Niesamowita metamorfoza Marka K.

.

„Trochę o mnie…

Od najmłodszych lat byłem dzieckiem mało odpornym na wszelkiego typu infekcje i posiadającym wyraźnie więcej ciała niż moi rówieśnicy. Co roku musiałem chociaż raz zachorować na anginę. Katary i przeziębienia to był mój chleb powszedni. Od dzieciństwa na moim ciele pojawiały się coraz to nowe znamiona, co tłumaczono mi przejęciem takiego „urodowego dziedzictwa” pochodzącego z linii matki.

W wieku kilkunastu lat ku mojemu przerażeniu na skórze zaczęły się pojawiać plamy bielacze. Szybko dowiedziałem się, co to jest i że muszę się pogodzić z faktem, że będzie tego z czasem więcej, a wyleczyć się nie da. Kiedy rozpocząłem naukę w szkole średniej zaczęły psuć się moje zęby. Następowało to dość specyficznie, gdyż od strony korzeni. Zauważałem jakąś plamkę pod szkliwem, a następnie wykruszało się ćwierć lub pół zęba i pojawiała się duża dziura. Byłem tym bardzo zdziwiony. Kiedy zapytałem dentystki co się dzieje – wzruszyła tylko ramionami i powiedziała: „próchnica”. Dziś wiem, że nie była to zwykła próchnica, tylko objaw narastającego zakwaszenia i niedoborów wapnia oraz magnezu w organizmie. Później pojawiły się sezonowe problemy natury grzybiczej ze skórą pod pachami i w pachwinach. Na szyi, a następnie również pod pachami zaczęły się pojawiać jak grzyby po deszczu włókniaki, których nie można się było pozbyć. Wreszcie do kompletu dołączyło nadciśnienie oraz kamice żółciowa i nerkowa.

Walka z samym sobą…

Przez długie lata próbowałem walczyć z moją nadwagą. Chwytałem się różnych sposobów. Niektóre z nich wydawały się być na krótką metę skuteczne, choć w rzeczywistości nie mogły takimi być. „Dieta życia” Mai Błaszczyszyn poza krótkotrwałą utratą wagi przyniosła same szkody. Mój organizm został jeszcze bardziej zakwaszony i osłabiony, a efekt jo-jo nastąpił wcześniej niż można by się tego spodziewać. Dodatkowo osłabienie jakie zafundowałem mojemu organizmowi spowodowało masową utratę włosów oraz wyraźnie pogorszenie stanu paznokci. Z czasem pojawiła się sucha i spękana skóra na łokciach i zrogowaciała na piętach na którą tylko chwilowo działały coraz to bardziej wymyślne maści i inne specyfiki. Zauważyłem, że moja skóra zaczyna w niektórych miejscach przypominać skórę starca z charakterystycznymi przebarwieniami i plamami. Złe odżywianie powodowało ciągłą i systematyczną choć zauważalną dopiero z perspektywy czasu degenerację mojego zdrowia i całego organizmu. Długo można by pisać o schorzeniach, dolegliwościach i problemach zdrowotnych z którymi dane mi było się zmierzyć, ale nie chciałbym zanudzać. Dlatego też w dalszej części tego „opowiadania” napiszę tylko jakich przypadłości udało mi się w ostatnim czasie pozbyć.

Pierwszy kontakt z prawdziwą WIEDZĄ

Nie pamiętam w jakiej sytuacji po raz pierwszy zetknąłem się z informacją o diecie optymalnej doktora Jana Kwaśniewskiego. Prawdopodobnie miało to miejsce jeszcze w ostatniej dekadzie XX wieku. Jestem Ślązakiem, a u nas w tamtym czasie popularna była seria artykułów Doktora drukowana w lokalnym Dzienniku Zachodnim. Prawdopodobnie usłyszałem o diecie optymalnej od któregoś z kolegów w pracy. Zainteresowałem się tematem, gdyż wówczas poszukiwałem jakiegoś sposobu na okiełznanie mojej ciągle rosnącej wagi i testowałem na swoim organizmie różne dostępne diety. „Dieta życia” Mai Błaszczyszyn, o której wspomniałem wcześniej pomogła mi zbić wagę w wieku 17 lat z poziomu niespełna 100kg do 73kg w przeciągu 6 miesięcy. Później było już tylko gorzej, a waga rosła z roku na rok. Ja zaś nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Moja wiedza na temat diety optymalnej była bardzo uboga. Wiedziałem, to co gdzieś tam posłyszałem. Ktoś opowiadał o jakichś efektach. Ktoś inny piekł i przynosił do pracy „obrzydliwie tłuste” placki o intensywnym zapachu smalcu. Ktoś inny opowiedział mi o znajomym, który jadał sernik z 30 jajek i skutecznie schudnął. Mój ówczesny korytkowy model żywienia przewidywał czasami większe spożycie tłuszczów. Najczęściej było to masło, na którym smażyłem kiełbasę, by następnie „osuszyć” z niego rondelek przy użyciu kilku kromek chleba. Także zjadanie słodyczy było jedną z najprzyjemniejszych rozrywek w moim ówczesnym życiu. Jadłem też duże ilości owoców, bo przecież wszelkie otaczające nas „autorytety” wrzeszczały ze wszystkich stron, że tak należy, bo to zdrowe… Ktoś pożyczył mi książkę Doktora, ale skończyło się na tym, że przejrzałem ją i zwróciłem bo nie chciało mi się jej przeczytać. Wtedy mój stan zdrowia był jeszcze na tyle „dobry”, że nic nie bolało, nic nie kłuło, a wokół było tyle ciekawszych rzeczy do roboty. Poza tym zawsze znajdą się wokół Ciebie jacyś specjaliści, którzy „wiedzą” więcej niż inni i do tego potrafią Cię tą swoją przekazywaną bardzo sugestywnie „wiedzą” skutecznie zarazić… Wpływom takich „dobrze wiedzących autorytetów” ulegałem w moim życiu wiele razy. Wówczas także…

Kolejne próby

Wiele razy także przypominało mi się, że jest taki doktor Kwaśniewski i jego dieta, o której od czasu do czasu gdzieś, coś usłyszałem. Znalazłem w Internecie opracowany przez kogoś arkusz kalkulacyjny do którego można było wprowadzić ilość spożytych produktów i który pokazywał proporcję i podawał informację, czy ilości poszczególnych składników pokarmowych BTW są prawidłowe. Rozpocząłem testowanie. W swoim otoczeniu znalazłem ze 3 osoby, które „eksperymentowały” z dietą optymalną z różnymi efektami. Próbowałem korzystać z ich doświadczeń i podpowiedzi. Znów pojawiła się w moich rękach „Dieta optymalna”. Tym razem przeczytałem fragmenty, które mnie zainteresowały. Stworzyłem swój własny przepis na sałatkę jajeczno-serowo-kiełbasiano-masłowo-majonezowo-ogórkową. Sałatka była smaczna. Proporcja określona prawidłowo. Wszystko wpisane do arkusza kalkulacyjnego. Dieta działała – waga zaczęła spadać. 1kg po pierwszym dniu, 2kg po drugim, 3 po trzecim i tak doszedłem do siedmiu czy ośmiu kilogramów po niespełna dwóch tygodniach. Później waga się zatrzymała. Następnie zaczęła rosnąć. Zniechęciłem się i zaniechałem mojej diety. Muszę tu nadmienić, że w bazie danych arkusza znajdowały się różne produkty – również te, które są niejadalne dla optymalnych. Nikt mi na to nie zwrócił uwagi, więc moją sałatkę zjadałem z kromeczką chlebka lub z bułeczką pszenną. Proporcja się zgadzała, poziom węglowodanów był OK, ale coś przestało „grać” po kilkunastu dniach. Nauczony wcześniejszymi doświadczeniami z innymi dietami stwierdziłem więc, że TA DIETA podobnie jak wszystkie inne również jest do niczego…

Klinika chorób serca

Miałem kiedyś okazję jako pracownik kopalni skorzystać z badań specjalistycznych przeprowadzanych w Klinice Chorób Serca śp. prof. Zbigniewa Religi w Zabrzu. Po wykonaniu wszystkich badań była krótka konsultacja lekarska, w czasie której dowiedziałem się, że mam się pogodzić z tym, że do końca życia będę skazany na pakiet przeróżnych medykamentów… I pan doktor taki pakiet mi przepisał. Przestraszony wykupiłem recepty lecz po przeczytaniu ulotek do poszczególnych leków przeraziłem się jeszcze bardziej i brałem tylko te do walki z nadciśnieniem. Oprócz tego poinformowano mnie o przeroście lewej komory serca oraz zgrubieniu jego ścian.

Poradnia chorób metabolicznych

Nadszedł moment, kiedy szukając porady i pomocy u lekarza pierwszego kontaktu zostałem skierowany do Poradni Chorób Metabolicznych w Gliwicach. Miałem znajomego, który również został tam skierowany i po kuracji, którą przeszedł pod opieką tamtejszych lekarzy i dietetyków był jednym z bardziej szczęśliwych ludzi jakich dane mi było spotkać. Jego dobre samopoczucie pochodziło od efektów jakie osiągnął po „ustawieniu diety” przez tamtejszych „specjalistów”… Jedyne co trochę mnie przerażało po rozmowie z tym znajomym, to był fałd skóry, który pozostał mu po dawnym monstrualnym brzuchu. Nie spodobało mi się również to, iż zgodnie z jego relacją miał się tego nadmiaru obwisłej skóry pozbyć operacyjnie… Pojechałem jednak z nadzieją do poradni. Pierwszy kontakt całkiem sympatyczny, po czym padają słowa, że jeśli chcę być zdrowy i mam schudnąć, to mam się dziś na zawsze pożegnać z serami, kiełbasami, tłustym mięsem, śmietaną i innymi „szkodliwymi” produktami. W mojej głowie zapaliła się chyba pierwsza lampka kontrolna. Po chwili dowiedziałem się także, że przy mojej nadwadze konieczne będzie zastosowanie na początek tabletek hamujących łaknienie, które co prawda nie są zbyt tanie i nie pozostają obojętne dla serca, ale jeśli chcę schudnąć, to też muszę się trochę poświęcić… Wówczas już WIEDZIAŁEM, że ta moja pierwsza wizyta w tej poradni jest jednocześnie ostatnią…

Jeszcze jedno podejście

Prawdopodobnie to był moment, kiedy stwierdziłem, że jeśli kiedykolwiek dane mi będzie jeszcze schudnąć, by wyglądać jak człowiek, to będzie to możliwe chyba już tylko dzięki Diecie Kwaśniewskiego. Znów pożyczyłem książkę i zacząłem czytać. Tym razem postawiłem na optymalne placki serowo-jajeczne. Efekt był podobny jak przy poprzedniej próbie. W krótkim czasie (1-2 miesiące) pozbyłem się ok. 20kg. Później waga się „zatrzymała”, a ja zarzuciłem dietę, która wydawała mi się nienaturalna i zabraniała mi jedzenia moich ukochanych owoców….

Niedługo później (był to Sylwester roku 2007) po wypiciu symbolicznej lampki szampana dopadł mnie dziwny ból, który trwał przez całą noc i promieniował przez plecy aż pod łopatkę. Nie wiedziałem co to może być, ale byłem przerażony. Ból ustąpił, ale zaczął pojawiać się ni stąd ni z owąd w najbardziej niespodziewanych momentach. Zwykle bywało tak, że ów ból pojawiał się w weekendy (zwykle w niedzielny wieczór). Po którymś z kolei „ataku” udałem się z tym problemem do mojego lekarza pierwszego kontaktu, który skierował mnie na badanie USG i uzyskaliśmy potwierdzenie jego przypuszczeń. Diagnoza brzmiała – kamica żółciowa. Do tego powiększona i stłuszczona wątroba. Lekarz, który przeprowadzał badanie ultrasonograficzne dorzucił mi jeszcze uwagę, że to co widać w moim brzuchu określa jako obraz przypominający stan kobiety około czterdziestki i po kilku ciążach… Nie wiem dokładnie o co mu wówczas chodziło, a nie podał mi większej ilości szczegółów…

Guru

Później było jakieś spotkanie towarzyskie w gronie przyjaciół, wśród których był jeden z tych kolegów, którzy wcześniej pożyczali mi książkę Doktora. On powiedział mi, że stosowanie diety optymalnej prowadzi do rozpuszczenia złogów zalegających w pęcherzyku żółciowym. To był dla mnie przełomowy moment. Nigdy nie lubiłem wizyt u lekarzy. Pobytu w szpitalu wręcz sobie nie mogłem i nie chciałem wyobrażać. Postanowiłem dowiedzieć się więcej, by ustrzec się przed koniecznością zabiegu. Próbowałem żywić się optymalnie. Napisałem również list z zapytaniem, który wysłałem na znaleziony w sieci adres e-mailowy. Otrzymałem odpowiedź, która dawała mi nadzieję na bezinwazyjne wyleczenie, a kolega który przekonywał mnie do zastosowania diety optymalnej stał się dla mnie „optymalnym guru”, świadczącym swoim wieloletnim przykładem o skuteczności żywienia optymalnego. Trochę tylko martwił mnie fakt, że ów „guru” przez swą „odmienność” kulinarną nie znajdował akceptacji nawet w swoim najbliższym otoczeniu. Imponował mi natomiast swoją determinacją i wiernością obranej ścieżce. Jego żona jest pracownikiem „tradycyjnej” służby zdrowia, a on zachowując wierność zasadom żywienia optymalnego prowadzi nieco pustelniczy tryb życia spędzając większość wolnego czasu w domku na ogródkach działkowych, gdzie przyrządza dla siebie optymalne potrawy. Bałem się, że ja też mogę nie znaleźć akceptacji w najbliższym otoczeniu. Jak się później okazało – niepotrzebnie…

Myślałem, że stosując dietę optymalną kamienie od razu się rozpuszczą. Tak się nie stało. Ataki się powtarzały, były coraz częstsze i coraz bardziej uciążliwe, a ja ciągle popełniałem te same błędy w mojej diecie optymalnej. Z czasem dowiedziałem się, że są tabletki, które przynoszą ulgę przy kamicy. Kiedy tylko pojawiały się pierwsze symptomy nadchodzącego ataku zaczynałem przyjmowanie serii tabletek i miałem spokój. Pojechaliśmy na wczasy nad morze i tam stało się najgorsze. Majowy weekend 2010 – wszyscy świętują, więc i moim kamieniom wzięło się na harce. Kiedy dostałem się do lekarza okazało się, że oprócz kamieni z pęcherzyka noszę w sobie jeszcze kamień, który „ulokował” się w prawej nerce… Byłem zrozpaczony. Lekarz znad morza przepisał mi jakieś inne leki, a mnie przypomniało się, że kamienie nerkowe również się rozpuszczają pod wpływem diety optymalnej. Stosowałem więc zasady diety (tak jak było mi wygodnie), wagi jakoś nie traciłem, ale ataki też już nie powracały. Tak szczęśliwie upłynęło prawie 16 miesięcy, a ja nie miałem żadnego ataku. Byłem już przeszczęśliwy, bo przypuszczałem, że być może kamienie zniknęły z mojego pęcherzyka i nerki. Jak miało się wkrótce okazać – bardzo się jednak myliłem.

Kontuzja kolana

W pracy przydarzył mi się mały wypadek. Miałem już wówczas prawie 140kg. Człowiek z taką wagą przy wzroście 182cm ma środek ciężkości w zupełnie innym punkcie niż człowiek który waży 80kg. Zmienia się również „technika” poruszania. Pechowo schodząc po schodach zahaczyłem butem o jakąś odstającą krawędź stopnia i poleciałem z impetem w przód i w dół. Udało mi się wybronić przed upadkiem, ale cały ten monstrualny ciężar został przeniesiony na moje prawe kolano. Pojawił się silny ból, kłopoty z chodzeniem i późniejsza diagnoza o naderwanych wiązadłach kolanowych. Od razu zdecydowałem, że 2 tygodnie zwolnienia lekarskiego wykorzystam na zgłębianie wiedzy o diecie optymalnej i praktyczne jej wdrażanie w życie. Od początku pojawiły się pożądane efekty. Po 7 dniach żywienia optymalnego straciłem 9kg, ale później nastąpił 5-dniowy atak pęcherzyka żółciowego, (który już miał nigdy więcej nie nastąpić). USG wykazało stan zapalny oraz pojawienie się jakiegoś płynu w jamie brzusznej i zostałem skierowany do leczenia operacyjnego. Chciałem jeszcze odczekać z nadzieją, że może ból jednak ustąpi. Nie ustąpił. Po kolejnej nieprzespanej nocy nie miałem już siły na dalszą „walkę”. Poddałem się i wylądowałem w szpitalu, gdzie laparoskopowo usunięto mój pęcherzyk żółciowy łącznie z jego pokaźną zawartością.

W czasie obchodu pani doktor, która mnie operowała zwróciła mi uwagę na moją otyłość i zasugerowała, że coś należałoby z tym zrobić. Odpowiedziałem, że właśnie ostatni atak kamicy i moja wizyta w szpitalu przerwały mi dietę, która przynosiła dobre efekty i że gdybym tu trafił 2 tygodnie wcześniej, to miałbym jeszcze o 9kg więcej. Pani doktor zainteresowała się tematem diety i zapytała mnie jaka to dieta. Na dźwięk nazwy „Dieta Kwaśniewskiego” machnęła tylko ręką z dezaprobatą i stwierdziła, że w takim razie nie mamy o czym rozmawiać i wyszła. Przy kolejnej wizycie obiecała mi, że teraz ona trochę mnie tu odchudzi. Efekt był taki, że kilka dni „chudej” szpitalnej diety pooperacyjnej z kaszkami na mleku i na wodzie, bułeczkami i innymi dietetycznymi pokarmami, choć serwowanymi w minimalnych ilościach przyniosły mi wzrost wagi o 2 kg…

Zakazy

Przy wypisie ze szpitala pouczono mnie bym już nie wracał do tej „tłustej diety, która doprowadziła mnie na stół operacyjny” oraz zalecono by przez sześć miesięcy nie spożywać tłuszczów, gdyż w moim stanie jest to niewskazane. Zakaz ten złamałem już po tygodniu od operacji. Zauważyłem, że spożywanie tłuszczy nie powoduje u mnie żadnych niepożądanych reakcji. Brzuch rozbolał mnie jedynie po wypiciu kompotu z jeżyn. Znowu byłem szczęśliwy. Mogłem jeść co chciałem i wiedziałem, że atak kamicy już mi się nie przydarzy. To „szczęście” spowodowało, że w ciągu kilku miesięcy dobiłem z moją wagą do niechlubnej granicy 150kg. Przy takiej wadze trudno jest się już człowiekowi ubierać. Każdy ruch męczy i niesie za sobą ryzyko przeważenia tej „kupy mięsa” nad którą nie daje się już normalnie panować. Byłem bardzo nieszczęśliwy, ale wiedziałem, że muszę coś zrobić, bo stoję już nad krawędzią przepaści, a moja sytuacja jeszcze nigdy nie była tak poważna.

Cudowne” kapsułki

W tym czasie w Internecie natrafiłem na reklamę cudownych – „całkowicie naturalnych” tabletek odchudzających na bazie południowo-amerykańskich jagód ACAI, zielonej herbaty, kofeiny i kilku innych specyfików. Postanowiłem bez dłuższego namysłu złapać się i tego koła ratunkowego. Piękne opisy historii ludzi którzy szybko i skutecznie schudli, gwarancja zwrotu kosztów w przypadku braku pożądanego efektu, brak skutków ubocznych… Czegóż można by chcieć więcej? Zamówiłem, kupiłem, dostałem przesyłkę i zacząłem przyjmować tabletki. I tu zaskoczenie: kilogram dziennie przez 6 kolejnych dni i to bez żadnych wyrzeczeń… SUPER!!! Ale po sześciu dniach koniec bajki i początek schodów. Z czasem pojawiło się bardzo wysokie ciśnienie, skoki ciśnienia, zimne poty, złe samopoczucie, stany lękowe i przede wszystkim brak dalszych efektów w utracie wagi. Moją przygodę z tą cudowną dietą zakończyłem po półtoramiesięcznym okresie, który przyniósł dalsze pogorszenie mojego stanu zdrowia i trwałe obniżenie wagi do poziomu 144kg które zostało osiągnięte po pierwszych 6 dniach tej „diety”.

Olśnienie nad przepaścią…

Wówczas powiedziałem do mojej żony, że jeśli coś może mi jeszcze pomóc w moim życiu, to tylko dieta optymalna doktora Kwaśniewskiego. Zacząłem szukać wszelkich możliwych materiałów na temat diety i stosować ją tak dokładnie i dobrze jak tylko potrafiłem. Jednocześnie doznałem jakiegoś olśnienia i postanowiłem napisać list opisujący moje dolegliwości i niepowodzenia ze zbijaniem wagi. Odszukałem na stronach o żywieniu optymalnym adresy osób zajmujących się tą tematyką i wysłałem mój list do tych wszystkich osób. Jakiż byłem szczęśliwy, kiedy okazało się, że nadchodzą odpowiedzi. Pierwsza odpowiedziała mi Prezes Stowarzyszenia Optymalnych z Poznania Pani Zuzanna Rzepecka. Jej odpowiedź była konkretna, szczegółowa i zupełnie bezinteresowna. Następna była odpowiedź Pani dr Ewy Bednarczyk-Witoszek, która również była konkretna i bezinteresowna. Korespondencji z Panią doktor nie kontynuowałem jednak od momentu, kiedy zdecydowałem się wybrać spośród osób które odpowiedziały na mój list pomoc Pani Zuzanny Rzepeckiej. Z perspektywy czasu i osiągniętych efektów wiem, że była to słuszna decyzja i jestem bardzo szczęśliwy, że takiego właśnie wyboru dokonałem. Dziękuję z tego miejsca pani doktor Ewie Bednarczyk-Witoszek za udzielone porady, które też poszerzyły w tamtym czasie zakres wykorzystywanej przeze mnie wiedzy i przyczyniły się do poszukiwania właściwej dla mnie ścieżki. Stwierdziłem wówczas, że korzystanie z porad dwóch osób jednocześnie może przynieść niepożądane efekty i postanowiłem wybrać jedną drogę. Tak dokonałem wyboru, o którym wspomniałem wcześniej.

Były jeszcze inne odpowiedzi na mój list. Były też osoby, które mi nie odpowiedziały. Wszystkim, którzy wyciągnęli do mnie w tym trudnym czasie swą pomocną dłoń serdecznie dziękuję i gorąco ich pozdrawiam. Pozostałym również życzę dużo dobrego.

Moja” Pani Zuzanna

Od 08.09.2012 roku dzięki Pani Zuzannie rozpoczęło się moje nowe, lepsze życie. Wyeliminowaliśmy błędy, które tak długo popełniałem, wprowadziliśmy jadłospis na rozpoczęcie przebudowy organizmu i przekonałem się, że to naprawdę działa. Wiem też, że gdyby nie ciągłe wsparcie i pomoc, doświadczonego doradcy żywieniowego, którym jest „moja” Pani Zuzanna, to pewnie ponownie w którymś momencie zniechęciłbym się na tyle skutecznie, że znów musiałbym poszukiwać czegoś nowego dla mnie. Teraz staram się codziennie pogłębiać swoją wiedzę z zakresu żywienia optymalnego. Wiedza przekazana nam przez doktora Kwaśniewskiego jest potężna. Jest to skarb dla mnie, dla mojej rodziny i dla wszystkich ludzi, którzy jeszcze tego skarbu nie odkryli. Mam wszystkie książki Doktora. Niektóre z nich w kilku egzemplarzach i w różnych wydaniach. Czytam je po kolei, później wracam i przy kolejnej lekturze odnajduję rzeczy, na które wcześniej nie zwróciłem uwagi lub w jakiś sposób mi umknęły. Jestem też od prawie roku regularnym czytelnikiem miesięcznika „Optymalni”. Udało mi się zdobyć również wiele numerów archiwalnych. Wiedza która jest tam dostępna jest po prostu bezcenna. Za namową pani Zuzanny Rzepeckiej postanowiłem również wesprzeć ruch optymalnych comiesięcznymi wpłatami niewielkich kwot (takich na miarę moich obecnych możliwości finansowych w tych trudnych czasach). OSO jest także organizacją pożytku publicznego, dlatego na konto Stowarzyszenia można przekazywać także 1% swojego podatku z rozliczenia rocznego. Skorzystałem także z tej możliwości i wiem, że nie są to zmarnowane pieniądze. Wiele osób wkłada dużo wysiłku w utrzymanie i rozwój ruchu optymalnego inwestując swój czas, siły i niejednokrotnie własne pieniądze dla dobra wspólnego i dobra całego naszego narodu, nawet dla tej jego części, która nie ma jeszcze pojęcia o istnieniu i wszelkich dobrodziejstwach żywienia optymalnego. Ten wysiłek nie może pójść na marne. Wiem, że nie pójdzie. Dlatego dorzucam też moją skromną cegiełkę i zachęcam innych, by poszli za moim przykładem. Dietę optymalną od kilku miesięcy stosuje także moja żona, a od kilku tygodni również moi rodzice, których udało mi się dla ich dobra zainteresować tą tematyką. Pierwsze pozytywne efekty następują u wszystkich bardzo szybko. Również dla kolegów z pracy zamawiałem już książki Doktora, a niektórzy z nich (Ci którzy już mieli wcześniejsze „epizody” z dietą optymalną) przychodzą konsultować się ze mną i wymieniać się swoimi doświadczeniami. To wspaniałe uczucie, kiedy możesz polecić znajomym coś tak wspaniałego jak TA ścieżka do zdrowia i szczęścia.

Dr Pala

W ostatnich dniach października 2012 roku niespodziewanie otrzymałem również odpowiedź na mój list od doktora Przemysława Pali. Później przez przypadek dowiedziałem się, że mój list wraz z odpowiedzią doktora Pali został opublikowany na łamach miesięcznika „OPTYMALNI”. Znalazły się tam cenne uwagi, za które bardzo dziękuję.

Podziękowania

Największa pomoc przyszła z Wielkopolski. Z tą pomocą przyszły też efekty, które trwają i następują w dalszym ciągu. Bezinteresowna i bezzwłoczna pomoc Pani Prezes Zuzanny Rzepeckiej, do której w ciągu ostatnich miesięcy zwracałem się wielokrotnie z niezliczonymi pytaniami jest dla mnie największym darem jaki otrzymałem w moim życiu od „obcej” mi osoby. Dziękuję za świętą cierpliwość dla mnie i moich „problemów”. Dziękuję z troskę i telefony. Dziękuję za wsparcie, kiedy „żegnałem się” (jak się później okazało) z resztkami mojego kamienia nerkowego. Dziękuję Pani Zuzanno za całe dobro, którego doświadczam dzięki Pani ja osobiście jak również moi najbliżsi.

W tym miejscu muszę jeszcze wspomnieć o bardzo ważnej osobie, bez której moje dotychczasowe „sukcesy” nie mogłyby się urzeczywistnić. Myślę tu o mojej wspaniałej małżonce Jolancie, która dzielnie przygotowuje mi wszystkie potrawy optymalne jakich tylko sobie zażyczę. Pomaga mi w mojej walce i wie, że to jedyna droga do mojego zdrowia. Wie, gdyż jest przy mnie już prawie od 20 lat (13 lat od ślubu), a przez ten czas widziała wszystkie moje próby i niepowodzenia, wie – gdyż przeczytała ze mną wszystkie książki doktora Kwaśniewskiego i przyjęła jego argumentację. Niektórzy, kierowani jakimiś dziwnymi stereotypami nawet nie chcą przeczytać, choć z dobrego serca podsuwałem im książki z receptą na wyleczenie ich ciężkich chorób. Również w tym przypadku jest tak, jak powtarzał doktor Kwaśniewski – nikogo nie można do niczego zmuszać i nikogo nie można uszczęśliwiać „na siłę”. Pomagać należy tym, którzy o to poproszą. Może zechcą posłuchać i uwierzyć, kiedy osiągnę już mój cel…

Wiem jedno. Moja rodzina to mój największy skarb, a moja żona była ze mną w chwilach szczęścia i w chwilach smutku. Nie odwróciła się też ode mnie kiedy podwoiłem moją wagę w stosunku do wagi, jaką miałem w momencie, kiedy się poznaliśmy. Dziś takich dziewczyn już nie ma. Jestem szczęściarzem, bo trafiłem właśnie na nią. Kocham Cię Jolciu i dziękuję.

Uzyskane efekty

Na koniec chciałbym się podzielić moimi uzyskanymi dzięki diecie optymalnej sukcesami zdrowotnymi:

  • bardzo szybko przestałem chrapać
  • brak przeziębień, kataru i corocznej zimowej anginy
  • spokojny sen
  • przyczynowe wyleczenie nadciśnienia (pięć tygodni, tabletki odstawiłem po 12 dniach)
  • rozpuszczenie i wydalenie kamienia nerkowego
  • ustąpienie nadkwaśności i zgagi
  • poprawa cery
  • brak problemów grzybiczych w okolicach pach i pachwin
  • zniknęła sucha i spękana skóra na łokciach
  • pięty w dużo lepszym stanie
  • zanikające włókniaki miękkie na szyi i pod pachami
  • utrata wagi: do tej pory 57,5kg (10 miesięcy)
  • obwód w pasie: minus 30 cm
  • obwód kołnierzyka: minus 14 rozmiarów
  • ustąpiło także wiele innych drobnych dolegliwości, o których już nie pamiętam (bo tak mi bez nich dobrze)
  • jakość życia poprawiła się pod każdym względem i pojawiła się sterowana wewnętrzną potrzebą organizmu duża chęć do poruszania się i uprawiania sportów

 

Refleksja końcowa

Jestem właśnie po wizycie u mojej pani doktor z ośrodka zdrowia w którym jestem zdeklarowany do lekarza pierwszego kontaktu. Pani doktor zna mnie od ponad 18 lat i wie o mojej „walce” i poprzednich próbach zbijania wagi. Ona też w trosce o moje zdrowie kierowała mnie przed kilku laty do poradni chorób metabolicznych, o czym wspominałem na początku. W czasie mojej ostatniej wizyty w gabinecie mocno interesowała się dietą optymalną. Zawsze mnie podpytuje. Podoba mi się, że nie neguje tego jak inni lekarze. Zachwycała się moją skórą na twarzy i brzuchu… Nie mogła uwierzyć, że nie wisi mi pod brzuchem wór skóry (a zna takie przypadki po „tradycyjnym” odchudzaniu). Mówiła mi też, że zwykle ludzie po takiej utracie wagi „starzeją się po twarzy”, a u mnie tego nie ma… Wręcz przeciwnie… Odpowiedziałem, że u Optymalnych tak jest ;-). Interesowała się też „osobą, która mnie prowadzi” w odżywianiu optymalnym.

Moje najnowsze wyniki badań są podobno wzorcowe. Efekty dziesięciu miesięcy diety, a później już żywienia optymalnego przemawiają same w swoim imieniu. Każdy, kto wykaże choć odrobinę dobrej woli lub przynajmniej obiektywizmu musi przyznać, że „TO” po prostu działa. Wielka jest mądrość w tej prostocie, która prowadzi człowieka do zdrowia i lepszego życia tylko dzięki właściwemu odżywianiu. To właśnie ta prostota powoduje, że tak trudno jest tak wielu osobom przyjąć to do wiadomości i zaakceptować. Przykład mojej pani doktor napawa mnie optymizmem, bo widzę, że nieprzekonanych można przekonać żywym przykładem. Sądzę też, że dla ruchu optymalnych najwięcej dobrego może przynieść „praca u podstaw” w małych miejscowościach, gminach, ze zwykłymi lekarzami mającymi bieżący kontakt z pacjentem niż szukanie rozwiązań centralnych. Nie da się narzucić komuś (całemu narodowi) najlepszych nawet rozwiązań, ale jeśli gdzieś na końcu Polski jedna optymalna kropla połączy się z inną, a w innych miejscach będzie działo się podobnie, to w końcu te wszystkie połączone krople zamienią się w wielką rwącą rzekę, która utoruje sobie drogę do celu.

Pozdrowienia

Serdecznie pozdrawiam całą rodzinę Optymalnych, a tym, którzy być może ciągle się wahają i nie mają odwagi spróbować przejścia na dietę optymalną życzę, by znaleźli w sobie siłę i determinację by wykonać ten pierwszy najważniejszy krok. Później wszystko zaczyna już żyć swoim życiem, a każdy mały sukces przeradza się w wielki impuls motywujący do dalszych działań skierowanych we właściwym kierunku. Pamiętajcie również (choćby dzięki mojemu przykładowi), że na początku – jak na nieznanym szlaku turystycznym wielką wartością będzie dla Was pomoc dobrego przewodnika, który już wcześniej innych ludzi tym szlakiem przeprowadzał. Doradca żywienia optymalnego pomoże Wam rozpocząć tę nową podróż do zdrowia bez popełniania błędów, takich jak te, których mi nie udało się uniknąć. Zawsze lepiej jest uczyć się na cudzych błędach niż na własnych, więc jeśli możecie, to bierzcie całymi garściami to co dobre dla Was – z tego, co starałem się Wam przekazać w mojej historii.

Marek K „

Źródło – http://www.optymalni.poznan.pl/nasze-historie/niesamowita-historia-marka-k.html

Fotografie – http://www.optymalni.poznan.pl/nasze-historie/niesamowita-historia-marka-k.html .

.

Już ponad 60 kg mniej. Polecam Państwu: Marek Konopka 07.06.2014 r. na Konferencji z okazji jubileuszu 16-lecia Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Optymalnych w Ciechocinku – https://www.youtube.com/watch?v=CDnZFR3qH1o&feature=youtu.be .

.

Polecam:

– Książki dr Jana Kwaśniewskiego – http://optymalni.org.pl/sklep/?p=productsList&iCategory=4

– Miesięcznik „Optymalni” – http://www.optymalni.org.pl/index.php?dzial=category&id=23&seo=miesiecznik-optymalni .

– Pan Marek może pomóc innym, zdobył uprawnienia – https://www.facebook.com/#!/marek.konopka.92?fref=ts .

.

129 Responses to Niesamowita metamorfoza Marka K.

  1. Renia pisze:

    Widziałam ten list wcześniej trochę – w Poznaniu. Byłam nim zachwycona. Pan Marek zrobił kawał dobrej roboty. Opisując i fotografując siebie w różnych fazach chudnięcia i zdrowienia jest bardzo dobrym świadectwem dla niezdecydowanych i niedowiarków… 😀

  2. W internecie się dzieje – http://www.ziolaiprzyprawy.info/2012/07/25/blog/jak-schudnac-i-dlaczego-tyje/ . Czy będzie coraz trudniej nie dowiedzieć się od czego naprawdę się tyje i choruje na różne zbędne przypadłości?

  3. Renia pisze:

    Tutaj są zdjęcia Pana Marka – przed schudnięciem i po…

    http://www.optymalni.poznan.pl/nasze-historie/niesamowita-historia-marka-k.html

  4. Renia pisze:

    To jest szczególnie dobry artykuł dla tych osób (typu „Verbel), którzy ciągle domagali się dowodów na działanie Diety Optymalnej…Teraz jest dowód to siedzą cicho… 😕

  5. OPTY pisze:

    Reniu , nie bądź naiwna , napisze ,że to pic na wodę fotomontaż , i tyle ( coś w tym stylu). Tacy ludzie jak wspomniany, wierzą jedynie we własne poglądy , które jak wiemy wiedzą nie są na pewno.
    Jest masę dowodów kultury materialnej mówiących nam ,że cywilizacje rozwinięte istniały w czasie, kiedy oficjalna nauka twierdzi ,że mieszkaliśmy w jaskiniach , a które nie” okupują „czołówek gazet bo oficjalnie się tego nie przyjmuje do wiadomości z błahego powodu – niewiedzy w temacie oraz strachu przed utratą autorytetu i zmianą całej dotychczasowej pseudo wiedzy historycznej.
    więcej tu; http://strefatajemnic.onet.pl/extra/odkrycia-ktore-zmienia-historie-ludzkosci,1,5571816,artykul.html

  6. Renia pisze:

    Niestety, muszę Ci przyznać rację… 😉

  7. Sposób, by terapię odchudzającą reklamować fotografiami wykonywanymi co 15 minut, albo jeśli się ktoś pośpieszy to pewnie uda się i szybciej – http://deser.pl/deser/1,111858,14513653,Instruktorka_fitness_demaskuje_reklamy_kuracji_odchudzajacych_.html#MlynHPSST . Znaczy markieting…

  8. Mia pisze:

    Marku, polecam diete nielaczenia i jak najmniej miesa (i produktow zwierzecych). Toksyny odkladaja sie w tluszczu. Nie mam czasu, zeby napisac wiecej, ale uwierz mi, dieta kwasniewskiego nie jest wcale zdrowa, moze pozwala schudnac, ale to dalej nie oznacza, ze jest zdrowa…

  9. Mia pisze:

    warto tez pamietac, ze nadmiar cukru zmienia sie w tluszcz. Dodatkowo, rak potzrebuje cukru, zeby sie rozwinac..

  10. Mia,

    proszę się nie martwić o dietę Kwaśniewskliego. Lepszej nie ma. Będzie Pan/i to wiedzieć jak się jej nauczy, zanim zechce ją recenzować.

  11. OPTY pisze:

    ” dieta kwasniewskiego nie jest wcale zdrowa, ” – Mia
    Oczywiście ,że ” nie jest wcale zdrowa ” ale z takim malutkim zastrzeżeniem , dla tych , którzy jej nie przestrzegają . Czyli znowu , nie dieta jest winna a człowiek jej nie przestrzegający. Czy to jest takie trudne do rozgraniczenia/zrozumienia ?
    ” Toksyny odkladaja sie w tluszczu. ” – jw
    Skąd takie wiadomości ?
    Jaki organ zajmuje się generalnie ” zwalczaniem ” toksyn ? – czy przypadkiem nie wątroba ? Więc takie twierdzenie jest bezpodstawne.
    Nadmiar zjedzonego tłuszczu wydalany jest na bieżąco z kałem .
    Tłuszcze nasycone to przecież sama energia – wodór, najlepsze paliwo w przyrodzie. Nienasyconych potrzeba nam jedynie ” jak na lekarstwo „.
    Widzę ,że ktoś odrobił lekcje „po łebkach ” to i dla niego jest, ” to dalej nie oznacza, ze jest zdrowa…” . Ani chybił ,że tak być musi.
    Radzę dobrze zrozumieć co się czytało i uzupełnić sobie braki w wiedzy , która leczy.

  12. Maryla pisze:

    Żywienie optymalne stosuję od 2000 roku , temu żywieniu zawdzięczam życie i utratę 13 kg w 7 tygodni , tarczyca wyleczona, mam zwyrodnienie plamki żółtej , ale widzę bardzo dobrze(moja pani dr była w szoku, nie dowierzała) , czytam bez okularów i nie choruję na grypę, anginę itp , polecam wszystkim ludziom b chorym -to jest dla Was jedyna szansa , zdrowym też , ale podstawą jest przestrzeganie zasad tego żywienia , pozdrawiam :)

  13. Maryla,

    witam przy stole :) Proszę się rozgościć :) Dziś parfait z wątóbki – http://www.stachurska.eu/?p=2684 i czerwona papryka. Na śniadanie było 6 sadzonych żółtek z ziemniakiem, wszystko usmażone na smalcu. I kawa z masłem, akurat kupiłam aparat do spieniania mleka którym to masło z kawą zmiksowałam. Coś takiego – http://www.severin.com/pl/Smakowanie-kawy/Spieniacze-do-mleka/Urzadzenie-do-spieniania-mleka-SM-3590 .

    Też powtarzam: dieta jest łatwa gdy się ją umie. Trzeba skrupulatności by się jej nauczyć i… charakteru. Efekty znakomite.

  14. ali pisze:

    ciekaw jestem, jak długo Marek wytrzyma.
    ze znanych mnie historii wynika że radość neofitów szybko się kończyła i przychodzi czas „kombinowania” tylko nie we właściwą stronę, za podszeptem modyfikatorów Ż.O.

  15. OPTY pisze:

    Przepraszam ale o jakie „podszepty modyfikatorow ” chodzi ?

  16. http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=4439.msg260543#msg260543 :

    MariuszM 2013-12-18, 08:12:37 pisze:

    „Nie wiem czy nie będzie to zbyt osobiste pytanie… Nie musisz odpowiadać,ale na pewno wiele osób (obecnych grubasków) ciekawi jak wygląda sprawa z ewentualnym nadmiarem skóry. Wchłania się to jakoś? Może jakiś zabieg z obszaru chirurgi estetycznej? :)

    .

    Marek Konopka 2013-12-18, 10:20:29 pisze:

    „Tu nie ma zbyt osobistych pytań 😉
    Pytać zawsze można… i trzeba…
    Ktoś z moich bliskich znajomych po przeczytaniu artykułu w „Optymalnych” powiedział mi ze zdziwieniem, że bardzo się w tym artykule obnażyłem…
    (i nie chodziło tu o dołączone zdjęcia 😉 )
    A ja zrobiłem to zupełnie świadomie, bo wiedziałem, że jeśli komuś ten mój przykład ma pomóc w podjęciu właściwej decyzji, to tak po prostu trzeba…
    :)
    Moje opowiadanie kończyło zdanie:
    „Zawsze lepiej jest uczyć się na cudzych błędach niż na własnych, więc jeśli możecie, to bierzcie całymi garściami to co dobre dla Was – z tego, co starałem się Wam przekazać w mojej historii.”
    Dziś mogę go tylko powtórzyć.

    A wracając do Twojego pytania:
    Znajoma z Niemiec, o której wspominałem w innym wątku w czasie wizyty u nas nie omieszkała mnie „posprawdzać”… 😉
    Nie znalazła żadnych śladów interwencji chirurgicznej w miejscach gdzie się ich spodziewała (ani za uszami, ani na brzuchu).
    Samemu wydawało mi się to nieprawdopodobne, by taka ilość skóry mogła się „wciągnąć”…
    ale to się dzieje i jest fantastyczne :)
    Jednocześnie miałem przykład znajomego, który „ładnie” został odchudzony w Poradni Chorób Metabolicznych w Gliwicach (ja też tam byłem 1 raz – pierwszy i ostatni),
    ale efektem był okropny wór skóry wiszący pod jego brzuchem. Wiem, że miał planowane usuwanie tego nadmiaru chirurgicznie.

    CUDOWNA REGENERACJA tylko na ŻYWIENIU OPTYMALNYM!!!

    Odpowiadając bezpośrednio:
    Tak.
    Wszystko stopniowo się „wciąga”.
    Nic nigdzie nie wisi.
    Jest trochę rozstępów w miejscach, gdzie nagromadzone były „wałki” tłuszczu (ramiona, uda, brzuch), ale i one stopniowo zanikają i skóra wygląda znacznie lepiej.
    Na filmiku, który wrzuciłem we wrześniu na YouTube ( http://www.youtube.com/watch?v=Krjw-5e6Ivo ) widać fajnie w zbliżeniu twarzy, co się stało ze skórą „podgardla”.
    To wchłonęło się pierwsze i dzisiaj nie ma tam żadnych „zwisów” 😉
    Zresztą kołnierzyk 53/54 zamieniłem na 40/41…
    To gdzieś by to 13/14 cm musiało być widoczne… Prawda? 😉
    Pasek zegarka musiałem skrócić o 5 czy 6 segmentów, a obrączka, która wrzynała się w palec teraz luźno mi z niego spada…
    Tak więc widać, że „baloniki” adipocytów pozbywają się swoich zapasów z wszystkich zakamarków ciała, a sama skóra posiada również duże możliwości regeneracyjne, kiedy dostarczamy najlepsze paliwa i części zamienne (choć jest organem ostatnim w kolejce).
    Mam nadzieję, że moja odpowiedź jest „pełna” 😉

    Jeśli ktoś chce czegoś się dowiedzieć „z mojego” podwórka, to proszę śmiało pytać.
    Jeśli potrafię komuś pomóc, to staram się to robić zawsze.
    (na miarę moich możliwości, ale na pewno bezinteresownie – bo ja też taką bezinteresowną pomoc otrzymywałem przez ostatnie 15 miesięcy)

    Myślę zresztą, że to forum jest świetnym miejscem, by inni mogli tu znajdywać odpowiedzi na nurtujące ich tematy
    z zakresu diety i żywienia optymalnego. Szczególnie Ci „nowi optymalni”, którzy nie zostali jeszcze „oświeceni” dobrodziejstwami
    diety wysokotłuszczowej powinni mieć tu dostęp do prostej i jasnej informacji nie skażonej bełkotem niektórych „nadmiernie oświeconych”…
    Takie jest moje zdanie.
    Tak to widzę i choć może niektórzy się ze mną nie zgodzą, to jest to uwaga praktyczna (oparta na obserwacjach własnych).
    Tak by to miało wyglądać w idealnym świecie… świecie jakiego (jak mam przekonanie) chciał dla Polaków Pan dr Jan Kwaśniewski.
    Kto nie ma zrozumieć i tak nie zrozumie, ale tym, którzy chcą zrozumieć i szukają pomocy dla siebie i swoich bliskich trzeba dać proste i łatwo dostępne narzędzia i gotowe rozwiazania.
    I to jest jedno z najlepszych miejsc by to zrobić.

    Pozdrawiam wszystkich
    MK
    :)

  17. OPTY pisze:

    Całkowicie zgadzam się z tym co napisał Pan Marek Konopka . Ludzie zaczynają wydziwiać po swojemu ulepszać to , czego ulepszać już nie należy bo jest idealne . Trzeba wiedzieć tylko ,że przystępując do ŻO ma się za sobą lata spowite różnymi chorobami i dolegliwościami w różnym stopniu mającymi wpływ na postępujące zdrowienie organizmu na diecie optymalnej. Nie wszystko jest odwracalne w pełnym wymiarze i w krótkim czasie i tak jakbyśmy sobie marzyli . Cudów nie ma . To konsekwencja przeszłości , trzeba to zrozumieć ! Cudowne jest zdrowienie organizmu samo w sobie a nie zatruwanie się lekami. Nie wymagajmy cudów, te są jedynie wynikiem schorowanej wyobraźni , która jest konsekwencją takiego a nie innego odżywiania w przeszłości.
    Cieszmy się ,że tak powiem, że opatrznościowo zdarzył się w naszym narodzie taki człowiek jak Doktor Kwaśniewski i stworzył coś coś , co ma donioślejsze znaczenie dla ludzi jak wszystkie bogactwa tego świata.
    Wydajemy biliony dolarów na zbrojenia a gdyby choć tysięczna część tego przeznaczyć na poprawę wyżywienia ludzi , świat uległby wręcz cudownej przemianie. Ale zastanawiam się , kto to zrozumie ? Ja nie mam złudzeń , nie czeka nas świetlana przyszłość jak pisał Sedlak ale powolna droga do zagłady , wszystko na to jak na razie wskazuje. Ten kryzys obecny nie zostanie rozwiązany rozumnie ale jak zwykle , będziemy , o ile będziemy , mądrzejsi po szkodzie . Skłócenie świata sięga obecnie szczytów głupoty ludzkiej po mimo niewątpliwych osiągnięć technicznych i technologicznych. ” Zabaweczkami ” nie zastąpimy życia , choć usilnie to robimy. Problemy będą się nawarstwiać i ten wrzód musi kiedyś pęknąć , i pęknie niebawem.
    Ale co tam ,żyjmy dalej i zobaczymy co z tego wyniknie.

  18. OPTY,

    może niektóre osoby gubią się w stosowaniu diety wskutek swojej niecierpliwości, skaczą od pomysłu do pomysłu szybciej niż ustawa przewiduje, ponadto jeszcze dokładają sobie nieporozumień wyjątkami od reguły (bo co tam raz zjeść nie to, znaczy nie tak), a jak tych wyjątków jest sporo to tym bardziej. Tak to i tabliczki mnożenie możnaby się nie nauczyć.

  19. Zofia pisze:

    Niestety, jestem wrogiem diety optymalnej. Może i przynosi efekty, lecz (nic na to nie poradzę) odrzuca mnie od tłuszczu. Moja wątroba go nie toleruje. Mięso jem zwykle tylko gotowane, a rosół wylewam. Zupę gotuję najwyżej na łyżeczce masła. Gdy widzę zimną tłustą zupę przykrytą od góry warstwą skamieniałego tłuszczu to mam odruch wymiotny. Dlatego dieta optymalna w ogóle mnie nie interesuje. Nie jestem w stanie przebrnąć nawet kilku linijek opisu tej diety. Nie wgłębiałam się więc w powyższy artykuł. Jestem przekonana, że jest to bardzo niezdrowa dieta (nawet jeżeli rzeczywiście przynosi takie efekty, jak w powyższym artykule).

  20. Zofia pisze:

    Jeszcze dopisek. Ze względu na wątrobę nie mogę jeść nic smażonego. Nie mogę jeść jajek. Skuszę się może raz na kilka lat, ale zawsze zabezpieczam się cholesolem czy rapacholiną. Poza takimi przypadkami nie używam żadnych leków, tylko euthyrox (po 2 operacjach tarczycy). Staram się prawidłowo łączyć pokarmy (czyli jak najmniej łączonych składników), jem dużo ziaren i pestek, owoców i warzyw, mało pieczywa, jak najmniej tłuszczu, a przede wszystkim ruszam się. W zeszłym roku przez 2 letnie miesiące schudłam 14 kilo. W tej chwili wagę tę trzymam bez problemów i przymierzam się do drugiego etapu (chciałabym jeszcze stracić 10 kilo). Nie głodzę się, czasami zjem jakieś słodycze, które uwielbiam (niestety). I nikt mnie nie przekona do diety optymalnej. Uważam ją za zabójstwo dla organizmu.

  21. Zofia,

    jak to mówią nikt tobie jak sam sobie… Tłuszcze wątroby nie obciążają, bo ją omijają:

    – Ludzkie zaćmienie – http://www.stachurska.eu/?p=13498

    – Wątrobę masz tylko jedną – http://www.stachurska.eu/?p=5910 .

    Na dietach wysokowęglowodanowych wątroba przetwarza węglowodany (oraz ewentualnie: nadmiar białka i alkohol) na tłuszcz, więc wówczas gdy zamiast nich dostarczamy organizmowi tłuszcze (zwierzęce i odzwierzęce) wątroba tego robić nie musi, czyli ją odciążamy, a ona nam dzięki temu wytwarza ATP – http://www.stachurska.eu/?p=13441 .

    Jajka. Żółtka są najbardziej wartościowym biologicznie pokarmem – http://www.stachurska.eu/?p=1659 , ale na dietach wysokowęglowodanowych używane być nie powinny, gdyż zawierają za dużo tłuszczu – patrz: Dieta wysokowęglowodanowa jest OK!…- http://www.stachurska.eu/?p=9928 . Ja zjadam ca 100 gram żółtek dziennie a zdarza się że i 200 gram :)

    Dieta optymalna prawidłowo stosowana poprawia kondycję. Przekonały się o tym tysiące, może i miliony, osób. Pan Marek K. również: pozbył się ponad 60 kg nadwagi oraz kilku innych przykrych dolegliwości, o czym jest w artykule oraz na youtube, jak i fotografiach. Dobra robota!

    PS. Polecam – http://facet.onet.pl/schudl-ponad-70-kilogramow-teraz-wyglada-swietnie-ale-tylko-w-ubraniu/67y0b . Skutek niedoboru w menu kolagenu i/lub witaminy C niezbędnej do jego syntezy – http://www.stachurska.eu/?p=14748 .

  22. Rozstępy i nadmiar obwisłej skóry – niedobór w menu kolagenu i/lub witaminy C niezbędnej do jego syntezy – http://kobieta.onet.pl/zdrowie/zycie-i-zdrowie/chcesz-przejsc-na-diete-zastanow-sie-18-razy-a-potem-jeszcze-raz/m4jxd .

  23. Mika60 pisze:

    Interesujace, ze ludzie wracaja do zdrowia na DO, a takze na warzywno owocowych, ja wybralam ta druga. Bylam wrakiem czlowieka, organizm wyniszczony choroba i lekami a w perspektywie byla operacja stawu biodrowego zniszczonego przez rzs. Zaczelam od 6 tyg diety dr Ewy Dabrowskiej, odstawilam cukier, mieso, mleko. Codziennie robilam swiezo wycisniete soki warzywne (marchew, czerwone buraki, seler, jablka) surowki, salatki, owoce, gotowane warzywa na parze, napoj z kombuchy. Z czasem odstawilam gluten i dopero po wlaczeniu urynoterapi wrocily sily zyciowe, ustapily bole stawow przestalam chorowac. Przypadkowo obejzalam w telewizji, wypowiedz pani biolog Bozeny Przyjemskiej, ze przy chorobach autoimmunologicznych nalezy zrezygnowac z glutenu (od por roku nie jadlam ani okruszka) ale tez kasz, ryzu kukurydzy. Odstawilam moja ulubiona kasze jaglana i……………po 2 tygodniach zniknal z mojej reki guzek reumatoidalny rozpuscil sie, a podobno mozna je tylko usunac operacyjnie. Choroby powstaja ze zlej diety i zmiana stylu zycia i diety zlikwiduje choroby. Waze o 10 kg mniej ale jeszcze troche jest nadmiarow do zrzucenia. Jedno wiem po warzywach, swiezych sokach, owocach czuje sie rewelacyjnie ale w glowie wciaz chodzi mi mysl „bialko, bialko, bialko” zjadam rybe lub mieso i…..czuje sie jakby ktos skopal mi brzuch?! A do wc 2 dni nie trzeba isc. A stawy w rekach daja znac ze cos jest nie halo. Jednemu sluza warzywka innym moze miesko……

  24. Mika60, może się przyda:

    – Dieta wysokowęglowodanowa jest OK!… – http://www.stachurska.eu/?p=9928

    – Dobre białko a zdrowe stawy – http://www.stachurska.eu/?p=16010 .

  25. Gavroche pisze:

    Mika, póki masz nadmiary tkanek do spalenia czujesz się dobrze, bo dostarczasz tylko węglowodany, a tłuszcz i białko masz swoje :)
    Kiedy zapasów zabraknie, zrobi się gorzej, to jest moment newralgiczny, idealnie byłoby wtedy przejść na DO.

  26. Odchudzanie to z natury dieta wysokotłuszczowa, jako że źródłem energii jest zgromadzona podczas tycia tkanka tłuszczowa spod skóry. Przejście na DO jest więc kontynuacją tego stanu rzeczy :)

  27. Zofia pisze:

    Dopiero dziś (przypadkowo) tu weszłam i zauważyłam odpowiedź na moje wcześniejsze wypowiedzi (z listopada). Niestety, nie dam się przekonać. Mój organizm w sposób naturalny sam reguluje, co mogę jeść, a czego nie. Jako dziecko miałam żółtaczkę. Mojej diety pilnowała mama, która (wbrew zaleceniom lekarki, polecającej rosołek) nie dawała mi żadnego tłuszczu. W kolejce w przychodni ze wszystkich dzieci pożółtaczkowych (pijących zgodnie z radą lekarki często rosołek) tylko ja nie miałam wtedy kłopotów z wątrobą. Jako nastolatka wyłamałam się z diety mamy i doprawiłam sobie wątrobę tłuszczem, smażonymi potrawami i koglem-moglem (który uwielbiałam), kapustą i… bananami. Teraz mam 50+ i od 30 lat odżywiam się z minimalną ilością tłuszczu, a jeżeli, to tylko zimny. Czasami się skuszę na coś tłustego czy smażonego i od razu mam mocno podwyższone wyniki badań wątrobowych ALT i AST. Bez spożywanego tłuszczu wyniki tych badań mam w środku normy. Mój organizm zwykle SAM mi „mówi” co mogę jeść bez szkody dla wątroby. Od tłuszczu w sposób naturalny niemal zawsze mnie odrzuca. Ponieważ jestem praktykiem (żyjąc tyle lat z kłopotliwą wątrobą), więc – proszę mi wybaczyć – zachwalana tu dieta wg mnie na pewno zdrowa nie jest, nawet jeżeli przynosi jakieś pozytywne efekty. W efekcie końcowym – wg mnie – jest przysłowiowym gwoździem do trumny. Najzdrowsza jest dieta (znowu wg mnie) zrównoważona, zawierająca wszystkie potrzebne dla organizmu składniki, a najważniejszą sprawą jest odpowiednie łączenie pokarmów. Moim „guru” jest dr Marek Bardadyn, autor m.in. książki „Kody młodości”. Inny mój codzienny poradnik to „Tajemnice źródła wiecznej młodości – praktyczne wskazówki do książki Petera Keldera” (o pięciu rytuałach tybetańskich i odpowiednim sposobie odżywiania). Propagowanie diety optymalnej uważam za szkodzenie ludziom.

  28. OPTY pisze:

    A według mnie jest z DO wszystko w porządku . I co ?

  29. Zofia pisze:

    Opty, za każdym razem zaznaczam, że to jest mój punkt widzenia – i nikogo do mojej diety nie namawiam. Przecież nie będę jadła czegoś, co mi szkodzi. Po każdym tłuszczu, jajku, potrawie smażonej mam objawy: niesamowicie wzdętą wątrobę, biały stolec, samopoczucie „lejące” (czyli nie mam siły nawet podnieść ręki), no i kilkakrotnie sprawdzałam: po zjedzeniu tłuszczu robiłam następnego dnia badanie wątroby: ALT i AST były mocno podwyższone (nawet o 300%). Kiedyś nawet pamiętam po takim „ataku” dostałam 10 dni zwolnienia. Nie mogłam zupełnie funkcjonować, pokładałam się… Może taka dieta jest tylko dla ludzi ze zdrową wątrobą? Jeżeli jednak szkodzi „wątrobowcom” to uważam ją za szkodliwą dla zdrowia. Czy gdybyś źle się czuł po tłuszczu, to aby na pewno byś go jadł? „Uważam, że wątpię” :-)

  30. OPTY pisze:

    ” Uważam, że wątpię” .
    Jak też już zacząłem wątpić w …. ech,się powstrzymam .

  31. Zofia pisze:

    Opty, widzę w Tobie brak tolerancji. Ja nie przyczepiam się do Ciebie, że stosujesz dietę optymalną. Piszę tylko, że ja nie mogę ze względu na duże dolegliwości ze strony wątroby. „Uważam, że wątpię” było stwierdzeniem żartobliwym, co potwierdził również znaczek :-). Tak szczerze odpowiedz, proszę, gdybyś źle się czuł po zjedzeniu tłuszczu, to na siłę byś jadł??? Nie wierzę! Jeszcze raz podkreślę. Przez prawie 40 lat ograniczam tłuszcz i wszystko, czego moja wątroba nie toleruje, i mając prawie 60 lat nie stosuję ŻADNYCH leków (oprócz euthyroxu po wyciętej tarczycy)… Przez to 40 lat może byłam 8-10 razy u lekarza… Gdy (RZADKO) skuszę się na tłuszcz, potrawę smażoną, jajko – od razu biorę raphacholin, sylimarol lub cholesol i jakoś w ten sposób zmniejszam dolegliwości. Mam swoją dietę wg zaleceń doktora medycyny Marka Bardadyna (wcale nikogo do niej nie namawiam). I nie jedząc tłuszczu jestem w zdrowa. Pływam kraulem około 20 km tygodniowo, jeżdżę rowerem 10-20 km dziennie, cieszę się życiem, od lekarzy trzymam się z daleka… Po spożyciu tłuszczu mam dolegliwości wymienione wyżej (są to typowe objawy stanu zapalnego wątroby), które potwierdzają również wyniki badań laboratoryjnych. Więc proszę napisz mi dlaczego tak się do mnie przyczepiłeś? Jeżeli jesteś zwolennikiem diety optymalnej, to proszę bardzo – JEDZ (oby nie skończyło się to marskością wątroby!). Ja przedstawiam tylko swój punkt widzenia. I ponieważ tłuszcz mi szkodzi, to na pewno nie będę go jadła. Swoją dietę opieram na teorii doktora Bardadyna. Jak widać w łonie medycyny jest sporo różniących się teorii. Po prostu każdy musi wybrać to, co uważa za słuszne. Każdy sam wykuwa swoje zdrowie, podobnie jak i los. Pozdrawiam i życzę wielu smakowych rozkoszy nad obciekającym tłuszczem talerzem (brrr)… Wolę pestki dyni i nasiona słonecznika, kaszę gryczaną, płatki owsiane, soję, czarną jagodę itp…

  32. Pani Zofio,

    dieta wysokowęglowodanowa jest OK!… – http://www.stachurska.eu/?p=9928 . Różnica między nią a wysokotłuszczową to dostęp organizmu do ATP – http://www.stachurska.eu/?p=962 .

  33. Zofia pisze:

    Dzięki :-) – i wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

  34. Dziękuję :) i życzę najwzajemniej :)

    Pani Zofio, osobista wątroba węglowodany a i nadmiar spożytego białka również, przetwarza na tłuszcz, więc dr Kwaśniewski postawił pytanie: po co ma to wątroba robić skoro możemy organizmowi dać gotowy tłuszcz? Ba, te spożyte tłuszcze (zwierzęce) nie mogą obciążać wątroby gdyż ją omijają. Fizjologia. Problem jest gdy w swoim menu ordynujemy sobie i dużo węglowodanów i dużo tłuszczu. Trzeba wybrać – na stałe – źródło energii: albo węglowodany, albo tłuszcz. I zadbać o proporcje – http://www.stachurska.eu/?p=14522 by swojej kondycji nie szkodzić.

  35. OPTY pisze:

    Witaj Zosieńko !
    Najlepszego w nowym roku. Dzięki za pozdrowienia.
    A tośmy się nie zrozumieli . Na szczęście Tereska wyłożyła kawę na ławę .
    A ja myślałem po prostu ,że jesteś dosyć dobrze zaznajomiona z żywieniem optymalnym , więc wtedy pozostało mi wątpić. Ale skoro jest tak, jak opisujesz swój organizm to wychodzi na to , że doktor J. Kwaśniewski się myli ,w co z kolei ja mocno wątpię.
    Tereska opisała najkrócej jak było można fizjologię organizmu ludzkiego (” Ba, te spożyte tłuszcze (zwierzęce) nie mogą obciążać wątroby gdyż ją omijają. Fizjologia. Problem jest gdy w swoim menu ordynujemy sobie i dużo węglowodanów i dużo tłuszczu. Trzeba wybrać – na stałe – źródło energii: albo węglowodany, albo tłuszcz.”), czyżbyś była właścicielką jakiegoś innego ? Nie . Jest tak jak napisała Gospodyni.
    I jeszcze jedno , nie przyczepiłem się do Ciebie w żaden sposób . Absolutnie szanuję Twój wybór co pozostaje w sprzeczności z wiedzą Doktora i tyle.
    „…kaszę gryczaną, płatki owsiane, soję,…” – no i jesteśmy w domu.
    Jeszcze raz pozdrawiam przepraszając jeśli gdzieś uraziłem.

  36. Zofia pisze:

    Opty, naprawdę nie rozumiem Twej złośliwości. Nie wchodzę w założenia diety optymalnej (mam chyba do tego prawo? Czy każdy MUSI się tym interesować?) – dla mnie wystarczy, że słyszę „tłuszcz” (w powszechnym słowa znaczeniu, smażenie na smalcu brrr….), którego nie toleruję, nie lubię, powoduje u mnie odruch wymiotny. I od razu mnie odrzuca. Jeżeli jem gotowane mięso (najczęściej udko kurczaka), to tylko z warzywami, bez ziemniaków, bez chleba, bez kasz itp. (a rosół wylewam). Ciekawi mnie jak można wytłumaczyć reakcję mojego organizmu (od około 50 lat ciągle taką samą) na tłuszcz, jeżeli on niby nie dochodzi do wątroby??? Jeszcze raz podkreślę, że od dziesiątek lat zwracam uwagę na prawidłowe łączenie pokarmów i oprócz tłuszczu, jajek, bananów NIC NIGDY mi nie szkodzi. Tak jak Ty „wszedłeś” w dietę Kwaśniewskiego, tak samo ja „weszłam” w zasady żywienia Bardadyna (zresztą doktora medycyny). I jestem wielką zwolenniczką tej właśnie diety. Znam dwie osoby, które próbowały diety Kwaśniewskiego, i podobnie jak ja mają po niej niezdrowe sensacje. A tylko dwie osoby, bo nikt inny z mego otoczenia diety Kwaśniewskiego nie próbuje, uważając ją z góry za szkodliwą dla zdrowia. Skończmy już tę denną dyskusję. Jeszcze raz podkreślę, każdy ma prawo wybrać sobie sam sposób żywienia. Nie chodzę do dietetyków, nie wnikam w jakieś naukowe dyskusje, nie bawię się w przyrządzanie posiłków z wagą czy kalkulatorem pod ręką, bo uważam to za stratę czasu i pieniędzy. Odżywiam się zdrowo, prosto, najlepiej jak mi służy, nie mam nadwagi, uprawiam sport, mam wiele innych zainteresowań i nie zamierzam tracić życia na wgłębianie się w teoretyczne podstawy diety optymalnej. Książkę „Kody młodości” Bardadyna czyta się jednym tchem jak bestseller, a opis diety optymalnej odrzuca od samego początku. Wprawdzie zachęciłam przed chwilą do skończenia tej dyskusji, ale jeszcze może ktoś mi wyjaśni co jest dziwnego, że jem „…kaszę gryczaną, płatki owsiane, soję,…” – i dlaczego właśnie to sprowadziło Ciebie, Opty, „do domu”? I jeszcze jedno wyjaśnienie. Nie weszłabym tutaj nigdy sama z siebie, tylko przeglądałam artykuł o panu, który tak dużo schudł i och, i ach, żadnej obwisłej skóry, żadnych rozstępów, i tam był link, dzięki któremu tu trafiłam. Widzę, że najlepiej w ogóle nie wchodzić na stronki, które nie są zgodne z własnymi zapatrywaniami, bo tylko traci się czas. Jeżeli ja mam już 3/4 życia za sobą i mój sposób odżywiania mi nie szkodzi, a wręcz działa na mnie fantastycznie, a z kolei tłuszcz działa negatywnie na wątrobę (nawet mówią o tym wyniki badań laboratoryjnych), to na pewno diety nie zmienię. Acha, mam też koleżankę z marskością wątroby – jest na ścisłej diecie pozbawionej w ogóle tłuszczu. Mówta co chceta – mnie nie przekonacie. Dieta Kwaśniewskiego to gwóźdź do trumny!

  37. Zofia pisze:

    Opty, tak jak Ty „wszedłeś” w dietę Kwaśniewskiego, tak samo ja „weszłam” w zasady żywienia Bardadyna (zresztą doktora medycyny). I jestem wielką zwolenniczką tej właśnie diety. Znam dwie osoby, które próbowały diety Kwaśniewskiego, i podobnie jak ja mają po niej niezdrowe sensacje. A tylko dwie osoby, bo nikt inny z mego otoczenia diety Kwaśniewskiego nie próbuje, uważając ją z góry za szkodliwą dla zdrowia. Skończmy już tę denną dyskusję. Nie chodzę do dietetyków, nie wnikam w jakieś naukowe dyskusje, nie bawię się w przyrządzanie posiłków z wagą czy kalkulatorem pod ręką, bo uważam to za stratę czasu i pieniędzy. Odżywiam się zdrowo, prosto, najlepiej jak mi służy, nie mam nadwagi, uprawiam sport, mam wiele innych zainteresowań i nie zamierzam tracić życia na wgłębianie się w teoretyczne podstawy diety optymalnej. Książkę „Kody młodości” Bardadyna czyta się jednym tchem jak bestseller, a opis diety optymalnej odrzuca od samego początku. Wprawdzie zachęciłam przed chwilą do skończenia tej dyskusji, ale jeszcze może ktoś mi wyjaśni co jest dziwnego, że jem „…kaszę gryczaną, płatki owsiane, soję,…” – i dlaczego właśnie to sprowadziło Ciebie, Opty, „do domu”? I jeszcze jedno wyjaśnienie. Nie weszłabym tutaj nigdy sama z siebie, tylko przeglądałam artykuł o panu, który tak dużo schudł i och, i ach, żadnej obwisłej skóry, żadnych rozstępów, i tam był link, dzięki któremu tu trafiłam. Widzę, że najlepiej w ogóle nie wchodzić na stronki, które nie są zgodne z własnymi zapatrywaniami, bo tylko traci się czas. Jeżeli ja mam już 3/4 życia za sobą i mój sposób odżywiania mi nie szkodzi, a wręcz działa na mnie fantastycznie, a z kolei tłuszcz działa negatywnie na wątrobę (nawet mówią o tym wyniki badań laboratoryjnych), to na pewno diety nie zmienię. Acha, mam też koleżankę z marskością wątroby – jest na ścisłej diecie pozbawionej w ogóle tłuszczu. Mówta co chceta – mnie nie przekonacie. Dieta Kwaśniewskiego to gwóźdź do trumny!

  38. Zofia pisze:

    Sorrki, ten drugi komentarz wstawiłam, gdy po pierwszym otrzymałam komunikat, że nie może się ukazać. Skróciłam go, wstawiłam, a potem się okazało, że wszedł i pierwszy i drugi.

  39. Gavroche pisze:

    Skoro dieta Kwaśniewskiego to gwóźdź do trumny, to jak wytłumaczyć osoby, które są na niej 40 lat, 20 czy 10 i są zdrowiuśkie, co mają potwierdzone badaniami?
    Chyba zapomniałaś dodać, że Tobie się wydaje, że ta dieta to gwóźdź do trumny…

    I jak sama napisałaś jesz kaszę gryczaną i inne wysokowęglowodanowe zboża, a nawet soję (sic!) to właśnie dlatego szkodzi Ci tłuszcz, co zresztą przewidział dr Kwaśniewski, co jest zgodne z biochemią i co próbowała podszepnąć Ci Teresa podsuwając artykuł o diecie wysokowęglowodanowej, która jest ok. 😉
    I zapamiętaj, że to nie tłuszcz Ci szkodzi, bo płatki owsiane, kasz gryczana i soja go zawierają, nie mówiąc o udku z kurczaka, ale szkodzi Ci jego nadmiar, bo Twój organizm produkuje ten tłuszcz z węglowodanów (biedny) i każdy dodatek tłuszczu w czystej postaci jest nadmiarem.

  40. Zofia pisze:

    Gavroche, dzięki za wyjaśnienie – ono, oczywiście, nie zmienia mego nastawienia do diety optymalnej (WG MNIE to niezdrowe szaleństwo, szczególnie dla ludzi z niezbyt zdrową wątrobą). Ponieważ przyznaję, że nie wgłębiałam się (i nie mam zamiaru tracić na to czasu) w dietę optymalną, więc dzięki Twym prostym wyjaśnieniom wiem, w czym (wg Was) leży problem. Nie uważam mego organizmu za „biedny”… Gdyby był biedny, to wyglądałabym co najmniej na swoje lata, albo na dużo starszą. A wszyscy nowo poznawani znajomi (bo starzy wiedzę, kiedy się urodziłam) dają mi 20 lat mniej niż mam w rzeczywistości, mimo że nie zaliczyłam żadnych plastycznych operacji, ani nie stosuję w ogóle makijażu. Po prostu – efekt stosowania się do zaleceń dra Bardadyna, przedstawionych w książce „Kody młodości”. I jeszcze słówko o koleżance chorej na marskość wątroby. Już do końca życia musi stosować dietę beztłuszczową. Jest to zalecenie lekarzy. Właśnie taka dieta poprawiła jej wyniki wątrobowe ALT i AST o ponad 500 % (początkowo miała tak mocno przekroczoną normę). Nie twierdzę, że dieta optymalna nie przynosi jakichś korzyści, ale jeszcze raz podkreślę – jest ona na pewno tylko dla ludzi mających absolutnie zdrową wątrobę. Koleżanka z marskością, stosując dietę optymalną, już przypuszczalnie by nie żyła. I żadne „naukowe” wywody zwolenników diety optymalnej nie przekonają mnie, że nie mam racji. Pozdrawiam wszystkich optymalnych i życzę dużo zdrowia… Więcej już tu nie zajrzę. Wolę sobie poczytać moje „Kody młodości” dra Bardadyna i poćwiczyć ciało wg jego wskazówek :-)

  41. Co nieco o wątrobie – dr Agata Płowecka – http://www.stachurska.eu/?p=5910 . I może o sercu – http://www.stachurska.eu/?p=1970 .

  42. Gavroche pisze:

    Dieta Optymalna leczy marskość i wiele innych przypadłości.
    Ale jak sama mówisz, nie zamierzasz się zagłębiać w temat, więc nie porozmawiamy.
    Natomiast reszta Twojej wypowiedzi jest szalenie nielogiczna i porównujesz się do schorowanych ludzi z otoczenia…
    Nie lepiej równać w górę, a nie w dół?

  43. Zofia pisze:

    Ha! ha! Jestem jeszcze przy kompie, więc z rozpędu zajrzałam. Gavroche, ja z nikim się nie porównuję! Tylko podaję przykład koleżanki, że wg wskazówek lekarzy nie może jeść tłuszczu. Trzyma się tych zaleceń i już ciągnie ze swoją chorobą kilka lat, ale konsekwentnie przestrzega diety beztłuszczowej. Ja natomiast tylko piszę, jak świetnie się czuję i młodo wyglądam na diecie dra Bardadyna. Jakoś nikt z Was, optymalnych, ani słowem nie odniósł się do mojego „mistrza”… Jesteście tylko zapatrzeni w dietę optymalną. OK. Po prostu wybraliście, stosujecie, jesteście zadowoleni. Ja przedstawiłam swój punkt widzenia. Wybrałam Bardadyna, stosuję, jestem zadowolona. Nie dostrzegam w mych wypowiedziach braku logiki. Nie równam w dół, bo gdyby tak było, to nie oszukałabym metryki o około 20 lat (wyglądam na 40, mam prawie 60 – bez zmarszczek, bez makijażu). Zbliżając się do sześćdziesiątki, kondycyjnie wytrzymuję w ciągu dnia np. jazda rowerem godzina, pływanie kraulem bez zatrzymywania 3 godziny, powrót rowerem godzina. Krótka medytacja wg wskazówek Hatha jogi. Wyjazd rowerem na rowerowy szlak w lasy. Powrót po około 2 godzinach… Tryskam humorem, ciągle rozwijam swoje zainteresowania. Jestem po prostu szczęśliwym człowiekiem. I wg Ciebie, Gavroche, równam w dół??? W którym miejscu?

  44. Maniek pisze:

    Co Wy jakąś misję macie, kobieta jest na diecie dra Bardadyna, ćwiczy ciało, tłuszcz jej szkodzi… O co cho…? Ogólnie postawa godna naśladowania 😉 Proste i logiczne, „tłusta dieta nie jest dla wszystkich” :) Jak dla mnie wspaniale, nie?

    I naprawdę nie rozumiem Gavro, Teresy i innych przekomarzających się z osobą, która ma tak wielkie problemy z myśleniem… Przecież to bez sensu.

  45. Gavroche pisze:

    Ponieważ nawet Ci nie przyszło do głowy jak mogłabyś wyglądać i jaki byłby Twój poziom energii, przy innym modelu żywienia.
    A do Twojego guru nikt się nie odniósł z grzeczności. 😉

  46. Maniek pisze:

    …a tak w ogóle dzień dobry Pani Tereso :)

  47. Gavroche pisze:

    Maniek, to zwykłe przekomarzanki, nigdzie nie ma cienia nawracania.
    Raczej próba wytłumaczenia czemu ten tłuszcz szkodzi i czemu ludzie muszą chorować słuchając zaleceń lekarzy (sic!). :)

  48. Maniek pisze:

    ps. z ciekawości zajrzałem na tę dietę dr Bernardyna, straszne pierdoły, jest sklep, a jakże, a w nim gotowe posiłki do kupienia, żenada…

    Nasza Zofia to normalna, regularna naganiaczka, pieprząca trzy po trzy para piętnaście. Szkoda czasu na dyskusję z trollem.

  49. Gavroche pisze:

    A Ty myślałeś, że zainteresowana zdrowiem? 😉
    Godzinę jedzie rowerem, potem trzy godziny pływa stylem dowolnym bez zatrzymywania i godzinę wraca rowerem. :)
    Po co takiemu komuś zmiana diety?

  50. Zofia pisze:

    A jednak zajrzałam (ciekawość!) i jestem w szoku, jak jesteście nieżyczliwymi, „hejterowskimi” ludzikami. Czy na poziom empatii dieta optymalna też działa? I w taki sposób, jak to widać u Was? Dziękuję bardzo. Teraz to już pozostaje mi tylko paniczna ucieczka od ludzi optymalnych. Aż strach mieć z nimi jakiekolwiek kontakty… Kto z nami – ten cacy. Kto przeciwko nam – ten na szafot. Podejrzewam, że jedząc takie ilości tłuszczu zwierzęcego, przejmujecie od zwierząt te najdziksze instynkty. Inaczej takiej nienawiści do człowieka, który ma inne poglądy (i to związane TYLKO z dietą!) nie potrafię wytłumaczyć… Uważam, że nie macie racji, a propagując dietę optymalną, szkodzicie innym ludziom. Ja uważam, że wszystko w nadmiarze szkodzi. Również dieta pozbawiona zupełnie mięsa zasługuje na krytykę. Jeść wszystko, w rozsądnych ilościach, prawidłowo łączyć pokarmy, ruszać się, rozwijać umysł, mieć poczucie humoru i ŻYCZLIWOŚĆ do drugiego człowieka, nawet jeżeli różni się on od nas… Wasz brak życzliwości, brak tolerancji i fanatyzm wskazuje, że nadmiar tłuszczu spowodował u Was jakieś chorobliwe zmiany w mózgu i uczuciowości. Brrrr. Jak najdalej od takich odmieńców! Salve!

  51. Zofia pisze:

    I jeszcze. Nie wiem, ile macie lat. Podejrzewam, że jesteście mężczyznami. Czy ja Was w jakimkolwiek miejscu obraziłam? NIE!

  52. Zofia pisze:

    O, uciekło :-) . Przedstawiam tylko swój punkt widzenia. Mam chyba do tego prawo? Napisałam, ile mam lat. Jestem kobietą. Czy Wasi Rodzice nie nauczyli Was szacunku do drugiego człowieka? Do starszej kobiety? Piszecie typowo, jak na internetowych forach – anonimowo, więc z nienawiścią. Maniek, to raczej Ty jesteś trollem.

    Wg Wikipedii:
    Trollowanie (trolling) – antyspołeczne zachowanie charakterystyczne dla forów dyskusyjnych i innych miejsc w Internecie, w których prowadzi się dyskusje. Osoby uprawiające trollowanie nazywane są trollami.

    Trollowanie polega na zamierzonym wpływaniu na innych użytkowników w celu ich ośmieszenia lub obrażenia (czego następstwem jest wywołanie kłótni) poprzez wysyłanie napastliwych, kontrowersyjnych, często nieprawdziwych przekazów czy też poprzez stosowanie różnego typu zabiegów erystycznych. Podstawą tego działania jest upublicznianie tego typu wiadomości jako przynęty, która doprowadzić mogłaby do wywołania dyskusji.

    Typowe miejsca działania trolli to grupy i listy dyskusyjne, fora internetowe, czaty itp. Trollowanie jest złamaniem jednej z podstawowych zasad netykiety. Jego efektem jest dezorganizacja danego miejsca w Internecie, w którym prowadzi się dyskusję i skupienie uwagi na trollującej osobie.

  53. Gavroche pisze:

    No właśnie.
    Bardzo to życzliwe, Zosiu, co napisałaś.
    Ile razy się jeszcze pożegnasz? 😉

  54. Zofia pisze:

    Jeszcze raz :-)
    Trollowanie polega na zamierzonym wpływaniu na innych użytkowników w celu ich ośmieszenia lub obrażenia (czego następstwem jest wywołanie kłótni) – najwidoczniej to jest Twoim celem, Gavroche :-)

  55. Gavroche pisze:

    Jeśli Ci z tą myślą lepiej, to mnie to nie przeszkadza. :)

  56. Zofia pisze:

    A tak Maniek napisał o mnie:
    I naprawdę nie rozumiem Gavro, Teresy i innych przekomarzających się z osobą, która ma tak wielkie problemy z myśleniem… Przecież to bez sensu.

    Czy nie jest trollem? Ja odpowiadając: Wasz brak życzliwości, brak tolerancji i fanatyzm wskazuje, że nadmiar tłuszczu spowodował u Was jakieś chorobliwe zmiany w mózgu i uczuciowości. Brrrr. Jak najdalej od takich odmieńców! – okazałam się osobą wpływową i po prostu uległam staraniom trolla (który obraził mnie, aby wywołać „dyskusję”)

    Rozwój naszej „dyskusji” jest zgodny z objaśnieniem w Wikipedii

  57. Gavroche pisze:

    Jak najdalej od takich odmieńców piszesz i pożegnać się nie możesz. :)
    To jak, dobranoc?

  58. Zofia pisze:

    Ok. Teraz już naprawdę znikam. Przepraszam, jeżeli obraziłam. Zostałam „podpuszczona” przez Mańka :-). Każdy człowiek ma prawo decydować o swej diecie, sposobie życia, przekonaniach. Wierzycie w skuteczność diety optymalnej – Wasza sprawa. Ja nie wierzę, a poza tym najnormalniej w świecie nie przepadam za tłuszczem, mięsem (wspomniane wyżej udko kurczaka jem może raz na 2-3 miesiące), ale również nie lubię ryb, których nie jem w ogóle (chociaż tego żałuję, bo są zdrowe, lecz awersji do ryb nie przeskoczę). Pozdrawiam wszystkich i życzę wszystkiego najlepszego

  59. Zofia pisze:

    Dobranoc :-)

  60. OPTY pisze:

    Ludzie , bo nie wytrzymam , powiedzcie mi co ja takiego złego napisałem wyznawczyni jakiegoś Bardadyna ? (pierwszy raz słyszę o kimś takim, z ręką na sercu) A jeżeli ktoś nie rozumie dlaczego” jesteśmy w domu „, tej przenośni to już nie moja wina. No bo my na optymalnej diecie wiemy i to była informacja dla nas, trzeba umieć rozgraniczyć treści dla siebie i dla innych a nie” pretensjonować ” w kółko.
    Poza tym napisałem ,że szanuję Twój wybór więc o co chodzi ?
    Niepotrzebnie strzępisz buzię ! To teraz Ty wykazujesz całkowity brak tego co zarzucasz nam . Jeszcze raz SZANUJĘ TWÓJ WYBÓR , co jeszcze ? A takie mądre imię nosisz .

  61. Zofia pisze:

    Opty, już zakończyłam „dyskusję” – przeprosiłam, jeżeli czujecie się obrażeni. Ja nie namawiam Was do zmiany upodobań kulinarnych, więc nie muszę podkreślać, że szanuję Wasz wybór. Nie słyszałeś o dr. Bardadynie – OK. Ja pisząc o diecie optymalnej (a chcąc wymienić nazwisko jej twórcy), każdorazowo gdzieś sprawdzam jak się nazywa. On też nie jest mi znany. Zwykle jest tak, że znamy to, co jest dla nas ważne. I to jest normalne. No, już, Moi Drodzy Optymalni, spać. Ogólnie było miło.

  62. OPTY pisze:

    Już się zapoznałem bo od czego jest gooogle . Faktycznie ” ekspert „.

  63. Zofia pisze:

    Mnie moje imię też mi się podoba :-)

  64. Zofia pisze:

    A dla mnie dr Bardadyn jest rzeczywiście ekspertem – bez łapek, czego nie mogę powiedzieć o twórcy diety optymalnej :-)… Już wyrzuciłam stronkę z „ulubionych”, więc jak wyjdę stąd, to już definitywnie uwolnię Was od swego towarzystwa.

  65. OPTY pisze:

    Widzisz Zosiu, nazwałem Cię zdrobniale Zosieńką a wiesz dlaczego tak ?
    Bo mam znajomą o takim imieniu( często do niej się tak zdrobniale zwracam) , katoliczka , nieoptymalna ale to nie świadczy o mądrości , otóż ona mi kiedyś powiedziała, że ” głupiemu to i 300 dni odpustu” i nie przyjmuj tego do siebie.
    Pozdrawiam.

  66. Krist pisze:

    Trafiłam tu przypadkiem. Popieram Zofię. Ale chcąc sprawdzić – poczytałam w Internecie. Znalazłam zarzuty naukowców:

    Stosowanie diety tłuszczowej w dłuższym okresie może powodować zakwaszenie ustroju (bardzo duża podaż produktów mięsnych), zaburzać endogenną produkcję cholesterolu (ze względu na bardzo dużą podaż cholesterolu egzogennego). Jest to dieta ubogobłonnikowa, co może sprzyjać zaparciom. Nadmiar dostarczanego retinolu i żelaza może kumulować się w komórce wątrobowej i ją uszkadzać. Dieta wymaga suplementacji witaminy C, potasu, wapnia, magnezu i miedzi. Aby polecić ten model żywienia w leczeniu otyłości niezbędne byłyby badania populacji otyłych stosujących dietę tłuszczową” (8).

    W podsumowaniu Instytut ocenia, że „dieta optymalna” jest niskokaloryczną dietą o nieprawidłowym stosunku składników odżywczych, cechującą się niedoborami niektórych ważnych składników. Jest skuteczna w terapii odchudzającej podobnie jak inne diety niskokaloryczne. Polecana jako prawidłowy sposób żywienia dla ludzi zdrowych, a stosowana przez długie okresy czasu, może okazać się miażdżycorodna.

    prof. dr hab. n. med. Wiktor B.Szostak – Kierownik Zakładu Żywienia Klinicznego Instytutu Żywności i Żywienia
    prof. dr hab. n. med. Jan Dzieniszewski – Przewodniczący Rady Naukowej Instytutu Żywności i Żywienia
    doc.dr hab. n. med. Mirosław Jarosz – Kierownik Instytutu Żywności i Żywienia

  67. OPTY pisze:

    @ Krist
    Człowieku to ja już dawno z rodziną powinniśmy wąchać kwiatki od spodu, jak to się mówi. A tymi „autorytetami ” to sobie można… . My już te wszystkie wypociny pożal się boże ekspertów znamy na pamięć.

  68. Maniek pisze:

    @Krist,
    oczywiście, że stosowanie diety wysokotłuszczowej jest bardzo szkodliwe, lepiej jeść wszystkiego po trochu, w granicach rozsądku. Spoko, po co sobie głowę zawracasz takimi głupotami, przecież na zdrowy, chłopski rozum, jak można zalewać się tłuszczem?! Przecież to chore!

    @Zofia,
    krótko i treściwie: idź sprzedawać gdzie indziej, tutaj nic nie sprzedasz… Doktor Bernardyn lata nam i powiewa kalafiorem, poważnie. Co najwyżej może wzbudzić pusty śmiech. Każda dieta niskowęglowodanowa, wysokotłuszczowa bije reklamowane przez ciebie dziadostwo na łeb. Wystarczy poczytać szwedzkie fora LCHF, i posłuchać ich autorytetów…

  69. Maniek pisze:

    ps. jak to się mówi:

    „MEDIA-MARKT, nie dla idiotów” :)

  70. Krist pisze:

    Opty, podobnie jak Zofia nie chcę narzucać nic nikomu. Twoja decyzja. Dobrze się czujesz, jesteś zadowolony, „nie wąchasz jeszcze kwiatków od spodu” – najważniejsze, że jesteś przekonany o słuszności swej decyzji. Jeszcze raz – to TWOJA decyzja. I decyzja innych optymalnych. I Wasze skutki. Mam jednak dobrą radę – naprawdę nie powinno się całkowicie odrzucać naukowych autorytetów, chociaż oczywiście każdy może się mylić. Wasze wcześniejsze wypowiedzi (i powoływanie się na teorie doktorów medycyny) sugerowały, że stoją za Wami naukowe badania. I wszyscy na tę biedną Zofię (brawa dla jej nieugiętości!) – jak huzia na Józia. Na dodatek mało kulturalnie, ironicznie, z podtekstami, że niby jest głupia. A teraz się okazuje, że opluwacie uznawane przez naukę autorytety – jak piszesz: „My już te wszystkie wypociny pożal się boże ekspertów znamy na pamięć”. KIM JESTEŚ, że w taki sposób wypowiadasz się o ludziach na pewno mądrzejszych od Ciebie, za którymi stoją lata zgłębiania tajników medycyny, zagadnień żywności i żywienia oraz wieloletnich badań klinicznych? Do wszystkich „cudownych” teorii medycyny niekonwencjonalnej trzeba podchodzić z umiarem i stoicyzmem. Nie twierdzę, że medycyna niekonwencjonalna jest „BE”, bo na pewno niesie ze sobą ogromne możliwości (ja też wiele jej wskazówek stosuję w codziennym życiu, i to z ogromnym powodzeniem), ale w większości przypadków jej propagatorzy w publikacjach zastrzegają, że kuracja powinna toczyć się pod kontrolą lekarską. Nie chcą brać odpowiedzialności za ewentualne uboczne skutki. Opty, Twoja wypowiedź o naukowych autorytetach (a myślę, że inni optymalni myślą tak samo) świadczy o jakiejś blokadzie umysłowej. Nie jesteście otwarci na naukę. Nie potraficie pokornie przyjąć jej osiągnięć. Wszystko podporządkowujecie swojej teorii, którą przyjęliście bez zastrzeżeń, nie potrafiąc ocenić jej OBIEKTYWNIE. To jest zaślepienie typowe dla członków jakiejś sekty. Pranie mózgów. Nie chcę Was obrażać. Po prostu jestem w szoku z powodu Waszego podejścia do uznanych światowych autorytetów medycyny, których ironicznie nazywasz „pożal się boże ekspertami” a ich publikacje „wypocinami”. Podobnie jak Zofia jestem zwolennikiem diety umiarkowanej, która zawiera wszystkie dla organizmu składniki. Nie stosuję absolutnie żadnej diety, jem prawie wszystko, to co lubię, z jednym zastrzeżeniem – nie obżeram się i (podobnie jak Zofia) staram się prawidłowo łączyć pokarmy i przestrzegać kolejności ich spożywania (np. tradycyjny jako deser kompot lub owoce – co najmniej pół godziny przed posiłkiem głównym, a nie na koniec). Pozdrawiam

  71. Krist pisze:

    W międzyczasie widzę dorzucił swą wypowiedź Maniek – jak zwykle agresywny, pozbawiony empatii. Przyznam, że wypowiedzi Zofii zainteresowały mnie na tyle, że w przyszłym tygodniu kupię książkę „Kody młodości” Bardadyna (a nie, Mańku, Bernardyna – czyżby celowy zabieg umniejszania jego dokonań? Bardzo prymitywny)

  72. Gavroche pisze:

    Naukowe autorytety zalecają dietę, po której choruje większość społeczeństwa, dodatkowo obniżają sukcesywnie normy na „cholesterol” i „cukier” oraz „ciśnienie”.
    Sprawdź sobie jakie były jeszcze 50 lat temu i samodzielnie wyciągnij wnioski, czy tym Twoim autorytetom zależy na tym, żeby Cię leczyć (bezustannie) czy wyleczyć (skutecznie).
    Powtarzamy to tutaj do znudzenia i zawsze wpada ktoś zielony jak limona i krzyczy: autorytety naukowe!!!
    Otóż autorytety naukowe są takmi samymi ludźmi jak my, tak samo mają rodziny do wykarmienia i tak samo za kasę udowodnią, że nawalone chemią pomidorki i margaryna z niklem są zdrowiuśkie jak cholera, a 100mg% cukru to śmierć za rogiem.
    Ale wolność jest przecież można sobie przedwcześnie umierać będąc kaleką z okrzykiem „BigFarma” na ustach, więcej będzie dla nas prawdziwego jedzenia wzmacniającego zdrowie.
    Za to należy ludziom wierzącym w „autorytety naukowe” serdecznie podziękować, co niniejszym czynię. :)

  73. Krist, polecam Pani:

    – Bajanie o zakwaszeniu organizmu – http://www.stachurska.eu/?p=3549 . Przy okazji: dużo to na diecie optymalnej jada się żółtek, nie zaś mięsa. O żółtkach – http://www.stachurska.eu/?p=1659 .

    – Lepiej więcej cholesterolu – http://www.stachurska.eu/?p=13173 .

    – Dogmat o błonniku – http://www.stachurska.eu/?p=925 .

    – Dieta Optymalna miażdżycę leczy – http://www.stachurska.eu/?p=13475 , w Polsce zaś rośnie ilość amputacji nóg w wyniku miażdżycy – http://www.stachurska.eu/?p=16161 .

    I jeszcze:

    – O „zasługach” senatora Georga McGoverna dla kondycji nauki o żywieniu – http://nowadebata.pl/2011/03/06/nauka-w-komisjach-czyli-polityczne-korzenie-hipotezy-tluszczowo-cholesterolowej/ .

    – Prof. Cichosz o żywności – http://www.stachurska.eu/?p=17727 .

    – O kondycji medycyny: Strasznie i (nie)śmiesznie – http://www.stachurska.eu/?p=2190 .

  74. OPTY pisze:

    @ Krist

    Twoja wypowiedź pełna jest wzajemnie sprzecznych zdań , niekonsekwencji, nieznajomości tematyki , pochopnego wyciągania wniosków i błędnych, kłamliwych ocen na tych podstawach.
    „Nie stosuję absolutnie żadnej diety…” co to za twór ? jak to nie stosujesz jak wynika dalej ,że jednak stosujesz , bo każde żywienie jest jakąś ale zawsze dietą, nie zawsze prawidłową, a to już co innego. To zdanie już całkowicie dyskwalifikuje Cię z dalszej dyskusji , bo Tobie zwyczajnie coś się zdaje, nic więcej. A to nie jest wiedza , domniemania w tym temacie są niewiedzą, ignorancją.

    ” KIM JESTEŚ ” odp. człowiekiem, istota ludzką , która uruchomiła samodzielne myślenie i ozdrowiała na ciele i umyśle dzięki Doktorowi Janowi Kwaśniewskiemu. Tyle i aż tyle. ” Autorytety są uczonym trupem myśli ” jak mawiał Sedlak.

    Co do sekty to proponuję zapoznać się z definicją, co to jest sekta a nie używać wyrazów , których znaczenie jest nieznane lub celowo przekręcane na użytek własny.

    Co do wypocin, to ja wiem co napisałem ale Ty raczej tego nie wiesz i niepotrzebne wymyślasz sobie jakieś urojenia tematyczne . Jaką lekturą literaturą dysponujesz w temacie ?, podejrzewam że żadną , czego nie można powiedzieć o mnie, bo przez te prawie 17 lat ” optymalności ” dorobiłem się dość sporego księgozbiorku tematycznego, nie tylko pozycji Doktora , żeby nie by. I to wszystko wielokrotnie „zaczytane „.
    Że o praktyce nie wspomnę , bo to przerasta Twoją wyobraźnię dietetyczną.
    Wam ten wstrętny tłuszcz odbiera rozum , nam przywraca . I tak pojmiesz to niestosownie ,to uwaga rzeczowa nie wyraz zarozumialstwa. Bo człowiek to maszyna organiczna ” chodząca ” na wodór, kpwt ? – ni w ząb !

    Faktycznie, zdolności oczerniania, przeinaczania , zakłamywania, manipulacji czegokolwiek co niezgodne z oficjalnymi poglądami co to wiadomo od dawna ,że wiedzą nie są, posiadacie przeogromne. Ja już na tym forum bardzo dużo na ten temat napisałem i nie zamierzam się powtarzać z każdym ” wejściem ” kogoś, komu coś się zdaje. To Ty masz tą sugerowaną mi ” blokadę umysłową ” , bo nie rozumiejąc z tematyki nic lub prawie nic zabierasz w niej głos. Dobrze byłoby uprzednio zapoznać się z tematem , ale na to potrzeba lat a potem praktyki , tego czasu jak można przypuszczać już nie masz lub nie uważasz za stosowne, a więc ?

    „Nie jesteście otwarci na naukę. Nie potraficie pokornie przyjąć jej osiągnięć. Wszystko podporządkowujecie swojej teorii, którą przyjęliście bez zastrzeżeń, nie potrafiąc ocenić jej OBIEKTYWNIE.”

    Przecież J. Kwaśniewski niczego nie uprawiał jak tylko NAUKĘ , czy jest to Ci wiadome ? – Nie !
    Wszystkie osiągnięcia nauki( medycyna) są takie ,że nie zna przyczyn prawie żadnej z chorób , tysięcy chorób trapiących ludzi współcześnie a i w historii. Czy to Ci nic nie mówi ? Pewnie jak zwykle nie, to i reszta będzie niezrozumiała lub wypokraczona.

    Obiektywnie rzecz biorąc to my ” optymalnymi ” zwani jesteśmy nie teoretykami a praktykami posiadającymi nie teorię ale Wiedzę w temacie , która się w życiu skutecznie sprawdziła. To jest obiektywizm najwyższej próby !
    Miliony ofiar medycznych eksperymentów pokrywa ziemia. Sama lobotomia ” uNoblowiona” to ponad 50 tys. ofiar, czy mam wyliczać dalej ? ale to było dawno temu , nie ? nie warto wracać . A warto ,warto. Boli ,niemiłosiernie boli naukowe autorytety.

    „I decyzja innych optymalnych. I Wasze skutki. ” , co za nonszalancja i ślepota umysłowa !?
    No jakie jest pole manewru z takim ignorantem ?

    ” Lepiej jest nic nie wiedzieć niż widzieć źle” jak mawiał Doktor. Bo skutki praktykowania niewiedzy są katastrofalne dla ludzi o czym stanowi cała pisana historia ludzkości, że przywołam po raz kolejny Gibbona.

    Lepiej będzie dla Ciebie Krist jak dasz sobie spokój z ” sektą ” nie dasz rady. To jest logika , a zasadniczo jej brak Twojego myślenia. Za jakąś sektą stoi jakaś teoria a nie Wiedza, taka jest różnica w nazewnictwie i wynikająca z niej prawda.

    ” Medycyna przynosi często pociechę , czasem łagodzi , rzadko uzdrawia. „- Hipokrates

    Przemyśl to zdanie ojca medycyny, bo nic się zasadniczo nie zmieniło od tamtego czasu. Reszta jest w postach tego forum, chociaż wątpię abyś się skusił .
    A „czas i tak pozostanie ludożercą”- G.B. Shaw

  75. OPTY pisze:

    Przepraszam za pomyłkę ,że Krist to kobieta a nie mężczyzna, jak wynika z moich wpisów. Sorrki.

  76. prezio pisze:

    Zosiu.
    Jesteś zdrowa i zdrowo wyglądasz, a piszesz, że ze względu na wątrobę nie możesz jeść tłuszu. Miałaś coś z wątrobą (woreczek)? Bo przecież piszesz, że miałaś operację tarczycy i musisz brać lek. A ta tarczyca to co, jakaś cholera się tylko tak przyplątała? Już tu były przykłady o Paniach, które wolały umrzeć, niż przejść na DO, bo też widząc tłuszcz, miały odruch wymiotny. Pamiętasz pieczone ziemniaki z ogniska z solą (bez soli nie można tego było jeść) i masełkiem. Ach masełkoooooo. Myślę, że jesteś typową osobą wychowaną przez swojego bardzo mądrego lekarza 1 kontaktu. Właśnie się od mojego wypisuję bo zamknął z zieloności swoją przychodnię. Nie będę przakazywał mojej składki zdrowotnej lekarzowi, który chce więcej niż inni, bo jest oczywiście taki super.

  77. OPTY pisze:

    http://biznes.onet.pl/wiadomosci/kraj/jacek-karpinski-polski-steve-jobs/pr1j3d

    Oto przykład jak wykończono genialnego konstruktora wynalazcę ,podobnie było z Doktorem . Oficjalna nauka ….ech , brak słów.

  78. Krist pisze:

    Zofia. Nie wiem, czy to przeczytasz, bo piszesz, że definitywnie pożegnałaś się z tą stronką – uciekajmy stąd!!! Wiemy swoje. Czytając wypowiedzi optymalnych, tylko popada się tu w jakieś stresy. A co za zaciekłość! Piszą, że nie sekta, a na mnie robią wrażenie sekty. Ton sekciarzy. Nawet Gospodyni tej stronki użyła określenia „bajanie”, żeby przygwoździć przeciwnika. Wegetarianie walczą o swoje racje w ten sam sposób. Każda teoria ma grono jakichś zwolenników, bo inaczej zginęłaby z powierzchni ziemi. I nawet jeżeli jest ich 10, to walczą jak o Grunwald.

    Dzięki za wiadomość o teorii Bardadyna – gościu wydaje mi się na poziomie i o wiele mądrzejszy niż Kwaśniewski. Szczególnie zaciekawiła mnie ta książka „Kody młodości”. Oczywiście, to nie znaczy, że będę stosować. Na pewno zrezygnuję z koktajli. Nie mam czasu (i kaski) na bawienie się w przyrządzanie czegokolwiek (a składniki do tych koktajli są dosyć drogie). Ale ziarna, kiełki, kasza gryczana, owoce i warzywa (z własnego ogródka) – jak najbardziej. Ktoś z optymalnych pisze wyżej o ładowaniu chemii w owoce i warzywa – to racja, ale czy w mięso, podroby i tłuszcze chemia nie jest dokładana? Czy optymalni sami hodują jakąś trzodę chlewną lub inną? Przed chemią nie uciekniemy. Nawet jeżeli coś powstanie w ramach produkcji/hodowli ekologicznej, to nie będzie pozbawione związków chemicznych, bo chemia jest wszędzie.

    Odnośnie jeszcze do powyższych słów – prezio zadał pytanie o wątrobę Zofii – a ona gdzieś wyżej napisała, że jako dziecko miała żółtaczkę, czyli jej wątroba może w ten sposób rzeczywiście reagować na tłuszcz. Jeżeli teraz ma 60 lat, to około 55 lat temu panowała w Polsce żółtaczka (wiem o tym z opowiadań moich wujków, ciotek itp). Najwięcej było wszczepiennych. Szczepionki podawano zakażonymi strzykawkami. Napisała, że „w kolejce dzieci pożółtaczkowych” – czy coś takiego…. Tarczycę z kolei mogła mieć operowaną nawet 40 lat temu, gdy jeszcze na pewno nie zastanawiała się nad jakimikolwiek teoriami dietetycznymi (wola występują już u nastolatków). Albo nieco później, gdy zaczął się wysyp tarczyc i nowotworów po Czarnobylu, co trwa do dzisiaj (o kataklizmach na onkologii i endokrynologii wiem od kilku obecnie chorych znajomych)

    I tu jeszcze słówko do Opty. A propos moich słów „nie stosuję żadnej diety” – zorientowałam się już po opublikowaniu komentarza, że użyłam sformułowania obiegowego. „Dieta” potocznie mówi się na jakieś specjalne przygotowywanie jadłospisu, wg jakichś specjalnych wskazówek. Np. dieta wątrobowa, dieta żołądkowa, dieta odchudzająca (liczenie kalorii itp.) – i chciałam właśnie to zaznaczyć, że nie stosuję żadnej takiej specjalnej diety. Ponieważ od dość dawna nie mam pracy i muszę oszczędzać, więc jem tylko wtedy, jak wpadną mi jakieś pieniądze. W ogóle nie przywiązuję wagi do jedzenia. Jestem głodna, podchodzę do lodówki i jem to, co akurat tam mam. Nie widzę w tym żadnego problemu. Staram się jedynie (jak napisałam w wypowiedzi wyżej) nie mieszać pokarmów i przestrzegać odpowiedniej kolejności ich spożywania. Czuję się bardzo dobrze. Nie mam nadwagi. U lekarza nie byłam już pewno 10 lat (a wcześniej chodziłam jedynie w sprawach rodziców lub w przypadku urazu np. podczas uprawiania sportu), raz po raz robię sobie tylko badania krwi i moczu, które są wzorcowe. Jestem nieco młodsza od Zofii. Też uprawiam rekreację, chociaż przyznam, że w pływaniu wytrzymuję najwyżej godzinę (ale też bez przerwy od brzegu basenu do brzegu – kraulem i grzbietowym). Ciekawią mnie różne nowinki żywieniowe, lecz nie mam czasu się w nie wgłębiać (mimo mego zaawansowanego wieku studiuję – ostatni rok magisterskich). Im prostsze wyjaśnienie, im mniej związanych z tym teorii, tym bardziej jest to dla mnie interesujące i bardziej realne do zastosowania.

    W związku z powyższym, Pani Tereso, dziękuję za linki, ale w ogóle z nich nie korzystam.
    Dziękuję Wszystkim Optymalnym za wymianę zdań. I – podobnie jak Zofia i wielu innych przeciwników – odchodzę. To jest rzeczywiście stronka tylko dla optymalnych lub dla tych, którzy przymierzają się do przejścia na taki sposób żywienia. Czyli nie dla mnie. Takie teoretyzowanie w sprawach żywieniowych w ogóle mnie nie interesuje i nie mam na to czasu. Przygotowuję się do sesji :-) I namiętnie uprawiam rekreację (dziś 4-godzinna wyprawa rowerowa, wichura straszna, potem grad, ale czuję się jak młoda bogini). Zamiast teorii żywienia optymalnego wolę poczytać książki historyczne :-) lub mniej ambitne czytadła dla pań…

    Wszystkiego dobrego na Nowy Rok.

  79. Deipnosophist pisze:

    Cytat: Oto przykład jak wykończono genialnego konstruktora wynalazcę

    Sympatyk komuny wkleja link do artykułu na temat naukowca wykończonego przez komunę :) Paradne :)

  80. Mariusz pisze:

    Krist,Zofiu nikt was tu nie trzyma na sile. Bede za wami tesknil. 😀
    Dla scislosci tluszcze >c10 lub c12 i watroba nie ida w parze.
    ” KT z 15 atomami węgla, jest wchłaniany przez jelito i transportowany przez chylomikrony wraz z limfą do krążenia przez przewód piersiowy, unikając transportu do wątroby, co zapewnia jego znaczne stężenie w krążeniu  zaopatrując tkanki i organy.”
    Zegnam cieplutko 😉

  81. Krist pisze:

    Ja też będę za Wami, Mariusz, tęskniła :-) … A tak na marginesie, to właściwie większość przedstawicieli medycyny niekonwencjonalnej musi walczyć i udowadniać swoje racje. I każdy ma swoich zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Swego czasu byłam zafascynowana osiągnięciami dr. Stanisława Burzyńskiego, który przez wiele lat badał antyneoplastony (czyli związki przeciwnowotworowe), występujące m.in. w ludzkiej krwi, ślinie i moczu. Dr Burzyński pracuje w Stanach i ma wielkie osiągnięcia. Początkowo antyneoplastony produkowano z ludzkiego moczu, dziś wytwarza się je syntetycznie. Urynoterapia miała i ma ogromne rzesze zwolenników oraz przeciwników. Nasze babki leczyły moczem. Człowiek w ekstremalnych warunkach – przeżywa, gdy pije własny mocz. I coś w tym jest. Chociaż u wielu budzi odrazę. Uważam, że bez takich zapaleńców ludzkość wiele by straciła. Tak więc, nie występuję przeciwko Wam, Optymalni, ani przeciwko dr. Kwaśniewskiemu. A jeżeli jego teoria obali teorie naukowców, to pierwsza pogratuluję. Jednak zgodnie z prawem każdej jednostki do samostanowienia po prostu nie przechodzę na taki sposób żywienia, bo MNIE wydaje się szkodliwy dla zdrowia. Jeżeli jednak zmienię (może kiedyś) zdanie, to nie omieszkam wrócić na strony dla Optymalnych, bo widzę, że dużo tu można się dowiedzieć. Teraz jednak szkoda mi na to czasu. Dobranoc! I jeszcze raz zdrowia!

  82. prezio pisze:

    Mariusz.
    Wydaje mi się że jak się pisze „tłuszcz jest wchłaniany…”, trzeba dodać, coś że to biochemia a nie utytuowany profesor, który pewnie żadnych badań w tym zakresie nie przeprowadził, tylko się opiera na uznanych autorytetach zza oceanu.

  83. Krist pisze:

    Ja też będę za Wami, Mariusz, tęskniła :-) … A tak na marginesie, to właściwie większość przedstawicieli medycyny niekonwencjonalnej musi walczyć i udowadniać swoje racje. I każdy ma swoich zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Swego czasu byłam zafascynowana osiągnięciami dr. Stanisława Burzyńskiego, który przez wiele lat badał antyneoplastony (czyli związki przeciwnowotworowe), występujące m.in. w ludzkiej krwi, ślinie i moczu. Dr BurzyPracuje w Stanach i ma wielkie osiągnięcia. Początkowo antyneoplastony produkowano z ludzkiego moczu, dziś wytwarza się je syntetycznie.

  84. Krist pisze:

    Coś chyba źle zrobiłam przy dodaniu komentarza… Nie wiem, co jest przyczyną. Najpierw pokazał się cały wpis, a teraz widzę, że po raz drugi weszła jego pierwsza część… Przepraszam. Miałam otwartych kilka stron jednocześnie i coś nieopatrznie musiałam nacisnąć…

  85. OPTY pisze:

    @Krist
    Rzecz w tym , że człowiek mógłby w ogóle nie chorować ! To jest główny przekaz Doktora J. K . Niepojęte, co ? ,po co komu leki jak nie będzie chorób ? Bluźnierstwo , co ?
    I to jest tak trudne do zrozumienia , bo nasza wyobraźnia na to jak na razie nie pozwala. To jest ta umysłowa blokada. Trzeba umysł odblokować a wtedy wszystko stanie się jasne.

  86. OPTY pisze:

    „utytuowany profesor,”- prezio
    Zdradź co miałeś na myśli ? , bo” profesor ” to już tytuł ,zresztą naukowy.

  87. Krist pisze:

    Opty, ja na razie (odpukać) nie choruję, nie biorę żadnych leków, więc może dlatego nie zagłębiam się w te wszystkie sposoby odżywiania. A też (podobnie jak Zofia) nie jestem już młoda (chociaż od Zofii sporo młodsza). Nawet zwykłe przeziębienie nie ma do mnie dostępu (nie pamiętam, kiedy na cokolwiek chorowałam).

  88. OPTY pisze:

    @ Krist
    A to chwali się, tylko mój pośredni przekaz jest bardziej dalekowzroczny niżby wynikało z Twego wpisu. Nie dotyczy tylko nas, ale wszystkich którzy takimi zdrowotnymi „osiągnięciami ” pochwalić się nie mogą a zapewne by chcieli, nieprawdaż ?
    Przecież moglibyśmy nie afiszować się gdziekolwiek i zadbać tylko i wyłącznie o swoje zdrowie , czyli mieć typowo egoistyczne, indywidualistyczne podejście do sprawy.
    Ale jak widać tak nie jest bo żyjemy w zróżnicowanym wielorako społeczeństwie, i chociaż próbujemy z różnymi skutkami, uzdrowić chore stosunki społeczne. I to się liczy.
    Może teraz łatwiej będzie zrozumieć tą szlachetną ideę, podpartą wiedzą a nie urojeniami choćby podpartymi nieskutecznymi/zmanipulowanymi badaniami opartymi o naukowe zasady ?

  89. Krist pisze:

    Opty, w porządku – masz swoje przekonania. Ja (powtarzam) nie odrzucam osiągnięć naukowej medycyny, chociaż też mam jej wiele do zarzucenia (przez wiele lat opiekowałam się osobami chorymi i coś niecoś na ten temat wiem). Jednak ja (w przeciwieństwie do Was, Optymalnych – i może też zwolenników innych teorii żywieniowych) absolutnie nikogo nie chcę namawiać do jakiegokolwiek zaleceń medycyny niekonwencjonalnej. Myślę podobnie jak mądrzy jej przedstawiciele, którzy opatrują swe książki zastrzeżeniem, że stosowanie się do ich zaleceń jest na własną odpowiedzialność i najlepiej po konsultacji z lekarzem medycyny konwencjonalnej. Piszesz, że Wasze starania, by propagować żywienie optymalne to walka o dobro ludzkości. Brak takiego zaangażowania odbieracie jako przejaw egoizmu – że niby wiecie coś wartościowego, a zatrzymujecie dla siebie. Nie szafowałabym tak wielkimi słowami. Wg mnie każdy taką decyzję musi podjąć sam (na własne ryzyko), po dokładnym przebadaniu swego stanu zdrowia. Obawiam się bardzo, że swoim nadmiarem słów i zachwytów możecie przekonać kogoś, dla kogo żywienie to okaże się szkodliwe dla zdrowia. A Ty (i inni Optymalni) nawet o tym nie będziecie wiedzieć. Ktoś uchwyci się tej diety jako ostatniej deski ratunku – i umrze… Czy w swoim sumieniu naprawdę możesz spokojnie brać na swoje barki tak wielką odpowiedzialność? A swojej postawy nie uważam za egoistyczną, chociaż nikogo nie zachęcam do przejścia na mój tryb życia. W mój życiorys jest wpisana pomoc dla innych, posiadam wielu podopiecznych, którym pomagam za darmo (mimo że nie mam teraz pracy), przymierzam się do pomocy bardziej zorganizowanej….

  90. Gavroche pisze:

    Żywienie Optymalne nie szkodzi ludziom w 99,99%.
    Szkodzą jej modyfikacje i złe zrozumienie tematu/brak dialogu z własnym ciałem, by przyjść mu z pomocą w razie potrzeby.
    Poza tym to tylko akademickie rozważania z Twojej strony, bo nigdy nie dałaś jej szansy zadziałać. :)
    Ja nikogo nie namawiam, wręcz przeciwnie, ale mówienie o czymkolwiek wymaga wiedzy i praktyki, a Ty jak sama mówisz nic nie wiesz o DO, prócz tego, że szkodzi.
    Takie kuriozum Ci wyszło, a nawet tego nie zauważyłaś. 😉

  91. Deipnosophist pisze:

    Cytat: Żywienie Optymalne nie szkodzi ludziom w 99,99%.

    Jak nie szkodzi, to może w końcu je zastosujesz? 😉

  92. Krist pisze:

    Nie wiem, i nie staram się wiedzieć. Znam jednak ludzi, którzy bardzo źle tolerują tłuszcz (a tu choćby ujawniła się Zofia) i po prostu na pewno tacy ludzie są, choćbyś nie wiem z jak wielkim przekonaniem zapewniał, że żywienie optymalne nie szkodzi w 99,99%. Nie wierzę absolutnie w Wasze zapewnienia. Bardziej przemawia do mnie dieta strukturalna dra Bardadyna, chociaż np. bardzo lubię i jem sery (uwielbiam!), masło (jeżeli smażę – rzadko! – to tylko na maśle), wątrobiankę, kaszankę, smalec własnej roboty (ale z chlebem :-( ), pomidory, ogórki, czarne jagody, żurawinę. Ale używam też (co chyba krytykujecie) miód, dżem, kaszę gryczaną bardzo często (od kiedy tylko pamiętam, słyszałam o jej zdrowotnych właściwościach, po raz pierwszy od swej prababki, czyli nie są to naukowe autorytety, bardziej mądrość ludowa), czasami zaaplikuję sobie ryż, pierogi, rzadko słodki sok, cukierka, deser z lodów i galaretki… Ale bez przesady. Jem to, na co akurat mam ochotę, albo co akurat mogę sobie kupić. I jeszcze jedna uwaga: nie piję w ogóle alkoholu ani nie palę papierosów. Do sposobu odżywiania nie przywiązuję zbyt wielkiej wagi, chociaż w tym tygodniu chcę „wejść” trochę w dietę Bardadyna, ale też bez przesady – kupię po prostu jego książkę „Kody młodości” i poczytam o żywieniu strukturalnym, czyli prawidłowym (wg niego) odżywianiu tkanki łącznej. Jem niezbyt dużo, prawie wszystko, w rozsądnych ilościach. Staram się jedynie prawidłowo łączyć pokarmy i stosować odpowiednią kolejność ich spożywania (to jedyna rygorystyczna zasada, o której już chyba gdzieś wyżej pisałam). Oprócz tego nie jestem niewolnikiem żadnych zasad żywieniowych. Odżywiam się już tak kilkadziesiąt lat, od przedszkola uprawiam, najpierw wyczynowy sport, teraz rekreację – i jestem naprawdę zdrowym człowiekiem. Jem to, co lubię, a mięso zbytnio mnie nie pociąga (chociaż wczoraj zjadłam pysznego schabowego :-) . Najważniejszy wg mnie jest umiar.

  93. Gavroche pisze:

    Na upartego to jestem na ŻO, tylko nie lubię szufladek.
    ŻO jest dla ludzi zdrowych i jest to po prostu specjalna odmiana LCHF.
    Niczego nie liczę, jem tłusto, bazując na pokarmach z natury bogatych w tłuszcz: tłuste mięsa, wędliny, drób, ryby, podroby, rosoły, jaja, sery, masło, słonina, sadło, szpik, w razie potrzeby dotłuszczam smalcem, łojem, śmietanką i niewielką ilością olejów. Rośliny w niewielkich ilościach: ziemniaki, gryka, warzywa, orzechy, pestki, nasiona, owoce, miód, cukier, słodycze, a nawet mąka.
    Nie jest to w żadnym wypadku ociekające tłuszczem żarcie, tak jadał np. mój dziadek i inne chłopy na wsi. Poziom energii mam na tyle wysoki, by prowadzić własną działalność, uprawiać wymagający sport, opiekować się domem, żoną, dzieckiem, zwierzętami domowymi i mieć czas na przyjaciół, hobby, pitolić na forum, po prostu żyć.
    Jestem honorowym krwiodawcą, badania mam regularnie, nic nie niepokoi konwencjonalnych lekarzy ani mnie :)
    W tej diecie nie ma żadnej magii, to poprostu model żywienia oparty na odmiennym od węglowodanów paliwie, które skądinąd też nie są takie straszne jak je malują (dieta wysokowęglowodanowa na białku zwierzęcym lub roślinnym).
    Jestem daleki od achów i ochów, jakie pieją optybetony i wycierają sobie pyski Doktorem. Facet pokazał nam jak można żyć inaczej, a nowości czasami są dobre.
    Dzięki temu się rozwijamy, jako ludzie. 😉

  94. Deipnosophist pisze:

    Poziom energii mam na tyle wysoki, by prowadzić własną działalność, uprawiać wymagający sport, opiekować się domem, żoną, dzieckiem, zwierzętami domowymi i mieć czas na przyjaciół, hobby, pitolić na forum, po prostu żyć.

    I o to chodzi :)

  95. Zasady Diety Optymalnej w pigułce – http://www.stachurska.eu/?p=16604 .

  96. Gavroche pisze:

    Z powyższego:
    „– nie licz kalorii, wystarczy jeść tłusto, pamiętać o węglowodanach, a reszty dopilnuje twój organizm”.
    :)

  97. Krist pisze:

    No, Gavroche, tylko podziwiać, pięknie żyjesz :-). Ja też przez długie lata oddawałam honorowo krew. Teraz jakoś przestałam (raz, czy dwa nie miałam czasu, a to jakiś wyjazd, no i odeszło w zapomnienie). Z potraw, które wymieniłeś jem sporo, lecz jak zaznaczyłam wcześniej, bez przesady, bez żadnego dotłuszczania. Nie jem w ogóle sadła, łoju i oleju. Nie przepadam za tłustym mięsem, rosołem i rybami. Natomiast czasami lubię posmarować chleb masłem i pokroić na to w kosteczki słoninę, jednak tylko wtedy, gdy mam na to akurat „chcicę”… Śmietanę prosto od gospodarza uwielbiam jeść łyżką :-) , ale też oczywiście raz po raz. Po prostu jem to, czego jakby domaga się akurat mój organizm. Też mam bardzo dobre wyniki badań, też czuję się świetnie, uprawiam rekreacyjnie sport, mam rozległe zainteresowania (choćby ostatni rok studiów w moim wieku!) -a zbliżam się do 50 :-)

  98. Krist pisze:

    A dzieci na swoim, a mąż po drugiej stronie :-(

  99. magda pisze:

    Mnie odratowała dr Witoszek-bardzo serdecznie ją polecam każemu! pozdrawiam, http://www.ddp.blox.pl

  100. Pani Magdo,

    Ewa Witoszek hołduje nawet białkom i tłuszczom roślinnym, co na dłuższą metę korzystne być nie może. Może Pani jadać jak chce, ale „każdemu polecać”? Proponuję wnikliwą lekturę – http://profilaktyka.lodzkie.pl/profilaktyka-w-pigulce/uwarunkowania-zdrowia .

  101. Deipnosophist pisze:

    Cytat: Może Pani jadać jak chce, ale „każdemu polecać”?

    Dobra rada, szczególnie dla Optymalnych

  102. vvv pisze:

    >>> Teresa Stachurska pisze:
    >>> Luty 20, 2015 o 19:15
    >>> Pani Magdo,
    >>> Ewa Witoszek hołduje nawet białkom i tłuszczom roślinnym
    >>>

    Witam,

    Jeśli można doprecyzować, to jak widac w linku: http://dietaoptymalna.com/dieta_dobrych_produktow_ksiazka.php i białka i tłuszcze roślinne są wymieniane na drugim miejscu i tak też są traktowane , jako możliwe urozmaicenie, odmiana w granicach rozsądku i dopuszczane jako podstawa dla upartych wegetarian (uparty to jeszcze nie znaczy stracony, zawsze jest szansa na zmianę, a trudno przecież kogoś wykluczać, z powodu założeń jakie poczynił). Zapartych wegetarian można przeprowadzić droga w kierunku, bardziej tłusto, a może jajko, a może serek, a może jednak ryba, a w sumie od ryby do białego mięsa już nie daleko, a potem krok po koczku. Nie rzadko zdarza się, że wegetarianie ze względu na złe wyniki zdrowotne przyjętego modelu żywienia poszukują zmian, stąd warto ich inspirować, nie wykluczać, to oni gospodarują swoim czasem i decydują kiedy jest czas na zmianę. Wciskanie na siłę i płoszenie zraża, przedstawianie innych opcji bez oczekiwań co do decyzji jest bardziej empatyczne.

    Pozdrawiam,
    vvv

  103. vvv,

    czy może mi Pan powiedzieć dlaczego strona Ewy Witoszek dot. jej książki o DDP nosi nazwę Diety Optymalnej? Przecież to nadużycie. Zysk (ze sprzedaży książki jw.) najważniejszy?

  104. Michał pisze:

    A może ktoś mi wytłumaczy czy DO można stosować przy dnie moczanowej. Przyplątało się to choróbsko do mnie jakieś 5 lat temu a teraz jeszcze zapalenie stawów podobno natury autoimmunologicznej i do tego 20 kg nadwagi, jednym słowem kaplica

  105. Polecam Panu:

    – Dna moczanowa – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=167

    – Dobre białko a zdrowe stawy – http://www.stachurska.eu/?p=16010

    – Odchudzanie – http://www.stachurska.eu/?p=17890

    – Choroby autoimmunologiczne – http://www.stachurska.eu/?p=14527

    – i prądy selektywne, wykaz Arkadii – http://www.optymalni.org.pl/index.php?dzial=category&id=54&seo=arkadie .

    Dieta Optymalna jest zawsze pomocna, taka jej natura :)

    Pytania?

  106. Michal pisze:

    Szanowna Pani
    Polecane artykuły oczywiście przeczytałem oraz wiele innych publikacji zamieszczonych na Pani blogu.Co prawda od ukończenia studiów wiedza z fizjologi i biochemii się zatarła ale ogólne pojęcie pozostało wobec czego trudno nie przyznać logiki zarówno DO jak OŻ.Jednak jako początkujący optymalny ( decyzja zapadła ) nie do końca jestem w stanie ustawić sobie BTW dla pierwszego celu jakim jest utrata wagi. Wzrost 170 cm, obecna waga 109 kg. Czy nie będzie niegrzecznością jeżeli poproszę Panią o parę wskazówek na początek.

  107. Michał pisze:

    dziękuję, niestety jako początkujący nie bardzo potrafię określić BTW dla pierwszego celu jakim jest utrata wagi, 170 cm,109 kg , 53 lata. Mogę prosić o parę wskazówek?

  108. Dla utraty wagi może Pan sprawdzić B : T : W = 1 : 2 : 0,5. Wielu otyłym osobom pomaga skutecznie utracić zbędne kilogramy. I nie jadać produktów na DO nie wskazanych. Posiłki lepiej by były objętościowo małe, czyli biologicznie wysokowartościowe. Nie ma dobrego powodu by przeciążać osobistą wątrobę, przeciwnie – wątroba ma wytwarzać możliwie najwięcej ATP – http://www.stachurska.eu/?p=13441 , nie zaś przetwarzać jakieś nadmiary czy wręcz produkty zbędne. Staranność to jest to i nic jej nie zastąpi :)

    Czy czytał Pan książki Dr Kwaśniewskiego?

    PS. Czy zna Pan: Wódka na diecie? – http://www.stachurska.eu/?p=8609

  109. Dr Przemysław Pala: Dna moczanowa – http://www.stachurska.eu/?p=18080 .

  110. Mika60 pisze:

    Niektórzy musza „dojrzeć”, żeby zrozumieć czego potrzebuje ich organizm. Ja własnie osiągnęłam taki stan. Wyżej opisałam moje zmagania z dietami, pomogły co prawda oczyścić organizm, „okiełznać” RZS (reumatyczne zapalenie stawów), wróciłam do żywych (było ze mną bardzo złe a leki ten stan tylko pogarszały). Tzn. od 2,5 roku leczę się sama – pożywieniem. I wiecie co, ja nigdy w swoim życiu tak dobrze się nie czułam. Dlatego doskonale wiem czego mój organizm nie toleruje np. po 2 kromkach domowego chleba upieczonego na zakwasie z orkiszu, następuje „rzucik” rzs, delikatne pobolewanie palców u rak (oczywiście lekarz by mnie wyśmiał i co najwyżej dodał: w twoim wieku to normalne). Ale ja wiem, ze naprawdę nic mnie nie boli jeśli eliminuje z diety zboża, cukier (w badaniach wyszło, ze nie mam nietolerancji na gluten – nie uwierzyłam. Na tzw. „śmieciowym jedzeniu” dorobiłam się: wysokiego ciśnienia, miażdżycy, depresji i RZS. Po zmianie diety wszystko zniknęło (ciśnienie 120/80) ale nie wyleczyłam nietolerancji na rożne produkty a wręcz jeszcze bardziej się pogłębiły. Zrozumiałam, ze moje jelita się nie zregenerowały (w owocach i warzywach nie ma kolagenu). Wyszukałam w internecie, ze rosół gotowany na kościach pięknie leczy jelita. Oj działo się, po wypiciu czułam się jakbym wypiła truciznę dosłownie spuchł mi brzuch i bolał. Przetrwałam przekonana, ze to naturalne lekarstwo, piłam codziennie – przez 2 tygodnie rozpuszczały się kamienie i złogi (mocz był mętny i śmierdział, pobolewał pęcherz). Po 2 tyg. mocz krystaliczny, żółty kolor, bez zapachu. To było niezwykle odkrycie TŁUSTY ROSÓŁ zrobił porządek rozpuścił złogi i kamienie (mojej znajomej, powiedziano, ze ma za male przewody żółciowe taka wada – nic podobnego one są zawalone złogami a w nerkach ma kamienie). To doprowadziło mnie do wniosku, ze dieta wysokotluszczowa to coś dla mnie. Na razie stosuje ja tak po swojemu ale potrzebuje pomocy fachowca (najlepiej przez internet). Ponieważ moim pragnieniem jest zrzucić zbędne kg no i gdyby moje stawy się zregenerowały to tez byłoby super (już mam jedna endoprotezę w planach druga, choroba zdążyła dokonać zniszczeń). Zaledwie po kilku dniach na DO nie jestem głodna, to niezwykle uczucie. Myślenie o jedzeniu było moim „przekleństwem”. Z góry dziękuje za wskazówki i pomoc : )

  111. Mika60,

    polecam Pani książki dr Jana Kwaśniewskiego – http://optymalni.org.pl/sklep/?p=productsList&iCategory=4 . I może parę linków:

    – Żółtka najcenniejsze – http://www.stachurska.eu/?p=1659

    – Jedz kolagen a nie albuminę – http://www.stachurska.eu/?p=14752

    – Synteza kolagenu – http://www.stachurska.eu/?p=14748

    – Ruch reguluje metabolizm – http://www.stachurska.eu/?p=14697

    – Choroby autoimmuno9logiczne – http://www.stachurska.eu/?p=14527

    – Powody otyłości – http://www.stachurska.eu/?p=10999

    – Gdy waga nie spada – http://www.stachurska.eu/?p=12476 .

    Wielu osobom potrzebującym pozbyć się nadwagi pomaga B : T : W = 1 : 2 : 0,5.

  112. OPTY pisze:

    @Mika60
    To witaj wśród myślących!
    Twój wiek metryczny/lny po jakimś czasie ulegnie obniżeniu o kilka lat o ile będziesz przestrzegać tego , co też już wiesz. Trzeba będzie uważać aby potem przypadkiem nie „zaskoczyć” hehehe
    Pozdrowionka

  113. Mika60 pisze:

    OPTY moja wnuczka juz nazywa mnie „Babcia 3 G” z „Czerwonego kapturka historia prawdziwa” a to dlatego, ze dzielnie wspinalam sie na Preikestolen – warto bylo, cudowne widoki! Mowisz, ze jeszcze bardziej sie „cofnie czas…..” : ) juz sie ciesze! Moze podasz jakies namiary na speca od tej dietki.

  114. Mika60,

    pozwoli Pani? Jestem na DO 10 lat, sporo czytam, sporo rozmawiam, czasem komuś pomagam się DO nauczyć, i jedno mogę stwierdzić bez żadnej wątpliwości: nie da się swego mózgu trzymać w cudzej głowie. Edukacja to podstawa. Bez niej możliwy ewentualnie jest jedynie tzw „chów klatkowy”.

  115. Mika60 pisze:

    Przeczytalam wiele dostepnych materialow, przykladow ludzi, ktorzy wyleczyli sie na tej diecie. Pytalam znajomych czy znaja kogos kto taka diete stosowal (niestety ten ktos zmarl na raka wezlow chlonnych). Podjecie decyzji troche trwalo (9 m-cy). Ale nawet nasz glowny bohater powiedzial, ze popelnial na tej diecie bledy i dopiero pomoc Pani Zuzanny Rzepeckiej sprawila, ze jego starania przyniosly oczekiwany skutek. I o to chodzi. Ja juz mam zasady w glowie ale jedno czego nie chce to popelnic bledow bo szkoda mi na to czasu. Prowadzilam na sobie eksperymenty 2,5 roku, nie zaluje bo to jest najlepsza nauka, ktora doprowadzila mnie do DO.

  116. Mika60 pisze:

    : )

  117. Lolita pisze:

    Ludzie, zrozumcie, że jesteśmy różni, i każdemu pasuje coś innego, warto znaleźć to, co pasuje do ciebie jak najbardziej. i być w zgodzie ze swoim ciałem. Pomyślcie! Nawet koty nie jedzą tego samego żarcia. Jedna kicia lubi wszystko, druga kicia tylko suchą karmę! Jedna pije mleczko, a druga go nie tknie! Jeżeli nie da się zmusic kota jeść Friskas, to czemu wy, ludzie, zmuszacie innych właśnie do swojej diety! Dlatego jest tak wiele diet, bo każdemu pasuje coś innego! Nie ma diety, która by działała na wszystkich jednakowo! Nawet leki pasujące do jednej osoby nie tolerowane przez inną osobę! Więc każdy niech robi wnioski sam dla siebie i przeprowadza eksperymenty na SWOJEJ skórze. Pani Zofia znalazła swoja drogę i chwała jej za to, niech każdy znajdzie swoja drogę i będzie szczęśliwy! Ja tez nie mogę jadać tyle tłuszczu, a w ogóle jem tylko to, co chce mój organizm. Więc szukajcie swojej drogi do zdrowia! Powodzenia każdemu!

  118. OPTY pisze:

    „… ludzie, zmuszacie innych właśnie do swojej diety! „- Lolita

    Gdzie Ty to wyczytałaś? – na tym blogu?
    W jaki sposób można kogokolwiek zmusić do jakiejkolwiek diety?- bo nie pojmuję!
    Jakimi sposobami „zmuszamy do swojej diety”? – bijemy kogoś , wkładamy mu do ust pożywienie na siłę?
    Czy w ogóle można jakoś kogoś do czegoś zmusić poprzez pisanie?
    Zmusić? – czy może argumentarycznie przekonać? – a to już mówiąc delikatnie jest wielka różnica.
    Siła argumentów przed argumentem siły , takie jest przesłanie Doktora. Ba , te argumenty trzeba sprawdzić osobiście aby stały się moimi, tak było w moim przypadku . Mnie przekonały efekty, skutki , pozytywne skutki stosowania takiej a nie innej diety.To się nazywa dobrodziejstwem.
    Dobrodziejstwa, tak, nazwijmy to bardziej autentycznie , bo to są dobrodziejstwa, cokolwiek dla kogo ten wyraz znaczy.
    Przywołam zdanie H. Millera;
    „Dobroć człowieka bardziej śmierdzi niż tkwiące w nim zło, ponieważ dobroci nie zdołano jeszcze poznać.”
    Otóż, poznano już tę dobroć zw. dobrodziejstwem , bo tylko człowiek w pełni zdrowy biologicznie może być dobrodziejem a takim jest Doktor Jan Kwaśniewski, twórca wiedzy dla ludzi z biologicznego punktu widzenia najważniejszej.
    Kto zaznał tej dobroci , ten wie o czym napisałem.
    Nie wszystko jesteśmy w stanie wyrazić w słowach. Ale istnieje niedoceniane lub rozumiane powierzchownie stare powiedzenie ,że w zdrowym ciele zdrowy duch. Tak, proszę sobie przemyśleć sens tego zdania bo Doktor udowodnił jego sens dobitnie, namacalnie i w sposób nie podlegąjący negatywnej weryfikacji. „Szlachetne zdrowie…”

    Zalecam „Jak nie chorować”, tam jest kwintesencja wiedzy , która się nie myli, wiedza poparta doświadczeniem, sprawdzona w życiu, taka wiedza mylić się nie może.
    Taka wiedza jest prawdą a taka prawda, prawdziwą mądrością.
    Proszę zauważyć ,że osiągnięto mądrość zupełnie nie filozofując, wiemy co oznacza filozofia?, tylko tak naprawdę ona niczego nie wyjaśnia. A tu w sposób prosty i przejrzysty udowodniono ,że mądrość osiąga się nie wysiłkami mniej lub bardziej spaczonych umysłów myślicieli zw. filozofami ale zupełnie inną , naturalną drogą.
    Słyszał kto ,że zdrowieli ludzie od stosowania jakiejkolwiek filozofii? , bo ja nie
    Ale tak to już jest na tym świecie ,że tylko bezpłodne idee mają najwięcej dzieci.
    A filozofowie wszelkich epok jedynie gimnastykowali na próżno swoje umysły usiłując znaleźć panaceum rozumowe na wszelkie bolączki.
    I co?, znaleźli? – niestety ale nie znaleźli.
    Znalazł je zupełnie ktoś inny, przypadkowo przygotowany naukowo do takiego odkrycia i tym kimś jest osoba Doktora.
    Dlaczego ta wiedza nie jest tak szeroko znana i stosowana jak być powinno, a to przywołam powiedzenie J.Swifta pasujące do tej sytuacji jak ulał;
    „Kiedy na świecie zjawia się prawdziwy geniusz, poznać go po tym, że wszystkie tępaki sprzysięgają się przeciw niemu.”

    I proszę mi powiedzieć gdzie ja tutaj zastosowałem jakikolwiek przymus?

  119. OPTY pisze:

    „Łatwo jest zabić królika, trudno kota. Wytrzymałość mechaniczna tkanek u kota jest kilka razy wyższa niż u królika.
    Bo kot jest drapieżnikiem, a królik trawożercą.
    Jeśli człowiek żywi się jak królik, niech się nie spodziewa, że będzie zdrowy, odporny na urazy i kontuzje.”
    Dr J.Kwaśniewski

    Zapamiętać raz na zawsze.

  120. OPTY pisze:

    ZO jest dla WSZYSTKICH
    NA ZO KAZDY ODZYSKUJE / ZACHOWUJE ZDROWIE, SPRAWNOSC fizyczna i intelektualna , oraz LADNA SYLWETKE !
    „Optymalni”2002
    Rozmowa z Renata Ruzaite Vice Miss Lata 2001 r.
    -Pani Renato patrzac na Pani zgrabna sylwetke, elastyczny sposob poruszania sie, az cisnie sie na usta pytanie:
    „co ta kobieta robi, co ta kobieta je, ze moze tak swietnie wygladac?”
    To bylo po pierwsze, a po drugie ciesze sie, kiedy ogladalam pania w trakcie wyborow Miss Lata, nie przypuszczalam, ze osobiscie sie spotkamy i bedziemy mogly na ten temat porozmawiac.
    =Ciesze sie z tych Pani slow, gdyz takie slowa z ust kobiety sa bardziej wiarygodne i podbudowuja mnie. Jestem zadowolona z tego, iz stosuje te diete, ktora sobie wybralam jako wzorcowa, daje wlasciwe rezultaty, ktore sa widoczne.
    W konkursach w ktorych biore udzial, startuje wiele innych kandydatek, dlatego staram sie jak najlepiej wypasc i jak najlepiej wygladac.
    Musze przyznac, ze stosowalam wiele innych diet, ale zadna z nich nie dawala takich efektow jak dieta optymalna. Na cale moje szczescie natrafilam na informacje o zywieniu dr. Kwasniewskiego. Dlaczego powiedzialam pani „na cale szczescie”? To tylko z tego powodu, ze nie musze robic glodowek i wyrzeczen jak w poprzednich dietach. Ta dieta, ktora zastosowalam po raz pierwszy w osrodku Arkadii Zdrowia, dieta optymalna spowodowala, iz mam duzo wiecej sil, jestem zdrowsza, moja cera poprawila sie tak, ze nie musze odwiedzac kosmetyczki, a przede wszystkim osiagnelam ladna sylwetke.
    -Z Pani slow wynika, ze stosujac zywienie optymalne dra Kwasniewskiego bedziemy zdrowi i szczupli?
    =Zywienie optymalne, to przede wszystkim systematycznosc, dokladnosc…
    Musze pani przyznac, ze jestem bardzo zadowolona ze swojego samopoczucia i wygladu, a tak naprawde bylam niesamowicie szczesliwa kiedy nakladano mi korone Vice Miss Wakacji. I moze to jest smieszne, ale kiedy patrzylam na konferansjera widzac w jego reku duzy zeszyt, to w tym momencie widzialam swoj, w ktorym skrupulatnie notowalam swoje posilki.
    -Czy oprocz diety dra Kwasniewskiego stosuje Pani jeszcze inne srodki? Prosze nam kobietom zdradzic rabek tajemnicy, co wplywa na tak swietne samopoczucie jak i wyglad?
    =Oprocz stosowanej diety optymalnej, dla wypracowania ladnej sylwetki chodze do silowni, a takze na aerobik u nas w Arkadii Zdrowia.”
    Żywienie Optymalne dla osób aktywnych fizycznie’s photo.

  121. Aniela St pisze:

    Niech każdy je co chce! Ja na DO 18-ty rok. nie choruję, waga należna się utrzymuje. Nigdy nie zmienię sposobu odżywiania.

  122. OPTY pisze:

    Witaj Anielo St!
    Przyłączam się do Twojego zdania , też 18 rok już leci i oby tak dalej- pozdrowionka.

  123. OPTY pisze:

    ŻADEN OPTYMALNY , KTÓRY PRZESTRZEGA ZASAD ŻYWIENIA OPTYMALNEGO NIE CHORUJE NA ŻADNĄ CHOROBĘ . TO SĄ LUDZIE SKUTECZNIE ULECZENI Z WSZELKICH CHORÓB CZYLI ZDROWI.
    Jeśli wśród takowych zdarzy się ,że ktoś odstąpi od tych zasad i na użytek własny( CZYLI NA WŁASNĄ ZGUBĘ) „modyfikuje” to żywienie, wtedy jest możliwe zapaść na wszelkie choroby w zależności od skłonności nadanych organizmowi przez dewiacje żywieniową nie zgodną ze „złotą proporcją” doktora Jana Kwaśniewskiego. Osoby takowe z formalnego punktu widzenia są jedynie optymalnymi z nazwy a nie w rzeczywistości.
    Każdy ma prawo wyboru, nawet złego i jeśli wiedząc to tak czyni, to ponosi odpowiedzialność osobistą za takie decyzje w postaci utraty zdrowia a i czasami życia, co się z przykrością przyznaję zdarza, ale nie za często w stosunku do przypadków śmiertelnych ludzi na innych tzw. normalnych dietach.
    W dłuższym przedziale czasowym wszyscy będziemy martwi, jak mawiał znany ekonomista, bez względu na stosowana dietę, jedni wcześniej drudzy później. Warto wiedzieć ,że cała masa ludzi kopie sobie przedwczesny grób przy pomocy noża i widelca.
    „” Jeżeli ludzie się zgodzą, żeby rząd kontrolował ich jedzenie i leczenie , to w krótkim czasie ich zdrowie będzie w tak opłakanym stanie, jak dusza niewolnika”- T. Jefferson
    Czy aby u nas w kraju nie jest tak , jak napisał-przestrzegał Jefferson?
    Optymalni uznali na własna odpowiedzialność wzięcie spraw własnego zdrowia we własne ręce bo to za poważna sprawa aby ją powierzyć tym , o których wspomina Jefferson oraz nie znającej przyczyn żadnej choroby współczesnej medycynie oficjalnej.
    Rzecz w tym ,że można wyleczyć każdą chorobę ale nie każdego człowieka.
    Silnym jest ten , kto potrafi przezwyciężyć swoje szkodliwe przyzwyczajenia.”- B. Franklin ,szczególnie te żywieniowe bo mają najistotniejszy wpływ na życie ludzkie. Myśmy swoje szkodliwe żywieniowe nawyki zmienili i nie żałujemy . Nikogo do niczego nie zmuszamy, jedynie proponujemy na podstawie własnych doświadczeń tą metodę wychodzenia z chorób i zdrowego życia.
    Zdrowie albo choroby – wybór należy do każdego z nas osobiście. Aby nabyć odpowiedniej wiedzy na ten temat polecam książki Doktora co i tak nie gwarantuje przekonania wielu. Jest w PDF -„Tłuste życie”, można poczytać za darmo. Zdrowia życzę, ale tylko dlatego się tak od wieków mówi ponieważ go od wieków brakuje.
    Myślenie życzeniowe zazwyczaj prowadzi donikąd.
    Pozdrawiam wszystkich spragnionych zdrowia.

    Taki wpis zapodałem na komentarzach pod artykułem http://www.fakt.pl/polska/marek-konopka-bylem-150-kilogramowym-slonikiem,artykuly,604998.html

  124. BoTer pisze:

    Ha ha, hi hi. Panie o nickach „Zofia”, „Krist” i „Lolita” to jedna i ta sama osoba. Każda z nich w pewnym momencie zaczyna reklamować jakiegoś doktora na „B”. Wszystkie produkcje „Zofii” (która nie umie się rozstać z własnym pisaniem) i jej kolejne wpisy w dwóch następnych wcieleniach łączy styl tego pisania i „argumentacja” (a raczej jej brak).
    Przeczytałam cały 3-letni wątek, bardzo ciekawy. Właściwie nie jestem „optymalna”, choć zgadzam się z założeniami opty. Gdy stosowałam to kiedyś (dość) ściśle, to schudłam prawie 10 kg w 2 miesiące i byłam pełna energii. Teraz stosuję szczątkowo – raczej z lenistwa i upodobań do pewnych (niezalecanych) produktów. Mea culpa. Ale popieram :) Pozdrawiam.

Dodaj komentarz