Uczta się młodzieży

 

Jarosław Wocial 02.09.2017 r. pisze:

„Uczta się młodzieży.

Historia ma to do siebie, że piszą ją zwycięzcy. Dziś widać to więcej niż wyraźnie. Czego dziś dowiadujemy się z historii???

No to pojechali…

Szlachta stanowiła jakieś 8-10% społeczeństwa. Dziś każdy jest szlachcicem… co jest o tyle sensowne, że gdyby dobrze pogrzebać zawsze jakaś nasza pra… pra babka puścić się mogła. Skutek jest taki, że prawie każdy pisze: ” szlachta nie pracuje”.
1 września roku pamiętnego… po niesprawiedliwym podziale pokotu z polowanie, feldmarszłek Gering doprowadził do drobnego konfliktu koalicjantów, którzy razem rozebrali Czechosłowację. Konflikt zakończyłby się pewnie niczym… gdyby nie rosyjsko-bolszewiccy najeźdźcy, którzy wkroczyli do Polski 17 września. Broniąc zaprzyjaźnionego narodu Niemcy uderzyli na Sowietów i odzyskali nasze ziemie wschodnie. Niestety dostali lanie pod Stalingradem, Leningradem i Kurskiem i musieli się wycofać. Najlepsi synowie narodu Polskiego dzielnie bronili naszej wolności przed sowietami bodaj do 1956 roku, atakując sklepy GS (dla młodzieży – GS to Gminna Spółdzielnia), szkoły, poczty i co zasobniejszych młynarzy.

Parszywi komuniści narzucili nam ustrój władzy robotników i chłopów… ale my przecież wsie jesteśmy szlachta. Tak nas to ubodło, że wielokrotnie usiłowaliśmy zrzucić z siebie podłą ideologię. Mieliśmy powody.. Złodzieje z KC budowali sobie naszym kosztem psie budki na Mazurach nazywając je „daczjami” a jak wiadomo „dacia” to produkt francuskiego imperializmu, skrywający pod tą nazwą zwykle Reno.

Podłe komuchy, zmusili nas do mieszkania w mieszkaniach z wielkiej płyty… choć wszystkim jest wiadomo, że my szlachta mieszkać możemy tylko w dworach i pałacach.

Komunistyczne chamstwo wybudowało „1000 szkół na tysięclecie” – i po cholerę – jak wiadomo szlachta szablą ma robić a nie piórem. Przy okazji ta podła komuna postawiła jakieś 15000 kościolów… ale zabrałą przecież pewnie z 1500000 hektarów kościelnej ziemi.

Tak nas to wszystkich wk….ło, że zażądaliśmy w 1980 r wolnych sobót. Tego już pieprzone komuchy nie wytrzymali – wzięli i padli. Łatwo nie było. Cała bezpieka musiała użyć swoich wpływów i agentury, żeby można było ten parszywy komunizm obalić.

Wszyscy ci zwyrodnialcy siedli sobie w Magdalence i na złość nam kapitalizm wprowadzili. Chamstwo chciało majątki robić.

Dopiero Jarosław Wielki całą tę obłudę ujawnił i zniszczył.

Problem tylko ma… czy komunę na złość komunie przywrócić, czy może… i tu zagwozdkę histerycy mają – o co temu człowiekowi właściwi chodzi.

I tak to mniej więcej droga młodzieży wygląda. Jakby wam w głupich głowach myśl się zaległa, że dzięki „komunie” Polska ma największy obszar w dziejach… że jesteśmy państwem jednonarodowym… że nie uciskamy ani Białorusinów ani Ukraińców… że w ramach „reparacji” od Niemiec uzyskaliśmy Śląsk, Pomorze Zachodnie i Prusy… to znaczy że komunistyczna propaganda we łbach wam poprzewracała.

Uczcie się historii matoły. Historia nas przecież uczy… że niczego nas nie uczy.”

Źródło – https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=714003312134744&id=100005752454160&pnref=story .

.

| | 2 Komentarzy

Olej kokosowy

 

Admin 10.05.2009 r. pisze:

„Olej kokosowy jest doskonały do elongacji (obniża poziom LDL surowiczego) ponieważ KKT (krótkołancuchowe kwasy tłuszczowe – do C14) stanowią, aż 65%. A więc na dietach mieszanych jego stosowny dodatek chroni przed tyciem (w tym tyciem alkoholowym) i paroma jeszcze przypadłościami.

Na Diecie Optymalnej – niejadalny – jak każdy olej!…”

Więcej – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=3962.msg70148#msg70148 .

.

| | Dodaj komentarz

Manuela Gretkowska: Cała nadzieja w serialach

.

Manuela Gretkowska 26.08.2017 r. pisze:

„Dzisiaj w WYSOKICH OBCASACH. Rozmowa ze mną: Dlaczego Karl Lagerfeld uważa nas za krowy, a Kardiashanki mają większy wpływ na rzeczywistość niż książki. O tym jak eksplodowała głowa Hofmannowi, gdy wybuchła bomba atomowa.

Paulina Domagalska: Czy kupiłaby pani sobie lodówkę zintegrowaną z komputerem, telefonem i kontem bankowym?

– Sukcesem w Polsce, kraju hipochondryków było by podłączenie jej do sedesu.Komputer analizowałby zawartość i przesyłał wyniki medycznemu serwerowi. W efekcie, rano pędziłaby karetka ulicą, a my wiedzielibyśmy: – „O, do Kowalskich zamrażarka wezwała karetkę”. Lodówkę wolę tradycyjną, śmierdzącą po ludzku. Chociaż chciałabym mieć algorytm usuwający z sieci idiotów i reklamy.

Coraz częściej musimy zastanawiać się jak sobie radzić z technologią i wyznaczać własne granice. Ostatnio zmieniła pani podejście do komentarzy na swojej stronie na Facebooku.

-Kiedyś na Syberii były miasteczka naukowców. Dzisiaj, opowiadali mi informatycy, istnieją miasteczka trolli pracujących w różnych językach. Trzeba do tego dodać rodzimych hejterów. Fanpage założyłam niedawno, nie mam więc wprawy, ale za to coraz mniej cierpliwości. Moja strona, to mój salon, ze zdjęciami rodziny, wpisami przyjaciół i nie życzę sobie, żeby ktoś tu rzygał po kątach i bredził. Nie życzę sobie, by ci co zabierają nam wolność, zabierali też prywatną przestrzeń, tym bardziej, że to nie dialog tylko bluzgi. Znajomi odradzali tę decyzję – mamy przecież wolność słowa. Trudno, ja nie mam czasu brnąć przez psychiczny szlam hejterskich komentarzy.

W pani najnowszej powieści „Na linii świata” coś, co było narzędziem, staje się samoświadome?

– Śmieszą mnie opowieści o robotach i komputerach przejmujących kontrolę nad światem. To było dobre kilkadziesiąt lat temu, w „Odyseji kosmicznej 2001”. Teraz technologia idzie w inną stronę. Złączami jest częstotliwość fal mózgowych i podkręconej technologią natury. Nie świat wirtualny, a świat naturalny, czy jak kto woli duchowy. Dlatego pojawiają się w mojej książce postaci, które są naszym alter ego, tzw. Naturatorzy. Boimy się własnej podświadomości, tego co może rozpętać a przerzucamy to na komputerowe, tajemnicze podzespoły. Horror czai się zupełnie gdzie indziej.

W pewnym momencie na ekranie komputera w Pani powieści wyświetla się komunikat od sieci. I okazuje się, że ta sieć może o różnych rzeczach decydować sama – może przelać pieniądze z konta na konto, kupić bilet lotniczy albo usunąć wszelki ślad po zakupie biletu.

– Po prostu algorytm, program wymyślony przez ludzi. Nie wierzę, by urządzenia mogły zyskać samoświadomość. Zastanawiał się nad tym genialny pisarz Philip K. Dick. W latach 70. szukał odpowiedzi na pytanie czym będzie ludzkość, gdy przed szpitalem spotka się krwawiący android i człowiek, który musi mieć wymienione bioniczne wszczepy.

Pisałam tę książkę, po rocznym pobycie na uniwersytecie w Berkeley, gdzie mnie zaproszono i w Dolinie Krzemowej. Stamtąd brałam fakty, tło. Spotykałam ludzi produkujących technologie, które nam wydają się na granicy cudu. Tam trwa wyścig o przyszłość ludzkości bez pytań do czego prowadzi. Konkurują najgenialniejsze umysły podsypane największymi światowymi funduszami. To napędza też pisarską wyobraźnię. Ona nie ma ograniczeń, w przeciwieństwie do techniki. Ją hamuje natura materii. Podobnie jak w czasach kamienia łupanego naszym narzędziem jest po prostu materia. Tylko, że wtedy człowiek walczył z oporem kamienia, a my walczymy z wielkością atomu. Dzisiejsze komputery, zawieszają się jak głupki, bo są na poziomie kamienia łupanego. Działają na podobnej zasadzie co nasze umysły – starej, poczciwej logiki binarnej, czyli tak lub nie. Natomiast komputery kwantowe będą działać na zasadzie: wszystko. I nasza logika wtedy odpada.

Ale nawet jeśli komputer, na którym nagrywam teraz naszą rozmowę jest z epoki kamienia łupanego, to nie w pełni rozumiem jego działanie. W powieści pojawia się porównanie informatyka do kapłana. I chyba coś w tym jest, ta specjalistyczna wiedza wydaje się nam, ludziom z zewnątrz, na pierwszy rzut oka irracjonalna.

– To nie znaczy, że komputer jest od nas mądrzejszy. Albo lodówka – nie wiem, jak działa, ale nie boję się, że przyjdzie nocą i mnie zamrozi. Do korzystania z czegoś nie potrzebujemy detalicznej wiedzy jak to powstaje. Gubimy się w nowym świecie, nie wiemy czy nam pomaga czy ogłupia. Moja córka siedzi godzinami w internecie, zdobywa nieprzydatną według mnie wiedzę. Kiedy wynaleziono pismo obrazkowe, ci, którzy znali tysiące słów na pamięć, zamartwiali się nowym pokoleniem prymitywów, które niczego nie zapamiętuje, tylko pisze. Moi rodzice martwili się wpływem telewizji na dzieci. Bo przecież wszystko jest w książkach!

Ogłupiamy się na różnych poziomach. Wmawia się nam, zwłaszcza kobietom, że piękno uchroni przed brzydotą i głupotą tego świata. Stąd sztuczne podsycanie dość naturalnej fascynacji modą. Karl Lagerfeld powiedział, że moda służy tylko najbogatszym albo modelkom. Reszcie, czyli niewymiarowym krowom – użył takiego określenia, sprzedaje się torebki. Cyniczne? Ten mechanizm dotyczy także nowych technologii.

W pewnym momencie Peter, drugi, obok Nataszy, główny bohater, chce pomóc obcej osobie w potrzebie. I orientuje się, że gest bezinteresownej pomocy w ciągu jednego dnia stał się ekstrawagancją. Mam wrażenie, że oglądamy ostatnio więcej dystopijnych, ponurych wizji przyszłości. Czy „Na Linii świata” to wyraz pani obawy, że kultura, w której żyjemy, jest aż tak krucha?

– Niedawno przekonaliśmy się, że demokracja może wyparować w ciągu paru dni. Pytanie, jak mocne są nasze wartości, a nie systemy, które tworzymy, bo one muszą się zmieniać, nie są monarchią. Dlatego w demokracji tak ważne jest prawo. Nadzoruje zmiany na krawędzi rewolucji i stagnacji. Sąd Najwyższy w Warszawie jest koloru zielonego – nadziei, na sprawiedliwość. Do kolumn są przymocowane metalowe litery ułożone w łacińskie sentencje. One mogą być łatwo wyrwane, czy przetopione na medale dla nowej władzy. Ale ważne, by te słowa o wartościach były w nas, my jesteśmy ich nośnikami.

Ale mam wrażenie, że demokracja nie jest Pani ulubionym ustrojem?

Jak się nie ma co się lubi, to się kocha co kadencję. Demokracja jest najdoskonalszym ze znanych nam systemów. Jasne, że wolałabym ustrój anarchiczny złożony z ludzkich aniołów. Nadejdzie. Do tego prowadzi cywilizacja Zachodu: alkoholików i ścierwojadów.

Naprawdę?

– Trujemy planetę żrąc mięso. Cały tydzień harujemy ponad siły, żeby w weekend dla odpoczynku truć się alkoholem, odreagować mękę. Nie widzę w tym sensu. W Starożytnym Egipcie wierzono w życie po śmierci, dlatego się mumifikowano. Dziś mumifikujemy się za życia – botoksem. Kultura i wartości nieprzeliczalne idą się jebać.

Pani wciąż pisze.

– Mogę nawet sobie wyrzeźbić Światowida o pięciu twarzach i dziesięciu mózgach, ale wpływ na rzeczywistość mają nie książki, a Kardashianki. Cała nadzieja w doskonałych serialach. Fotogenicznie mówią o tym samym co literatura, ale mają mocniejszy, większy zasięg. „House of Cards”, „Breaking Bad”, „Małe Kłamstewka”, telewizyjny „Pitbull”.

Jakimi wartościami by to pani zastąpiła?

– Nie jestem od zastępowania, jestem tylko pisarką, rysikiem sejsmografu. ”Na linii świata” w dosłownym sensie oznacza linię horyzontu. Za nią coś jeszcze niewidocznego. Albo jesteśmy online – na linii. Ale przede wszystkim jest to pojęcie z fizyki kwantowej mówiące o tym, gdzie znajdują się wszystkie punkty czasoprzestrzeni. Czyli gdzie jesteśmy. Mamy z tym problem, coraz częściej zastanawiamy się „O czym jest ten świat?”

Pisząc tę powieść wchodziłam w inną realność. Przyszłość wyrasta z ziaren teraźniejszości, a ta jest gotowa. Wszechświat jest harmonią częstotliwości, tak jak nasze ciała i umysł. Żyjemy w niesamowitym momencie przełomu. Podobnym do lat 40-ych ubiegłego wieku. Kiedy dokonano próbnego wybuchu bomby atomowej zmieniającej epokę. W tym samym czasie eksplodowała głowa rowerzysty w Szwajcarii. Wracał z laboratorium chemicznego, gdzie spróbował jednego z wynalazków. To było LSD. Pewne zmiany, w naszej mentalności i geopolityczne przebiegają równolegle, chociaż pozornie nie są powiązane. Teraz jest podobnie. Produkuje się środki poszerzające świadomość przez sprzężenie medytującego mózgu z technologią. Na tym polega przyszłość. Nie na buntujących się robotach i gadających lodówkach.

Zakończenie powieści nie jest jednoznaczne, ale chyba wskazuje tam pani jakieś rozwiązanie?

Napisałam klasyczną powieść. Zastanawiałam się czy nie nazwać tej książki „Zadumana i wkurwiona”, nawiązując do Jane Austen. Oddawałoby to sens życia bohaterki – Nataszy. Ma wielkie ambicje, ale ledwo wiąże koniec z końcem. I jak tysiące kobiet, dorabia „na kamerce”. Sama wyznacza granice, pokazuje swoje ciało, rozmawia, gra przed klientami zadowolenie. Kobiety się tym nie chwalą, ale nie uważają tego za prostytucję. Natasza wpada jednak w kłopoty. Kiedy nadarza się okazja wyjeżdża na zaproszenie klienta desperata z Doliny Krzemowej. Dostaje tam sensowną pracę, ale zaczyna się wplątywać w o wiele większe problemy i perwersyjne manipulacje. Kto chce, może wyciągnąć z tej książki tylko sensacyjną fabułę i zabawę. Kto czyta głębiej opis przemiany. Docieramy do kresu. Zaczyna się koniec, niekoniecznie apokalipsa, ale koniec świata, jaki znamy. Pocieszamy się, że będzie lepiej. A jeśli tym razem nie? Może się okazać, że wszystko ma swoje granice. Wtedy będziemy musieli sięgnąć do innych zasobów, które są nieograniczone, ale innego rodzaju, niż myślimy.”

Źródło – https://www.facebook.com/gretkowska.manuela/posts/1489986441093907  .

.

Polecam najnowszą książkę Manueli Gretkowskiej – http://www.empik.com/na-linii-swiata-gretkowska-manuela,p1144314514,ksiazka-p .

.

| | Dodaj komentarz

50 kg mniej, cukrzycy i nadciśnienia też już nie ma

 

Dostałam mailem – Elżbieta Nasiłowska:

„Dwa lata temu byłam prawie 50-letnią kobietą bez chęci do życia. Cukrzyca,  nadciśnienie, waga 141 kg…  Jak tu mieć na coś ochotę?

W tym momencie życia poznałam Celinę  Chacińską, doradcę żywienia optymalnego. To co mi opowiadała na pierwszym spotkaniu traktowałam trochę z przymrużeniem  oka. To brzmiało świetnie, tyle że nieprawdopodobnie. Pewnie bym dała sobie spokój, gdyby nie wizyta teścia, który od lat zmaga się z cukrzycą , która go wyniszcza. Po tym spotkaniu zastanawiałam się, który organ upodoba sobie i zniszczy moja cukrzyca w pierwszej kolejności. To był ten moment. Zaczęłam dietę. Nie było łatwo na początku. Ciągle myślałam o jedzeniu i liczyłam, liczyłam…W czwartym dniu odstawiłam leki na ciśnienie i cukrzycę. Brakowało mi palców do mierzenia cukru, bo bałam się, czy wszystko jest ok. Ale było.

Waga spadała. Po roku ubyło 40 kilo! Na dzień dzisiejszy jest mnie 50 kilo mniej. Życie do mnie wróciło. Jakie to wspaniałe uczucie przypadkiem założyć nogę na nogę i uświadomić sobie, że to możliwe, albo dogonić tramwaj, który kiedyś bym zwyczajnie odpuściła. Kupiłam sobie rower, bo mam ciągle ochotę na aktywność. narodziłam się na nowo. Pozdrawiam wszystkich optymalnych i kandydatów na optymalnych.”

.

Gratulacje, Pani Elżbieto :)  I dziękuję za notkę :)

.

| | Dodaj komentarz

Palenie chroni przed nowotworem płuc

.

„Każdego roku tysiące lekarzy i innych członków „Anty-Smoking Inkwizycji” wydają miliardy dolarów, utrwalając to, co bez wątpienia stało się najbardziej mylącym choć udanym oszustwem inżynierii społecznej w ​​historii. Z poparciem większości zachodnich rządów, ci orwellowscy lobbyści ścigają palaczy z fanatycznym zapałem, który całkowicie zasłania śmieszną klęskę amerykańskiej prohibicji alkoholowej, która rozpoczęła się w 1919 i trwała do 1933 roku.

Dziś spoglądamy wstecz na amerykański zakaz z uzasadnionym zdumieniem. Czy to prawda, że cały naród zgodził się na zakaz wypicia piwa czy whisky, nałożony przez niewielką grupę walących w tamburyny fanatyków? Niestety, jest to prawda, mimo całkowitego braku dowodów, że alkohol szkodzi człowiekowi, chyba że spożywany w ilości naprawdę astronomicznej.

Bezpieczeństwo alkoholu nie interesowało tych tamburyniarzy, dla których jedynym prawdziwym celem było sprawowanie kontroli nad resztą. Amerykanie widocznie „grzeszyli” ciesząc się alkoholowym drinkiem, i purytanie wstawili się w imieniu Boga, aby wszyscy znowu poczuli się nieszczęśliwi.

Choć nie ma bezpośredniego związku między alkoholem i tytoniem, to historia amerykańskiego zakazu jest ważna, ponieważ pomaga nam zrozumieć, jak garstce fanatyków udało się kontrolować zachowanie i życie dziesiątków milionów ludzi. Obecnie to samo dzieje się z palaczami, chociaż tym razem są to fanatycy rządowi i ignoranccy lekarze, a nie walący w tamburyny religijni fanatycy.

Niektóre rządy wiedzą, że ich przeszłe działania są bezpośrednio odpowiedzialne za spowodowanie większości nowotworów płuc i skóry w dzisiejszym świecie, więc posuwają się do ekstremalnych metod, próbując zmniejszyć w ten sposób odpowiedzialność i przerzucić zobowiązania finansowe od siebie, na nieszkodliwy ekologicznie tytoń. Jak dowiemy się z dalszej części raportu, skromny organiczny tytoń nigdy nie zaszkodził nikomu, a w pewien sposób można słusznie przyznać, że zapewnia zaskakującą ochronę zdrowia.

Nie wszystkie rządy na świecie podzielają ten sam problem. Japonia i Grecja mają największą liczbę dorosłych palaczy na świecie, ale najniższą liczbę zachorowań na raka płuc. W kontraście do tego, Ameryka, Australia, Rosja, i niektóre grupy wysp na Południowym Pacyfiku mają najniższą liczbę dorosłych palaczy na świecie, ale największą zachorowalność na raka płuc. To jest trop numer jeden w rozwikłaniu absurdu, ale zakorzenione na zachodzie medyczne kłamstwo, że „palenie powoduje raka płuc.”

Pierwszy europejski kontakt z tytoniem miał miejsce w roku 1492, kiedy Kolumb i kolega podróżnik Rodriguo de Jerez zobaczyli na Kubie palących tubylców. Tego samego dnia, de Jerez zaciągnął się pierwszy raz i stwierdził, że to bardzo relaksujące, tak jak miejscowi zapewniali go, że będzie. Była to ważna okazja, ponieważ Rodriguo de Jerez odkrył to, co Kubańczycy i rdzenni Amerykanie znali od wieków: że palenie cygar i papierosów nie tylko relaksuje, ale także leczy kaszel i inne dolegliwości. Kiedy wrócił do domu, Rodriguo de Jerez dumnie zapalił cygaro na ulicy, i został natychmiast aresztowany i osadzony na trzy lata przez przerażającą hiszpańską inkwizycję. De Jerez tym samym stał się pierwszą ofiarą antynikotynowych lobbystów.

W ciągu niespełna wieku, palenie stało się czynnością dającą wiele radości i akceptowanym w całej Europie zwyczajem społecznym, z kolonii przywożono tysiące ton wyrobów tytoniowych w celu zaspokojenia zwiększonego popytu. Coraz większa liczba pisarzy chwaliła tytoń jako panaceum na bolączki ludzkości. Na początku XX wieku palił niemal co drugi człowiek, ale częstość występowania raka płuca nadal była tak niska, że prawie niemierzalna. Wtedy stało się coś nadzwyczajnego: w dniu 16 lipca 1945 miał miejsce przerażający kataklizm, który ostatecznie spowodował to, że rządy państw zachodnich zniekształciły postrzeganie palenia na zawsze. Jak K. Greisen wspomina:

„Kiedy zmniejszyła się intensywność światła, odłożyłem szklankę i spojrzałem prosto w stronę wieży. W tym czasie zauważyłem chmurę dymu otoczoną niebieskim kolorem. Wtedy ktoś krzyknął, że powinniśmy obserwować falę uderzeniową przechodzącą po ziemi. Miała wygląd jasno oświetlonego okręgu, zaraz nad ziemią, powoli rozprzestrzeniającą się w naszym kierunku. Była żółtego koloru.

„Trwałość chmury dymu była jedną rzeczą, która mnie zaskoczyła. Po pierwszej szybkiej eksplozji, dolna części chmury zdawała się przybrać stały kształt i zawisła nieruchomo w powietrzu. Tymczasem górna część ciągle się podnosiła, tak że po kilku minutach miała co najmniej pięć kilometrów wysokości. Powoli przyjęła kształt zygzakowaty z powodu zmiennej prędkości wiatru na różnych wysokościach. Dym przebił chmurę przy wejściu w nią, i zdawał się być całkowicie nienaruszony przez chmurę”.

Był to notoryczny „Trinity Test,” pierwsza brudna broń zdetonowana w atmosferze. Kula 6 kg plutonu, skompresowana do super-krytyczności przez wybuchające soczewki, Trinity eksplodowała nad Nowym Meksykiem, z siłą równą około 20.000 ton trotylu. W ciągu kilku sekund, miliardy śmiertelnie radioaktywnych cząsteczek zostały wessane do atmosfery na wysokości 6 mil [9 km], gdzie szybkie strumienie powietrza mogły daleko je roznosić.

Rząd amerykański wiedział wcześniej o promieniowaniu, zdawał sobie sprawę z jego śmiertelnych skutków dla człowieka, ale wprost nakazał test z kompletnym brakiem poszanowania dla zdrowia i dobrego samopoczucia. Według prawa, było to zawinione rażące niedbalstwo, ale amerykańskiego rządu to nie obchodziło. Prędzej czy później, w taki czy inny sposób, znaleźliby innego winnego za jakiekolwiek długotrwałe skutki poniesione przez Amerykanów i innych obywateli, lokalnych i dalszych.

Jeśli pojedyncza mikroskopijna cząstka radioaktywna spadnie ci na skórę na plaży, masz raka skóry. Wdychasz pojedynczą cząsteczkę tego samego śmiertelnego błota, i śmierć z powodu raka płuc staje się nieunikniona, chyba że zdarzy ci się, że na szczęście palisz papierosy. Radioaktywna mikroskopijna cząstka zagrzebuje się głęboko w tkankę płucną, całkowicie przytłacza ograniczone rezerwy witaminy B17 w organizmie i powoduje błyskawiczne niekontrolowane rozmnażanie komórek.

Jak możemy być absolutnie pewni, że radioaktywne cząstki naprawdę powodują raka płuc, za każdym razem kiedy człowiek jest narażony od wewnątrz? Dla prawdziwych naukowców, w przeciwieństwie do medycznych szarlatanów i rządowych propagandystów, to nie jest problem. Aby jakakolwiek teoria została przyjęta naukowo, trzeba najpierw udowodnić, zgodnie z rygorystycznymi wymogami powszechnie uzgodnionymi przez naukowców. Najpierw podejrzany radioaktywny czynnik trzeba odizolować, a następnie użyć w odpowiednio kontrolowanych eksperymentach laboratoryjnych w celu stworzenia wymaganego skutku, tj. raka płuc u ssaków.

W ten sposób naukowcy bezlitośnie poświęcili dziesiątki tysięcy myszy i szczurów na przestrzeni lat, celowo poddawali ich płuca skażeniu radioaktywnemu. Udokumentowane wyniki tych różnych eksperymentów naukowych są identyczne. Każda mysz i szczur posłusznie dostają raka płuc, a następnie każda mysz i szczur umiera. Teoria została zatem przeliczona na fakty naukowe w ściśle kontrolowanych warunkach laboratoryjnych. Podejrzany agent [materiał radioaktywny] spowodował żądany rezultat [rak płuc] na skutek wdychania go przez ssaki.

Całkowitej wielkości ryzyka zachorowania na raka płuc u ludzi w wyniku atmosfery radioaktywnej nie można przecenić. Zanim Rosja, W Brytania i Ameryka zabroniły badań atmosferycznych 5 sierpnia 1963 r., do atmosfery wprowadzono już ponad 4.200 kg plutonu. Ponieważ wiemy, że mniej niż jeden mikrogram [milionowa część grama] wdychanego plutonu powoduje raka płuc u ludzi, dlatego wiemy, że wasz przyjazny rząd wprowadził do atmosfery 4,200,000,000 [4,2 mld] śmiertelnych dawek, a pół życia cząstki radioaktywnej to co najmniej 50,000 lat. Przerażające? Niestety, jest jeszcze gorzej.

Wspomniany powyżej pluton występuje w broni nuklearnej przed detonacją, ale zdecydowanie największą liczbą śmiertelnych radioaktywnych cząstek są te pochodzące z pospolitego brudu czy piasku zassanego z ziemi, i napromieniowane w czasie podróży pionowej kuli ognia. Cząstki te tworzą zdecydowanie największą część „dymu” na każdym zdjęciu atmosferycznego wybuchu jądrowego. W większości przypadków kilka ton materiału zostaje zassane i trwale napromieniowane w tranzycie, ale bądźmy bardzo konserwatywni i powiedzmy, że tylko 1,000 kg materiału powierzchniowego jest zasysane przez każdą atmosferyczną próbę jądrową.

Przed wprowadzeniem zakazu przez Rosję, W Brytanię i USA, łącznie przeprowadzono 711 atmosferycznych prób nuklearnych, tworząc 711,000 kg śmiertelnie niebezpiecznych mikroskopijnych cząsteczek radioaktywnych, do których należy dodać oryginalne 4,200 kg z samej broni, chociaż bardzo konserwatywnie, łącznie 715,200 kg. Istnieje ponad milion dawek śmiertelnych na kilogram, co oznacza, że nasze rządy skaziły nam atmosferę ponad 715,000,000,000 [715 mld] takich dawek, wystarczająco do spowodowania raka płuc lub skóry 117 razy w każdym mężczyźnie, kobiecie i dziecku na ziemi.

Zanim zapytasz, nie, cząstki radioaktywne nie tylko „nie znikają,” a przynajmniej nie w ciągu twojego życia lub twoich dzieci i wnuków. Z półtrwania 50,000 lat lub dłużej, te niezliczone miliardy śmiertelnych, wyprodukowanych przez rząd cząstek radioaktywnych, są zasadniczo z tobą na zawsze. Rozpowszechnione na całym świecie przez silne prądy, cząstki te są składowane w sposób losowy, ale w większym stężeniu w odległości kilku tysięcy mil od oryginalnych miejsc testowych. Zwykły wiatr lub inne zakłócenia powierzchniowe to wszystko co jest potrzebne by zmieszały się ponownie i stworzyły zwiększone zagrożenie dla osób w pobliżu.

Kiedyś niewinna zabawa figlarnego kopania piasku wokół na plaży, w dzisiejszych czasach może łatwo przełożyć się na samobójstwo, jeśli zdarzy ci się poruszyć kilka cząsteczek radioaktywnych, które mogą przykleić się do skóry lub wciągnąć do płuc. Przestań nabijać się z Michaela Jacksona, kiedy pojawia się na lokalnym lotnisku z maską chirurgiczną na nosie i ustach. Może wyglądać ekscentrycznie, ale Michael niemal na pewno przeżyje większość z nas. [artykuł pochodzi z 2003 roku – przyp. tłum.]

Dwanaście lat po katastrofalnym teście Trinity, stało się oczywiste dla zachodnich rządów, że sprawy wymknęły się całkowicie spod kontroli, z raportem 1957 British Medical Research mówiącym, że globalna „liczba zgonów z powodu raka płuc wzrosła ponad dwukrotnie w okresie 1945/55,” choć nie podano wyjaśnienia. W tym samym okresie 10 lat, liczba zgonów z powodu nowotworów w bezpośrednim sąsiedztwie Hiroszimy i Nagasaki wzrosła trzykrotnie. Do końca oficjalnego testowania atmosferycznego w 1963 r. zachorowalność na raka płuc na Wyspach Pacyfiku zwiększyła się pięciokrotnie od roku 1945. Po niszczeniu środowiska zupełnie przez 50.000 lat, nadszedł czas by „wielki rząd” rozpoczął ciężką akcję dywersyjną.

Jak ludzie sami mogli być przyczyną swojego raka płuc, tzn. uznani za winnych szkody wyrządzonej przez własny rząd, który nigdy nie może być obwiniany lub pozwany? Jedyną oczywistą substancją, którą ludzie wdychali do płuc, poza powietrzem, był dym tytoniowy, a więc musiał zaingerować tu rząd. Słabo wykwalifikowani „naukowcy” medyczni znaleźli się nagle zalani ogromnymi dotacjami rządowymi, mającymi na celu osiągnięcie tego samego rezultatu końcowego: „udowodnij, że palenie powoduje raka płuc.” Prawdziwi naukowcy (zwłaszcza fizycy nuklearni) uśmiechali się ponuro z powodu wczesnych żałosnych starań początkującego lobby antynikotynowego i zwabili ich w najbardziej śmiertelną pułapkę ze wszystkich. Quasi-medyczni badacze zostali zaproszeni do udowodnienia ich fałszywych oświadczeń, według dokładnie tych samych sztywnych zasad naukowych, które wykorzystano podczas udowodnienia, że ​​radioaktywne cząstki wywołują raka płuc u ssaków.

Pamiętajmy, żeby jakaś teoria naukowa została uznana, musi najpierw być udowodniona zgodnie z rygorystycznymi wymogami, powszechnie uzgodnionymi przez naukowców. Najpierw podejrzany czynnik (dym tytoniowy), musi być wyodrębniony, a następnie użyty w odpowiednio kontrolowanych eksperymentach laboratoryjnych, stwarzających wymagany rezultat, tj. rak płuc u ssaków. Pomimo narażania dosłownie dziesiątków tysięcy szczególnie podatnych myszy i szczurów, na równowartość 200 papierosów dziennie przez całe lata, „nauce medycznej” nigdy nawet raz nie udało się spowodować raka płuc u żadnej myszy i szczura. Tak, dobrze przeczytałeś. Przez ponad 40 lat, setki tysięcy lekarzy celowo cię okłamywali.

Prawdziwi naukowcy trzymali quasi-medycznych badaczy za gardło, bo „połączenie” śmiertelnego eksperymentu radioaktywnej cząstki z łagodnym eksperymentem dymu tytoniowego, ostatecznie pokazało na zawsze, że palenie w żadnym wypadku nie może powodować raka płuc. I dalej, w jednym dużym „przypadkowym” eksperymencie, którego nigdy nie pozwolono im opublikować, prawdziwi naukowcy dowiedli z zaskakującą jasnością, że palenie faktycznie pomaga chronić przed rakiem płuc.

Wszystkie myszy i szczury używane są jednorazowo, tylko w konkretnym eksperymencie, a następnie niszczone. W ten sposób naukowcy zapewniają, że wyniki, niezależnie od badanej substancji, nie mogą zostać przypadkowo „skażone” przez prawdziwe lub wyimaginowane efekty innej substancji. Potem pewnego dnia, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, kilka tysięcy myszy z eksperymentu palenia, „przypadkowo” trafiły do eksperymentu radioaktywnych cząstek, które w przeszłości zabijały każdego z jego niefortunnych badanych. Ale tym razem całkowicie przeciwko wszystkiemu, 60% „palących” myszy przetrwało narażenie na radioaktywne cząstki. Jedyną zmienną było ich uprzednie narażenie na dużą ilość dymu tytoniowego.

Natychmiast rząd wywarł presję i stłumił fakty, ale to nie uciszyło prawdziwych naukowców. Być może nieśmiale, ale prof. Schrauzer, prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Chemików Bio-nieorganicznych, zeznał przed komisją Kongresu USA w 1982 roku, że naukowcy już od dawna wiedzieli, że niektóre składniki dymu tytoniowego działają na badane zwierzęta jako anty-rakotwórcze (przeciwnowotworowe). Dodał, że kiedy aplikuje się zwierzętom znane czynniki rakotwórcze (substancje rakotwórcze), stosowanie składników dymu papierosowego im przeciwdziała.

Ale prof. Schrauzer nie poprzestał na tym. Dalej zeznał pod przysięgą, przed komisją, że „żaden składnik dymu papierosowego nie wykazał, że jest przyczyną ludzkiego raka płuc,” dodając, że „nikt nie był w stanie wyprodukować raka płuc u zwierząt laboratoryjnych od palenia.” Była to dosadna odpowiedź na raczej kłopotliwy problem. Jeśli rząd blokuje publikację twojej pracy naukowej, obierz inny kurs i umieść podstawowe fakty na piśmie w Kongresie!

Zgodnie z przewidywaniami, ta twarda prawda doprowadziła rząd i quasi-medycznych „naukowców” do wściekłości. W roku 1982, rzeczywiście zaczęli wierzyć we własną śmieszną propagandę, i nie dali się stłumić przez wybitnych członków naukowego establishmentu. Dość nagle przerzucili winę na inne „tajne” składniki wprowadzone do papierosów przez koncerny tytoniowe. „Tak, to musi być to!” krzyczeli z niecierpliwością, aż do czasu, kiedy prawdziwi naukowcy złapali za telefon i powiedzieli, że te same „tajne” składniki występowały w eksperymentach z myszami, a tym samym także udowodnili, że nie były one w stanie spowodować raka płuc.

Sprawy wyglądały rozpaczliwie dla rządu i społeczności medycznej. Ponieważ finansowanie antynikotynowe rozpoczęło się na początku lat 1960, dziesiątki tysięcy lekarzy przeszły przez szkoły medyczne, gdzie uczono, że palenie powoduje raka płuc. Większość uwierzyła w to kłamstwo, ale w lakierze zaczęły się pojawiać pęknięcia. Nawet najbardziej tępi z oceną „C” lekarze nie mogli naprawdę skorelować danych, a gdy zaczęli pytać, odpowiadano im, by nie zadawali głupich pytań. „Palenie powoduje raka płuc” przerobione na wyznanie wiary, quasi-religijny mechanizm wiary, gdzie ślepa wiara stała się substytutem dowodu.

Nawet ślepa wiara potrzebuje systemu wsparcia, którym w tym przypadku stały się agencje reklamowe i media. Nagle ekrany telewizyjne zalano obrazami strasznie sczerniałych „płuc palacza,” z towarzyszącą im mantrą, że umrzesz w strasznej agonii, jeśli teraz nie skończysz z paleniem. To były żałosne śmieci, oczywiście. Na stole prosektoryjnym, płuca palacza i niepalącego mają wygląd identyczny – różowy, a jedynym sposobem na to, by medycyna sądowa mogła powiedzieć, że mogłeś być palaczem, to, jeżeli znajdzie plamy z nikotyny na palcach, paczkę Camel lub Marlboro w kieszeni, lub jeśli jeden z twoich krewnych niemądrze przyzna, że kiedyś paliłeś chwast demona.

Czarne płuca? U górnika, który całe zawodowe życie wdychał duże ilości mikroskopijnych czarnych cząstek pyłu węglowego. Podobnie jak cząstki radioaktywne, wchodzą głęboko w tkankę płuc i pozostają tam na zawsze. Jeśli pracowałeś w kopalni węgla przez 20 lub więcej lat bez maski na twarzy, twoje płuca będą prawdopodobnie wyglądały tak:

Wiele osób pyta, jak to jest, że te palące myszy były chronione przed śmiertelnymi cząstkami radioaktywnymi, a nawet więcej pyta, dlaczego w dzisiejszych czasach są prawdziwe dane pokazujące, że znacznie więcej niepalących umiera na raka płuc niż palacze. Prof. Sterling z Simon Fraser University w Kanadzie jest chyba najbliżej prawdy, korzysta z prac naukowych żeby udowodnić, że palenie przyczynia się do tworzenia cienkiej warstwy śluzu w płucach, które tworzy warstwę ochronną, zatrzymuje wszystkie cząstki przenoszące raka przed dostaniem się do tkanki płucnej.

Prawdopodobnie jest to tak blisko, jak możemy dotrzeć do prawdy w chwili obecnej, i to tworzy doskonały sens naukowy. Śmiertelne cząstki radioaktywne wdychane przez palacza, są początkowo uwięzione w warstwie śluzu, a następnie zostają wyrzucone z organizmu, zanim będą mogły wejść do tkanek.

Wszystko to może być nieco przygnębiające dla niepalących, ale jest prawdopodobnie jedna lub dwie rzeczy, które można zrobić, aby zminimalizować ryzyko tak dalece jak to możliwe. Zamiast uciekać od palaczy w lokalnym pubie lub klubie, podejdź tak blisko jak można i wdychaj ich dym tytoniowy. Nie wstydź się, weź kilka głębokich oddechów. A może zapal jednego papierosa lub małe cygaro po każdym posiłku, w zaledwie trzy dni stworzysz cienką warstwę śluzową. Jeśli nie możesz lub nie spełnisz żadnego z tych warunków, rozważ telefon do Michaela Jacksona i poproś o zbędne maski chirurgiczne!

tłumaczenie: Ola Gordon [ https://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2011/04/12/palenie-chroni-przed-nowotworem-pluc/ ]”

Źródło – https://pracownia4.wordpress.com/2011/08/22/palenie-chroni-przed-nowotworem-pluc/ . Tamże ilustracje do powyższego tekstu.

.

| | 5 Komentarzy

Trądzik, alergia

 

Dr Przemysław Pala pisze:

Trądzik, alergia.

Szanowny Panie Doktorze
Wiosną 2001 roku rozpocząłem stosowanie diety optymalnej. Zalecenia z ARKADII były następujące: pierwszy miesiąc – 40-50g białka, 60g węglowodanów, tłuszcz do woli (ok.200g). Później obniżyć białko do poziomu 30-40g.

Miałem wtedy 15 lat, przy wzroście 174 cm ważyłem 52 kg. Dieta chciałem wyleczyć trądzik i alergie (stwierdzone uczulenie na pyłki roślin i niektóre pokarmy).Muszę przyznać, że srodze się zawiodłem. Trądzik bez zmian (mimo przyjęcia zabiegów prądami selektywnymi), samopoczucie kiepskie. Wiosną 2002 roku dietę rzuciłem. Zmusiły mnie do tego jej efekty uboczne, tzn. nieustanne zaparcia, częste kolki w podbrzuszu (dawniej sporadyczne).Zaznaczam przy tym, że mój jadłospis został pozytywnie oceniony przez dietetyczkę, a każdy produkt, zanim trafił na talerz, pieczołowicie odważałem (na wadze elektronicznej).Także ta aptekarska precyzja wymagana w stosowaniu diety optymalnej stała się trudna do zniesienia. Zwłaszcza, że przy najmniejszym odchyleniu od normy pojawiały się kolejne efekty uboczne. Spożywanie przez kilka dni 40-45 g białka (zamiast 30-40), miało już swoje odbicie w silnym swędzeniu i pękaniu skóry, w pojawianiu się czerwonych plam na twarzy. Wydaje się to tym bardziej dziwne, iż w żadnej książce dr Kwaśniewskiego nie ma słowa o „przebiałkowaniu”, wręcz przeciwnie. Doktor Kwaśniewski wielokrotnie podkreśla, że należy zawsze zjadać tyle, na ile ma się ochotę, ja zaś musiałem się ograniczać dosłownie do skrawków mięsa na obiad (reszta białka uzbierała się w żółtkach, śmietanie, chlebie, warzywach). „Co się stanie, jeżeli człowiek zje 100 g białka? Nic złego się nie stanie, ale gospodarka energetyczna ustroju będzie nieco mniej sprawna niż przy 30-50 gramach” (cytat z „Tłustego Życia”). Czyżby, więc taka reakcja na minimalny nadmiar białka wynikała z jakichś zaburzeń w moim organizmie? Czy można temu zapobiec? Wiem, że żywienie optymalne pomaga ludziom w beznadziejnych czasem przypadkach, ale musze mieć wcześniej pewność, że nie zaszkodzi.
Ł.P.

.
odpowiedź:
Cieszę się, że mimo braku efektów przez rok stosowania diety zamierzasz ponownie przejść na żywienie optymalne. Prawidłowo stosowane prawie zawsze szybko przynosi korzystne efekty i to niekoniecznie trzeba je stosować z dokładnością co do grama.

Po kilku miesiącach stosowania człowiek zna na pamięć skład najczęściej spożywanych produktów i jada się podobne ich ilości, co znacznie ułatwia bilansowanie posiłków. Osoby młode rozpoczynające żywienie zazwyczaj najszybciej odczuwają pozytywne rezultaty, ponieważ mają większe możliwości regeneracyjne. U człowieka do 20-25 roku życia przeważają tzw. procesy anaboliczne, czyli budulcowe i dlatego jeżeli stworzy się odpowiednie warunki to łatwo dochodzi do regeneracji tkanek i cofają się choroby autoimmunologiczne . Do takich należy np. alergia, która ustępuje zazwyczaj po kilku tygodniach (u dorosłych może to być kilka lat). Nadmierne przetłuszczanie skóry, czyli łojotok często powikłany trądzikiem fizjologicznie nasila się miedzy 15 a 18 rokiem życia. W tym czasie podnosi się poziom androgenów (są to hormony płciowe), które pobudzają procesy dojrzewania, ale jednocześnie stymulują wydzielanie łoju. Trwa to kilka lat i później samoistnie ustępuje. U młodzieży stosującej żywienie optymalne proces ten jest znacznie mniej nasilony i skóra jest o wiele ładniejsza, jednak nie da się tego całkowicie uniknąć. Żywienie młodzieży nie odbiega znacznie od tego dla dorosłych, jednak w Twoim przypadku należy uwzględnić niedowagę. Dodatkowo dzieci i młodzież jak wspomniałem, cały czas intensywnie budują własne tkanki, a to wymaga zwiększenia ilości białka i dostarczenia energii. Dla Ciebie potrzeba ok. 1-1,5 g białka na kilogram masy ciała, czyli 60-90g na dobę. Nie jest możliwe, aby taka ilość mogła Ci zaszkodzić.

Ograniczać spożycie białka powinieneś zacząć dopiero w wieku dorosłym, czyli po 20 roku życia, choć zależy to też od aktywności fizycznej. Wtedy powinno wystarczyć owe 50g z „Tłustego Życia”. Węglowodanów potrzebujesz ok.60g i przy tym wzroście nie powinno to ulegać zmianom, natomiast tłuszczu możesz rzeczywiście jadać do woli – będzie to powyżej 200g. Problemy, które miałeś stosując dietę z pewnością nie były nią spowodowane, choć przy tej ilości białka musiałeś chodzić głodny. Rozpoczynając ponownie żywienie trzeba by zastanowić się nad Twoimi zaburzeniami jelitowymi. Mogą one być spowodowane obecnością pasożytów w przewodzie pokarmowym.

Z podanych informacji można przypuszczać, że chodzi o glistnicę lub tasiemczycę. Aby to potwierdzić należy zrobić 3-krotne badanie kału na obecność jaj pasożytów, choć lepsza jest metoda immunoenzymatyczna. Leczenie tych chorób jest stosunkowo proste i krótkotrwałe.

Przy każdej zmianie sposobu odżywiania dochodzi do ujawnienia lub nasilenia objawów chorób pasożytniczych, które wcześniej były utajone. Np. w Egipcie glistą ludzka zarażonych jest 100% populacji, ale odczuwają to dopiero po zmianie miejsca pobytu. Pasożyty oprócz dolegliwości dysgastrycznych mogą być również przyczyna niedowagi, rozdrażnienia, osłabienia, a ich toksyny często dają objawy skórne. Mam nadzieję, że powyższe wyjaśnienie pomoże Ci rozpocząć powtórnie żywienie optymalne, tym razem bez większych problemów. Życzę powodzenia.

lek.med. Przemysław Pala”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=397 .

.

| | Dodaj komentarz

Liberalni ekonomiści wieszczyli katastrofę

 

Łukasz Fołtyn o6.09.2017 r. pisze:

„Komu jak komu, ale Kaczyńskiemu nagroda Człowieka Roku na Forum Ekonomicznym w Krynicy należała się jak najbardziej i nie pisze tego ironicznie. Otóż od 89 roku ekonomiści w Polsce, na czele z guru Balcerowiczem, przekonywali, że na znaczące świadczenia socjalne Polski/polskiego budżetu nie stać. A te które są powinny zostać zlikwidowane, bo ciążą gospodarce.

Tymczasem Kaczyński zadecydował, bo to była jego decyzja, żeby wprowadzić program 500+. I co? Deficyt budżetowy trzyma się w bezpiecznych granicach. Mało tego, bezrobocie spadło, a program socjalny przyczynił się do wzrostu płac i konsumpcji, co dało duży impuls wzrostu PKB. Liberalizm i liberalni ekonomiści, wieszczący katastrofę, zostali ośmieszeni…”

Źródło – https://www.facebook.com/lukfol1/posts/10155624517649174 .

.

| | Dodaj komentarz

O przejadaniu się czyli normy żywienia, a podstawowe błędy żywieniowe u człowieka

.

Polecam Państwu konspekt wykładu Pana Tomasza Kwaśniewskiego na Spotkaniu w Ciechocinku 2 września 2017 roku zamieszczony na www.forum.dr-kwasniewski.pl :

.

Admin 03.09.2017 r. o 13:08 pisze:

„Szkielet tego co chciałem powiedzieć na spotkaniu w Ciechocinku, rozwijać nie będę, ponieważ uzasadnienie biochemiczne tez wymagałoby wielostronicowego opracowania.

Zainteresowanych wpływem zdrowotnym proporcji między składnikami odżywczymi odsyłam do książki „Jak nie chorować?” s. 110-111.

O przejadaniu się czyli normy żywienia, a podstawowe błędy żywieniowe u człowieka.

Norma żywienia, to zapotrzebowanie na energię i niezbędne składniki odżywcze w przeliczeniu na jedną osobę, na jeden dzień, przy uwzględnieniu różnic w zapotrzebowaniu z uwagi na: wiek, płeć, stan fizjologiczny, dobrostan, aktywność fizyczną, klimat i warunki bytowania.

Dlatego normatywne, rzeczywiste zapotrzebowanie na energię i składniki odżywcze powino być określane indywidualnie.

Kluczowymi elementami kształtującym normę żywieniową są: podstawowa przemiana materii (ppm), aktywność fizyczna, trawienie pokarmu, proporcja między składnikami odżywczymi i możliwość odprowadzenia ciepła.

Podstawowa przemiana matrii (ppm) ozanacza najniższy możliwy stan przemian energetyznych, jakie zachodzą w ustroju, o pustym przewodzie pokarmowym i w optymalnej temperaturze.

U zdrowego, dojrzałego człowieka do kluczowych czynników wpływających na wielkość ppm należą:
– stopień aktywności poszczególnych narządów ciała,
– ciężar i powierzchnia ciała, wiek, płeć, klimat i prawidłowe napięcie centralniego i autonomicznego ukłdu nerwowego – objawy rozchwiania napięcia w zależności od przewagi układu para lub sympatycznego – nadmierna eksploatacja hormonalna gruczołów dokrewnych, dolegliwości żołądkowo-jelitowe (zgaga, niestrawnoś, utrata apetytu lub żarłoczność, refluks, biegunka, zatwardzenie), zaczerwienienie skóry, nadmierna potliwość, drżenie rąk, duszności, migrena, migrena nerwu błędnego, kłucie i kołatanie serca, nasilenie stanów alergicznych lub nowotworowych.

Na podstawie spoczynkowego zużycia tlenu określono procentowy udział poszczególnych narządów w ppm:
serce -7%, nerki -10%, mięśnie szkieletowe -18%, mózg – 19%, wątroba – 27% pozostałe narządy i tkanki 19%.

Mózg, który stanowi około 2,3% ciężaru ciała i masa mięśni – około 50% – podczas spoczynku zużywają prawie tę samą ilość tlenu!

Aktywność fizyczna – mięśnie szkieletowe u ssaków mają wydajność mechaniczną na poziomie 25-30%, zaś 70-75% energii uzyskanej z przemian chemicznych w mięśniach uwalniana jest w postaci ciepła.

Trawienie pokarmu – przyjmuje się, że trawienie powoduje wzrost zapotrzebowania na energię o około 10% ppm, przy czym posiłek białkowy wymaga więcej energii niż posiłek węglowodanowy, natomiast posiłek tłuszczowy ma niewielki wpływ.
Temperatura otoczenia – istnieje zakres temperatury przy którym poziom przemian energetycznych jest najniższy i jest to tzw. strefa obojętna. Komfort termiczny…

Uproszczone określenie zapotrzebowania normatywnego na energię w naszej strefie klimatycznej (latem niżej, zimą wyżej) przy umiarkowanym wysiłku fizycznym można wyrazić w zależności: 10kcal na 1cm wzrostu +/-10%

Rodzaje norm:
Normy minimalne – są to najmniejsze ilości energii i składników odżywczych, które nie powodują uchwytnych zmian patologicznych, ale powodują lekki niedobór wagi, niższą sprawność fizyczną i umysłową, niższą wartość biologiczną potomstwa.

Normy wystarczające – nieco wyższe niż minimalne, pozwalające na prawidłowe funkcjonowanie organizmu.

Normy fizjologiczne – uwzględniają nie tylko ogólne zapotrzebowanie na energię i składniki odżywcze, ale i indywidualne natężenie przemian biochemicznych, a także stan fizjologiczny organizmu (choroby, ciąża, karmienie) z uwzględnieniem wieku, kondycji psychicznej – dają więc większe bezpieczeństwo w zapobieganiu wadom żywieniowym i są wyższe niż poprzednie.

Normy zalecane – 5*wio lub inne „naukowe” osiągnięcia detetyczne, na podstawie setek tysięcy poprawnie wykonanych badań naukowych, ale ze złą interpretacją wyników i błędnych wnioskach.

Normy optymalne – określone przez lek.med. Jana Kwaśniewskiego na podstawie wieloletniego doświadzenia zawarte w zasadach Żywienia i Diety Optymalnej”.

Najczęstszymi przyczynami zmian patologicznych z powodu wadliwego żywienia są:
– niedobór lub nadmiar przyjmowanej energii,
– niedostateczne ilości jednego lub więcej składników odżywczych w pożywieniu – prawo minimum,
– niewłaściwa proporcja między składnikami odżywczymi (połączone z pierwszym)
– złe zwyczaje i nawyki żywieniowe.

Równowaga odżywienia tkanek to możliwości dostarczenia składników pokarmowych i energii w stosunku do faktycznego zapotrzebowania na te składniki.

Czynniki zaburzające równowagę odżywienia tkanek:
– zewnątrzpochodne:
– uświadomienie w zakresie prawidłowego odżywiania,
– warunki bytowe zmieniające ilościowe i jakościowe zapotrzebowanie na składniki odżywcze – temperatura otoczenia, ciśnienie   atmosferyczne, klimat, rodzaj wykonywanej pracy, kontakt z kancerogenami itp.
– jakość, strawność, przyswajalność, proporcja, sposób obróbki kulinarnej składników pokarmowych.

– czynniki wewnątrzpochodne:
– utrudnienia w przyjmowaniu pokarmu i prawidłowym wchłanianiu składników odżywczych:
– wadliwe uzębienie, zwężenia przewodu pokadmowego,
– choroby przewodu pokarmowego i narządów trawiennych – żołądka, jelit, wątroby, trzustki…
– choroby powodujące utratę apetytu: zatrucia, nudności, biegunki, zapalenie wyrosta robaczkowego, kolka wątrobowa, wysoka gorączka, zatrucie ciążowe…
– alergie pokarmowe itp.

Czynniki zwiększające zapotrzebowanie na składniki odżywcze:
– duży wysiłek fizyczny, napięcie układu nerwowego, nadczynność tarczycy, ciąża i laktacja, wielomocz na tle cukrzycowym lub  spowodowany innymi czynnikami.

Jak się bilansować?

Zapotrzebowanie na białko: przy usunięciu białka z diety, ale przy pełnym pokryciu energetycznym z tłuszczu i węglowodanów ustalono doświadczalnie, że przeciętny organizm traci od 2,5-3g/D azotu, dzięki czemu ustalono minimum białkowe mnożąc utratę azotu przez 6,25 – mnożnik wynika z zawartości azotu w białku.
Czyli minimum białkowe wynosi od około 15 do 19g na dobę, w zależności od utraty azotu.
Na podstawie badań stwierdzono, że w przeciętnych warunkach bytowych, dobowe zapotrzebowanie na białko zawierające wszystkie aminokwasy egzogenne wynosi od 0,6 do 1g białka na dobę na kg nmc, w zależności od składu przyjmowanego białka, czyli u niskich kobiet od 30g, a u przeciętnych mężczyzn do 70g/D. Przy znacznym wysiłku fizycznym zapotrzebowanie na białko może być wyższe, jest to fizjologiczne, ale indywidualne, bo …

c.d.nie będzie.”

Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=5387.msg493217#msg493217 . Warto doczytać i dyskusję dotyczącą treści powyższego materiału.

.

Polecam -Dr Jan Kwaśniewski: Jak nie chorować? – http://optymalni.org.pl/sklep/?p=productsMore&iProduct=6 .

.

| | 6 Komentarzy

11 tez o Polsce

.

Tymoteusz Kochan 27.08.2017 r. pisze:

„11 tez o Polsce

Rozgorzały ostatnio spór pomiędzy sygnatariuszami „Listu otwartego do środowisk lewicowych” a Piotrem Szumlewiczem wydaje się trafnie obrazować głęboki kryzys w jakim znalazła się polska lewica. Socjalny program PiS-u pozbawił polską lewicę jej dawnego, antyneoliberalnego ostrza i wyrwał z luksusowego położenia, jakim było położenie opozycji wiecznie walczącej przeciwko złym neoliberałom z PO. Z drugiej strony od dawna oczekiwane upodmiotowienie się mas pracujących nastąpiło w Polsce w sposób zupełnie inny niż w swej naiwności przewidywała to większość lewicowych działaczy – w wyniku czego polityczny zamęt i chaos stał się wręcz nie do zniesienia.

Dekomunizuje się u nas Kuronia

1. Po pierwsze – podstawowym złudzeniem autorów i sygnatariuszy „Listu” jest wiara, że odrzucając i grzebiąc III RP oraz biorąc na sztandary „nową Rzeczpospolitą” hurtem nawrócą „lud” na lewicowość. „Lud” w Polsce niestety nie jest lewicowy i w swej druzgocącej większości nie należy w tym momencie wcale do lewicowej klienteli – i to nawet posiadając przy tym wyraźnie prosocjalne tendencje. Zapracowało na to ponad ćwierć wieku skutecznej, prawicowej indoktrynacji, która wychowała już całkowicie nowego i całkowicie antykomunistycznego (i antylewicowego) Człowieka.

Zły układ =/= Źli kapitaliści

2. Po drugie – coś takiego, jak „lud” nie istnieje. Ta staromodna kategoria być może nadawałaby się do szczątkowego opisu relacji w realiach systemu feudalnego. W nowoczesnym kapitalizmie do czynienia mamy z klasą pracująca i kapitalistami. Zarówno klasa pracująca, jak i kapitaliści dzielą się jeszcze na mniejsze klasy i mniejsze zbiorowości, jednakże ogół mas pracujących w Polsce bynajmniej nie jest jednorodny. Podział na lud i elity jest podziałem z politycznego słownika prawicy i konserwatystów, którzy zacierają w ten sposób prawdę na temat kapitalizmu i budują wizję narodowej jedni działającej przeciwko wrogom narodu. Przejście z poziomu klas społecznych do poziomu teorii spiskowych (lud kontra elity i naród kontra agenci wpływu) to samobójcze zniesienie lewicowego języka politycznego, czego dalszym rezultatem jest nieunikniony dryf w stronę prawicowego prostactwa i nacjonalizmu.

Bitwa nie tylko na socjal

3. Po trzecie – sama identyfikacja klasowa to za mało. Ostatnie sto lat po Rewolucji Październikowej dobitnie uczy nas, że fakt, że ktoś jest przedstawicielem klasy pracującej bynajmniej wcale nie czyni go z automatu lewicowcem, czy rewolucyjnym proletariuszem. W realiach państwa, gdzie kapitalizm nie znajduje się w głębokim kryzysie i gdzie nie ma sytuacji rewolucyjnej najważniejszą identyfikacją pozostaje identyfikacja stricte polityczna. Dodajmy do tego pozycję polityczną, jaką posiada w Polsce kościół i przeanalizujmy, jakie partie znajdują się dziś w sejmie… a okaże się, że świadomość społeczna jest całkiem konkretna: prawicowa, prokapitalistyczna i w olbrzymiej mierze reakcyjna światopoglądowo. Aby w tych warunkach odbudować lewicę nie wystarczy więc przedstawić lepszej krytyki socjalnych niedostatków systemu kapitalistycznego. Wpierw potrzebny jest całościowy projekt uwzględniający też fenomen kato-nacjonalistycznej ideologii, która jest dziś niekwestionowanym hegemonem.

II RP strikes back

4. Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory nie tylko dlatego, że posłużyło się socjalnymi obietnicami. Proletariat nie jest lewicowy i nie zagłosował na PiS wyłącznie ze względu na swój socjalny oportunizm. Zwycięstwo PiS-u to rezultat transformacji świadomości społecznej w Polsce i jej ewolucji w kierunku bardziej prawicowym i nacjonalistycznym. W tym samym czasie doszło w Polsce do jednoczesnej antyislamskiej readykalizacji, czy wyraźnego wzrostu nastrojów konserwatywno-religijnych. To, że w kraju, gdzie nie ma muzułmanów kwitnie islamofobia zdradza, że świadomość polskiej klasy pracującej przeżarta jest ksenofobią o podłożu nacjonalistycznym i ma wybitnie ksenofobiczny (a więc prawicowy) charakter. Kiedy bowiem nie przychodzi nowe – masy zwracają się ku staremu. I tak samo stało się w Polsce. Brak gotowej lewicowej alternatywy sprawił, że Polska cofnęła się w kierunku świadomości politycznej rodem z II RP. W tych warunkach lewicowość schodzi do podziemia.

Nagonka na lewicę stała się faktem

5. Lewica nigdy nie będzie lepszym PiS-em. Autorzy „Listu” proponują w zasadzie udoskonalanie narracji prezentowanej przez PiS. Ale żaden prawicowy elektorat (a ten obecnie jest w mocy) nie nabierze się na elokwencję, czy troszeczkę lepszy socjal proponowany przez tęczowe partie i ugrupowania. Działacz lewicowy z dużego miasta będzie zaskoczony, ale kato-prawicowy lud nie chce socjalu od ludzi, którzy chodzą na parady równości i chcą przyjąć uchodźców. W modzie jest prawicowy patriotyzm o charakterze religijnym, w modzie jest restauracja nacjonalizmu. Być może nie każdy też zdaje sobie z tego sprawę, ale współczesny prawicowy wyborca dysponuje już wyszukiwarką Google i jeśli wyszuka sobie nazwisko polityka, którego wizerunek pojawi się w otoczeniu „znanych lewaków” to żaden „prosocjalny kamuflaż” nie pomoże. Jeśli ktokolwiek chce licytować się z Kaczyńskim i zadowolić jego elektorat to musi to robić na wszystkich frontach i musiałby też przegonić PiS w antykomunizmie, islamofobii, czy konserwatyzmie. Polityka to brutalna walka ideologiczna o ludzi zideologizowanych, a nie oświecony rynek idei, na którym poruszają się wykształceni, wielkomiejscy homo oeconomicus niewrażliwi na uprzedzenia i kłamstwa, którzy wybierają najlepsze rozwiązania dla swoich racjonalnie rozpoznanych problemów.

Polski kapitalizm ewoluował

6. III RP poszła już do piachu, teraz mamy już IV (smoleńską), a obie to kapitalizm. To jednak nie jest dokładnie ten sam kapitalizm. Okres skromniutkiego kapitalistycznego prosperity staje się faktem. Ten okres kapitalistycznego prosperity nie musi być jednak wcale dla lewicy całkowicie stracony. To w czasie rosnącego dobrobytu rosną bowiem także społeczne oczekiwania dotyczące jakości życia, rosną też szanse edukacyjne. To prosperity można więc wykorzystać jeśli nie zostanie zatracona lewicowa tożsamość. Jeżeli lewica zamiast krytyką form demokracji w kapitalizmie nie zajmie się krytyką samego kapitalizmu: w tym także krytyką jego kultury, czy krytyką kapitalistycznej wolności; to jej racja bytu w realiach pierwszoświatowego kapitalizmu zwyczajnie ginie. Doskonałym tego przykładem jest sytuacja sąsiadujących, zamożnych państw zachodnich, gdzie dwubiegunowy układ partii prawicowych w zasadzie na trwałe wyeliminował jakąkolwiek realną lewicę, która nie byłaby jedynie okazjonalnym, liberalnym przebierańcem.

Nie odetniecie kuponów od sukcesu Kaczyńskiego

7. Bo nikt was nie lubi… Trwałym komponentem „nowego człowieka” generowanego przez PiS jest jego antykomunizm, antylewicowość, religijny konserwatyzm, czy islamofobia. Każdy lewicowy projekt musi w związku z tym w sposób otwarty i radykalny krytykować te postawy, włączając tę krytykę w szerszą krytykę złych postaw przyjętych przez olbrzymią część polskiej klasy pracującej. Ten sam nacjonalistyczny układ może rządzić wiecznie jeśli jego poglądy podziela społeczna większość. Lewica zaś nigdy nie wygra z nacjonalistycznym barbarzyństwem jeśli nie będzie w stanie skutecznie go krytykować, kompromitować i odrzucać, przeciwstawiając go swoim własnym spójnym ideałom.

Czas na nowo tworzyć swój elektorat

8. Myślenie czysto polityczno-organizacyjne jest przedwczesne. Wyborca lewicy w Polsce nie istnieje. Gdyby istniał to mimo wszystkich ułomności i tak głosowałby na Razem i SLD. Tak jak zresztą (z braku innego wyboru) robili to dotąd ludzie o lewicowych poglądach. Elektorat dla lewicy trzeba dopiero wykształcić i na nowo tworzyć. Taki elektorat nigdy nie jest gotowy i to dopiero ciężka praca organizacyjna u podstaw i wieloletnia praca polityczno-edukacyjna polegająca na tworzeniu lewicowej kontrkultury są w stanie stworzyć odpowiednie zaplecze społeczne dla lewicy. Twierdzenie, że same ciągoty socjalne to lewicowość albo, że sam lud w swej wrodzonej mądrości i rozumie jest sam z siebie od razu podmiotem dla lewicy jest głupie i błędne. To dokładnie ten sam błąd, który część lewicy popełniła w latach 80-tych wierząc, że skoro miliony wyszły na ulicę to nie mogą się mylić i na pewno zaraz wprowadzą lepszy komunizm. Lewicowość, czy socjalizm są projektami robotniczymi ale i intelektualnymi o określonych wymaganiach i dla określonych ludzi. Proletariusz socjalistyczny jest zupełnie niekompatybilny z proletariuszem nacjonalistycznym i stanowi też całkowicie odrębną istotę. I dlatego też lewica musi właśnie „rozwiązać lud i wybrać sobie własny”, to jest – oddolnie budować front polityczny wychowując swojego wyborcę i przedstawiać mu alternatywę, a nie naiwnie liczyć na to, że po błyskawicznym zastosowaniu socjotechnicznego makijażu wyborcy pomylą lewicę z Kaczyńskim i w ten sposób uda się jej wygrać wybory. Jeśli nie prowadzi się prac na rzecz wytworzenia własnego elektoratu to nie ma prawa on istnieć – a prosocjalny potencjał mas pracujących pada łupem prawicy, ponieważ masy zostały ukształtowane przez prawicę i obecnie po prostu należą do niej. Zaczynamy w zasadzie od zera – tak samo jak przedwojenna polska lewica, która przez wiele lat budowała kasy robotnicze, domy związkowe…

Antysystemowość albo kawiorowa zagłada

9. Lewicowość w kapitalizmie to bunt przeciwko systemowi, konflikt i polityczny radykalizm. Nie reformizm. Lażdy umiarkowany wyborca posiada do wyboru tylu prawicowych reformistów (także prosocjalnych, antyneoliberalnych i obyczajowo postępowych), że nigdy nie będzie musiał sięgać po reformistyczną lewicę. Nawet 25-letnia obecność SLD w sferze polskiej polityki była rezultatem antykapitalizmu, jaki wcześniej prezentowała PZPR. W ostatnich latach Polacy nie mieli do czynienia z autentyczną lewicą i nawet nie zetknęli się z jej ideologią – znają ją jedynie z prawicowych propagandówek. Te propagandówki w pewnym sensie działają jednak na naszą korzyść: są dziś najlepszą formą przetrwania świadomości społecznej dot. istnienia ustroju socjalistycznego i świadczą też o tym, jak realnym i aktualnym wrogiem kapitalizmu pozostaje socjalizm. Nowy antykapitalizm nie może być jednak hiperradykalny, ale nie może też zgadzać się na uniwersalizm stosunków kapitalistycznych. Posiadanie własnej utopii jest konieczną oczywistością.

Ani liberał, ani narodowiec nie dadzą lewicy zwycięstwa

10. Polacy w ogóle nie wiedzą czym jest prawdziwa, nowoczesna lewica. Lewica jest dziś kojarzona albo z IPN-owskim rozumieniem Polski Ludowej albo z ultraliberalnym projektem skupiającym się głównie na kwestiach obyczajowych. Budowa „nowej Rzeczpospolitej” to w tych warunkach hasło, które nie posiada jakości, którą mogłaby wykorzystać lewica, ponieważ samo hasło „Rzeczpospolitej” i wspólnoty narodowej w ogóle jest już na trwałe skojarzone z prawicą. Bez kontekstu klasowego i antykapitalistycznego wszystkie pseudolewicowe projekty głoszące potrzebę budowania jakiejś V RP będą brzmiały, jak wtórne koncepcje nawiązujące do myśli Jarosława Kaczyńskiego. Podobnie: próby odzyskiwania elektoratu liberalnego spełzną na niczym jeśli lewica utraci przy tym swój radykalizm. Jeśli część liberalnego elektoratu ma przejść na stronę lewicy to musi ona pogodzić się z ewolucją w kierunku pozycji antykapitalistycznych. W innym wypadku zawsze znajdzie się jakaś „Nowoczesna”, bardziej wiarygodna dla prokapitalistycznych liberałów, z których druzgocąca większość nigdy nie postawi na jakikolwiek, nawet minimalny, bunt.

PiS, czyli najgorszy wariant kapitalizmu

11. I wreszcie – PiS jest projektem politycznych elit i dla kapitalistycznych elit, ale posiada też swoje wyraźnie prorobotnicze oblicze wyrażające się w staromodnym, prawicowym solidaryzmie narodowym. Ten solidaryzm jest w stanie skutecznie rozbrajać słabe sprzeczności klasowe, które występują w realiach uprzywilejowanego (w wymiarze globalnym) kapitalizmu. Tego rodzaju formacja ideologiczna jest więc szczególnie niebezpieczna bo usuwa słabe sprzeczności klasowe na rzecz antylewicowego programu, który w sferze światopoglądowej i kulturowej cofa Polskę w rozwoju do stopnia uniemożliwiającego jakikolwiek przyszły triumf zarówno lewicy, jak i nawet postępowych socjaldemokratów, czy liberałów. Ta pułapka nowoczesnego faszyzmu, który polega na sojuszu sił państwa i kapitału jest zdecydowanie większym zagrożeniem od neoliberałów, ponieważ usuwa społeczne pole, które umożliwiałoby narodziny lewicowej tożsamości. Stąd też rozprawienie się z PiS-em jest dziś znacznie bardziej palącym zagadnieniem od rozprawienia się z całością systemu kapitalistycznego i dlatego też zamiast usiłować wpisywać się w PiS-owski sukces (który lewicę ostatecznie grzebie) należy zrobić wszystko żeby go uniemożliwić. Ten polityczny prymat nie oznacza jednak, że należy wstępować do partii liberalnych, ale że należy tworzyć lewicę zdolną zarówno do walki o kwestie gospodarcze, jak i o najbardziej postępowy program obyczajowy.

***

Niezależnie od tego, czy zgodzilibyśmy się z wizją zaproponowaną przez autorów „Listu”, czy też z jego krytyką rezultat byłby w zasadzie ten sam. Pomimo diagnozy i jedna, i druga strona proponuje w zasadzie to samo: tworzenie lewicowej alternatywy politycznej o socjaldemokratycznym charakterze. Niezależnie od tego, czy alternatywa ta byłaby skierowana głównie przeciwko III RP i jej tropionym przez Zbigniewa Ziobrę elitom, czy też byłaby bardziej postępowa i antykaczystowska problemy pozostają podobne.

Tym problemem jest brak organizacyjnego zaplecza zdolnego do skutecznego politycznego działania oraz zbyt silny konformizm, który drzemie w lewicowych działaczach usiłujących zjeść ciastko i mieć ciasto – być antykomunistami z „Solidarności” i antyneoliberałami o liberalnym obliczu, być lewicą umiarkowaną i być lewicą radykalną, korzystać z elementów schedy po socjalizmie i bawić się w rozliczanie komuny. Krytykować ale i kochać Gazetę Wyborczą. Być przeciwko kapitalizmowi ale wielbić kapitalistyczny postęp… To nowe-stare polskie rozdwojenie jaźni świadczy jedynie o tym, że nadal nie przepracowano jeszcze w Polsce tej wielkiej traumy, jaką była kapitalistyczna transformacja. Wszystko, co lewicowe dalej odnosi się do dawno minionych walk i dawno zapomnianych bojów lub też wprost aspiruje do zachodnio-kapitalistycznego bogactwa i „jara się” imperialistyczną globalizacją.

Nie ma także zrozumienia dla tego faktu, że dawne sukcesy socjalistycznej lewicy okupione zostały dekadami wielkich wysiłków, działań i poświęceń. Źródłem tych sukcesów nie były przy tym wcale gry parlamentarne.

To, co pozostaje pewne na temat obecnych lewicowych szczątków to, że są one pozbawione jakości, wyrazu i charakteru: wszystkie radykalne idee zastąpił nowoczesny, korporacyjny oportunizm, a wszystkie próby tworzenia własnego wizerunku zastąpiono wiarą w to, że uda się „gdzieś wstrzelić” i przy „takich to a takich sondażach” zafunkcjonować. To scheda po dobrze znanym nam dziecinnym biurokratyzmie rodem z SLD i kopiowanie działań bogatych prawicowych partii (które jednak posiadają już przygotowaną i wierną klientelę). Efektem takiego właśnie myślenia i działania było zresztą pogrzebanie SLD przez postawienie na Magdalenę Ogórek.

A wszystko, czego naprawdę chcą dziś masy to polityczny autentyzm.

Potrafił to wykorzystać Donald Trump, czy Jarosław Kaczyński, potrafił to jednak wykorzystać także i Jeremy Corbyn – polska lewica jest dziś jednak na to zbyt przerażona. Cierpi na (w tym wypadku prawdziwą) chorobę politycznej poprawności, a jednocześnie nie jest też w stanie przekuć się w cokolwiek nowego. Jeśli „lewactwem” w Polsce jest już dla wielu nawet PO to nie znaczy wcale, że lewica może odnieść sukces prezentując nacjonalizm, albo idąc w objęcia Michnika. Bycie czerwonym odcieniem liberalizmu i konserwatyzmu to niestety za mało. „Lud” się na to nie nabierze. Czerwień musi być czerwona – albo ginie w tłumie tego, co do zaoferowania ma bogaty, kapitalistyczny rynek.”

Źródło – http://lewica.pl/blog/kochan/31665/ .

.

Polecam – Piotr Ikonowicz: Obrona przed kolonizacją – https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=270278733162887&id=121066958084066 .

.

| | 1 Komentarz

Coś nie tak

 

– Chojrak 12.11.2007 r. o 23:18 pisze:

„Witam wszystkich.
Jestem tu nowy chciałbym poprosic Was o porade.Diete stosuje od ok2,5 miesiaca, przez pierwszy miesiac opychałem sie na maxa tłuszczem prawie bez wegli /dziennie moze ok30-40g/ bialka nie liczyłem. Schudłem ok 3-4 kg cisnienie spadło nawet 117-69 / mam nadcisnienie/ ale, zaczałem miec jakies dreszcze ,ciagle było mi zimno i byłem otepiały.Zwiekszyłem weglowodany do ok80-90 i białko ok 120-130, tłuszcze ok 250.Zaczeły sie problemy z tetnem ok100. napady goraca, problemy ze snem. skoki cisnienia,  Ostatnio sie uspokoiło Ale wzrosła moja waga  100kg,/ cisnienie ok 135-90 na lekach/  chce dodac ze nie jestem otyły, uprawiam sport  / siłownia bez szalenstw/ rower.Od 3 tygodni wszystko waze i srednio wychodzi mi:
B ok120 T ok 250 W ok90. Co o tym myslicie ? Licze na Wasze rady, wsparcie.
Mam 38 lat , mieze 185cm.
Pozdrawiam.”

Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=2113.msg32178#msg32178

.

Toan 13.11.2007 r. o 08:33 pisze:

„Przy normalnym metabolizmie z nadmiaru białka wytwarza Ci się około 30-40 g węglowodanów! i faktycznie wychodzi Ci BTW – 1:3:1,5, a to chyba nie jest Dieta Optymalna?
Około 80 g nadmiaru węglowodanów „przerabia” Ci się na tłuszcz i cholesterol!
Potwierdzić to możesz badaniem krwi na frakcję lipidową osocza. Wyjdzie Ci za dużo LDL i trójglicerydów.

PS
Propozycje lek. med. JK muszą „szkodzić” niektórym, gdy nie zna się ich pryncypiów
http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=80 – radzę zrozumieć ten tekst.”

Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=2113.msg32188#msg32188 .

.

| | Dodaj komentarz