest całe życie zdrowy przewlekle – nie jest brany pod uwagę. Ustawa takowego zwyczajnie nie przewiduje. Nie masz ustawowego prawa do bycia przewlekle zdrowym. Nie ma takiej opcji. Jeśli więc do tej pory myślałeś, że masz w stosunku do czegoś tak osobistego jak własne zdrowie jakieś niezbywalne, zapisane ustawą prawa czy też gwarancje wolności w tej kwestii – obudź się – to iluzja.

Wszyscy są zgodnie z ustawą tępymi baranami nie umiejącymi dbać o zdrowie, o co niezwykle opiekuńczo dba się już od przedszkola dając maluchom menu opracowane przez (a jakże!)  dietetyków: chorobotwórczą przetworzoną karmę zamiast budującego odporność prawdziwego jedzenia, w związku  z czym składka „na zdrowie” jest przymusowa, bo w takich warunkach naród (najpierw mały, a potem już dorosły) chce czy nie chce – chorować i tak będzie musiał, cudów nie ma. Po to właśnie są rządowe dopłaty do cukru, pszenicy, mleka, trzody chlewnej  i bydła mięsnego (oprócz dopłat do rolnictwa ekologicznego, na otarcie łez malkontentom), jak również do szkolnej akcji „Szklanka Mleka w każdej szkole” (tępadła ogłupione reklamą przecież i tak się nie zorientują, że nie świeżego tylko UHT!), która prawidłowo i zgodnie z prawdą powinna nosić nazwę „Szklanka Mleka UHT w każdej szkole”. Czyli szklanka mlecznej konserwy – nazwijmy rzeczy po imieniu. W sieci sklepów Biedronka, najpopularniejszym polskim dyskoncie, konserwa ta nosi miano… „Mleko Prawdziwe”. No i bądź tu mądry i odróżnij prawdę od fałszu, skoro „prawdziwe mleko” to jest w świadomości przeciętnego Polaka właśnie takie UHT w kartonie?

Na pierwszej w bieżącym roku szkolnym wywiadówce u syna byłam jedną jedyną matką, która NIE wpisała swojego dziecka na bezszelestnie krążącą po klasie listę dzieci chętnych do picia rozdawanego w szkole mleka. Nikt, wyobraźcie sobie, NIKT nie zadawał żadnych pytań, wszyscy bezmyślnie stawiali ptaszka i podpis w odpowiednim polu. Przecież mleko jest zdrowe dla dzieci. No i ponadto jakby się kto pytał to technologia UHT jest szczytowym osiągnięciem człowieka w zakresie przetwarzania mleka: sterylnie czyste, wolne od tych (ojej!) przerażających bakterii, a skład (białka, tłuszcze, węglowodany) ma takie jak każde inne, można powiedzieć. A w dodatku dają je – halo – BEZPŁATNIE!!!! Jak ten rząd razem z Unią dopłacającą do tej akcji dbają o nasze dzieci, nic tylko brać, prawda? Ja nie wzięłam i NIE  zapisałam mojego dziecka na codzienne spożywanie przemysłowo przetworzonej darmowej mlecznej konserwy. Inne matki tak. Ale to nie innych matek, a moje dziecko nie opuściło ani jednego dnia w szkole „z powodu choroby”. W naszym domu pija się bowiem teraz jedynie jak już to jedynie  autentyczne mleko (z mlekomatu lub od rolnika, czyli „prosto od krowy”). Nigdy nie gotuję też mleka aby „pozbyć się bakterii” (nie boję się już bakterii odkąd wiem jak dbać o mojego ochroniarza, którego zadaniem jest – zgadnij co? – chronić mnie od szkodliwych bakterii, wirusów, pasożytów i innego dziadostwa) i zawsze spożywam je na surowo, bo czy któraś matka podałaby swojemu niemowlęciu przegotowane swoje mleko? To byłby gwałt zadany naturze. I taki gwałt zadany naturze mamy w przypadku poddanego procesom przetwórczym mleka z udziałem wysokiej temperatury (pasteryzacja lub UHT, a nawet gotowanie go w domu). Mleko autentyczne czyli świeże i prawdziwe to takie, które naturalnie i  jak Pan Bóg przykazał pozostawione w temperaturze pokojowej podlega fermentacji mlekowej (tak, dzięki bakteriom!), a nie się psuje na śmierdząco (bo już jest sterylne czyli martwe, z pływającymi w środku trupami bakterii i wydzielonymi przez nie podczas rozpadu czyli lizy  endotoksynami). W naszym domu jada się też codziennie prawdziwe jedzenie, a nie coś, co tylko je udaje lub zastępuje. Prawdziwe jedzenie to takie pochodzące wprost z rąk Matki Natury i nie tknięte ręką człowieka, który zawsze po swojemu chce wszystko ulepszać, bo przecież natura jest głupia i nie wie co jest smaczne. Bo musi być być smaczne, zdrowe już niekoniecznie. I długo na półce sklepowej musi leżeć lub w lodówce. To takie wygodne jest. I ekonomiczne.

Nie wspominając już o sklepikach szkolnych przepełnionych wszelkim chorobotwórczym wyprodukowanym przez korporacje barachłem jakie można sobie tylko wyobrazić. Niby jest jeszcze woda ale… oto moje dziecko ostatnio przyniosło do domu butelkę po takiej po wodzie ze szkolnego sklepiku: AQUA Gazowana Cytrynowa, producent Bewa sp. z o.o. z Kleszczowa, jedyne 99 groszy za butelkę o pojemności aż 750 ml tej smakowitej dobroci. Z etykietki uśmiecha się do nas Ewa Wachowicz, była miss i była rzecznik prasowy rządu, obecnie przekwalifikowana na kucharkę, która własnoręcznym podpisem zachęca nas do konsumpcji wielkim czerwonym napisem: „DOBRY WYBÓR! POLECAM!” (naprawdę pija Pani takie chemiczne popłuczyny, pani Ewo? SRSLY??).

Popatrzmy na skład „tego czegoś”: woda źródlana, dwutlenek węgla, regulator kwasowości kwas cytrynowy, naturalny aromat cytrynowy z innymi naturalnymi aromatami, substancje słodzące: cyklaminiany, sacharyny, aspartam, acesulfam K.

Takie oto produkty dzieci mogą zakupić w szkolnym sklepiku. I nikt nad tym nie ma kontroli i mieć nie musi – tu bowiem z kolei nie ma żadnej odpowiedniej ustawy, czyli wolna amerykanka i prawo dżungli: nie ma regulacji prawnych co jest dozwolone a co zakazane by znaleźć się w sklepiku uczniowskim. Dzieci przyjmuje się do szkoły od szóstego roku życia, więc teoretycznie już malutkie sześciolatki mogą dowolnie choćby i dzień w dzień szpikować swoje młode, rozwijające się tkanki dostępnym w uczniowskim sklepiku nie tylko starym dobrym cukrem, ale i aspartamem i innymi oficjalnie  „nieszkodliwymi” nowoczesnymi substancjami (które do niedawna przecież nawet nie istniały, przez co nie mamy bladego pojęcia o ich oddziaływaniu długoterminowym czy też ich wpływie na zdrowie na przestrzeni kolejnych pokoleń). Robiły to już zapewne również dużo wcześniej, gdy im mamusie kupowały (w aptece, a jakże!) doprawiane nimi syropki, antybiotyki, wściekle kolorowe witaminowe żelki i gumy „bez cukru”, takie specjalne dla dzieci. Teraz się zżymam, ale jeszcze parę lat temu sama tak robiłam i tak żyłam. Za moją niewiedzę, brak świadomości, wygodnictwo i bezmyślne przerzucenie odpowiedzialności za mój organizm na „odpowiednie instytucje” płaciłam wtedy bardzo twardą walutą, twardszą od tej rządowej: wiecznie szwankującym zdrowiem własnym i karmionej przez mnie rodziny. Nie zdawałam sobie sprawy, że to ja sama każdym posiłkiem buduję swój system odpornościowy  lub szkodzę mu. Wszystkim co do ust wsadzam! Dopiero dzisiaj to wiem. I wiem co wsadzać warto i należy, a czego nie – pod żadnym pozorem (lub też w przypadku co poniektórych pokarmów czyniąc pewne wyjątki specjalne: od święta, rekreacyjnie i od wielkiej okazji, pisałam o tym tutaj i tutaj).

Dorzućmy jeszcze do obrazu nędzy i rozpaczy rodzimych naszych lekarzy, którzy podczas długoletnich studiów będą mieć na temat diety ledwie jeden krótki i nic nie znaczący wykład – tak aby nie mieli bladego pojęcia co doradzić pacjentom w kwestii żywienia oraz stylu życia i nie robili przypadkiem rabanu za nędzne żarcie w szpitalach, w których będą pracować. Bo z tej całej góry wydzieranej nam co miesiąc przemocą olbrzymiej kasy na „ochronę zdrowia” tak się składa, że na prawdziwe jedzenie w szpitalach już jakoś… nie starcza niestety (zresztą kto jeszcze wie dzisiaj jak wygląda prawdziwe jedzenie?). Lepiej karmią podobno w więzieniach aniżeli w szpitalach. Zresztą… ludzie w domach jedzą bardzo podobnie, sama kiedyś tak jadłam: „plastikowe” pieczywo, ser, lepsza lub gorsza wędlina, jajko, margaryna o smaku masła, obficie słodzona cukrem i zaprawiona śmietanką UHT kawa lub czarna herbata do popicia. No czasami też plasterek ogórka czy pomidorka dla dekoracji, bo warzywa muszą być. 😉 Gdybym miała w szpitalu spożywać takie menu jak na załączonej poniżej fotce, to mówiąc szczerze wybrałabym post, ten skuteczniej postawiłby mnie na nogi. Ale to wiem dopiero dzisiaj.

Cały ponadto system „ochrony zdrowia” opiera się na strachu. Od maleńkości każą nam bać się panicznie bakterii, straszą wirusami i chorobami, które są zakwalifikowane jako „nieuleczalne”, organizowane są idiotyczne akcje typu ALS Ice Bucket Challenge lub nie mniej kretyńskie miesiące „walki” z rakiem, cukrzycą i innymi wrednymi choróbskami na które jak zachorujesz to już ponoć po Tobie. Taka jest oficjalnie przedstawiana prawda. Ta oficjalna „prawda” służy temu, abyśmy się całe życie czegoś bali. Ślepe posłuszeństwo można bowiem wymusić jedynie poprzez strach i psychiczny terror. Gdyby na egzaminie gimnazjalnym a potem na egzaminie dojrzałości przedmiotem obowiązkowym była wiedza z zakresu pielęgnacji własnego układu odpornościowego, to otaczająca nas rzeczywistość byłaby zapewne zupełnie inna. Cały system, cały misternie wokół nas zbudowany matrix by się zawalił! 🙂

Nawet słowo „higiena” zostało zniekształcone i pozbawione pełni znaczenia (jako zespół praktyk i nawyków skierowanych na zachowanie zdrowia i jego przywracanie siłami natury), dzisiaj bowiem powszechnie rozumie się higienę głównie w odniesieniu do… braku brudu. Natomiast wszystkie zagadnienia związane z naturalną higieną (ortopatia) czy idee związane z pojęciem witalizmu zostały wyrzucone z dużym hukiem na bruk. Znajdują się w najlepszym razie w kategorii medycyny „niekonwencjonalnej” (czytaj: niezgodnej z czyjąś umową i założeniami), a w najgorszym ośmieszone jako ciemnota, kołtuństwo i zabobon (skoro nie można naukowo udowodnić genezy lub istnienia np. ludzkiej duszy, przenikającej wszystko energii prany, Stwórcy Wszechrzeczy, boskiego porządku itd.) lub  też dla odmiany przedstawiane jako wysoce groźne i szkodliwe dla zdrowia podczas gdy jest dokładnie odwrotnie (np. post leczniczy).

Pewne założenia zostały nam ustami mediów, nauczycieli i rodziców od dzieciństwa wprogramowane w nasze umysły – po to tylko, abyśmy czasami nie mieli zbyt silnego i stabilnego systemu odpornościowego i nie byli przypadkiem przewlekle zdrowi. Przychodnie, apteki, szpitale i hospicja nie mogą bowiem świecić pustkami.

Oto 5 twierdzeń współczesnego matrixa, które wtłaczane nam uporczywie do głowy dzień po dniu pozbawiają nas odporności na choroby i skracają życie:

1. Nowoczesny dom to podstawa. Musisz mieć nowoczesny dom. Wypełniony urządzeniami elektronicznymi, najlepiej bezprzewodowymi, które będą generowały dużo elektrosmogu. Ale tego nie widać, więc tym nie będziesz się martwić. I bezpieczny musi być Twój dom. Więc wszystkie elementy wyposażenia będą nasączone impregnatami przeciwogniowymi zaburzającymi pracę twoich gruczołów dokrewnych. Ciuchy muszą z nowoczesnych syntetycznych tkanin, łatwych w pielęgnacji, podobnie jak obuwie z syntetyków, które będzie dzięki temu tanie, przez co będzie można mieć ich dużo więcej, bo jak wiadomo moda zmienia się co sezon, a Ty musisz nadążać.

Wszelkie reklamowane kosmetyki upiększające – nie żałuj sobie: farby do włosów, lakiery do paznokci z toluenem, szminki z ołowiem jesteś tego warta, odświeżacze powietrza z Bóg wie czym, proszki do prania i cudownie pachnące płyny do płukania, setki środków czyszczących (osobny na każdy możliwy rodzaj zabrudzeń), bielone chemicznie wygodne jednorazowe podpaski i tampony dla kobiet oraz pieluchy jednorazowe dla niemowląt (cóż za wygoda!) będą na wyciągnięcie ręki. Mnóstwo kremów, toników, mleczek, pianek, szamponów, perfum, balsamików i dezodorantów pełnych toksycznych substancji  zaburzających równowagę biochemiczną organizmu. Ale każda z nich będzie uznana oficjalnie za nieszkodliwą, przebadaną i dopuszczoną, więc czym tu się martwić? 😉

Nieodzowne są też wszelkie środki antybakteryjne zarówno do sprzątania jak i kładzenia sobie na skórę, a nawet w paście do zębów, najlepiej takie z triklosanem, bo tych obrzydliwych mikrobów należy bać się panicznie, one są straszne, jak Cię dopadną to już koniec, pamiętasz co mówił Pasteur? Oczywiście kremy z filtrami rzecz niezbędna, bo słońce jest wysoce rakotwórcze w każdej dawce i musisz się przed słońcem chronić jak tylko się da. Najlepiej wysmarować się grubą warstwą jeszcze przed wyjściem z domu – nie zapomnij wysmarować dokładnie także Twoje dzieci, niech one też cierpią na awitaminozę witaminy D, dzięki której można oprócz krzywicy dostać kilkanaście rodzajów raka i wiele innych „nieuleczalnych” chorób. Ups, znaczy się  niech będą Twoje maluchy chronione przed tym strasznym i nieuleczalnym rakiem skóry spowodowanym przez to wredne i okrutne słońce (najlepiej byłoby w ogóle wyłączyć to cholerne słońce, ale za bardzo się nie da, choć robimy co w naszej mocy aby nie dokuczało Ci za mocno). Niech filtr (chcesz czy nie chcesz) będzie z Tobą! 🙂

W kuchni Twej niech króluje plastik, który jest bardzo praktyczny i trwały. Również w dziecięcym pokoju plastik sprawdza się najlepiej (zabawki, gryzaczki, wanienki i rozmaite akcesoria). Butelki do sztucznego mleka będą zawierać zaburzający równowagę hormonalną bisfenol A, podobnie jak plastikowe butelki w której będziesz kupował wodę do picia dla całej rodziny. Dla odmiany napoje będą pakowane w toksyczne dla Ciebie aczkolwiek wszechobecne w przemyśle  jakże lekkie i praktyczne aluminium, które jest Ci w ustroju potrzebne jak dziura w moście, ale za to świetnie wpływa na procesy otępienne (z chorobą Alzheimera włącznie): aluminiową folią będziesz owijał swoje jedzenie, aluminiowe będą też Twoje bidony na wodę, jednorazowe naczynia do grillowania, różne przedmioty codziennego użytku oraz garnki i patelnie pokryte dla niepoznaki niezbyt trwałą powłoką z politetrafluoroetylenu czyli PTFE zwanego teflonem, na których będziesz szykował swoje ulubione wściekle uzależniające dania czyli smażone, ciesząc się przy tym, że nic Ci nie przywiera – co za luksus! Czego jak czego, ale aluminium to Ci na pewno nie zabraknie. Będzie dodane nawet do wstrzykiwanych Tobie i Twoim dzieciom do krwiobiegu szczepionek. A nawet do Twojego antyperspirantu, dzięki czemu – niewiarygodne, a jednak! – Twoje pachy będą całkowicie suche, więc  niczego wraz z potem wydalał nie będziesz, tylko wszystko będzie się odkładało w Twoich tkankach. A Ty będziesz te swoje magicznie suche pachy uwielbiał i właśnie o to chodzi.

Najważniejszym przedmiotem w domu wokół którego koncentruje się życie rodzinne powinien być telewizor, codziennie nadający wszelkie wskazówki i  informacje potrzebne Ci do posłusznej wegetacji, którą będziesz nazywał życiem. Pomiędzy wprowadzającymi Twój organizm w stan przewlekłego stresu audycjami, które zaleją Cię oceanem kortyzolu (katastroficznymi wiadomościami bieżącymi, produkcjami filmowymi pełnymi agresji, przemocy i śmierci oraz dla chwili wytchnienia ogłupiającymi programami rozrywkowymi ) zobaczysz reklamy najnowszych smakowitych smażonych przekąsek, pysznej aromatycznej kawy, nowoczesnych kosmetyków i środków czystości, telefonów komórkowych oraz leków na każdą przypadłość – abyś nie musiał się już dłużej martwić się o wpływ tych wszystkich produktów na Twoje zdrowie, tylko z entuzjazmem je konsumował.

A jak już skonsumujesz to idź do łazienki, gdzie czeka na Ciebie nowoczesna miska ustępowa lejowa, bo te starodawne miski z półką tylko sprzyjają rozwojowi bakterii, a poza tym Ty nie masz oglądać co z Ciebie wychodzi i się nad tym zastanawiać lub rozkminiać, bo jak Ci coś dolega to i tak masz do dyspozycji w swojej przychodni darmowego lekarza, którego opłacił za Ciebie rząd i darmowe lub prawie darmowe leki. Więc nie ma sensu byś oglądał swoje odchody, to takie nieestetyczne i staromodne. Ty tylko radośnie to co produkuje przemysł jedz, wypróżniaj się i bądź zdrów, przynajmniej jako tako i przez jakiś czas, powiedzmy Twoje pierwsze trzy dekady, max cztery. W ten sposób naturalnie przechodzimy do punktu drugiego.

2. Nowoczesne podejście do zdrowia to podstawa. Jak coś dolega nie musisz się zastanawiać skąd się choroba wzięła, ona i tak jest Twoim wrogiem, całe ciało jest również Twoim wrogiem ponieważ jest okropnie głupie, ten worek mięsa jest bardzo awaryjny, wciąż się psuje, oprócz tego, że śmierdzi jak zaraza, a poza tym kto ma czas dzisiaj chorować – weź pigułkę, to proste i od razu poczujesz się lepiej. Dużo z nich jest dostępnych w najbliższym kiosku, stacji benzynowej lub spożywczaku. Inne z kolei przepisze Ci Twój lekarz, co w czwartej dekadzie twojej wegetacji (ale to Twoja wina bo widocznie masz słabe geny!) będzie już zazwyczaj niezbędne. Wykupisz je w pobliskiej aptece za grosze, resztę dopłaci rządowa refundacja.
 
Ty i tak masz jeszcze dużo szczęścia, bo Twoje dzieci a już na pewno wnuki mogą chorować nie dopiero na starość, tak gdzieś po czterdziestce jak Ty, ale już od dzieciństwa. Bo wredne drobnoustroje i rozmaite choroby czyhają na nie wszędzie, naprawdę  groźne niezmiernie różniste choroby, a w natarciu są jeszcze groźniejsze. Różne coraz straszniejsze rodzaje grypy i nawet Ebola też, a co potem to się coś wymyśli. Koniecznie więc poddaj wszystkim możliwym szczepieniom swoje dzieci by nie chorowały oraz by nie otrzymały pogardliwej etykietki chodzącej bomby biologicznej, a poza tym jak wiadomo na wirusy nie wynaleziono żadnego lekarstwa i na wszelki wypadek długo jeszcze się nie wynajdzie. Sam rozumiesz: szczepienia to jedyny sposób by zabezpieczyć się na wypadek tych strasznych chorób. Bo Twoje ciało jest głupie i samo się nie zabezpieczy na pewno ani się samo z niczego nie wyleczy. Chyba że z kataru, na którego nowocześniejsza nawet medycyna lekarstwa wciąż nie ma jak gdyby, dlatego musi on trwać siedem dni lub czasami tydzień. Szczepienia są ponadto bardzo dla Ciebie bezpieczne bo nikt nie dowiódł, że jest odwrotnie i dopilnuje się aby nie dowiódł tego nigdy. Ponadto całkowicie są darmowe – nie musisz za nie płacić, my zapłacimy za Ciebie dyskretnie i elegancko: z naszych (czyli jakby uprzednio Twoich) pieniędzy. Jeśli odmówisz, to Ty będziesz musiał zapłacić nam za taką zniewagę i nieposłuszeństwo, więc zastanów się czy warto. Siebie zaszczep na grypę, pneumokoki i wirusa HPV co raka szyjki macicy powoduje. I współmałżonka namów. I sąsiada. I małoletnią jego córkę.
.
Zdrowie zaś Twoich zębów niesamowicie zależy od fluoru, dlatego pasta do zębów koniecznie musi go zawierać, podobnie jak nici do czyszczenia i odświeżające oddech płukanki na zakończenie zębowych ablucji albowiem fluor musisz wcierać w swoje śluzówki co najmniej parę razy dziennie w ilości jak największej i jest to jedyna droga do zdrowych zębów. Im więcej fluorku sodu dostarczysz sobie tym lepiej, tym zdrowszy będziesz, choć jakby bardziej uległy i tępy, ale ponieważ wszyscy wokół Ciebie będą równie ulegli i tępi i będą robić to samo co Ty oraz przekonywać Cię, że tak właśnie czynić należy, to nie przyjdzie Ci do głowy, że jest coś z Tobą nie tak. Po posiłku jak nie możesz umyć zębów to żuj gumę bez cukru (słodzoną całkowicie nieszkodliwymi dla zdrowia nowoczesnymi syntetycznymi słodzikami, np. aspartamem), która przywraca prawidłowe pH w ustach, bowiem jak już wspomniano Twój organizm jest głupi więc zapewne nie będzie umiał tego robić.  Na najmniejszą infekcję stosuj antybiotyki – bez tych nowoczesnych środków cała ludzkość już dawno by wyginęła niczym dinozaury i o tym wiedzą już nawet małe dzieci w szkole. A jak nie chcesz mieć dzieci to stosuj pigułki  antykoncepcyjne. Wszystko przepisze Ci Twój lekarz na żądanie – łatwo i wygodnie.3. Nowoczesne podejście do diety to podstawa. Skończmy z tymi bzdurami, że niby dieta cokolwiek leczy, bo od leczenia to są leki, a jeść masz wszystko co tylko chcesz. Wszystko co znajdziesz w sklepie i co reklamowano w telewizji zostało stworzone abyś mógł to wsadzić do środka Twojego głupiego i wciąż łaknącego nowości smakowych ciała, bo w końcu nie po to korporacje produkują tyle kuszącej, ultra nowoczesnej, wysoko przetworzonej i jakże smakowitej karmy, abyś teraz grymasił lub nie daj Boże sobie czegokolwiek z tych wszystkich dobroci odmawiał. Jedzenie to przede wszystkim przyjemność i na zaspokojeniu zmysłów  a nie na potrzebach organizmu musisz się głównie skoncentrować, a o Twoją przyjemność i zaspokojenie zmysłów zadba przemysł spożywczy i wszystko będzie ślicznie wyglądające, wspaniale smakujące, super słodkie, miłe i pachnące oraz rzecz jasna możliwe do przechowywania całymi tygodniami aby się prawie wcale nie psuło, no może tylko troszeczkę.Musisz jeść ile wlezie i nie żałuj sobie, trzy a najlepiej pięć razy dziennie bez ustanku żebyś jadł smacznie i popijał Coca-Colą, by być po radosnej stronie życia. Tyle jest dobroci wspaniałych i co rusz to nowych, że i tak Ci życia nie starczy aby tego wszystkiego spróbować. Więc korzystaj póki czas. Jeśli nie wiesz ile i czego masz jeść to masz zawsze piramidę żywieniową, która będzie Twoim drogowskazem: podstawa to zboża – niech rządzą bułeczki i makarony najlepiej takie jak lubisz najbardziej, bialutkie i delikatne, kiedyś 150 lat temu to jedynie cesarz Austro-Węgier kajzerki takie jadał, a teraz Ty robaczku możesz sobie codziennie za grosze je kupić w swoim sklepiku tuż za rogiem, czyż nie we wspaniałych czasach żyjesz? Doceń to. No i  mięsko obowiązkowo jeść należy bo daje siłę. Kurczaki w 4 miesiące do sprzedaży trafiają i są po jedyne 5-6 zł za kilo, tyle co litr paliwa, więc nie mów że Cię nie stać. A mleko choć zmasakrowane termicznie, to przecież nie jest prawie wcale inne od świeżego, sama pani profesor Ci to powie, a jakie daje zdrowe kości takie mleko czy serek to głowa mała! Jak nie chcesz mieć osteoporozy to pij dużo mleka, obojętnie jakiego. Rzecz jasna kawusia na dobry początek dnia i w ciągu dnia też będziesz jej potrzebował gdy się poczujesz sklapnięty bo w końcu wysiadać Ci będą już za młodu nadnercza, i do słodkich ciasteczek kawusia lub lodów po południu polanych smakowym syropem – to taki miły zwyczaj. I nie marudź, że oleje są teraz wszystkie rafinowane w sklepach, bo to dla Twojego dobra: dzięki temu możesz swoje pokarmy smażyć, zobacz jakie one się robią wtedy smaczne, chrupkie i kuszące, a sam olej to cud-miód, nie ma nawet wcale smaku ni zapachu, po prostu ideał. Nowoczesny taki. Margaryna jest zdrowsza od masła, a jaka praktyczna, bardziej smarowna i możesz ją przechowywać nawet miesiącami, a nawet zobacz, są dzisiaj margaryny takie co cholesterol Ci obniżą jak już się obeżresz tych wszystkich smażonych, słodzonych, konserwowanych, kolorowanych wspaniale smakujących rzeczy i w końcu wylądujesz tam gdzie zawsze miałeś wylądować, choć o tym nie wiedziałeś – czyli u lekarza po receptę na statyny, a najlepiej w szpitalu, bo trzeba będzie Ci na przykład wstawić by-passy. Ale to normalka, nic strasznego. Robi się dziurę w klatce piersiowej, wycina kawał żyły z podudzia i się wstawia, potem dziurę się zaszywa. Tyle. Wielka mi tam mecyja, no proszę Cię! Potem tylko leki do końca życia i masz problem z głowy. Łatwo i przyjemnie.Tylko nie daj się nabrać na jakieś tam wegetarianizmy albo witarianizmy, jakieś kiełki, soki czy inne glony, kto to widział. To jest szalenie ekstremalne! Taka dieta! Przerażające po prostu. I na bank szkodliwe. Nie wchodź w to.  To strasznie osłabia organizm. Jak można tylko na trawie przeżyć?! To są oszołomy i cierpią na pewno na ortoreksję. Przecież bez pieczywa, mięsa i nabiału się umiera. A co najmniej traci siłę i rozum. Nie wolno się tak głodzić. Można przez takie coś w anoreksję wpaść, albo w bulimię jakąś. Zresztą w tych dzisiejszych czasach warzywa to same pestycydy, łatwo sobie warzywami zaszkodzić, a  jeszcze surowymi to już w ogóle, trzeba uważać. A te soki to do cukrzycy i nadwagi prowadzą tylko, bo niesamowicie insulinę podnoszą, więc soki bardzo są niezdrowe, jak już to trzeba pasteryzowane soki ze sklepu pić, bo tam przynajmniej bakterii nie ma. A jeden taki niemiecki lekarz, niejaki Gerson mówił, że on sokami ludzi leczył i że podobno z raka nawet – bzdura! Na pewno wszyscy dostali po tych sokach cukrzycy jak nic, bo to niemożliwe jest. Soki niczego przecież nie leczą bo nie ma takiej możliwości, od leczenia są leki na tym świecie, a na raka chemioterapia, chirurgia i radioterapia i nic innego nie ma, nigdy nie było i nie łudź się – nie będzie. Długo nie, a potem wcale. Unikaj takich kłamców jak Gerson, bo gdyby wymyślił sposób na raka i inne wszystkie choroby, to by już dawno przecież dostał nagrodę Nobla, ale nie dostał. Budwig też nie dostała. Warburg dostał w 1931 r., ale taka nieostrożność już się więcej nie powtórzy.I nawet jak jesteś ciężko chory i nie masz wtedy kompletnie apetytu to też musisz jeść wszystko, koniecznie, musisz jeść zawsze bez ustanku, bo to zawsze jest dla Twojego zdrowia. I gotuj zawsze, gotuj wszystko bo nie po to ludzkość wymyśliła gotowanie i wykwintne szkoły kulinarne, aby teraz surowizny i kiełki jakieś tam jeść.  Że niby co, że zwierzęta nie jedzą gotowanego? Ale to my jesteśmy panami tej planety obdarzonymi inteligencją, a zwierzęta nie są po to by brać z nich przykład, tylko po to byśmy się nimi mogli codziennie najeść. A na surowo się nie da, bo to żyje. Trzeba zabić, wypatroszyć i wtedy (ugotowane, a przedtem odpowiednio przyprawione by nie dostać mdłości) skonsumować, ale Ty musisz robić tylko tę ostatnią rzecz, bo dwóch pierwszych nawet na oczy nie będziesz oglądał, są od tego odpowiedni ludzie. Więc będziesz jadł te stworzenia, potem to już nawet bez opamiętania, jak narkoman, trzy razy dziennie każdego dnia i to jest dla Ciebie dobre. Bo pamiętaj, że potrzebujesz dużo białka, jak najwięcej białka, a w roślinach białka żadnego nie ma, a jak nawet jest, to ono jest gorsze. Niepełnowartościowe znaczy się.4. Nie musisz się oczyszczać. Z tym oczyszczaniem to tylko taka jakaś głupia przejściowa moda ostatnio. Przecież człowiek jak robi siku i kupę to się organizm wtedy oczyszcza.  Z czego niby się ma człowiek oczyszczać jak wszystko dzisiaj jest bardzo czyste, kontrolowane przez wiele instytucji i dopuszczone? Bzdury tam i tyle. Nie ma żadnych tam toksyn, to wszystko wymysły jakieś. Wszystko wątroba i nerki filtrują i jest czysto, nie wierz w jakieś tam zmyślone toksyny. Babcia kolegi nigdy się nie oczyszczała i długo żyła. A niektórzy to nawet poszczą, co za bezsens! Jak takie kozy czy króliki nic tylko same warzywa podobno tylko jedzą i to przez całe tygodnie. Albo same soczki z marchewki wyciśnięte piją lub wręcz wodę tylko, co jest nie do pomyślenia. Jakież to musi być szkodliwe! Podobno przez całe tysiąclecia posty szkodliwe dla ludzkości nigdy nie były, no ale teraz mamy nowoczesne czasy to co innego – przecież dzisiaj wszyscy wiedzą, że obecnie post wyniszcza organizm i pozbawia człowieka energii. Nawet opuszczenie jednego posiłku jest więc szkodliwe dzisiaj i nie wolno tego robić. Inne czasy teraz mamy. Odmawianie sobie zresztą jedzenia i płynących z niego rozkoszy podniebienia w takich czasach obfitości jest po prostu nie do przyjęcia, to głupota jakaś, dla oszołomów tylko. Dla ekstremistów. Człowiek jest stworzony do jedzenia, a nie do powstrzymywania się od niego. Więc nigdy nie pość, bo to szkodzi.Jeszcze raz, bo może nie zapamiętałeś: jedyne co masz robić od urodzenia aż do śmierci to jak najwięcej kupować, konsumować, jeść, wypróżniać się, słuchać co do Ciebie mówią i nie zadawać pytań, nie myśleć za dużo, nie kwestionować i nie drążyć, tylko cieszyć się, że żyjesz w ultra nowoczesnych czasach obfitości wszelakiej oraz powszechnego dobrobytu, nieprawdopodobnych wygód i ciągłych rozkoszy dla zmysłów. Myślenie jest Ci do niczego niepotrzebne. Odczuwanie również. Zostałeś stworzony do życia w strefie komfortu. Możesz wyłączyć mózg i serce. Do niczego Ci się tutaj już nie przydadzą.5. Nie bierz żadnych witamin. Strata czasu i atłasu. Przecież wcale nie potrzebujemy ich aż tyle, skoro są ustalone przez odpowiednie instytucje dzienne zalecane dawki byśmy nie zachorowali na najgroźniejsze choroby, to po co przesadzać z tymi witaminami. Na przykład abyś nie dostał szkorbutu wystarczy 60 miligramów witaminy C na dzień, więc jak zjesz 10 deko truskawek albo trzy pomidorki to Ci starczy i po co Ci więcej. Od tych witamin to się jeszcze rozchorować tylko można, więc lepiej nie przesadzać. Poza tym to są tylko drogie siki, bo witamin nie pochodzących z pożywienia w najmniejszym stopniu nawet się nie przyswaja, więc i tak wylatują wszystkie  z człowieka w toalecie i nic nie pomagają. W ogóle witaminy są szkodliwe, łatwo można sobie nimi choróbska jakiegoś nagonić, lepiej od witamin tak jak i od słońca trzymać się z daleka bo witaminy oraz słońce są bardzo groźne. A jedni tacy jak żarli te witaminy to na raka wkrótce zapadli, a inni zaraz kamieni  w nerkach dostali i choroby serca, nie widziałeś badań? Sam widzisz, że witaminy powodują tylko raka i same choroby groźne, to o czym tutaj mówić? Lepiej więc od słońca i od witamin trzymaj się z daleka, bo tak jest dla Ciebie zdrowiej.

  „Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą.” – Josef Goebbels (niemiecki minister propagandy i oświecenia publicznego w rządzie III Rzeszy Adolfa Hitlera)

W świetle tego co powyżej łatwo jest wyjaśnić to co się stało na pierwszej w szkole wywiadówce u mojego syna i dlaczego reszta rodziców zachowywała się jakby ktoś ich walnął obuchem w głowę: zero pytań, posłuszne składanie podpisu na liście chętnych, a wszystko to w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Bo przecież mleko to mleko, prawda? Całe życie było zdrowe dla nas i dla naszych przodków, to niby dlaczego dziecku odmawiać? Poza tym gdzie jak gdzie, ale w szkole na pewno dają dobre mleko dzieciom. Ponadto gdyby mleko UHT było szkodliwe to nie zostałoby dopuszczone do obrotu, przecież czuwają nad naszym zdrowiem rządowe instytucje i mądrzy naukowcy co robią tysiące badań, czyż nie?

To jednak płytkie myślenie. Ktoś nam podstawia jakieś informacje pod nos, a my to bezmyślnie łykamy  jak młode pelikany, a już najbardziej gdy przedstawione jako najnowsze osiągnięcie lub odkrycie i dodatkowo poparte jakimś autorytetem (jakaś instytucja lub osoba np. lekarz, dziennikarz, profesor, naukowiec, ekspert itp.). Nie zapominajmy jednak, że kiedyś „najnowszym odkryciem” były takie terapie medyczne jak upusty krwi lub leczenie rtęcią, a cukier krzepił. I to tak bardzo krzepił, że jego ograniczenie w diecie niemowlęcia mogło pociągać za sobą nieobliczalne skutki, co potwierdzali specjaliści całą powagą swojego lekarskiego majestatu.

W roku 1949 natomiast pewien portugalski neurochirurg Egas Moniz otrzymał nagrodę Nobla za badania nad leczniczymi efektami lobotomii jako świetnego sposobu na wszelkie zaburzenia psychiczne (od lekkiej depresji aż po ciężką psychozę), która wkrótce potem została uznana za metodę szkodliwą i barbarzyńską oraz w wielu krajach zabroniona. Sto lat temu świat był również tak zachwycony odkryciem nowego pierwiastka, radu, przez Marię Curie-Skłodowską, że przemysł od razu wyprodukował najnowszej generacji produkty z radem, na które zaraz radośnie (i niestety bezmyślnie, bez zadawania pytań) rzucili się konsumenci: odmładzające, antytrądzikowe oraz rozświetlające cerę kosmetyki z radem, kremy i szminki, radowe pasty do zębów dające uśmiech bielszy niż śnieg, dziecięce wełniane ubranka z radem, które od wydzielającego ciepła radu „nagrzewały się same” zimą dla naszych milusińskich (cóż za wygoda i jakie to zdrowe! Chyba tylko wyrodna matka by nie kupiła dziecku takiego ubranka na zimę!), luksusowe czekoladki z radem i radowe papierosy, pito radioaktywną wodę „dla zdrowotności” i brano radioaktywne kąpiele. Produkcja radioaktywnych towarów wszelkiej maści kwitła (całkowicie legalnie) od 1917 roku aż do wczesnych lat 60-tych – niemal pół wieku!

Ludzkość zachwyciła się też  potem antybiotykami, pigułkami antykoncepcyjnymi, szczepionkami, kuchenką mikrofalową, środkami ochrony roślin, antyperspirantami, mlekiem UHT, syntetycznymi „odchudzającymi” słodzikami, technologią bezprzewodową oraz oczywiście chemicznymi lekami na wszystko. Tymczasem każdego roku wycofywane są kolejne środki farmaceutyczne ze sprzedaży z uwagi na stwierdzoną szkodliwość, rakotwórczość lub liczne przypadki śmiertelne –  tych samych przecież leków, które wcześniej wymaganymi badaniami miały udokumentowane (!)  bezpieczeństwo stosowania i zdążyły już zostać przepisane tysiącom chorych ludzi. Na podobnej zasadzie „bezpieczne” są wszystkie dostępne w handlu konwencjonalne kosmetyki, chemia gospodarcza, niezliczone dodatki do żywności  czy też przedmioty codziennego użytku: co będziemy o nich wiedzieć za pół wieku czego nie wiemy (a czasem nie chcemy wiedzieć) dzisiaj? Które z nowoczesnych rzeczy, jakie dzisiaj robimy, stosujemy lub jemy będzie przerażające i barbarzyńskie dla naszych potomków za 100 lat?

Jak możecie się domyślać jest jedna najważniejsza rzecz, która osłabia nasz układ odpornościowy: tą rzeczą jest niewiedza. Niewiedza ta idzie najczęściej w parze z brakiem ostrożności i niezawierzaniem własnej intuicji czy choćby zdrowemu rozsądkowi, który kazałby zadawać pytania i kwestionować narzucany nam współcześnie obraz rzeczywistości.  Oprócz oczywiście innych współwystępujących zgubnych cech jak lenistwo (również intelektualne), łakomstwo, wygodnictwo, próżność (wieczna pogoń za tym co „najnowsze”) i hedonizm (życie jako dostawca chwilowych przyjemności za wszelką, jaką bądź cenę, nawet za cenę utraty jego jakości w którymś momencie). O acedii czyli pustce duchowej nie wspominając. Medycznie człowiek duszy nie ma, bo nie można jej stwierdzić naukowo, zatem jest to pojęcie filozoficzne, a lekarze nie mogą zajmować się filozofią, ponieważ pozwolono im zajmować się jedynie ciałem, postrzeganym jako „worek mięsa”, pokawałkowanym na poszczególne organy (poszczególne specjalności lekarskie) tak, aby nie można było dostrzec, iż stanowi ono jedną inteligentną całość.

Czym innym jest prawda, a czym innym jest opracowanie swoich zasad i ustalenie sobie (umówienie się) co prawdą ma być, a co nią ma nie być. Prawdy jednak nie da się obalić. Prawda nie musi szukać prawdy, bo zwyczajnie nią jest. Nauka nie zawsze stanowi prawdę, ponieważ jest jedynie jej poszukiwaniem. Pychą byłoby twierdzić, że ludzkość dotarła już do ostatniego etapu owego poszukiwania i że wiemy wszystko. Ktoś mówi Ci, że musisz każdego roku przejść grypę „jak wszyscy”, albo że Twoja choroba jest „nieuleczalna”, że do końca życia tylko leki, lub że zostało Ci tylko 6 miesięcy życia – czy mówi prawdę? A może jest to prawda tylko z jego (ograniczonego pewną umową i pewnymi założeniami) punktu widzenia? Kto nie zadaje takich pytań (żadnych pytań zresztą), kto niczego nie kwestionuje – ten będzie zawsze wierzył tylko w to co usłyszy. I według wiary jego mu się stanie.

Powracając do tematu: co takiego w szczególności może mieć wpływ na osłabianie naszego systemu odpornościowego? Ponieważ jak już wiecie odporność  zaczyna się w jelitach (określa się, że tam właśnie znajduje się ok. 70% komórek odpornościowych u człowieka) – szkodzić jej mogą głównie rzeczy dostające się tą drogą (bo albo są okradzione z substancji ochronnych albo same w sobie stanowią dla ustroju obciążenie). Ale nie tylko. Wymieńmy najważniejszych 10 rzeczy:

1. Przetworzona (przemysłowo czy też w domu) i/lub prozapalnie działająca żywność: słodzona (cukrem lub syntetycznymi słodzikami), sztucznie aromatyzowana lub barwiona, żywność zawierająca glutaminian sodu, konserwowana, wędzona, puszkowana, smażona, grillowana (dioksyny i inne kancerogeny), nabiał przemysłowy przetworzony (pasteryzowany lub homogenizowany), napoje chłodzące i gazowane w plastikach i aluminiowych puszkach, soki w kartonach, ocet spirytusowy i zawierające go produkty, obficie nawożone nowalijki, żywność nadpsuta, nadpleśniała, koncentraty w proszku, oleje rafinowane i zrobione  z ich użyciem produkty (np. majonezy, gotowe dressingi i inne wyroby zawierające anonimowy i bliżej  nieokreślony „olej roślinny” na etykiecie itd.), margaryny, wyroby cukiernicze i przemysłowe lody, „białe” produkty – oczyszczone i rafinowane (biała mąka i wyroby z niej, biały ryż, rafinowany cukier, sól kuchenna rafinowana itd.), dania gotowe wszelkiego typu.  Niestety większość z tego, co znajduje się dzisiaj w sklepach spożywczych jest jedynie na sprzedaż, nie do jedzenia.

2. Nadmiar prozapalnych produktów odwierzęcych: szczególnie tych pochodzących z chowu przemysłowego (zarówno drobiu jak i ssaków), jajek, czerwonego mięsa (wieprzowina, wołowina), ryb hodowlanych i owoców morza z akwakultury (łosoś, pstrąg, karp, panga, tilapia, krewetki itd.) lub przetworzonych produktów ze śledzi (większość śledzi na polskim rynku jest dosmaczana glutaminianem sodu, dosładzana syntetycznymi słodzikami i konserwowana benzoesanem sodu).

3. Żywność transgeniczna: czyli modyfikowana genetycznie (GMO), nie mylić z odmianami danej rośliny – z upraw transgenicznych pochodzi dzisiaj większość soi oraz kukurydzy na świecie, produkowanych w celach konsumpcyjnych i paszowych. Nie upłynęło wystarczająco dużo czasu abyśmy mieli dane na temat długoterminowego wpływu takiej żywności na zdrowie kolejnych pokoleń ludzi.

4. Konwencjonalne kosmetyki: upiększające, pielęgnacyjne, do higieny jamy ustnej jak pasty do zębów i płukanki, kosmetyki antysłoneczne itd. Wszystkie można zastąpić nietoksycznymi odpowiednikami zrobionymi w domu za grosze lub kosmetykami i olejami organicznymi.

5. Konwencjonalne środki czystości (proszki, mleczka, pianki, płyny, odświeżacze powietrza). Można je zastąpić mniej agresywnymi wersjami eko lub własnej roboty nieszkodliwymi i tanimi produktami. Sprzątanie można zrobić skutecznie mając do dyspozycji sodę, ocet, boraks i domowy płyn enzymatyczny.

6. Używki: kawa, czarna herbata, tytoń, narkotyki, alkohole, napoje z kofeiną i ze stymulantami (energetyzujące). Większość tych używek niszczy florę bakteryjną jelit i wypłukuje cenne minerały z ustroju.

7. Inne substancje ksenobiotyczne (czyli obce substancje, niebędące naturalnym składnikiem żywego organizmu): wprowadzane do ustroju w celach leczniczych (szczepionki, leki, niektóre suplementy diety) lub występujące w środowisku (dioksyny, PCB, BPA, metale ciężkie jak ołów, aluminium rtęć, kadm) i wiele innych.

8. Brak snu i odpoczynku: niedosypianie, przepracowanie, stres, pośpiech, hałas, chaos, nadmiar obowiązków, niedotlenienie (brak ruchu) lub zbyt intensywna aktywność fizyczna (treningi, sport zawodowy).

9. Negatywne myśli i emocje: strach, smutek, złość, gniew, żal, wina, zazdrość, wstyd, niepokój, wściekłość, zawiść, gorycz, pogarda, bezsilność, chciwość, nienawiść. Wpływem naszego myślenia i naszych emocji na układ odpornościowy zajmuje się dziedzina nauki o nazwie psychoneuroimmunologia.

10. Smog elektroniczny i promieniowanie: urządzenia bezprzewodowe, telefonia komórkowa, medyczne urządzenia diagnostyczne, kuchenki mikrofalowe i rozmaite urządzenia elektryczne i/lub elektroniczne. Należy przed nimi chronić szczególnie dzieci i osoby starsze. Nie nośmy komórki w kieszeni, na szyi czy w staniku. Używając urządzeń elektrycznych (np. młynka do kawy, blendera) odsuńmy się od nich, telewizor włączajmy tylko wtedy gdy chcemy coś obejrzeć itd. Dotyczy to także urządzeń będących w stanie czuwania, dlatego wyłączmy całkowicie urządzenie gdy nie pracuje.

Jak widać mamy tutaj w większości tak zwane „nowoczesne” rzeczy, z którymi nasi przodkowie nie mieli do czynienia. Dopóki ludzie będą je kupować, dopóty przemysł będzie je produkował, skoro się sprzedają. Nie ma nic złego w rozwoju ani w nowoczesności. Nowoczesność jest fajna, często potrzebna i ułatwia życie, ale trzeba z niej umieć korzystać tak, aby sobie nie szkodzić. Przynajmniej w miarę możliwości. Szczególnie w czasach gdy wiele rzeczy zostało postawionych na głowie i oddalonych od prawdy, a zamiast prawdy wciska się nam kit. Wszyscy wiemy, że życie w szklanej bańce nie jest możliwe. Mamy takie a nie inne środowisko i sami na nie zapracowaliśmy w dużej mierze. Nie możemy mieć co prawda większego wpływu na niektóre sprawy, np. na czystość powietrza jakie wdychamy, ale to nie znaczy, że jesteśmy całkowicie bezbronni wobec wpływu negatywnych i osłabiających naszą odporność czynników środowiskowych.

Na wiele bowiem rzeczy mamy codziennie wpływ i to jak najbardziej. I tylko my, a nie nikt inny. Na różne rzeczy możemy wpływu nie mieć, ale akurat na to co wkładamy do swojej buzi lub nakładamy na swoją skórę jak najbardziej wpływ mamy, bo parszywej jakości pseudojedzenia nikt nam siłą do ust przecież nie włoży, naszpikowanego chemikaliami kremiku też siłą na skórę nie nasmaruje – tutaj sami się dobijamy własnymi rękami. Nie ma na co lub na kogo zwalać teraz odpowiedzialności, po prostu weź się w garść i zacznij w końcu dokonywać świadomych wyborów jeśli chcesz być przewlekle zdrowy, bo o Twój układ immunologiczny nikt inny oprócz  Ciebie lepiej nie zadba, to jest pewne. Ty i Matka Natura możecie to zrobić. Ona bowiem doskonale zabezpieczyła swoje dzieci, które choć robią dużo głupich rzeczy, to jednak tak czy inaczej zasługują na Jej bezwarunkową miłość i mają drogę do zdrowia zawsze otwartą, ilekroć będą chciały Ją za swoją głupotę przeprosić, naprawić swoje błędy i nie wracać już nigdy na destrukcyjne tory z których zawróciły.

Choroby stylu życia można odwrócić jedynie ZMIANĄ stylu życia, czyli usunięciem przyczyny, dla której system zaczął wysyłać niepokojące sygnały, jeden po drugim. Nie liczmy na to, że zostaną wymyślone na to kiedykolwiek jakieś cudowne tabletki. Nie ma tabletek na lenistwo, wygodnictwo, próżność, łakomstwo i brak ruchu. I nigdy nie będzie. Nawet wiedza na nic się Tobie nie przyda gdy zabraknie działania.  Bo to właśnie w DZIAŁANIU leży siła. Chcieć to móc. Ja jestem tego najlepszym przykładem. Nigdy nie jest za późno. Nie szukaj wymówek! Nie wiesz od czego zacząć?

1. Zrób konkretne porządki w swoich kuchennych szafkach i usuń z nich wszystko co nie jest prawdziwym jedzeniem, choć może je znakomicie udawać, szczegółową czarną listę znajdziesz tutaj.

2. Idź na zakupy i zaopatrz się w prawdziwe jedzenie. Szczegółowe instrukcje jak zrobić zdrowe zakupy znajdziesz tutaj.

Nasze pożywienie może i powinno być naszym lekarstwem zamiast nas zabijać. Nasze myśli, nasze uczucia mogą działać na nas uzdrawiająco zamiast nas wykańczać i wpędzać do grobu. Mamy też zioła, witaminy i super-foods (super-pokarmy), mamy potężne chroniące nas przed stresem adaptogeny pochodzące ze świata roślinnego. Dokładniej przeanalizuję wszystko co może wzmacniać nasz system odpornościowy w kolejnym artykule.

Stay tuned czyli nie odchodźcie od odbiornika! 🙂

Powyższa treść pochodzi ze strony www.AkademiaWitalnosci.pl , konkretnie zaś – http://www.akademiawitalnosci.pl/?s=najwa%C5%BCniejsza+rzecz+os%C5%82abiaj%C4%85ca+odporno%C5%9B%C4%87 .

.

 
| | 7 Komentarzy

Prawidłowa flora bakteryjna jelit to podstawa zdrowia

.

Admin 19.05.2017 r. o 18:04 pisze:

„Prawidłowa flora bakteryjna jelit to podstawa zdrowia, o czym tu niejednokrotnie pisałem, bo tak jest w istocie. Bakterie jelitowe należy traktować jak dodatkowy narząd wewnętrzny, ale rozpisywać się nie będę, bo na Forum sporo dobrych rad jest dostępnych – wystarczy wpisać sobie w wyszukiwarce.  Cool

Ale żeby z fekalii robić „szczepionkę”, jakby prościej i taniej się nie dało dla przykładu dobrym ementalerem, czy prawidłowo kiszoną kapustą…  Shocked

Napiszę tylko, że prawidłowa flora bakteryjna praktycznie zabezpiecza przed wystąpieniem wszelkich awitaminoz witamin rozpuszczalnych w wodzie z wyjątkiem wit.C i dyskusyjnie wit.B12, bo problem nie jest wyjaśniony do końca. Witamina K i jej „odmiana” K2 są syntetyzowane w wystarczających ilościach w jelitach, jakby kto nie wiedział.”

Dotyczy –  http://www.msn.com/pl-pl/zdrowie/nasze-zdrowie/dziś-rządzi-mikroflora-czyli-od-antybiotykowej-arogancji-po-przeszczep-kału/ar-BBBgZmj?li=AA51Z1&ocid=spartanntp

Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=5298.msg484033#msg484033 .

.

| | Dodaj komentarz

O Kant dupy

.

Piotr Jastrzębski pisze:

„O Kant dupy
Jak kraść, by się tego nie wstydzić? Czy to w ogóle możliwe? Tak, jeśli się tylko kradnie skutecznie.

Imperatyw kategoryczny Kanta jednoznacznie definiuje kradzież, bez względu od jej motywów i okoliczności. Inaczej mówiąc kradzież pozostaje kradzieżą, niezależnie czy rąbniemy z głodu chleb w hipermarkecie, oskubiemy sejm rozliczając fikcyjną kilometrówkę, czy przewalimy kilka baniek na bankowych lub podatkowych machlojkach.

Jestem przekonany, że każdy kto chociaż raz poczuł głód, i nie była to głodówka terapeutyczna, dopuścił do siebie przynajmniej myśl, żeby rąbnąć coś do żarcia. Większość z pewnością to zrobiła. Ilu z nich płonęło potem żarem wstydu? Myślę, że nieliczni. Głód bowiem nie ma ambicji – jak powiedział jeden z greckich klasyków. Tym nielicznym, którym wciąż spędza to sen z powiek, proponuję zmianę definicji. Należy usankcjonować kradzież konieczną – jako formę obrony życia. Niekonwencjonalny sposób zaspokajania potrzeb. Taka nowa, wolnorynkowa awangarda uczciwości.

Ładnie to wykombinowałem. Wniosek – jak już życie zmusi Cię by kraść, to zrób to tak, żeby nie złapali.

Najprościej oczywiście to wejść do sklepu, rozejrzeć się i zdecydowanym, szybkim ruchem schować coś pod kurtką. Sposób mało wyrafinowany, bardzo ryzykowny i dla ludzi o słabych nerwach raczej nie do przeskoczenia. Podzielę się więc kilkoma bardziej subtelnymi metodami, które wypracowałem na własny użytek. Skuteczne, sprawdzone i testowane we wszelkich niemalże warunkach. Wymagają one jednak pewnej dozy bezczelności.

Pierwszy – sportowy. Od lat – od kiedy tylko pamiętam – kupując bułki w markecie, pakuję do siatki jedenaście sztuk. Przy kasie ekspedientka pyta (standardowe pytanie) ile bułeczek? Odpowiadam, patrząc jej prosto w oczy, dziesięć. Ona liczy w skupieniu i nabija na kasę… dziesięć. Poważnie, za każdym razem, a ja zdycham ze śmiechu. Robię tak niezależnie od tego ile mam pieniędzy i czy potrzebuję tę jedną bułkę, czy nie. Po prostu za każdym razem sprawia mi to radochę. A od teraz beka będzie tym większa, że po publikacji tego tekstu nadal będę tak robił, i nadal kasjerowi lub kasjerce rachunek wyjdzie taki jak zasugeruję. No tak, ale jedna bułka nikogo raczej nie uratuje.

Drugi sposób jest bardziej konkretny. Przy okazji robienia zakupów, nawet najdrobniejszych – jeden chleb lub dwie cebule – wrzucamy do koszyka niewielki, lecz stosunkowo kosztowny przedmiot, typu maszynka do golenia lub depilacji. Ale taka z górnej półki. Wcześniej trzeba pozrywać z niej wszelkie opakowania i naklejki. Przy kasie zapytają: a to, to co? Wtedy również patrząc jej w oczy odpowiadamy: oj musiało mi wypaść z kieszeni. Co wtedy robi ekspedientka? Wręcza nam ów przedmiot. Serio – testowałem.

Trzeci sposób jest najbardziej bezczelny, najbardziej skuteczny i najbardziej wydajny. W markecie obok wynajdujemy paragon z datą i godziną jak najbardziej zbliżoną. Jest ich do cholery – zaryzykuję nawet twierdzenie, że można precyzyjnie dobrać do potrzeb. Załapaliście już? Na bezczelnego pakujemy do siatki to wszystko co jest na paragonie. Ważne, żeby siatka była w koszyku. Przy kasie zapytają naturalnie co to i skąd, wtedy odpowiadamy, że ze sklepu obok i na dowód pokazujemy paragon. Mogą marudzić, że są specjalne szafki, schowki itp. wtedy trzeba udawać głupka, nieobcującego na co dzień w wysokich sferach marketów. Możemy nawet sami ustawić się bardzo nisko w poziomie towarzyskiego obycia, którego miarą jest znajomość arkanów miejskich zakupów. Tak, by sprzedawca poczuł wyższość. Wzrośnie kubatura jego ego i tym samym spadnie czujność. Pracownik marketu, z uzasadnionym poczuciem wyższości przełoży ją obok siebie. Co jest jednak w tym wszystkim najważniejsze – „zakupy” ominą bramkę i jeśli były tam jakieś zabezpieczenia, to nie zapiszczą.

Przed każdą taką akcją dobrze jest się wyluzować niewielką ilością alkoholu. Nie wolno jednak przesadzać.

Podczas jednej z transcendencji postanowiłem skoczyć do sklepu po flaszkę. Byłem jednak trochę wstawiony. Bardziej niż trochę. Tak naprawdę byłem naprany jak cholera, nie wiem jakim cudem w ogóle udało mi się trafić w drzwi. I nie dość, że zamiast flaszki podpierdzieliłem danonka, to jeszcze mnie kurwa złapali.

Na dzisiaj wystarczy – tyle mogłem zaryzykować. Resztę patentów zachowam na razie dla siebie.

Szanowny Panie Emmanuelu, nigdy bym nie przypuszczał że ośmielę się coś takiego napisać, ale ten Pański imperatyw – to o Kant dupy. Kategorycznie.

Piotr Jastrzębski”

Źródło – https://www.facebook.com/groups/242873486192743/?ref=ts&fref=ts .

.

Polecam uwadze:

– Powrót do uczciwości – http://www.stachurska.eu/?p=20446 .

– Zrzutka – https://zrzutka.pl/sy7w5d .

.

| | 9 Komentarzy

Choroba wrzodowa żołądka

.

Dr Jan Kwaśniewski pisze:

Choroba wrzodowa żołądka.

Mój mąż, lat 74, od bardzo wielu lat cierpi z powodu choroby wrzodowej żołądka. 14 lat temu wycięto mu prawie cały żołądek, ale dolegliwości wciąż wracają. Brał bardzo drogie leki, jak Losec. W tym roku również był w szpitalu.

Bardzo proszę o odpowiedź, czy w tym przypadku i w tym wieku można zastosować u męża dietę optymalną? Przez 2 dni próbowałam podawać mu optymalne posiłki, ale mąż czuł się źle.

Ja zaś mam 71 lat, od 25 lat choruję na nadciśnienie i serce, biorę dużo leków. Ostatnio dołączyło się mrowienie stóp i lodowate uczucie zimna w nogach. Od 2 tygodni stosuję żywienie optymalne i już po tak krótkim czasie czuję ulgę w stopach, a ciśnienie spadło. Wykluczyłam digoxin, bo moje serce już nie jest tak leniwe. Samopoczucie mam bardzo dobre. Moja córka stosuje dietę optymalną i zupełnie inaczej patrzy na świat.
I.C.

Odpowiedź:
Przyczyną choroby wrzodowej jest niekorzystne odżywianie, wymuszające przewagę układu parasympatycznego w żołądku, czemu towarzyszy nadmierne wytwarzanie dwutlenku węgla w żołądku, który tworzy z wodą kwas węglowy, a ten po wymianie jonów z solą kuchenną tworzy kwas solny. Gdy kwasu solnego powstaje za dużo rozwija się choroba wrzodowa.

Mąż pani choruje na tę chorobę długo. Przez lata całe był leczony różnymi lekami i dietą zwykle zalecaną w chorobie wrzodowej, dzięki której choroba wrzodowa utrzymywać się musi, a ustąpić nie może.

Wycięcie żołądka powoduje zawsze znaczne zaburzenia w trawieniu, bo żołądek człowiekowi jest zawsze potrzebny i wycinać go nie powinno się. Wystarczy usunąć przyczynę choroby, aby choroba szybko ustąpiła. Można zrobić to na dwa sposoby.

Sposób pierwszy, który często był w dziejach ludzkości stosowany i którego stosować nie należy, to głód. Dieta z małą zawartością białka, przy bardzo niskiej jego wartości biologicznej, bardzo małej zawartości tłuszczu i niedoborach kalorycznych umożliwia wytworzenie przewagi układu parasympatycznego w żołądku, uniemożliwia powstanie choroby wrzodowej lub cofnięcie choroby jeśli występowała.

Drugi sposób jest o wiele lepszy. Tym sposobem jest Dieta Optymalna. Już po 1 – 2 dniach Diety Optymalnej brak jest surowca do wytwarzania nadmiaru dwutlenku węgla w żołądku, zatem nadmiar kwasu węglowego, a następnie solnego, pojawić się nie może. Przy Żywieniu Optymalnym soli kuchennej praktycznie się nie stosuje. Nie jest potrzebna, nie ma zatem drugiego surowca potrzebnego do wytwarzania kwasu solnego w żołądku. Surowcem do wytwarzania nadmiaru dwutlenku węgla w żołądku jest glukoza i inne węglowodany. Przy małej podaży węglowodanów w Diecie Optymalnej organizm nie kieruje węglowodanów do przetwarzania w szlaku pentozowym w żołądku, w którym to szlaku z glukozy powstaje dużo dwutlenku węgla, bo ma tych węglowodanów na to za mało. Dlatego przy Żywieniu Optymalnym choroby wrzodowej być nie może. Jeśli jest – musi ustąpić.

Przewód pokarmowy u męża pani jest wyniszczony długoletnim złym odżywianiem i lekami, braku w nim enzymów potrzebnych do trawienia innej żywności od poprzednio spożywanej. Organizm potrafi dostosować się do trawienia tej innej żywności szybko i łatwo, jeśli chory ma żołądek. Gdy nie ma żołądka, mogą być kłopoty i potrzebny jest czas.

Trzeba z Diety Optymalnej dla męża wybrać kilka produktów, po których nie odczuwa bólów i w początkowym okresie karmić go tylko tymi produktami. Koniecznym jest, aby mąż jadł 6 i więcej małych posiłków na dobę. Najlepsza w tych przypadkach jest śmietana. Spożywane produkty powinny być maksymalnie rozdrobnione i nadtrawione poza organizmem. Produkty spożywcze powinny być poddane obróbce termicznej, czyli gotowaniu, smażeniu, pieczeniu itd. Trzeba maksymalnie ograniczyć spożywanie produktów zawierających składniki, których organizm nie trawi, takich jak błonnik.

Dolegliwości związane z chorobą wrzodową u chorych, którzy nie dali sobie wyciąć żołądka, po przejściu na Dietę Optymalną ustępują przeważnie już po 1 – 2 dniach. U chorych z wyciętym żołądkiem bywa, że te dolegliwości utrzymują się do kilku tygodni, a później ustępują.

Chorzy przyjmujący digoxin, czy inne glikozydy nasercowe stosowane w niewydolności krążenia, po przejściu na Dietę Optymalną mogą je odstawić po 10 – 12 dniach, gdyż po tym okresie wydolność serca poprawia się na tyle, że te leki stają się zbędne. U ponad 90% chorych na nadciśnienie, ciśnienie krwi szybko się obniża i leki stosowane w nadciśnieniu można odstawiać po kilku dniach.

Tak glikozydy nasercowe, jak i leki stosowane w nadciśnieniu, wymuszają rozwój miażdżycy u chorych, którzy żywią się tak, iż muszą chorować na nadciśnienie, czy niewydolność krążenia. U stosujących Żywienie Optymalne leki te, gdy jest to konieczne, można bez obawy stosować, bo u tych ludzi te leki nie powodują postępu zmian miażdżycowych w tętnicach.

Jan Kwaśniewski.”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=762 .

.

| | Dodaj komentarz

List pożegnalny. Do alkoholu i narkotyków

.

Piotr Jastrzębski pisze:

„Terapię swoją zakończyłem listem pożegnalnym. To takie symboliczne pożegnanie z alkoholem i narkotykami. Znalazłem go w swoich notatkach. Oto on:
Do alkoholu i naroktyków
To pierwszy i ostatni list jaki do was piszę. Towarzyszyłyście mi przez większość mojego życia. Dawałyście radość, siłę, spokój i ukojenie. Byłem tak pochłonięty zachłannym braniem tego szczęścia, że nawet nie zauwazyłem wystawionego mi później rachunku.
Za radość płaciłem smutkiem
za spokój – lękiem
za nadzieję – rozczarowaniem
za siłę – słabością
Najdroższe zaś, było szczeście, bo kosztowało koszmar. Juz o napiwku nie wspomnę.
Jesteśmy więc kwita, odchodzę bez długu. Wiem, w moim przypadku brzmi to trochę dziwnie. Dotychczas pozostawiałem za sobą jedynie długi, niesmak i rozczarowanie. Jak pisał Hłasko prawdziwy mężczyzna odchodzi pozostawiając za sobą jedynie nieuregulowane rachunki.
Żegnając się z wami, żegnam się ze swoim alterego, z ucieleśnionym wyobrażeniem siebie.
Odchodząc od was, dam komuś szczęscie, a może nawet sam go doświadczę. Takie dawane, nie kupowane, takie prawdziwe, a nie złudzenie.
Pisze ten list, choć nie zasługujecie nawet na smsa. Miałem ochotę odejśc bez słowa, jak zwykle to robię. Pewnie nie raz się jeszcze spotkamy, pomachacie mi ze sklepowych półek, z witryny aptek, zobaczę was również w usmiechu dilerów. Ja jednak się nie odkłonię, znam wasze metody i obietnice. W końcu ćwierć wieku spędzilismy razem. Ponownie nie dam sie uwieść.
Nie szukajcie mnie więc. Już dla was nie istnieję. Idę dalej.
Żegnajcie”

Źródło – https://www.facebook.com/groups/242873486192743/ .

.

Na powyższej stronie jest również kontakt do zrzutki.pl, zajrzyjcie Państwo. I podajcie dalej – takiej książki jeszcze nie było. Polecam wypowiedź Pana Marka Markowskiego – http://www.stachurska.eu/?p=20480 .

.

| | Dodaj komentarz

Buntujmy się skutecznie

.

Dostałam mailem – Teresa Jakubowska:

Buntujmy się skutecznie!

Ten apel kieruję do Polek. Nie pozwólmy pomiatać sobą przez polityków u władzy – ze sporym udziałem mizoginów, psychopatów i chciwych barbarzyńców nie mających żadnych hamulców w szale niszczenia. Teraz – nawet nie zachowując pozorów jak poprzednie rządy – zafundowano nam autorytarne państwo wyznaniowe. Broszura „Polska katolicka w chrześcijańskiej Europie” wydana przez PiS nie pozostawia złudzeń. Czytamy tam: „równy status kobiet i mężczyzn uderza w ład moralny i chrześcijańską tożsamość”. Z góry zakładano deptanie obowiązującej Konstytucji, której art. 33 zapewnia kobiecie takie same prawa jak mężczyźnie. Ale te tezy jak i tekst projektu konstytucji wg PiS zniknęły przed wyborami ze strony internetowej partii. Wyborcy zostali oszukani. W perspektywie mamy wypowiedzenie konwencji o zapobieganiu przemocy wobec kobiet lub jej nierealizowanie. Jest kwestią czasu ustawowy zakaz usuwania ciąży nawet głęboko upośledzonej. Ci fanatycy zapomi-nają, że urodzenie istoty upośledzonej unieszczęśliwia ją i jej rodzinę na całe życie, a sami jakoś nie chcą adoptować takich dzieci, z których wiele jest porzucanych.

Antykoncepcja też nie jest łatwo dostępna. Mamy kolejny zamach na naszą godność w postaci niedostępności pigułki „dzień po”. Przy okazji minister zdrowia dał popis ignorancji, twierdząc, że pigułka ellaOne jest poronna. Wycofuje się pomoc finan-sową dla in vitro, ogranicza się procedury przyjazne rodzącym. Nie mamy 500+ dla większości samotnych matek, ale za to mamy opóźnienie wieku szkolnego przy braku przedszkoli na wsi i w małych ośrodkach, co nie tylko utrudnia aktywność zawodową kobiet ale przede wszystkim zmniejsza szanse życiowe dzieci wiejskich. Coraz bardziej system eliminuje kobiety z rynku pracy umacniając patriarchalny model rodziny. Ten model ma panować w programie edukacji szkolnej. Kobieta ma sprawować nieodpłatnie funkcje opiekuńcze najpierw wobec dzieci a potem wobec wnuków i rodziców. Kwestia kobiecej emerytury jest przemilczana.

Domagajmy się respektowania naszych elementarnych praw w tym decydowania o naszym życiu osobistym. Nie znośmy pogardy. Bądźmy skuteczne. Pamiętajmy, że kobiety to połowa elektoratu. Manifestacje mogą nie wystarczyć. Twórzmy nawet małe grupy wsparcia w swoim środowisku. A potem:

  • przestańmy chodzić do kościoła, bo tam jesteśmy poniżane

  • przestańmy brać ślub w kościele. Możemy organizować uroczystości ślubne z urzędnikiem stanu cywilnego gdzie indziej

  • przestańmy chrzcić dzieci

  • nie posyłajmy dzieci na lekcje religii. Art. 53 Konstytucji umożliwia złożenie w kaźdej chwili ustnego oświadczenia w szkole. Zostawmy jednak decyzję dziecku, żeby mogło powiedzieć o SWOJEJ DECYZJI kolegom. Będą mu zazdrościć

  • przestańmy przyjmować księży w naszych mieszkaniach

  • organizujmy pogrzeby świeckie nawet na cmentarzach katolickich. Mamy do tego prawo o ile mamy grób, miejsce na grób lub gdy w danej miejscowości nie ma cmentarza komunalnego. Problem upraszcza kremacja zwłok.

  • wypisujmy się z kościoła wysyłając proboszczowi pocztą oświadczenie powołując się na Ustawę o ochronie danych osobowych – z kopią do ministerstwa finansów.

Wszystko to może być trudne zwłaszcza gdy nie mamy wsparcia w grupie. Nie namawiam Was do porzucenia wiary jeżeli wierzycie w istnienie Boga. Zakonnice, które mnie uczyły w PRL, twierdziły, że Bóg jest wszędzie i dlatego modlić się można wszędzie. Chyba od tamtej pory nic się nie zmieniło.Tyle, że Chrystus stał się tylko SYMBOLEM zawłaszczonym przez instytucjonalny polski kościoł katolicki. Przecież Jezus powiedział: „Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogacz dosta-nie się do królestwa niebieskiego”. Tymczasem polski kościół nie myśli realizować idei Jezusa Chrystusa. Działa jak megakorporacja – dla zysku całkiem doczesnego – co widać gołym okiem. Episkopat aktywnie sprawuje władzę wraz z władzą cywilną, która depcze prawa obywatelskie w tym głównie kobiet i wszystkich mniejszości, niszczy trój-podział władzy, rujnuje edukację, marginalizuje pozycję Polski w Unii Europejskiej. Wreszcie cynicznie dewastuje przyrodę i klimat Polski niszcząc zdrowie obecnego i przyszłych pokoleń. Polska nie podniesie się z tych ruin, bo niektóre gigantyczne szkody są nienaprawialne np. likwidacja reszty zasobów wody poprzez wycięcie wielu milionów drzew, barbarzyńskie betonowanie rzek pod żeglugę towarową, kopalnie odkrywkowe węgla brunatnego, kopalnie węgla kamiennego, uprawy rolne GMO, bezmyślne blokowanie rozwoju odnawialnych źródeł energii itd.

SZANUJMY SIĘ – TO I WŁADZA BĘDZIE NAS SZANOWAĆ.

Teresa Jakubowska

Stow. RACJONALNA POLSKA teresa.jakubowska@op.pl kwiecień-maj 2017

.

| | 1 Komentarz

Cukrzyca (2)

.

Dr Jan Kwaśniewski pisze:

Cukrzyca.

Po przeczytaniu artykułu w „Dzienniku Zachodnim”, w którym to usilnie tłumaczy pan pani Wadzie Niedzielskiej, że trawa jest zielona, usiadłem aby napisać parę moich spostrzeżeń.

Ja osobiście przekonałem się o zaletach diety jaką pan zaleca ludziom, a nie baranom, czy krowom. Od 2 lat stosuję dietę optymalną i mogę powiedzieć, że jako cukrzyk insulinozależny z 19-letnim stażem jestem zdrowy, a moje wyniki są lepsze niż średnie.

Gdybym dalej stosował dietę zalecaną przez diabetologów, to na pewno dziś zakładałbym okulary do czytania. Na pewno szukałbym w spodenkach urządzenia do odsikania się, gdyż po 16 latach choroby cukrzycowej wszystko wskazywało, że tak właśnie by się stało.

Niech pan nie przekonuje ludzi, którzy odżywiają się „trawą” i węglowodanami, oni i tak pana nie zrozumieją, a odważni po prostu muszą zaryzykować jak ja. Każdemu zalecam przeczytanie „Biochemii” – Harpera i wtedy zrozumie, że pan głosi prawdę o żywieniu. Z pełnym szacunkiem odnoszę się do tego co pan rozpropagował i niech mi pan wierzy, że gdybym miał umierać lekko (a tak głoszą niektórzy lekarze – oporni na pana dietę optymalną), to wolę taką śmierć, aniżeli miałbym cierpieć na chorobę zrodzoną z diety pastwiskowej, jak ja to mówię – z trawy, czy diety korytkowej.

Zauważyłem wiele pozytywnych zmian w moim organizmie. Nawet silne bóle nóg i kręgosłupa, na które cierpiałem po ciężkim wypadku w kopalni w 1974 r., które to bóle z latami coraz bardziej mi dokuczały, a ich nasilenie wzrastało, ustąpiły bez śladu. Po 25 latach leczenia i cierpienia!
J.G.

Odpowiedź:
Nie każdy zrozumie wiedzę zawartą w podręczniku biochemii. Nie zrozumie jej prawie żaden lekarz, który sam nie stosuje Żywienia Optymalnego przez dłuższy czas. Jest to biologicznie niemożliwe. Z drugiej strony zrozumienie biochemii przez lekarza jest w tym zawodzie najbardziej realne, gdy lekarz ten ma odpowiednio zasilany i zbudowany mózg. Ale lekarze odżywiają się z zasady gorzej od innych ludzi, ponieważ wierzą, bo wierzyć muszą w największe głupstwa wymyślane przez tak zwanych uczonych, ale nie nauczonych.

Podawanie nadmiernej ilości faktów, z których nic nie wynika, wykonywanie milionów badań naukowych, które kosztują dużo i z których nic nie wynika – to nie jest właściwa droga.”Owszem, dysponujemy nawet zbyt dużą ilością faktów, ale nie ma kleju, który by je połączył” – napisał ks. prof. Włodzimierz Sedlak .

Na temat miażdżycy i nieszczęsnego cholesterolu wykonano miliony prac naukowych, zadrukowano setki tysięcy ton papieru, a chorych na miażdżycę przybywa w postępie geometrycznym.

Klej niezbędnie potrzebny do połączenia faktów pojawia się w mózgach ludzi stosujących Dietę Optymalną, choć nie u wszystkich. U większości ludzi kleju tego nigdy nie było, bo być nie mogło i nadal go nie ma. Nauki ścisłe, a biochemia jest nauką ścisłą, podają fakty zgodne z rzeczywistością. Ale bez „kleju” w umysłach tych, którzy biochemię czytają z zawodowego obowiązku, jest to dla nich wiedza martwa.

Biochemia np. podaje, że tłuszcze roślinne, nienasycone, są przyczyną raka, przedwczesnego starzenia się, stanów zapalnych, uszkodzenia tkanek, uszkadzają błonę wewnętrzną tętnic, co zapoczątkowuje zmiany miażdżycowe w tętnicach, a uczeni, lekarze, telewizja, radio, prasa nadal twierdzą, ze tłuszcze nienasycone, roślinne są najlepsze dla człowieka, a tłuszcze zwierzęce powodują miażdżycę. Że najlepszym nadal jest olej z wiesiołka, który zawiera najwięcej tłuszczów nienasyconych.

Gdyby tłuszcze roślinne były dla człowieka najlepsze, to człowiek pod skórą i w innych tkankach powinien gromadzić na zapas właśnie te tłuszcze.

Matka, w mleku kobiecym powinna dostarczać oseskowi tylko tłuszcze roślinne, nienasycone najlepiej składem zbliżone właśnie do oleju z wiesiołka.

A prawda jest taka, że dostarcza ich w mleku bardzo mało, za to jej pokarm zawiera tylko tłuszcze o składzie takim, jaki mają tłuszcze zwierzęce.

Biochemia mówi, że organizm dziecka karmionego piersią i większego potrzebuje tylko 1 – 2% tłuszczów nienasyconych z ogólnej ilości dostarczanych tłuszczów i tyle powinien otrzymywać. Mówi, że tłuszcze nienasycone są w ogóle zbędne dla dorosłych, gdyż długoletnie odżywianie ludzi tylko nasyconymi tłuszczami, nie powoduje jakichkolwiek szkodliwych objawów, przed miażdżycą i innymi chorobami chroni i daje długie życie.

Biochemia mówi, że w każdym tłuszczu zwierzęcym znajduje się prócz tłuszczy nasyconych, różna ilość tłuszczy nienasyconych, a ich zawartość uzależniona jest od sposobu odżywiania zwierzęcia.

A więc zalecane przez dietetyków i lekarzy niezbędne uzupełnianie nienasyconych kwasów tłuszczowych np: w rybach, czy olejach jest zupełnie pozbawione sensu, skoro te tłuszcze są w maśle, czy słoninie i wcale nie są niezbędne u dorosłej osoby.
Już Benedykt Dybowski w ubiegłym stuleciu opisywał plemię Kamczadali, którzy odżywiali się (według niego wyłącznie) sadłem i mięsem niedźwiedzim. Byli zdrowi, żyli długo, często ponad 100 lat, przestępstw i przestępców wśród nich nie było, dzieci nigdy nie dokuczały innym dzieciom, czy dorosłym, rodzice nie karcili dzieci, bo nie było takiej potrzeby.

W świadomości współczesnych naukowców, lekarzy i dietetyków pokutuje wiele błędnych, niesprawdzonych doświadczalnie teorii i poglądów, które odpowiednio długo powtarzane stają się „aksjomatami naukowymi” i gdy przeczą im fakty – tym gorzej dla faktów.

Przykładów jest wiele, a jednym z nich – pogląd o „nieuleczalności” cukrzycy.
Pański przykład dowodzi, że z cukrzycy można się wyleczyć, że organizm potrafi „wyreperować” nawet skutki starych zmian pourazowych.

Bóle, które miał pan od 1974 r. spowodowane urazem, które z latami nasilały się, również ustąpiły – bez śladu. A przecież ich przyczyną były zmiany organiczne, pourazowe. Organizm potrafi zreperować wiele, tylko trzeba stworzyć dla niego potrzebne ku temu warunki. Właśnie takie warunki, jakie daje dla organizmu Żywienie Optymalne.

Jan Kwaśniewski.”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=751 .

.

| | Dodaj komentarz

Delirka

.

Piotr Jastrzębski 29.04.2017 r. o 04:20 pisze:

„Delirka
Nadludzka siła, omamy, iluzje, zaburzenia świadomości czy urojenia – tak w skrócie wygląda delirium

Gdy zobaczymy czowieka na drugi dzień po ostrym przepiciu, któremu ręce latają tak, że nie może utrzymać szkalnki – mówmy zwykle, że jest w delirce. W potocznym używaniu tego słowa, delirka to kac o największym z możliwych nasileniu. Gdy rozstrzęsiony uczestnik wieczornych urodzin szwagra, następnego dnia rozedrgany kupuje piwo w pobliskim sklepiku, kompani zwykle kwitują, ale masz chłopie delirium.

Weszło to już na stałe do współczesnego języka określając objawy, które z tą nazwą niewiele mają wspólnego. Ot, zwykła telepawka alkoholowa.

Delirium Tremens – to majaki, halucynacje, którym towarzyszą iluzje, zaburzenia świadomości, omamy, pojawia się się zwykle po dwóch, trzech dniach po gwałtownym przerwaniu długiego ciągu.

Delirium często prowadzi do smierci. Podczas jedynego tylko mojego pobytu na odtruciu z powodu delirki zmarł dwóch pacjentów. Młode chłopaki. Z jednym nawet kilka godzin wcześniejj uciąłem sobie pogawędkę, był juz normalny, alkohol zdążył wyparować, miał w organizmie zero, zero. gadaliśmy o pierdołach, opowiadał o rodzinie, był sadownikiem, więc i o plantacje zahaczył. A nagle podczas tej rozmowy powiedział do mnie – patrz Piotrek, czołgi za oknem, front się zbliża. Nauczony doświadczeniem, że sytuacja zaczyna być niebezpieczna zawołałem personel. natychmiast zabrano go do monitorowanej sali z intensywna opieką. Niestety w nocy chłop zmarł.

Poza urojeniami pojawia sie też u takiego człowieka nadludzka siła.

Podczas innego mojego podbytu na tym oddziale, mieliśmy wysyp pacjentów wpadających w delirkę. Moje kuracja dobiegała juz końca, byłem więc jednym z tych, którzy mieli fizyczne warunki, by pacjenta wpadającego w szał obezwładnić. A to naprawdę nie było łatwe. Pamiętam, że podczas jednej z takich prób musieliśmy w ośmi podołać jednemu chudzielcowi, który na codzień był drobnym i niepozornym facetem. Ale gdy próbowaliśmy we trzech zapiąć go w pasy, nie daliśmy rady – porozrzucał nas po sali. Dopiero w ośmiu daliśmy radę.

Sam też kiedyś doświadczyłem tego uczucia. Wizja była tak realna, że narkotyczne omamy sie przy tym chowają. Mi uciekała pełna butelka wódki. Po całym mieszkaniu, próbowałem ja złapać, lecz gdy tylko się do nie zbliżałem, natychmiast odskakiwała. Gdy chowała się pod łóżko, które jest na tyle ciężkie, ze we dwóch ledwo można je unieść, bez trudu odrzucałem je w drugi kąt mieszkania. Unisiłem szafę, gdy wredna półlitrówka znalazła pod nia schronienie. Nawet na drugi dzień szukałem jej jeszcze, bo nie mogłem uwierzyć w tak realną wizję. Co swoja droga też jest dziwne, bo będąć czynnym narkomanem wielokrotnie miewałem różnego rodzaju halucynacje. Ale wtedy doskonale zdawałem sobie sprawę, że to urojenia”

Źródło: Z Dna – fragmenty książki – https://www.facebook.com/groups/1475236135833914/permalink/1512384792119048/ .

.

To jeszcze:

Marek Markowski 29.04.2017 r. o 10:36 pisze:

„Kochani, trochę o sprawach ważnych…
Piotr Jastrzębski przygotował dla nas książkę i chyba czas, by zacząć na nią oczekiwać. Najprawdopodobniej jest w druku. Piotr książkę stworzył, napisał, stawiając nas psychologów, terapeutów przed odpowiedzialnym zadaniem wprowadzenia jej w życie.

Mimo że do obecnej chwili trwają zażarte tematyczne dyskusje, książkę Piotra uważam, m. in. jako najlepszy podręcznik dla studentów terapii uzależnień. Biorąc pod uwagę obszerną część , z którą się zapoznałem, świat nauki pewnie będzie miał, jak zawsze wątpliwości… ale! Czy ten świat nauki, potrafił tak zdefiniować Delirium Tremes. Nie, nawet się do tego nie zbliżył. Kochani, nie negując dotychczasowych osiągnięć psychologii, terapii uzależnień, wspólnot samopomocowych, jest to jednak pewna rewolucja… przyjemność czytania, jakiś rodzaj współ doświadczania, zrozumienia i czasu na refleksję… To jest książka która pomaga. Książka, która uzupełnia braki wiedzy o uzależnieniach, książka, która pokazuje obłudę niektórych form i mechanizmów pomocowych. Książka która była bardzo, bardzo potrzebna.

Gdy będzie dostępna dam znać Pozdrawiam M.M.”

Źródło – https://www.facebook.com/marek.markowski1/posts/1328142573907325?pnref=story.unseen-section .

.

I jeszcze:

Piotr Jastrzębski 29.04.2017 r. o 12:55 pisze:

„Mój fejsbukowy znajomy, psycholog i specjalista terapii uzaleznień udostępnił mój tekst o pt: „Delirka”. To co napisał we wstępie dodało mi skrzydeł twórczych i determinacji do pisania kolejnej części tej książki. Marek Markowski – nawet nie marzyłem o takiej rekomendacji napisanej przez specjalistę leczenia uzależnień – dziękuję…”

Źródło – https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1698710367091468&id=100008575633630&pnref=story .

.

Na FB czytałam, że książka „Z Dna” jest w drukarni i ukaże się w lipcu.

.

| | 1 Komentarz

Miokardiopatia przerostowa

.

Dr Jan Kwaśniewski pisze:

Miokardiopatia przerostowa.

Mam 44 lata, mieszkam w Szczawnicy, jestem inwalidą II grupy. Niezdolność do wykonywania jakiejkolwiek pracy jest spowodowana u mnie chorobą serca zwaną miokardiopatią przerostową IVg. wg NYHA.

Choruję od pięciu lat. Kilkakrotnie przebywałem w szpitalach. Po każdym pobycie w szpitalu następowała krótkotrwała poprawa. Stopniowo dolegliwości w postaci duszności spoczynkowej i przy minimalnym wysiłku narastały. Zaufanie do tak zwanej medycyny konwencjonalnej straciłem po ostatnim, zaaplikowaniu mi leku, który pogorszył mój stan zdrowia. Z dnia na dzień spadało mi ciśnienie i byłem coraz słabszy. Zajrzałem do ulotki dołączonej do leku, w którym czarnym, powiększonym drukiem widniał napis: „Zakaz stosowania w miokardiopatii III-IV gr. wg NYHA”.
Kolega udostępnił mi książkę ” Dieta optymalna”. Zrozumiałem i natychmiast zacząłem jeść optymalnie. Straciłem 8kg i prawie całkowicie ustąpiły duszności spoczynkowe, co pozwala mi na spokojny sen w nocy.
Do napisania tego listu zainspirowała mnie dr D.S.
S.S.

Drogi Panie Doktorze!
Przesyłam list, który napisał pacjent bez efektów leczony w klinice kardiologicznej w Krakowie. Dołączona karta informacyjna podkreśla zły stan zdrowia chorego i kwalifikuje go do grupy oczekujących na przeszczep serca. Obecnie pan Szczepaniak już nie musi „wypatrywać” dawcy serca – na Pańskiej diecie czuje się tak dobrze.
dr D.S.

Odpowiedź:
Miokardiopatia przerostowa, na którą pan niepotrzebnie zachorował, jest spowodowana szczególnym, niekorzystnym modelem żywienia, który wymusza na sercu, aby ono uzyskiwało część energii ze spalania węglowodanów w procesie glikolizy. Serce musi to robić, gdy nie ma lepszych paliw czy lepszych źródeł energii.
Już w 1937r. doświadczalnie wykazano (Th. Hockerts i W. Lamprecht), że powstające w wątrobie ATP jest przenoszone do mięśni serca przez krwinki czerwone, gdzie ATP zostaje „rozładowane” z energii i odesłane do powtórnego naładowania. Nie tylko wątroba wytwarza ATP dla potrzeb serca czy mózgu. Robią to też inne tkanki i narządy.

ATP jest kluczowym związkiem wysokoenergetycznym. Powstaje go w organizmie około 1kg na 1kg wagi ciała na dobę, czyli u człowieka o wadze 70kg – powstaje około 70kg ATP. Oczywiście cała cząsteczka ATP nie jest rozkładana na czynniki pierwsze. Z ATP powstaje ADP po odłączeniu wysokoenergetycznej reszty fosforanowej. A ADP po naładowaniu najczęściej w wątrobie, oddaje gotową energię w narządach uprzywilejowanych, takich jak mózg i właśnie serce.

Serce jest zdrowe, najbardziej sprawne i najmniejsze, gdy nic nie musi spalać, a całą energię otrzymuje z ATP. Osoby stosujące Dietę Optymalną często mnie powiadamiali, że po 6 i więcej miesiącach wykonane badanie ich serca wskazywało na jego znaczne zmniejszenie, nawet o połowę. Przy okazji zmniejszania się serca opisywano również ustępowanie wad serca o typie niedomykalności zastawek.
Najczęściej kardiolog wówczas mówił , że musiała zajść pomyłka i niedomykalności zastawek nigdy nie było.

Gdy brakuje ATP serce musi spalać różne „paliwa” w większej lub mniejszej ilości. ATP brakuje, gdy narządy je wytwarzające, głównie dla potrzeb mózgu i serca, nie mogą wytworzyć go tyle ile potrzeba. Mogą wytwarzać go tym mniej, im skład diety jest bardziej odmienny od Żywienia Optymalnego. Gdy nagle zmniejszy się podaż ATP dla serca i mózgu, organizm wytwarza dla tych narządów tak zwane ciała ketonowe, co ma miejsce w cukrzycy, w głodówce, na diecie niskowęglowodanowej i na Diecie Optymalnej z brakiem w niej węglowodanów lub ze zbyt małą ich ilością.
W tych stanach organizm musi wytwarzać sam glukozę. Dla wytworzenia jednej gramocząsteczki glukozy organizm musi zużyć energię z 6 gramocząsteczek ATP. Glukoza wytwarzana jest głównie z białka mięśni. Z tłuszczów nie może być wytwarzana.

Gdy serce musi spalać kwasy tłuszczowe lub (i) pozyskiwać energię z zamiany kwasu pirogronowego na mlekowy, to serce jest chore na chorobę wieńcową.

Gdy musi przetwarzać węglowodany na trójglicerydy, dla pozyskania tlenu, jest chore na niewydolność krążenia.

Gdy musi spalać glukozę w procesie glikolizy, jest chore na miokardiopatię przerostową. Czym więcej musi spalać glukozy, tym robi się większe i cięższe oraz mniej wydolne.

Glukoza jest bardzo złym paliwem w ogóle, a dla serca w szczególności. Jeden g glukozy waży aż trzy gramy, gdyż jest dostarczany razem z dwoma gramami wody. Zatem faktycznie serce, czy inne tkanki, ze spalenia 1g glukozy z wodą, która się nie pali, ale waży, uzyskuje tylko 1,24kcal/g.

A 1g kwasu tłuszczowego nasyconego, o długim łańcuchu po spaleniu daje ponad 10kcal, czyli 8 razy więcej. Lepiej się jeździ na paliwie dającym 8 razy więcej energii z jednego grama. Tak w organizmie, jak i w technice.

Dla przyspieszenia ustępowania chorób serca należy się tak odżywiać, aby w pożywieniu było możliwie dużo ATP i innych związków wysokoenergetycznych i możliwie dużo wodoru, jak najlepszego „paliwa”.

Jeden g wodoru daje aż 34,3kcal po spaleniu go z tlenem na wodę „destylowaną”. Trzeba jeść tak, aby organizm tracił możliwie mało wodoru na wydalanie azotu z białek. Tylko komórki nowotworów potrafią wydalać azot w postaci dwutlenku azotu. Człowiek musi wydalać go w moczniku, amoniaku lub w jonie amonowym, tracąc odpowiednio 2, 3, lub 4 cząsteczki wodoru na 1 cząstkę azotu.

Trzeba zatem jeść możliwie mało białka, a można go jeść najmniej, gdy jest ono o najwyższej wartości biologicznej. W chorobach serca trzeba preferować w Diecie Optymalnej: szpik, rosoły, żółtka, wątróbki, nerki, mięso, serca drobiowe, cielęce i wieprzowe. Dobre są gęste rosoły oraz tłuszcz i sos pozostały po pieczeniu mięsa.

Jan Kwaśniewski.”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=753 .

.

| | 6 Komentarzy

Amerykańskie więzienia pełne są więźniów politycznych

.

Jarosław Pietrzak pisze:

„W sierpniu amerykański Departament Sprawiedliwości ogłosił, że rozwiąże wszystkie kontrakty z prywatnymi operatorami więzień federalnych. Sieć prowadzonych przez prywatne korporacje – dla zysku – więzień to jeden z najbardziej jaskrawych i bulwersujących ekscesów amerykańskiego systemu sprawiedliwości. Prywatne więzienia to jednak tylko część problemu, jakim jest amerykańskie więziennictwo.  Współczynnik inkarceracji od lat przekracza w USA 700 osób na każde 100 tys. mieszkańców. W sumie daje to ok. 2,2 mln ludzi. W Chinach, które mają ponad cztery razy więcej ludności, w więzieniach przebywa ok. 1,5 mln ludzi. USA stanowią 4,4% populacji planety, a amerykańskie więzienia zamieszkuje więcej niż jedna piąta wszystkich więźniów na świecie.

Być może najwyższy czas, żebyśmy nauczyli się myśleć o amerykańskich więźniach jako o więźniach politycznych.

Większość osób, które siedzą w amerykańskich więzieniach, trafiła tam w jakimś związku z amerykańską „wojną z narkotykami”. Mają na koncie albo przestępstwa narkotykowe (handel, posiadanie), albo związane w jakiś sposób z przemocą gangów kontrolujących obrót narkotykami. W ciągu ćwierćwiecza do roku 2010 liczba nowych osób skazywanych za przestępstwa bezpośrednio związane z narkotykami wzrosła z 41 tys. do pół miliona rocznie. Według badaczki problemu Michelle Alexander 31 mln osób przeszło już przez amerykańskie więzienia w ramach „wojny z narkotykami” – czyli niemal co dziesiąty Amerykanin.

Dzisiaj jasne jest już, że wypowiedziana przez administrację Richarda Nixona, a potem rozwinięta przez Ronalda Reagana „wojna z narkotykami”, w którą USA wciągnęły resztę świata, okazała się kompletną katastrofą. Nie rozwiązała żadnego problemu, stworzyła szereg nowych, eskalowała stare. Kolejne instytucje i organizacje wzywają społeczność międzynarodową do jej niezwłocznego zarzucenia. Wskazuje się przykład Portugalii, która zdekryminalizowała posiadanie jakichkolwiek narkotyków, środki marnowane wcześniej na ściganie i więzienie użytkowników przekazując Ministerstwu Zdrowia na leczenie uzależnień – i odnotowała spektakularne sukcesy w redukcji problemu.

Ale właściwe rozumienie, co poszło nie tak, wymaga przyjęcia do wiadomości, że „wojna z narkotykami” była projektem politycznym, który nigdy nie miał na celu rozwiązania problemu uzależnień czy miejskiej przemocy. Narkotyki były tylko pretekstem, amerykańska wojna z nimi miała zupełnie inne cele polityczne: wewnętrzne i zewnętrzne.

Wewnętrzne cele były takie, żeby pokonać dwa wielkie wyzwania rzucone amerykańskiemu establiszmentowi i klasom panującym. Podmiotem jednego wyzwania były radykalne ruchy walczące o równouprawnienie Afroamerykanów i demontaż rasistowskich struktur utrzymujących ich dyskryminację (Czarne Pantery, Black Liberation Army, Nation of Islam). Podmiotem drugiego – lewicowe ruchy antywojenne zmobilizowane przeciwko wojnie wietnamskiej. Chodziło o delegitymizację i kryminalizację jednych i drugich. Przez wytworzenie politycznego obrazu Afroamerykanów jako nierozerwalnie połączonych z obrotem heroiną, a hipisów z marihuaną. Przez uderzenie w ich środowiska siłami policji. Skoro nie można było zakazać wszystkich form walki o równouprawnienie czy o zakończenie wojny, to należało ich powsadzać do więzień za coś innego i narkotyki okazały się wymarzonym pretekstem. Otwarcie przyznał to już w 1994 jeden z najwyższych rangą doradców Nixona, John Ehrlichman, ale wywiad ten ujrzał światło dzienne w raporcie na łamach „Harper’s Magazine” dopiero kilka miesięcy temu.

Zewnętrzne cele były takie, że pod pozorem walki z narkotykami USA uzyskiwały nieoceniony instrument mieszania się w politykę państw Ameryki Łacińskiej, stanowiących źródło dostaw większości twardych narkotyków na rynek amerykański. Pod pozorem „wojny z narkotykami” skłonione lub przymuszone do współpracy kraje dawały dostęp do swojego terytorium rozmaitym amerykańskim służbom i otwierały się dla penetracji przez amerykańskie siły zbrojne, które mnożyły w ten sposób swoje instalacje na zachodniej półkuli. Z tego właśnie powodu Brazylia od dawna odmawiała jakiejkolwiek motywowanej „wojną z narkotykami” współpracy z Amerykanami.

Zgodnie z politycznymi intencjami, które zrodziły „wojnę z narkotykami”, większość celowników w tej wojnie wymierzonych było w populację amerykańskich „kolorowych”. Biali rzadko trafiają w USA do więzień za posiadanie czy drobny obrót narkotykami, bo policja nigdy się w ich stronę nie kieruje, skupiona na wyłapywaniu Afroamerykanów i Latynosów, choć wszyscy wiedzą, że białe dzieciaki na imprezy na zamożnych przedmieściach przynoszą tyle samo „substancji”. Kilkadziesiąt lat tak ukierunkowanej uwagi wytworzyło stan, który jakoby miało przezwyciężyć. Całe dzielnice wielkich miast, całe społeczności osunęły się w gospodarkę opartą na obrocie narkotykami. Dyskryminacja ludzi z odbytymi wyrokami więzienia powoduje, że kto raz wpadnie za kraty, często już na zawsze zostaje przestępcą, bo nie ma stamtąd dokąd wrócić. Nierzadko jedynym pracodawcą, który ma dla niego otwarte ramiona jest jego stary gang. Jeden z najwybitniejszych amerykańskich seriali telewizyjnych, Prawo ulicy (The Wire) pokazywał, jak taka struktura społeczna się potem reprodukuje z pokolenia na pokolenie: dzieci dorastają w środowisku, w którym miejsce w gangu narkotykowym jest jedyną perspektywą, jaką ma przed sobą młody chłopiec.

Choć projekt polityczny pod kryptonimem „wojna z narkotykami” został wymyślony i odpalony przez administrację Partię Republikańskiej, machina raz puszczona w ruch rozpędziła się jeszcze szybciej pod rządami Billa Clintona z Partii Demokratycznej i nigdy od tamtej pory nie zwolniła znacząco tempa. Clinton doszedł do władzy m. in. przy użyciu ubranej w formułki „walki z przestępczością” rasistowskiej kampanii wyborczej zaprojektowanej w think tankach Demokratów. Celem było przesunąć Partię Demokratyczną w prawo spektrum politycznego i odbić część głosów białej klasy robotniczej, którą zdaniem tych think tanków uwodziły konserwatywne, „tożsamościowe” hasła Republikanów. Gdy już był u władzy, jego administracja zarządzała okresem bezprecedensowego przyspieszenia procesów globalizacji neoliberalnej. Do jej skutków należało przenoszenie przez wiele amerykańskich korporacji zakładów produkcyjnych tam, gdzie siła robocza jest tańsza niż w USA. Dawne ośrodki wielkiego przemysłu obracały się w nowe zagłębia biedy i masowego bezrobocia. Dodatkowo uderzała w nie likwidacja przez administrację Clintona większości istniejących wcześniej programów pomocy społecznej.

Postępująca kryminalizacja społeczności „kolorowych” (biali rzadziej dostają wyroki więzienia, dostają też statystycznie niższe wyroki) pomagała przenosić napięcia społeczne. Niech biali biedni wyżywają się w nienawiści do kolorowych biednych, zamiast razem z nimi rzucać wyzwanie finansjerze z Wall Street. Zamykanie milionów ludzi w więzieniach okazało się jak znalazł, żeby usuwać z pola widzenia nadmiar ludzi, dla których w warunkach ucieczki przemysłu za ocean i tak nie zanosiło się na żadną regularną pracę. Można powiedzieć, że była to operacja księgowa mająca na celu zaniżanie oficjalnych statystyk bezrobocia.

Do kolosalnych rozmiarów rozrosły się też prywatne korporacje prowadzące więzienia dla zysku (zainicjowane już za Reagana), które w kontraktach z władzami publicznymi zaczęły wymuszać gwarancje na dostarczanie im przez państwo gwarantowanej, minimalnej liczby więźniów.

Warto o tym pamiętać, gdy mainstreamowe media będą urządzały kolejny festiwal rytualnych potępień Iranu, Chin, Korei Północnej, Rosji, Kuby, czy kogo tam jeszcze koniunktura nie zaprowadzi w danym momencie na szczyt liberalnej listy zbrodniczych reżimów. Najwięcej więźniów politycznych trzymają Stany Zjednoczone.

Jarosław Pietrzak

Jestem na Facebooku i Twitterze.”

Źródło – https://jaroslawpietrzak.com/2016/09/06/amerykanskie-wiezienia-pelne-sa-wiezniow-politycznych/ .

.

| | 1 Komentarz