# MIeszkania 2030

.

Agata Ikonowicz-Nosal
Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej

” „Ponad pół wieku temu przedstawili mi moi nauczyciele dwa modele uczenia się. (…) Zwolennicy modelu „wzmacniania” (skutecznych zachowań) opowiadali o szczurach; stronnicy modelu „odruchów warunkowych” mówili o psach. Choć wykładowcy twierdzili, że ich teorie pozostają ze sobą w ostrym konflikcie, to raczej podobieństwa między tymi dwoma modelami rzucały się w oczy i wprawiały w zakłopotanie. Model „odruchów warunkowych”- sporządzony jak gdyby na miarę świata centralnie planowanego, wszędobylskiego nadzoru (…) kierował reflektor na kierownika pracowni, który wedle swej woli (…) manipulował odruchami psów. Model „wzmacniania nawyków”, skrojony dla odmiany na kształt i podobieństwo samosterujących się jakoby członków rynkowego społeczeństwa pozostawiał kierownika pracowni w cieniu, ustawiając w zamian laboratoryjne szczury w roli aktorów szukających satysfakcji na własną rękę. (…) dla jednych i drugich droga była jedyna i nieubłaganie jednokierunkowa, a wybór prosty: idź tą drogą lub giń. 

Ani jedni, ani drudzy wykładowcy nie wspominali o godności. Jednak ani szczury, ani psy takiego pojęcia nie znają. Godność jest ludzkim wynalazkiem.

Zygmunt Bauman, „Szanse etyki w zglobalizowanym świecie”

.

System pomocy mieszkaniowej jest jednym z filarów polityki społecznej. Sytuacja, kiedy w zasobie komunalnym miasta występuje duża liczba pustych mieszkań, znamionuje jego niewydolność. Jak wiele innych instytucji polityki społecznej, także pomoc mieszkaniowa stała się niewydolna z tego względu, że z pola widzenia umknęło nam, iż pierwotnym celem, dla którego tworzymy społeczeństwo, jest to, aby wszyscy jego członkowie mogli – we współpracy z innymi – zaspokajać swoje potrzeby. Wolny rynek wyklucza z życia społecznego i gospodarczego duże grupy społeczne, natomiast polityka społeczna stanowi jedyny mechanizm zapobiegający owemu wykluczeniu. Jej celem jest wyrównywanie nierówności majątkowych i dochodowych. Polityka społeczna nie jest jakąś mniej istotną częścią systemu; jej jakość i skuteczność stanowią o tym, czy system pełni swoją podstawową funkcję.

Tymczasem społeczeństwo, społeczności oraz składające się na nie jednostki stały się w dobie neoliberalizmu obiektami sprawnego zarządzania. Ich zachowaniem steruje się poprzez narzucenie sztywnych reguł gry rynkowej, która z natury rzeczy wyklucza. Gospodarka rynkowa jest oparta na konkurencji – wytwarza grupę „zwycięzców” i „przegranych”. W skali społecznego efektu na nic zda się proces „ulepszania” poszczególnych jednostek, bo na miejsce ulepszonych – zawsze znajdą się inni. Logiczną i bezpośrednią konsekwencją prowadzenia rywalizacji jest to, że ktoś musi ją przegrać. Wykluczenie jest jednak nie tylko immanentnym elementem systemu, lecz pełni także rolę dyscyplinującą.

Mimo ideowego odwołania do wolności, czyli podmiotowych praw jednostki, system gospodarki rynkowej, paradoksalnie, uczynił z człowieka przedmiot oddziaływań odgórnie narzuconych rynkowych mechanizmów. Proces ten obudowany został zastrzeżeniem, iż nie ma dla tych oddziaływań alternatywy. Arbitralność systemu przejawia się również w tym, że w nienaturalny sposób zawęził pole swojego oddziaływania, ograniczył role, jakie ma pełnić władza publiczna i ustanowił zakaz poszerzania owych pól (czasem w sferze ideologii, a czasem w postaci zapisanego prawa). Tymczasem dla człowieka, który z natury rzeczy tworzy społeczeństwo, tak samo naturalnym zachowaniem, jak konkurencja – jest współpraca. Problemem nie jest zatem to, że władza coś odgórnie narzuca jednostkom, bo to cecha każdego społeczeństwa, państwa czy umowy społecznej. Rzecz w tym, że zobowiązania społeczeństwa wobec jednostek, a co za tym idzie władzy publicznej wobec obywateli, zostały arbitralnie i nienaturalnie sposób zawężone.

Przywołując Powszechną Deklarację Praw Człowieka, czyli dokument, do którego współcześnie niechętnie się odwołujemy, zauważymy, że nie znalazł w niej zastosowania, modny ostatnio, podział na prawa i wolności. W Deklaracji mowa więc np. o „wolności od strachu i nędzy”, a nie tylko o prawie do dobrobytu. Z tej perspektywy zapatrywania sędziów Trybunału Konstytucyjnego, że wolności zawsze winny być mocniej chronione od praw, trzeba ocenić jako zdecydowany zwrot w kierunku neoliberalnej, redukcjonistycznej interpretacji.

Tymczasem w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka możemy przeczytać, że „uznanie przyrodzonej godności oraz równych niezbywalnych praw (…) jest podstawą wolności (…)”. Dla naszej cywilizacji fundamentalną wartością jest człowiek i jego człowieczeństwo, a godność stanowi jego istotny aspekt. Powszechnie uznaje się konieczność zapewnia ochrony ludzkiej godności. To zaś wynika ze świadomości i uznania wyjątkowości istoty ludzkiej, której dostępne są pewne specyficzne doświadczenia w sferze emocjonalnej, poznawczej, a także potrzeby natury społecznej. Ze względu na te specjalne właściwości, przynależne istocie ludzkiej, słusznie uznaje się, że każdy z nas zasługuje na szczególny szacunek – dlatego, że jest człowiekiem.

Jeśli pewne cechy i możliwości są dla ludzi wspólne, to istnieje także katalog wspólnych celów i potrzeb. Wśród tych ostatnich znajdują się też te potrzeby, które muszą bezwarunkowo doczekać się realizacji, gdyż w przeciwnym razie byt ludzki zostanie sprowadzony do funkcji przetrwania. Sprowadzenie osoby do takiej roli oznacza, że nie uszanowano w niej istoty ludzkiej, odarto ją z godności. Podobnie, jak nie ma wolności bez praw, nie jest możliwe zapewnienie ochrony godności bez uznania praw socjalnych oraz wszystkich tych potrzeb, które składają się na istotę człowieczeństwa. W rzeczywistości to te potrzeby statuują podstawowe prawa i wolności. Zredukowanie praw do ustanowionych konstytucyjnie wolności w praktyce oznacza dehumanizację systemu. Żadna władza w Polsce oczywiście nigdy wprost nie stwierdziła, że te prawa neguje, ustanowiono je jednak w taki sposób, że wielu z nich nie da się wyegzekwować, a także pomniejszono ich wagę, stwierdzając, iż zasługują na słabszą ochronę.

Neoliberalna polityka, wdrażana na całym świecie od lat, znosi instytucje służące niwelowaniu negatywnych konsekwencji, jakie niosą ze sobą różnice majątkowe i dochodowe. Dzieje się tak, przede wszystkim, poprzez regularne zmniejszanie funduszy zasilających instytucje, tzw. cięcia socjalne. W skrajnych wypadkach instytucje pomocowe zaczynają zarządzać wykluczonymi i wykluczeniem, zamiast temu wykluczeniu zapobiegać, czy je zmniejszać.

Przerażenie budzi myśl, że weberowska instytucja, której podstawowymi cechami, determinującymi efektywność, są: bezosobowy charakter relacji z petentem, zniesienie indywidualnej etycznej odpowiedzialności funkcjonariuszy poprzez rozdzielenie poszczególnych zadań pomiędzy różne osoby, sprawność egzekucji itd. – zaczyna działać w służbie wykluczenia. Skrajny scenariusz tego wyobrażenia oznaczałby, że ilość eksmisji przeważałaby nad liczbą przyznanych mieszkań – wówczas system pomocy mieszkaniowej wprost pełniłby funkcję instytucji wykluczającej, produkującej wykluczenie mieszkaniowe.

Zarządzanie instytucjami pomocowymi w dobie cięć socjalnych koncentruje się na uwypuklaniu kwestii ekonomicznych, spychając na margines kwestie społeczne. Jest to kolejny wyraz wspomnianego już neoliberalnego zawężenia. Zarządzający przyjmują punkt widzenia księgowego i koncentrują się na krótkookresowym rachunku finansowym w odniesieniu do wąskiego wycinka, konkretnego punktu w budżecie.  Pomijają znaczenie poczynionych w danym miejscu oszczędności dla funkcjonowania całego systemu czy społeczności. W tym ujęciu mieszkania komunalne są postrzegane, przede wszystkim, jako składnik majątku, którym należy sprawnie i gospodarnie zarządzać, natomiast z pola widzenia umyka społeczna funkcja tego zasobu. 

W ten sposób uzyskaliśmy sytuację, w której z około trzech tysięcy pustostanów, które mieliśmy kilka lat temu, dzisiaj zrobiło się około pięciu tysięcy. Należy przypuszczać, że po części jest to skutkiem wykonania dużej liczby eksmisji, w wyniku których eksmitowani zostali usunięci z systemu pomocy mieszkaniowej miasta. Musiało to, w dużej mierze, dotyczyć osób, które pomocy najbardziej potrzebują. W ten sposób system usunął z pola własnego oddziaływania te jednostki, dla których został utworzony. 

System w coraz większym stopniu zawęża, redukuje, tnie, wyklucza, usuwa, pomija, eksmituje, itd. Zjawisko to dotyczy wartości, praw i wolności, jednostkowego istnienia, sposobu funkcjonowania społeczeństwa, państwa, roli władz publicznych, poszczególnych podsystemów, np. pomocy społecznej. Współczesny system pomocy społecznej przyjmuje często behawioralną, antygodnościową koncepcję człowieka – w myśl tej koncepcji człowiek powinien w odpowiedni sposób reagować na konkretne bodźce. Pomija się relacje z otoczeniem, a jednostkowe życie sprowadza się do umiejętności sprawnego funkcjonowania w systemie. Królują na tym polu wielorakie koncepcje treningów i uczenia się umiejętności społecznych, a beneficjenci tego rodzaju działań zostają zredukowani do roli odbiornika przekazu, tworzywa. Tymczasem istnieją humanistyczne koncepcje pracy z osobami wykluczonymi: zorientowane na osobisty rozwój, uwzględniające potrzeby i złożoność konstrukcji psychicznej osoby, a także potrzebę zachowania poczucia własnej wartości i godności. 

Powracając do kwestii ładu społeczno-ekonomicznego, człowiek wytwarza rzeczy w tym celu, aby zaspokoić realnie istniejące potrzeby. Nawet jeżeli obecnie prawie wszystko jest towarem, to funkcja danego dobra, jego wartość rynkowa jest tylko pochodną tej pierwszej roli. Innymi słowy, rzecz, która nie odpowiadałaby na żadną ludzką potrzebę byłaby całkiem bezużyteczna. System gospodarczy uzupełniony o narzędzia polityki społecznej ma służyć temu, by ludzie mogli zaspokajać swoje potrzeby; nie tylko temu, aby niezbędne dobra można było sprawnie wytwarzać, wymieniać i dostarczać, lecz także,  aby zaspokajały one elementarne potrzeby wszystkich członków społeczności. Tymczasem obserwujemy sytuację, w której system wyklucza coraz większe grupy ludzi, odbierając im podstawy egzystencji oraz możliwości zaspokojenia zupełnie elementarnych potrzeb. Tego rodzaju szersze właściwości neoliberalizmu dobrze obrazuje sytuacja na rynku mieszkaniowym: z jednej strony mamy tysiące pustych mieszkań deweloperskich, a z drugiej tysiące osób bezdomnych lub doświadczających biedy mieszkaniowej.

System publicznej pomocy mieszkaniowej, podobnie pomoc społeczna, system ubezpieczeń społecznych itd. w zamierzeniu był przeznaczony dla tej jej części społeczeństwa, która nie może poradzić sobie w systemie rynkowym. Innymi słowy, publiczna pomoc mieszkaniowa miała stanowić uzupełnienie systemu rynkowego oraz odpowiedź na fakt, iż zawsze będzie w nim istniała grupa osób oraz rodzin, które nie będą w stanie zaspokoić swoich potrzeb samodzielnie. Sytuacja, w której mamy tak dużą liczbę pustych mieszkań komunalnych i jednocześnie podobnie dużą ilość osób, których potrzeby mieszkaniowe nie zostały zaspokojone, wskazuje na to, że system udzielania pomocy mieszkaniowej zdominował rachunek zysków i strat finansowych – okazał się ważniejszy od funkcji zaspokajania potrzeb.Paradoksalnie, ten sposób myślenia i zarządzania nie przyniósł spodziewanych efektów ekonomicznych. Przyjmując logikę rachunku księgowego, zakładano zapewne, że będzie malał poziom dopłat do zasobu komunalnego z budżetu miasta, a w domyśle, że będą malały środki wydawane na świadczenia dla ludności w ogóle. Jednak mieszkanie, w którym nikt nie mieszka, nie przynosi żadnych dochodów – nikt nie płaci za nie czynszu. Eksmisja lokatorów nie przynosi żadnego efektu w kategoriach prostego rachunku ekonomicznego – mieszkanie po eksmisji nadal nie generuje dochodu. Tymczasem włączenie do ponownego użytkowania mieszkania, które długo stało puste, generuje koszty remontu. Podraża koszt użytkowania mieszkań przez pozostałych lokatorów budynku. Koszty i zyski, jakie znajdowały się w polu widzenia zarządzających, obejmowały jedynie wąski odcinek stołecznego budżetu, nie brano pod uwagę kosztów powstających na innych polach, np. osoby bezdomne lub zamieszkujące w substandardowych warunkach bardzo szybko podupadają na zdrowiu, często bezpowrotnie wypadają z rynku pracy, przestają pełnić swoje role w życiu rodzinnym i społecznym, funkcjonują na marginesie życia społecznego, co powoduje zwiększenie nakładów na funkcjonowanie służby zdrowia, konieczność wypłacania większej liczby zasiłków i świadczeń z ubezpieczeń społecznych oraz angażuje różne służby porządkowe…Liberalizm zawsze był skłonny do konsensusu, wypośrodkowywania racji, umiarkowania, zdrowego rozsądku. W neoliberalnej formie zaczął tworzyć skrajności: 8 osób posiada już majątek równy temu, który posiada uboższa połowa ludzkości, powstają enklawy ostatecznie wykluczonych (np. obozy dla imigrantów, noclegownie i schroniska dla osób bezdomnych), a niektórzy ekonomiści twierdzą, że neoliberalizm w swej obecnej postaci, de facto, hamuje wzrost gospodarczy. Stąd nadzieja, że liberalne formacje będą szukały drogi odwrotu.

Widząc skutki neoliberalnej polityki w kontekście pomocy mieszkaniowej zaczynamy zastanawiać się, dlaczego pewna grupa ludzi nie podołała płaceniu czynszu i co należało zrobić, by to zjawisko zmniejszyć. Samorząd nie miał wpływu na wysokość płac, w tym płacy minimalnej, nie mógł skutecznie zapobiegać zjawisku niewypłacania wynagrodzeń. A właśnie te okoliczności powodowały niewydolność ekonomiczną gospodarstw domowych. Mógł jednak podejmować takie działania, jak: otwieranie punktów pomocy prawnej nie tylko dla konsumentów, ale i dla poszkodowanych pracowników; wzmacnianie ochrony przed nieuczciwymi praktykami monopolistów dostarczających do mieszkań ciepło czy wodę, wsparcie dla powstawania miejsc pracy z godną zapłatą, niezlecanie prac i zadań zewnętrznym firmom, konkurującym między sobą kosztami pracy itd. Te działania mogłyby poprawić sytuację słabszych ekonomicznie podmiotów. Samorząd jednak nie używał tych niewielu narzędzi, które były mu dostępne.

Bezpośrednio z mieszkalnictwem wiąże się natomiast źle pojęta gospodarność, która nakazywała np. uczynić lokal socjalny lokalem o obniżonym standardzie. To powodowało, że najuboższym najemcom oferowano lokale najdroższe w eksploatacji, ogrzewane energią elektryczną. Tu wina leżała w równej mierze po stronie ustawodawcy, jak i władz samorządowych, które nie potrafiły w racjonalny sposób zinterpretować pojęcia gospodarności. 

Kolejnym błędem ustawodawcy było zaniechanie decyzji o wyłączeniu dodatków mieszkaniowych z definicji dochodu w Ustawie o pomocy społecznej. Zaniechanie to sprawiło, że w budżecie domowym osoby pobierającej zasiłek – dodatek mieszkaniowy nie jest odczuwalny – jakby w ogóle nie został wypłacony, jako że w ostatecznym rozliczeniu od zasiłku się go odlicza.

Warto także było poprzedzić podwyżki czynszu z 2008 roku analizą dochodów gospodarstw domowych mieszkających w miejskim zasobie. Tego nie zrobiono. Należało postawić na politykę zmierzająca do pełnego zasiedlenia pustych mieszkań, dzięki której można by utrzymać niższy czynsz albo zaoszczędzić środki na dodatkowe programy pomocy dla najemców, którzy utracili zdolność do płacenia rachunków.

Pustostan to miejsce, które, mimo że przeznaczone dla ludzkiej obecności, nie spełnia swojej funkcji. Jak najszybsze zasiedlenie pustych mieszkań pozostaje, z wielu względów, w interesie całej społeczności. Jedną z podstawowych przesłanek jest ta, że bezdomność i ubóstwo mieszkaniowe generują wiele negatywnych skutków społecznych. Pojawienie się na rynku w krótkim czasie około pięciu tysięcy mieszkań z niskim czynszem może przynieść pozytywne skutki dla najemców korzystających z oferty wolnorynkowej – powinno przyczynić się do spadku cen wynajmu komercyjnego. W dalszej perspektywie może wpłynąć na wzrost zainteresowania kupnem mieszkania na kredyt, jako że większa dostępność mieszkań komunalnych oznacza, że w razie niepowodzenia i utraty zdolności do spłacania rat kredytu, uzyskanie mieszkania komunalnego jest bardziej prawdopodobne. Sytuacja, kiedy mieszkania, które miały korygować wady systemu rynkowego, stoją puste, a nadal istnieje spora kolejka mieszkaniowa to stan kryzysu. Rozwiązanie go wymaga określenia, kto, w jaki sposób i na jakich zasadach puste mieszkania powinien zasiedlić.

W myśl przepisów ustawy o ochronie praw lokatorów gmina tworzy warunki do zaspokajania potrzeb mieszkaniowych wspólnoty samorządowej, a jednym z zadań własnych – zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym – jest prowadzenie gminnego budownictwa mieszkaniowego, w tym utrzymywanie i gospodarowanie zasobem. Stowarzyszenia lokatorskie uważają, że m.st. Warszawa zaniedbało tę dziedzinę i że liczba pustych mieszkań jest namacalnym dowodem tego stanu rzeczy. Poniżej przedstawiam postulaty dotyczące udzielenia pomocy osobom zadłużonym i zapobiegania powstawaniu zadłużeń, jakie zostały wypracowane w naszym środowisku:

  1. umorzenie zadłużeń naliczonych z tytułu odszkodowania za bezumowne zajmowanie lokalu w części, w której wysokość tego odszkodowania przekraczała kwotę, którą miasto st. Warszawa mogłoby uzyskać, gdyby lokal został wynajęty innej osobie zakwalifikowanej do wynajmu lokalu wchodzącego w skład mieszkaniowego zasobu m.st. Warszawy;
  2. przeanalizowanie sytuacji ekonomicznej gospodarstw domowych korzystających jednocześnie z zasiłków z pomocy społecznej i dodatków mieszkaniowych i przyjęcie takich zasad wypłacania zasiłków celowych tym osobom, żeby poziom ich życia nie spadał poniżej akceptowalnego minimum (np. gdy realne wydatki na czynsz czy leczenie przewyższają kwoty ujęte w koszyku minimum egzystencji, beneficjenci tych świadczeń są zmuszeni rezygnować z zakupu żywności, środków higieny osobistej); szczególnie w stosunku do osób w sposób trwały lub okresowy niezdolnych do podjęcia pracy zarobkowej;
  3. urealnienie wysokości zasiłku na pokrycie kosztów energii elektrycznej dla osób zamieszkujących w lokalach ogrzewanych urządzeniami pobierającymi prąd – do wysokości pozwalającej na zapobieżenie odłączeniu energii elektrycznej (często proponuje się klientom OPS-u, by dołożyli do zasiłku kredyt wzięty w chwilówce i w ten sposób opłacili rachunki);
  4. utworzenie wsparcia finansowego w ramach świadczeń wypłacanych przez OPS-y w postaci zasiłku celowego czy specjalnego zasiłku celowego na pokrycie opłat czynszowych dla osób znajdujących się w wyjątkowo trudnej sytuacji finansowej, a także w wyjątkowych wypadkach na pokrycie części zadłużenia (zapobieganie powstawaniu zadłużeń zamiast późniejszego tworzenia programów oddłużeniowych);
  5. uznanie, że spłata zadłużenia zawsze zagraża fizycznej egzystencji dłużnika pobierającego zasiłek stały lub okresowy, gdyż próg interwencji socjalnej ustala się na podstawie obliczanego przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych minimum egzystencji; ME wyznacza granicę biologicznego przetrwania, a w skład koszyka potrzeb, jak wskazują specjaliści wchodzi m.in. żywność uwzględniająca jedynie kaloryczne, a nie jakościowe zapotrzebowanie organizmu, koszt ubrań bez uwzględnienia konieczności zakupu bielizny, etc.; dłuższe pozostawanie w sytuacji uzyskiwania takiego dochodu zaczyna generować negatywne skutki zdrowotne; pozostawanie w sytuacji ubóstwa skrajnego przyczynia się do powstawania psychologicznych mechanizmów obronnych zaliczanych częściowo do symptomów kultury ubóstwa (w takiej sytuacji pozostaje w Warszawie wiele osób niepełnosprawnych, trwale niezdolnych do pracy, czasem egzystują w taki sposób przez ponad 10 lat);
  6. przyznawanie lokali socjalnych wyposażonych w niezbędne media, aby koszty ogrzewania nie czyniły z lokalu o obniżonym czynszu takiego, w którym wszystkie opłaty są wyższe niż w mieszkaniu komunalnym;
  7. przeprowadzenie adaptacji i remontów w celu obniżenia kosztów użytkowania mieszkań socjalnych i komunalnych;
  8. przyjęcie zasady, że część wynagrodzenia za pracę w ramach odpracowywania zaległości czynszowych może być wypłacana do ręki z przeznaczeniem na pokrycie bieżących kosztów życia i że stawka za wykonanie takiej pracy nie powinna utrwalać przekonania, że podejmowanie zatrudnienia nie rozwiązuje problemów, że wypłata za dobrze wykonaną pracę „pozwala się jedynie wolniej zadłużać”;
  9. przyjęcie rozwiązania, które pozwoli uniknąć sytuacji, w której osoba odpracowuje zadłużenie, ale nie jest w stanie opłacać czynszu na bieżąco, gdyż środki, jakie pozyskuje, mogą zostać przeznaczone tylko na zaległe opłaty;
  10. przyjęcie zasady, że wobec osób, które z przyczyn zdrowotnych, czy w związku z sytuacją rodzinną nie są w stanie podjąć pracy w celu spłaty zadłużenia, poszukuje się innego rodzaju rozwiązań (aby nie dochodziło do sytuacji, w której osoba oczekująca na przyjęcie do szpitala nie jest w stanie zapobiec eksmisji z lokalu w inny sposób, niż podejmując pracę fizyczną wbrew wskazaniom medycznym, ponosząc ryzyko pogorszenia stanu zdrowia);
  11. wprowadzenie przepisów umożliwiających ponowne zawarcie umowy najmu z osobą, która przeprowadziła upadłość konsumencką;
  12. wsparcie dla powstawania spółdzielni socjalnych i innych podmiotów ekonomii społecznej;
  13. podjęcie działań, by powstawały lepiej płatne miejsca pracy dla osób uzyskujących najniższe dochody.

Postulaty dotyczące sposobu zagospodarowania pustostanów w zasobie mieszkaniowym:

  1. przeznaczanie możliwie wysokich środków w budżecie na remonty lokali;
  2. organizowanie przetargów na remont większej puli mieszkań, aby w przetargach uczestniczyły większe, lepiej zorganizowane podmioty, co może się przyczynić także do obniżenia kosztów;
  3. odejście od metody organizowania osobnych przetargów na remont każdego lokalu;
  4. odwrócenie kolejności działań – żeby remont lokalu nie następował po jego przyjęciu przez konkretną osobę z listy oczekujących, lecz żeby oferowano wyremontowane lokale kolejnym osobom z kolejki;
  5. oszacowanie, jaka liczba pustostanów nie zostanie wyremontowana przez miasto i wydzielenie części tych lokali z przeznaczeniem na wynajem dla tych osób z kolejki mieszkaniowej, które wyrażają gotowość samodzielnego wyremontowania lokalu
  6. przeznaczenie pewnej części wspomnianych pustostanów dla organizacji pozarządowych o charakterze non-profit, pracujących z osobami bezdomnymi, po eksmisji oraz zagrożonymi eksmisją do pomieszczenia tymczasowego, które utworzą w tych lokalach mieszkania rotacyjne i chronione.”
.
.
.
Polecam: Mnożnik ekonomiczny – http://www.stachurska.eu/?p=1768 .
.
.
.
| | Dodaj komentarz

Impotencja

.

Dr Przemysław Pala pisze:

Impotencja.
Wśród wielu gatunków zwierząt od dawna obserwowano zahamowanie rozmnażania się w czasie pogarszających warunków bytu lub nienaturalnych zmian w ekosystemie. Do zmniejszania przyrostu naturalnego dochodzi również gdy brakuje miejsca w niszy ekologicznej lub następuje  degeneracja gatunku. Istnieje wiele teorii  dotyczących mechanizmów regulujących procesy rozmnażania i ciągle trwa na ten temat dyskusja wśród biologów.

Niekiedy obserwuje się u zwierząt na pozór niezrozumiale zaburzenia popędu płciowego np. w ogrodach zoologicznych. Człowiek również jest zwierzęciem i jako taki musi podlegać prawom rządzących gatunkami. Zmiany zachodzące w środowisku człowieka nie mogą pozostawać na niego bez wpływu. Ponieważ zachowania seksualne są częścią życia i tu będzie on widoczny.

Obecnie żyjemy w systemie całkowicie dla nas nienaturalnym. Zaszły ogromne zmiany  w sposobie życia, aktywności fizycznej, oraz w sposobie odżywiania objawia się coraz częściej osłabieniem potencji i pociągu seksualnego. Podłoże tego stanu może być organiczne lub psychiczne, ale w obu sytuacjach mamy do czynienia z patologiczna przewaga układu sympatycznego. Tło organiczne impotencji związane jest najczęściej ze stanem naczyń krwionośnych lub uszkodzeniem układów nerwowych okolicy narządów płciowych. Pogorszenie ukrwienia powoduje złe odżywianie oraz upośledzenie, wypełnienie ciał jamnistych prącia krwią i w konsekwencji brak erekcji. Uszkodzenie włókien nerwowych objawia się zaburzeniem kontroli centralnego układu nerwowego nad danym obszarem. Wyższa przyczyna impotencji może być również zniesieniem popędu płciowego  w centralnym układzie nerwowym co również jest konsekwencją warunków życia. Miażdżyca naczyń mózgowych może prowadzić do uszkodzenia ośrodków odpowiadających za erekcję. Duże znaczenie odgrywa również stan psychiczny mężczyzny. Ciągle napięcia, stresy  w pracy, mniejsza ilość wolnego czasu w połączeniu z nieregularnym i małowartościowym jedzeniem powoduje silna sympatyzację i osłabienie popędu, dlatego u tych osób alkohol  w niewielkich ilościach działający relaksująco może dawać pewna poprawę. Pierwsze objawy impotencji mogą być często niezauważalne, a niepokojące staja się dopiero w stanach zaawansowanych trudnych d leczenia konwencjonalnego. Żywienie optymalne przynosi poprawę w prawie wszystkich przypadkach zaburzenia erekcji, ponieważ jest leczeniem przyczynowym w większości zaburzeń wywołujących je, tjk. cukrzyca, miażdżyca, przerost prostaty i inne.

Już w pierwszym okresie diety następuje odczuwalny przypływ energii związany ze zwiększonym spożyciem tłuszczu oraz spadek zapotrzebowania na tlen, którego znaczna ilość potrzebna jest do przetworzenia węglowodanów. Lipidy pokarmowe są również substratem do produkcji hormonów płciowych i mogą wystąpić ewentualne zaburzenia ich wytwarzania. U mężczyzn u których choroba nie jest znacznie posunięta poprawa następuje prawie natychmiast. Nieco wolniej cofa się impotencja spowodowana miażdżycą zwężającą światło naczyń krwionośnych lub uszkodzeniem włókien nerwowych układu autonomicznego. W obu przypadkach musi dojść do przebudowy tkanek co wymaga rożnego czasu w zależności od stopnia zmian, ale kończy się zwykle sukcesem. Z sytuacjami nieodwracalnymi mamy do czynienia jedynie w przypadkach mechanicznych uszkodzeń nerwów np. po urazie. Żywienie optymalne powoduje również poprawę stanu psychicznego i cofanie się nerwic które mogą być przyczyna impotencji.

Bardzo dobre efekty terapeutyczne daje wprowadzenie do leczenia prądów selektywnych PS.

W zależności od przyczyny, zabiegi stosuje się na centralny układ nerwowy, okolice spojenia łonowego lub kończyny dolne. W przypadku zaburzeń ukrwienia następuje rozszerzenie zmienionych miażdżycowo naczyń i efekt daje się odczuć już po kilku dniach zabiegów. Objawy nerwicowe cofają się zwykle po 1-2 tygodniach, a zaburzenia neurogenne wymagają czasem powtórzenia zabiegów. W doborze zabiegów ważne jest prawidłowe ustalenie przyczyny ponieważ, źle przyłożenie elektrod może powodować poprawę ukrwienia zdrowych naczyń co wywoła tzw. efekt podkradania i nasilenie dolegliwości. Sytuacja taka nie jest groźna ale może być bardzo niepokojąca dla pacjenta. Odpowiednia zmiana rozłożenia elektrod daje cofniecie niekorzystnych powikłań już po kilku zabiegach.

lek. med. Przemysław Pala”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=213 .

.

| | Dodaj komentarz

Doniesienie z Grecji

.

Piotr Ikonowicz 15.07.2017 r. o 13:05 pisze:

„Doiesienie z okupowanej przez międzynarodowy kapitał Grecji. Pracownica supermarketu odebrała sobie życie po tym jak sąd uznał, że nie wypłacanie jej przez 15 miesięcy wynagrodzenia za pracę nie wpłynęło negatywne na jej finanse.”

Źródło – https://www.facebook.com/piotr.ikonowicz/posts/10208979961448582 .

.

| | Dodaj komentarz

Ile węglowodanów?

.

Admin 11.07.2017 r. o 18:39:14 pisze:

Laughing
To może tak, tu: http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=78 – jest taka tabela nr 10, a pod nią tekst.  Cool

Cyt.:
” Uwaga
Praktycznie należy wybrać jeden czy więcej produktów zawierających węglowodany i spożywać je codziennie w takiej ilości, aby łączna ilość węglowodanów na dobę wynosiła około 0,8 grama na kilogram wagi ciała. Będzie to np. 40g u ważących 50kg, a 80g u ważących 100kg. Taka ilość węglowodanów jest najlepsza, aczkolwiek pewne niewielkie różnice nie powodują większych szkód dla organizmu. Zbyt mało węglowodanów noże spowodować konieczność wytwarzania przez wątrobę ciał ketonowych, co nie jest dobre dla mózgu i serca. Spożywanie do 100g węglowodanów na dobę jest bezpieczne, tylko organizm jest nieco słabszy. Nigdy nie należy przekraczać 150g węglowodanów na dobę.”A tu: http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=80 – pisze dodatkowo tak:

Cyt.:
„5. Węglowodany staramy się zjadać w postaci skrobi, tj. w ziemniakach i warzywach.

Niektórzy tak stają się przekonani o szkodliwości węglowodanów, że zaprzestają je jeść w ogóle. To jest błąd. 50 gramów węglowodanów na dobę jeść trzeba. Jeśli organizm ich nie dostanie, musi je wytworzyć sam, głównie z białka. Zmuszamy go więc do niepotrzebnej, dodatkowej pracy.

Trzeba pamiętać, że owoce i warzywa zawierają bardzo mało węglowodanów. Tabela 10 informuje, ile trzeba zjeść niektórych produktów wagowo, by łącznie z nimi wnieść do organizmu 50 gramów węglowodanów. Są to czasem ogromne ilości idące w kilogramy.

Jeżeli w diecie optymalnej nie zaleca się zjadania dużych ilości takich produktów, jak np. ogórki pomidory, cytryny czy szpinak, to nie dlatego, że wnoszą one do organizmu dużo węglowodanów, ale dlatego, że w ich skład wchodzą głównie woda i błonnik. Woda jest tysiące razy tańsza i zdrowsza w swej czystej postaci a błonnika człowiek nie trawi. Trawią go tylko zwierzęta przeżuwające, ale one mają specjalnie zbudowany żołądek, który to umożliwia. Po co więc obciążać przewód pokarmowy składnikiem niestrawnym?

Wiedząc o tym, nie należy kupował drogich owoców i nowalijek, bo jest to po prostu marnowanie pieniędzy, za które lepiej kupić produkty wartościowe.

W diecie optymalnej dopuszcza się pewne ilości cukrów prostych, np. w lodach i kremach, ale tylko własnej produkcji, opartych na żółtkach i śmietanie, gdyż tłuszcz spożyty razem z nimi znacznie zwalnia proces wchłaniania tych cukrów do krwi. Ale zawsze trzeba zachować właściwą proporcję w stosunku do białka i tłuszczu.”Ale jak tam kto zrozumie, jest ciężkie do przewidzenia, bo okazuje się, że niektórzy bez „formuł” obyć się nie mogą, ale to już nie jest nasz problem, jakie sobie kto tworzy „paragrafy”, a jeszcze mniejszy rozważania, czy podstawą diety są „maszyny jądrowe na pustyni” i „tajne wiadomości od Clintona”.  Cool

To jeszcze dwie wypowiedzi Admina z tej samej strony:

– ” https://youtu.be/gY85BsCqwcY?t=54m39s – tu ciekawie człowiek mówi o węglowodanach i nie tylko, ale nie wiem, czy powinienem tak cenny link podawać!  Cool

– https://youtu.be/HF8YV7NZSks?t=31m38s – tu też bardzo ciekawe, ale jakieś takie „niemedialne” dla niektórych, bo Doktor tylko mówi… Wink ”

Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=4025.msg488567#msg488567 .

.

| | Dodaj komentarz

Wykład prof. Ladislau Dowbora na SGH

.

Agata Nosal-Ikonowicz 22.06.2017 r. o 16:52 pisze:

„Niedawno byliśmy na SGH, by wysłuchać wykładu prof. Ladislau Dowbora. Spotkanie służyło również promocji jego najnowszej książki „Co to za gra? Nowe podejścia do ekonomii”. Niby wszyscy wiemy, że demokracja nie działa, bo parlamenty naszych państw, instytucje międzynarodowe przejęły korporacje. Od czasu do czasu dowiadujemy się o kolejnych krokach podejmowanych przez wielki kapitał, by zawładnąć sferą decyzji, które powinny należeć do demokratycznych społeczeństw, ale potem często o tym zapominamy. Dowbor pisze o tym zjawisku w ten sposób: „Patrzenie na XXI w. przez okulary z ubiegłego stulecia nie pomaga. Kiedy myślimy o świecie gospodarki, mamy jeszcze na myśli interesy gospodarcze i mechanizmy rynkowe. Wydaje nam się, że polityka, władza formalna, podatki, w ogóle sektor państwowy należą do innego wymiaru. Tymczasem nowością nie jest przerwanie dzielących wymiary granic- przenikanie interesów prywatnych grup ekonomicznych do sfery publicznej. Nowością jest skala, głębia i stopień organizacji tego procesu. Rozproszone deformacje, cząstkowe penetracje za pośrednictwem lobbies, korupcji i „drzwi obrotowych” między sektorem prywatnym a sektorem publicznym nabrały ogromnych rozmiarów i przez osmozę zmieniają się w wykrystalizowaną władzę polityczną, w której interes publiczny dochodzi do głosu jedynie epizodycznie i w wyniku niezwykłych wysiłków takich jak demonstracje publiczne, rzadkich artykułów w mediach alternatywnych, wystąpień jednego czy drugiego niezależnego polityka.” Potem dowiadujemy się, że bezpośrednie finasowanie partii politycznych i kandydatów przez korporacje nie jest tylko wynalazkiem amerykańskim. ” W Brazylii uchwalona w 1997 r. ustawa zezwoliła przedsiębiorstwom na finasowanie kandydatów, co miało katastrofalne skutki, zwłaszcza dla postępowania parlamentarzystów, którzy zaczęli tworzyć korporacyjne kluby parlamentarne.” Mimo, że Najwyższy Trybunał Federalny po jakimś czasie uchylił tę ustawę, Dowbor stwierdza, że od tamtego czasu „nadal mamy ( w Brazylii) klub parlamentarny właścicieli ziemskich oraz kluby wielkich mediów, firm budowlanych, banków, montowni (…).Tylko domyślać się można, że w Europie- gdzie nie jest dopuszczalne bezpośrednie finasowanie partii i polityków przez firmy- międzynarodowy, działający w wymiarze globalnym kapitał stosuje tę samą politykę bezpośredniego podporządkowywania swoim interesom parlamentów, stosując ją w tym wypadku w sposób mniej jawny, obchodząc przepisy o finasowaniu partii i kandydatów. To jednak im jeszcze nie wystarcza. Kolejnym sposobem na przejmowanie kontroli jest przechwytywanie władzy sądowniczej: ” Szczególnie szkodliwa forma przechwytywania władzy sądowniczej to porozumienia zwane settlemens, ugodami, za których pośrednictwem korporacje płacą kary, ale nie muszą uznać swojej winy, co zapobiega pociąganiu menedżerów i finansistów do odpowiedzialności karnej, dzięki czemu mogą oni spać spokojnie. Joseph Stiglitz komentuje: „Wielokrotnie zaobserwowaliśmy, że nikogo odpowiedzialnego za wielkie banki, które doprowadziły świat krawędź ruiny, nie pociągnięto do odpowiedzialności za jego karygodne czyny.” Potem Dowbor daje pokaźny zestaw przykładów tego rodzaju sytuacji: ” GSK, gigant w sektorze farmaceutycznym, zawarł z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości ugodę, że zrekompensuje oszustwo na wielka skalę, którego dopuścił się trzema rodzajami leków, płacąc z tego tytułu karę w wysokości 3 mld dolarów. Informacja o skazaniu za oszustwo dotarła do milionów pacjentów, ale nie wyrządziła istotnej szkody firmie, której akcje wzrosły, kiedy okazało się, że na oszustwie zarobiła więcej niż wyniosła kara, którą musiała ponieść. Ci, którzy ulokowali w niej swoje pieniądze, uznali, że dobrze na tym wyszli. Rezygnacja z pociągania do odpowiedzialności karnej jest dziś powszechnym zjawiskiem, co równocześnie sprawia, że czyny nielegalne staja się źródełm finasowania dla rządów. Oto np. Deutsche Bank zapłacił w 2015r. karę w wysokości 2,6 mld dolarów, Credit Suisse płaci karę w wysokości 2,5 mld na mocy wyroku z 2014r. i tak dalej, przy czym tak dzieje się ze wszystkimi gigantami korporacyjnymi. (…) George Monobit nazywa to „sprywatyzowanym systemem wymiaru sprawiedliwości służącym globalnym korporacjom” i uważa, że ” w takich okolicznościach demokracja jest niemożliwa”. Dziś korporacje dysponują swoim własnym aparatem prawnym, takim jak Międzynarodowe Centrum Rozstrzygania Sporów Inwestycyjnych (…) oraz podobne instytucje w Londynie, Paryżu, Hongkongu i gdzie indziej. Ich typowa działalność polega na tym, że atakują państwo, które ustanawia niekorzystne dla nich reguły ekologiczne lub socjalne, i procesują się z nim o zyski, które z tego powodu tracą. Taki spór prawny to zasadniczy wymiar przygotowywanego obecnie traktatu o Transatlantyckim Partnerstwie w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP) oraz zawartego już traktatu o Partnerstwie Transpacyficznym(TPP). Chodzi w nim o takie związanie wszystkim państwom rąk regułami międzynarodowymi, w jakim utracą one zdolność do regulowania spraw ekologicznych, społecznych i ekonomicznych, a już zwłaszcza do regulowania działalności samych korporacji. Przeciwnie- to same korporacje będą mogły narzucać nam wszystkim swoje prawa”. Przy okazji warto przypomnieć, że PiS uważa TTIP za bezpieczny i korzystny dla Polski traktat.”

Źródło – https://www.facebook.com/groups/1436883843223848/permalink/1953943248184569/ .

.

| | Dodaj komentarz

Inne czynniki wpływające na rozwój zmian miażdżycowych

.

Dr Jan Kwaśniewski pisze:

Inne czynniki wpływające na rozwój zmian miażdżycowych

U ludzi na diecie miażdżycorodnej jednym z czynników sprzyjających rozwojowi miażdżycy jest przebywanie w wyższej temperaturze otoczenia i odwrotnie, niska temperatura będzie chroniła przed rozwojem miażdżycy. Glukoza spalana w cyklu pentozowym daje mniej energii, niż ta sama glukoza spalana w cyklu heksozowym. Jedna gramocząsteczka glukozy spalona w cyklu pentozowym (o ile jest spalona), daje mniej energii o 17,2 kcal, niż ta sama glukoza spalona w cyklu heksozowym. Mniejsza ilość energii uzyskiwana przy spalaniu glukozy w cyklu pentozowym wynika z różnic między obu cyklami:

  • W cyklu pentozowym organizm uzyskuje z 1 gramocząsteczki energię ze spalenia

6 g wodoru i 54 g węgla

  • W cyklu heksozowym organizm uzyskuje z 1 gramocząsteczki energię ze spalenia

12 g wodoru i 36 g węgla

Oczywiście wodór jest paliwem bardzo dobrym, ma 34,3 kcal z 1 grama, a węgiel tylko 7,87 kcal, dlatego jeśli organizmowi uda się spalić więcej wodoru z tej glukozy, to wtedy ma więcej energii. Z tego też względu ludzie na diecie miażdżycorodnej, przebywający w wyższej temperaturze, będą przetwarzali więcej glukozy w cyklu pentozowym, bo nie będą się musieli ogrzewać i odwrotnie.

Zauważono, że przewlekłe choroby układu krążenia i miażdżyca występują częściej wśród marynarzy pracujących w siłowni (praca w cieple), niż u marynarzy pokładowych. i

Praca ciekawa, ponieważ kuchnia na statkach jest bardzo zbliżona i doświadczenie jest w ten sposób kontrolowane. Ciepło – jest miażdżyca, zimno – miażdżycy nie ma.

Ważnym czynnikiem wpływającym na rozwój miażdżycy jest zawartość tlenu w powietrzu.

Na diecie miażdżycorodnej niska zawartość tlenu w powietrzu wymusza zwiększenie ilości przetwarzanej glukozy w cyklu pentozowym. Głównym czynnikiem działającym korzystnie w przeszłości w leczeniu chorych na gruźlicę przy klimatycznym leczeniu tej choroby jest niskie ciśnienie parcjalne tlenu w powietrzu górskim, (ale nie za niskie), które wymusza pentozowy cykl spalania glukozy i w ten sposób stwarza niekorzystne warunki dla rozwoju prątków. Na przykład u Masajów nie było zupełnie gruźlicy, gdy żywili się mlekiem, masłem, serem, śmietaną i krwią, a pojawiła się, gdy się ucywilizowali w jedzeniu i piciu. Właśnie na skutek tego, że Masajowie jedli tłusto, nie był możliwy rozwój gruźlicy, prawdopodobnie też i trądu. W leczeniu klimatycznym gruźlicy niska zawartość tlenu była „wzmacniana” w działaniu przez obfite pożywienie o większej zawartości tłuszczu, (nawet stosowano psi smalec), i białka zwierzęcego, przebywanie w cieple, ograniczenie wysiłku, leżakowanie. Czyli zmiany w diecie powodowały ustępowanie gruźlicy.

Następnym czynnikiem wpływającym na przyspieszenie bądź spowolnienie rozwoju miażdżycy jest częstość posiłków. Ograniczenie liczby posiłków u ludzi na diecie miażdżycorodnej sprzyja rozwojowi miażdżycy, (i otyłości też), natomiast zwiększenie częstotliwości posiłków działa przeciwnie. Jeśli człowiek spożyje posiłek o określonej zawartości tłuszczu i węglowodanów, to organizm (komórki) pobierają przede wszystkim tłuszcze, a nadmiar węglowodanów przy rzadkim spożywaniu posiłków – jest przetwarzany na tłuszcz, dlatego powstaje miażdżyca i otyłość. Natomiast w małych porcjach glukoza (węglowodany) kapie powoli do krwi i nie ma potrzeby przetwarzania jej na tłuszcze tzw. zapasowe.

Przy rzadkich i obfitych posiłkach trójglicerydy wytwarzane z glukozy są magazynowane w tkance tłuszczowej, ponieważ przy rzadkich posiłkach synteza trójglicerydów z węglowodanów w wątrobie jest znacznie wyższa, niż możliwość kataboliczna ustroju, czyli możliwość wychwycenia tych trójglicerydów przez tkanki. Wykonane badania wykazały, że ograniczenia liczby posiłków do 2-3 na dobę u zwierząt powoduje wyższy poziom cholesterolu i częstsze występowanie miażdżycy, a u ludzi spożywających 3 posiłki na dobę choroba wieńcowa występuje częściej, niż u ludzi spożywających 5 lub więcej posiłków.

Oczywiście u optymalnych, którzy jedzą 1-2 posiłki dziennie, to w ogóle nie ma żadnego związku, ponieważ spożywana przez nich ilość węglowodanów jest tak mała, że tu nie może być żadnej miażdżycy.

(cdn.)

i Eismont W.: Analiza leczenia szpitalnego wśród pracowników gospodarki morskiej Gdańska i Gdyni. Pol. Tyg. Lek. 1970, 21, 779″

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=462 .

.

Polecam:

– Miażdżyca jest chorobą uleczalną – http://www.stachurska.eu/?p=13475

– Do i od miażdżycy – http://www.stachurska.eu/?p=12982

– Przyczynowe leczenie miażdżycy – http://www.stachurska.eu/?p=12541 .

.

| | Dodaj komentarz

Niedziela jak co dzień z Kaczyńskim

.

Manuela Gretkowska 02.07.2017 r. o 09:36 pisze:

„Niedziela jak co dzień z Kaczyńskim.

Midsommar jest w tytułach tylu szwedzkich kryminałów, że kojarzy się ze zbrodnią, a nie piciem na umór wokół umajonego słupa. Jeśli rzeczywiście ta najkrótsza noc w roku wyzwala mordercze instynkty to Szwedzi, naród pragmatyczny, rekompensują sobie ubytek obywateli górką demograficzną 9 miesięcy później. Na zdjęciu moja polsko-szwedzka rodzina przed tegoroczną midsommarową imprezą, w Smalandii, niedaleko bajkowego Bullerbyn. Pola stoi koło brata- Antosia, tego długowłosego z pieskiem.

Miesiąc wcześniej Antoś i młodszy Felix ( trzyma dziewczynę na kolanach) wędrowali podwarszawskim Lesznem rozmawiając po szwedzku. Między nimi szła mama. Drogę zastąpiło im trzech łysoli.

– Kurwa, tu Polska kurwa jest, po polsku gadać – zażądał największy, nie wiedząc nawet czy cudzoziemcy go zrozumieją.

Feilx z wrażenia złamał patyk loda, którego lizał. Ale i połówka starczyłaby mu na wydłubanie resztek mózgu ze łbów wszechpolaków. Słonecznymi okularami umiałby podciąć im gardła. Nie takie sztuczki opanował w służbie szwedzkiego króla, którego zawodowo chroni. Antoś jeszcze raz zagadał po szwedzku, osadzając brata. Przyjechali z pragmatycznego, neutralnego kraju, rozpierduchy robić nie będą. Jeśli nie muszą, ani matki narażać, przelewać braterskiej krwi, to ziemia ich przodków.

– Przepraszamy – zwrócił się więc bezbłędnym akcentem do wszechpolaka.
– No – głupek ucieszył się ze skutków interwencji patriotycznej.

Nie, nie zgłosiliśmy tego do Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, chociaż miałam taki odruch. Wystukałam adres… pomyślałam, że to nie ironia losu, tylko rechot polskiej historii. Ośrodek mieści się na Żoliborzu, Suzina 6. Pod Suzina 3 urodzili się Kaczyńscy.

Jarek wygłasza z trybun ksenofobiczne brednie, podburza do rasistowskich wybryków. A przecież nie urodził się biały…- „Jesteś niebieski, ale i tak cię kocham” – wyszeptała Jadwiga Kaczyńska według potwierdzonych relacji, ( str.27 w „Jarosław. Tajemnice Kaczyńskiego” świetna biografia, lektura konieczna – autor Michał Krzymowski).

Nie mam wątpliwości, że po cudzoziemcach, szwedzkich Polakach, niemieckich muzułmankach, przyjdzie kolej na nas, Polki i Polaków mówiących niezrozumiałym dla motłochu, elitarnym językiem. Już wczoraj Kaczyński obiecał „rewitalizować inteligencję”. Wypowiedział się na temat prawdziwego, nie zdegenerowanego piękna, jakie ma jednoczyć naród. Od kiedy partia (od czasu Nocy Kryształowej?) definiuje piękno? I będą tego chrześcijańskiego piękna nauczać w szkołach, obiecał. Chyba, po to żeby naród umiał udekorować salkę katechetyczną i ołtarz na Boże Ciało. O nauczaniu etyki chrześcijańskiej nie mówił, mamy etykę narodowo-plemienną. A na koniec, rzucił pomysł odbudowy zamków kazimierzowskich. Kompleks Kazimierza, że król i Wielki, a on prezes nie duży? Następnym razem wszechpolacy zażądają od Antosia i Felixa kasy, bo Szwedzi te zamki zburzyli, nie? Resztę uzbierają z butelek za piwo, na tablicę Prezesa Wielkiego „Zastał Polskę zrujnowaną, zostawił zrewitalizowaną, i dogłębnie zekshumowaną”.”

Źródło – https://www.facebook.com/gretkowska.manuela/posts/1437194369706448

.

Fotografia – patrz Źródło.

.

| | 3 Komentarzy

Możliwe?

.

Radosław S. Czarnecki 02.07.2017 r. o 11:41 pisze:

„Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku
skończył się w Polsce komunizm.
Joanna SZCZEPKOWSKA (DTV, 28.10.1989)

W lipcu 1980 roku wybuchać poczęły strajki w wielu zakładach i instytucjach Polski Ludowej. Były one reakcją na podwyżki cen mięsa, wędlin i innych artykułów żywnościowych. To zawsze – z racji niedoborów – był w PRL problem powodujący zawieruchę oraz konflikty społeczne. Dziś dorabia się do tego quasi-patriotyczną i dęto-wolnościową ideologię. Niepokoje te zaczęły się w początkach lipca. Strajkowały m.in. w WSK PZL-Mielec, Zakłady Metalurgiczne POMET w Poznaniu i Przedsiębiorstwo TransBud w Tarnobrzegu. 16 lipca wybuchły strajki w Lublinie i Świdniku. Oprócz żądań ekonomicznych po raz pierwszy pojawił się postulat nowych wyborów do oficjalnych związków zawodowych. Strajki te kończyły się obietnicami podwyżek płac. W lipcu strajkowało łącznie już ok. 80 tys. osób w 177 zakładach prac.

Tak zaczynała się „Solidarność”. Jej mit i legenda trwa po dziś dzień pomimo, iż rzeczywistość nie ma za wiele wspólnego z nadziejami, dążeniami i wizjami głównych – takimi przecież mieli być – beneficjentów tej rewolucji: „klasy robotniczej, ludu pracującego miast i wsi oraz inteligencji pracującej”. Kolejne hybrydy polityczne odwołujące się do tradycji, mitu, legendy itd. tamtego quasi-Związku Zawodowego (a de facto kontr-peerelowskiego tarana niszczącego wszystko – tak to dziś widać – co było na drodze, słuszne czy nie, pozytywne czy negatywne, zasadne z racji państwowości czy zasługujące na zmianę itp.) zawłaszczyły tak dalece polskie państwo, że jest ono współcześnie niepotrzebnym dodatkiem do partii jedynie-słusznych gdyż wywodzących się (i odwołujących) do owej tradycji. Termin POPiS najlepiej oddaje esencję tego dramatu, tej schizofrenicznej sytuacji w jaką popadły nasze społeczeństwo i kraj. O istocie tej tradycji i źródłach protestów nikt naprawdę już nie pamięta. Jak zawsze rzecz się ma tak jak w legendach, w mitach, w fatamorganach wypełniających obficie zakamarki polskiej świadomości, funkcjonujących bujnie w nadwiślańskim imaginarium.

Jeśli spełnią się zapowiedzi znaczących osób polskiego życia publicznego 10.07.2017 można będzie powielić zacytowana wypowiedź aktorki Szczepkowskiej sprzed 38 laty. Oto w kolejną miesięcznicę katastrofy w Smoleńsku organizowaną przez środowiska związane z Prawem i Sprawiedliwością, wyznawców religii smoleńskiej, ma się odbyć kontrdemonstracja przeciwników politycznych PiS-u i Jarosława Kaczyńskiego. Tym razem na czele protestów przeciwko staczaniu się państwa polskiego w szybkim tempie ku autorytaryzmowi i anty-demokratycznym rozwiązaniom wedle pomysłów części spadkobierców „Solidarności” stanąć mają Lech Wałęsa i Władysław Frasyniuk. Dwie postacie bezwzględnie utożsamiane z owym ruchem. Nie piszę – legendy, gdyż właśnie takie ujmowanie życia społecznego jest niesłychanie szkodliwe, idealizujące scenę publiczną, irracjonalne w swe esencji (czego dowody dają ostatnio liczni komentatorzy medialni, nagminnie posługujący się taką mityczno-religijną retoryką).

Naprzeciwko nim zapowiadają wyjście związkowcy – z dzisiejszego „żółtego” związku zawodowego „Solidarność”, pasa transmisyjnego od rządu PiS do mas pracujących miast i wsi – pod przywództwem Piotra Dudy i Karola Guzikiewicza. Jak obiecuje Guzikiewicz, działacz związkowy ze Stoczni Gdańskiej, stoczniowcy pod jego egidą wówczas wyniosą Lecha Wałęsę z kontrdemonstracji.

Jeśli taka sytuacja będzie miała miejsce, hipotetycznie jest to bardzo możliwe z racji okopania się obu spadkobierców legendy panny „S” głęboko na swoich pozycjach, sparafrazowana wypowiedź Szczepkowskiej winna brzmieć: „Proszę państwa, 10 lipca 2017 skończyła się w Polsce Solidarność”.

Od siebie mogę tylko dodać: „…..skończyła się ostatecznie”. Bo jej agonia i śmierć trwają już od dawna, a kultywowanie legendy i mitologiczna narracja są wyłącznie irracjonalną chęcią podtrzymania dobrego nastroju elit post-solidarnościowej proweniencji.”

Źródło – https://www.facebook.com/radoslaw.czarnecki1/posts/10207294915930982 .

.

Polecam – Piotr Szumlewicz: „Solidarność” znowu bojówką władzy? – http://strajk.eu/solidarnosc-znowu-bojowka-wladzy/ .

.

| | 5 Komentarzy

Co jada nasze dziecko

.

Toan 27.12.2006 r.o 09:05:31 pisze:

„…Krzyś jada prawie zawsze to samo (wiek – 6l,9m):

śniadanie – 4-5 żółtek, 3-5 dag masła (omlet), cukier puder – do smaku, woda mineralna gazowana – do woli,

II śniadanie – pieczone mięso na zimno (wieprzowina – żeberka lub kotlet mielony), woda gazowana mineralna – do woli,

obiad – wieprzowina – pieczone mięso, ziemniaki (frytki lub gotowane osmażone na chrupko), kalafior lub inne kapustne „okraszone” masłem z bułką tartą, woda gazowana mineralna – do woli,

kolacja – 4-8 klusek serowo-jajecznych odsmażonych na maśle, cukier i cynamon do smaku, woda mineralna gazowana – do woli.

Zwrot „do woli” – tyczy całości posiłku.

Gdy żona nie może (raz w tygodniu) zrobić omletu – gotuję dwie parówki (berlinki wieprzowe!), podane z kecz(a)upem łagodnym. W okresie rusztowania (od wczesnej wiosny, do późnej jesieni) 2x w tygodniu na obiad wieprzowina (boczek, karkówka, żeberka), pieczone na ruszcie: kartofel, woda mineralna gazowana – do woli.
Pozostaje „problem tzw „cośków”. Kilkakrotnie w ciągu dnia pojawia się pytanie: Misiu!, czy mogę „cośka”. Gdy żony nie ma w domu Krzyś zadaje to pytanie telefonicznie…

„Cośki” nie wymagają również limitowania, bo nasze dziecko nie przesadza ze słodyczami. Do „cośków” zalicza się wszystkie paskudztwa węglowodanowe począwszy od chpsów (spodeczek), a na czekoladzie (1kostka) kończąc!
Bardzo Krzyś nie lubi owoców, których nie jada wcale – z jednym wyjątkiem – prawdziwe „węgierki” w okresie, gdy można je kupić świeże. Zjada ich 2-3 szt./dobę.

Wiem, że nie powinienem „dzielić” się w ten sposób takimi informacjami, bo Rodzice każdego wychowanka powinni sami wiedzieć, co jest najkorzystniejsze dla ich potomka, ale…

I nie znaczy to, że od dziś każde dziecko karmione wg JK ma się zapijać „wodą gazowaną mineralną”, bo „tak napisał…”.

Rada praktyczna.

Należy zdecydowanie unikać wszelkich mlecznych niskotłuszczowych, wysokobiałkowych, suplementowanych (jogurty i inne „duperelki” w tym mleka krowiego) – to najprostsza droga do pediatry. Małe dziecko – to drapieżnik, a nie wół – musi jeść po ząbkowaniu mięso, tłuszcz i WĘGLOWODANY PROSTE – do czasu gdy rośnie, a nie „przecierki celulozowe” – jak zalecają „fachowcy”  Wink  Very Happy … – to najprostsza droga do próchnicy, cukrzycy typ I, otyłości, a w późniejszym wieku do chorób „cywilizacyjnych” ze wszystkimi dobrami z nich wynikającymi Confused
Dalszego ciągu nie będzie…

O żłótkach w żywieniu chłopców – w niektórych regionach Kraju błędnie wmawia się mamusiom, że „chłopcom nie wolno dawać żółtek, bo po nich „kuśka” nie rośnie”. Gdyby oznaką męskości faktycznie była wielkość „kuśki” – to większość mężczyzn (dawniej – dzięki ewolucji, a dziś dzięki postępowi nauki Laughing) miałaby przyrodzenie wielkości nie mniejszej niż „kiełbasa żywiecka”, a ci „lepsi” – niewyrośniętego noworodka, ale tak nie jest, bo mądre kobiety oceniają mężczyzn wg zupełnie innych reguł… Cool ”

Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=519.msg9833#msg9833 .

.

| | Dodaj komentarz

PRZED WIZYTĄ DONALDA T. (w Polsce)

.

Dostałam mailem – Radosław S. Czarnecki :

PRZED WIZYTĄ DONALDA T. (w Polsce):

(początek lipca 2017)

Każda wizyta Prezydenta USA w Polsce (bez względu na czas, ustrój czy numerację RP) przypomina młodzieńczy (tu w formie zbiorowej) onanizm – zarówno mainstreamu jak i pospólstwa. Dziś czynią to władze wspólnie z narodem, powodowane serwilizmem, polityczną ignorancją, głupotą i irracjonalnym spojrzeniem na świat. W Polsce Ludowej tak samo kręgi władzy – przynajmniej publicznie (wspólnie z mediami pozostającymi na uwięzi ówczesnej władzy – a czy dziś nie jest tak samo, tylko a rebours ?) – podniecały się kiedy nad Wisłę miał zawitać gen-sek z Kremla.

Coś w Polakach – a raczej; w polactwie (to termin made by Rafał Ziemkiewicz, człowiek absolutnie nie z mojej bajki z wielu powodów, ale opisujący owym pojęciem w miarę precyzyjnie istotę i tzw. „otoczkę” tego zagadnienia) – jest zarówno z folwarcznego pidsusidoka, to uniżenie, ten brak poczucia nie tyle godności co racjonalnego i pragmatycznego spojrzenia na świat (czyli realizmu poznawczego), autokrytycyzmu (nie kompleksów niższości czy wyższości bo zazwyczaj one idą w parze), powściągnięcia pozytywnych emocji w chwilach empatycznych uniesień jak i nienawiści wtedy gdy ma się przewagi, jak i z pijanego, anarchicznego, bigoteryjnego sarmaty. Pidsusidok cieszy się gdy „dobry Pan”, dobrodziej (bo hierarchia społeczna jest przecież dana „od Boga”, jest wieczna i uzasadniona – módl się i pracuj, słuchaj mądrzejszych i wybranych jak mawiał św. Benedykt z Nursji) poklepie go po plecach, a już jest w niebo wzięty kiedy „awansuje” go na swego lokaja, ubierze w liberię i pozwoli mu się „grzać” w świetle pańskiego bogactwa, splendoru i …. Pańskiego stołu. Sarmata zaś, o podgolonym łbie, macha szablą bez składu i ładu, zwłaszcza gdy jest pijany i omotany manią swojej wielkości, swoich pseudo-moralnych i quasi-religinych przekonań. Przeklina i morduje, nienawidzi i pluje wokoło jadem, a jednocześnie uczestniczy manifestacyjnie w mszach, pielgrzymuje do miejsc świętych, wielbi Najświętszą Panienkę i Jezusa, Króla Polski. I dla pidsusidoka i dla herbowego sarmaty (dzięki mainstreamowi transformacyjnemu – po 1989 roku – wszyscy mogli się poczuć, oczywiście oprócz komunistów i post-komunistów bo im to się a priori nie należy – potomkami „herbowych Panów Braci” i kresowych posesjonatów) racjonalność i pragmatyzm są z gruntu obce – tak samo reaguje poddany sarmacie w formie niewolnika i raba, folwarczny pidsusidok, jak i ubrany „ze wschodnia”, niczym Turczyn, polski szlachcic. I te cechy dokładnie widać na kanwie wizyty (każdej jak popatrzymy w przeszłość) Prezydenta „Imperium Wszelakiego Dobra” i cnót absolutnych.

Radosław S. Czarnecki, 1.07.2017 (wpis na Facebooku)”

.

| | 3 Komentarzy