Albo cukry, albo zdrowie

.

„… W kwietniu 2010 roku pismo Journal of the National Cancer Institute opublikowało wyniki ośmioletniego projektu badawczego pn. EPIC, przeprowadzonego między rokiem 1992 a 2000 na grupie 478 tys. Europejczyków. W jego rezultacie okazało się, że wbrew obiegowym opiniom na temat ochronnej roli owoców i warzyw, ich spożycie ma minimalny wpływ na zachorowalność na nowotwory. Wyniki tych badań stoją w sprzeczności z jednoznacznym stanowiskiem prezentowanym od 20 lat przez WHO oraz raportem, opublikowanym w 1997 roku przez World Cancer Research Fund, w którym ogłoszono, że związek taki definitywnie istnieje. Rozczarowujące rezultaty projektu EPIC rzuciły też cień na prowadzoną od 5 lat przez rząd USA kampanię reklamową, nawołującą do spożywania przynajmniej 2 owoców i 5 porcji warzyw dziennie.

Dodatkowo badanie EPIC potwierdziło wyniki badań naukowców z Australii. W 2007 roku doszli oni do wniosku, że w profilaktyce raka ważniejsze jest utrzymywanie prawidłowej wagi ciała aniżeli stosowanie się do propagowanych zaleceń dietetycznych. W tym kontekście, warto pamiętać, że o nprawidłową wagę dużo łatwiej stosując żywienie niskowęglowodanowe (wysokotłuszczowe) aniżeli wysokowęglowodanowe (niskotłuszczowe) a więc takie, które obfituje w warzywa, owoce, ziarna, wyroby mączne itp. Problemy z wagą na diecie „owocowo-warzywnej” wynikają z tego, że zarówno owoce jak i warzywa to cukry. Mówiąc w dużym uproszczeniu, spożycie cukrów, w przeciwieństwie do tłuszczów, podnosi znacząco poziom glukozy we krwi. W odpowiedzi wydzielana jest insulina, która obniża jego stężenie, często do poziomu hipoglikemicznego. Taki stan, z kolei, na nowo wzmaga „głód cukru” w celu przywrócenia jego prawidłowego stężenia. I tak w kółko. W ten sposób jedzenie węglowodanów zwiększa apetyt zamiast go redukować. Stąd nielogiczne z pozoru powiedzenie „apetyt rośnie w miarę jedzenia.” Stąd też powstały zalecenia żywieniowe odnośnie spożywania małych posiłków co 2-3 godziny – dłużej na diecie niskotłuszczowej bez jedzenia po prostu trudno wytrzymać… ”

Więcej – http://nowadebata.pl/2010/04/26/%e2%80%9ezdrowa-dieta%e2%80%9d-nie-chroni-przed-nowotworem/#more-175

Proste: albo cukry, albo zdrowie!  Cukry to również owoce, miód, maltoza w piwie, itp oraz wszystkie produkty zbożowe. Cukry nie są właściwym dla człowieka źródłem energii. Właściwym dla człowieka źródłem energii są tłuszcze zwierzęce. Energii potrzebujemy na potrzeby wewnętrzne, bo każdy nasz organ (mózg, serce , wątroba, trzustka, nerki, itd) by pracować jej potrzebuje, oraz na potrzeby zewnętrzne, czyli tzw wysiłek fizyczny i umysłowy, a nawet stan spoczynku i relaksu.

.

Polecam również:

–  dr Jan Kwaśniewski: Krótka instrukcja obsługi człowieka – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=74

– Źrodła energii dla człowieka – http://www.stachurska.eu/?p=3383

– Dieta wysokowęglowodanowa jest OK!… – http://www.stachurska.eu/?p=9928

79 Responses to Albo cukry, albo zdrowie

  1. Renia pisze:

    Te wszystkie choroby cywilizacyjne – z cukrzycą i otyłością na czele -lekarze próbują (i znakomicie im się to udaje) zrzucić na karb tłuszczów nasyconych, pomijając zupełnie węglowodany, głównie cukier…białą śmierć…
    To jest nielogiczne, aby coś (dokładnie to tłuszcze zwierzęce), co od wieków ludzie jedli i nie powodowało chorób cywilizacyjnych ani otyłości, nagle zmieniło swoje działanie, a cukier, którego spożycie znacznie wzrosło w ostatnich dekadach był tak mało istotny…

  2. http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/601183,cukier_w_polsce_krzepi_ale_tylko_producentow_cukru.html . Ciekawe że nie ma tam słowa o tym, że wraz ze zwiększeniem spożycia cukru proporcjonalnie wzrastają fundusze NFZ. Nawet o potrzebie tego wzrostu nie ma, od wielu lat nie ma. Chorych przybywa, a „leczy” się ich wielomiesięcznymi kolejkami do lekarza.

  3. „Gazeta Polska codziennie” troszczy się o większe spożycie cukru w Polsce – http://biznes.onet.pl/cukier-juz-nie-krzepi,18566,5053656,1,prasa-detal . Czy nie słyszała o skutkach tego spożycia? Czy gdyby słyszała to zatroszczyłaby się o spożycie mniejsze?

    Strasznie i (nie)śmiesznie – http://www.stachurska.eu/?p=2190 bez zmian.

  4. bob pisze:

    W tym tekscie nie ma logiki! Cytat:

    „W tym kontekście, warto pamiętać, że o nprawidłową wagę dużo łatwiej stosując żywienie niskowęglowodanowe (wysokotłuszczowe) aniżeli wysokowęglowodanowe (niskotłuszczowe) a więc takie, które obfituje w warzywa, owoce, ziarna, wyroby mączne itp. ”
    i dalej – zaprzeczenie tej tezy-
    „Problemy z wagą na diecie „owocowo-warzywnej” wynikają z tego, że zarówno owoce jak i warzywa to cukry. Mówiąc w dużym uproszczeniu, spożycie cukrów, w przeciwieństwie do tłuszczów, podnosi znacząco poziom glukozy we krwi.”

    To w końcu jak – dieta wysokowęgowodanowa tuczy czy nie tuczy?Może by tak sprecyzowac?

  5. To doprecyzujmy:

    – Łatwo sprawdzić: o tłuszczu – http://www.stachurska.eu/?p=728

    – Z winy insuliny – http://www.stachurska.eu/?p=917

    Czy powyższe jest pomocne?

    A’propos warzyw – http://www.stachurska.eu/?p=925

    I może jeszcze: Mity współczesnej dietetyki – http://www.stachurska.eu/?p=2925

  6. Renia pisze:

    Kalorie (dodatni bilans kaloryczny) nie są sprawcą tycia, tylko nadmiar zjadanych węglowodanów – zamieniany w wątrobie na cholesterol (endogenny). On dostaje się do tkanki tłuszczowej i do tętnic. Nie ma takiej reakcji biochemicznej, która by umożliwiła zjadanemu tłuszczowi (cholesterolowi egzogennemu) na odkładanie się w postaci zbędnego tłuszczu (tycie) czy na przyczynianie się do miażdżycy tętnic. Tłuszcz ten (spożywane kwasy tłuszczowe nasycone, czyli tłuszcz zwierzęcy) wykorzystuje organizm jako źródło najlepszej (najwydajniejszej) energii.

    Zjedzone w nadmiarze węglowodany (np. owoce, które są bogate w cukier – fruktozę) powodują podwyższenie w organizmie poziomu cukru (glukozy), to z kolei sprawia wytwarzanie większej ilości insuliny (aby obniżyć poziom tego cukru) a insulina jest sprawcą tycia.

    Np. moi znajomi, którzy zjadają spore ilości owoców są wszyscy otyli (ale mogą być wyjątki). Również zauważyłam to samo zjawisko w naszym sklepie, że otyłe osoby kupują bardzo dużo owoców, chyba sądząc, że mogą jeść je „bezkarnie” do syta. I błędne koło się kręci… 😕

  7. http://finanse.wp.pl/kat,104128,title,Test-energetykow-czyli-jak-nas-koluja,wid,14326411,wiadomosc.html?ticaid=1e16e

    http://www.tvn24.pl/0,1737991,0,1,dyskusje-o-diecie-zagryzali-slodkimi-paczkami,wiadomosc.html . Łódź zdrowe miasto? Z najkrótszą długością życia w Polsce? Przy okazji: jaką część łódzkiego społeczenństwa stać na przysparzającą zdrowia żywność – http://www.stachurska.eu/?p=2712 ?

  8. Renia pisze:

    Cukier uzależnia jak narkotyk…jest główną przyczyną otyłości…

    http://www.medonet.pl/zdrowie-na-co-dzien,artykul,1657236,1,cukier-uzaleznia,index.html

  9. Łukasz pisze:

    Bardzo to ciekawe, bo stoi w sprzeczności ze wszystkim. Dziwi mnie tylko to, że około 150 lat temu problemu nowotworów praktycznie nie było, a pacjentów onkologicznych w ostatnim stuleciu przybywa wraz ze wzrostem spożycia mięsa. Moja prababcia (zmarła gdy miałem 15 lat, a już wtedy sporo się interesowałem tym jak to było kiedyś, więc i rozmów było sporo) opowiadała mi o tym jak to świnka miała wartość kilku hektarów ziemi i powszechnie na wsiach mięso drobiowe było zwykle „na niedziele”, a wieprzowina czy cielęcina od święta. Jedzono bardzo dużo zup, nawet na śniadanie, a drugie danie to zwykle kasze czy ziemniaki lub warzywa krzyżowe. Wiele osób wyznających dietę „optymalną” odwołuje się do tego, że kiedyś jedzono dużo mięsa (coś mi się nie wydaje) i bardzo tłusto. Tutaj rzeczywiście przyznam, że nie było odtłuszczonego mleka, śmietany itp, ale nawet znaczne spożycie smalcu nie ustali takich proporcji jakie się w diecie „optymalnej” proponuje względem węglowodanów. W warzywach i owocach znajduje się sulforafan, polifenole, izoflawony, selen, antyoksydanty itp Wszystko to ma dowiedzione badaniami naukowymi pozytywne dla nas oddziaływanie na komórki nowotworowe. Jeszcze nigdzie nie słyszałem, ani nie przeczytałem, że tłuszcze zwierzęce i białko oddziałują na apoptozę komórek nowotworowych. Pominę fakt, że moja mama korzystając z dobrodziejstwa nowych czasów gdzie produkty odzwierzęce dostępne są od ręki w cenie często niższej od warzyw czy zbóż skończyła z niedrożnością jelit spowodowaną rakiem okrężnicy. Tutaj też wszelkie opracowania naukowe o raku okrężnicy wskazują jednoznacznie na wieprzowinę (także smalec etc przez nierównowagę pomiędzy przeciwzapalnymi Omega-3, a prozapalnymi -6), ale przecież to zmowa milczenia, mafia i w ogóle..

    Ps. Ta cała nagonka na spożywanie warzyw i owoców wynika z tego, że za fałszowanie badań naukowych więcej płacą rolnicy ze wsi niż ogromny przemysł przetwórstwa mięsnego? Brzmi kuriozalnie :E

  10. Renia pisze:

    Jeśliby zalecenia świata medycznego były prawidłowe, to byłoby coraz lepiej a nie gorzej. Faktem jest, że większość rolników dawniej na co dzień nie jadła mięsa. Ale nie jest to związane z tym, że unikali oni mięsa dla zdrowia, tylko z biedą. Wiedzieli doskonale co jest zdrowe i co choremu podawać. Nie żyli oni też tak średnio bardzo długo. Dłużej żyła szlachta (nie licząc rozpusty w czasach saskich) i hrabiostwo. Tam mięso, jaja, masło, tłusta śmietanka były na stole codziennie…

  11. Renia pisze:

    Ksiądz, lekarz i nauczyciel średnio też żyli dłużej niż rolnicy… i to im właśnie rolnicy zanosili swoje tłuste gąski…

  12. OPTY pisze:

    Łukasz napisał post, który tak naprawdę nie wiedomo jak sklasyfikować . Trochę za ,trochę przeciw. Dokładnie tak samo jest wśród większości nie wiedzących, że to co spożywamy ma najistotniejszy wpływ na nasze zdrowie lub jego brak. Wcale mnie to nie dziwi, sam kiedyś tego doświadczyłem, dobrze tylko ,że nic mnie nie zmogło skutecznie. Jest też w tym poście dużo pomieszania spraw wcale nie ułatwiających postronnemu czytelnikowi wyrobienia sobie konkretnej opinii w sprawie odżywiania ludzi.
    Jak dla mnie najważniejsza rzeczą w tej materii jest ” Wiedza”. Tylko ,że aktulanie mamy przesyt rozmaitych ” Wiedz” i tak naprawdę trudno człowiekowi nieobeznanemu w temacie wybrać to, co rzeczywiście przynosi dla niego pożytek. Wpojono nam w przeważającej większosci dość skutecznie ,że choroby są nieodłączną cechą ludzkiego żywota ,że trzeba się leczyć i przejść niejko do porządku dziennego co do wszelkich ułomności zdrowotnych własnego organizmu. Mi też się tak kiedyś zdawało , bo nic nie świadczyło ,że może być inaczej, chociaż jak już wspominałem , nie nachorowałem się w życiu za bardzo a to, że w ogóle chorowałem było i tak za dużo – i dobrze. Co do ” Wiedzy ” , to powinniśmy raczej optować wokół takiej , która przynosi pozytywne skutki , tak jak jest to w naukach technicznych, matematyce , fizyce , chemii – słowem naukach przyrodniczych – podstawowych. Jeśli codziennie jesteśmy zasypywani widomościami o postępie chorób zw. cywilizacyjnymi , nieskutecznością coraz to wymyślniejszych i szkodzących nam leków, powszechną ułomności medycyny w zwalczaniu chorób, fałszowaniem badań i ich wyników, nieskuteczności dotyczasowych metod leczenia, pojawianiem się coraz to nowszych odmian chorób, zatruwaniem chemią artykułów spożywczych, oszustawmi produkcyjnymi żywnosci , zatruwaniem gleb i roślin uprawianych przez środki chemiczne, zatruwaniem hodowlanego bydła rzeźnego itd., to moim skromnym zdaniem u człowieka myślącego powinna zapalić się czerwona lampka ostrzegawcza, że tu jest coś nie tak, jak być powinno.
    To jest indywidualna cecha każdego człowieka, nie po to Natura -Bóg dał(a) nam inteligencję ,żeby z niej nie korzystać. Kto dał się uśpić oficjalnym komunikatom ,że jest dobrze niech nie narzeka ,że jest źle. Natomiast kto ruszył kiepełą , ten już wie ,że ulegamy powszechnemu złudzeniu ,że jest dobrze. Gdy tak nie było , nie byłoby wszystkich tych trudności , że się tak eufemistycznie wyrażę , których obecnie doświadczamy.
    Łukaszowi polecam zapoznanie się z książkami dr. J. Kwaśniewskiego, wtedy dowie sie jak to kiedyś z żywieniem i dlaczego akurat tak bywało. Tu nie jesteśmy w stanie wklejać całych książek , nie miejsce na to. Wystarczy jedynie ,że opisujemy swoje doświadczenia po przejściu na żywienie optymalne. Już samo to ,że jest pokaźna grupa ludzi skutecznie wyleczonych powinno dać asumpt do zapoznania się z tego rodzaju wiedzą. Jeszcze lepiej, wypróbownia jej na sobie i wtedy rozmowa przybierze zupełnie inny koloryt. Czego ninijszym Łukaszowi życzę.

  13. Renia pisze:

    W powyższym artykule jest sporo racji ale i sporo niedorzeczności…
    Cukier szkodzi. To fakt. Ale zamiana słodyczy na owoce, to tyle samo pomaga jak przejście z deszczu pod rynnę. W owocu jest sporo fruktozy, którą wątroba przetwarza na glukozę…nadmiar jej jest przetwarzany na trójglicerydy a te na cholesterol… 😕

  14. Nemer pisze:

    Szanowna Pani Tereso

    Wczoraj (nie „w dniu wczorajszym” – jakim to zwrotem raczą nas osoby mające się za dziennikarzy-profesjonalistów), w TVP Info o godz. 23.30 był emitowany francuski film dokumentalny zatytułowany – „Obrazowanie, czyli rewolucja w medycynie”. W jednym z fragmentów, była mowa o nowotworach i sposobie ich „namierzania”. Powiedziane zostało wyraźnie i wprost, że ponieważ nowotwór odżywia się tylko cukrem, to jakiejś glukozy z kontrastem używa się do tego, by zmiany nowotworowe dokładnie namierzyć i określić precyzyjnie ich wielkość.

    Poza tym, dzisiaj rozmawialiśmy z lekarzem hepatologiem, który właśnie wrócił z XVI konferencji naukowej Polskiego Towarzystwa Hepatologicznego jakie miało miejsce w Białymstoku, na której to konferencji wyraźnie powiedziano, że cukry proste są zabójcze dla wątroby. Dlatego też zalecił bliskiej mi osobie, która walczy z najbardziej zjadliwym genotypem HCV, by w żadnym wypadku nie spożywała cukrów prostych. Stwierdził, że dla wątroby o wiele lepszym pokarmem będzie schabowy usmażony ale nie przypalony0 na smalcu. Podkreślam, że nie jest to żaden lekarz optymalny ale robiący specjalizacje młody lekarz. Dodam jeszcze, że wykluczył z diety oleje roślinne z wyjątkiem oliwy z oliwek, świeżego oleju lnianego i oleju z ostropestu, tłoczonych i stosowanych na zimno. Zalecenia te wynikają nie tylko z jego dotychczas zdobytej wiedzy ale też z prezentowanej przez wybitnych specjalistów hepatologów jaką prezentowali podczas kongresu.

    Pozdrawiam, Nemer

  15. Dziękuję Panu, Panie Nemer, za powyższe informacje. Jest to jakieś światełko w tunelu, oby jak najszybciej się przebiło do świadomości ogółu. Co do tłuszczów to najlepsze jednak zwierzęce, szczególnie ludziom chorym. Jest smalec, masło, śmietana, słonina, jest szpik. Właśnie. W sklepie „U rzeźnika” zamówiłam kości szpikowe i zamówienie zostało przyjęte oraz zrealizowane. Właśnie gotują się i będzie z nich pożytek. Pierwszy raz mam je w domu :) , okazało się że można je znaleźć.

    Blskiej Panu Osobie życzę rychłego powrotu do zdrowia!

  16. Renia pisze:

    Tutaj dr. Pala wypowiada się w temacie diety wątrobowej…

    http://www.optymalni.pl/infopage.php?id=88

  17. Nemer pisze:

    Szanowna Pani Reniu
    Dziękuję za link. Przeczytaliśmy z zainteresowaniem, jak i wszystkie teksty pod tematem – „Wątrobę masz tylko jedną”. Jak już nasza Gospodyni zauważyła, pojawia się „światełko”, co akurat w tej kwestii, czyli wątroby wskazuje na zbieżność DO i ŻO, lekarzy „optymalnych” z głoszonymi przez świat medyczny zaleceniami oficjalnymi i które wreszcie nie są ze sobą sprzeczne. To wydaje się być bardzo istotne dla medycznych ignorantów, do których się zaliczam, bo nie rodzi to u takich jak ja żadnych wątpliwości – tym razem, znaczy.
    Po zakończeniu drastycznej kuracji, która nie będzie – to już wiadomo – do końca skuteczna, podczas co najmniej rocznej przerwy przed następną, ŻO i DO będzie stosowana a cieszy przynajmniej to, że zarówno hepatolodzy jak i lekarze optymalni mają zbieżną wiedzę i wynikające stąd zalecenia.
    Pozdrawiam, Nemer

  18. Renia pisze:

    Jest to bardzo optymistyczne, można nawet powiedzieć, że optymalne … 😀

    Pozdrawiam… 😀

  19. Nemer pisze:

    Szanowna Pani Tereso
    Dziękuję za życzenia,
    masło prawdziwie wiejskie, biały tłusty ser robiony w domu z wiejskiego mleka, jaja z dobrego źródła i smalec własny z powolnej produkcji skwarek są w zasadzie codziennym elementem diety zarówno mojej jak i „wątrobowej pacjentki”. Szpik, to niestety głównie ja tylko. Bardzo go lubię. Mam taki sklep w pobliżu, gdzie zaopatrujemy się w tzw. pręgę na rosół i jest ona pocięta tak, że szpik doskonale widać i można sobie wybrać, z czego oczywiście korzystam dość często.
    Wie Pani, nie wszyscy potrafią „dojrzeć” do niektórych rodzajów żywności. Niektórzy np. uwielbiają i uważają za przysmak takie małże na żywo, ledwo skropione cytryną albo rybie jajka czy tez żaby na przykład. Ja należę do takich, którzy gotowi są spróbować wszystkiego ale bywają tacy, którzy się ode mnie różnią.
    Mam taką „optymalną” znajomą, która 10 lat temu dopadłszy mojej literatury autorstwa Jana Kwaśniewskiego zaczęła ją stosować konsekwentnie i jej pierwszym rannym posiłkiem jest z reguły kawa z łojem wołowym, co w niektórych budzi odruch wymiotny na samą myśl, że mogli by czegoś takiego spróbować. Ja już jestem gotowy na taki eksperyment.

    Ponieważ w swoim blogowym dziale kulinarnym używa Pani dość często pojęcia „wagi należnej”, spróbowałem się do niego zastosować przez ostatnie 1,5 miesiąca. Ubyło mi 8 kg masy, z czego się bardzo cieszę, też dlatego, że potwierdziłem na sobie, iż na „diecie Kwaśniewskiego” tyć się nie da bez względu na ilość spożywanych kalorii.

    Widzę, że jest Pani bardzo negatywnie nastawiona do wszystkich tłuszczy pochodzenia roślinnego. Moim zdaniem, laika, są wyjątki – jeśli się je stosuje z umiarem, to znaczy oliwa z oliwek właśnie, świeży olej lniany(jako chociażby podstawa diety antyrakowej dr Budwig), czy wytłoczony z ziaren zawierających sylimarynę.
    Generalnie, to ja jestem negatywnie nastawiony do tłuszczów roślinnych i docierają do mnie zalecenia hepatologów, którzy smażony olej roślinny – jakikolwiek – uważają za zabójczy dla wątroby ale nie wyobrażam sobie sałatek do obiadu nie skropionych – nawet obficie – oliwą z oliwek.
    Pozdrawiam, Nemer

  20. Ponieważ w swoim blogowym dziale kulinarnym używa Pani dość często pojęcia „wagi należnej”, spróbowałem się do niego zastosować przez ostatnie 1,5 miesiąca. Ubyło mi 8 kg masy, z czego się bardzo cieszę, też dlatego, że potwierdziłem na sobie, iż na „diecie Kwaśniewskiego” tyć się nie da bez względu na ilość spożywanych kalorii.

    Pięknie, Panie Nemer :) Jakby to uczcić?

    Tyje się od nadmiaru węglowodanów i/lub nadmiaru białek. Nie ma fizjologicznej możliwości tyć od tłuszczu – http://www.stachurska.eu/?p=728 . Przestrzeganie proporcji B : T : W pomaga nie wpaść w pułapkę. Genialne w swej prostocie… Miło że z pomocą tego blogu pozbył się Pan zbędnych kilogramów.

    Kuchnię macie Państwo pierwszorzędną :) , gratuluję. Ja warzyw na surowo jadam mało i ew. ze śmietaną, preferuję duszone na maśle, czy smalcu. Wyszłam z bardzo ciężkiej choroby i nie byłoby mi miło to zmarnować, więc się obchodzę bez tłuszczów roślinnych bez żalu. O oleju lnianym znajdzie Pan i takie informacje, które od niego odstręczają. Już raczej oliwa z oliwek, ale też z umiarem. Jednak póki są zwierzęce ja się „nie skuszę”.

    Pozdrawiam :)

  21. Renia pisze:

    Teresa, dr Kwaśniewski pisał, że przy Żywieniu Optymalnym niewielkie ilości olejów roślinnych nie szkodzą. Ja trochę używam do filetów śledziowych (małosolnych z cebulką) i do surówek…ale to jest rzadko…surówki przestały mi smakować…

  22. Wiem, pamiętam, Reniu. Ale w domu obecnie oliwy nie mam. Ostatni zakup się (nie otwierany) preterminował 😉 Może kiedyś kupię jakąś małą buteleczkę? Są po 50 gram?

  23. ElaC pisze:

    O tak! Panu Nemerowi tylko pozazdrościć takich produktów w kuchni. I pogratulować rezultatów, co niniejszym czynię :)

  24. Nemer pisze:

    Szanowne Panie,
    nie wymieniałem dalej opinii, bo jako kuchenny antytalent, to widzę, że nawet sałatek od surówek nie potrafię dobrze odróżnić.
    Wracając do „ad remu”:
    http://wyborcza.biz/biznes/1,100897,12051368,Cukier_nalogiem_ludzkosci__Przez_Butza.html
    Pozdrawiam, Nemer

  25. Nemer pisze:

    Pani Reniu,
    tak sobie myślę, że prezentowane tu potrawy http://magazyn-kuchnia.pl/magazyn-kuchnia/56,123978,12057430,Kuchnia_srodziemnomorska__oliwa_z_oliwek.html
    mogłyby stanowić znakomite uzupełnienie propozycji z „Kuchni Stachurskiej”, o ile oczywiście dałoby się je uzupełnić i skorelować z BTW i „wagą należną”!
    Pozdrawiam, Nemer

  26. Renia pisze:

    Panie Nemer wspaniały artykuł Pan tutaj podał …chociaż pokazuje on smutną rzeczywistość… 😕 Mówię 0 tym:

    http://wyborcza.biz/biznes/1,100897,12051368,Cukier_nalogiem_ludzkosci__Przez_Butza.html

    „…Zatem jedząc odtłuszczone produkty, ludzie stają się coraz grubsi…”

  27. Renia pisze:

    Panie Nemer, na pewno dałoby się te szaszłyki z kuchni śródziemnomorskiej przerobić na kuchnię stachurską (optymalną), ale ja mam jakiś dziwny odruch jak patrzę na krewetki. 😡 Jadłam je tylko raz i „rosły” mi w buzi, brzydzę się ich…i nie będę nic z nimi kombinować. Szaszłyki lubię – najbardziej z polędwicy albo karkówki (z boczkiem wędzonym, cebulką i ewentualnie papryką słodką – pieczone na smalcu w brytfannie lub z grilla)… 😀

    Pozdrawiam, Renia

  28. Reniu, Panie Nemer,

    ciekawe, że w powyższym artykule o cukrze ani słowa o senatorze McGovernie i Kongresie USA …

    Poza tym warto obejrzeć te dwa filmy – http://www.stachurska.eu/?p=8706 .

  29. Jaco pisze:

    co do diety optymalnej to w jednym zgodzę się na pewno że pomaga w 1 aspekcie (choć jej nie stosuję).. dokładnie chodzi o ograniczenie spożycia cukrów i to jest wg mnie główny czynnik który pomaga człowiekowi, ograniczenie cukrów powoduje że drożdżaki dostają mało pożywienia dla siebie a to znacząco ogranicza lub nawet hamuje ich rozwój. jak wiadomo od pewnego czasu (choć medycyna konwencjonalna o tym milczy) grzybice / drożdżyce wewnątrzustrojowe są sprawcą wielu dolegliwości, chorób szczególnie tych przewlekłych. stąd wg mnie zbawienny wpływ tej diety na ludzi którzy ją stosują

  30. Ciekawa wiadomość. Ciekawe co dalej. Polscy lekarze optymalni mogliby dostarczyć dowodów…

  31. Renia pisze:

    Nareszcie biorą się za trucicieli i manipulantów badań… 😀

  32. ON pisze:

    Witam
    nie studiowałem tej diety bo ja odrzuciłem po samych założeniach bo skrajności później czy wcześniej zaszkodzą uważam ze człowiek powinien zmieniać diete zależnie od pory roku teraz jest u mnie pora na przewagę kiszonek i kasz, orzechów w diecie nie zapominam o oliwie olejach.
    w ostatnim czasie b.duzo czytam na temat zdrowia wiele sprawdziłem na sobie ale juz na samym początku odrzuciłem mięso jak głównego truciciela tak jak białą mąke i mleko uht i jej przetwory no i cukier który zastąpiłem miodem, do tego staram sie nie łaczyc białek ze scrobia, scrobi z cukrami za co mi dziekuje wątroba.
    Moje poszukiwania doprowadziły mnie do następujących wniosków i nie będe odkrywczy zeby byc zdrowym trzeba oczyszczać organizm z toksyn bo toksemia jest główną przyczyna chorób przy organizmie ze zniszczonym ukl. odpornosciowym po chemi, ograniczać szkodliwe jedzenie i uzupełniać braki witamin i min. w naturalny sposób nasiona itd wiec tylko powrót do natury, nigdy czlowiek nie jadl mięsa tyle co teraz wiec nikt mnie nie przekona ze to zdrowe po pierwsze gdzie dostanie sie zdrowe mieso a skoro zwierzeta czują ze będa zabite i w stresie wydalaja toksyny w tym mocznik do krwi to jest odpowiedz ze sie nie dostanie a duza ilosc miesa w diecie powoduje ze kwas moczowy rozwala nam zdrowie w tym stawy naturalne tluszcze sa w orzechach polecam

  33. Renia pisze:

    Nikt Pana do niczego nie stara się przekonywać. Każdy może jeść jak chce. Wolny k-raj… 😀

  34. OPTY pisze:

    http://www.medonet.pl/zdrowie-na-co-dzien,artykul,1691072,1,komorki-zamiast-igly,index.html
    Znowu kombinują jak koń pod górę , a sprawa jest prosta, jechać na korepetycje do Ciechocinka.

  35. Renia pisze:

    Na takich przeszczepach lepiej zarobią niż na Diecie Optymalnej.
    Jajek nie mogą opatentować… :roll:

  36. OPTY pisze:

    hehehe , opatentować jajka kurze , to się nie uda nikomu . Nigdy nie są w stanie stworzyć coś takiego jak kura znosząca jaja . Natura jest bezkonkurencyjna w materii tworzenia , my jako jej twory raczej nie powinniśmy jej podrabiać ale jak zauważył J.K. zręcznie grać na jej logice.
    Może wreszcie ktoś to dostrzeże ? – wątpię ! Dużo się o tym mówi ale wnioski jak zwykle błędne. Na razie to co wyrodne bierze się jako naturalne, czyli wszystko odwrotnie.
    ————-
    Reniu , co się dzieje z ST od dłuższego czasu milczycie.

  37. Renia pisze:

    ST czyli Teresa Stachurska? Ona tutaj pisze codziennie i to przeważnie kilka razy. A ja? Jak jest dobrze, to staram się tylko z boku przyglądać 😉 Odzywam się też. Jednak dużo czasu zajmuje mi Forum dr JK i prace szkolne…oraz zjazdy, wyjazdy i spotkania.
    Fajnie, że Ty we wszystkich tematach się tutaj udzielasz. Ja w polityce to jestem „cienki bolek” sama nie wiem jak należałoby rządzić tym naszym pięknym krajem, aby było dobrze… 😕

  38. OPTY pisze:

    Reniu – ST , czyli Socjalizm Teraz . A ja tu udzielam teraz dość często, bo szlag mnie trafia jak niszczą człowieka Dobrego jakim jest Ikonowicz.

  39. Renia pisze:

    😆 nie zaskoczyłam z tym ST…
    Właśnie (za)mało tam ostatnio zaglądam… 😕
    Myślę, że w okresie zimowym więcej czasu będę miała i częściej tam będę pisała. Trochę żal mi ich tam, że tak mało osób u nich komentuje i się udziela. Prowadzący (Tymoteusz) bardzo się stara.
    Poznałam go osobiście i mam bardzo dobre zdanie o nim.
    Mało jest osób młodych, którym się jeszcze coś chce robić dla dobra wspólnego.

  40. Niby nic zaskakującego, że producenci z nami konsumentami sobie radzą nadzwyczaj łatwo. Teoretycznie mają przeciwwagę w naszych przedstawicielach od wszelkich fundacji i stowarzyszeń pacjentów poczynając poprzez NFZ-et aż po… rządzących. Teoretycznie, bo praktyka tej przeciwwagi nie potwierdza. I nawet akcyzy nie ma do cukru, fruktozy i margaryny – http://www.stachurska.eu/?p=14917 . O cukrze było jeszcze – http://www.stachurska.eu/?p=9074 .

    I kolejne larum – http://kobieta.onet.pl/zdrowie/czy-czeka-nas-biala-smierc-naukowcy- ostrzegaja-przed-nadmierna-zawartoscia-cukru-w/7l5mk . Producenci bez zmian.

  41. OPTY pisze:

    Z cukrami jest podobnie jak z narkotykami , uzależnienie powoduje przyzwyczajenie prowadzące do degeneracji i śmierci. Jedyna różnica w tym ,że cukry działają wolniej ale równie skutecznie jeśli nie gorzej biorąc pod uwagę wiekopomne negatywne następstwa. ” Cukier słodka trucizna” przywołuję znany już artykuł na tym blogu.

  42. OPTY pisze:

    ” Dziś lekarze na całym świecie powtarzają to, co w latach czterdziestych głosił dr Tintera:…” nikt pod żadnym pozorem nie powinien zaczynać tego , co nazywa się leczeniem psychiatrycznym, bez wcześniejszego przeprowadzenia testu tolerancji glukozy w celu ustalenia, czy organizm danej osoby jest zdolny do przyswajania cukru…” Wywiady dotyczące historii diet pacjentów diagnozowanych jako schizofreników ujawniają, że wybierana przez nich dieta jest bogata w słodycze, cukierki, ciastka, kawę napoje z kofeiną i żywność przygotowaną z użyciem cukru. ”
    http://www.vismaya-maitreya.pl/teorie_spiskowe_cukier_-_slodka_trucizna.html

  43. Może więcej (i wszędzie) takich artykułów trochę poszkodowanych przestrzeże, więc dobrze że są. Dzięki za linka :)

  44. OPTY pisze:

    Dzisiaj w nocy o o2. 10 do 02.30 na kanale Da Vinci Learning leciał bedzie serial dok. ” Futuris 2o12 : Zagadka cukrzycy”
    „Odmiana cukrzycy zw. insulinożerną staje się coraz bardziej powszechna. Mimo to naukowcy nie mogą odkryć przyczyn tej choroby i nie wiedzą jak jej zapobiegać. Zalecają by od wczesnej młodości unikać życia w sterylnych warunkach, co wzmocni układ odpornościowy.” – polecam uwadze.

    No ta bene, ja wiem gdzie mogą dowiedzieć się tego czego nie wiedzą , niech udadzą się do Ciechocinka tam jest ” Ktoś ” , kto opowie im jak to z chorobami jest – nie tylko z cukrzycą.

  45. OPTY pisze:

    Tak jak przypuszczałem film praktycznie wykazujący całkowitą niewiedzę o przedmiocie , szczycący się nowymi urządzenia pomiaru insuliny i innych wskaźników badanych przy okazji ale przyczyn oczywiście nikt nie szuka tam, gdzie powinien. Szkoda czasu.

  46. A te urządzenia robi się po to by je sprzedawać. Marketing. Błędne koło. Chorych traktuje się instrumentalnie… Bez nich nie byłoby wielu dochodowych biznesów.

  47. Kanionek pisze:

    Macie rację w tym, że dziś łatwo się pogubić w ogromie dostępnej wiedzy, zwłaszcza gdy część tej „wiedzy” jest zwykłą manipulacją obliczoną na zysk. Zapomnieliście wspomnieć o nurcie, który podłoża większości chorób upatruje w stresie i to też nie jest teoria pozbawiona sensu.
    Ja przyznaję otwarcie, że jestem „uzależniona” od cukru i choć mając obecnie lat 40 ważę tyle samo, co 20 lat temu (60 kg przy 168 cm wzrostu), chciałabym się od cukru uwolnić. Głównie dlatego, że każda forma niewolnictwa odbiera mi cząstkę godności osobistej.

    Co do jedynej słusznej diety – można się długo spierać nt. tego, co kiedyś ludzie jadali i jak długo żyli, a to i tak bez znaczenia. Dziś nie jest wczoraj i zmieniła się nie tylko jakość i ilość dostępnej żywności, ale cały tryb życia ludzkości, skład powietrza (nie, skład podstawowy nie uległ zmianie, ale np. przez kilkadziesiąt lat powietrze było „wzbogacone” związkami ołowiu w ilościach delikatnie mówiąc nadmiernych), poziom stresu, ilość bodźców atakujących oczy, uszy i nosy, a tym samym wymagających energożernej analizy mózgowej, itp., itd.

    Kto jest w stanie NAPRAWDĘ dokładnie przeanalizować wszystkie zmiany, jakie zaszły w warunkach życia człowieka na ziemi na przestrzeni ostatniego stulecia i przedstawić ich rzeczywisty wpływ na nasze zdrowie?

    Na koniec dodam jeszcze tyle: zapytałam moją babcię (86 lat, żadnych okularów, laski do podpierania, wzorowe wyniki badań krwi, zero przebytych chorób nowotworowych), która część życia spędziła na wsi, a potem z rodziną wypielgrzymowała do miasta „za chlebem” – co się kiedyś jadło? Babci łzy poleciały ze śmiechu. Jak to, co się jadło? To, co było! A jak na przednówku już nic nie było, to się nie jadło, ha ha ha!
    A tak konkretniej? Każdy miał sad lub chociaż trzy drzewa na krzyż i owoce jadło się do oporu. Każdy miał buraki, ziemniaki, marchew. Wszyscy mieli drób, taki czy inny. Mąkę trzeba było kupować.
    Robiło się zapasy i przetwory. Były lata tłuste, a potem chude.
    Była wojna i praca z łopatą przy rowach, pod okiem Niemca.
    Nieważne. Dziadek żył tak samo, jak babcia (w sensie diety), a zmarł mając lat 50, na zawał. Babcia ma lat 86 i od roku kłopoty z pamięcią, ale fizycznie jest w dobrej kondycji.

    Reasumując – nie samym żarciem człowiek żyje, to i nie od samego żarcia choruje i umiera. Jest jeszcze genetyka i choroby przekazywane „w spadku po dziadku” (moja ciotka zmarła mając lat 36 na raka wątroby – nie piła, nie paliła, nie brała leków, jadła to samo, co moja mama, a jej siostra, bo za komuny wszyscy mieli podobną dietę). Jest stresujący tryb życia i zanieczyszczenie wody i powietrza. I może jeszcze parę czynników, o których w ogóle gówno wiemy.

    A mi najbardziej wątroba gnije od „jedynie słusznych teorii” i „racji najmojszych”, upoważniających do patrzenia z góry na resztę ludzkości.
    Gnije mi również od polityków, urzędników i całego aparatu wyzysku i kontroli. Dlatego powoli odcinam pępowinę, choć wiem, że nie da się uciec od świata tak na 100%.

    Życzę długiego życia w zdrowiu :)

    Anka.

  48. Kanionek,

    witam przy stole, dziś chłodnik – http://www.stachurska.eu/?p=8951 :) Stresowi może powiedzieć stanowcze „nie” jako że umożliwia osobistej wątrobie wytwarzanie ATP – najlepszego paliwa dla mózgu i innych organów człowieka – http://www.stachurska.eu/?p=3383 , więcej – http://www.stachurska.eu/?p=13441 .

    Może adekwatnie do potrzeb organizmu urządzona zawartość talerza nie daje forów uzależnieniom i tu jest nadzieja? Wielką słabość do cukru miała moja Babcia, co się zemściło okropnymi żylakami. Skojarzyłam to dopiero wówczas gdy takie same zobaczyłam u jej siostrzenicy z identycznym problemem cukrowym.

    Poczytałam blog – http://kanionek.pl/ , dla mnie bomba :) Czy mogę go poupowszechniać wbrew zaleceniu „Kopiowanie i rozpowszechnianie, bez zgody, zabronione.” ? Dostanę zgodę na linkowanie tytułów?

    Zdrowia życzę najwzajemniej :)

    PS. Powody otyłości – http://www.stachurska.eu/?p=10999 . Można policzyć: dla diety wysokowęglowodanowej – http://www.stachurska.eu/?p=9928 , dla wysokotłuszczowej – http://www.stachurska.eu/?p=3383 .

  49. Gavroche pisze:

    Mnie wątroba gnije od „trzeba jeść wszystko, bo nie wiemy czego organizm potrzebuje” :)
    A trwanie w uzależnieniu od czegokolwiek, mimo jego świadomości, to najmądrzejsze nie jest.
    Wszystko na świecie można robić tylko na dwa sposoby, albo dobrze, albo źle.

  50. OPTY pisze:

    Myślę ,że nie złamię żadnej zasady kopiowania czy powielania( bez zgody autorki) , jak kto woli, wklejając kawałek tekstu-skargi naszej nowej sympatycznej koleżanki Ani z Kanionka ( nie z Zielonego Wzgórza) ?

    ” Ad. 1.
    Znowu, ZNOWU, mnie dziś sparaliżowało. Tym razem od trzeciego kręgu szyjnego do drugiego piersiowego. I to od czego? Od rozkosznego, niewinnego przeciągnięcia się rankiem. Nie przeciągnięcia się na linie uczepionej do szyi za pędzącym po wertepach traktorem, tylko takiego “ooo, jaki pięęękny dzieeeń”, rozpostartymi na boki ramionami w kierunku lekko do tyłu, przy tym ruch głową do góry, i trrach! Poszło coś w diabły, drzazgi i atomowy pył. Nie mogę wykonywać skrętów głową i ruchów ramionami. Mogę się poruszać jedynie w stylu R2D2. Chociaż nie, on miał łeb jednak obrotowy, a ja już nie mam. To trzecia (!) taka akcja w tym roku, poprzednia była gdzieś w kwietniu, że nie zliczę nawet problemów z dolnym odcinkiem kręgosłupa. No to co, jak nie gorset na cały kadłubek? Chyba, że już wszczepiają teleskopowe kije od mopa zamiast kręgosłupa. Z bogatego doświadczenia wiem, że jestem skazana na sztywne leżenie w łóżku przez kilka dni. Dziękuję, nie postoję.”

    Otóż , sympatyczna i świetnie pisząca Aniu , na to jest ” lekarstwo „, jest bo sam tego doświadczyłem przed laty ,chciałoby się rzec ” Krzyż Pański z kręgosłupem ( kościołem)” parafrazując tytuł książki K. Deschnera .
    Od ponad 12 lat już tego nie mam dzięki ” bogu ” naszej ziemskiej naturalnej medycyny z Ciechocinka , i choć w cuda nie wierzę, to jak mawiał Augustyn z Hippony, (uważany przez wielu za świętego), – ” Cud nie dzieje się w sprzeczności z naturą lecz w sprzeczności z tym , co nam o naturze wiadomo”.
    Może dzięki cudownościom będącym w zasięgu Twojej ręki ( kurki widziałem na zdjęciach i to jakiej rasy ?!) i Ty potrafisz przezwyciężyć stereotypy medycznego zaniechania myślenia ( nie ma chorób nieuleczalnych, jest tylko niedostateczna wiedza o nich ) wpisując się w obszar uleczonych ?
    Pozdrawiam

  51. Kanionek pisze:

    Tereso, można upowszechniać, ta klauzula ma na celu zapobieżenie cytatom i szastaniu zdjęciami bez podania źródła 😉
    Choć wiadomo, że ma działanie zapobiegawcze o podobnej mocy, co Rutinoscorbin w zakresie przeziębienia.

    Odpisuję dopiero teraz, gdyż u mnie wczoraj burza zaskoczyła drogowców, elektryków i wozy załadowane internetem, ale po 16 godzinach bez prądu i wody – jestem!

    Dobrzy ludzie, ja mam problem z nałogami ogólnie, dlatego nigdy noga moja nie stanie w kasynie, a wódki robię na owocach głównie do rozdawania w prezencie. Powoli wychodzę z nałogu nikotynowego (a fe, wiem), ale z cukrem walczę bez skutku od 20 lat. Bez cukru jestem na przemian nerwowa i ospała (mam z natury niskie ciśnienie, max. 110/60), ogryzam palce do łokci, oczy „mie sie” rozbiegają, no wrak człowieka.

    OPTY, napisz coś więcej o tym kręgosłupie, jeśli nie tutaj, to do mnie na maila? Ale może tutaj, jeśli Gospodyni Bloga pozwoli, bo przecież nas, połamanych na wszystkich kręgach, jest więcej. Ja mam i kręgozmyk i przepukliny międzykręgowe i co tam jeszcze. Oraz zwapnienia w ścięgnach stawów barkowych i 17 znachorów polskiej medycyny mnie badało i każdy gada co innego, a mnie ból potrafi sparaliżować na całe miesiące.

    A o kurczakach dziś cały wpis zamieściłam – są fantastyczne, wysportowane i niedługo powinny zacząć znosić jajka :)

    Dziekuję Wam za miły odzew i pozdrawiam, Anka.

  52. Kanionek pisze:

    Gavroche – ja jem wszystko (prócz wątróbki), bo w ogóle lubię jedzenie. Dobrze przyrządzone jedzenie, i nie chodzi mi o restauracyjne popisy z mazajem sosu żurawinowego na talerzu, tylko jadło konkretne, gdzie kucharz nie żałuje ani tłuszczu, ani przypraw, ani przypalonej czasem patelni 😉

    A z ostatnim zdaniem – można nie tylko „dobrze”, albo „źle”. Można jeszcze slalomem 😉
    Mam 4 krzyże na karku i choć do mentalnej starości mi daleko, to już wiem, że nic nie wiem. I tego będę się trzymać, bo życie codziennie weryfikuje moje „na 100%”, „wiem na pewno”, „nigdy w życiu” i tym podobne. Albo może brak mi asertywności 😀

  53. Może się przyda:

    – Choroby autoimmunologiczne – http://www.stachurska.eu/?p=14527

    – Dobre białko a zdrowe stawy – http://www.stachurska.eu/?p=16010 .

  54. Gavroche pisze:

    Cztery krzyże to bardzo niewiele 😉
    Ale to Twoje błędy, Twoje zdrowie, Twoja sprawa.
    Slalomem to tak „trochę w ciąży” :)

  55. Kanionek pisze:

    Miałam robione badania na poziom CRP i inne. Wszystko w normie. Nazwę mojej choroby, na podstawie zdjęć RTG, podał mi dopiero ktoś na zagranicznym forum (a nazywa się ona Calcarea Tendinitis (czasem tendinosis). Dwa lata temu spędziłam niejedną noc w internecie, szukając przyczyn i sposobów leczenia, znalazłam forum, na którym o tym schorzeniu piszą ludzie z CAŁEGO ŚWIATA, dosłownie, nawet facet z Indii się wypowiedział, i… Przyczyny są nieznane. Istnieją domniemania, niektóre podawane jako pewnik, ale z wymiany spostrzeżeń na temat trybu życia, diety, rodzaju wykonywanej pracy itd. wszystkich użytkowników forum wynika, że wspólny mianownik nie istnieje. Najczęściej chorują kobiety w wieku 30-50 lat, rzadziej mężczyźni, ale zdarzyły się i przypadki dziewczyn przed dwudziestką z zaawansowanym stadium choroby.

    OK, nie przynudzam. Jeśli OPTY się pojawi i zdradzi swoje sekrety zdrowego kręgosłupa, wyślę mu flaszkę nalewki wiśniowej po staropolsku :) Albo kopę zdrowych jajek od zielononóżek.

    Tereso, podziwiam Cię za tego bloga, jest w nim chyba wszystko. A będzie z pewnością jeszcze więcej.

    Pozdrawiam, Anka.

  56. Gavroche pisze:

    W zasadzie przestałem się już dziwić, że ktoś się godzi na „nieznaną i nieuleczalną” chorobę, a nie chce spróbować przez kwartał wysokotłuszczowej diety. :)
    Każdy jest kowalem swego losu.

  57. OPTY pisze:

    Droga Aniu , nie ma tu żadnego sekretu . Po prostu zacząłem jeść tłusto i ograniczyłem cukry do minimum albo całkowicie , i tak jest do dzisiaj.
    Kupuje się najtańsze mięso wieprzowe, tj . głowy świńskie ( kazałem porąbać w sklepie mięsnym na drobne ) i podgardle wieprzowe , tłusty boczek, nogi wieprzowe ,podroby wieprzowe ale mogą być też kurze no i oczywiście jaja kurze ze wsi ( z wolnego wybiegu – sam je widziałem jak przeszukują gospodarstwo w około, do kurnika na noc jedynie, takich jaj szuka się po sąsiekach ).
    Głowiznę gotuję ( w szybkowarze jak masz) jak rosół z kury – jeśli chodzi o przyprawy ( marchew, pietrucha + nać , seler , por , czosnek , liście laurowe, ziele angielskie , pierz prawdziwy ziarnisty( szczypty), lubczyk z działki zielony, i na koniec pół przypalonej na gazie cebuli , sól i pieprz do smaku. Gotować tak długo aż mięso samo odejdzie od kości. Rozdrobnione mięso można włożyć do plastikowego pojemnika ,ścieśnić je ( zbić w grudę ) i po ostygnięciu włożyć do lodówki . Stęgnie się nazajutrz jak galareta i już nadaje się do spożycia( po splastrowaniu) z chrzanem lub zwykłą najtańszą sarepską musztardą + jakieś warzywka np. czerwone buraczki przesmażone na maśle lub smalcu z drobno posikaną cebulką lub biała kapusta zgotowana w ćwiartkach posypana pieprzem cayenne. A wszystko oczywiści zgodnie z B:T:W Doktora – z tym ,że tłuszczu może być więcej ,od niego się nie tyje i nie choruje – on konserwuje i nadaje energii ( nadmiar tłuszczu wydalany jest z kałem). Rosół zw. też wywarem to piękna podstawa do zup, np. kup flaki ” husarskie ” i ugotuj na nim je – pycha. Ja czasami wypijałem ten rosół sam , czasami wlewałem do niego świeże żółtka jaj kurzych( wymieszać łyżeczką ).
    Oczywiście o cukierku, moja kochana ,możesz/powinnaś zapomnieć i o chlebku i o makaroniku , ryżu , kaszy itd. Jak widać masz ogród i warzywka swoje, to jak Ci czegoś brakuje to weź pomidorka z cebulką( szczypiorem) szczyptę soli i pieprzu do smaku lub nie.
    Do picia czysta woda niegazowana lub lekko + parę plastrów cytryny i jakiś sok zagęszczony z wiśni , malin czy aronii, czy porzeczki do smaku ( łyżeczka duża stołowa , czy jaki tam posiadasz , jak pisałaś. Oczywiście kawę i herbatę pijemy bez cukru . Kawę można pić z plastrem masła na wierzchu i szczyptą cynamonu lub/i kardamonu lub/i śmietanką 30% i tu pewne novum – jedno żółtko kurze -pycha , można posypać przytartą czekoladą gorzką. To jedyne nasze cukry jak na razie. Więcej nie potrzeba .
    Może kiedyś napiszę o wędzonkach np. słonina przytarta zmielona papryką ździebko solą ale tak uwędzona aby skruszała i jadło się jak dobrze ściągniętą galaretę – by się nie ” ciągła” przy gryzieniu .
    Wątróbki kurze( gęsie) smażone w śmietanie z cebulką -polecam. Jak się robi ” zimne nóżki ” pisał nie będę bo chyba każdy wie.
    A potem można nawet sobie strzelić kieliszeczek dobrej naleweczki” na zdrowie”- ” co to wiadomo ,że jeszcze nikomu nie zaszkodziła” jak mawia A. Grabowski w jednym ze skeczy.
    Papierosków nie palę czego i Tobie życzę . To nie wszystko , ale ile można zawrzeć w jednym poście ?

    Po jakimś niedługim czasie sama doświadczysz dobrodziejstwa zdrowienia organizmu – pod warunkiem zachowywania tego co napisałem i tego , czego doczytasz w necie lub w książkach Doktora Jana Kwaśniewskiego.

    Po obiecane” nagrody ” -” zgłoszę się” ewentualnie po efektach zdrowotnych droga koleżanko , wtedy ,kiedy napiszesz tu na tym forum o poprawie zdrowia , czego nieustająco ci życzę.
    A imię masz takie, jak moja najukochańsza córeczka – no , 28 lat i też na DO.
    Jeszcze raz pozdrówka – i pytaj ewentualnie o cokolwiek a na pewno Cię wspomożemy.

  58. Kanionek pisze:

    Gavroche, przemawiasz tonem mędrca, co gada do motłochu wywijając świętym papirusem. Nie godzę się na nieznaną i nieuleczalną chorobę, a o diecie Kwaśniewskiego dopiero się czegokolwiek dowiaduję. Z Twojej zaś wypowiedzi wynika, że „jedyną dietę ratującą życie” znam od lat, a uparcie dążę do samozagłady. Jak więc widzisz, już zdążyłeś się pomylić.

    OPTY, dziękuję za życzliwą odpowiedź.

    Czytam, myślę i analizuję.

    Pozdrawiam, Anka.

  59. Gavroche pisze:

    Ani Ty motłoch, ani ja mędrzec :)
    Czasem dobrze komuś przyspieszyć krążenie i pogonić nadnercza do pracy 😉
    Dobrze to wpływa na dalszą znajomość.

  60. OPTY pisze:

    http://biznes.onet.pl/wiadomosci/zywnosc/branza-cukrownicza-w-usa-wybielala-szkodliwosc-cukru/56bfff
    „Badanie to wykazało, że branża cukrownicza w USA od lat 60. XX w. zlecała prowadzenie badań naukowych, które miały tylko jeden cel: bagatelizowanie związku między spożyciem cukru a śmiertelnymi chorobami serca. Winę za te schorzenia przypisywano tłuszczom i cholesterolowi.”

    I tak było na całym świecie. I napisze kto w naszym kraju ,że Doktor Jan Kwaśniewski ma rację?
    Kiedyś te cukrowe-weglowodanowe mury runą i oby jak najszybciej.

  61. Gavroche pisze:

    Cukier jest niezbędny do życia, jeśli nie dostarczymy egzogennego cukru, organizm sam sobie go wyprodukuje, nadkładając energii, bo we krwi ma być stały jego poziom. 😀
    Oszołomy psioczące na cukier są na takim samym poziomie, jak wojujący weganie czy paleoguru.

    Przeciętny człowiek zjada około 30g cukru stołowego dziennie, nic nie znacząca ilość na diecie wysokowęglowodanowej.
    Zamiast się zajmować wyimaginowaną szkodliwością cukrów, należałoby wyedukować ludziska w zakresie wartościowego biologicznie białka, bo jego niedobór oraz nadmiar tłuszczu, to przyczyna cukrzyc i syndromów.

  62. Nadmiar tłuszczu? Na diecie wysokowęglowodanowej? Jako że na wysokotłuszczowej nadmiar tłuszczu organizm wydala?

    Polecam:

    – Edward Pliszka: Żywienie przy dysfunkcji trzustki – http://www.stachurska.eu/?p=8897

    – Dr Jan Kwaśniewski: Cukrzyca – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=64

  63. Gavroche pisze:

    Przecież 90% populacji jest na diecie wysokowęglowodanowej i to do nich skierowane są te brednie o cukrze. 😉
    Niedobór białka i nadmiar tłuszczu to przyczyna problemów zdrowotnych tej właśnie populacji, a nie kilkadziesiąt gramów cukru stołowego.

Dodaj komentarz