Manuela Gretkowska: Cała nadzieja w serialach

.

Manuela Gretkowska 26.08.2017 r. pisze:

„Dzisiaj w WYSOKICH OBCASACH. Rozmowa ze mną: Dlaczego Karl Lagerfeld uważa nas za krowy, a Kardiashanki mają większy wpływ na rzeczywistość niż książki. O tym jak eksplodowała głowa Hofmannowi, gdy wybuchła bomba atomowa.

Paulina Domagalska: Czy kupiłaby pani sobie lodówkę zintegrowaną z komputerem, telefonem i kontem bankowym?

– Sukcesem w Polsce, kraju hipochondryków było by podłączenie jej do sedesu.Komputer analizowałby zawartość i przesyłał wyniki medycznemu serwerowi. W efekcie, rano pędziłaby karetka ulicą, a my wiedzielibyśmy: – „O, do Kowalskich zamrażarka wezwała karetkę”. Lodówkę wolę tradycyjną, śmierdzącą po ludzku. Chociaż chciałabym mieć algorytm usuwający z sieci idiotów i reklamy.

Coraz częściej musimy zastanawiać się jak sobie radzić z technologią i wyznaczać własne granice. Ostatnio zmieniła pani podejście do komentarzy na swojej stronie na Facebooku.

-Kiedyś na Syberii były miasteczka naukowców. Dzisiaj, opowiadali mi informatycy, istnieją miasteczka trolli pracujących w różnych językach. Trzeba do tego dodać rodzimych hejterów. Fanpage założyłam niedawno, nie mam więc wprawy, ale za to coraz mniej cierpliwości. Moja strona, to mój salon, ze zdjęciami rodziny, wpisami przyjaciół i nie życzę sobie, żeby ktoś tu rzygał po kątach i bredził. Nie życzę sobie, by ci co zabierają nam wolność, zabierali też prywatną przestrzeń, tym bardziej, że to nie dialog tylko bluzgi. Znajomi odradzali tę decyzję – mamy przecież wolność słowa. Trudno, ja nie mam czasu brnąć przez psychiczny szlam hejterskich komentarzy.

W pani najnowszej powieści „Na linii świata” coś, co było narzędziem, staje się samoświadome?

– Śmieszą mnie opowieści o robotach i komputerach przejmujących kontrolę nad światem. To było dobre kilkadziesiąt lat temu, w „Odyseji kosmicznej 2001”. Teraz technologia idzie w inną stronę. Złączami jest częstotliwość fal mózgowych i podkręconej technologią natury. Nie świat wirtualny, a świat naturalny, czy jak kto woli duchowy. Dlatego pojawiają się w mojej książce postaci, które są naszym alter ego, tzw. Naturatorzy. Boimy się własnej podświadomości, tego co może rozpętać a przerzucamy to na komputerowe, tajemnicze podzespoły. Horror czai się zupełnie gdzie indziej.

W pewnym momencie na ekranie komputera w Pani powieści wyświetla się komunikat od sieci. I okazuje się, że ta sieć może o różnych rzeczach decydować sama – może przelać pieniądze z konta na konto, kupić bilet lotniczy albo usunąć wszelki ślad po zakupie biletu.

– Po prostu algorytm, program wymyślony przez ludzi. Nie wierzę, by urządzenia mogły zyskać samoświadomość. Zastanawiał się nad tym genialny pisarz Philip K. Dick. W latach 70. szukał odpowiedzi na pytanie czym będzie ludzkość, gdy przed szpitalem spotka się krwawiący android i człowiek, który musi mieć wymienione bioniczne wszczepy.

Pisałam tę książkę, po rocznym pobycie na uniwersytecie w Berkeley, gdzie mnie zaproszono i w Dolinie Krzemowej. Stamtąd brałam fakty, tło. Spotykałam ludzi produkujących technologie, które nam wydają się na granicy cudu. Tam trwa wyścig o przyszłość ludzkości bez pytań do czego prowadzi. Konkurują najgenialniejsze umysły podsypane największymi światowymi funduszami. To napędza też pisarską wyobraźnię. Ona nie ma ograniczeń, w przeciwieństwie do techniki. Ją hamuje natura materii. Podobnie jak w czasach kamienia łupanego naszym narzędziem jest po prostu materia. Tylko, że wtedy człowiek walczył z oporem kamienia, a my walczymy z wielkością atomu. Dzisiejsze komputery, zawieszają się jak głupki, bo są na poziomie kamienia łupanego. Działają na podobnej zasadzie co nasze umysły – starej, poczciwej logiki binarnej, czyli tak lub nie. Natomiast komputery kwantowe będą działać na zasadzie: wszystko. I nasza logika wtedy odpada.

Ale nawet jeśli komputer, na którym nagrywam teraz naszą rozmowę jest z epoki kamienia łupanego, to nie w pełni rozumiem jego działanie. W powieści pojawia się porównanie informatyka do kapłana. I chyba coś w tym jest, ta specjalistyczna wiedza wydaje się nam, ludziom z zewnątrz, na pierwszy rzut oka irracjonalna.

– To nie znaczy, że komputer jest od nas mądrzejszy. Albo lodówka – nie wiem, jak działa, ale nie boję się, że przyjdzie nocą i mnie zamrozi. Do korzystania z czegoś nie potrzebujemy detalicznej wiedzy jak to powstaje. Gubimy się w nowym świecie, nie wiemy czy nam pomaga czy ogłupia. Moja córka siedzi godzinami w internecie, zdobywa nieprzydatną według mnie wiedzę. Kiedy wynaleziono pismo obrazkowe, ci, którzy znali tysiące słów na pamięć, zamartwiali się nowym pokoleniem prymitywów, które niczego nie zapamiętuje, tylko pisze. Moi rodzice martwili się wpływem telewizji na dzieci. Bo przecież wszystko jest w książkach!

Ogłupiamy się na różnych poziomach. Wmawia się nam, zwłaszcza kobietom, że piękno uchroni przed brzydotą i głupotą tego świata. Stąd sztuczne podsycanie dość naturalnej fascynacji modą. Karl Lagerfeld powiedział, że moda służy tylko najbogatszym albo modelkom. Reszcie, czyli niewymiarowym krowom – użył takiego określenia, sprzedaje się torebki. Cyniczne? Ten mechanizm dotyczy także nowych technologii.

W pewnym momencie Peter, drugi, obok Nataszy, główny bohater, chce pomóc obcej osobie w potrzebie. I orientuje się, że gest bezinteresownej pomocy w ciągu jednego dnia stał się ekstrawagancją. Mam wrażenie, że oglądamy ostatnio więcej dystopijnych, ponurych wizji przyszłości. Czy „Na Linii świata” to wyraz pani obawy, że kultura, w której żyjemy, jest aż tak krucha?

– Niedawno przekonaliśmy się, że demokracja może wyparować w ciągu paru dni. Pytanie, jak mocne są nasze wartości, a nie systemy, które tworzymy, bo one muszą się zmieniać, nie są monarchią. Dlatego w demokracji tak ważne jest prawo. Nadzoruje zmiany na krawędzi rewolucji i stagnacji. Sąd Najwyższy w Warszawie jest koloru zielonego – nadziei, na sprawiedliwość. Do kolumn są przymocowane metalowe litery ułożone w łacińskie sentencje. One mogą być łatwo wyrwane, czy przetopione na medale dla nowej władzy. Ale ważne, by te słowa o wartościach były w nas, my jesteśmy ich nośnikami.

Ale mam wrażenie, że demokracja nie jest Pani ulubionym ustrojem?

Jak się nie ma co się lubi, to się kocha co kadencję. Demokracja jest najdoskonalszym ze znanych nam systemów. Jasne, że wolałabym ustrój anarchiczny złożony z ludzkich aniołów. Nadejdzie. Do tego prowadzi cywilizacja Zachodu: alkoholików i ścierwojadów.

Naprawdę?

– Trujemy planetę żrąc mięso. Cały tydzień harujemy ponad siły, żeby w weekend dla odpoczynku truć się alkoholem, odreagować mękę. Nie widzę w tym sensu. W Starożytnym Egipcie wierzono w życie po śmierci, dlatego się mumifikowano. Dziś mumifikujemy się za życia – botoksem. Kultura i wartości nieprzeliczalne idą się jebać.

Pani wciąż pisze.

– Mogę nawet sobie wyrzeźbić Światowida o pięciu twarzach i dziesięciu mózgach, ale wpływ na rzeczywistość mają nie książki, a Kardashianki. Cała nadzieja w doskonałych serialach. Fotogenicznie mówią o tym samym co literatura, ale mają mocniejszy, większy zasięg. „House of Cards”, „Breaking Bad”, „Małe Kłamstewka”, telewizyjny „Pitbull”.

Jakimi wartościami by to pani zastąpiła?

– Nie jestem od zastępowania, jestem tylko pisarką, rysikiem sejsmografu. ”Na linii świata” w dosłownym sensie oznacza linię horyzontu. Za nią coś jeszcze niewidocznego. Albo jesteśmy online – na linii. Ale przede wszystkim jest to pojęcie z fizyki kwantowej mówiące o tym, gdzie znajdują się wszystkie punkty czasoprzestrzeni. Czyli gdzie jesteśmy. Mamy z tym problem, coraz częściej zastanawiamy się „O czym jest ten świat?”

Pisząc tę powieść wchodziłam w inną realność. Przyszłość wyrasta z ziaren teraźniejszości, a ta jest gotowa. Wszechświat jest harmonią częstotliwości, tak jak nasze ciała i umysł. Żyjemy w niesamowitym momencie przełomu. Podobnym do lat 40-ych ubiegłego wieku. Kiedy dokonano próbnego wybuchu bomby atomowej zmieniającej epokę. W tym samym czasie eksplodowała głowa rowerzysty w Szwajcarii. Wracał z laboratorium chemicznego, gdzie spróbował jednego z wynalazków. To było LSD. Pewne zmiany, w naszej mentalności i geopolityczne przebiegają równolegle, chociaż pozornie nie są powiązane. Teraz jest podobnie. Produkuje się środki poszerzające świadomość przez sprzężenie medytującego mózgu z technologią. Na tym polega przyszłość. Nie na buntujących się robotach i gadających lodówkach.

Zakończenie powieści nie jest jednoznaczne, ale chyba wskazuje tam pani jakieś rozwiązanie?

Napisałam klasyczną powieść. Zastanawiałam się czy nie nazwać tej książki „Zadumana i wkurwiona”, nawiązując do Jane Austen. Oddawałoby to sens życia bohaterki – Nataszy. Ma wielkie ambicje, ale ledwo wiąże koniec z końcem. I jak tysiące kobiet, dorabia „na kamerce”. Sama wyznacza granice, pokazuje swoje ciało, rozmawia, gra przed klientami zadowolenie. Kobiety się tym nie chwalą, ale nie uważają tego za prostytucję. Natasza wpada jednak w kłopoty. Kiedy nadarza się okazja wyjeżdża na zaproszenie klienta desperata z Doliny Krzemowej. Dostaje tam sensowną pracę, ale zaczyna się wplątywać w o wiele większe problemy i perwersyjne manipulacje. Kto chce, może wyciągnąć z tej książki tylko sensacyjną fabułę i zabawę. Kto czyta głębiej opis przemiany. Docieramy do kresu. Zaczyna się koniec, niekoniecznie apokalipsa, ale koniec świata, jaki znamy. Pocieszamy się, że będzie lepiej. A jeśli tym razem nie? Może się okazać, że wszystko ma swoje granice. Wtedy będziemy musieli sięgnąć do innych zasobów, które są nieograniczone, ale innego rodzaju, niż myślimy.”

Źródło – https://www.facebook.com/gretkowska.manuela/posts/1489986441093907  .

.

Polecam najnowszą książkę Manueli Gretkowskiej – http://www.empik.com/na-linii-swiata-gretkowska-manuela,p1144314514,ksiazka-p .

.

3 Responses to Manuela Gretkowska: Cała nadzieja w serialach

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>