Choroby autoimmunologiczne

.

Dostałam mailem – Regina Ciereszko:

.

„Co oznacza słowo „choroba” chyba wie każdy, chociaż z doprecyzowaniem tego terminu jest już trochę trudniej. Wikipedia określa jako chorobę „każde odstępstwo od pełni zdrowia organizmu” – dodając przy tym, że: „zdefiniowanie stanu chorobowego jest tak samo trudne, jak sprecyzowanie stanu pełni zdrowia”[1]. Medycyna konwencjonalna, jeszcze większe problemy niż z definicją słowa „choroba”, ma z ustaleniem jej etiologii – czyli przyczyny. Świat medyczny podzielił się na olbrzymią ilość specjalności, a ilość chorób przewlekłych, nieuleczalnych wciąż się zwiększa; zwiększa się zachorowalność na już istniejące choroby i do tego przybywają nowe – nie występujące wcześniej. Nieznajomość przyczyn chorób nazwano w medycynie pochodzeniem „idiopatycznym” (co brzmi z pewnością bardziej profesjonalnie i nie zdradza niewiedzy w sztuce lekarskiej).

Co to są choroby autoimmunologiczne? Są to choroby z autoagresji, których cechą charakterystyczną jest niszczenie tkanek własnych narządów poprzez agresywne zachowanie systemu odpornościowego (zwanego immunologicznym)[2].

Co powoduje takie zachowanie się organizmu – głównie układu odpornościowego, który, notabene powinien nas bronić? W książce zatytułowanej „Choroby tarczycy”, wydanej przez wydawnictwo „Książka i Wiedza”, czytamy, iż :”…na chorobę autoimmunologiczną może zachorować każdy. Wiele z nich to choroby dziedziczne. W innych nie stwierdza się wprawdzie mechanizmu dziedziczenia, ale częste występowanie w rodzinie. Mówi się wówczas o genetycznej predyspozycji do danej choroby. Wiele danych – czytamy dalej – przemawia jednak także za ważną rolą stresu jako czynnika wywołującego choroby autoimmunologiczne”[3].

Medycyna oficjalna dużo nie ma do powiedzenia w tym temacie. Przyczyn tych chorób (jak i większości pozostałych) nie zna, przez co i wyleczyć z nich nie potrafi. Podaje, iż: „choroby autoimmunologiczne są grupą chorób, w patogenezie których układ immunologiczny organizmu niszczy własne komórki i tkanki. U podłoża chorób autoimmunologicznych leży proces nazywany autoimmunizacją… (czyli takie „masło maślane” – dopisek własny).

Praktycznie nic te słowa nie rozstrzygają. Spraw najistotniejszych w ogóle nie tykają. Brzmi to wprawdzie naukowo, ale dużo nie wnosi; nie kieruje ani na przyczynę, ani tym bardziej na wyleczenie choroby – a to właśnie chorego i lekarza najbardziej powinno interesować.

Które choroby zaliczamy do chorób z autoagresji?

Są to m.in. choroby układowe tkanki łącznej takie jak: toczeń rumieniowaty, układowe zapalenie naczyń, reumatoidalne i łuszczycowe zapalenie stawów. Również choroby ze strony układu pokarmowego, do których zaliczamy: wrzodziejące zapalenie jelita grubego i chorobę Leśniowskiego–Crohna.

Do chorób autoimmunologicznych zaliczają się również choroby tarczycy, takie jak: zapalenie tarczycy Hashimoto oraz choroba Gravesa-Basedowa. Z chorób neurologicznych: miastenia, stwardnienie rozsiane, ostre rozsiane zapalenie mózgu i rdzenia. Do chorób z autoagresji zaliczają się także takie choroby skóry jak: bielactwo nabyte, łuszczyca i łysienie plackowate.

Medycyna oficjalna podaje, iż choroby autoimmunologiczne są skutkiem złego funkcjonowania układu odpornościowego z niewiadomego powodu – z czego wynika, iż nie mamy wpływu na zachorowanie na chorobę z tej grupy, a jak już staniemy się jej „ofiarą”, to musimy pogodzić się z jej nieuleczalnością. „Wyrokiem” jest dożywotnia terapia farmakologiczna, łagodząca jedynie objawy choroby.

A co na temat chorób autoimmunologicznych pisze dr Kwaśniewski? Czy też uważa, że z niewiadomego powodu nasz układ odpornościowy „wariuje” i atakuje tkanki własnego organizmu? Z pewnością każdy, kto słyszał o dr Kwaśniewskim wie doskonale, że Doktor ten, jako jeden z nielicznych, zna przyczyny powstawania praktycznie wszystkich chorób. On – jako pierwszy –  te przyczyny rozpoznał, usystematyzował i opisał. I, co najważniejsze, podał sposób na życie w zdrowiu, a u osób już chorujących – metodę pozbycia się owych chorób – jeśli choroba nie poczyniła jeszcze zmian zbyt zaawansowanych, nieodwracalnych.

„Z potraw, które się zjada, powstają wszystkie choroby ludzkie” – pisał Herodot i dr Kwaśniewski nam też o tym przypomina. Przedstawia nam trzy modele żywienia występujące u ludzi – nazywając je obrazowo: „pastwisko”, „stół” i „koryto”[4]. Właśnie tzw. pastwisko jest modelem żywienia wegetariańskiego oraz osób biednych lub przekonanych o zdrowotności jedzenia w przewadze jarskiego – czyli osób spożywających zbyt mało (i na ogół niskiej jakości biologicznej) białka – a zbyt dużej ilości węglowodanów. Tłuszczów w tym modelu żywienia zjada się bardzo mało i to głównie tych pochodzenia roślinnego – czyli najgorszych.

Reasumując – żywienie „pastwiskowe” jest więc sposobem odżywiania, w którym zjada się głównie produkty pochodzenia roślinnego, w których to jakość spożywanych białek i tłuszczów jest bardzo niska, a ilość zjadanych węglowodanów jest bardzo wysoka.

W takim rodzaju odżywiania zawsze organizm ma za mało witamin i minerałów. Aby je oszczędzać nie spala węglowodanów, tylko przetwarza je na tłuszcze i cholesterol[5]. Ten cykl zwiększa zapotrzebowanie kaloryczne organizmu i osoby te na ogół jedzą więcej – przez co często są otyłe i chorują właśnie na choroby z autoagresji. Tkanki organizmu nie są prawidłowo odżywione, przez co ulegają degradacji. Takie zmienione tkanki układ odpornościowy rejestruje jako intruzów i zwalcza je. Dopiero gdy żywieniem optymalnym organizm się zregeneruje, układ odpornościowy zaprzestaje niszczycielskiego działania i organizm wraca do zdrowia.

Widzimy więc, że dr Kwaśniewski dokładnie zna i opisuje mechanizm powstawania chorób autoimmunologicznych..

Jako przykład osoby, która zachorowała na chorobę z autoagresji, mogę podać siebie. Ja przez kilkanaście lat odżywiałam się bardzo chudo; „dbałam” o zdrowie, stosowałam się do zaleceń lekarskich i dietetycznych. Jadłam zgodnie z tzw. piramidą zdrowia. Wykluczyłam praktycznie całkowicie ze swojego menu tłuszcze zwierzęce: masło zastąpiłam margaryną a smalec olejem roślinnym. Zamiast chleba białego zaczęłam jeść chleb ciemny pełnoziarnisty; mięso wieprzowe zastąpiłam chudym mięsem z kurczaka i/lub indyka. Jadłam przy tym sporo warzyw i owoców. Na efekty nie musiałam długo czekać. Neurastenia i arytmia serca nasilały się u mnie z roku na rok. Do tego jeszcze dołączyła choroba Hashimoto. Wykryto ją u mnie w szpitalu przy ataku częstoskurczu. Wynik laboratoryjny na przeciwciała tarczycy, potwierdziły dodatkowo późniejsze badania USG tarczycy (tarczyca w nich była zmniejszona i niejednorodna). Początkowo poziom hormonów tarczycy endokrynolog wyregulowała mi lekami. Potem, wraz z postępem choroby i niszczeniem tarczycy, poziom hormonów tarczycy zaczął u mnie wolno spadać. Doktor poinformowała mnie, że sztuczne hormony (euthyrox) będę już musiała przyjmować do końca życia. Prawie w tym samym czasie dowiedziałam się (z Internetu) o diecie optymalnej dr Kwaśniewskiego. Podświadomość mówiła mi, że to mi pomoże, a świadomość wiedziała dokładnie, że jeśli ten sposób jedzenia mi nie pomoże, to już nic, gdyż do tej pory diety stosowałam różne, leki i suplementy diety też oraz szerokie spektrum technik z psychoterapii: relaksacje, medytacje, afirmacje, yogę – bez powodzenia.

Na temat choroby Hashimoto nie znalazłam wzmianki w książkach dr Kwaśniewskiego, ale sugerowałam się wynikami wyleczeń z innych chorób o podłożu autoimmunologicznym i ustąpieniem innych schorzeń tarczycy – opisanych przez Doktora. Stosowałam się do ogólnych zaleceń Żywienia Optymalnego.

Pokrótce przypomnę je: „generalną zasadą Żywienia Optymalnego jest zachowanie właściwych proporcji między składnikami odżywczymi. Jako ogólną zasadę można przyjąć:  1 : 2,5-3,5 : 0,5. Oznacza to, że na 1 gram spożytego białka powinno przypadać w diecie 2,5 do 3,5 grama tłuszczu i 0,5 grama węglowodanów. Taka proporcja przy założeniu, że białka i tłuszcze są głównie pochodzenia zwierzęcego zapewnia prawidłową pracę organizmu w początkowym okresie Żywienia Optymalnego. Po przystosowaniu się organizmu do nowej diety zapotrzebowanie na białko zmniejsza się. Zmniejsza się również, gdy spożywa się białko o najwyższej wartości biologicznej. Wówczas proporcja między białkiem i węglowodanami jak 1 : 0,5 nie obowiązuje. Może być 1 : 1 lub nawet 1 : 1,5.

Od tej zasady mogą być pewne odchylenia zależnie od właściwości psychofizycznych człowieka, warunków środowiskowych i chorób, na jakie człowiek cierpi[6]”.

Początkowo jadłam dania (obliczone) z gotowych jadłospisów podanych w książkach dr Kwaśniewskiego. Jadłam na śniadanie codziennie 4 żółtka z jednym białkiem w formie jajecznicy (raczej żółtkownicy) na boczku lub omleta na maśle posmarowanego łyżeczką dżemu. Na obiad zjadałam ziemniaki  (100 – 150 g) z tłuszczem spod pieczeni lub masłem i 100g warzyw. Do tego mięso (mielone lub karkówkę, albo boczek czy żeberka itp.) około 150 g. Na kolację jadłam na ogół jakiś deser optymalny (najczęściej sernik według przepisu dr Kwaśniewskiego, lub lody optymalne). Niekiedy chleb biszkoptowy z masłem i jakąś – najlepiej podrobową – wędliną (pasztetowa, salceson biały czy ciemny ozorowy). Starałam się aby dzienne spożycie białka wynosiło u mnie 60g, tłuszczu 150g a węglowodanów 50g. Mam 162 cm wzrostu, więc zapotrzebowanie obliczałam do wagi należnej 62 kg.

Po niecałych trzech miesiącach nauczyłam się samodzielnego obliczania ilości białka, tłuszczu i węglowodanów w nowo przyrządzanych potrawach – w Arkadii Aura w Jastrzębiej Górze. Tam też skorzystałam z serii prądów PS na centralny układ nerwowy, jak również na krążenie obwodowe (kończyny). Mój stan zdrowia uległ znacznej poprawie, waga również (schudłam 8 kilogramów). W tym czasie zmniejszyłam ilość spożywanego białka do 50 g utrzymując dotychczasowy poziom zjadanych tłuszczów i węglowodanów. Po upływie ok. pół roku stosowania diety optymalnej, wyniki USG były już w normie: tarczyca prawidłowej wielkości i jednorodna. Pani dr endokrynolog, po obejrzeniu tychże wyników, stwierdziła kategorycznie, iż któreś z nich muszą być błędnie wykonane, gdyż ta choroba cofać się nie może…Od tego czasu minęło 5 lat, a wyniki i samopoczucie są u mnie stale dobre. Tak, że jest to jeszcze jeden dowód na to, iż dieta optymalna czyni „cuda”.

Bibliografia:

M. Sara, Choroby tarczycy, Wydawnictwo Książka i Wiedza, Warszawa 2005

J. Kwaśniewski, Żywienie Optymalne, Warszawa 1999

J. Kwaśniewski, T. Kwaśniewski, Tłuste życie, Warszawa 1997

http://pl.wikipedia.org/wiki/Choroba

http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=80

========

[1] http://pl.wikipedia.org/wiki/Choroba

[3] M. Sara, Choroby tarczycy, Wydawnictwo Książka i Wiedza, Warszawa 2005, s. 62.

[4] J. Kwaśniewski, T. Kwaśniewski, Tłuste życie, Warszawa 1997, s. 146.

[5] J. Kwaśniewski, Żywienie Optymalne, Warszawa 1999, s.94.

[6] http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=80 .

.

Polecam:

– O wartości biologicznej pokarmu – http://www.stachurska.eu/?p=17871

– Nabijanie w geny – http://www.stachurska.eu/?p=7719

– Mity wspólczesnej dietetyki – http://www.stachurska.eu/?p=2925

– Dr Jan Kwaśniewski – ksiązki – http://optymalni.org.pl/sklep/?p=productsList&iCategory=4 .

.


 


 


 

53 Responses to Choroby autoimmunologiczne

  1. http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=4945.from1377800181#new :

    Rudzik 2013-08-29, 10:55:10 pisze:

    „dziękuję pani Tereso za linka, to jeszcze bardziej motywuje mnie do DO, mimo kąsania i straszenia innych osób. Fakt że nie jest łatwo na początku, ale co tam, początek zawsze kiedyś ma swój koniec:).
    I ja za jakiś czas sprawdzę swoją hashimotową tarczycę i napiszę w jakim tempie następują zmiany.
    Reniu jesteś wielka,opisując to dokładnie i co ważniejsze tak jasno !!!!!”

  2. Llista pro­duk­tów, po zje­dze­niu któ­rych ro­śnie ape­tyt:

    – jogurty smakowe
    – płatki śniadaniowe
    – parówki (?!; w hotdogu poza parówką jest jeszcze… bułka i to ją przede wszystkim w kontekście wzrostu apetytu warto było zauważyć – dopisek TS)
    – makaron
    – mąka
    – cukier
    – sztuczne słodziki

    Źródło – http://kobieta.onet.pl/zdrowie/zycie-i-zdrowie/produkty-po-ktorych-wzmaga-sie-glod/vv0pn .

  3. Kangur pisze:

    Witam Cię Edyto, to teraz tu się przeniosłaś, Starego Kangura na tarczyce nie nabierzesz, gigatrolu.

  4. Renia pisze:

    Edyta siedzi wiernie na forum DD. Kangur, według Ciebie to są same trolle i na Forum dr Kwaśniewskiego i Dobrej Diety. Masz jakąś obsesję.
    Ja jestem zwyczajną osobą, która się nie ukrywa, ani pod nikogo nie podszywa.

  5. Kangur pisze:

    Starego Kangura, na niki nie nabierzesz Edyto, na forum dr. Kwaśniewskiego też wymalowałaś całą księgę cudów i piszesz tam pod kilkoma nikami, prawdziwy giga troll.

  6. Panie Kangur,

    szkoda że nie rozumie Pan „po polsku”… Renia jest osobą znaną w kręgu optymalnych i nie tylko. Wypowiada się również w kwestiach socjologicznych, co nie jest trudno sprawdzić.

    Po raz nie wiadomo który się potwierdza „że kto się jak przezywa sam się tak nazywa”, freudowski syndrom czy co 😉

  7. Kangur pisze:

    Edyta utworzyła swojego nowego klona, Amelia chcesz potrolować Czekamy od czego zaczniesz, Kangur za cwany żeby dał się nabrać. A to sa twoje wpisy, giga trolu, na forum Kwasniewskiego i dziesiątki ników na tym forum:
    http://forum.dr-kwasniews…g98485#msg98485
    http://forum.dr-kwasniews…g48753#msg48753

  8. Renia pisze:

    Kangurze, daj sobie spokój. Po co te szopki? Za podobne insynuacje (i do tego chamstwo) zostałeś wyrzucony z forum dr Kwaśniewskiego i z forum Dobrej Diety. Uszanuj chociaż ten blog bo też wylecisz. Albo Twój wiek Ci miesza w głowie, albo przewlekła grzybica, albo złe proporcje GSO, albo klimat w Australii Ci nie służy… 😕 Mnie można sprawdzić na portalach społecznościowych chociażby… Nie mam powodów do podszywania się pod inne osoby. Po co mi by to było?

  9. OPTY pisze:

    Zgodnie z sugestią Tereski wklejam coś, co sam nie wiem jak nazwać , zresztą poczytajcie . Komentarze jak najbardziej wskazane. Gościu przed przejściem na weganizm zaaplikował sobie 23 dniowa głodówkę , tak przynajmniej poinformował forumowiczów .
    ——————————————————————–

    Ateista Aktywista Wysłane: 9 września 2013 23:52:27

    Ranga: Początkujący
    Grupy: apostaci , Uzytkownik zarejestrowany

    Przyłączony: 03-01-2010
    Posty: 281
    Punkty: 260
    Wybacz, Nobody tę przydługą przerwę, postanowiłem nie odpowiadać dopóki nie przetłumaczę rzeczonej strony. Jak zwykle, mądrze i ciekawie piszesz. Gdybym nie przeszedł na „drugą stronę”, pewnie starałbym się spróbować haburo, głównie aby przekonać się w praktyce o wpływie pożywienia na strukturę (smak, zapach, konsystencję) ciała – w tym przypadku świni. Prawdopodobnie tego akurat już się nie dowiem, za to opierając się na tym przykładzie możemy wyobrazić sobie jak dieta roślinna wpływa na ciało weganina. Jak mogło się zmienić mięso, z którego ja się składam…
    Nie mam żadnych powodów, żeby upiększać wpływ diety roślinnej, powiem po prostu, że ciało i umysł dopiero wtedy są SWOJE. WŁASNE I PIĘKNE – bez nadmiaru wody w skórze i „bonusów” na, bez obcego zwierza w środku nas. Ciało i kondycja są takie jak trza. Gęba szlachetniejsza, bo nieopuchnięta. Umysł nie jest zajęty detoksykacją żadnych badziewi, więc myśli trzeźwo i rzeźwo.
    Cóż tu dużo gadać, popatrz Nobody na mnie przed głodówką i teraz (nadmieniam, że odzyskałem dwa z czterech straconych podczas niej centymetrów wzrostu). Przypuszczam, że nawet bez głodówki, stosując tylko dietę obecną doszedłbym do takiego stanu. Zerknij, no skarbie na me muskuły…

    http://www.youtube.com/watch?v=zBsP8ch_-Tg

    Przypominam, że te „kocie ruchy” są osiągalne dla każdego… Wystarczy nie jeść mięsa i nie pić alkoholu. Potem wszystko się samo poukłada.
    Poniżej moje tłumaczenie „napisane dla szczęścia ludzkości”… (http://www.youtube.com/watch?v=ZyfFIFiYui4)
    Nie kopiowałem odnośników (jest ich około 20 w artykule).

    http://michaelbluejay.com/veg/natural.html

    LUDZIE TO NATURALNI ROŚLINOŻERCY
    (w oparciu o najlepszy dowód: nasze ciała)

    Z uczciwego rozpatrzenia faktów wynika, że ludzie są przystosowani do jedzenia przede wszystkim albo wyłącznie roślin, najlepszym na to dowodem są nasze ciała. Jesteśmy najbardziej podobni do innych roślinożerców i zupełnie odmienni od mięsożerców i właściwych wszystkożerców. Ci, którzy upierają się, że ludzie są wszystkożercami, przede wszystkim ze względu na posiadanie kłów, powinni przyjrzeć się uważnie faktom przedstawionym poniżej.
    Pierwszy raz napisałem ten artykuł wiele lat temu, ale od tego czasu dr med. Milton Mills opublikował znakomitą pracę ze strukturą żywienia, zatem przejdźmy od razu do mojego podsumowania w tabeli wyników jego pracy.

    Tabela: Ludzie są biologicznymi roślinożercami.

    MIĘŚNIE TWARZY

    Mięsożercy – zredukowane, zezwalające na szerokie rozwarcie jamy ustnej
    Wszystkożercy – zredukowane
    Roślinożercy – dobrze rozwinięte
    Ludzie – dobrze rozwinięte

    KĄT ŻUCHWY

    Mięsożercy – niewielki
    Wszystkożercy – niewielki
    Roślinożercy – zwiększony
    Ludzie – zwiększony

    UMIEJSCOWIENIE STAWU SKRONIOWO – ŻUCHWOWEGO

    Mięsożercy – na tej samej płaszczyźnie co zęby trzonowe
    Wszystkożercy – na tej samej płaszczyźnie co zęby trzonowe
    Roślinożercy – powyżej płaszczyzny zębów trzonowych
    Ludzie – powyżej płaszczyzny zębów trzonowych

    RUCHY SZCZĘKI

    Mięsożercy – ścinające; minimalne ruchy na boki
    Wszystkożercy – ścinające; minimalne ruchy na boki
    Roślinożercy – bez ścinania; dobre ruchy boczne i przednio – tylne
    Ludzie – bez ścinania; dobre ruchy boczne i przednio – tylne

    GŁÓWNE MIĘŚNIE SZCZĘKI

    Mięsożercy – mięsień skroniowy
    Wszystkożercy – mięsień skroniowy
    Roślinożercy – mięsień żwacz, mięśnie skrzydłowe
    Ludzie – mięsień żwacz, mięśnie skrzydłowe

    ROZWARCIE JAMY USTNEJ WZGLĘDEM ROZMIARU GŁOWY

    Mięsożercy – duże
    Wszystkożercy – duże
    Roślinożercy – małe
    Ludzie – małe

    ZĘBY – SIEKACZE

    Mięsożercy – krótkie i szpiczaste
    Wszystkożercy – krótkie i szpiczaste
    Roślinożercy – szerokie, spłaszczone i łopatkowate
    Ludzie – szerokie, spłaszczone i łopatkowate

    ZĘBY – KŁY

    Mięsożercy – długie, ostre, zakrzywione
    Wszystkożercy – długie, ostre, zakrzywione
    Roślinożercy – stępione, krótkie lub długie (do obrony) lub brak
    Ludzie – krótkie, zaokrąglone

    ZĘBY – TRZONOWCE

    Mięsożercy – ostre, poszarpane, brzeszczotowate
    Wszystkożercy – ostre brzeszczotowate i (lub) spłaszczone
    Roślinożercy – spłaszczone z guzkami lub o złożonej powierzchni
    Ludzie – spłaszczone z guzkami

    ŻUCIE

    Mięsożercy – brak; połykanie porcji w całości
    Wszystkożercy – połykanie w całości i (lub) proste rozdrabnianie
    Roślinożercy – dokładne żucie jest konieczne
    Ludzie – dokładne żucie jest konieczne

    ŚLINA

    Mięsożercy – brak enzymów trawiennych
    Wszystkożercy – brak enzymów trawiennych
    Roślinożercy – enzymy trawiące węglowodany
    Ludzie – enzymy trawiące

    RODZAJ ŻOŁĄDKA

    Mięsożercy – prosty
    Wszystkożercy – prosty
    Roślinożercy – prosty lub wielokomorowy
    Ludzie – prosty

    KWASOWOŚĆ ŻOŁĄDKA Z POŻYWIENIEM

    Mięsożercy – pH 1 lub mniej
    Wszystkożercy – pH 1 lub mniej
    Roślinożercy – pH 4 – 5
    Ludzie – pH 4 – 5

    DŁUGOŚĆ JELITA CIENKIEGO

    Mięsożercy – 3 – 6 długości tułowia
    Wszystkożercy – 4 – 6 długości tułowia
    Roślinożercy – 10 – 12 lub więcej długości tułowia
    Ludzie – 10 – 11 długości tułowia

    OKRĘŻNICA

    Mięsożercy – prosta, krótka, gładka
    Wszystkożercy – prosta, krótka, gładka
    Roślinożercy – długa, skomplikowana, może być woreczkowata
    Ludzie – długa, woreczkowata

    WĄTROBA

    Mięsożercy – potrafi detoksyfikować witaminę A
    Wszystkożercy – potrafi detoksyfikować witaminę A
    Roślinożercy – nie potrafi detoksyfikować witaminy A
    Ludzie – nie potrafi detoksyfikować witaminy A

    NERKI

    Mięsożercy – wysoce skoncetrowany mocz
    Wszystkożercy – wysoce skoncetrowany mocz
    Roślinożercy – średnio skoncentrowany mocz
    Ludzie – średnio skoncentrowany mocz

    NARZĄDY PALCOWE

    Mięsożercy – ostre pazury
    Wszystkożercy – ostre pazury
    Roślinożercy – spłaszczone pazury, tępe kopyta
    Ludzie – płaskie paznokcie

    Koniec tabeli.

    Więcej szczegółów w artykule Millsa:
    http://www.scribd.com/doc/94656/The-Comparative-Anatomy-of-Eating
    http://www.youtube.com/watch?v=rFROlwe-m3Y Are humans designed to eat meat? (przyp. AA)

    Poniżej wiadomości z różnych źródeł.

    STRESZCZENIE TEGO ARTYKUŁU

    1. Fakty anatomiczne wskazują, że jesteśmy przystosowani do jedzenia głównie albo wręcz wyłącznie roślin. Jedynym sposobem aby dojść do innych wniosków jest ignorancja tych oczywistości. (Krytykom tego artykułu pozostaje, oprócz ignorowania powyższego, wnioskowanie na podstawie wątpliwych i wybiórczych argumentów, jak np. dyskusyjna dieta prehistoryczna.)

    2. Większość roślinożerców spożywa niewielkie ilości jedzenia nieroślinnego (świadomie lub nie). Mała nieroślinna konsumpcja u roślinożerców nie oznacza, że są oni wszystkożercami w rozumieniu klasycznym i z całą pewnością nie usprawiedliwia poglądu, że ludzie są dostosowani do bardzo zróżnicowanej diety roślinno-mięsnej.

    3. „Wszystkożerność” nie oznacza 50% roślin i 50% zwierząt. Wielu moich krytyków określa szympansy jako wszystkożerców, tylko że 95 – 99% ich pożywienia to rośliny, pozostała część to nawet nie mięso, to w głównie termity (patrz poniżej). Jeżeli ludzie są wszystkożercami, to fakty anatomiczne wskazują, że jesteśmy tego samego rodzaju: odżywiającymi się niemal wyłącznie roślinami.

    4. Zwierzęta najbardziej do nas podobne – inne naczelne – stosują niemal wyłącznie dietę wegańską.

    5. Nazywanie nas wszystkożercami dlatego, że jesteśmy zdolni jeść mięso jest po prostu niemądre. Jesteśmy zdolni jeść także tekturę. Idąc tym tropem, koty również są wszystkożercami, gdyż niemal każda karma dla kotów zawiera produkty roślinne (wystarczy zerknąć na etykietę). Nikt nie zaliczy kotów do wszystkożerców na podstawie tego, co zdolne są zjeść. Jednak w odniesieniu do ludzi ten argument jest wykorzystywany ochoczo.

    6. Kły, zwane w języku angielskim „wilczymi zębami /zębami drapieżców”, są drapieżne jedynie z nazwy. Inni roślinożercy, jak goryle, konie hipopotamy, mają także kły, a szympansy, które są niemal wyłącznymi roślinożercami mają potężne kły w porównaniu z naszymi (patrz zdjęcie poniżej).

    7. Nasi wcześni przodkowie sprzed conajmiej miliona lat byli niemal wyłącznie wegetarianinami.

    8. Wśród zwierząt roślinożercy mają największą długość życia a ludzie z pewnością należą do tej kategorii (i należeli również w czasach sprzed rozwoju medycyny).

    9. Śpimy mniej więcej tyle samo co inni roślinożercy, a mniej niż mięsożercy czy prawdziwi wszystkożercy.

    10. Najczęstszym powodem śmiertelnych udławień jest jedzenie mięsa. Prawdziwi mięsożercy i wszystkożercy nie mają tego problemu.

    11. Teza mówiąca, że przejście na jedzenie mięsa miało duży wpływ na rozwój mózgu naszych wczesnych przodków nie jest lepiej udowodniona od innych (jak np. od tezy, że gotowane pożywienie miało wpływ) i z pewnością nie wyjaśnia tego, co mówi anatomia porównawcza.

    UCZCIWE SPOJRZENIE NA FAKTY

    Czytelnik, który jada mięso, już teraz pewnie ma wiele obiekcji, zanim jeszcze przeczytał resztę tego artykułu. Odniosę się do nich szczegółowo za chwilę, tymczasem – ogólnie: ludzką naturą jest chęć poczucia, że to, co robimy jest słuszne, właściwe, odpowiednie i logiczne. Kiedy staniemy w obliczu czegoś sugerującego, że nasze głębokie przekonania mogą być całkiem błędne, czujemy się nieswojo. Możemy uczciwie przemyśleć nowy argument mimo dyskomfortu i uznać swój błąd, lub też odrzucić przesłankę bez rzetelnego rozważenia i uniknąć niewygody szukając w umyśle jakichkolwiek możliwych argumentów by zaprzeczyć i tym samym usprawiedliwić obecne przekonania. Tego typu praktyki są tak powszechne, że psychologowie nadali temu nazwę: dysonans poznawczy.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Dysonans_poznawczy
    Podczas gdy wolimy wierzyć, że nasze działania są uzasadnione, znaczna liczba badań psychologicznych wskazuje na coś przeciwnego: często lub zwykle nasze czyny nie są oparte na naszych argumentach. Raczej pierwsza jest czynność, dopiero potem następuje argument aby ją uzasadnić. Jeśli bylibyśmy naprawdę logiczni, najpierw opieralibyśmy się na oczywistych faktach, dopiero potem decydowali o najlepszym posunięciu. Jednak często dzieje się odwrotnie, bo zbyt trudno nam zaakceptować, że możemy się mylić.
    Jest to szczególnie prawdziwe jeśli chodzi o wegetarianizm. Można się o tym łatwo przekonać, bo antywegetariańskie argumenty są zazwyczaj bardzo skrajne w porównaniu z językami innych dyskursów. Osoba, która nigdy normalnie nie wskazywałaby na coś tak niezwykłego jak pomysł, że rośliny też myślą i czują ból, nagle potrafi wyskoczyć z takim argumentem żeby usprawiedliwić swoje jedzenie mięsa. To psychologia dla Ciebie.
    Byłem w tej samej sytuacji, w której większość czytelników prawdopodobnie jest teraz. Dawno temu moje zwyczaje żywieniowe zostały podważone przez książkę, na którą natrafiłem w bibliotece. Nie chciałem zbytnio rozpatrywać jej gdyż wolałem pozostać przy jedzeniu mięsa. Dorastałem jedząc mięso i poza tym je lubiałem. Więc wymyśliłem różne słabe argumenty na swoje usprawiedliwienie, jednak w głębi duszy wiedziałem, że oszukuję sam siebie i uprawiam intelektualne tchórzostwo. Ostatecznie doszedłem do wniosku, że powinieniem uczciwie podejść do sprawy.
    Zatem wzywam i Ciebie: przestań kombinować, że na pewno się mylę i że szkoda czasu na dalszą lekturę. Zamiast tego przeczytaj i przemyśl zamiast odruchowo, z góry odrzucić. Możesz oczywiście wciąż nie zgadzać się po rozpatrzeniu wszystkich faktów – ale nie wcześniej (większość moich krytyków pomija ten punkt prezentując argumenty, które odparłem w tym artykule, a których oni nie mieli czasu przeczytać).
    Wielu czytelników uzna, że należy mnie rozgromić, przynajmniej w ich mniemaniu, zatem zgoda, niech podają argumenty lepsze ilościowo i jakościowo. Jeden argument o niczym nie przesądza, jak większość zdaje się myśleć. Dowody stojące za dietą roślinną są wyraźne, zrozumiałe, proste, przekonywujące i przytłaczające. Są oczywiście pewne dowody na korzyść drugiej strony, jednak nieporównywalnie słabsze. Chociaż to powinno być oczywiste, nadmieniam o tym, bo moi przeciwnicy wydają się wychodzić z założenia, że wszystkie dowody, które prezentuję, nagle z miejsca wyparują kiedy oni podadzą samotny argument. Jak gdyby cała zabawa polegała na postawieniu swojej jednej kropki przy jednoczesnym zignorowaniu wielu punktów oponenta.

    NAJPOWSZECHNIEJSZE ARGUMENTY PRZECIW

    1. „Ludzie mają kły. Koniec dyskusji.”

    Prawda jest taka, że kły nie są domeną wyłącznie drapieżników. W języku angielskim dosłowna nazwa oznacza „wilcze zęby”, co jednak jest niczym więcej jak tylko nazwą. Ludzkie zęby nie są tak długie i ostre jak u drapieżników. W rzeczy samej, inne roślinożerne zwierzęta, jak goryle, konie czy hipopotamy również posiadają kły, które jednak bardziej służą do obrony niż jedzenia. Spójrz na zdjęcie szympansa obok, który odżywia się w ok. 99% roślinami (pozostały % to termity): całkiem imponujące kły jak na wegetarianina. A pamiętajmy, że spośród wszystkich zwierząt najbardziej podobni jesteśmy do szympansów.
    Dr John A. McDougall dobrze to ujął:
    „Nasze uzębienie rozwijało się w kierunku obróbki skrobi, owoców i warzyw a nie w kierunku rozrywania i żucia tkanki mięsnej. Naszych kłów nie ma co w ogóle porównywać do ostrych kłów prawdziwych mięsożerców. (…) Nasze zęby są krótkie, nieostre, spłaszczone lub co najwyżej lekko zaokrąglone na końcu. Wcale nie funkcjonują jak u mięsożerców. Czy ktoś z ludzi używa ich tak jak drapieżnik do szarpania mięsa? A może do żucia chabaniny? Wątpię. Dolna szczęka mięsożerców ma bardzo ograniczone ruchy boczne, jest przystosowana do otwierania i zamykania, co dodaje siły i stabilności śmiercionośnemu ugryzieniu. Nasze szczęki, tak jak u innych roślinożerców, potrafią poruszać się do przodu, do tyłu i na boki (tak samo otwarte jak i zamknięte) aby odgryzać a potem rozdrabniać materię roślinną trzonowcami.”
    Uwielbiam argument dotyczący kłów, bo ci, którzy go używają myślą, że jest taki znaczący, że od razu wygrywa całą dyskusję – jednym prostym cięciem. Jednak kiedy zrozumieją, że są w błędzie, nagle okazuje się, że „ten argument nie był wcale aż tak ważny” i raźno przechodzą do następnej pomyłki, jak gdyby nigdy nic. Jakby tamta w ogóle nie miała miejsca. To obnaża ich nastawienie: tak naprawdę nie są wcale zainteresowani zgłębianiem faktów, a jedynie tym, żeby racja była po ich stronie. Ale naprawdę, jeżeli ktoś traktował argument kłów jako najważniejszy, rozstrzygający na tak albo nie, to obalenie go powinno dać tej osobie do myślenia. Czy tak się dzieje? A skąd! Jeśli szukalibyśmy kiedyś przykładów ludzkiego uprzedzenia – to jest właśnie jeden z lepszych.

    2. „Ludzie od zawsze jedli mięso.”

    Nie, nie jedliśmy i zaraz to udowodnię. Bardziej istotne jest to, że nasi przodkowie, tak jak ludzie współcześni, potrafili po prostu działać poza granicami instynktu i żywić się wbrew swej anatomii. Powinniśmy przyjrzeć się naszemu systemowi trawiennemu w celu uzyskania najlepszej odpowiedzi odnośnie naszego przystosowania żywieniowego, a nie bazować na tym co niektórzy jedzą. W przeciwnym razie, za tysiące lat antropologowie będą mogli wnioskować, że żywność z McDonald’s jest naturalna, bo mnóstwo ludzi z XXI wieku ją stosowało.
    Poza tym, nasi przodkowie jedzący mięso mogli jeść je sporadycznie, tak jak współczesne szympansy.

    3. „Jesteśmy zdolni jeść mięso, zatem jesteśmy wszystkożercami. Sprawa zamknięta.”

    Dobrze, zgoda, zatem koty również są wszystkożercami („Sprawa zamknięta”). Komercyjne (handlowe) jedzenie dla kotów, suche czy nie, zawiera takie rzeczy jak ryż, kukurydza, pszenica. Niektórzy żywią koty dietą czysto wegańską, zupełnie bez mięsa.
    Jednak oczywiście koty są ścisłymi mięsożercami. Nie nazwiemy ich wszystkożercami tylko dlatego, że będą jeść rzeczy sprzeczne z zamierzeniami natury. To byłoby niemądre. Nikt tego argumentu nie użyje w przypadku kotów. Jednak przez wielu jest on ochoczo stosowany w odniesieniu do ludzi. Jednak nie potrafią oni rozumować w obie strony: albo nie przyjmujemy, że człowiek jest wszystkożercą tylko dlatego, że potrafi jeść mięso, albo stosujemy jedną miarę do wszystkich zwierząt i uznajemy, że koty są wszystkożerne. Jedno albo drugie.

    4. „Ludzie są wszystkożercami.”

    Wszystkożerność nie oznacza 50% roślin i 50% zwierząt. Wielu uważa szympansów za wszystkożerców, lecz 95 – 99% ich diety to rośliny, reszta to nawet nie mięso, to termity. Jeśli jesteśmy wszystkożercami, to tego samego rodzaju co szympansy: przystosowani do jedzenia niemal wyłącznie roślin. Jeżeli za wszystkożercę uznać zwierzę, które jest zdolne do jedzenia i roślin i mięsa tudzież nieraz to stosuje, wówczas oczywiście, jesteśmy wszystkożercami. Tylko wtedy również trzebaby zaliczyć do nich wspomniane już koty.
    Właściwy wszystkożerca będzie miał ciało przystosowane do jedzenia zarówno roślin jak i zwierząt. Za wyjątkiem ludzi możemy przyjrzeć się jego naturalnemu zachowaniu i jasno określić przystosowanie żywieniowe. Ludzie z kolei już od dawna nie kierują się instynktem, więc jedyne co nam pozostało, to przyjrzeć się naszej anatomii i układowi trawiennemu. Bo tylko takie świadectwo jest prawdziwe.

    5. „Nie jesteś wiarygodnym źródłem.”

    Nie musisz wierzyć mi, możesz przyjrzeć się temu dowodowi, o którym mówię. Moi oponenci sugerują, że uważam swój artykuł za oryginalne badanie naukowe, podczas gdy ja tylko relacjonuję to co nauka mówi cytując z wielu wiarygodnych źródeł.
    Zabawne, moi krytycy uważają, że nie mam prawa się wypowiadać nie posiadając listów uwierzytelniających, ale jakoś oni nie wymagają od siebie referencji aby przedstawiać swoje stanowisko. I tak np. gdy na forum internetowym toczy się dyskusja na temat tego czy jedzenie mięsa jest naturalne, ktoś poda argument kłów, ktoś inny powoła się na mój artykuł, w którym go omówiłem, wówczas zazwyczaj pada stanowcze: „Ten autor nie jest wiarygodnym źródłem! On nie posiada stosownego wykształcenia!” (tak jakby krytycy mieli doktoraty z biologii). Fakt, że nie mam stosownych referencji widocznie oznacza, że goryle, konie i hipopotamy nie posiadają wielkich kłów. Krytycy nie poczuwają się do dokształcenia siebie, jednak ten, który ośmieli się im zaoponować najlepiej powinien posiadać wysokie stopnie naukowe z różnych dziedzin oraz dożywotnią posadę w prestiżowym uniwersytecie.
    Niemniej cytowani przeze mnie są naukowcami, zatem nie widzę problemu odnieść się wprost do ich prac. Czy może oni też są idiotami tak jak sądzą o mnie niektórzy korespondenci?

    6. „Witamina B12. Koniec dyskusji.”

    Nie żartuję, dodając „koniec dyskusji”, gdyż ludzie często ten argument tak właśnie przedstawiają. Widocznie i w tym przypadku wychodzą z założenia, że jednym argumentem unieważnią wszystkie przeciwne. Niesamowite.
    Brzmi on, że skoro B12 nie występuje w roślinach i współcześni weganie muszą ją suplementować, to dieta wegańska nie może być naturalna. Oto błędy tego argumentu:
    1. B12 nie jest wytwarzana przez zwierzęta tylko przez bakterie. Znajdowana jest pożywieniu mięsnym, bo zwierzęta stanowią siedlisko dla ich bakteryjnej aktywności. Znajdowana jest również w odchodach większości zwierząt. W dawnych czasach znacznie łatwiej było weganom uzyskać B12 bo ich środowisko było odpowiednio brudne. Rośliny wyciągane z ziemi i nie myte dokładnie zawierały zanieczyszczenia bakteryjne, a zatem i B12.
    2. B12 znajduje się również w nieoczyszczonych jeziorach.
    3. Należy pamiętać, że zaklasyfikowanie jako „roślinożercy” nie oznacza jedzenia wyłącznie roślin. Zwierzęta roślinożerne spożywają również niewielkie ilości innego pochodzenia. Dla przykładu nieroślinna część diety szympansów (1 – 5%) składa się głównie z termitów, które stanowią źródło B12.
    4. Zatem materia odchodów zanieczyszczająca środowisko może dostarczyć B12. Zresztą, szczerze mówiąc, wiele roślinożernych zwierząt zjada swoje odchody. Prehistoryczni ludzie mogli czynić to samo (ludzkie odchody zawierają dużo B12).
    5. Ponieważ wchłanianie B12 zmniejsza się wraz zwiekiem, żywieniowcy zalecają wszystkim ludziom po 50-tce spożywanie jedzenia wzbogaconego tą witaminą lub przyjmowania jej suplementów – nie tylko weganom.
    Zatem pomysł, że nasze ciała są stworzone do spożywania wielkich ilości mięsa z powodu jednej tylko witaminy produkowanej przez bakterie, nie powala na kolana.
    Bez wątpienia współcześni weganie są zmuszeni do przyjmowania suplementów B12 przynajmniej raz w tygodniu. Produkty roślinne nie są godnym zaufania źródłem; większość produktów fermentowanych (jak tempeh) notowanych wcześniej jako zawierające B12, FDA skreśliła z listy z powodu błędów badawczych.

    7. „Inne naczelne jedzą mięso.”

    Ledwie. Różnorakie źródła podają, że 95 – 99% diety szympansów to rośliny, reszta to przede wszystkim nie mięso lecz termity. Powinniśmy również pamiętać o tym, że naczelne są inteligentne i potrafią dokonywać wyborów poza ramami instynktu, tak jak ludzie, zatem niewielka ilość mięsa, którą mogą zjadać może wynikać zwyczajnie z wyboru a nie instynktu. Pomysł o tym, że naczelne są dobrym przykładem na to, że ludzie powinni jeść mięso, najwyraźniej nie wywarł większego wrażenia na najsłynniejszej badaczce naczelnych, Jane Goodall. Goodall jest wegetarianką.
    Bardziej szczegółowo omówię dietę naczelnych poniżej.

    8. „Nie bierzesz pod uwagę ewolucji.”

    Jak to? Mimo, iż wiele się zmieniło u naszych gatunków, to ostatecznie anatomia wciąż preferuje dietę w głównej mierze roślinną.

    ALE CZY LUDZIE NIE JEDLI OD ZAWSZE DUŻO MIĘSA?

    Najkrócej mówiąc: nie – o czym podyskutujemy za chwilę – przedtem jednak kwestia ważniejsza: najlepszym dowodem jest nasza anatomia, a nie to, co nasi przodkowie jadali ostatnio. Ludzie działają pod wpływem myślenia raczej niż instynktu, więc niewątpliwie możemy też dokonywać wyborów sprzecznych z tym, co najbardziej naturalne. Większość innych stworzeń jest zaprogramowana, by wiedzieć co jest idealnym pożywieniem dla nich. My nie. My się tego uczymy rozumowo, głównie od rodziców, czasami własnych przypuszczeń. Możemy decydować co jeść, nawet wbrew własnemu zdrowiu, czego przykładem są miliony ludzi odżywiających się w McDonald’s. Jeżeli nasi przodkowie jadali mięso, to po prostu wynikało to z ich zdolności podejmowania wyboru a nie działania instynktownego. Zastanówmy się trochę: czy jaskiniowcy byli prawdziwymi ekspertami żywieniowymi? Jeśli tak, to jakie jeszcze istotne dla naszego życia decyzje powierzymy jaskiniowcom?
    Właściwie to nawet pozostałe naczelne uczą się zachowań żywieniowych od innych:
    „Jak wynika z najnowszych analiz, tak jak ludzccy podróżnicy często przystosowują się do lokalnej kuchni, tak dzikie małpy uczą się jadać to, co inne wokół nich konsumują. Badania nad dzikimi koczkodanami zielonymi (Chlorocebus aethiops) w południowej Afryce dowodzą, że również naczelne inne niż ludzie przyjmują i dostosowują się do zachowań kulturowych. Mając do wyboru dwa posiłki, małpie niemowlęta jadły tylko to co ich matki jadły. A młode samce, które znalazły się w innych grupach, wkrótce przeszły na dietę miejscową. „Pewne sposoby uczenia się, które wydawały się nam typowo ludzkie, są wspólne także z innymi naczelnymi” mówi współautor badań Andrew Whiten, biolog poznawczy z University of St. Andrews w UK. (Live Science, kwiecień 2013)
    Zatem najlepszym dowodem nie są historyczne diety; najlepszym dowodem są nasze ciała. Jeśli jadalibyśmy dużo mięsa przez długi okres, odzwierciedliłoby się to w naszej anatomii – a tak nie jest. Tak czy inaczej, powróćmy do założenia, że nasi przodkowie jedli dużo mięsa. Trudno o lepszy przykład na to, jak ludzie potrafią uwierzyć w swoje własne przypuszczenia. Wszyscy dorastaliśmy w przeświadczeniu, że nasi przodkowie byli potężnymi mięsożercami, lecz skąd się wzięła u nas ta myśl? Czy jest ona prawdziwa tylko dlatego, że jest częścią naszej świadomości zbiorowej? Najważniejsze – co mówią fakty?
    Dr John A. McDougall, być może najbardziej obeznany ekspert w relacjach pomiędzy dietą a chorobą, podkreśla, że nasi wcześni przodkowie sprzed conajmniej czterech milionów lat stosowali dietę niemal wyłącznie roślinną. Wielu innych naukowców uważa, że wcześni ludzie byli wyraźnie wegetarianami. Oto, co mówią te badania:
    Dr Robert W. Sussman, profesor antropologii, powiedział podczas konferencji prasowej „Early humans on the menu” podczas corocznego spotkania American Association for the Advancement of Science (AAAS – międzynarodowa organizacja non-profit zajmująca się ogólnie pojętym rozwojem nauki): „…Wczesny człowiek nie był agresywnym zabójcą.” Tworzy nową teorię na podstawie skamieniałości i żyjących gatunków naczelnych, która mówi, że naczelne były łupem przez miliony lat, co miało wielki wpływ na ewolucję wczesnego człowieka.
    „Nasza inteligencja, współpracowanie i wiele innych właściwości, które posiadamy obecnie wywodzą się z naszych starań przechytrzenia drapieżnika. Koncepcja „Człowieka – Myśliwego” jest ogólnie przyjętym paradygmatem ludzkiej ewolucji. Została zbudowana na podstawie judeochrześcijańskiej ideologii człowieka od urodzenia złego, grzesznego, agresywnego i naturalnego zabójcy. Rzetelna analiza skamieniałości i obserwacja innych naczelnych na to wskazuje.”
    Badania Sussmana opierają się na analizach skamieniałości datowanych na prawie siedem milionów lat. „Większość teorii o Człowieku – Myśliwym upada w zestawieniu z dowodami skamielin. Chcieliśmy dowodów, nie tylko teorii. Gruntownie przestudiowaliśmy dostępną literaturę na temat czaszek, kości, odcisków i otoczenia (środowiska), zarówno przodków naszych człowiekowatych jak i współczesnych im drapieżców.”
    Tym, co odkryli Sussman i Hart, jest to, że Australopithecus afarensis nie był zębowo przystosowany do jedzenia mięsa. „Nie posiadali ostrych, ścinających krawędzi niezbędnych do utrzymania i przecinania tego typu jedzenia”, mówi Sussman. „Wcześni ludzie po prostu nie potrafili jeść mięsa. Skoro nie potrafili, dlaczego mieliby polować?”
    Niemożliwa była dla wczesnych ludzi konsumpcja dużych ilości mięsa dopóki ogień nie został ujarzmiony i gotowanie czy pieczenie stało się możliwe. Sussman zaznacza, że pierwsze narzędzia nie pojawiły się wcześniej niż dwa miliony lat temu. A nie ma dobrych dowodów na ujarzmienie ognia wcześniej niż 800 tysięcy lat temu.
    (Bio-medicine.org, 2006)
    Można też wziąć pod uwagę to, że Masajowie z Kenii, w których diecie jest dużo upolowanego dzikiego mięsa, posiadają najniższą na świecie szacowaną długość życia.
    A gdyby założyć, że nasi przodkowie zdecydowali naśladować inne zwierzęta i jeść więcej mięsa, to ten argument i tak nie świadczyłby o tym, że jest to dla nas naturalne. Skoro ludzie działali poza instynktem, rozpatrywanie dziejowych zachowań nie jest tak przekonujące jak rozpatrywanie anatomii i efektów zdrowotnych, o których za chwilę.

    SPOJRZENIE NA INNE NACZELNE

    Naszymi najbliższymi krewnymi są, oczywiście, inne naczelne. Dostarczają wskazówek o tym jak powinna wyglądać nasza idealna dieta, gdyż mamy bardzo podobną anatomię. Bardzo nieliczne z nich jadają jakieś znaczące ilości zwierząt, a te, które to robią, raczej trzymają się owadów i tym podobnych a nie krów, świń czy kur. Jane Goodall, znana ze swych obszernych badań nad małpami człekokształtnymi, z którymi stale przebywała, zauważyła, że wśród nich jest wielką rzadkością jedzenie innych zwierząt. Krytycy natychmiast podchwycają fakt, że Goodall odkryła, iż naczelne okazjonalnie jedzą mięso. Lecz kluczowym słowem tu jest „okazjonalnie”. Jeżeli jadalibyśmy mięso równie nieczęsto co inne naczelne, to nasze zdrowie byłoby z pewnością znacznie lepsze. Na samą Goodall okazjonalne jedzenie mięsa przez naczelne nie wywarło wpływu – jest ona wegetarianką.
    Jak nieznaczna jest konsumpcja zwierzęca u innych naczelnych? Zawarty w odnośniku artykuł Uniwersytetu Harvarda podaje skład diety szympansów i innych małp, w którym widnieją owoce, nasiona, liście, kwiaty i miękisz. Nie ma tam osobnej kategorii dla mięsa, mieści się zaś ono w pozycji „różne”, która nie przekracza 5%, a w przypadku szympansów i koczkodanów – poniżej 1%. Honolulu Zoo podaje nieco większe wartości, mianowicie 5% diety szympansów jako część nieroślinną, którą stanowią przede wszystkim termity (które są, nawiasem mówiąc, dobrym źródłem witaminy B12). Dr Craig B. Stanford mówi: „Szympansy są wyraźnymi owocożercami, mięso zabiera im jedynie 3% czasu poświęconego odżywianiu – mniej niż w niemal wszystkich ludzkich społecznościach”. Jakkolwiek by na to nie patrzeć, ich dieta to w przynajmniej 95 – 99% rośliny.
    Doprowadza nas to do kolejnej kwestii. Ludzie, którzy histerycznie krzyczą, że szympansy są wszystkożercami, oprócz ignorowania, tego, że ilość mięsa w ich diecie jest tak mała, że praktycznie żadna, nigdy nie przyznają, że nieroślinne składniki u szympansów nie są tymi samymi co u ludzi. Szympansy nie jedzą bydła czy kurczaków. A ludzie nie jedzą termitów. Pomysł, że wyładowana mięsem dieta Amerykanina może zostać usprawiedliwiona, bo szympansy mogą zjeść oszałamiające 5% pochodzenia nieroślinnego – nie kur czy bydła, lecz termitów – jest raczej niemądry.
    Posłużmy się artykułem z Harvardu odnośnie szympansów, zaokrąglijmy udział mięsa w ich diecie do 1%. Jeżeli byłaby to wołowina – choć nie jest – ile by jej było? Dla dorosłego człowieka jedynie 8 gramów dziennie. To około 1/9 średniej marchewki. Jedna dziewiąta – oto powalająca „wszystkożerność” szympansów.
    Jeden z rozmówców tak to przedstawia:
    „Mięso zajmuje 1,4% diety szympansów, co w każdych analizach jest odczytywane jako ilościowo nieistotne. W badaniach długookresowych odkryto, że 90% wszystkich uśmierceń popełniały samce, a jako że samice rzadko polują, dostają one udział jeżeli wyżebrają – pod warunkiem, że wcześniej dopuszczą samca do spółkowania. W rzadkich sytuacjach szympansy jedzą i zabijają dzieci własnego gatunku. Idąc tym tropem ludzie powinni zabijać i jeść swoje dzieci, mięso powinno stanowić 1,4% ludzkiej diety, a kobiety powinny otrzymywać mięso tylko żebrając o nie i dopuszczając samca do siebie!”
    Trzeba również pamiętać, że choć jednak naczelne jadają czasem mięso, to znowu: zapewne dlatego, że są inteligentne i – tak jak ludzie – zdolne podejmować decyzje wychodzące poza instynkt. Ktoś inny ujął to tak: „Wiadomo, że szympansy potrafią zabijać, jednak to zachowanie nie wynika raczej ze względów żywieniowych tylko rytualnych”. W 2006 r. pismo „Nature” opublikowało badania o tym, że szympansy posiadają kulturę – zachowania wynikające z naśladowania rówieśników aniżeli spowodowane genami. (patrz odnośnik: „Już wiadomo: dzikusy mają kulturę”)
    Eugene Khutoryansky, mimo iż uważa, że jedzenie mięsa jest naturalne, ostrzega przed zbytnim powoływaniem się na przykład zabijania u szympansów:
    „Jedzenie mięsa jest faktycznie naturalne, w tym znaczeniu, że inne zwierzęta też je stosują. Czasami nawet nasi najbliżsi żyjący krewni – szympansy. Jednakże jest wiele innych spraw, które również są naturalne. Dla przykładu, samce szympansów czasem gwałcą samice ze swojego szczepu. Czasem szympansy uczestniczą w zorganizowanych wojnach z innymi szczepami o terytorium. Nieraz samiec w napadzie szału potrafi chwycić najbliższe niemowlę i zgruchotać mu głowę o kamień. No, i szympansy czasami jedzą mięso jak też nieraz stosują kanibalizm, pomimo tego, że wokoło jest mnóstwo innego jedzenia.
    Zatem jedzenie mięsa jest w rzeczy samej całkowicie naturalne. Jednakże to, że jest naturalne nie oznacza, że etycznie dopuszczalne. Jeżeli uznajemy, że jedzenie mięsa jest etycznie dozwolone tylko dlatego, że inne zwierzęta tak robią, to nie powinno być nic złego również w gwałcie, kanibalizmie, dzieciobójstwie, które ciągle występują w całym świecie zwierząt.”

    CO TO ZNACZY, BYĆ WSZYSTKOŻERCĄ

    Nie podlega dyskusji fakt, że ludzie są zdolni trawić mięso. Ale to, że potrafimy trawić zwierzęta, nie oznacza, że powinniśmy lub że będzie to dla nas korzystne. Potrafimy trawić tekturę. Wszak nie znaczy to, że powinniśmy. Jak wspomniałem wcześniej, handlowe karmy dla kotów zazwyczaj zawierają ryż, kukurydzę i pszenicę. Ale, oczywiście, koty są prawdziwymi mięsożercami. Nie nazwiemy ich wszystkożercami z tego względu, że jadają rzeczy sprzeczne z ich naturą. To byłoby niemądre. Nikt się nie użyje tego argumentu w przypadku kotów. Ale w przypadku ludzi korzysta się z niego nader chętnie…
    McDougall wyjaśnia jak nasza zdolność do trawienia mięsa nie naruszyła naszego przetrwania jako gatunku, mimo że odgrywa rolę w osobniczej żywotności:
    „Bez wątpienia wszystkie te diety (zawierające mięso) były wystarczające by utrzymać wzrost i życie do wieku efektywnej reprodukcji. Do spłodzenia i wychowania dzieci wystarczy żyć 20 – 30 lat i przypadkowo taka właśnie była szacowana średnia długość życia tamtych ludzi. Kilka populacji łowców – zbieraczy, które przetrwały do czasów obecnych, są zamknięte w najbardziej odległych regionach naszej planety, jak Arktyka czy dżungle Ameryki Południowej czy Afryki – jedne z najtrudniejszych miejsc do przeżycia. Ich średnia długość życia jest także ograniczona do 25 – 30 lat, a śmiertelność niemowląt wynosi 40 – 50%. Łowiecko – zbieracze społeczności przetrwały, jednak biorąc pod uwagę ich ciężkie zmagania i krótkie życie, nie zaliczyłbym ich do społeczności, którym żyje się pomyślnie, dobrze powodzi.”
    Problem z określeniem „wszystkożerny” jest taki, że jest ono stosowane na różne sposoby. Wiele osób utrzymuje, że jeżeli zwierzę naczelne kiedykolwiek je jakiekolwiek mięso – nieważne jak mała i nieznacząca jest to ilość – to ciach, z miejsca staje się wszystkożercą. Ale koty jedzą pokaźne ilości ryżu, kukurydzy, pszenicy w karmach i mają o wiele więcej roślin w diecie niż naczelne mięsa w swoich. Czemu więc ci ludzie upierają się, że błaha, nieznaczna ilość pożywienia zwierzęcego konsumowana przez naczelne czyni z nich wszystkożerców, podczas gdy koty są mięsożercami bez względu na to jak dużo jedzenia roślinnego spożywają?
    A kiedy już wydaje im się, że wykazali, iż naczelne są wszystkożercami, wówczas używają tego „faktu” do usprawiedliwiania ogromnych ilości mięsa, które ludzie spożywają w dzisiejszych czasach. Co jest, oczywiście, śmiechu warte.
    Bardziej rozsądną definicją byłoby, że wszystkożerca stale spożywa duże ilości zarówno roślin jak i zwierząt. Stworzenie konsumujące mniej niż 5% kalorii ze zwierząt nie wygląda mi zbytnio na wszystkożercę. Ale, gwoli formalności, jeżeli utrzymujesz, że takie zwierzęta są jednak wszystkożercami, to dobrze, zgodzę się z tobą, dopóki ty zgodzisz się z tym, że ludzie powinni jadać mniej niż 5% kalorii pochodzących od zwierząt: tak jak pozostali interesujący nas „wszystkożercy” (inne naczelne, nasi przodkowie i tradycyjni Okinawianie). I że koty są wszystkożercami również.

    LUDZIE NIE POSIADAJĄ ŻĄDZY JEDZENIA ZWIERZĄT W CAŁOŚCI

    Prawdziwi mięsożercy (i wszystkożercy) na myśl o jedzeniu ślinią się widząc całe ofiary. Ludzie nie. Jesteśmy zainteresowani jedzeniem tylko części ciała dlatego, bo zostały oddzielone od właściwego zwierzęcia i przetworzone, oraz dlatego, że dorastaliśmy konsumując je i ich widok wydaje się nam zupełnie normalny. W „GoVeg” piszą tak:
    „Podczas gdy mięsożerca doznaje przyjemności zabijając zwierzęta i jedząc ich surową tkankę mięsną, każdy człowiek, który zabiłby zwierzę gołymi rękoma a potem wgryzał się surowe zwłoki, byłby uważany za obłąkanego. Mięsożerne zwierzęta pobudza woń krwi i pościg. Z kolei większość ludzi odraża w mniejszym lub większym stopniu widok surowego mięsa, podobnie jak wrzask rozrywanego i zabijanego zwierzęcia. Krwawa rzeczywistość odżywiania się zwierzętami jest dla nas z natury odpychająca: kolejny dowód, że nie jesteśmy przystosowani do jedzenia mięsa.
    Zapytaj siebie: czy kiedy widzisz martwe zwierzę na poboczu drogi, kusi cię aby zatrzymać się na przekąskę? Czy widok martwego ptaka wywołuje u ciebie nadmiar śliny? Czy marzysz o zabijaniu krów gołymi rękoma i jedzeniu ich surowych? Jeśli wszystkie odpowiedzi brzmią „nie”, gratulacje, jesteś normalnym ludzkim roślinożercą, czy tego chcesz czy nie. Po prostu ludzie nie są stworzeni do jedzenia mięsa. Brakuje im zarówno charakterystyki fizycznej mięsożerców jak i instynktu napędzającego do zabijania zwierząt i pożerania ich zwłok.”
    A tu jeden z moich ulubionych urywków tekstu Dr John A. McDougall:
    „Koty są urodzonymi mięsożercami (muszą odżywiać się przede wszystkim mięsem), ich kubki smakowe odzwierciedlają to poprzez porzucenie receptorów reagujących na słodko smakujące węglowodany. Psy są wszystkożercami (mają zachowane oba rodzaje kubków smakowych), mogą cieszyć się węglowodanami oraz aminokwasami. Ludzkie języki reagują przyjemnością na słodkie (węglowodany), natomiast utraciły smak aminokwasów, co niezaprzeczalnie stawia nas w grupie roślinożerców.
    Wielu z twoich przyjaciół i rodziny jest zdezorientowanych, myśląc że ludzie są wszystkożercami i potrzebują zarówno mięsa jak i roślin w diecie. Wydajemy się nimi być dlatego, bo potrafimy mięsu nadać smak solą, przyprawami, sosami i innymi dodatkami. Samo gotowane mięso nie jest dla ludzi zbyt atrakcyjne, a na pewno nie tak jak dla kota czy psa. Tymczasem trudno jest znaleźć osobę, której nie odpowiadałaby miska doskonałych, dojrzałych bananów. A spróbuj namówić do nich kota. Mam psa rotweilera wabiącego się Bodega, który jest prawdziwym wszystkożercą i lubi banany tak jak mięso. Uważny obserwator skonstatuje, że kubki smakowe zwierząt nie są pomyłką natury – one wyraźnie wyznaczają, co zwierzę powinno jeść.”

    PORÓWNANIE LUDZI DO INNYCH ZWIERZĄT

    Ludzka fizjologia jest uderzająco podobna do innych roslinożerców i znacznie odmienna od mięsożerców. Wymownym jest, że mimo iż moi oponenci nie odmawiają racji argumentom podanych w tabeli na początku artykułu, to i tak dziarsko wychodzą z założenia, że podany przez nich jakiś pojedynczy argument (np. o posiadaniu przez ludzi kłów) zatrze resztę bardziej przekonujących danych.
    Jak ktoś inny napisał: „ludzkie ciało nie zostało zaprojektowane do łapania lub zjadania zwierząt. Nie masz pazurów. Twoje zęby nie rozdzierają mięsa. Twoja jama ustna nie potrafi poważnie zranić ani dobrze wgryźć się w walczącą ofiarę tak jak potrafią mięsożercy. Nie jesteś przystosowany do biegania tak szybkiego aby dogonić zdobycz. Mięsożercy mają na tyle szybkie odruchy, że potrafią się zaczaić lub prześcignąć ofiarę. Ty nie. Spróbuj złapać świnię czy kurę gołymi rękami, to zobaczysz co się stanie.

    ROŚLINOŻERCY MAJĄ NAJDŁUŻSZĄ ŚREDNIĄ ŻYCIA

    Generalnie rzecz biorąc, roślinożerne stworzenia mają najdłuższą średnią życia. W artykule z podanego odnośnika słonie, konie, szympansy znajdują się na szczycie listy, natomiast lwy, tygrysy i wilki gdzieś w połowie. Ludzka średnia jest nawet wyższa niż słoni (niezależnie od udziału medycyny) – kolejna wskazówka, że należymy do obozu roślinożerców.

    ŚPIMY JAK ROŚLINOŻERCY

    Mięsożercy śpią najwięcej, roślinożercy najmniej a wszystkożercy plasują się pośrodku. Zgadnij, z którą grupą jesteśmy najbardziej powiązani pod względem spania. Obok widnieją wykresy z artykułu w „Nature”. Jestesmy na nich wraz z innymi naczelnymi arbitralnie umieszczeni w grupie wszystkożerców, gdyż wszyscy zakładają, że nimi jesteśmy; tymczasem można zauważyć, że znajdujemy się na samym końcu tego zestawienia i prawie każden jeden wszystkożerca sypia dłużej niż my. Za to bardzo dobrze pasujemy do wykresu z roślinożercami – przeniosłem nas do niego w okolice 8 godzin spania. Jeżeli posłużymy się innymi badaniami (odnośnik), mówiącymi o naszym przedziale 6 – 7 godzin, to nasze miejsce w wykresie będzie jeszcze bardziej przekonujące.

    ALE CO Z NASZYMI KŁAMI I WIDZENIEM BINOKULARNYM?

    Jest częścią naszej zbiorowej świadomości, że fakt posiadania kłów świadczy o naszej mięsożerności. Tymczasem trudno o słabszy argument.
    Nasze kły są zupełnie odmienne niż kły drapieżników, ktore są naprawdę długie i naprawdę ostre. Poza tym inne zwierzęta roślinożerne (jak goryle czy konie) również posiadają tak zwane kły. Ogólnie rzecz biorąc, ludzkie zęby o wiele bardziej przypominają zęby roślinożerców niż mięsożerców. Na przykład posiadamy zęby trzonowe (roślinożercy też, mięsożercy nie). Spróbuj znaleźć trzonowca u kota… Nasze zęby potrafią poruszać się na boki w celu rozdrabniania, zupełnie jak u innych zjadaczy roślin. Mięsożercy tego nie potrafią. Ich szczęki chodzą tylko w górę i w dół.
    Niektórzy argumentują tym, że drapieżcy mają oczy umieszczone z przodu głowy dla postrzegania binokularnego a roślinożercy mają oczy po bokach, co wskazuje, że należymy do obozu drapieżników. Pomija się przy tym to, że zwierzęta najbardziej podobne do nas – inne naczelne – mają oczy z przodu głowy a są prawie wyłącznie wegetarianami.

    CZY TO, ŻE JEDZENIE MIĘSA JEST NIEZDROWE ZNACZY, ŻE JEST TO NIENATURALNE?

    Dowody medyczne są przytłaczające. Im więcej produktów zwierzęcych spożywamy, tym więcej nęka nas chorób serca, nowotworów, cukrzycy i innych chorób degeneracyjnych. Zostało to wykazane ponad wszelką wątpliwość. Dr med. Dean Ornish udowodnił, że choroby układu krążenia mogą być cofnięte odżywiając swoich pacjentów dietą wegetariańską. Dr med. John McDougall również szeroko opisał jak badania naukowe dowodzą szkodliwości jedzenia mięsa oraz jak w ciągu 25 lat pomógł pacjentom odzyskać zdrowie poprzez odżywianie nieprzetworzonym jedzeniem wegańskim. Literatura naukowa pełna jest artykułów sprowadzających się do takiej samej konkluzji: więcej roślin oznacza lepsze zdrowie, więcej produktów zwierzęcych – więcej schorzeń. Jak wspomniałem wcześniej, Masajowie z Kenii, w diecie których wciąż ważną rolę odgrywa mięso, mają najniższą średnią długość życia na świecie, podobnie jak Innuici.
    Ale czy to dowód, że jedzenie mięsa jest nienaturalne? Może tak, może nie. Z jednej strony sądzimy, że to co naturalne powinno utrzymywać nas w najlepszym zdrowiu (i oznaczałoby to zredukowanie ilości mięsa w diecie do poziomu conajmniej właściwych wszystkożerców). Jednak z drugiej strony, ludzie z pewnością potrafią żyć dobrze powyżej ich lat reprodukcyjnych na mieszanej diecie zwierzęco – roślinnej, a o to głównie dba ewolucja. Zatem trudno powiedzieć czy niezdrowość mięsa jest dowodem na to, że jesteśmy naturalnymi roślinożercami. Tak czy inaczej mamy inny, lepszy dowód. Najlepszym i najbardziej oczywistym dowodem jest nasza anatomia.

    PODSUMOWANIE

    Ludzka anatomia jest znacznie bardziej podobna do roślinożerców niż mięsożerców.
    Jeżeli ludzie są wszystkożercami, dlatego bo potrafimy trawić mięso, wówczas koty są nimi także, gdyż większość codziennie zjada wiele roślin w karmach. Jeżeli mięso jest nam przeznaczone, to wedle przesłanek, jedynie w nikłych ilościach.
    Przedstawienie jednego kontrargumentu nie oznacza, że w magiczny sposób unieważni on wszystkie pozostałe dowody.

    INNE OBIEKCJE

    Co napędziło rozbudowę ludzkiego mózgu?
    Niektórzy uważają, że wprowadzenie mięsa do diety wczesnych ludzi spowodowało rewolucyjne zmiany i zdobycie nadzwyczajnej inteligencji. (Tyle, że jedzenie mięsa nie przyniosło podobnych rezultatów w przypadku np. wilków czy lwów… Wciąż pozostają z mniejszymi mózgami…)
    Podaję odnośnik do artykułu z „Nature” z 2011, opisany przez paleontologa, jako „dobry dowód, że mięso nie było niezbędne dla naszej ewolucji. Mięso – jak się okazało – prawdopodobnie wcale nie uczyniło nas mądrymi.”
    Z innych podanych odnośników padają argumenty, że to dieta roślinna była odpowiedzialna za ewolucyjny skok. Np.: „Rozwijanie pamięci do odnajdywania ulubionych drzew, tworzenia skrótów do nich i wiedzy kiedy owocują – to z pewnością sprzyjało przetrwaniu.” Asystent nauczyciela z mojej klasy żywienia, po zdobyciu już doktoratu napisał książkę, w której zakładał, że nasz ewolucyjny przebłysk spowodowało rozpoczęcie gotowania skrobi, np. z ziemniaków zamiast jeść je na surowo. Tutaj podaję wyciąg z artykułu o odkryciach badaczy University of California:
    „Ludzka zdolność do trawienia jedzenia bogatego w skrobię, np. ziemniaków może wyjaśniać nasz sukces na planecie, sugerują badania genetyczne. W porównaniu z naczelnymi, ludzie posiadają o wiele więcej kopii genu niezbędnego do rozkładania bogatokalorycznej skrobii, donosi Nature Genetics.
    A te dodatkowe kalorie mogą być decydujące dla odżywiania większego mózgu ludzi, rozważają autorzy.
    Wcześniej eksperci zastanawiali się czy mięso w diecie jest tutaj kluczowe. Jednakże, dr Nathaniel Dominy ze współpracownikami uważają to za nieprawdopodobne: „Nawet jeśli spojrzeć na współczesnych łowców – zbieraczy, to mięso jest stosunkowo małym ułamkiem w ich diecie. Wyobraźmy teraz sobie, jak 2 – 4 miliony lat temu niezdarne dwunożne zwierzę o niewielkim mózgu mogło skutecznie zdobywać mięso, nawet jako padlinę – to przecież nie ma to większego sensu.”
    Inni naukowcy sugerują, że to wprowadzenie gotowanego jedzenia dostarczyło naszym mózgom zdolność szybkiego rozwoju.
    Oczywiście są to tylko hipotezy, tak samo jak ta, że mięso stoi za rozwojem ludzkiego mózgu. Istnienie tych przeciwstawnych koncepcji wśród naukowców wskazuje, że pogląd, iż mięso czyni nas mądrymi, nie jest powszechnie uważany za fakt, bynajmniej.
    Trawienie tektury.
    Niektórzy z czytelników mówią, że nie da się trawić tektury, bo tektura to celuloza, której człowiek trawić nie potrafi. Otóż tektura nie jest zbudowana tylko z celulozy. Poza tym celuloza znajduje się w większości roślin, a mimo to nie mamy problemów z ich trawieniem.

  10. OPTY,

    koniec końców przejrzałam te wynurzenia. Dobrze że są, bo każdy bywalec na tej stronie może się poczuć w skórze ich autora i uznać czy mu dostatecznie z tą skórą dobrze. Mnie nie jest dobrze…

    Nie ma w weganinie obcego zwierza, ale są… obce jak najbardziej chwasty 😆 „upiększone” chemią i kombinacjami genetycznymi – dla Zysku, Panie, dla Zysku – jak tu – http://www.stachurska.eu/?p=12204 i choroby z autoagresji też się w weganinie łatwo mieszczą – http://www.stachurska.eu/?p=6790 . Ludzie po diecie wegańskiej przechodzą na optymalną by sobie ulżyć w chorobie czego dowodów nie brakuje na forum dr Kwaśniewskiego.

    Nie wszyscy szukają ratunku w innej zawartości talerza. Poznałam panią, która była po sześciu operacjach chirurgicznych, jej mąż po czterech, i spokojnie uznawali że Bóg ich wybrał by nieśli krzyż.

    23 dni bez jedzenia? Nie wyobrażam sobie.

    Ciekawa jestem wrażeń innych czytelników, mogę?

  11. OPTY pisze:

    http://www.medonet.pl/zdrowie-na-co-dzien,artykul,1689697,1,stwardnienie-rozsiane,index.html

    Stwardnienie rozsianeTa choroba atakuje w pełni sprawnych ludzi. Człowiek nagle traci władzę w nogach lub ślepnie. SM jest najczęstszą przyczyną niepełnosprawności młodych. SM jest nieuleczalną, przewlekłą chorobą prowadzącą do trwałej niepełnosprawności.

    Wiemy już od dawna ,że jest uleczalna , tylko oficjalna medycyna ” rżnie głupa ” mówiąc po mikkowskiemu .

  12. Santiago pisze:

    It’s going to be ending of mine day, except before end I am reading this enormous paragraph to improve my experience.

  13. „Jeżeli to badanie będzie opublikowane, wywoła wstrząs w procedurach szczepień

    Liczne badania epidemiologiczne pokazują, że zaszczepione dzieci cierpią na choroby przewlekłe bardziej, niż dzieci niezaszczepione, ale to niewiele znaczy dla promotorów szczepionek. Tutaj jest inne badanie, jakie pokazuje, że nadmierne stymulowanie układu odpornościowego (poprzez szczepionki) nieuchronnie prowadzi do chorób autoimmunologicznych.

    http://naturalsociety.com/suppressed-study-shows-vaccine-dangers-autoimmune-diseases/

    Podsumowanie wyników badań japońskich

    Wnioski z badań Kobe University:

    „Systemowa autoimmunizacja jest konsekwencją nadmiernej stymulacji systemu immunologicznego gospodarza przez powtarzające się zabiegi immunizacji antygenem do poziomu, jaki przewyższa możliwości obronne systemu poprzez samoorganizację działań obronnych”.

    Jak na ironię, wstępnym celem tego niezależnie finansowanego badania było zrozumienie, jak powstają i rozwijają się choroby autoimmunologiczne. Nie było ono pierwotnie pomyślane jako badanie w celu udowodnienia bezpieczeństwa lub zagrożenia ze strony szczepień…” Więcejhttp://wolna-polska.pl/wiadomosci/czy-badanie-bedzie-opublikowane-2013-11 .

    =====

    Szczepienia obowiązkowe, bo zysk? – http://www.stachurska.eu/?p=3161 .

  14. nina pisze:

    Pani Regina pisze ze wyleczyla sie z Hashimoto dzieki przejsciu na diete Optymalna. Ja jestem na diecie optymalnej od ponad 15 lat i przed 2 laty stwierdzono u mnie Hashimoto. Tak , ze nie mozna jednoznacznie stwierdzic, ze ta dieta czyni „cuda”

  15. Gavroche pisze:

    Jak widać nie.
    Jednak powinno być łatwiej tak skorygować proporcje i dobrać komponenty, by zapalenie minęło.

  16. OPTY pisze:

    ” Ja jestem na diecie optymalnej od ponad 15 lat i przed 2 laty stwierdzono u mnie Hashimoto. ” – nina

    Czyli DO prowadzi do chorób , tak najogólniej można sparafrazować to zdanie. Cała robota wzięła w łeb. Doktorze Kwaśniewski zmarnował Pan życie na mrzonkach o zdrowiu człowieka. Cholera, ja też ponad 15 lat i nic mi nie jest poza tym, co sam świadomie sobie mogę zafundować ( miałem już taki „eksperyment „!) ale konsekwencja odwróciła los. No ale nigdy nic nie wiadomo , może jeszcze czegoś doświadczę ?, zaznaczam jedynie na ” życzenie ” własne .

  17. Renia pisze:

    Dlaczego (nie)wszystkim służy DO?

    http://www.youtube.com/watch?v=E7xxaNZD8Ns

  18. nina pisze:

    Odnosnie uwagi” Dlaczego nie wszystkim sluzy DO”

    Ja na diete optymalna przeszlam z przekonania jako osoba zupelnie
    zdrowa, po 2 -tygodniowym kursie w Arkadii w Ustroniu. Tak, ze powody z YouTube ( znaczne bledy w stosowaniu DO i wczesniejsze choroby) w moim przypadku sa chybione. Poza tym trudno mi uwierzyc, ze po 6 miesiacach stosowania DO choroba Hashimoto zostala wyleczona. Jest to choroba autoimmunologiczna i nawet przy zastosowaniu ” naturalnej medycyny” oprocz lekow hormonalnych doprowadzenie jej do stanu – uspienia ( nie wyleczenia) trwa o wiele dluzej.Chyba, ze w Pani przypadku zdarzyl sie naprawde cud.

  19. Renia pisze:

    Pani „nino”, Pani w nic nie musi wierzyć. Tutaj nie o wiarę chodzi a o wiedzę. Wystarczy teorię zweryfikować w praktyce i jest wiedza.

  20. OPTY pisze:

    Fakty zw. cudami , ot filozofia ? Jeśli kiedyś ktoś bezzasadnie uznał ,że jakaś choroba jest nieuleczalna a znajdzie się ktoś inny co ją wyleczy to jest ” faktocud ” czy ” cudowfakt „. Niemożliwe stało się możliwym, podobnie mówił Einstein.

  21. Renia pisze:

    Gdyby lekarze nie dowiedzieli się, że wiekszość chorób jest „nieuleczalnych”, to może by zaczęli myśleć i probować pacjenta wyleczyć. A tak pracują jak automaty na usługach farmacji – maszynki do wystawiania recept… 😕

  22. OPTY pisze:

    Lekarze , jak sama nazwa zawodu wskazuje , ludzie przepisujący leki . Już sama nazwa pozwala ich tak zakwalifikować , leczyć znaczy zatruwać lekami . Nota bene dziś dowiadujemy się o wycofaniu kolejnych z użycia typu myolastan itp. bo nie pomagają a szkodzą. A ilu już zaszkodziły ? tego oczywiście nie podali. Od wielu lat dowiadujemy ie o wycofywaniu kolejnej partii trucizn wprowadzanych w ” oparach ” nauki medyczno-farmaceutycznej . Ktoś kiedyś zbił na tym fortunę – odpowiedzialności O. Bo nie leczenie chodzi a o kasę.

  23. Renia pisze:

    Z truciem lekami jest tak samo jak z truciem żywnością. Nie przyznają się tzw. naukowcy do fałszywych, mylnych (dez)informacji, tylko kwitują „pomyłkę” stwierdzeniem, że: „obalają kolejne mity”. Kto i po co te „mity” tworzy? Ilu osobom one zaszkodziły? Kto za to poniesie odpowiedzialność?

  24. Renia pisze:

    Teresa, linki znowu nie przechodzą… 😕

  25. beatka pisze:

    tak ten dr. Kwasniewski to geniusz… krowa tez na pastwisku i kon , trawe jedza i naprawde sa bardzo otyle i niezdrowe, cholera to „pastwiskowe” jedzenie, Dr. Kwasniewskiego z daleka bym omijala po przeczytaniu tego artykulu.

  26. Pani Beatko,

    jeśli o otyłości to polecam – http://www.stachurska.eu/?p=4914 , a powody otyłości – szczegółowo – http://www.stachurska.eu/?p=10999 . U ludzi :) Zwierzęta, jak krowa, mają inną fizjologię.

    W chorobach autoimmunologicznych główny problem to marnej jakości białko, dla przykładu – http://www.stachurska.eu/?p=16010 .

    Polecam Pani jeszcze Dziennik EliC – http://www.stachurska.eu/?p=7137 .

    I jeszcze – http://nowadebata.pl/2012/04/27/zywieniowy-stan-wyjatkowy/ .

    ===========

    Dr Jan Kwaśniewski odkrywcą – http://www.stachurska.eu/?p=14522 .

  27. Gavroche pisze:

    beatka pisze:
    Marzec 13, 2014 o 07:45
    ” Dr. Kwasniewskiego z daleka bym omijala po przeczytaniu tego artykulu.”
    Gdybym tak go zrozumiał, to też…

  28. „…Medycy leczyli krwawą biegunkę, podając mu razowy chleb i pieczone gruszki. Organizm nie przetrzymał kuracji…” Więcejhttp://wiadomosci.onet.pl/prasa/matka-czterech-krolow/slpzf .

    MIty współczesnej dietetyki – http://www.stachurska.eu/?p=2925 mają głębokie korzenie. Dziś choremu medycy en masse serwują kleiki, kisielki, pieczone jabłka. O rosole i żółtkach nie słyszeli…, a nawet się ich boją.

  29. „…Moi znajomi, którzy mieszkali przez wiele lat w Berlinie, dziwią się, że fundacje zastępują swymi działaniami państwo…” Więcejhttp://kobieta.onet.pl/zdrowie/zycie-i-zdrowie/kapsyda-kobro-prezeska-fundacji-rak-n-roll-w-szpitalach-czuje-sie-jak-na-wojnie/el7mc .

  30. Nie inaczej.. pisze:

    Dlaczego tylko wszędobylska chemia z pomocą recept lekarskich…? Kogo będą „leczyć” marynatą chemiczną jak już nie będzie kogo truć? Spotkałem wielu lekarzy tresowanych na medycynie akademickiej, ale żaden nigdy nie nawiązywał do prawdziwego leczenia żywnością. Zawsze wyciągał tylko bloczek z drukami do wypisania recept i jakieś tam „dwa słowa” o sposobie zażywania „trucizny” i na tym koniec dyskusji i wzajemnej współpracy..
    To smutna rzeczywistość, a mimo to kasa jest potrącana na składki….

  31. Adwentyści Dnia Siódmego: Różne oblicza chorób z autoagresji – https://www.youtube.com/watch?v=CIMb4zBD2nk

  32. „Monika to kobieta, która zdecydowała się podjąć wyzwanie i sprawdzić, czy będzie w stanie przeżyć w Warszawie miesiąc za 100 złotych. Okazało się jednak, że nawet taka kwota to za dużo…” Więcejhttp://kobieta.onet.pl/zdrowie/polka-udowodnila-ze-mozna-przezyc-miesiac-za-mniej-niz-100-zlotych/rse185 .

    Miesiąc to niewiele, lepsze byłyby ze trzy lata. I wtedy kto, jak długo i za ile będzie ją leczył?

  33. OPTY pisze:

    @ Teresa
    Jacy oni wszyscy są naiwni?!
    Ładna, młoda i zgrabna to i pewnie wiele lat mogłaby „funkcjonować” cokolwiek dla kogo to znaczy, idąc myśleniem współczesnych celebrytów. A leczyć to oni lubią się bo to dla nich raczej normalka.

  34. baba-zielarka pisze:

    To są jakieś totale banialuki, nie widziałam jeszcze grubego weganina, a mój małżonek niejako jest zmuszony odżywiać się wg wytycznych pana Kwaśniewskiego i jakoś nie uleczyło go to z choroby Leśniowskiego-Crohna, wręcz odwrotnie choroba niestety postępuje i chudnie w oczach, niestety chudnie dramatycznie.

  35. Może Pani napisać co i ile jadł wczoraj Pan Mąż? Albo – wieczorem – co zjadł dzisiaj?

  36. Słowa ludzi niosą?

    Pani mówi „…dopóki nam nie zaczyna doskwierać zdrowie…” 😉 – https://www.youtube.com/watch?v=-i9X_ZaORXE .

    Dobre krzywe zwierciadło? Sala… nie reaguje. A profesjonaliście takie przejęzyczenie nie przystoi więc i nie przysługuje :) Nie ma jak się dziwić że medycyna i dietetyka stoją na głowie jeśli choroba może się mylić ze zdrowiem.

  37. OPTY pisze:

    „„…dopóki nam nie zaczyna doskwierać zdrowie…”
    Przewrócone dokładnie co do porządku w głowie.
    Ale mi się „rymło”?

    Najgorsze ( a może najlepsze?) jest to ,że faktycznie gdyby zyskali zdrowie to wywrócili by ten obecny porządek do góry nogami i postawili na nogi. Tylko oni tego nie wiedzą!
    Zresztą, czy oni wiedza co to jest zdrowie?
    Obawiam się ,że nie i dlatego takie lapsusy.

  38. magda pisze:

    Dzisiaj smutny dzięń dla mnie wyniki TSH bardzo poszły w górę. Od 2 miesięcy stosuję dietę J. Kwaśniewskiego ale jest trudno. Nie biorę hormonów, bo żle sie czuję po syntetycznych. Robiłam krzywą cukrową, ale ta jest dobra cholesterol dobry, wyniki krwi dobre (jest gęsta)

  39. Pani Magdo,

    czy jest Pani w kontakcie z kimś kto dobrze zna Dietę Optymalną i sprawdza jej stosowanie przez Panią?

  40. OPTY pisze:

    http://www.medonet.pl/zdrowie/zdrowie-dla-kazdego/toczen-rumieniowaty-ukladowy-leczenie-tylko-objawowe,galeria,1721704.html

    „Przyczyna większości tego typu schorzeń nie jest znana. Dlatego leczenie jest przede wszystkim objawowe.”

    I jak zwykle biorą się za leczenie czegoś o czym nie wiedzą poza tym ,że istnieje ,skąd się wzięło.
    I tak jest z wszystkimi chorobami.
    A przecież już wiadomo skąd choroby maja swój początek , tylko tego nie chcą (nie mogą) „mądre głowy” przyjąć do wiadomości , na zrozumienie nie liczę.
    Jak można „nieznane” leczyć czymkolwiek , o czym nie wie się co spowoduje – nie wiem, ale można jak się okazuje nie od dzisiaj, i ze skutkami miernymi i tragicznymi.

  41. JOanna pisze:

    Ja z dość dobrymi rezultatami w toczniu stosuję zioła – witamina D, żeń-szeń, chaber bławatek, immunomodulin, nagietek

  42. Może polecę Pani artykuł o leczeniu dietą? – dla przykładu – http://www.stachurska.eu/?p=19438 .

Dodaj komentarz