Piotr Ikonowicz: Łza się w oku kręci

.

Piotr Ikonowicz 14.09.2016 r. o 06:46 pisze:

„Adrian Zandberg to umiarkowany socjaldemokrata. Nie używa czerwonych barw, nie protestuje przeciw polityce NATO, unika słowa socjalizm a i tak poseł Giżyński zwyzywał go od spadkobierców stalinowskiego ludobójstwa i skrajnej lewicy. Dla PiS-u każda lewica, nawet ta najbardziej umiarkowana i wyważona to komuna, którą można oskarżyć o najgorsze zbrodnie i to niezależnie od wieku.

Może przyszedł czas, aby zamiast uśmiechać się z wyższością, zacząć afirmować lewicowe korzenie i socjalistyczne wartości? Kłamstwo tysiąc razy powtarzane w końcu znajdzie drogę do nie skalanych wiedzą historyczną umysłów młodych ludzi, którzy z „Pierwszą Brygadą” na ustach maszerują pod pomnik Romana Dmowskiego. Pan Giżyński oświadczył, że jest piłsudczykiem, a Piłsudski na szczęście „wysiadł z czerwonego tramwaju na przystanku „niepodległość”. Wystarczyło zauważyć, że tylko tramwajem tego właśnie koloru można było na ten przystanek dojechać. Pamiętam jeszcze jak Młodzi Socjaliści, w tej liczbie Adrian, maszerowali śpiewając: „jesteśmy czerwoni, czerwoni, czerwoni..” Łza się w oku kręci…”

Źródło – https://www.facebook.com/piotr.ikonowicz/posts/10206648219796498?pnref=story  .

.

Pod linkiem jak wyżej znajdziecie Państwo dużo ciekawych komentarzy. Wynotuję tu trzy spośród wypowiedzi Agaty Nosal-Ikonowicz:

Dobrym przykładem jest reprywatyzacja. Prywatyzacja wyglądała tak samo. Polska gospodarka jest oparta na taniej pracy, a więc na wyzysku. Sposobem na dorabianie się jest więc wzbogacanie się na taniej pracy. W ten sposób powstawała nowa klasa kapitalistów co do zasady ( pomijając wyjątki typu znany sportowiec, wynalazca, zdobywca wygranej w totku, czy ktoś kto potrafił stworzyć firmę, w której nie ma umów śmieciowych, są normalne warunki pracy i dobrze się płaci, co prawdopodobieństwem nieomalże przypomina opcję totka). Za rugi chłopskie jakoś nikt nigdy otrzymał odszkodowania, ale za to gdy było uwłaszczenie chłopów to wielmożni państwo dostali odszkodowania. Itd. Co do zasady zatem budowanie klasy właścicieli odbywa się poprzez jakieś rugi, wyzysk, odbieranie dóbr uboższym na masową skalę. W polskiej biedzie ludzie z klasy średniej uważają się za bogatych i chyba na tym polega nieporozumienie w tej dyskusji.

Socjalizm polega na równości ekonomicznej ( albo w innych odsłonach na niwelowaniu różnic, np. poprzez redystrybucje budżetową). Nic takiego się w tym systemie nie dzieje. Jest przeciwnie. Nie można mylić komuny i prywaty polegającej na nieco lepszej sytuacji aparatczyków z kapitalizmem, w którym mamy rozwarstwienie ( kilka procent posiada ponad połowę światowego majątku). To jest bardzo duże nieporozumienie i nie potrzeba dużej wiedzy i umiejętności myślenia, żeby to rozumieć. Ktoś, kto zaczął propagować tę fałszywą tezę, zwyczajnie intelektualnie nieuczciwą, nie do obronienia na gruncie jakiejkolwiek filozofii politycznej, robił to celowo.

Jednak warto zauważyć, że ludzie, którzy dorobili się w podobnie alternatywny do powszechnie istniejącego sposób stanowią mniejszość. Nie chodzi o to, żeby hejtować każdą zamożną osobę, warto zdawać sobie sprawę z tego, jak powstaje klasa posiadaczy. Sami liberałowie mówią, że: „żeby komuś dać, trzeba komuś zabrać”. Ta reguła działa właśnie również w stosunku do tych co mają więcej niż inni. Pracownikowi odbiera się część wypracowanego zysku, te części odebranego mnożą się przez liczbę zatrudnionych. Tak powstaje majątek, który po przekroczeniu pewnej wielkości staje się kapitałem. Chodzi o regułę.

.

| | 1 Komentarz

NARESZCIE BLIŻEJ ZDROWIA

.

Dr Przemysław Pala pisze:

„W styczniu bieżącego roku w telewizji publicznej wyemitowany został cykl programów pt. „Bliżej zdrowia”. Mimo, że codziennie można na którejś ze stacji obejrzeć audycje dotyczące zdrowego trybu życia, to wspomniana seria musiała wywrzeć szczególne wrażenie na odbiorcy, ponieważ przedstawione w niej tematy nie były prostym powieleniem obowiązujących poglądów na temat prawidłowego odżywiania. Do tej pory środki masowego przekazu promowały na różne sposoby ten sam schemat, dający się określić w prosty sposób: mniej tłuszczu, więcej warzyw i owoców, dużo ruchu – to recepta na zdrowie.

Twórcy tego typu programów rzadko mogli się pochwalić wykształceniem biologicznym, bo i po co? – każdy przecież wie, co jest dobre, a co złe.

Wystarczy przejrzeć kilka kolorowych magazynów dla kobiet, aby stać się ekspertem w dziedzinie zdrowia.

Tymczasem autorami „Bliżej zdrowia” są biolodzy, biochemicy i lekarze zajmujący się głównie badaniem wpływu spożywanych potraw na stan zdrowia. Nie bali się oni zauważyć i publicznie przedstawić pewnych faktów, których do tej pory wygodniej było nie widzieć.
Od około 30 lat, czyli od czasu propagowania diety niskotłuszczowej, opartej na produktach pochodzenia roślinnego, kondycja zdrowotna społeczeństw rozwiniętych ulega systematycznemu pogorszeniu.

Mimo, że spada stale spożycie tłuszczu uznanego za wroga publicznego nr 1, to rośnie liczba ludzi otyłych, a miażdżyca naczyń krwionośnych jest obecnie plagą dotyczącą prawie wszystkich starszych osób.

Mamy do czynienia z epidemią chorób nowotworowych, zwyrodnieniowych, a zaburzenia dysgastryczne są tak powszechne, że przestaje się je traktować jako choroby. Dobitnym przykładem szkodliwości zalecanego sposobu odżywiania jest dramatyczny wzrost zachorowalności na cukrzycę typu II. W ostatnich 10-ciu latach XX wieku liczba chorych w Polsce wzrosła z 2 do 5% i tendencja ta stale się utrzymuje. Diabetolodzy zamiast szukać rozwiązania tego problemu i starać się odwrócić tę tendencję, wpędzają tylko swoich pacjentów w coraz głębszą chorobę poprzez stosowanie diety, która oparta jest na węglowodanach, czyli cukrach.

Pacjentom zaleca się natomiast unikanie tłuszczów zwierzęcych, mimo że nie podnoszą one poziomu cukru we krwi.

W programie poruszono te i wiele innych tematów, a wypowiadający się specjaliści, oprócz obserwacji epidemiologicznych przedstawili przekonywujące argumenty naukowe świadczące o tym, że najbardziej szkodliwy dla człowieka jest nie tłuszcz, lecz cukry zjadane pod postacią pieczywa, płatków śniadaniowych, kasz, makaronów, czy soków owocowych. Mimo, że dla wielu osób może to być zaskoczeniem, to już od przynajmniej pół wieku wiadomo, że tłuszcze pokarmowe nie mają praktycznie możliwości odkładania się w naszym organizmie. Natomiast węglowodany zjadane w nadmiarze są bardzo szybko przetwarzane i odkładane w tkance tłuszczowej, jak również w naczyniach, tworząc złogi miażdżycowe. Konkluzja jest taka: im więcej zjada się cukrów, tym łatwiej dopracować się otyłości, miażdżycy, a nawet cukrzycy.

I nie ma tu znaczenia czy dostarcza się je pod postacią ciastek i cukierków czy makaronu, ponieważ do krwioobiegu wchłaniane są i tak pod postacią prostych cząsteczek glukozy, fruktozy lub galaktozy i w takiej postaci wchodzą w przemiany metaboliczne.

Najciekawszą  rzeczą jest to, że powinien wiedzieć o tym każdy lekarz, ponieważ informacje takie zdobywa się na pierwszych latach studiów i bez problemu można je znaleźć w podręcznikach do biochemii i fizjologii.

Wygląda jednak na to, że medycy po przejściu pierwszych egzaminów zapominają o tym, czego się uczyli i zalecają swoim pacjentom coś dokładnie odwrotnego.

Tymczasem autorzy programu „Bliżej zdrowia” apelują: ograniczajmy spożycie węglowodanów i nie unikajmy tłuszczów i białek zwierzęcych, ponieważ są one niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu!

Czy mają rację? Oczywiście, że tak! Szkoda tylko, że w programie nie wspomniano o osobie, która już 35 lat temu opracowała model żywienia, który jest oparty na produktach pochodzenia zwierzęcego i ograniczonej ilości węglowodanów.

Dr Jan Kwaśniewski od wielu lat stara się rozpropagować swoją dietę, nazwaną „Żywieniem Optymalnym”, dzięki której nie tylko można zapobiegać, ale również wyleczyć się z wielu chorób uznanych za nieuleczalne. Zadaje on kłam mitom o szkodliwości tłuszczu i zbawiennym wpływie spożywania dużych ilości owoców i przetworów zbożowych.

Mimo, że w sposób logiczny przytacza niezbite fakty, na których oparł swoją dietę, to w świetle obowiązujących błędnych teorii, została ona okrzyknięta (bez sprawdzenia) wysoce szkodliwą.

Żywienie optymalne dra  J. Kwaśniewskiego jako jedyne oparte jest na podstawach naukowych, a nie poglądach czy opiniach autorytetów w dziedzinie żywienia. Na podstawie zgromadzonych informacji dostępnych w piśmiennictwie naukowym, określił on niezbędne zapotrzebowanie dobowe człowieka na główne składniki pokarmowe, czyli białko, tłuszcze i węglowodany.

I tak, zaleca spożywanie tylko 50-70g  węglowodanów na dobę, ok. 60-90g białka i tłuszczów w ilości ponad 150g.

Dzięki odpowiedniemu zapotrzebowaniu w energię i substancje odżywcze, organizm może doprowadzić do przebudowy chorych narządów i tkanek, a tym samym do wyleczenia chorób uważanych za nieuleczalne. Jako lekarz zajmuję się żywieniem optymalnym już od 5 lat i przez ten czas przeanalizowałem ponad  6000  pacjentów stosujących ten model żywienia.

Mogę stwierdzić, że u nikogo nie był on przyczyną pogorszenia stanu zdrowia, a u prawie wszystkich spowodował on bardzo znaczną poprawę lub pełne wyleczenie z dotychczasowych chorób.

W ośrodkach stosujących żywienie optymalne wykorzystuje się oprócz samej diety, również i inny wynalazek dra  J. Kwaśniewskiego, jakim są prądy selektywne – metoda umożliwiająca wpływanie w sposób nieinwazyjny na funkcjonowanie autonomicznego układu nerwowego sterującego pracą narządów wewnętrznych.

Połączenie obu metod, tj. żywienia i elektroterapii, daje wyniki tak dobre, że nie mogą w nie uwierzyć nawet lekarze, którzy mają kontakt z wyleczonymi pacjentami. To co jest codziennością dla lekarzy zajmujących się dietą optymalną (ponad 60-ciu w Polsce), jest często odrzucane przez innych i uznawane za kłamstwo lub szalbierstwo.

Osobiście nie mogę się im dziwić, ponieważ przez wiele lat uczono nas, że istnieją choroby nieuleczalne, z którymi trzeba  „nauczyć się żyć” ,  co przyjmowaliśmy a priori za prawdę.
Jak zatem traktować informację, że przy pomocy diety i prądów można nawet w 2 tygodnie wyleczyć się z astmy (u dzieci wystarcza zwykle 7 dni) – przecież jest to choroba nieuleczalna?

A cukrzyca? Jedno rozpoznanie u lekarza pierwszego kontaktu zostaje z pacjentem na całe życie i jeśli stosuje się on do diety cukrzycowej, to stale następuje pogorszenie jego stanu zdrowia.

Tymczasem dzięki odpowiedniej diecie, choroby tej można się pozbyć w czasie od 3 tygodni do 3 miesięcy, a skuteczność sięga 90%.

Przy pomocy zabiegów, można dodatkowo pozbyć się towarzyszących powikłań, np. stopy cukrzycowej.

Zabiegi prądami selektywnymi bardzo szybko doprowadzają do wyrównania zaburzeń ze strony układu krwionośnego takich jak: nadciśnienie czy chromanie przestankowe – tu poprawa wynosi średnio ok. 500% w czasie dwóch tygodni. Jeśli zachowuje się dietę, to zazwyczaj nie ma potrzeby powtórnego stosowania zbiegów. Bardzo dobre efekty osiąga się również w chorobach stawów i kręgosłupa, w których dzięki odpowiedniemu zaopatrzeniu w białka z grupy kolagenowych, możliwa jest przebudowa chrząstek i ustąpienie dolegliwości bólowych.

Zabiegi mogą przyspieszyć odstawienie leków przeciwbólowych nawet do 10-20 dni.
Zdecydowanie najszybciej leczy się choroby układu pokarmowego.

Nadkwaśność i zgaga bez leków cofa się już w pierwszych dniach stosowania diety, a owrzodzenia żołądka i dwunastnicy goją się w drugim lub trzecim tygodniu. Choroby jelit, takie jak wrzodziejące zapalenie, które zwykle kończą się okaleczającą operacją, po wdrożeniu metod dra J. Kwaśniewskiego znikają po około 3 miesiącach.

Ciekawym zastosowaniem prądów selektywnych jest leczenie wstydliwej dolegliwości kobiet w pewnym wieku, jaką jest nietrzymanie moczu.

Właściwie na tę chorobę nie ma żadnych skutecznych leków, które choć przejściowo przynoszą poprawę i pozostaje jedynie leczenie operacyjne czasem skuteczne, a czasem nie. Po zastosowaniu zabiegów u ponad 400 pacjentek wszystkie zgłosiły znaczne zmniejszenie dolegliwości lub ich całkowite ustąpienie w czasie krótszym niż 14 dni.
Wśród wielu szybko ustępujących chorób po zastosowaniu prądów selektywnych można zaliczyć: nerwicę, chorobę wieńcową, migrenowe bóle głowy i typowo męską dolegliwość, jaką jest impotencja. Tutaj sama dieta powoduje już dużą poprawę, a przy dołączeniu zabiegów może całkowicie ustąpić po 10-ciu dniach leczenia i efekt utrzymuje się nawet latami. Wyleczyć można się z tak ciężkich chorób jak stwardnienie rozsiane, choć tutaj czas jest już dłuższy i wynosi nawet kilka lat.

W ciężkich przypadkach prądy selektywne stosowane, co kilka miesięcy znacznie łagodzą objawy choroby. Oczywiście należy jeszcze raz podkreślić, że dla przeciętnego lekarza powyższe stwierdzenia muszą się wydawać niewiarygodne lub wręcz będą uznane za niemożliwe, bo przecież oficjalnie, dieta optymalna jest szkodliwa.

Ciekawostką jest, że badania z zachowaniem przyjętych w nauce zasad, które w 1980 roku przeprowadzone zostały w Łódzkiej Akademii Medycznej wykazały brak szkodliwości diety optymalnej i jej wysoką skuteczność w leczeniu chorób układu krążenia i otyłości. Pozytywnie wypowiedzieli się również recenzenci: prof. Tatoń i prof. Hasik.

Przebadane i pozytywnie ocenione w czterech Akademiach Medycznych zostały również aparaty emitujące prądy selektywne i uzyskały również pozytywną opinię ministerstwa zdrowia. Od tamtej pory ani jeden z nich nie został wykorzystany w konwencjonalnym lecznictwie.

Na zakończenie pragnę raz jeszcze przypomnieć, że pionierem diety niskowęglowodanowej był właśnie polski lekarz Jan Kwaśniewski, jednak za kilka lat, gdy stanie się ona rzeczywiście polecana przez dietetyków, może się okazać, że przywędrowała do nas z Ameryki lub Zachodniej Europy.

Potwierdzą się wtedy niektóre przesłania opisujące nasze przywary narodowe: będziemy cudze chwalić, a swojego nie poznamy i będziemy mądrzy po szkodzie.
Może właśnie nadszedł czas, aby zacząć doceniać własne wartości, bo w przeciwnym razie znów pozostaniemy w tyle za innymi narodami.

Lek med. Przemysław Pala
konsultant i opiekun medyczny.

Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=2307.0 .

.

| | Dodaj komentarz

O pożytkach globalizacji i szkodliwości reakcji

.

Tymoteusz Kochan 29.06.2016 r. pisze:

Potencjalne wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej nie powinno być oceniane inaczej niż z perspektywy kolejnego podziału w ramach europejskiego imperializmu. Rozstanie Wielkiej Brytanii z UE to polityczny akt o charakterze imperialistycznym i izolacjonistycznym, którego głównymi motywami są: imperialistyczne roszczenia brytyjskiego kapitału oraz ksenofobiczny egoizm brytyjskiej klasy pracującej, która w żaden sposób nie chce dzielić się swoimi imperialistycznymi zyskami.

Jeśli tylko przyjmiemy tezę o imperialistycznym charakterze czołowych państw Unii Europejskiej obecna sytuacja polityczna szybko stanie się dla nas jasna. Przede wszystkim – w przypadku Wielkiej Brytanii do czynienia mamy z państwem reprezentującym głównie interesy globalnego kapitału finansowego. Londyn to nie tylko drugi światowy ośrodek transakcji giełdowych zaraz po Nowym Jorku, ale i centrum prania brudnych pieniędzy, które wyciskane są z globalnej klasy pracującej poprzez kapitalistyczny wyzysk. Interesami Wielkiej Brytanii są więc interesy kapitału finansowego, który już od dawna czuł się skrępowany przymusem współpracy i składania się na inne państwa Wspólnoty. W tych – uprzywilejowanych – warunkach żyje też brytyjska klasa pracująca, której olbrzymia część czerpie rzeczywiste profity z wielowiekowych już tradycji anglosaskiego kolonializmu.

Skoncentrowany wokół Wielkiej Brytanii kapitał finansowy od dawna pragnął pomnażać się tańszym kosztem, lecz potrzebował jeszcze środka, który poniósłby te idee w masy. Potrzebny był nowy nośnik polityki „niepodległościowej”. Cóż więc prostszego od posłużenia się starym, sprawdzonym rasizmem kulturowym i ksenofobią?

Brytyjska klasa robotnicza nie tylko stale boi się utraty swej pozycji na rzecz uchodźców i imigrantów (co potęguje też konkurencja i niepewność trwale związana z każdym kapitalistycznym rynkiem pracy), ale i stanowi specyficzny, kulturowo-ideologiczny konstrukt, którego kondycja nie uległa wielkim zmianom jeszcze od czasu panowania Imperium Brytyjskiego. Po kolejnych rozczarowaniach angielskim ruchem rewolucyjnym trafnie w 1858 roku podsumował to Fryderyk Engels pisząc do Marksa tymi oto słowami: „[…] proletariat angielski faktycznie przybiera coraz bardziej burżuazyjny charakter; widocznie więc ten najbardziej burżuazyjny ze wszystkich narodów chce doprowadzić w końcu do tego, żeby obok burżua mieć również burżuazyjną arystokrację i burżuazyjny proletariat.” Obecnie ten burżuazyjny charakter podobny jest także w innych państwach imperialistycznego centrum. W Wielkiej Brytanii, jak nigdzie w UE, bezpośredni dobrobyt społeczny uzależniony pozostaje jednak przede wszystkim od działań wielkiej finansjery. Oznacza to, że w interesach (tak rozumianej, burżuazyjnej) Wielkiej Brytanii leżą jak najniższe podatki, jak najniższe składki i jak największy egoizm. Ostatecznym marzeniem sił kapitalistycznych Anglii pozostaje bowiem uczynienie z Wysp kolejnego raju podatkowego, który jeszcze skuteczniej łupić mógłby Europę kontynentalną oraz Świat.

„Brexit” jest więc prawdziwie demokratyczny i w pełni racjonalny z perspektywy kogoś, kto broni swojego bogactwa, socjalu i przywilejów przeciwko integracji z biedą, groźbie utraty autonomii politycznej państwa, czy przymusowi przyjmowania uchodźców i płacenia kolejnych haraczy za swoje kolonialne interwencje i bombardowania. Społeczne odczucia antyislamskie, czy szerzej antyimigranckie – które dominują wśród zwolenników „Brexitu” – są w tym wypadku jedynie konsekwencją szerszych procesów, których obawia się maksymalnie uprzywilejowana, europejska siła robocza.

Dla kapitalistycznej Unii Europejskiej odejście z niej Wielkiej Brytanii nie musi jednak wcale oznaczać końca. Wyspy już od dawna były głównym europejskim „hamulcowym”, a sprzeczność interesów występująca pomiędzy unijnym kapitałem przemysłowo-bankowym, a brytyjskim kapitałem finansowym od lat już paraliżowała struktury unijne. Problem Wielkiej Brytanii polega jednak na tym, że teraz to ona będzie musiała zabiegać o to, aby uzyskać optymalne warunki wyjścia z UE i żeby ocalić wszystkie swoje przywileje związane z pobytem w Unii, a pozbyć się jedynie przykrej konieczności dokładania się do unijnego interesu i przymusu przyjmowania w swe granice kogokolwiek. Można rzec, że bezpośrednimi konsekwencjami wspólnych praktyk imperialistycznych Europy są teraz nowe podziały na poziomie narodowym. Kapitał europejski tak, jak nie zamierzał wziąć odpowiedzialności za kolejne masakry na Bliskim Wschodzie, tak i teraz nie zamierza płacić nawet tych drobnych, które pochłonęłaby opieka nad uciekającymi do Europy uchodźcami, których bezpieczeństwo zniszczyły amerykańskie i europejskie wojny surowcowe.

W szerszym wymiarze „Brexit” to także regres, niebezpieczny krok prowadzący ku kolejnej erze wyizolowanych państw narodowych. To groźba utraty całego stulecia i pozytywnych wniosków, które Europa była w stanie wyciągnąć po dwóch wojnach światowych wywołanych kwitnącym w ramach europejskich państw narodowych nacjonalizmem. Nic dziwnego, że na czele tendencji izolacjonistycznej stoją obecnie państwa bądź to maksymalnie imperialistyczne, bądź to rządzone przez skrajną prawicę. Z ich perspektywy Unia Europejska to „kołchoz”, „drugie ZSRR”, czy widmo morderczego „eurokomunizmu” z „kulturowym marksizmem”, jako czołową ideologią. Te złudzenia prawicowej reakcji są oczywiście zupełną fikcją, ponieważ UE pozostaje zarówno kapitalistyczna, jak i prawicowa. Jednakże z perspektywy skrajnej prawicowej reakcji nawet ten prawicowy liberalizm UE pozostaje demonem zła i kolejnym wcieleniem czerwonej zarazy, która europejskiego białego-robotnika zmusza do dzielenia się swoim bogactwem z „kolorową zarazą”, której jedyny rzekomy zamiar to kraść socjal.

O ile w przypadku państw najbogatszych te tendencje wydają się być rozsądne i zrozumiałe (co nie znaczy, że godne pochwały, poparcia, czy uznania) – to w przypadku państw europejskich peryferii jest to ideologia prowadząca wprost ku samozagładzie, także z perspektyw praw imigrantów i tych, którzy już teraz pracują na Wyspach. Ponowny podział w obrębie państw narodowych i powrót ku Europie nacjonalistycznych narodów to nie tylko nowe zagrożenie faszyzmem ale i bezpośrednia utrata znaczenia państw takich, jak Polska, które do tej pory na forum UE mogą jeszcze próbować tworzyć jakąkolwiek przeciwwagę dla interesów i stanowisk krajów takich, jak Wielka Brytania, czy Francja. Bez parasola UE mniejsze kraje staną się odizolowanymi placówkami wyzysku i drenażu siły roboczej: bez prawa głosu i jakichkolwiek szans na prawo weta. Ich znaczenie będzie jeszcze mniejsze niż obecnie, a unijne dopłaty zastąpi nowa fala europejskiego kolonializmu /całą politykę Brexit-u odczytywać można zresztą w kategorii końca europejskiej kontroli nad brytyjskim kapitałem finansowym.

Być może jednak nawet wizja rozpadu UE nie byłaby tak zła gdyby w Europie istniały jakieś prężne, socjalistyczne siły zdolne do natychmiastowego przejmowania władzy w sytuacji zaniku struktur UE i przejścia ku nowemu europejskiemu nacjonalizmowi… albo gdyby w zanadrzu czekał nowy europejski projekt integracji o przynajmniej lewicującym charakterze. Jest jednak zupełnie odwrotnie – w Europie do władzy rwie się obecnie skrajna i prokapitalistyczna prawica, której głównym programem pozostaje maksymalizacja wyścigu szczurów i radykalizacja nacjonalistycznego imperializmu, dla którego jedyną przeszkodą jest obecnie europejska integracja. W Polsce mamy jeszcze przy tym naszą własną, agresywnie religijną manię i rusofobię, które we dwie niosą nas obecnie prosto ku bezdrożom upośledzenia umysłowego w postaci macierewiczowskich bredni o zamachach smoleńskich w atmosferze szykowania się do wojny atomowej z „ruskim najeźdźcą”.

W dłuższej i szerszej perspektywie podkreślić trzeba, że droga od wyizolowanych nacjonalistyczno-burżuazyjnych państw narodowych do Socjalistycznych Stanów Zjednoczonych Europy jest o jakieś sto lat i jedną wojnę światową dłuższa niż ta sama droga od już międzynarodowej Unii Europejskiej.

Przezwyciężanie ducha ksenofobicznego izolacjonizmu działającego w duchu imperialistycznego podziału na państwa wyzyskujące i państwa wyzyskiwane pozostaje głównym celem ruchu socjalistycznego, a nawet szerokiej lewicy. Tak, jak Blok Wschodni był próbą międzynarodowego rozwiązania socjalistycznego, tak samo Unia Europejska posiada jeszcze pewien potencjał lewicowych zmian, którego nie mają Wielka Brytania i inne kraje Wspólnoty, które mogą ulec oddzieleniu. W Europie imperializmów jedyną perspektywą socjalizmu byłaby rewolucja w obrębie pojedynczego państwa, na wzór Kuby, co przy obecnym natężeniu interesów imperialistycznych na kontynencie pozostaje jednak zupełną mrzonką.

Pewną szansą pozostaje jedynie zbliżenie UE bez Wielkiej Brytanii ku Rosji i Chinom, które gwarantowałoby stabilizację i rezygnację z udziału w amerykańskim imperializmie, którego głównymi orędownikami na naszym kontynencie od zawsze byli Brytyjczycy. Taki świat – choć wciąż kapitalistyczny, imperialistyczny i wymagający rychłej rewolucji – gwarantowałby przynajmniej pewne zabezpieczenie przed groźbą nowych konfliktów zbrojnych, czy to w Europie, czy to występujących globalnie.

W socjalistycznej tradycji internacjonalistycznej zwykliśmy oczekiwać, że kapitalizm – zgodnie z marksowskimi prognozami – zerwie łańcuchy narodów i zbliży ku sobie międzynarodowy proletariat. Ten proces i tak ma miejsce, a próby restauracji starych, narodowych imperializmów są skazane na porażkę i to prędzej czy później… Brexit i inne marzenia o samotnych wyspach dobrobytu to sny tych, którzy nie chcą trafić na kapitalistyczny rynek pracy, jaki kapitał zgotował chociażby Polakom, czy innym wyzyskiwanym całej Ziemi. Okresowy regres ku nacjonalizmowi może mieć jednak opłakane skutki, których większość z nas raczej wolałaby nie doznawać. Bez europejskich sił socjalistycznych ostatecznie i tak skazani jednak jesteśmy tylko na rolę „widza” w tej wojnie pomiędzy różnymi modelami światowego imperializmu w jego różnych, niebezpiecznych wariantach.”

Źródło – http://www.socjalizmteraz.pl/pl/Artykuly/?id=1022%2FO_pozytkach_globalizacji_i_szkodliwosci_reakcji .

.

| | Dodaj komentarz

Lwów 10 czerwca 2007 r.: Pan Henryk Atemborski

.

„Lwów 10 czerwca 2007 r. Pan Henryk Atemborski (cz. I)

Ciechocinek 25.08.2007 r.

Chciałem Państwu opowiedzieć o tym, jakie efekty może uzyskać organizm człowieka w starszym wieku po wprowadzeniu Żywienia Optymalnego (®) na przykładzie Pana Henryka Atemborskiego.

Pan Henryk Atemborski – autor książki pt: „Rowerem dookoła Europy” w wieku 70-ciu lat zachorował na chorobę, na którą zmarł jego ojciec. Przypadkowo trafił na moją książkę „Żywienie Optymalne”, której treści zrozumiał i od razu zastosował w praktyce. Objawy choroby szybko ustąpiły, wybitnie poprawiła się wydolność fizyczna i nie tylko fizyczna. Pojawiła się chęć na uprawianie dużego wysiłku. Wkrótce objechał Polskę na rowerze w 27 dni. Następnie od 2 maja 2002 r. do 22 kwietnia 2003 r. objechał całą Europę, przejeżdżając rowerem z dużym bagażem.

Na Międzynarodowym Spotkaniu Lekarzy we Lwowie w dniu 9 i 10 czerwca 2007 r. opowiadał o skutkach Żywienia Optymalnego (®) na jego organizm demonstrując przy tym wybitną sprawność fizyczną i elastyczność ciała. Dla młodych ludzi przykład pana Atemborskiego powinien być zachętą pójścia jego śladem, uzyskać jeszcze lepsze efekty, ponieważ młode organizmy reagują na najlepsze (czyli optymalne) odżywianie znacznie silniej niż ludzie w starszym wieku. Przekazuję Państwu treść wystąpienia pana Atemborskiego uzupełnioną o niektóre fragmenty z jego książki dotyczące odżywiania podczas tej heroicznej podróży.

Pan Atemborski na konferencji powiedział tak: „Dotąd przemawiali do was lekarze, doktorzy, profesorowie, a w tej chwili – można powiedzieć – przemawia do was: nikt. Człowiek, który ma tylko średnie wykształcenie. Człowiek, który z medycyną miał do czynienia jak każdy inny, którego bolało raz to, raz tamto, który chodził do lekarzy, leczył się i nie za bardzo to nieraz wychodziło. Ale chcę wam powiedzieć:

Do 70. roku życia było z moim zdrowie jako tako, ale po 70. r.ż. zacząłem odczuwać różne dolegliwości. Przede wszystkim zacząłem tracić równowagę. To ponoć u starszych ludzi często się zdarza. Zdarzyło się to mojemu ojcu, który wkrótce potem zmarł. Zacząłem się więc obawiać o swoje zdrowie i o swoje życie. Do problemów z równowagą dołączyły się rozmaite inne choroby. Doszło do tego, że człowiek idąc ulicą nagle chwiał się na nogach.

W końcu tak zupełnie, można powiedzieć – niechcący – natknąłem się na książkę dr. Kwaśniewskiego „Żywienie Optymalne”. Jedna z koleżanek miała tę książkę i czytała. Wziąłem ją do ręki i powiedziałem, że to są bzdury. Wszyscy lekarze tak mówią, że to jest kompletna głupota. Ale proszę państwa, ja mam taki charakter, powiedziałbym – anarchiczny i muszę wszystko sam sprawdzić zanim uwierzę. I pożyczyłem sobie tę książkę i zacząłem ją czytać. Po pierwszej połowie książki stwierdziłem, że to prawie filozofia. Dopiero potem pojawiają się recepty i wskazówki: postępujcie tak i tak, to jedzcie, a tego nie. I sobie pomyślałem: Dlaczego mam nie spróbować? No i zacząłem próbować. Od razu mówiłem: Nie jestem sportowcem, ale chcę tu wam pokazać, co – uważam – że stosowanie tej diety sprawiło. Nie mówili o tym moi przedmówcy, ale ja uważam, że Żywienie Optymalne (®) odradza ścięgna. Robią się one bardzo elastyczne i miękkie. Objechałem rowerem Europę i to w warunkach bardzo trudnych. Nie mam za dużo pieniędzy z emerytury i nie miałem też żadnego sponsora. Zacząłem od objazdu rowerem Polski, zrobiłem to w 27 dni. Nie nocowałem na żadnym kampingu, czy w hotelu, tylko tak na dziko. I pomyślałem sobie: jak udało mi się przetrwać 27 dni w tak trudnych warunkach, to i w dalszej trasie sobie poradzę. W lesie rozstawiłem namiot, a jak było cieplej to nawet bez namiotu w śpiworze sobie przenocowałem. Nie wstępowałem też do żadnej restauracji, chyba, że na kawę.

Pożywienie szykowałem sobie sam, tak w czasie podróży dookoła Polski, jak i wokół Europy. Jak sobie radziłem, opisałem wszystko w książce, którą wydałem po powrocie. Nie pisałem tam o doktorze Kwaśniewskim, bo kiedy tylko wspomniałem jego nazwisko, to wszystkim się włos na głowie jeżył. I wszyscy: hura! – na mnie… Nawet moja najbliższa rodzina.”

[Mój komentarz: Jeden z myślących napisał: Jeśli pojawi się prawdziwy geniusz, poznać to można po tym, że wszyscy tępi zwracają się przeciwko niemu.]. Koniec cz. I

Jan Kwaśniewski”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=820 .

.

Lwów 10 czerwca 2007 r. Pan Henryk Atemborski (cz. II)

Z lekarzami, z którymi miałem kontakt, też byli przeciwni. Co ciekawe, ci lekarze już nie żyją. A ja żyję i jeszcze do tego czuję się młodzieniaszkiem we wszystkich sprawach. Pisano o mnie w gazetach, były wywiady w telewizji, ale też muszę powiedzieć – w Polsce najmniej, więcej za granicą. Budziłem zdziwienie i zachwyt tą moją podróżą. Podróżowałem mając 74-75 lat. Rozpocząłem podróż mając 74 lata, a skończyłem jako 75-latek. Teraz już leci mi 80. rok. Jestem często zapraszany do szkół. Zapraszają mnie – po pierwsze, abym opowiedział im o swojej podróży, ale także żebym z nimi pojechał na rowerową wycieczkę. Tam są młodzi ludzie i nie dzieci, bo zapraszają mnie szkoły ponadpodstawowe, licealiści, którzy uprawiają turystykę i różne sporty. I powiem państwu, jak ja siądę na rower – to trudno mnie dogonić. A nie spotkałem jeszcze takiego, który by mnie na rękę położył, więc coś w tym jest. I mówi wam to nie lekarz, a zwykły człowiek, niesportowiec – jeszcze raz mówię. Chociaż lubię sport, nigdy nie uprawiałem go wyczynowo. Jeżdżę na wszystkim: na koniu, na ośle, na nartach, na łyżwach i również pływam. Przepłynąłem jezioro Otmuchowskie wszerz i wzdłuż nie wychodząc z wody (to było 12 km) i wyszedłem z wody nie na czworakach bynajmniej, całkiem spokojnie. Przy mnie oczywiście płynęły kajaki i podkarmiali mnie czekoladą.

Jak wyglądało moje wyżywienie w czasie podróży dookoła Europy? 10 jajek codziennie – rano 6, wieczorem 4. To wszystko musiało pływać w tłuszczu. A była to stale jajecznica na boczku bez żadnych dodatków. Nieraz było tak jak w Szwecji, że nie wysychałem przez 2 tygodnie. Byłem mokry dzień i noc, bo za kręgiem polarnym niedźwiedź rozerwał mi namiot (chyba przyszedł do mnie na jajecznicę). Teraz chodzę do lekarzy 1-2 razy w roku by zrobili mi analizę krwi. Moja lekarka mówi: – „Panie Henryku, gdyby wszyscy mieli takie zdrowie jak pan, to my lekarze, byśmy poszli z torbami.”

[Mój komentarz: – Tu się pani doktor myli. Dopiero wtedy lekarze mieliby efekty korzystne w pracy, ich zarobki 3-4 razy wyższe, bo na to zasługują, jeśli nauczą się leczyć przyczynowo, i skutecznie, i tanio.]

No, ale do tego jeszcze daleko, bo nie wszyscy chcą się żywić według dr. Kwaśniewskiego.

I ja mu zawierzyłem całkowicie, ponieważ nie mam czasu na przygotowywanie sobie przysmaków, to dla mnie ciągle podstawą jest mięso, tłuszcz i jaja. Zawsze pytam siebie i stawiam to pytanie innym. Trzeba wybrać: Czy się je – żeby żyć, czy się żyje – żeby jeść?

Ja doszedłem do wniosku, że trzeba jeść, żeby żyć, i to jak najdłużej. Przyglądać się temu światu i mieć wpływ na niego. Starać się być dobrym człowiekiem i starać się innym pomagać. I staram się tak robić, jak mogę, w zakresie moich własnych możliwości.

Może teraz zaprezentuję, jak się przedstawia moja sprawność. I jeszcze dodam: by kłopoty z równowagą już się nie powtórzyły, codziennie ją ćwiczę. Ubieram się stojąc na jednej nodze. Biegam ok. 10 km dziennie, trasę mam wyliczoną. Mam dobre warunki ku temu, bo mieszkam koło lasu. Robię to bez wysiłku, biegnę, potem sobie idę szybkim krokiem i znowu biegnę. Jak mam dobry nastrój, to przebiegam ten dystans w godzinę i 15 minut, jak gorszy – to w 1,5-2 godziny. Teraz pokażę jak można rozciągnąć swoje mięśnie, co może zrobić ta dieta. Wiem, co mówię, bo dawniej miałem zesztywniałe mięśnie i ścięgna, chodziłem drobnymi kroczkami. A teraz coś państwu zademonstruję i na tym skończę.

[Mój komentarz: No i pan Atemborski oczywiście zademonstrował swoje możliwości. Nie wszyscy cyrkowcy potrafiliby taką sprawność pokazać.]

Chciałem jeszcze państwu przedstawić kilka wypowiedzi pana Atemborskiego z książki, którą napisał (dotyczących żywienia):

Na stronie 10 – „Zabrałem się do sporządzania posiłku, była to obiado-kolacja składająca się z jajecznicy z czterech jaj z dużą ilością oleju słonecznikowego, maleńkim kawałkiem chleba, który posłużył mi tylko do wytarcia patelni, kawałka tłustej kiełbasy oraz półlitrowego kubka maślanki.”

Strona 27 – „Po rozbiciu namiotu i zrobieniu sobie jajecznicy na fińskim boczku, zakupionym jeszcze w Helsinkach szybko zasnąłem. Odwiedziło mnie jakieś zwierzę (prawdopodobnie niedźwiedź) przewracając garnki i rozrywając namiot. Pewno był zwabiony zapachem jajecznicy i przyszedł na kolację.”

Strona 45 – „Kierowca Konsulatu w Sztokholmie i jego żona podarowali mi duży kawał boczku i słoniny, które przetopiłem na smalec. Robię jajecznicę z pięciu jajek na boczku i do tego kubek herbaty z ćwiartką kostki masła.”

Strona 106 – „Robię śniadanie jak zwykle: jajka na słoninie, trochę oliwy z oliwek, szklanka wina i druga szklanka herbaty.”

Strona 114 – „Rano oprócz codziennej dawki jajek i tłuszczu podjadłem trochę kasztanów jadalnych, które upiekłem.”

Strona 150 – „Suszona kiełbasa, jaką kupiłem okazała się nie do zjedzenia, choć była jedną z najdroższych. W smaku przypominała łój i chyba stearynową świeczkę z czymś tak twardym jak dębowy wióry. To miało być mięso. Może i było, ale z mumii egipskiej…

Tęskno mi za wspaniałymi, polskimi wyrobami mięsnymi. Obawiam się, że po wejściu do Unii to jakość naszych wędlin drastycznie się obniży.”

Nie trzeba było długo czekać, już się to stało…

Dziękuję Państwu Jan Kwaśniewski”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=821 .

.

Polecam:

Żywienie Optymalne, a wydolność fizycznahttp://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=28 .

– Ruch reguluje metabolizm – http://www.stachurska.eu/?p=14697

– Mięśnie – peryferyjne serce – http://www.stachurska.eu/?p=12199 .

– Trzeba mieć mięśni mało, ale silnych – http://www.stachurska.eu/?p=19073 .

I oczywiście:

– Książki autorstwa dr Jana Kwaśniewskiego – http://optymalni.org.pl/sklep/?p=productsList&iCategory=4 .

.

Książkę Pana Henryka Atemborskiego „Rowerem dookoła Europy” można nabyć w Ogólnopolskim Stowarzyszeniu Optymalnych – tel. 32 616 51 82.

.

| | Dodaj komentarz

Czy ja mam ojca czarnucha?

.

Anna Singh 29.08.2016 r. o 12:34 pisze:

„Serdecznie dziękuję Pani redaktor Newsweek Aleksandra Gumowska za powstanie tego tekstu. Dziękuję w imieniu swoim, Stowarzyszenia Rodzin Wielokulturowych oraz wszystkich, których ten problem dotyka.
” Ci, którzy mówią, że w Polsce nie ma rasizmu, pewnie są biali. Ciemnoskóre dzieci od piaskownicy słyszą: „Wypier… czarnuchu”.

Zaczęło się od SMS-ów: „Wykończę się psychicznie. Zabierz mnie stąd” – opowiada Katarzyna, 45-letnia pracownica korporacji z Warszawy. – Dzwonię, syn nie chce mówić, o co chodzi. Pytam, czy to znowu na tle rasistowskim. Tak. Nic więcej nie powie, bo zaraz zadzwoniłabym do trenera i zrobiła rozpierduchę. Nie chce, żeby go uznali za donosiciela. Piotrek ma 12 lat, jest na obozie sportowym, trzy razy dziennie trening po 1,5 godziny – jak się zmęczy, nie ma czasu rozmyślać. Oprócz kolegów z klubu sportowego, a dobrze się czuje w drużynie, są jeszcze dzieci spoza Warszawy. W tamtym roku po raz pierwszy pojechał na obóz, bardzo się cieszył. Starsi od razu go ustawili: „Biali mają pierwszeństwo do mycia, ty się kąpiesz ostatni”.

Szczerze powiem, że wychodząc 15 lat temu za mąż za Nigeryjczyka, nie sądziłam, że takie rzeczy będą nas spotykać. Mąż, już były, uciekł z tego kraju, bo żyć się nie dało. A to fajny, otwarty człowiek.

Na początku podstawówki Piotrek przychodził z płaczem do domu, dlaczego dzieci go nazywają Murzynem, bambusem, małpą, bananem, Cyganem, czarnym gównem. Ciągle robiłam zadymę w szkole, dyrektorka nie wiedziała już, jak przepraszać.

Znajomi po mszy słyszeli: „Ale tego czarnego to już do ołtarza nie powinni dopuścić”.

W tym roku oprócz Murzyna zaczął jeszcze być uchodźcą. Straszenie uchodźcami zrobiło swoje. Naprawdę trudno mi to zrozumieć, bo mam prawicowe poglądy, chodzę do kościoła. Ostatnio wracaliśmy z Bemowa, a to przecież Warszawa, słyszę: „Murzynek Bambo w Afryce mieszka. Niech spier… do Afryki!”. Myślałam, że ich pozabijam, że tętnice przegryzę, sama pani słyszy, że głos mi drży.

Skoro Piotrek przyjął już tyle na klatę, to wydaje się, że jest mu łatwiej, ale to nieprawda. W tym roku bez psychologa już się nie obejdzie. Po takich incydentach potrafi się okaleczać, skórę sobie zdzierać. Albo mówi, że jak będzie wielkim kafarem, a będzie miał ze dwa metry po afrykańskim dziadku, to komuś przyfasoli. Chociaż jest spokojnym dzieckiem i świetnie się uczy, obawiam się, że żyjąc w takim kraju, może w końcu wybuchnąć. Boję się o niego, tak jak kiedyś o jego ojca. Na szczęście na razie niechętnie wychodzi z domu.

Czarnego do ołtarza

Prokuratura Krajowa: w 2015 r. wzrosła liczba postępowań dotyczących przestępstw na tle rasowym – do 1548. W 2014 r. było ich 1365, w 2013 r. – 835, a w 2006 r. – 60.

Matki ciemnoskórych dzieci mówią:

– Znajomi po mszy słyszeli: „Ale tego czarnego to już do ołtarza nie powinni dopuścić”.

– Córka, Mulatka, była czterokrotnie przesadzana w klasie, bo rodzice nie życzyli sobie, żeby ich dziecko siedziało z czarnuchem.

– Jedna matka kazała zabrać moją 1,5-roczną córkę z bawialni. Z osiem osób siedziało, nikt nie zareagował.

– Na spacerze z nastoletnim synem zostałam zwyzywana od kurew puszczających się z ciapatymi.

– Sąsiad krzyczał do syna, który miał wtedy dziesięć lat: „Murzynom śmierć!”.

Nad morzem i w górach, na wschodzie i na zachodzie kraju ich dzieci słyszą: „Wypier…, uchodźco!”.

Nie podchodźcie do tych dzieci

Natalia z 12-letniego związku z Hindusem ma dwoje dzieci. – Ośmioletni Marcin jest w szkole dla dzieci autystycznych, sześcioletnia Ola idzie do zerówki. W przedszkolu panie zorganizowały spotkanie, opowiadaliśmy, jaki to kraj Indie, jaka religia, pokazywałam stroje. Tu, w Warszawie, jest łatwiej. Czasem nawet całą linię metra udaje się przejechać bez żadnych przytyków – śmieje się Natalia. – Ostatnio wyjeżdżaliśmy nad morze. Jak mąż wniósł walizki do metra, do drugiej linii, bo jechaliśmy na Pragę, cały wagon się wyludnił. No śmieję się, bo to już jest śmieszne. Jeszcze parę lat temu rzadko spotykało się tu rasizm. A teraz każdy ciemny to muzułmanin, Arab i zaraz wysadzi metro.

Jedna dziewczynka zaprosiła na urodziny wszystkie dzieci z przedszkola oprócz Mani. Dlaczego? „Rodzice mi powiedzieli, że masz tatę Murzyna i nie możemy cię zaprosić”.

– A jak było nad morzem? – pytam.

Natalia znów się śmieje. – O ile w metrze takie sytuacje zdarzają się raz na jakiś czas, to tam wystarczyło, że mąż znalazł się w tłumie ludzi i już było słychać: „Ja nie chcę domku koło tego czarnucha”. „Nie podchodźcie do tych dzieci, bo czarne”. Ludzie zachowywali się, jakby chcieli, żeby było widać, że mówią to na osobności, ale mówili na tyle głośno, że i my, i dzieci słyszeliśmy. Córka pierwszy raz zapytała: „Czy ja mam ojca czarnucha?”.

Córka Magdy z niedużego miasteczka na Górnym Śląsku określenie „O, czarnuch!” usłyszała, jak miała trzy lata. Od innej trzylatki, która nazwała tak jej tatę, Gwinejczyka. – Kiedy Mania miała pięć lat, odebrałam ją z przedszkola płaczącą. Jedna dziewczynka obchodziła urodziny i wszystkim 25 dzieciom dała zaproszenia. Wszystkim, z wyjątkiem Mani. Mania zapytała ją, dlaczego. „Rodzice mi powiedzieli, że masz tatę Murzyna i nie możemy cię zaprosić”. Do tej pory nie wiedziała, że ma tatę Murzyna. Mąż codziennie był wyzywany, teraz na szczęście dojeżdża do pracy samochodem. Ja słyszałam, że jestem dziwką i dałam się Murzynowi, odzywki przy dziecku są tonowane: „Murzynie, czarnuchu, patrzcie, małpa”. Ale przed Świętem Zmarłych dwaj mężczyźni rzucili w nas butelką, przeleciała tuż obok Mani. Uciekli.

Wyzwiska to jeszcze nic

– Dwa miesiące przed końcem roku zadzwoniła do mnie nauczycielka, że Patrycja chce popełnić samobójstwo – opowiada Kinga, mama 11-latki. – Przyszła do domu, nic po niej nie było widać. Jest bardzo towarzyska i wesoła, każdego potrafi rozśmieszyć. Powiedziałam, że dzwoniła pani od polskiego i że jestem zmartwiona. Pękła. Mówiła, że ma dosyć tej szkoły, że wyzywają ją od czarnuchów, że jak ona chce coś powiedzieć, to gaszą ją: „Precz z czarnuchami”. A Patrycja jest biała. Teraz mam męża Hindusa, ale Patrycja jest z poprzedniego małżeństwa z Polakiem. W sumie mam troje dzieci, jedno z obecnym mężem. Ale wyzwiska to jeszcze nic. Koleżanki z klasy narysowały komiks, w którym Patrycja przychodzi do domu, ojczym leje ją batem, a potem gwałci na stole. Dziesięcioletnie dziewczynki! To się nie bierze znikąd!

Mąż bardzo to przeżył, chciał iść do szkoły. Patrycja powiedziała, że sama sobie da radę. Są ze sobą bardzo emocjonalnie związani. Patrycja na początku wstydziła się, że ma ojczyma Hindusa, potem była dumna – wszyscy braliśmy udział w szkolnych Dniach Rodziny, a teraz to już nie wiem, co myśli. Mąż zastanawia się, czy nie wyjechać, bo dzieci cierpią z jego powodu. Nasze relacje też. Powiedzieliśmy Patrycji, że może te dziewczyny przeżywają jakiś dramat i próbują zwrócić na siebie uwagę. Mąż do tej pory pracował w krajach arabskich i nigdy się z czymś takim nie spotkał. Jestem zdziwiona, że jeszcze nie było w szkole żadnej lekcji dotyczącej różnorodności, kolorów skóry, równości ludzi. Córka na tle klasy zaczyna być źle oceniana, wchodzi w relacje typu agresja-agresja. Ale nie chce zmieniać szkoły, bo ma tam swoich znajomych. I wie, że może na mnie liczyć.

Wcześniej były incydenty, teraz to plaga

Jan pierwszy raz w tym roku zaczął się obawiać o swoją ośmioletnią wnuczkę: – Dziecko jest narodowości niemieckiej, ojciec jest Nigeryjczykiem, mieszkają z naszą córką w Londynie, ale Helcia świetnie mówi po polsku, pisze po polsku. Jestem emerytowanym nauczycielem, żona pracuje w przedszkolu. Mieszkamy we wschodniej Wielkopolsce, to właściwie Kongresówka. Jeszcze w zeszłym roku puszczaliśmy Helcię z sąsiadami czy innymi członkami rodziny, w tym już nie odstępowaliśmy jej na krok. Helcia widziała nasz niepokój, tego nie da się ukryć. Ludzie się oglądają, szepczą, mogą rzucić: „uchodźca” – to jest niepojęte. Helcia jest chrzczona w Polsce, ale już nie wspominamy o chrzczeniu tu jej młodszej siostry. Nie chcemy ryzykować, kto wie, co moglibyśmy usłyszeć z ambony. Nie wiem, czy córka będzie na tyle odważna, żeby w przyszłym roku przysłać nam wnuczkę na wakacje.

Renata studzi emocje: – Mój syn przechodził przez to pod koniec lat 90. Jak w czasie akcji „Lato w mieście” dzieci, których nie znał, przezywały go „Talib”, to nadał sobie nick „Talibaner”. Przechodził nad tym do porządku dziennego, starał się być fajnym kumplem, opowiadać o kraju ojca. Wydaje mi się, że ludzie za bardzo obrażają się, szukają dziury w całym. To jest brak kultury i podstawowej wiedzy o innej kulturze i obyczajach, to nie ma nic wspólnego z rasizmem. Zresztą przez ten brak kultury wolałam żyć 30 lat w Libanie, w „kulturze pasterskiej”, jak ktoś to złośliwie określił, niż wychowywać dzieci tutaj i wysłuchiwać, że jestem arabską k…

Anna Singh ze Stowarzyszenia Rodzin Wielokulturowych: – Codziennie dostaję wiadomości o rasistowskim ataku, również wobec dzieci. Wcześniej to były incydenty, teraz to plaga. W Polsce mieszka co najmniej kilkadziesiąt tysięcy rodzin mieszanych – tak szacujemy, bo tylko w 2011 r. zawarto w Polsce 11 tys. małżeństw mieszanych z osobami spoza UE. Po marszach antyimigranckich, często w miejscach, gdzie mieszka po kilku imigrantów, nasilały się ataki.

Ucieczka do normalności

Katarzyna: – Wygląda na to, że syn wyjedzie do ojca do Anglii. Mój były mąż założył tam nową rodzinę. Coroczny wyjazd do niego jest dla syna jak sanatorium. Mówi, że nienawidzi Polski i Polaków, pyta, co on im takiego zrobił. Nie obchodzi go Polska, przestał interesować się jej historią, chociaż wcześniej się nią pasjonował. Oczywiście tak mówi, kiedy coś się wydarzy, bo ma tu też wspaniałych przyjaciół i dlatego serce ma rozdarte. Ja też nie chcę wyjeżdżać, bo mam 45 lat, dobrą pracę, a tam musiałabym zaczynać od nowa.

Wyjazd planuje też mąż Natalii: – Już nie jest w stanie wytrzymać w Polsce. Trzy miesiące temu wrócił z Niemiec i chce tam znowu jechać.

Kinga także myśli o wyjeździe do Niemiec, ale nie wie jeszcze, jak przeorganizować życie.

Magda przyzwyczaja się powoli do myśli, że wyjadą do Kanady, mąż ma tam siostrę.

Katarzyna: – Psycholog przyznała, że nigdy nie miała do czynienia z takim przypadkiem i rzuca tekst: „Będziecie uciekać? A tam to nie będziesz dyskryminowany?”. Dla mnie to nie ucieczka. To szansa na normalne życie. A tym, którzy mówią, że nigdy się w Polsce z rasizmem nie spotkali, mogę powiedzieć, że to pewnie dlatego, że są biali. ”

Źródło – https://www.facebook.com/anna.cwik/posts/10209572078047771 .

.

Polecam komentarze do artykułu jw.:

https://www.facebook.com/anna.cwik/posts/10209572078047771

https://www.facebook.com/piotr.ikonowicz/posts/10206552710088815

https://www.facebook.com/teresa.stachurska/posts/1437058636321175

.

Polecam również – http://noizz.pl/spoleczenstwo/nauczyciel-dal-uczniom-zadanie-wynik-zadania-wzruszyl-wszystkich/s3jhnyt .

.

| | Dodaj komentarz

Odczuwanie głodu też jest inne

.

– Diogenes z Synopy 13.09.2016 r. pisze:
.
„Na pewno zdarza się Wam być głodnym wieczorem, a wstając rano już nie jest się.  Rolling Eyes  ( 9-10:00 już się nie opłaca jeść)
Albo, wstaję o godz 3:00 bo coś tam mam zrobić i jestem głodny, że zjadłbym coś, rezygnuję jednak, kładę się za godzinę spać ponownie, głód przetrzymuję i przesypiam go i o 9:00 już nie jestem głodny! Nic nie jedząc międzyczasie.  Wyjaśniał Admin albo ktoś już ten mechanizm, jak to działa? Ciekaw jestem  Rolling Eyes
Wygląda mi na to jakby organizm ze swoich zapasów się najadł  Rolling Eyes  Shocked . A ja ich nie mam.Jeszcze wspomnę, że w okresie przedoptymalnym taki głód wieczorny można była zapić wodą – szklanką – dwoma. Ale rano głodnym się było i tak.  Very Happy „
 .
.
 .
Gavroche jw:
 .
„Na diecie tłuszczowej tkanka tłuszczowa jest bardziej aktywna, jest sporo trójglicerydów zmagazynowanych w mięśniach, cukier jest dosyć wysoko i stabilnie i ciągle coś „ciurka” sobie z jelita. Wink
Inaczej się odbiera sygnały o potrzebie zjedzenia czegoś, nie są tak natarczywe i szybko można się przełączyć na odżywianie endogenne.A Ty na moje oko masz 15-17% tkanki tłuszczowej podskórnej, nie mówiąc o trzewnej, a więc zapasów masz wiele tysięcy kalorii. Very Happy „
 .
.
 .
Diogenes z Synopy jw:
.
„…Ale jak to jest, że głód można przeczekać i normalnie przechodzi w zapomnienie  Rolling Eyes  Cool
Może faktycznie przełącza się na pobieranie zapasów i olewa głód?  Rolling Eyes Ciekawe te mechanizmy muszą być, ale nie znam. Może Admin nam przybliży  Rolling Eyes  Very Happy „
.
.
.
Gavroche jw:
 .
„Przypomnij sobie, że na Ww jest inny głód, taki obezwładniający i wszechogarniający.
Na tłuszczach jest luz, to raczej chęć zjedzenia czegoś, niż głód.Zapasy energetyczne komórki o wszystkim decydują, a nie wypchanie żołądka.”
 .
.
 .
Admin jw:
.
„…Albo na szybko skrobnę: za głód na poziomie cytozolowym odpowiedzialny jest cykliczny cAMP, który między innymi wpływa na polarność błony komórkowej ‚głodnej” komórki i zaczyna się kaskada sygnał nerwowy, sygnał nerwowy i w zależności od dostępności pkarmu lub chęci albo powstrzymania się od jedzenia zaczyna się jazda hormonalna… Za szybkie zanikanie głodu odpowiedzialny jest glukagon, a za napady niepohamowanego głodu insulina.
Tak to wygląda w wielkim skrócie i bez wnikania w szczegóły na poziomie genetyczno-enzymatycznym i bez uwzględniania syndromów metabolicznych, bo w takim przypadku sprawy się bardzo komplikują, a nawet niektóre aspekty są dla mnie jeszcze do końca niezrozumiałe… Wink …”
 .
| | Dodaj komentarz

Mieszkania: Polska w ogonie Europy

.

„Polska jest na ostatnim miejscu w Europie, jeśli chodzi o liczbę mieszkań na tysiąc mieszkańców – zauważa Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury i budownictwa. Sytuację poprawić ma program Mieszkanie plus, który jest kolejnym, po wypłacie 500 zł na dziecko, sztandarowym pomysłem PiS. Pilotaż ma ruszyć jeszcze na jesieni 2016 roku…” Więcejhttp://biznes.onet.pl/wiadomosci/nieruchomosci/mieszkanie-plus-dla-tych-ktorych-nie-stac-na-kredyt/gqdrng .

.

Polska: 350 mieszkań na tysiąc mieszkańców, Rumunia – 460. Brakuje u nas do Rumunii ca 4 miliony mieszkań?

.

| | Dodaj komentarz

Gulasz wieprzowy z wędzonką oraz pieczarkami

.

Brakowało tu takiego przepisu. I właśnie dostałam go mailem od Pani Bożeny Bąk:

 

dsc_0547-gulasz-wieprzowy-z-wedzonka-oraz-pieczarkami

„SKŁADNIKI :

– 900 g karczka wieprzowego
– 210 g cebuli
– 250 g pieczarek
– 10 g czosnku
– 100 g smalcu
– 390 g boczku wędzonego
– 65 g skórek wieprzowych ( mam w zamrażarce gotowe porcje. Wcześniej ugotowałam , zmiksowałam i zamroziłam POLECAM!)
– 250 g bulionu mięsno-warzywnego
– przyprawy ( pieprz , suszone zioła – ja dodałam cząber, ang. ziele, liść laurowy)

Łączna waga składników – 2175 g.

BTW w całej potrawie przed ugotowaniem :

– B : 205,55
– T : 498,20
– W : 66,67

.

Mięso pokroić w kostkę i podsmażyć na smalcu na dość dużym ogniu, żeby się szybko zamknęło. Będzie smaczniejsze.

Dodać pokrojony boczek i dusić pod przykryciem aż mięso będzie na wpół miękkie.

Dodać pokrojoną w piórka cebulę i pokrojony czosnek.

Dalej dusić pod przykryciem kilka minut.

Dodać przekrojone na pół pieczarki , dolać bulion i skórki. Dusić pod przykryciem około 40 min. Mniej więcej w połowie duszenia zdjąć pokrywkę i odparować bulion.

Waga całej potrawy po ugotowaniu -1310 g

BTW w 100 g po ugotowaniu:

B = 205,55 : 13,10 = 15,69 g
T = 498,91 : 13,10 = 38,08 g
W – 66,67 : 13,10 = 5,08 g

B : T : W =1 : 2,43 : 0,32″

Pani Bożenie pięknie dziękuję 😀

.

| | Dodaj komentarz

„Resortowość” przyczyną nieudolności

.

Agata Nosal-Ikonowicz 08.09.2016 r. o 11:49 pisze:

„Po objęciu swojej funkcji Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar apelował do rządu o powołanie urzędu rzecznika ds. rozwiązywania problemów bezdomności. Za tym nawoływaniem stało przekonanie, że różnymi sprawami, które dotyczą losu osób bezdomnych zajmują się całkiem różne ministerstwa. Za wspieranie osób bezdomnych w wychodzeniu z bezdomności odpowiedzialne jest ministerstwo pracy a za mieszkalnictwo ministerstwo infrastruktury, za część przepisów, które sankcjonują eksmisje na bruk, która przyczynia się do wzrostu bezdomności odpowiada ministerstwo infrastruktury, a za pozostałe tego rodzaju przepisy ministerstwo sprawiedliwości. Rząd oświadczył, że nie widzi potrzeby skoordynowania działań różnych resortów na rzecz opracowania kompleksowej strategii zapobiegania bezdomności, tak żeby przepisy tworzone przez poszczególne ministerstwa były elementem jakiejś sensownej strategii, spójnej polityki.

Tymczasem ostatnio minister Mateusz Morawiecki mówi, że przyczyną nieudolności działań podejmowanych przez władzę jest „resortowość”. Rzecz dotyczy rozwoju gospodarczego. I tutaj można dostrzec ten problem. Ale w wypadku bezdomności nie można. Dlaczego? Może dlatego, że jednak PiS nie bardzo przejmuje się problemami najbardziej skrzywdzonych obywateli. Ma w nosie bezdomnych. Jeśli nie to powinien powołać urząd rzecznika ds. przeciwdziałania bezdomności. Czekamy! Pamiętamy. Mamy dobrą pamięć.

Cytat: „Problemem rozwoju w naszym kraju jest „resortowość”. W krajach zachodnich są specjalne jednostki, które zajmują się przekrojowymi, horyzontalnymi projektami, które dotyczą wielu ministerstw. U nas prowadzenie takich prac jest niezwykle utrudnione, dlatego, że mamy Polskę „resortową” – argumentował wicepremier.””

W nawiązaniu do – http://kurier.pap.pl/depesza/167919/Morawiecki-model-rozwoju-oparty-na-niskich-kosztach-pracy-jest-droga-donikad .

Źródło – https://www.facebook.com/agata.nosal.712/posts/893843830720507?pnref=story .

.

Polecam również – http://m.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20160909/adam–bodnar-rzecznik-zwyklych-ludzi .

.

 

| | 1 Komentarz

Luna Ratler: Niedoczynność tarczycy i Hashimoto

 

Luna Ratler 05.09.2016 r. o 20:10 pisze:

Na diecie jestem od tamtego roku i wyniki są bardzo zaskakujące dla mojego lekarza domowego ,ale nie dla mnie 😉  zanim mi powiedział jakie mam nowe wyniki po 3 kolejnych miesiącach bardzo sie uśmiał bo takiego czegoś jeszcze nie widział zeby ktoś miał tak dobre wyniki .Co pobranie to jeszcze lepsze :)  ”

I dalej o 21:22:

Niedoczynosc tarczycy wykryto u mnie w ,2005 roku dostałam wiec tabletki L-Thyroxin 25 .Jednak w 2014 zaczęłam się czuć coraz gorzej wpadłam w głęboką depresje i chociaż moja domowy lekarz twierdziła ze z hormonami wszystko w porządku ,to czułam sie coraz  gorzej .Było juz tak źle że przez 3 dni nie wstawałam z łóżka nie miałam ani siły ani ochoty żeby wstać .W ciągu roku utyłam ponad 10 kilo jadłam coraz mniej a wyglądałam coraz gorzej .W końcu sie zebrałam w garść i poszłam jeszcze raz do tej doktórki i powiedziałam ze musi mnie wysłać do specjalisty ,bo strasznie mnie szyja boli .Wtedy się zgodziła .Tam dostałam zastrzyk z kontrastem i dopiero na tym prześwietleniu wyszło że mam zapalenie tarczycy ,co na normalnym usg nic nie pokazywało .Lekarz zalecił mi branie juz nie pół ,ale całą tabletkę i kuracje witamino D .

Pomogło ale nie na długo ,choć odstawiłam gluten i wszystko co przy hashimoto nie wolno to udało mi się, z 80 kilo schudnąć tylko 8 kilo .przy wzroście 1,64 to nadal było za mało .Wiec w tamtym roku 2015 przeszliśmy z mężem na dietę optymalną  dr.Kwasniewski ,teraz moja waga jest 61,5 .Mąż schudł ponad 20 kilo .Czujemy sie pełni siły (w końcu) i chętnie wstaje się rano aby iść do pracy :)  ”

Źródło: komentarze do – https://www.facebook.com/groups/634447236680866/permalink/932784453513808/ . Wyniki badań z 2013 i 2016 roku tamże.

.

Polecam:

– Choroby autoimmunologiczne – http://www.stachurska.eu/?p=14527

– O wartości biologicznej pokarmu – http://www.stachurska.eu/?p=17871 .

.

| | Dodaj komentarz