Racjonalne odżywianie – jako główny determinant zdrowia

.

Dostałam mailem – Regina Ciereszko:

Racjonalne odżywianie – jako główny determinant zdrowia

i niezbędny warunek walki z otyłością

Świat naukowy jest obecnie zgodny w uznaniu czynników środowiskowych za kluczowe determinanty zdrowia i choroby. Szeroko zakrojone badania wykazały, iż to głównie nieodpowiedni styl życia jest winowajcą rosnącej epidemii otyłości oraz chorób cywilizacyjnych, takich jak: miażdżyca, cukrzyca, choroby układu krążenia, nowotwory i wiele innych. Istotną rolę zapobiegawczą odgrywa tutaj samoprofilaktyka, a w niej racjonalne żywienie. Winno ono w sposób optymalny zaspakajać dzienne zapotrzebowanie organizmu człowieka w niezbędne dla zdrowia składniki odżywcze, witaminy i minerały. Bez nich człowiek nie jest w stanie odpowiednio wykorzystywać swych genetycznie uwarunkowanych możliwości fizycznych i psychicznych. Nie może utrzymać dobrego stanu zdrowia w dłuższej perspektywie czasowej. Wybory związane z konsumpcją pokarmów winny być wynikiem samoświadomości prozdrowotnej, a nie natarczywych reklam czy wyrazem budowania tożsamości i identyfikacji społecznej.

Na wpływ zachowań żywieniowych na zdrowie zwrócono już uwagę w starożytności. Seneka ostrzegał przed zgubnymi skutkami obżarstwa i spożywania niektórych potraw. Z kolei Herodot z Halikarnasu twierdził, że z potraw, które się zjada, powstają wszystkie choroby ludzkie (Hammer, 1973). Starożytni Grecy i Rzymianie poszukiwali uzasadnienia zdrowych wyborów żywieniowych według teorii humoralnej. Uważali, że zakłócenie równowagi płynów ustrojowych, powoduje zachwianie homeostazy organizmu, na co jedynym remedium były według nich odpowiednie pokarmy (Buczak, 2014).

Natomiast Hipokrates głosił, że zdrowie i choroba zależą od równowagi pomiędzy naszym środowiskiem, a trybem życia, czyli odżywianiem, pracą, obyczajami seksualnymi i odpoczynkiem. Pomoc medyczna dotyczyła wówczas pomagania siłom natury w uzdrawianiu człowieka. Część poglądów Hipokratesa wywodzi się z tradycji medycyny chińskiej, mówiącej, że choroba jest brakiem równowagi pomiędzy pierwiastkami „jing” i „jang” w człowieku. Do czynników wpływających na stan równowagi, czyli zdrowie, należały według niego: dieta, sen, aktywność fizyczna i zgoda społeczna. Hipokrates jest nazwany ojcem medycyny europejskiej (Lewandowska, 1994).

A obecnie czy medycyna lub pokrewne jej nauki mówią nam jak mamy dbać o zachowanie zdrowia i nie chorować? Jaki prowadzić powinniśmy styl życia i rodzaj żywienia aby nie ulec otyłości i z nią związanym chorobom cywilizacyjnym? Czy służba zdrowia stoi na straży zdrowia czy raczej leczenia objawowego chorób? Na ile (i czy w ogóle) dba o kondycję zdrowotną społeczeństwa aby leczenie nie zawsze było konieczne? Czy można całkowicie ufać medycynie konwencjonalnej, która jest kierowana przez farmację, a tej z kolei dochody rosną proporcjonalnie do sprzedaży leków?

Warto więc zastanowić się czy w dyscyplinach naukowych, takich jak: pedagogika, psychologia, socjologia, nauki o kulturze fizycznej, czy medycyna, są wskazówki mówiące jak konkretna jednostka ludzka ma dbać o swoją kondycję psycho-fizyczną? Jak może ona rozwijać samoświadomość prozdrowotną? Jak ma rozpoznawać swój stan zdrowia? Jak może wpłynąć na wzmocnienie własnej woli, aby móc zapanować nad swoją cielesnością? Czy w edukacji współczesnego człowieka podaje się sposoby spełniania jego wysiłków w dbaniu o zdrowie (samoprofilaktyka)?

Pobieżny wgląd w literaturę tematu podpowiada, że we wskazanych dyscyplinach naukowych mówi się czym jest zdrowie, co je warunkuje, a mało mówi się jak sam konkretny zdrowy człowiek ma kierować swoim zdrowiem. Chodzi tutaj o sposób kształtowania świadomości prozdrowotnej człowieka.

Obecnie nie budzi sprzeciwu stwierdzenie, że życie w zdrowiu stanowi główny warunek szczęścia człowieka, determinujący każdą sferę jego życia. Istotna jest też świadomość faktu, iż zdrowie nie jest stanem stałym i wymaga nieustannej, odpowiedniej higieny i profilaktyki. „Przełamanie kartezjuszowskiego dualizmu soma i psyche usytuowało człowieka pośród innych dynamicznych struktur rzeczywistości. Konsekwencją tej historycznej przemiany było przesunięcie akcentu z profesjonalnej na indywidualną odpowiedzialność za zdrowie”( (Kuchcińska, 2004). Podstawową formą opieki zdrowotnej stała się samoopieka przy profesjonalnym wsparciu.

A co Polacy sami mówią o swoim zdrowiu i samoprofilaktyce? Otóż najnowsze badania (CEBOS, 2016) pokazują, iż zachowanie dobrego stanu zdrowia jest, według większości Polaków, jedną z najważniejszych wartości w życiu. Wyżej w hierarchii plasowało się tylko szczęście rodzinne. Ogólnie jesteśmy zadowoleni ze swego zdrowia, deklarując dbałość o nie. Jednak wykazane faktyczne działania prozdrowotne ciągle nie są zbyt powszechne.

Okazuje się, że zdecydowana większość Polaków (88%) nie uprawia systematycznie żadnego sportu. Ponad połowa obywateli naszego kraju nie wykonuje żadnych ćwiczeń gimnastycznych, a prawie co piąty dorosły Polak (18%) nie znajduje czasu na dłuższy (minimum godzinny) spacer.

Zdaniem Polaków zachowaniem, które w największym stopniu przyczynia się do poprawy zdrowia, jest prawidłowe odżywianie się, przez co profilaktyka zdrowotna spoczywa głównie w naszych rękach (uważa tak 55 % badanych). Okazuje się, że im wyższy poziom zadowolenia z własnego zdrowia, tym częściej występuje takie przekonanie, że troska o zdrowie powinna spoczywać głównie na samych obywatelach. Zdanie takie wyraziło 60% osób zadowolonych ze stanu swojego zdrowia.

Osoby z nadwagą lub otyłością częściej niż pozostałe odpowiadały, że odżywiają się niezdrowo, że nie dbają o własne zdrowie. Częściej też określały swoją kondycję zdrowotną, jako średnią lub złą. Badania te pokazują też wyraźną korelację między nadwagą a niską aktywnością fizyczną oraz niską samooceną.

Otyłość  jest  wielkim problemem współczesnego społeczeństwa, który dotyka coraz większej liczby ludzi na całym świecie. Jest ona czynnikiem ryzyka wielu przewlekłych chorób

(m.in. cukrzyca, choroby układu krążenia, choroby nowotworowe) zarówno u osób dorosłych, jak i u dzieci. Jest ona jedną z głównych przyczyn niepełnosprawności, problemów z płodnością, depresji i wyobcowania. Generuje ogromne koszty ekonomiczne i społeczne (Tobiasz-Adamczyk, 2013). Na terenie Polski nadwaga i otyłość występuje u około 50-60% populacji ludzi dorosłych (Krawczyk, Kiełczewska, 2013)

Kiedy człowieka możemy uznać za otyłego? Otóż wśród wielu definicji otyłości trudno jest znaleźć tę idealną, a żaden z wyznaczników prawidłowej masy ciała nie jest doskonały. Wyznaczenie otyłości na podstawie wagi względem wzrostu nie zdaje egzaminu, ponieważ sportowcy (np. kulturyści) mimo, że ich masa przekracza przeciętną, nie są otyli. Najsłuszniejsze wydaje się, określenie otyłości jako nadmiaru tkanki tłuszczowej. 

W wielu krajach obserwuje się wzrost liczby osób otyłych, np. w Anglii w 1993 r. 15% osób w wieku powyżej 16 lat było otyłych, a w 2008 odsetek ludzi otyłych w tym samym wieku wzrósł do 25%. Otyłość znacząco wpływa na obniżenie długości i jakości życia oraz na niższy status społeczno-ekonomiczny (Tobiasz-Adamczyk, 2013).

W populacji osób otyłych zauważa się częstsze występowanie zaburzeń psychologicznych, niż u pozostałych osób, nie posiadających znaczącej nadwagi. Jednym z niepokojących problemów społecznych, związanych z otyłością jest dyskryminacja osób otyłych w miejscach publicznych, w zakładach pracy i interakcjach społecznych. Zauważa się, że dzieci już w wieku przedszkolnym okazują uprzedzenia wobec dzieci otyłych, uwazajac je za „trudne”, „leniwe”, „brzydkie” i „głupie”.(Kolotkin, Meter, Williams, 2001).

Zachowania zdrowotne mogą mieć postać nawyków i czynności celowych. Te pierwsze zależą od oddziaływania społecznego i mają charakter utrwalonych wzorów zachowań zautomatyzowanych (np. higiena ciała, nawyki żywieniowe, aktywność fizyczna). Czynności celowe zaś powstają u człowieka w toku indywidualnego rozwoju i poprawy stylu życia (Lipowski, 2006).

Ryzyko otyłości uwarunkowane jest głównie czynnikami środowiskowymi, kulturowymi, społecznymi i behawioralnymi; otyłość jest wyższa w niższych warstwach społecznych, szczególnie wśród kobiet. Ameryka Północna jest w stanie moralnej paniki spowodowanej epidemią otyłości. Istnieje tam obawa przed otyłością jako zachowaniem dewiacyjnym, zagrażającym społeczeństwu, tworząc podział na „dobrych szczupłych” i „złych otyłych”. Otyli odczuwają dyskryminację nawet w traktowaniu ich przez lekarzy i opiekę medyczną (Tobiasz-Adamczyk, 2013).

W przeszłości wartości kulturowe preferujące ciało otyłe, jako wyznacznik wysokiego statusu, a nawet atrakcyjności seksualnej, zalecały większe spożycie pokarmów wśród warstw klas wyższych. Postrzeganie otyłości miało i ma różny odbiór w różnych epokach historycznych i w różnych kulturach. Niejednokrotnie była ona uważana za oznakę dobrego zdrowia. W historycznym ujęciu zagadnienia otyłości czy nadmiernego objadania się nie były tematem dogłębnych analiz w odróżnieniu od problematyki braku apetytu lub głodzenia się (Jóźwiak, 2014).

Liczne badania nad otyłością dzieci wykazują, iż występuje ona częściej w rodzinach ubogich. Społeczny, kulturowy i ekonomiczny kontekst otyłości u dzieci powoduje to, że programy przeciwdziałające temu zjawisku są kierowane nie tylko do rodziców i dziadków oraz szerszych kręgów rodzinnych i środowisk lokalnych kształtujących nawyki żywieniowe dzieci. Również poprzez monitorowanie lokalnej polityki i środków ekonomicznych, pr4ogramy te starają się wpłynąć na nowocześniejsze wzorce konsumpcji (Tobiasz-Adamczyk, 2013).

Jednak czy państwo, programy, służba zdrowia, mass media wystarczą do tego abyśmy byli szczupli i zdrowi? Czy najistotniejszy jest wkład własny? Świadomość zjawiska i możliwości przeciwstawienia się jemu?

Istotą tych rozważań jest profilaktyka zdrowotna, samoprofilaktyka – czyli zapobieganie otyłości i związanymi z nią chorobami. Aby móc ją prawidłowo wdrożyć w życie trzeba mieć świadomość determinantów zdrowia, wiedzieć jaki styl życia, odżywiania i aktywności fizycznej należy wprowadzić, aby móc utrzymać, a nawet poprawiać, swoją kondycję zdrowotną. Otyłość 1997 r. została przez Światową Organizacje Zdrowia (WHO) uznana za chorobę społeczną. Zdrowie stało się czymś więcej niż tylko prawidłowym stanem fizjologicznym organizmu w kategoriach biomedycznych. Z pojęcia zawłaszczonego przez nauki stricte medyczne, stało się ono również kategorią społeczną i kulturową. Nominowało do rangi wartości stanu pożądanego, umożliwiającego sprawowanie zachowań użytecznych w życiu społecznym i zawodowym.

Ze względu na to, że człowiek jest istotą wielowymiarową, całością psychofizyczną i społeczno-kulturową, składająca się procesów biologicznych, psychologicznych i społecznych, wszystkie jego sfery życia decydują o jego kondycji zdrowotnej. Wobec tego definicja zdrowia, określona przez WHO, mówiąca, iż zdrowie to nie tylko całkowity brak choroby, czy kalectwa, ale także stan pełnego, fizycznego, umysłowego i społecznego dobrostanu, okazuje się być niewystarczająca. Nie bierze ona pod uwagę możliwości samorozwoju świadomości zdrowotnej człowieka tak, aby mógł on dokonywać własnych, prawidłowych wyborów, by umiał słuchać podpowiedzi swego organizmu, a nie tylko zdawał się na opiekę systemu ochrony zdrowia. Każdy organizm jest inny i ma inne zapotrzebowanie na składniki odżywcze, zależne od jego aktywności fizycznej i umysłowej, od jego stanu zdrowia, wieku i środowiska, w którym żyje.

We współczesnej rzeczywistości społecznej, niepohamowanych w rozwoju reklam mass mediów, jednostki ludzkie muszą być kształcone w zakresie uprawiania samoprofilaktyki, aby mogły podejmować właściwe dla siebie prozdrowotne wybory. Czynić tak trzeba, gdyż wśród determinantów zdrowia coraz więcej dominują czynniki społeczne (styl życia), przez co działania medyczne przestały być uważane za kluczowe. Oznacza to, że poprawa stanu zdrowia ludności wymaga polityki wychodzącej poza sektor służby zdrowia i powinna być prowadzona we wszystkich sferach życia społecznego. Wiedzę medyczną należy dopełnić treściami nauk społecznych.

Rozwój nauk powoli odchodzi od wąskich specjalizacji i przechodzi w interdyscyplinarne ujęcie problemu. I tak np. nauki o wychowaniu otwierają się na problemy ekologii, komercjalizacji i bezpieczeństwa zdrowotnego; zajmują się nie tylko rozwojem intelektualnym wychowanków ale i wzmocnieniem ich kondycji fizycznej. Obecnie zwiększa się zainteresowanie edukacją zdrowotną, na którą składają się: wychowanie fizyczne, racjonalne odżywianie, higiena, bezpieczeństwo, ekologia i itd. Przedstawiciele pedagogiki podkreślają, że zdrowie jest podstawą zachowań człowieka we wszystkich sferach jego życia ((Buczak, 2014).

W dyskursie nad problemami otyłości i związanych z nią chorób przewlekłych, przeważa stanowiska mówiące, że to głównie system społeczny (instytucje medyczne) powinien zajmować się zdrowiem jednostki. Jednak wyniki najnowszych badań, wskazujące styl życia jako główny determinant zdrowia, mówią wyraźnie, że w głównej mierze to my sami decydujemy o naszej kondycji zdrowotnej. Aby ją móc zachować i/lub poprawiać, musimy zwiększać własną świadomość prozdrowotną, obserwować reakcje organizmu na określony rodzaj zachowań, jak i jakość i rodzaj pożywienia.

Edukacja żywieniowa powinna być analizowana przez nauki medyczne (biochemia, dietetyka), lecz wprowadzana przez wychowanie prozdrowotne. Upowszechnianie zasad prawidłowego żywienia powinno znajdować się w profilu nauczania w szkołach – co ujęte jest w programie: „Poprawa sposobu żywienia i jakości zdrowotnej żywności oraz zmniejszenie występowania otyłości” (Narodowy Program Zdrowia 2007).

Podstawą szkolnych działań edukacyjnych jest „Karta Żywienia i Aktywności Fizycznej Dzieci i Młodzieży w Szkole” (Jarosz, 2008). Jednocześnie podkreśla się konieczność edukacji rodziców. Również na potrzebę uczenia prawidłowych nawyków żywieniowych w szkołach wskazuje; „Stanowisko Ministra Edukacji Narodowej, Ministra Zdrowia oraz Ministra Sportu i Turystyki w sprawie działań edukacyjnych w zakresie zdrowego żywienia uczniów” (Buczak, 2014). Ważnym argumentem dla zwiększenia działań profilaktyczno-edukacyjnych są wyniki badań wskazujące, że u 80% dzieci z otyłością ten stan utrzymuje, a często nawet pogarsza się, w dalszych etapach życia. Dzięki edukacji można wpływać na zachowania dotyczące zdrowego odżywiania, jak i kształtować media społeczne uleganiem modzie, naśladowaniem sposobu odżywiania się osób znaczących.

Można by zadać pytanie, dlaczego tak istotny jest rozwój samoświadomosci prozdrowotnej, skoro mamy gotowe zalecenia żywieniowe przedstawione przez Instytut żywności i Żywienia? Mamy gotowe, profesjonalne modele odżywiania. Tylko czy one przynoszą wymierne efekty zdrowotne społeczeństwa. Czy pomimo coraz to drastyczniejszych ograniczeń zjadania tłuszczów zwierzęcych, zwiększania zalecanej ilości zjadanych warzyw i owoców zamierzone efekty są osiągane? Dlaczego otyłość społeczeństwa rośnie? Nieufność i dezorientację budzi też zmienność i sprzeczność wyników badań dietetycznych związanych np. z pro- i anty zdrowotnym wpływem mleka na nasz organizm, ze stosowaniem diety wegetariańskiej, sporami między (nie)korzystnymi własnościami masła i margaryny. Niejasna i nierozstrzygnięta wiedza utrudnia kształtowanie prawidłowych nawyków żywieniowych, bez utraty przyjemności z jedzenia. Zalecane rygory i ograniczenia dietetyczne ingerują w emocjonalną sferę zachowań żywieniowych (Buczak, 2014). Rygorystyczne diety kończą się najczęściej efektem „jo-jo”, czyli powrotem, a niekiedy i wzwyżką, do wagi wyjściowej. Zmiany nawyków żywieniowych powinny być wprowadzane na stale, a nie na krótki okres.

F. Znaniecki powiada, że: „mędrcem jest się wtedy, kiedy się nim staje, kiedy wzrasta się w swojej mądrości. A jak można się stawać w swojej mądrości? Tak mianowicie, że zdobytą wiedzę poddaje się nieustannej krytyce, wątpieniu w jej prawdziwość po to, by ją można było odrzucić, wyrzec się jej, a na jej miejsce przyjąć nową. Nie można przyjąć coś nowego, nie odrzucając tego, co się dotąd wiedziało” (Znaniecki, 2001).

Wprowadzane zmiany w zaleceniach dietetycznych są praktycznie niewielkie. Ciągle dużo miejsca zajmują w nich produkty mało wartościowe. Nie trzeba być specjalistą z dziedziny dietetyki, medycyny czy biochemii, aby zauważyć, że w Piramidzie Żywieniowej jest nadal bardzo dużo produktów zbożowych, które mają bardzo ubogą wartość odżywczą (niską zawartość witamin i składników mineralnych), a niewiele produktów białkowych (zwłaszcza dla dzieci i młodzieży, którzy potrzebują większe ilości wartościowego białka do tworzenia nowych tkanek budulcowych).

Rośnie w zastraszającym tempie ilość osób chorych na cukrzycę i miażdżycę (pomimo prawie całkowitego odrzucenia tłuszczów zwierzęcych na rzecz roślinnych) – a otyłość stała się już nie tylko problemem medycznym, czy też estetycznym, ale olbrzymim problemem społecznym i ekonomicznym.

Medycyna w większości chorób podaje, że etiologia ich jest nieznana – nie upatruje źródła choroby w nieprawidłowym odżywianiu, nie zaleca zmiany diety przy wystąpieniu różnorakich schorzeń, nie zauważa związku między zmianą nawyków żywieniowych, a nasileniem się chorób cywilizacyjnych. Przyczyn chorób – ba, nawet otyłości, upatruje się w genach – jakby człowiek nagle w ostatnim stuleciu przekształcił się genetycznie – co w skali okresu istnienia życia człowieka na ziemi (filogenezy), wydaje się absurdalne…

Obecną fobię cholesterolową opisał w swojej książce prof. med. Walter Hartenbach (2007), specjalista w dziedzinie chirurgii. Pisze on, że w trakcie jego kilkudziesięcioletniej pracy badawczej, nie udało mu się znaleźć zależności między stężeniem cholesterolu we krwi a rozwojem miażdżycy. W swojej książce próbuje uchronić potencjalnych pacjentów od psychozy strachu, wywołanej przez zdeklarowanych „przeciwników cholesterolu”. Pragnie oszczędzić im niepotrzebnych obaw i niepokoju oraz uchronić przed poważnymi problemami zdrowotnymi, np. większą zapadalnością na raka i choroby cywilizacyjne. Wyjaśnia również duże zagrożenie dotyczące stosowania leków obniżających cholesterol oraz dokładnie tłumaczy istotne znaczenie cholesterolu oraz jego korzystny wpływ na ludzki organizm.

Naród amerykański, który ma niesłychaną wręcz obsesję na punkcie dietetyki, zbudował prawdziwy przemysł dietetyczny. W żadnym innym kraju na świecie nie ma tylu lekarzy specjalizujących się w odchudzaniu, trenerów aerobiku, fitness, autorów cudownych diet oraz wydawców i dziennikarzy z tym przemysłem związanych. Jednocześnie nigdzie na świecie nie widuje się tylu otyłych ludzi na ulicach. Oczywistym jest fakt, iż żywność szkodliwą wytwarza się tanio i również tanio można ją przetwarzać. Producenci takiej żywności zarabiają krocie – co pozwala im na przeznaczenie sporej części dochodu na reklamę swoich produktów.

Dlaczego produkuje się niezdrową żywność? „Fakt ten wynika z uznania ekonomii za podstawowy czynnik rozwoju cywilizacji. Ekonomia stała się celem samym w sobie, uległa alienacji i podporządkowała sobie pozostałe dziedziny społecznego życia ludzkiego” (Karpiński, 2009). Dobro człowieka zeszło na margines – z pozycji podmiotu, na miejsce przedmiotu, narzędzia.

Obecnie świat medyczny jest zgodny w upatrywaniu czynników środowiskowych jako głównych determinantów zdrowia. One są główną przyczyną rosnącej otyłości wśród coraz większych populacji naszego globu. Również one w głównej mierze odpowiadają za takie choroby jak miażdżyca, cukrzyca, choroby układu krążenia i nowotwory. Jednym z tych czynników jest wymienione już racjonalne żywienie. Winno ono w sposób optymalny zaspokajać dzienne zapotrzebowanie organizmu człowieka w niezbędne dla utrzymania zdrowia, i prawidłowego poziomu energii, składniki odżywcze, witaminy i minerały. Bez nich człowiek nie jest w stanie wykorzystywać swych genetycznie uwarunkowanych możliwości fizycznych i psychicznych. Nie może utrzymać dobrego stanu zdrowia w dłuższej perspektywie czasowej. Wybory związane z konsumpcją pokarmów są często wynikiem natarczywych reklam, wyrazem budowania tożsamości i identyfikacji społecznej, a nie wynikiem świadomej troski o zdrowie. Odpowiednie wyżywienie jest tylko jednym z wielu determinantów zdrowia, ważna również jest aktywność fizyczna i wyznaczenie sobie w związku z powyższym realnych celów. Możliwość osiągnięcia celu czyni go realistycznym, a nie pozostającym w sferze fantazji. Ma on dla jednostki konkretną wartość i określone znaczenie, przez co decyduje o jej zachowaniu.

Główny determinant zdrowia, czyli styl życia, określa nasz codzienny rozkład zajęć, a w nim: ilość i rodzaj pracy, odpoczynku i snu, rodzaj diety, aktywność fizyczną, sposób reagowania na sytuacje stresowe, przyjmowanie używek. Badania, przeprowadzone w kilku ośrodkach na świecie, pokazują procentowy rozkład ww. czynników: 1. styl życia 50%; 2. czynniki biologiczne 20%; 3. czynniki środowiskowe 20%; 4. medycyna naprawcza 10% (Dobrzańska, 2009).

Powyższe dane pokazują nam, że w głównej mierze to my sami decydujemy o naszej kondycji zdrowotnej. Aby ją móc zachować i/lub poprawiać, musimy zwiększać własną świadomość prozdrowotną, obserwować reakcje organizmu na określony rodzaj zachowań, jak i jakość pożywienia. Jak mówił prof. J. Aleksandrowicz: „Zdrowie i życie pacjenta jest zbyt cenne, aby powierzać je tylko lekarzom”. Szeroko rozumiana profilaktyka zdrowotna polegająca na szczepieniach ochronnych i okresowych badaniach nie jest wystarczająca. O zdrowie należy dbać codziennie, mając samoświadomość zdrowotną i wolicjonalność pozwalającą na zastosowanie tej wiedzy w życiu codziennym.

Aby wychowanie ku zdrowiu mogło przynieść pozytywne efekty, należałoby funkcjonujący obecnie system edukacyjny wzbogacić o rozwijanie świadomości, postaw i wyobrażeń zdrowotnych. O zwrócenie uwagi na wpływ jednostki ludzkiej na stan swojego zdrowia; na dostrzeżenie, że to prewencja, a nie leczenie jest gwarantem utrzymania dobrej kondycji psycho-fizycznej. Leki, operacje, hospitalizacja stanowi rzadko remedium na chroniczne problemy. Aktywacja wrodzonej nam zdolności samoleczenia, którą wszyscy posiadamy, jest kluczem do zdrowia. Poprawa diety, ćwiczenia i zmiana stylu życia są podstawą. Dlatego warto się zastanowić nad zagadnieniem – jak można i należy poprawić samoprofilaktykę prozdrowotną ludzi? Jak kształcić1 ludzi w tym zakresie? Jakie treści powinniśmy dostrzegać w pojęciu „samoprofilaktyka prozdrowotna”?

Aby móc powyższe cele wprowadzać w życie, potrzebne jest kształcenie, polegające na próbie wzniecenia u wychowanków procesu samowychowania. Samowychowanie – jak podaje Encyklopedia pedagogiczna – jest to „ czynne ustosunkowanie się podmiotu do procesu własnego rozwoju, wyrażające się w regulowaniu swego postępowania i działania według dobrowolnie przyjętych wzorów lub systemu wartości. Jest to świadome i celowe kierowanie sobą. Człowiek wy­chowując samego siebie, staje się podmiotem wy­chowania, jednostką zaangażowaną w działalność wychowawczą kierowaną na nią bądź na grupę, w której uczestniczy” (Pomykało, 1993).

Niniejsza rozważania mają ukazać przemiany, jakie zaszły w myśleniu o zdrowiu w wyniku rozwoju gatunku ludzkiego, aby dojść do stanu w jakim jesteśmy obecnie i dokąd zmierzamy. Wskazać również na konieczność zmiany nieaktualnego już biomedycznego myślenia i podkreślić potrzebę rozwoju samoświadomości prozdrowotnej konkretnej jednostki ludzkiej.

1 Przez „kształcenie” rozumiem jedność nauczania i wychowania. Celem wychowania jest doprowadzenie do rozpoczęcia przez wychowanka procesu samowychowania.”

.

Polecam – Jan Kwaśniewski: Jak nie chorować? – http://optymalni.org.pl/sklep/?p=productsMore&iProduct=6 .

.

| | 2 Komentarzy

Zmiana kwoty wolnej od podatku

.

Piotr Ikonowicz 30.11.2016 r. o 09:35 pisze:

„Zmiana bez zmiany

Przepraszam wszystkich, że wprowadziłem w błąd. Sam jednak byłem w błędzie. Sądziłem, że najubożsi zyskiwać będą miesięcznie kwoty, które zyskają w skali rocznej. W głowie mi się nie mieściło, że można się chwalić tak małą, a nie dobrą zmianą. Za wcześnie się ucieszyłem. Szkoda, że nie miałem racji.”

Źródło – https://www.facebook.com/piotr.ikonowicz/posts/10207212910753419?pnref=story .

.

Polecam dyskusję pod linkiem jw.

.

| | Dodaj komentarz

Źródła minerałów i witamin na Diecie Optymalnej

.

Marek Suder 28.11.2016 r. o 09:10 pisze:

„” Źródłem minerałów i witamin na Diecie Optymalnej są zalecane, zbilansowane posiłki oraz probiotyczna flora bakteryjna jelit, która jeśli jest prawidłowa, całkowicie eliminuje ewentualne niedobory w pożywieniu witamin, szczególnie z grupy B. Przed ewentualnym nadmiarem witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, szczególnie witaminy A, chroni stosowna obróbka kulinarna.”
TK

Esencja, dlaczego nie chleb, dlaczego nie suple, dlaczego nie surowe, dlaczego nabiał itd. Ludzie ileż można powtarzać jedno i to samo? Zięby i inni podobni do ramki i nad łóżko, może jak będziecie spać i ramka wam spadnie na głowę w końcu zrozumiecie 😀 Miłego poniedziałku  „

Źródło – https://www.facebook.com/groups/634447236680866/permalink/1009017495890503/ .

.

Więcej: Zasady Diety Optymalnej w pigułce – http://www.stachurska.eu/?p=16604 .

.

| | 2 Komentarzy

Piotr Ikonowicz: Starość i strach

.

Piotr Ikonowicz 15.11.2016 r. o 08:27 pisze:

„Coś wspaniałego. Przed chwila na konto Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej wpłynęła kwota równa zadłużeniu starszej pani, o której pisałem w felietonie „Starość i strach”. Dziękuję wszystkim za ofiarność i proszę już więcej nie wpłacać na ten cel. Jesteśmy bardzo szczęśliwi!

A oto ten felieton. Aż sie chce dalej pisać…

Starość i strach

Starsza pani ma 79 lat. Kiedy idziemy po schodach na pierwsze piętro Administracji Nieruchomości musi dwa razy odpocząć. Dług czynszowy wynosi 3600 zł. Jej emerytura 790 zł, syn ma rentę inwalidzką – 600 zł. Panie w administracji załamują ręce. Już kilka razy długi rozkładano na raty, dawano szanse, a pani się nie wywiązała. Dlaczego syn n nie pójdzie gdzieś dorobić? Bo ma padaczkę, Kilka ataków dziennie. Leki, które dostaje nie są refundowane. Nikt go nie przyjmie, bo pracodawcy boją się przyjmować ludzi z epilepsją. Za duże ryzyko.

Kiedy pani Basia była u mnie na dyżurze w Kancelarii ludzie w kolejce słyszeli rozmowę? I jeden z nich wyszedł z inicjatywą. Ci biedni ludzie, których nie stać na adwokata, znękani, którzy przyszli do naszej sutereny po pomoc, po ratunek, zrobili zrzutkę. Dzięki temu, pani Basia mogła wyjąć dowód wpłaty niewielkiej kwoty. 200 zł. Niestety skromne dochody matki i jej niepełnosprawnego syna są „za wysokie”, żeby można było przyznać im pomoc społeczną. Niemniej urzędniczka z windykacji wychodzi z inicjatywą, żeby Ośrodek Pomocy Społecznej pomógł w spłacie zadłużenia w ratach. Zaproponowałem w takim razie, żeby poszła tam ze mną. I niech pogada jak urzędniczka miejska z drugą urzędniczką. Może coś z tego wyjdzie.

Na razie najważniejsze to doprowadzić do spłaty zadłużenia i ponownego zwarcia umowy najmu 26 metrowego mieszkanka. Pani Basia jest przerażona. Dostała z Administracji pismo, że ma „natychmiast opróżnić lokal”. Urzędniczki, które ten złowrogi list wysłały, zapewniają j, że wcale nie musi się wynosić. Że tylko takie są procedury i one, choć musiały to wysłać, wcale nie oczekują, że ona się wyniesie. Starsza pani nie rozumie, nie dowierza, wciąż się boi.

Stanęło na tym, że pani z windykacji pogada z przełożoną. Mamy dostać informację ile trzeba wpłacić, żeby resztę dzielnica darowała (umorzyła). Wtedy zaczniemy zbiórkę. Zrzucimy się na ten tysiąc, czy ileś, jeżeli reszta będzie darowana. Wtedy przywrócą babci umowę i będzie mogła wystąpić o dodatek mieszkaniowy. Dlaczego dotychczas nie pobierała? Bo nikt jej nie powiedział. Ona ma już swoje lata i się na tym nie rozumie.

Wychodząc wciąż pyta: A czy oni mnie teraz wyrzucą? Nie wyrzucą – odpowiadam. Dopóki patrzymy im na ręce. Zresztą sama pani widziała. Dobrzy ludzie nie dadzą pani zginąć.

Piotr Ikonowicz”

Źródło – https://www.facebook.com/piotr.ikonowicz/posts/10207105510388477  .

.

| | Dodaj komentarz

Lekarze atakują homeopatię

.

„Produkty homeopatyczne nie mają potwierdzonego działania i polscy pacjenci powinni być o tym ostrzegani np. na opakowaniu” – alarmują medycy. Z postulatem dyskusji na temat specjalnego ich oznaczania wystąpił do ministra zdrowia oraz prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów szef Naczelnej Rady Lekarskiej…” Całość – http://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/lekarze-atakuj%C4%85-homeopati%C4%99-chc%C4%85-specjalnych-ostrze%C5%BCe%C5%84-na-opakowaniach-jak-na-papierosach/ar-AAkCyDq?li=AA4WWV&ocid=spartanntp .

.

Oglądałam parę lat temu, może nawet więcej niż parę, w tv dyskusję między zwolennikami i przeciwnikami homeopatii. Przeciwnicy odradzali jej stosowanie, zwolennicy odwrotnie, zachwalali. Dyskusję zakończyło oświadczenie jednego ze zwolenników iż… 40 % chorych reaguje wyleczeniem na placebo.

W medycynie mainstreamowej też się placebo posługują? I jak osobisty system immunologiczny poprawi komu kondycję to – z urzędu – zasługi ma placebo?

.

| | 6 Komentarzy

Trump, Trump, Misia, Bela …….

.

Radosław S. Czarnecki 14.11.2016 r. pisze:

„Demo-liberalny mainstream załkał nad wynikiem wyborów w USA. Zwyciężył populista, seksista, nieokiełznany „burak” i nieliczący się z dotychczas obowiązującym w political correctness słowami bądź określeniami swych konkurentów osobnik, zwolennik autorytaryzmu, człowiek „niewiadomo-skąd” (co prawda to osoba uosabiająca mit Ameryki przedsiębiorczej, mit bogactwa które czeka na każdego „na wyciągniecie ręki” jak tylko będzie się odpowiednio obrotnym i konsekwentnym w biznesowym działaniu). To stwierdzenie nie dotyczy medialnej sfery, która jest jak spojrzymy na cały entourage wyborów amerykańskich, teatrem i mydlaną operą (na podobieństwo „Niewolnicy Izaury”, zaoceanicznego tasiemca „Moda na sukces” czy tureckiej apologii czasów osmańskich pt. „Wspaniałe stulecie”), ale faktu iż Donald Trump jest spoza dotychczasowego establishmentu. Spoza kręgu „znajomych królika” z Wall Street.

Cały wszechświat podlega bogom,
bogowie podlegają zaklęciom,
zaklęcia podlegają braminom, dlatego
bramini są naszymi bogami
.
Przysłowie hinduskie

Ów płacz i szlochy świadczą o dwóch rzeczach. Po pierwsze – heglowski „Zeitgeist” wiejący przez świat obwieszcza absolutnie prawdopodobny i ostateczny koniec epoki wszech-panowania neoliberalnych, wyalienowanych ze społeczeństw elit. Społeczeństw ponoć demokratycznych, wolnych, mających być (niczym francusko-rewolucyjny „lud”) hegemonem, panem i recenzentem swoich przedstawicieli. A elitarni reprezentanci wspomnianych społeczeństw od czasu upadku Muru Berlińskiego, od kolapsu systemu radzieckiego i rozwiązania ZSRR, równoległego ze spuszczeniem mega-kapitału ze smyczy, czyli tzw. kapitału korporacyjnego (tak naprawdę nie mającego barw narodowych choć niewielu z tego zdaje sobie tak naprawdę sprawę), uwierzyli w swoją nieomylność, mądrość, piękno i czystość intencji jakimi się kierują i jakie głoszą, w swoją wszechwiedzę (zwłaszcza w przedmiocie interpretacji tak zasadniczych dla demokracji pojęć jak wolność, równość szans, braterstwo, solidarność, empatia, reformy itd.).

Paradoksem tej sytuacji jest fakt, że uosobieniem protestu i nadziei na zmiany (czego na pewno jest właśnie wybór Trumpa na 45 prezydenta USA) ma być człowiek egzemplifikujący w dużym stopniu te właśnie zależności między kapitałem a dzisiejszym bytem niezadowolonego „ludu”. Współczesnego „ludu” czyli fetyszyzowanej przez media ostatnimi laty tzw. „klasy średniej”. Była ona w przeszłości nośnikiem faszystowskich, rasistowskich, ksenofobicznych i autorytarnych idei. Nie jest (i nie była nigdy) wyłącznie progresywną, postępową, modernistyczną, racjonalną i „oświeconą” klasą społeczną jak próbowały to wmówić nam korporacyjne media.

Takim źródłem zdaniem wielu komentatorów i badaczy – m.in. pisze o tym włoski intelektualista Umberto Eco w eseju o proto-faszyzmie i jego immanencji wobec kultury euro-atlantyckiej ([w]: „Pięć pism moralnych„) – jest zawsze indywidualna frustracja (subiektywnie – nie obiektywnie – odczuwana, nie oddająca rzeczywistego stanu rzutującego na powstawanie owych frustracji) oraz brak refleksji krytycznej (czyli sceptycyzmu zapładniającego dystansem każdą auto-refleksję). To jest też wynik określonej edukacji i medialnego przekazu. Eco opisuje niezwykle proroczo (jest to rok 1995), jak dawni progresywnie zorientowani nosiciele zasadniczych idei Oświecenia, po okresie tzw. „złotego wieku” zachodniej kultury i klasy średniej (pojęcie opisujące lata 1945-89 ukute przez brytyjskiego historyka Erica Hobsbawma) przekształcą się w wyniku procesów globalizacyjnych w „lumpen-drobnomieszczaństwo”, stając się tym samym pożywną glebą dla odrodzenia faszystowskich idei i wartości, będąc jednocześnie ich głównym nośnikiem i zapleczem. Gdy człowiek musi ciągle z czegoś rezygnować, a przy okazji widzi rozwierające się nożyce bogactwa i biedy (tak w skali makro jak i w skali jednostkowej), gdy wszechogarniający Armagedon jest za progiem jego domu (dzięki nawałowi newsów, informacji, kolorowych obrazów przekazywanych przez globalne media), muszą dopaść go frustracje rodzące zawiść.

Drugim aspektem owego płaczu nad „przegraną Hillary” jest paradoks – którego ów mainstream tak nad Potomakiem, jak i nad Wisłą, w Budapeszcie czy Wiedniu (a w przeszłości w Rzymie gdy Włochom premierował groteskowy biznesmen, protoplasta moim zdaniem Donalda Trumpa ale w mini-skali, Silvio Berlusconi) nie jest w stanie, nie chce zauważyć (z ignorancji bądź egoizmu) – że wybór miliardera i celebryty na gospodarza Białego Domu jest również efektem profilu dzisiejszych mediów, sposobu ich funkcjonowania i przekazywanych przez nie wizji świata. Nie chodzi w ich działalności o żadną prawdę, rzetelną, obiektywną informację o rzeczywistości współczesnego świata, o debatę nad procesami jakie w nim zachodzą itd. O edukacji odbiorców – bo to żmudny, długotrwały i nie-zyskowny (dziś chodzi w świecie korporacji aby zysk był szybki, możliwie maksymalny i przy minimalnych nakładach własnych) proces – nawet nie ma co mówić.

Irracjonalizm to działanie dla samej istoty działania, nie dla zmian, ewolucji, postępu, uwielbiający taką formę działania jak ruch, „zadyma”, emocje i afekty. Nerwowe napięcie, onanizm nad symboliką narodowo-religijną, wielkie słowa wobec nieistotnych i przemijających spraw. A to istota korporacyjnych mass-mediów. Tym samym racjonalne, sceptyczne, zdystansowane spojrzenie na rzeczywistość odłożone zostaje do lamusa. Nie wolno się więc dziwić, iż konsumenci takiej papki medialnej impregnowani zostają na racjonalizm, sceptycyzm poznawczy, realizm i chłodny pragmatyzm. To egzemplifikuje się potem w wyborczych preferencjach.

Mainstream płacze nie wiedząc dlaczego tak się dzieje. Boi się „odejścia od kapitalizmu”, a de facto od neoliberalnego „porządku wszechrzeczy” (neoliberalizm to wszech-ogarniająca i powszechnie obowiązująca – dzięki mediom – wizja świata). A kapitał, ten bez narodowych barw, bez państwowych i religijnych konotacji (retoryka i publiczne enuncjacje nie mają żadnego znaczenia) współpracuje ze wszystkimi systemami polityczno-społecznymi. Tak samo z rządzącą socjaldemokracją jak również z faszystami. Kapitał jest po prostu związany z nimi wszystkimi określonymi interesami i dlatego nie może być mowy o jakiejkolwiek anty-systemowości (dotyczy to kapitalizmu jako formy sprawowania władzy przez właścicieli kapitału oraz systemu wartości, a tu zasadniczym pojęciem i jego interpretacją jest stosunek do własności).

Teraz będzie tak samo. Chodzi tylko o proweniencję Trumpa: jego umiejscowienie poza dotychczasowym establishmentem. To jest wg mnie zasadniczy ból elit . Reszta to retoryczne ozdobniki, irracjonalne humbugi (wynikające z ignorancji bądź potrzeb manipulacji), nie mające nic wspólnego z rzeczywistymi informacjami.
Jeśli jednak Donald Trump przynajmniej w drobnym stopniu nie zmieni czegokolwiek w polityce – zwłaszcza wewnętrznej (a wpływy USA na świat ma także niebagatelne znaczenie) – to następnym gospodarzem Białego Domu będzie najprawdopodobniej jawny i autentyczny …… faszysta. Pisał na ten temat już ponad 10 lat temu amerykański uczony Richard Rorty przewidując – na podstawie obserwacji postępów i kierunków rozwoju procesów globalizacyjnych, generujących rozwój religijnego fundamentalizmu – takie rozwiązanie.

Śmiechem mogą więc napawać dyrdymały objawiające fakt, że „Trump to zwycięstwo Putina”, Kaczyńskiego bądź Orbana (lub ich wszystkich razem wziętych). Ktoś kto wygłasza takie tezy patrzy z polskiej, lokalnej, sensacyjno-banalnej, niezwykle ograniczonej perspektywy (Bracia Grimm: „ropuch ma zawsze ropuszą wizję piękna” [w]: „Bajka o ropuchu„). Z perspektywy polonocentrycznej, w niewielkim już stopniu biorącej pod uwagę aspekt ogólno-europejski, do światowego oglądu nawet się nie zbliżając. Wszyscy ci politycy – Orban, Kaczyński, Putin i Trump – są bowiem efektem (a nie inicjatorami czy autorami takich programów polityczno-społecznych) wynikającym z określonej polityki, z tego samego systemu wartości i analogicznych frustracji społeczeństw: rosyjskiego, polskiego, węgierskiego, amerykańskiej klasy średniej (admirowanej przez siły polityczne „od lewa do prawa” jako clou porządków po upadku Berlińskiego Muru i nośnika wszystkiego co postępowe, modernistyczne i progresywne społecznie), tych samych nadziei tzw. „ludu”: oczekującego minimum przewidywalności, ograniczenia chaosu życia codziennego, jasnego przekazu od władzy i ośrodków decyzyjnych, ale też i poczucia sprawiedliwości (cokolwiek pod tym względem ów „lud” rozumie) oraz ograniczenia rozbieżności etycznych intencji i moralizatorskiej retoryki z bieżącą, codzienną praktyką polityki.

Trendy światowe są jednoznaczne – demokracja liberalna jest w odwrocie. Z własnych, immanentnych jej ułomności, z miałkości intelektualnej i moralno-etycznej polityków realizujących ten polityczny projekt w różnych częściach świata. Wiele krajów, wiele społeczności (zwłaszcza spoza kręgu kultury łacińsko-atlantyckiej) patrzy z zainteresowaniem na tzw. „demokrację sterowaną”, wykazującą się w XXI wieku lepszą skutecznością niźli importowane idee demo-liberalne, a także będące bliższe ich kulturom i doświadczeniom cywilizacyjnym. Turcja, Malezja czy Filipiny, nie mówiąc o Rosji, są tego najlepszym przykładem. Chin nawet nie wspominamy w tym kontekście.

Podany na początku materiału przykład z heglowskim „Zeitgeistem” jest tego najlepszym przykładem i opisem.

Na zakończenie tych krótkich rozważań nad zwycięstwem Donalda T. w wyborach prezydenckich w USA warto przypomnieć, iż wiele uzasadnień tłumaczących ów fenomen (jak uważa nadal niczego nie rozumiejący mainstream) znajdziemy w dorobku brodatego filozofia z Trewiru (oczywiście traktowanego nie dogmatycznie, nie z „nabożną czcią” – zawsze religijnej proweniencji – lecz z dzisiejszej perspektywy i określonych doświadczeń).

Rozpaczającym nad wynikami wyborów w Stanach Zjednoczonych elitom trzeba zacytować tylko Noama Chomsky’ego, który doskonale opisuje przyczyny takiego, opłakiwanego dziś, stanu rzeczy: „Najbardziej skuteczną metodą skrępowania demokracji to transfer miejsca podejmowania decyzji ze sfery publicznej do instytucji, które nie ponoszą odpowiedzialności: królów, kast religijnych, junt wojskowych, dyktatur partyjnych albo współczesnych korporacji”. Tworzy się w wyniku takich działań zbiorowość o mentalności „małego dziecka”, utrzymywana w infantylizmie, ignorancji i przeciętniactwie, a jej bunt zamieniony zostaje w poczucie winy, która eksploduje właśnie w takich momentach jak np. wybory.”

Źródło – http://lewica.pl/blog/czarnecki/31424/ .

.

Polecam – Bauman: Dla zdradzonych przez cywilizację barbarzyńcy są nadzieją – http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/stany-zjednoczone/20161115/bauman-dla-zdradzonych-przez-cywilizacje-barbarzyncy-sa-nadzieja .

.

| | 1 Komentarz

SZPICZAK MNOGI (MYELOMA MULTIPLEX)

.

Dr Jan Kwaśniewski pisze:

SZPICZAK MNOGI (MYELOMA MULTIPLEX)

Ciechocinek, 17.01.2005 r.

Chciałbym Państwu opowiedzieć o przypadku szybkiego wyleczenia z choroby nowotworowej, mocno zaawansowanej, do wyleczenia nie dzięki lekarzowi, a dzięki człowiekowi będącemu sześć lat na Żywieniu Optymalnym (®), który zapamiętał z mojej z nim rozmowy, że komórki nowotworowe umieszczone w żółtku jaja giną po kilku godzinach. Tenże pan spotkał kolegę chorego, jak się dowiedział, na szpiczaka mnogiego z przerzutami (już nosił kołnierz usztywniający, podtrzymujący głowę, ponieważ były zmiany martwicze w kręgosłupie szyjnym i nie tylko w kręgosłupie szyjnym). Dawano mu niewiele miesięcy życia.

Szpiczak mnogi jest chorobą bardzo ciężką, nieuleczalną, prowadzącą do charłactwa i śmierci. Choroba rozpoczyna się osłabieniem, spadkiem wagi, uczuciem zmęczenia. W chorobie tej tworzą się guzki wychodzące ze szpiku, które po zniszczeniu kości rozprzestrzeniają się po całym organizmie. Guzy te znajduje się w wątrobie, w śledzionie, w węzłach chłonnych, w tkance łącznej. Na plan pierwszy wysuwają się bóle kości, najczęściej kręgosłupa, bóle stawów, złamania kości, zapadanie się zniszczonych kręgów. Rokowanie w tej chorobie jest zdecydowanie złe, a leczenie praktycznie nieskuteczne.

Chciałbym Państwu opowiedzieć o przypadku wyleczenia chorego z tej choroby, już mocno zaawansowanej, ponieważ miał przerzuty do kości, OB – ponad 140, i zniszczenie już kręgów szyjnych, dlatego musiał nosić kołnierz ortopedyczny, podtrzymujący głowę.

Został on wyleczony z tej choroby nie dzięki lekarzowi, a dzięki optymalnemu od 6 lat, który zainteresował się tym panem, zapytał, co mu jest, dlaczego nosi kołnierz, dlaczego jest taki słaby i wychudł. Ten pan powiedział, że choruje na szpiczaka mnogiego, że lekarze dają mu niewiele miesięcy życia, że ma już liczne przerzuty w całym organizmie. Ten optymalny od 6 lat pan W. powiedział choremu, żeby odżywiał się samymi żółtkami, gdyż zapamiętał z rozmowy ze mną, że w żółtkach komórki nowotworowe po kilku godzinach giną. I chory zaczął się odżywiać praktycznie samymi żółtkami, pił tylko wodę lub lekką herbatę.

Już po 2 tygodniach takiego odżywiania chory poczuł się znacznie lepiej, a OB obniżyło się do 30 po 1godzinie. Chory żywił się tymi żółtkami jeszcze 2 tygodnie, nieuleczalna choroba już po miesiącu prawie ustąpiła, a przynajmniej ustąpiły wszystkie dolegliwości. Chory zapytał pana W. co ma robić dalej. Pan W. odpowiedział, że powinien zapoznać się z książkami doktora Jana Kwaśniewskiego i odżywiać się dalej według zaleceń i zasad Żywienia Optymalnego (®).

Minęło ponad rok, były chory jest zdrowym i sprawnym człowiekiem, nadal stosuje Żywienie Optymalne (®) ograniczając węglowodany do ok. 30 g na dobę.

Nie polecam odżywiania się samymi żółtkami. Żółtka mogą, i powinny, być podstawowym produktem dla ludzi, którzy chorują na nowotwór złośliwy lub nie chcą na nowotwór zachorować, i nie chcą chorować na inne choroby. W szpiczaku mnogim, białaczkach – wskazany jest dodatkowo szpik kostny i podroby, a w chorobie nowotworowej spożycie węglowodanów powinno być mniejsze, niż normalnie, czyli powinno wynosić ok. 0,5 g na 1 kg wagi należnej, w innych chorobach – ok. 0,8 g węglowodanów na 1 kg należnej wagi ciała, czyli dla człowieka o wadze 60 kg ilość spożywanych węglowodanów powinna wynosić ok. 50 g, u chorujących na nowotwór ok. 30 g.

Nowotwory – aby żyć i rosnąć – muszą mieć cukier.

Wystarczy nie dać im jeść, a przeważnie szybko ustąpią, jeśli choroba jest mało zaawansowana, u pozostałych chorych zawsze występuje poprawa, często wyleczenie. Bóle towarzyszące chorobie nowotworowej i innym, w których występują silne bóle, np. w chorobie Bechterewa, czy w chorobie Bürgera, wprowadzenie Żywienia Optymalnego (®) powoduje ustąpienie bólów lub znaczne złagodzenie już po 7 dniach.

Przy dużych guzach nowotworowych wskazane jest usunięcie chirurgiczne guza, ponieważ ginący, rozpadający się guz nowotworowy może silnie zatruć cały organizm.

Żywienie Optymalne (®) jest odżywianiem biochemicznie i faktycznie najlepszym dla człowieka. Wykazano, że nie powoduje żadnych szkód dla chorych i zdrowych, a przynosi poprawę stanu zdrowia i sprawności, praktycznie u każdego chorego, co potwierdzili: prof. Tatoń i prof. Hasik, na podstawie prowadzonych badań na ludziach chorych, a przedtem na zwierzętach.

Natomiast prawie wszystkie, a tak liczne polecane modele żywienia oparte na poglądach, powodują szkody dla chorych i zdrowych, powodują liczne choroby, są zawsze szkodliwe, co zostało potwierdzone w obszernym piśmiennictwie na ten temat, które można znaleźć w czasopismach medycznych.

W jednym z hospicjów, gdzie przebywają chorzy, którzy wymierają najdalej w ciągu roku, dyrektor tegoż hospicjum chciał wprowadzić Żywienie Optymalne (®) dla tych chorych, ale od wielu miesięcy mu się to nie udaje, ponieważ różne komisje etyki i innych zurzędniczałych gremiów, dyskutują, kto powinien wyrazić swoją opinię, a chorzy nadal biorą leki i żywią się tak, aby główne nowotwór miał co jeść, a organizm musiał zginąć.

Nawet, jeśli nie udałoby się tych wszystkich chorych wyleczyć z tych nieuleczalnych chorób, a skazanych na życie w hospicjum, to na pewno można by im było przedłużyć życie, poprawić komfort życia, a przede wszystkim uwolnić lub ograniczyć konieczność przyjmowania leków przeciwbólowych: morfiny, czy Dolarganu, czy innych, które ci chorzy otrzymują, ponieważ w zasadzie we wszystkich chorobach z silnymi bólami, które spotykałem, Żywienie Optymalne (®) powodowało złagodzenie bólu i ustąpienie, średnio po 7 dniach.

Na razie, jak widać, chorzy ci z hospicjów, i inni niepotrzebnie chorzy na choroby nowotworowe różnego typu, jeszcze muszą poczekać. Mam nadzieję, że nie będą czekali zbyt długo.

Oprócz dokładnego pilnowania ilości spożywanych węglowodanów w diecie optymalnej u chorych na nowotwory, należy zwrócić też uwagę na to, aby ilość spożywanego białka była możliwie niewielka. Jeśli białko, które chory spożywa jest najwyższej jakości, wystarczy, aby go zjadał 50-60 g, zwłaszcza u chorych, którzy są wyniszczeni przez chorobę. Z nadmiaru białka organizm wytwarza sobie węglowodany w ilości ok. 58% w stosunku do spożywanego białka i przy stosowaniu zbyt dużej ilości białka (100-130 g), jak proponują niektórzy, powstaje spora ilość węglowodanów, a one są pokarmem dla nowotworu. Jeszcze raz powtarzam: Nie dać jeść nowotworowi, a nikt, kto nie ma co jeść – nie może przeżyć, a zatem i nowotwór. W chorobie nowotworowej przeważnie następuje wyleczenie po przejściu na Żywienie Optymalne (®), czego życzę wszystkim chorym, żeby potrafili skorzystać z wiedzy, która jest gotowa i która daje takie rezultaty, jakich nie daje żadna inna wiedza. Dziękuję Państwu.

Jan Kwaśniewski”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=505 .

.

Może się przyda:

Ethan A. Huffhttps://martabrzoza.pl/nowotwory/miliony-osob-zostaly-blednie-poddane-leczeniu-raka/ .

http://zdrowie.hotto.pl/dwa-rozne-sposoby-na-raka-zatruty-cukier-i-zoltka-jajek-zabijaja-raka/ .

– Naukowcy nowotwór chcą leczyć cukrem, zatrutym – http://www.stachurska.eu/?p=5764 .

.

| | Dodaj komentarz

Poprawianie statystyk po polsku

.

Agata Nosal-Ikonowicz 15.11.2016 r. o 12:24 pisze:

„Piotr Ikonowicz w Krytyce Politycznej o poprawianiu statystyk

Bardzo często stosowano techniki badania poziomu życia zaczerpnięte z najbogatszych krajów świata, które nie nadawały się do badania sytuacji krajów na dorobku, takich jak Polska.

Klasycznym przykładem jest porównywanie dochodów rodzin przy zastosowaniu tzw. zmodyfikowanej skali OECD, która dochód pierwszego dorosłego uznawała za jeden, każdy następny członek rodziny powyżej 14 lat liczony był za 0,5 osoby, a dzieci poniżej 14. roku życia za 0,3. W ten sposób w rodzinie pracowniczej z dwójką dzieci dochód dla celów statystycznych porównań dzielono przez 1+0,5 + 0,3 + 0,3 = 2,1. Rezultat był znacznie wyższy, niż gdyby po prostu podzielono dochód przez 4, czyli liczbę członków rodziny. Zastosowanie tej metody badawczej w bogatych krajach było uzasadnione, ponieważ tam wydatki na utrzymanie dorosłych są o wiele wyższe, bo zaspokajają oni wiele potrzeb wyższego rzędu. Zamożniejsze rodziny kupują dobra luksusowe, z których korzystają przede wszystkim dorośli. Tymczasem w Polsce pieniędzy w rodzinie jest tak mało, że wystarczają na zaspokojenie tylko najbardziej elementarnych potrzeb, a to wymaga dużo równiejszego podziału budżetu.”

Źródło – https://www.facebook.com/agata.nosal.712/posts/947546605350229?pnref=story .

Dotyczy – http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/kraj/20161115/poprawianie-statystyk-po-polsku .

.

| | 1 Komentarz

Śmietanka – tak, szczególnie dzieciom i staruszkom, albumina – nie

.

Admin 13.02.2016 r. pisze:

„Tak to dzieci do trzeciego roku życia i staruszków powyżej osiemdziesiątki się karmi, przy czym smalec jest zbyt ubogi w składniki budulcowe w stosunku do wysycenia energią, a jajca za dużo albuminy dostarczają obciążając niepotrzebnie nerki, a nawet zatruwając krew, szczególnie po dziewięćdziesiątce, więc koniecznie żółtka, ser, cukier, a śmietanką w tym wieku się smalec zastępuje, a nie masłem, bo śmietanka nie dość, że wszystkiego niezbędnego budulca dostarcza, to jeszcze dopaja …  Very Happy

No, ale to informacje tylko dla niektórych naturalnie i proszę sobie nimi głowy nie zawracać.  Cool ”

.

Bobby 13.02.2016 r. pisze:

„Proporcje jajek do żółtek są jak 2:3. Szkoda mi wywalać wszystkie białka, ale te 6 – 8 białek na dzień raczej nie obciąża bardzo organizmu”

.

Admin 13.02.2016 r. pisze:

„Nie ma problemu, tylko 30% zjedzonego białego z jajka należy traktować jak węglowodan.

Albowiem albumina jest wysoce cukrogenna, a w syndromach metabolicznych szczególnie cukrzycy typ II często nadmiar cukru jest wydalany w postaci albuminy gdyż cukier łatwo zamienia się w albuminę, a egzoalbumina jest metabolicznie praktycznie dawcą grupy aminowej do syntezy endoamin.
U zdrowych niskowęglowodanowców albumina może powodować tycie, jeśli się nie potrafi odżywiać zgodnie z zasadami Doktora, ale oczywiście na szczęście zawsze można to wytłumaczyć toksynami, zakwaszeniami, nadmiarem spożytych kcal, a nawet da się to genetycznie wykazać, bez żadnego problemu.  Cool

W sumie to strasznie to nudne jest…  Confused
I zaraz trzeba będzie dalej tłumaczyć.  Sad
Po co ja to piszę!  Shocked
A! Już wiem, dla niektórych się to może przydać.  Very Happy ”

Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=3828.msg416030#msg416030 i dalej.

.

| | 4 Komentarzy

Niewolnika trzeba z siebie wyciskać

.

Piotr Ikonowicz 07.11.2016 r. o 09;39 pisze:

„Czytając argumenty w obronie spadkobierców Kulczyka przed podatkiem spadkowym zaczynam rozumieć skąd się wziął fenomen Donalda Trumpa. Ten poziom żałosnej służalczości biedaków wobec bogaczy, mentalność dobrego wuja Toma wobec swoich panów oznacza rozpaczliwą próbę identyfikowania się ze zwycięzcami u ludzi, którzy na co dzień przegrywają. To oczywiście budzi mój gniew, ale wiem, że trzeba wytrzymać i edukować. Bo do wolności, równości i braterstwa trzeba ludzi przygotować, przekonać, że mogą być wolni. Że nie muszą służyć i potakiwać silniejszemu, bo w gromadzie to oni są silniejsi. Że wreszcie im też się coś należy. Jak pisał Lew Tołstoj: „Niewolnika trzeba z siebie wyciskać, kropla po kropli”.”

Źródło – https://www.facebook.com/piotr.ikonowicz/posts/10207044348499468 .

.

| | 2 Komentarzy