SUPLEMENTACJA WITAMINOWA… BRAĆ…? NIE BRAĆ…

.

Anna Kazuba 16.05.2018 r. o 23:41 napisała:

„SUPLEMENTACJA WITAMINOWA…

BRAĆ…? NIE BRAĆ…oto jest pytanie, wokół którego ciągle wiele kontrowersji…
Warto więc zapoznać się z opinią Doktora Jana Kwaśniewskiego, na ten temat:

„…Człowiek nie potrzebuje samych witamin. Potrzebuje głównie enzymów, w których skład wchodzą właśnie również witaminy. Ilość i rodzaj tych enzymów oraz zawartych w nich różnych witamin znaleźć można w najbardziej korzystnych ilościach i proporcjach tylko w produktach, których skład chemiczny jest najbardziej zbliżony do składu chemicznego ciała całego organizmu ludzkiego.

W tych produktach przemiana materii odbywa się w sposób najbardziej zbliżony do przemiany materii w organizmie człowieka i jest regulowana przy pomocy tych samych enzymów zawierających te same witaminy, w ilościach dokładnie takich, jakie są potrzebne.

Podawanie jakiejkolwiek witaminy z zewnątrz powoduje, bo musi powodować, określone zaburzenia w funkcjonowaniu organizmu.

Witaminy można znaleźć nie mniej i nie więcej, niż dokładnie potrzeba, tylko w naturalnych produktach pochodzenia zwierzęcego, gdzie występują nie w postaci gołych witamin, a w postaci gotowych enzymów i te są organizmowi potrzebne.
Wszystkie witaminy w formie gotowych enzymów w najbardziej korzystnych ilościach i proporcjach występują tylko w produktach pochodzenia zwierzęcego.

Witaminy zawarte w produktach pochodzenia roślinnego powinny przejść przez organizm zwierzęcia trawożernego, aby to zwierzę wbudowało je w swoje enzymy. aby tych enzymów i zawartych w nich witamin było dokładnie tyle i takich , jakie są potrzebne dla zwierzęcia. Ponieważ człowiek ma prawie taką samą przemianę materii jak zwierzęta, a zupełnie odmienną od przemiany materii u roślin, rozsądek nakazuje, aby spożywać witaminy w formie, ilościach i proporcjach takich, jakie można znaleźć w produktach pochodzenia zwierzęcego…””

Źródło – https://www.facebook.com/anna.kazuba/posts/1962823027072252 .

.

Na wszelki wypadek udostępniajcie Państwo :)

.

| | 5 Komentarzy

Ignacy Daszyński o pracy

.

Piotr Ikonowicz 19.05.2018 r. napisał:

„Ignacy Daszyński o pracy:

Nieraz słyszy się zdanie, że ciężka praca jest klątwą. Delikatna pani o białych rączkach boi się zbliżać do kowala, szewca, albo parobka zasmolonego przy pracy. Myśli ona, że człowiek, co ma czarną spracowaną rękę, jest grubianin złośliwy i gdyby jej syn miał zostać szewcem lub parobkiem, umarłaby z rozpaczy. Nawet biedny człowiek chciałby, żeby jego syn został lekarzem, księdzem, adwokatem lub urzędnikiem, żeby tylko ciężko nie pracował. Dawniej szlachcicowi nie wolno było trudnić się pracą w rzemiośle i handlu, bo by nim po prostu pogardzano i ręki by mu nie podano. Widać z tego, że praca, zwłaszcza praca ręczna była zawsze upośledzoną. A tymczasem wszystko z tej pracy żyje, wszystko na niej rośnie i bez niej zginęlibyśmy wszyscy z głodu i zimna. Ręce czarne i zapracowane wybudowały wszystkie pałace na świecie, poprowadziły koleje żelazne, postawiły wielkie miasta, porobiły maszyny. One to odziewają, karmią, upiększają ludzi, one trzymają cały świat ludzki przy życiu. I coraz więcej uczą się ludzie szanować pracę i coraz więcej praca będzie znaczyła na świecie. A skoro tak jest, to ci wszyscy ludzie pracujący, ci wszyscy robotnicy, rzemieślnicy i rolnicy będą mieli większe znaczenie i większe prawa, niż próżniacy, choćby ci posiadali miliony.”

Źródło – https://www.facebook.com/piotr.ikonowicz/posts/10210955096865733 .

.

| | Dodaj komentarz

Tarczyca, cztery lata na DO

.

Dostałam mailem – 14.05.2018 r. – Michasia :

„Witam.

Cztery lata na DO, od maja 2014r.

Przez poprzednie 10 lat leczyłam się na stan zapalny żołądka, przewodu pokarmowego i jelit. Leczenie farmakologiczne nie dawało żadnej poprawy. Od stycznia do maja 2014r. trafiłam 3 razy na izbę przyjęć z powodu silnego bólu żołądka.. Przy bólu dostawałam wysokiego ciśnienia. Lekarz na mnie wkurzony że dlaczego nie biorę leków na nadciśnienie, a ja na to że jestem niskociśnieniowiec. Po trzecim takim ataku żołądka trafiłam w szpitalu na tego samego lekarza i powiedział mi żebym zastosowała dietę żołądkową. W internecie jest ich dużo ale wybrałam takie produkty które do tej pory jadłam mniej. I wybrałam nieświadomie dietę dr Kwaśniewskiego.

Mam 57 lat, wzrost 168, waga 77. Jak zaczynałam start z DO miałam wagę 75 kg. To była moja najwyższa waga w całym moim życiu. Zawsze jadłam mniej bo żołądek nie pozwalał na więcej. Przez to trójglicerydy zawsze miałam poniżej 100.

Przez leczenie 4 lat na DO największym moim chyba sukcesem jest to że Urosła mi Tarczyca bez żadnych leków.

Pierwszy raz w życiu robiłam USG Tarczycy w styczniu 2016r i miała wtedy łączną objętość 12,5ml ,
powtórzyłam badanie w styczniu 2018r. i teraz miała łączną objętość 17,4 ml.

Poziomy hormonów z krwi były na granicy dolnych widełek a teraz wzrosły do średnich poziomów środkowych między widełkami.

Odebrałam wyniki z krwi kilka dni temu więc niektóre podam:
kwas moczowy z krwi – 4,61
OB -9 [ bywało że miałam 1 lub 5 ]
PH moczu – 7,5 [ wcześniej około 5,3 ]
Ciała ketonowe w moczu brak [ a węgle jem między 30 – 50 g,], jak mam skurcze to troszkę zwiększam
Cholesterol całkowity -430
Trójglicerydy – 53
Cholesterol H DL – 116
Cholesterol L DL – 304

Cztery lata temu robiłam badanie Tolerancji pokarmowych i wyszło tylko uczulenie na żyto pomimo że go dłuższy czas nie jadłam.Ciężko jest słuchać organizmu jak żołądek boli lub piecze od samego rana. Skupiałam się bardzo na tym co jem.

Dzisiaj już wiem że jestem uczulona ;
– na zboża i wszystkie kasze
– na cały nabiał włącznie ze śmietanką i masłem , pomimo że uwielbiam słodką śmietankę, a mój żołądek niestety nie.
– cukier z cukiernicy szkodzi żołądkowi nawet wtedy gdy chcę zrobić kogel-mogel
– kwaśnych rzeczy muszę unikać
Nie toleruje błonnika;
-błonnik z warzyw i owoców jagodowych muszę wywalać,- warzywa miksuję w postaci kremu lub jeszcze przecieram przez sito a owoce miksowane i przez sito też.

Moje objawy uczuleń;
-Zboża wszystkie; puchnięcie twarzy, wzdęcia, zaparcia na kilkanaście dni
– Nabiał ; wcześniej dostawałam kilka sekund po zjedzeniu sera żółtego silny ból między palcami u ręki z czerwoną plamą, tak jakby egzema.To już się cofa,.
Teraz jeszcze po nabiale np. masło lub śmietanka pozostało swędzenie między palcami, na klatce piersiowej też, ból gardła i pieczenie tak jakby angina.Wtedy używam jako tłuszcz tylko smalec, lum masło razem ze smalcem. Po kluseczkach serowych z mąką ziemniaczaną mam wzdęcia i silny ból brzucha.
Błonnik zapycha mi jelita, powoduje wzdęcia, obciąża mi żołądek i powoduje zaparcia..
Jak żołądek mnie piecze – tzn.nie toleruje jakiś pokarmów lub kwaśnych rzeczy
Jak mnie boli – to jest głodny pomimo że nie odczuwam głodu- .wtedy zjadam trochę białka z tłuszczem.
Teraz już wiem że brak tłuszczu w organizmie powodowało u mnie że leci mi krew z nosa.A zaczęły mi się krwotoki jak miałam 14 lat.
Jak jadłam same żółtka około 10- 12szt. dziennie plus troszkę innego białka przy proporcji B-T 1 ; 2-2.5 to po czterech dniach zaczynała mi samoistnie lecieć krew z nosa. Wtedy już wiedziałam że mam za mało tłuszczu w pokarmie na dobę.

Od początku było mi ciężko dopasować produkty ponieważ nie wiedziałam że mam problem z tolerancją pokarmową. A żołądek mnie bolał dzień w dzień. Jak kładłam się spać to tylko wtedy miałam spokój.
Dziś już jest dużo lepiej. Wolę pokarmy połykać niż gryźć lub żuć bo wtedy nie napinam mięśni żołądka i nie boli mnie. Jedzenie papkowe jest na razie dla mnie najlepsze.

Przez pierwszy rok przytyłam 9 kg, nie chciał ze mną mój organizm współpracować pomimo że byłam na niskich tłuszczach.Przypuszczam że mniejsza tarczyca nie dawała rady.

Teraz jem tłuszcze w granicach 3-4 g lub więcej i czekam na wyleczenie żołądka jedzeniem.
Dla mnie 8 żółtek dziennie to jest niezbędne minimum.

Dziękuję wam wszystkim za wypowiedzi na tym forum i na dr Kwaśniewski. Dzięki temu mogłam więcej czegoś się dowiedzieć i wziąć coś dla siebie. Same przeczytanie książek i dostosowanie proporcji było dla mnie za mało.

Od 4 lat nie byłam u lekarza na żołądek i nie biorę żadnych leków. Jeszce raz w roku zimową porą się przeziębiam ale to z własnej głupoty.Bo jak późną jesienią jadę na rowerze i spocę głowę i wiatr mi potarga włosy to mam później chore zatoki nosowe. Od maja do końca sierpnia dzień w dzień mam przeciąg w pracy i żadne przeziębienie mnie nie bierze, to raczej klientom przeszkadza to a nie mnie.

Wielkie Dzięki Dr Kwaśniewskiemu i forum które umożliwia większą wiedzę z życia wzięte.

Pozdrawiam
Michasia

Ps.
Jeżeli będą jakieś uwagi to szczerze przyjmę. ”

.

| | 2 Komentarzy

Gratyfikacja przytuleniem

.

Marek Markowski 16.05.2018 r. napisał:

„Gratyfikacja przytuleniem

Wracając do wczorajszego postu… Dotyk w psychoterapii, to temat trochę oddalany, mimo , że jest wiele ciekawych opracowań na ten temat.

Dotyk w psychoterapii nieraz może pomóc, jednak, co przykre, najczęściej zaszkodzi.

Jak pisałem wcześniej dotyk może być ważną częścią terapii, ale musi być straszliwie ważony. Bo jak ci ktoś pod stołem przepchnie przeniesienie, to masz przesrane.

Najpierw jest myśl, po niej przychodzi emocja, której efektem powinno być słowo… ale słowa może nie być…?! I wtedy jest dotyk.

Czy wolno nam dotknąć drugiego człowieka…? Trudno przewidzieć wpływ dotyku. No dobra, jestem profesjonalistą i nie dotknę… Ale przecież całe ciało, to jedna olbrzymia, sygnałowa waliza. Psychoterapia to potężne nagromadzenie wzajemnych komunikatów. A oczy…? A co ze wzrokiem? To jest dopiero swoisty dotyk. Co podczas psychoterapii, mamy na siebie nie patrzeć? Można po freudowsku , ale co wówczas z wyobraźnią…? Ta dopiero rozbudza…

Powiem wam prawdę… problem z dotykiem w psychoterapii jest tylko wtedy…, gdy się dwóch panów zacznie przytulać…🙂 

Resztę, ja bym zaakceptował…

Źródło – https://www.facebook.com/marek.markowski1/posts/1688058767915702 .

.

Wcześniejszy post: Żółwik terapeutyczny – https://www.facebook.com/marek.markowski1/posts/1687227521332160 .

.

| | Dodaj komentarz

O paliwie dla mózgu

.

Tomasz Ciżmowski 06.05.2018 r. o 18:45 napisał:

„Nie ma co się zatanawiać. ŻO jest optymalizacją pracy w taki sposób, by organizm jak najmniej się napracował, a był najwydajniejszy.

Zwolennicy ketozy twierdzą, że ketony dają im moc… Zapominają, że ATP jest jeszcze mocniejsze, a najwięcej go na optymalnej…”

Źródło – https://www.facebook.com/groups/137985096222891/permalink/1768167259871325/ , komentarze.

.

Polecam – Tomasz Kwaśniewski: O paliwie dla mózgu – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=869 .

.

| | 31 Komentarzy

Społeczne forum Wymiany Myśli o 1 Maja

.

Radosław S. Czarnecki napisał:

„26 kwietnia 2018 roku w pomieszczeniach Stowarzyszenia „Pokolenia” we Wrocławiu odbyła się – jak co miesiąc – debata w ramach SFWM poświęcona zbliżającemu się świętu 1-go Maja. Organizatorzy nadali tej debacie trochę przewrotny tytuł (z racji polskiego uwielbienia dla różnego rodzaju świętości i religijnych konotacji): „1 Maja – pamiętaj aby dzień święty świecić”. Spotkanie jak zawsze otworzyła Bożena Bamwenda, szefująca Stowarzyszeniu „Pokolenia” (jedna z gospodyń pomieszczeń gdzie odbywają się debaty) witając licznie przybyłych słuchaczy i uczestników dyskusji.

Debatę tym razem zorganizowano w formie dwóch oddzielnych paneli prowadzonych (odpowiednio) przez moderatorów Forum: Ewę Groszewską i Radosława S. Czarneckiego. Frekwencja dopisała – na sali zasiadło ponad 30 osób.

W pierwszym panelu za stołem zasiedli prof. Zbigniew Wiktor (emerytowany nauczyciel akademicki, jeden z animatorów Komunistycznej Partii Polski, marksista i znawca współczesnych Chin) oraz dr Ziad Abu-Saleh (Syryjczyk od ponad 30 lat mieszkający w Polsce, socjolog, wykładowca akademicki). W drugim panelu, który moderował Radosław S. Czarnecki, wystąpili: szef SLD na Dolnym Śląsku Marek Dyduch oraz dr Jarosław Klebaniuk (psycholog społeczny, nauczyciel akademicki, znany działacz lewicowy w naszym regionie). Pluralizm poglądów i postaw, różnorodność doświadczeń i spojrzeń polityczno-społecznych zostały więc dobrze zabezpieczone przez organizatorów.

Samą debatę otworzyła Międzynarodówka. Podkład muzyczny oraz rozdanie uczestnikom spotkania pełnego tekstu pozwoliły na jej odśpiewanie in gremio przez zebranych. Międzynarodówka kojarzy się bezwzględnie ze Świętem 1-go Maja. Ten kapitalny pomysł, świetnie zorganizowany (sprzęt nagłaśniający i wspomniany tekst) był dziełem Piotra Lewandowskiego. Videorejestrację debaty realizował jak zawsze Aleksander Ciok.

Pierwsza część debaty dotyczyła wspomnień panelistów. Prof. Wiktor omówił z punktu widzenia filozofa i marksisty znaczenie Święta 1-go Maja w tradycji ruchu robotniczego i lewicy en bloc. Przedstawił jak historycznie i doktrynalnie to Święto przebiegało w różnych częściach globu. Spory nacisk w swej wypowiedzi położył na państwowość i ideologiczną podstawę świętowania 1-go Maja w krajach realnego socjalizmu.

Jako znawca i człowiek bywały w tamtym regionie świata, podzielił się ze słuchaczami swoimi refleksjami na temat obchodów tego Święta w Chinach. Otóż w ChRL nadal obchodzi się to Święto niezwykle hucznie, zaangażowane są w jego obchody najwyższe czynniki zarówno partyjne jak i państwowe. Jest to jedno z najważniejszych świat państwowych w Kraju Środka. Prof. Wiktor w końcowej części pierwszego panelu podzielił się z obecnymi uwagami na temat sytuacji w samych Chinach, zwłaszcza po ostatnich decyzjach XIX Zjazdu KPCh (2017) oraz Ogólno-chińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych (2018). Przedstawił założenia chińskich komunistów na następne dekady tak w polityce gospodarczej jak i społecznej. Jego zdaniem do głosu w chińskim kierownictwie dochodzą siły zamierzające poddać większej kontroli kapitał prywatny i zagraniczny na terytorium Chin. Służyć temu mają rozwiązania prawno-strukturalne państwa i rozszerzenie działalności KPCh na firmy prywatne (podstawowe organizacje partyjne mają być zawiązane obowiązkowo we wszystkich firmach zatrudniających ponad 100 osób). Ta część wywodu prof. Wiktora spotkała się z wielki zainteresowaniem słuchaczy.

Co prawda niektórzy zarzucają Profesorowi narrację nie odpowiadającą „duchowi czasów”, uzasadnienia i retorykę z „dawno minionej epoki” ale jest to wartość sama w sobie gdyż prof. Wiktor jest konsekwentnym w tym co mówi i robi. Nie można mu zarzucić też koniunkturalizmu tak powszechnego w polskim życiu polityczno-społecznym.

Dr Ziad Abu-Saleh w swym wystąpieniu przedstawił jak obchody Święta 1-go Maja obchodzono dawniej w Syrii (i Libanie, który jest mu także znany). W Syrii, która była niegdyś najbardziej laickim krajem wśród państw arabskich na Bliskim Wschodzie. Wiązało się to przede wszystkim nie tyle z demokratycznymi (w mniemaniu Zachodu) stosunkami społeczno-politycznymi co raczej z niesłychanie skomplikowaną, będąca mozaiką religii, wyznań, grup o różnorakich kulturach i tożsamości. Ta mozaika utrzymywana była w jednym państwie na zasadzie bardzo kruchych zależności i interakcji. Święto 1-go Maja było więc jakimś uniwersalnym, ponad tymi podziałami, świętem jednoczącym te grupy, społeczności czy wspólnot oraz uzasadnieniem socjalizmu z arabską twarzą.

Abu-Saleh przedstawił także w skrótowej formie tło domowej wojny w Syrii oraz rolę jaką w niej (oraz w napięciu eskalowanym od lat na tym terenie) odgrywa Arabia Saudyjska i ekstremistyczny odłam politycznego islamu – oficjalna doktryna i jedyna do przyjęcia w kraju Saudów – jakim jest wahhabizm. Refleksje Syryjczyka na ten temat na pewno wzbogaciły znajomość tematyki blisko-wschodniej wśród słuchaczy.

Druga część debaty rozpoczęła się od krótkiego lecz niesłychanie moim zdaniem istotnego, wystąpienia dr. Jarosława Klebaniuka na temat psychologicznych i humanistycznych wartości jakie niesie sobą dla człowieka o lewicowych przekonaniach świętowanie (i samo Święto) 1-go Maja. To święto radości, zadowolenia ale też i wspólnotowości oraz walki o poprawę warunków pracy, życia – jego egzystencji (w różnych wymiarach) oraz jakości. To święto nie jest zakotwiczone w kanonach ciasnej narodowości, tożsamości plemiennej bądź klanowej itd. Ono emanuje tak nie popularnym dziś w Polsce (ale takie tendencje obserwujemy nie tylko u nas, owa wsobność, ów kwitnący nacjonalizm – nie raz przeradzający się w szowinizm – są obserwowane w wielu miejscach Europy) pojęciem internacjonalizmu. Ma wymiar międzynarodowy, gdzie solidarność ludzi pracy – czyli pracobiorców pozostających zawsze na antynomicznych pozycjach niż pracodawcy – jest zasadniczą wartością. Jarek Klebaniuk przypomniał też dawniejsze (z początków XXI wieku) marsze z okazji 1-go Maja we Wrocławiu podkreślając ich radosny, ponadpartyjny i ponad podziałami, jakie istnieją i istniały na lewicy, charakter. Było to bardzo potrzebne wystąpienie, jakich mało spotyka się przy tego typu okazjach, pokazujące społeczny i lewicowy charakter tego Święta jak również wartości przez nie niesione dla ludzi określających się mianem lewicowców. Myślę, że ten wątek można by kiedyś rozszerzyć oddzielnym materiałem.

Po Jarku Klebaniuku głos zabrał czynny polityk, Marek Dyduch, szef struktur Sojuszu Lewicy Demokratycznej na Dolnym Śląsku, znany samorządowiec. Mówił on o politycznych – dziś i jutro – aspektach tego Święta. Oczywiście nie zabrakło odniesień do przeszłości choć nie miało to zbytniego znaczenia w kontekście tematu debaty (ale było ciekawe). Na tym właśnie tle wywiązała się później dyskusja częścią uczestników spotkania w której Marek Dyduch okazał się skutecznym fighterem.

Nie odpowiedział (pomijając ów temat) jednak na pytanie moderatora o przyszłość partii politycznych i takiej też ich działalności w kontekście wirtualizacji przestrzeni publicznej, rosnącego znaczenia sieci społecznościowych, a tym samym diametralnej zmiany obowiązujących w tej dziedzinie działalności paradygmatów. Temat to trudny i jak widać „nie chodliwy”.

W dyskusji która przeciągnęła się wyjątkowo poza ramy czasowe spotkania (które w sumie trwało ponad 3 godziny) wyróżnić należy ciekawe głosy młodych przedstawicieli Komunistycznej Partii Polski z powiatu oławskiego (uczestniczą w tych debatach czynnie od jakiegoś czasu) którzy podzielili się swymi refleksjami o sytuacji w z-dach pracy na tamtym terenie oraz ofensywą jaką w tej mierze przejawiają środowiska nacjonalistyczno-faszystowskie. Chodzi o ich działania polegające na zawłaszczaniu tradycji Święta Ludzi Pracy. W duchu panującej prawicowej i ultra-prawicowej narracji, w oparciu o klimat jaki stworzono dziś w Polsce, te tendencje zwłaszcza w mniejszych, powiatowych i gminnych ośrodkach, są praktycznie monopolistami. Wystąpienia tych młodych członków KPP uświadamiają o niebezpieczeństwach jak się czają w tej materii.

Starsi uczestnicy debaty podkreślali masowość, piknikowość jak również spontaniczność obchodów Święta Ludzi Pracy w Polsce Ludowej (różnorodność form po manifestacjach). Tego wspominkowego i retrospektywnego przesłania nie sposób jest uniknąć zwłaszcza w świetle dehumanizacyjnej, deprecjacyjnej i prawicowo-agresywnej retoryki sączonej z mediów (różnej proweniencji).

Radosław S. Czarnecki

Źródło – http://www.lewica.pl/?id=31865&tytul=Radosław-S.-Czarnecki:-Społeczne-forum-Wymiany-Myśli-o-1-Maja .

.

| | Dodaj komentarz

Piotr Norys: NORMALNIE OPTYMALNIE

.

Piotr Norys 03.05.2018 r. napisał (otrzymałam mailem):

„NORMALNIE OPTYMALNIE

Jest kilka dni przed Bożym Narodzeniem 2017 r , czuję się  fatalnie , aktualnie ważę 129 kg. Mój życiowy “rekord” to 134 kg przy wzroście 176 cm. Nadwagę utrzymuję w mniejszym lub większym stopniu (raczej większym) od lat kilkunastu, co zaowocowało zbiorem umiarkowanych  problemów zdrowotnych standardowo towarzyszącym otyłości.

Podobno wszystko jest skutkiem . Moja waga i stan zdrowia były wynikiem zamiłowania do korytkowego jedzenia, nie stronienia od alkoholu i raczej niskiej aktywności fizycznej . Klasyka.

Biorę się za siebie, po raz kolejny. Pięć super zdrowych posiłków dziennie daje efekty, ale żeby iść za ciosem rejestruję się u dietetyka. Dostaję kilka dobrych rad oraz przykładowy jadłospis.  Idę do domu i jem ultra zdrowo . Po miesiącu pani dietetyk dokonuje analizy składu ciała i wyjaśnia że straciłem cztery kilo sadła ale zbudowałem dwa kg dodatkowej masy mięśniowej. Nie jest źle. Czy jestem zadowolony ? Nie bardzo. Rzeczywiście, postępy jakieś są ale moje życie kręci się wokół jedzenia jeszcze bardziej niż zwykle. Do pracy chodzę z plecakiem żarcia, bo muszę jeść co trzy godziny, ciągle latam po sklepach wyszukując zdrowe produkty z listy. Idzie na to masa pieniędzy, a ja chodzę zły, bez siły, i do tego jeszcze nie najedzony. Ciągle myślę o tym co zjem i ile zostało czasu do następnej pory karmienia.  Po jakimś czasie zauważam że nieświadomie komponuję posiłki tak by były bardziej energetyczne żeby mieć więcej siły. No właśnie! Wtedy mnie oświeciło!

Minęły trzy miesiące. Teraz ważę 112 kg, dietetyczki już nie odwiedzam. ciśnienie krwi spadło. Teraz mam takie jak w wieku 20 lat czyli 120/80 a czasem takie jakiego nie miałem nigdy np 116/70, a jeszcze niedawno bywało 150/90! Samopoczucie bardzo dobre, poprawił się stan skóry, przewód pokarmowy działa idealnie. Inne problemy zdrowotne powoli się cofają. Jest dobrze po raz pierwszy od wielu lat.

Co się zmieniło? Tamtego dnia kiedy przyszło zrozumienie problemu zobaczyłem też rozwiązanie. Przypomniałem sobie dietę dr Jana Kwaśniewskiego z którą zetknąłem się wiele lat temu. Wtedy jej nie zrozumiałem , ale przynajmniej coś w głowie zostało.

Był 6 lutego , podczas wieczornych zakupów zgarnąłem do koszyka jajka , tłusty ser, boczek, smalec i masło, czyli zestaw startowy. Przygotowałem 0,5 kg placków twarogowych. Małżonka patrzyła na mnie z przestrachem a kiedy zacząłem je smażyć na smalcu i dostałem wytyk że w domu śmierdzi . Cóż początki nie zawsze są łatwe.

Połknąłem ”Tłuste życie ” i “Dietę optymalną ” , obejrzałem wszystko co jest dostępne na YouTube w temacie ŻO i zapisałem się do kilku grup na fb. Dużo czytam o diecie w internetach, Blog Pani Teresy to kopalnia wiedzy i świetnych przepisów. Po paru dniach żonka ciągle pełna rezerwy,  jednak była coraz mniej sceptyczna. To chyba była sobota zrobiłem dla nas obojga jajecznicę z żółtek taką normalną , wiecie boczek pomidorek zielona cebulka na klarowanym masełku, następny posiłek zjadła dopiero pod wieczór, i tak się zaczęło , po kilku dniach oświadczyła mi że jest ok ale brakuje jej trochę czegoś słodkiego , a jaki to problem ja się pytam?? Bardzo proszę, optymalny serniczek i bita śmietana 42 % . Od tego dnia jesteśmy już optymalnym małżeństwem. Żonka jest zadowolona, gubi kilogramy, co nie uchodzi uwadze koleżanek, no jednym słowem jesteśmy teraz optymalnym małżeństewm , Ja to mam szczęście !

To dopiero trzy miesiące i jestem bardzo ciekaw co będzie dalej. Wszystko wskazuje że już przebudowaliśmy się bo zapotrzebowanie na białko zaczęło spadać. Nie noszę już jedzenia do pracy. Zjadam rano przed wyjściem i dopiero po powrocie do domu, gdzie czeka na mnie galaretka z nóżek albo żeberka. Nie nauczyliśmy się w rodzinnych domach jeść podrobów, ale pracujemy nad tym. Jadamy już flaczki i wątróbki , następny poziom to serca i nereczki. Niebawem pojedziemy do Arkadii w  Ustroniu na kilka dni, będzie też spotkanie optymalnych, nie możemy się doczekać.

Co mnie zaskoczyło to fakt że recepta na zdrowie i dobre samopoczucie jest tak prosta. Dieta nie jest jakaś restrykcyjna, zrezygnowałem z chleba i pierogów, ale to niewielka cena  w porównaniu z tym co zyskałem. Poza tym jadam smacznie więc nie cierpię, kremy z mascarpone i żółteczek , serniczki, goloneczka, karkóweczki, flaczki no po prostu bajka. Nawet browarek raz na czas mieści mi się w diecie oczywiście piwo to żywność funkcjonalna bo dostarcza 28 g węlowodanów. No po prostu superfood!

Mieszkamy w Krakowie, o ile się zorientowałem w naszym mieście nie działa żaden klub optymalnych, i chyba jest nas tu niewiele. Chętnie poznałbym “naszych ludzi ” z okolicy, w celu wymiany doświadczeń, może wspólnych zakupów. Zainteresowanych kontaktem, proszę o info na fb lub na email.

Piotr Norys , Kraków 3 maja 2018

piotr.norys@gmail.com

www.facebook.com/piotr.norys

.

Polecam:

– książki Dr Jana Kwaśniewskiego – http://optymalni.org.pl/sklep/?p=productsList&iCategory=4

– Arkadia Ustroń Jaszowiec DW Globus – http://www.optymalni.org.pl/arkadie/pobyty-z-zywieniem-optymalnym .

.

| | 2 Komentarzy

Pomagam.pl – Tatarska Jurta

.

„21 zastępów straży gasiło pożar gospodarstwa Tatarska Jurta w Kruszynianach na Podlasiu. Podczas pożaru w budynku byli jego właściciele i kilkunastu turystów. Właścicielka Tatarskiej Jurty Dżenneta Bogdanowicz nie może uwierzyć w to co się stało. Ogień wybuchł, gdy kładli się już spać – najpierw zajął się przy kominie, starej części budynku przy kotłowni, a później: „wszystko spłonęło, nic nie zostało, nic, pusto będzie, to są zgliszcza, źle jest, ja nic nie mam.” Spłonęły ich rzeczy osobiste, tatarskie pamiątki, albumy, stroje, tatarskie buńczuki.

„Dzisiejszej nocy spłonął nasz dom i miejsce, które gościło i dawało radość nie tylko nam. To tu powstawał słynny pierekaczewnik, którego smakiem zachwycaliśmy się wszyscy. Teraz potrzebujemy pomocy.”

Straty wyceniane są na milion złotych. Wesprzyj zbiórkę Pomagamy Tatarskiej Jurcie, aby rodzina Dżennety mogła wszystko na nowo odbudować i dzielić się smakami i radością, która nie spłonęła razem z dobytkiem.

Wesprzyj dowolną kwotą zbiórkę na https://pomagam.pl/s/tatarskajurta

Jak możesz pomóc?
Wejdź na i za pomocą przycisku „Wpłać teraz” wpłać dowolną kwotę,
Udostępnij ten post, aby jak najwięcej osób dowiedziało się o zbiórce.”

Źródło – https://www.facebook.com/pomagampl/posts/1341566585943774 .

.

| | Dodaj komentarz

Przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP)

.

Toan 30.01.2008 r. napisał:

„Jurek46,
nie znalazłem zbyt wiele na temat, ale są dwie rzeczy, które zwróciły moją uwagę.

Pierwsze:
mechanizm zmieniającego się napięcia powierzchniowego pęcherzyków płucnych, w którym ważną rolę odgrywają surfaktany. Są to związki lipoproteinowe pokrywające powierzchnię pęcherzyków płucnych. Odgrywają one istotną rolę ochronną i zapobiegają rozedmie lub zapadaniu płuc wspomagając rolę włókien kolagenowych w trakcie wentylacji.

Drugie:
autonomiczna regulacja nerwowa procesu oddychania związana z pobudzeniem lub hamowaniem nerwu błędnego.

Czy w Twoim przypadku wnoszą te informacje coś nowego – tego nie wiem, ale kolagen i lipoproteiny łatwiej tworzą się w organizmie, gdy się je dostarcza w pożywieniu, a na nerw błędny można wpłynąć Prądami Selektywnymi.”

Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=558.msg37184#msg37184 .

.

I jeszcze dwie wypowiedzi Tomasza Kwaśniewskiego na powyższy temat:

– „Jeśli problem jest w płucnych surfaktantach (dipalmitynolecytyna) – zwróciłbym baczniejszą uwagę na pokarmy zawierające lecytynę.

A drażniąco na płuca i skórę mogą działać sulfaktanty szeroko wykorzystywane w środkach czystości i aseptyce.”

.

– „Podaję za:
Michał Walski1, 2, Barbara Grytner-Zięcina2 i Małgorzata Frontczak-Baniewicz1
1Instytut Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej Polskiej Akademii Nauk w Warszawie
2Centrum Biostruktury Akademii Medycznej w Warszawie

„”Morfologiczne wykładniki procesów powstawania surfaktantu płucnego. Zmiany w jego budowie podczas zaburzenia syntezy białek i starzenia płuc”

Surfaktant jest zbudowany z wielu fosfolipidów. Najbardziej czynne powierzchniowo są dwupalmitynian fosfatydylocholiny oraz fosfatydyloglicerol. Mimo że fosfolipidy stanowią ponad 90% składowych surfaktantu, wiadomo obecnie, że do jego sprawnego wytwarzania i funkcjonowania są niezbędne specyficzne białka określone jako apoproteiny surfaktantowe (SP) [4].

Apoproteiny te zostają zintegrowane ze składowymi fosfolipidów w miarę uruchamiania ich metabolizmu, formowania ciał lamelarnych i wydzielania ich składowych do światła pęcherzykowego.

Wiadomo, że surfaktant stanowi również pierwszą linię obrony immunologicznej i może podlegać patologicznemu uszkodzeniu, a następnie odnowie biologicznej. Wykazano, że konsekwencją uszkodzenia lub zużycia surfaktantu jest natychmiastowa mobilizacja makrofagów płucnych rekrutujących się z krwiopochodnych monocytów lub stacjonujących w przegrodzie oddechowej. Makrofagi, pokonując drogę od naczyń kapilarnych do światła pęcherzykowego, uczestniczą — w szerokim tego słowa znaczeniu — w przemianie tkanki łącznej, dzięki syntetyzowaniu kolagenaz, metaloproteinaz i wielu hydrolaz [5].”

A więc żółtka z masłem pasują mi teoretycznie najbardziej  Confused

.

| | 12 Komentarzy

Odwagi panie premierze

.

Piotr Ikonowicz 25.04.2018 r. o 07:18 napisał:

„Większośc ankietowanych jest za rozwiązaniem polegającym na nałożeniu dodatkowego podatku na zarabiajacych powyżej 20 000 zł miesięcznie żeby zyskac pieniadze potrzebne dla niepełnosprawnych (46%). Prezeciwnych temu jest 34% ankietowanych.

Rozwiazanie idzie w dobrym kierunku bo budżet sięga po kase tam gdzie ona jest. Z biednych sie raczej nie sciągnie. Natomiast takie rozwiązywanie problemóew jest zbyt doraźne. Potrzebny jest system progresywnych podatków dochodowych, a kwoty na takie cele jak ten powinny byc zwyczajnie preliminowane w budżecie.

Wtedy to będzie racjonalne działanie polegające na redystrybucji budżetowej. Juz raz Morawiecki proponował rozbudowana skale podatkową, ale się wycofał. Odwagi panie premierze!”

Źródło – https://www.facebook.com/piotr.ikonowicz/posts/10210813393643241 .

.

| | Dodaj komentarz