Dziennik EliC

.

Ustaliłyśmy z EląC, ze będzie prowadzić w tym miejscu dziennik realizowania projektu pn RATOWANIE ZDROWIA Dietą Optymalną Doktora Jana Kwaśniewskiego, jak to miesiąc temu zdeklarowała na kuchni stachurskiej – http://www.stachurska.eu/?p=6635#comment-3970 :

ElaC pisze:

Luty 12, 2012 o 12:28

„Współczuję Kamili, bo sama jestem chora. Nie chcę przez to powiedzieć, że ?zdrowy chorego nie zrozumie?, ale już Platon zauważył: ?Chorzy powiadają, że nie ma nic przyjemniejszego nad zdrowie, ale oni nie wiedzieli o tym przed chorobą, że zdrowie to rzecz najprzyjemniejsza.?

Dodam, że ja również, podobnie jak Kamila, choruję na chorobę z autoagresji ? od kilkunastu lat.

Niestety, choroba przez wiele lat nie była rozpoznana, później, gdy wyniki jednoznacznie wykazały przeciwciała przeciwjądrowe,  zlekceważona przez lekarza reumatologa ? po prostu zero reakcji, nie zlecono mi dalszych badań w celu postawienia konkretnej diagnozy?

Wreszcie, dzięki hematologowi, który nie wyrzucił mnie ze swojej poradni, mimo, że już się wyjaśniło, iż nie choruję na żadną chorobę krwi, oraz mojej inicjatywie i zdobywanej w Internecie szczątkowej wiedzy, lekarze reumatolodzy potwierdzili moją (o ironio!) diagnozę, że jest to Zespół Sjögrena. Wtedy skierowano mnie do Akademii Med. w Gdańsku ? w celu leczenia tego Sjögrena i obserwacji w kierunku choroby tkanki łącznej.

Z moich obserwacji i rozmów z pacjentami podczas dwutygodniowego pobytu w szpitalu na reumatologii oraz znanych mi przypadków z mojego bliskiego otoczenia, doszłam do smutnego wniosku, że jeszcze nikogo nie wyleczono, a krótkotrwałą poprawę samopoczucia lub sprawności, uzyskuje się bardzo wysokim kosztem. Mówię tu o kosztach organizmu a nie finansowych, chociaż to także bardzo ciekawy temat.

Aby nie było wątpliwości, że takie wnioski nie są wynikiem mojego pesymizmu spowodowanego wieloletnim złym stanem zdrowia wyjaśniam, że medycyna obecnie uważa choroby z autoagresji za nieuleczalne, nie zna ich przyczyny i stosuje leczenie wyłącznie objawowe.

A teraz wyjaśnię co miałam na myśli mówiąc o wysokich kosztach tego leczenia.

W szpitalu leczono mnie kroplówkami z Ketonalu 2x dziennie, do domu zlecono mi jeden lek sterydowy, jeden psychotropowy i 1 przeciwbólowy. Ten psychotropowy, to nie z powodu złego stanu psychicznego lecz na rozluźnienie mięśni szkieletowych? (Wtrącę tu, że wykonano podstawowe badania przy przyjęciu na oddział, ale kontrolnych, po dwutygodniowym leczeniu, już nie było.)

Przepisane mi leki szybko uzależniają o czym dowiedziałam się? z ulotki, po wykupieniu lekarstw.  Powodują także skutki poważne uboczne?

W opracowaniach medycznych znalazłam m.in. informację, że nie wiadomo do końca jak działają kortykosterydy w Zespole Sjögrena. I jeszcze taką:  ?W długotrwałej terapii kortykosteroidami działania niepożądane mogą okazać się większe niż szkody powodowane przez samą chorobę[1], dlatego zawsze powinno się stosować najmniejszą możliwą dawkę i/lub robić przerwy w podawaniu leku.?

Praktyka jednak wygląda inaczej ? lekarze każą brać te leki stale.

W TEJ SYTUACJI NIE ZDECYDOWAŁAM SIĘ NA LECZENIE.
Ktoś możne uznać taką decyzję za szaleństwo. Przyznam, że sama jestem w strachu, ale rozum się buntuje przeciw nieskutecznej terapii, która wręcz może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Rozum mówi, że właśnie o rezygnacji świadczyłoby przyjmowanie codziennej dawki ?trucizny? bez żadnej nadziei przecież, na wyzdrowienie?

A ja chcę się ratować, chcę się lepiej czuć, chcę wyzdrowieć. Jednego tylko nie wiem ? jak?!

Bez długich wstępów powiem, że dzięki zainteresowaniu tematami społecznymi spotkałyśmy się z p. Teresa Stachurską w Internecie, a pani Teresa, gdy napomknęłam przypadkiem o moim żałosnym stanie zdrowia, na podstawie osobistego doświadczenia zachęcała mnie do zapoznania się z ideą Żywienia Optymalnego doktora Jana Kwaśniewskiego.

Przyznam, że zachęcała mnie bardzo długo, a ja musiałam sięgnąć dna (zdrowotnie), aby sięgnąć po książkę Jana Kwaśniewskiego.

Czytałam i w miarę lektury nawiedzała mnie myśl, że to może być dla mnie szansa ? i nie ma co ukrywać ? ostatnia szansa.

Myślałam, że to co proponuje doktor ma sens, że poparte jest bogatą praktyką, zaowocowało wyleczeniem tysięcy ludzi. Przeprowadzono też pewne badania w tym zakresie, które w pełni potwierdziły skuteczność leczenia przez żywienie optymalne Kwaśniewskiego.
Myślałam także, iż nie mam właściwie nic do stracenia a do zyskania wszystko. Myślałam w końcu, że ludzie stosują tę dietę, aby zgubić parę kilo i się nie boją, to dlaczego ja mam się bać i nie spróbować ratowania życia.

Najbardziej jednak intrygują mnie własne refleksje na temat mojego odżywiania i samopoczucia oraz kilku osób z mojego bliskiego otoczenia.

Otóż, mówiąc najkrócej, wiele lat temu przeszłam na dietę wegetariańską i pozostawałam na niej 13 lat. Nie mogę się pochwalić, że dobrze się odżywiałam, jak to robią niektórzy jarosze. Moja dieta składała się głównie z węglowodanów.

Organizm zaczął wysyłać dramatyczne sygnały,  ale ja tego zupełnie nie kojarzyłam z dietą. Niektóre niepokojące objawy dawało się zwalczać, jednak zdrowie wyraźnie załamywało się.
Zaczęłam odwiedzać gabinety lekarskie, ale każdy widział swój kawałek pacjenta albo raczej niepokojący objaw, którego nie skojarzył z żadną przyczyną.

Trzeba przyznać, że lekarz rodzinna sugerowała mi zmianę diety, ale bez przedstawienia argumentów, więc  ? bez skutku?

Po lekturze ?Diety optymalnej? zaczęłam analizować także przypadki osób mi znanych ? chorujących na choroby autoimmunologiczne.

Dwie moje bliskie koleżanki są wegetariankami, właściwie nie będę owijać w bawełnę ? jedna z nich ? młodsza od mnie o 10 lat ? już nie żyje? Ona w ogóle fatalnie się odżywiała ? ponieważ tyła od ?leczenia? kortykosteroidami, to bywały okresy, że prawie nic nie jadła. Zresztą? to była w pewnym stopniu dorobiona do potrzeb ideologia, bo nie było jej stać na porządne jedzenie ? głodowa renta, wydatki na leki i ?obsługę niepełnosprawności?? To wyniszczyło organizm ostatecznie. Kiedy zaczęło  jej się lepiej powodzić materialnie (ale za cenę ciężkiej pracy) ? było już za późno. Tragedia?
Podobnie jest z innymi chorującymi znajomymi ? jedzą mało, głównie tzn. produkty light, warzywka itp.

Jestem za krótko na diecie optymalnej, by przedstawić rezultaty. Powiem tylko, że kiełkuje we mnie nadzieja? oczywiście nie tylko z powodu podjętej decyzji, ale jeszcze za wcześnie, aby mówić o konkretach.
Zachęcam tylko gorąco do zapoznania się z publikacjami Jana Kwaśniewskiego i wyrobieniu sobie własnego zdania. A także podjęcia próby, bo często pierwsze efekty przychodzą bardzo szybko i życie może się zmienić na najprzyjemniejsze (cytowany wyżej Platon) lub dużo lepsze.

Oby tak było!
ElaC”

EluC, kości zostały rzucone :)

219 Responses to Dziennik EliC

  1. Renia pisze:

    Pani Elu, życzę Pani wytrwałości i konsekwencji w podjętej decyzji oraz szybkiej poprawy zdrowia, która by dodatkowo mobilizowała Panią do trwania przy podjętym postanowieniu… 😀

  2. ElaC pisze:

    Dziennik optymalny EliC

    O niezłomny duchu humoru i przekory! Po pierwsze, sławne starożytne zdanie ?Kości zostały rzucone? z winy wspomnianego ducha i Sztaudyngera Jana, już zawsze będą mi się kojarzyć z fraszką: ?Kości zostały rzucone. Rzekł mąż rzucając chudą żonę.?

    Po drugie, tylko ktoś zupełnie nieświadomy mojej kulinarnej ułomności i patologicznej niechęci do liczenia, mógł mi zaproponować prowadzenie, bądź co bądź, żywieniowego bloga.

    I to jeszcze tak odpowiedzialnego ? bo o zdrowie przecież chodzi! I tak trudnego ? bo jeśli mi ktoś powie, że żywienie z wagą i kalkulatorem w ręku jest łatwe, to go wyśmieję!

    Ale cóż ? wiem, wiem ? bo Teresa Stachurska raz na tydzień wbija mi telefonicznie do głowy, że to jest dieta dla ludzi dorosłych a nie dla niepoważnych gówniarzy. A ja dodam, że dla zdeterminowanych, aby zawalczyć o swoje zdrowie i życie.

    Chociaż muszę dość niechętnie przyznać, że nie każdy jest taki nieogarnięty jak ja i dla niektórych żywienie optymalne, i to całe liczenie, to bułka z masłem (z tym, że bułka odpada, a masło, jak najbardziej zjadamy).

    Mój przepis, powiedzmy na zupę, najchętniej napisałabym tak:

    Do esencjonalnego wywaru z mięsa, kości, skórek i warzyw wrzuć parę żółtek, kostkę masła i lej do oporu śmietanę 30-tkę.

    Ale tak nie można, chociaż zupka będzie pyszna i pożywna, to jednak trzeba wiedzieć, jakie masz tam proporcje tych dobrości w garnku.

    Ponieważ dzisiaj już jestem po kolacji, to nie zawracam sobie więcej głowy jedzeniem, ale od jutra ? jak na spowiedzi ? co zjem to zapiszę i policzę. Teresa mów, że po pierwsze primo, sama się zdyscyplinuję, a po drugie ? mój dziennik może pomóc innym początkującym optymalnym.

    Obyśmy zdrowi byli!

    P.S. Pani Reniu, dziękuję za zachętę ?

  3. Renia pisze:

    Jakoś mi się sama buzia uśmiecha, jak czytam Pani relacje. Chyba to świadczy również o Pani dobrym humorze… 😀
    A tego to nie słyszałam: „Kości zostały rzucone. Rzekł mąż rzucając chudą żonę.? 😆

    Chyba Pani jednak dużo nie straciła rezygnując z brania leków, które i tak nie dawały szansy na wyleczenie…

    http://nowadebata.pl/2012/01/27/cukrzyca-miazdzyca-nadcisnienie-jezdzcy-apokalipsy/

  4. Elu, dziękuję za przyjęcie oferty :) Było w kuchni stachurskiej wiele miłych akcentów, ale ten odczuwam jako najmilszy 😀 I pięknie rokujący. Trzymajmy obie kciuki za powodzenie Sprawy.

  5. EWA pisze:

    Pani Tereso,ciesze sie,ze dzis pirwszy raz trafilam na Pani strony! Ja rowniez choruje na immulogiczna chrobe-organizm niszczy wlasne komorki-to TOCZEN,z laciny LUPUS-znaczy wilk!!!Mozna powiedziec,ze ORGANIZM SAM SOBIE WILKIEM.\\\\\\\tez mialam robione specjalistyczne badania antyciala antyjadrowe itd-juz kilka lat mija ,a ja czuje sie coraz gorzej,biore Metypred-sterydy…i coraz wiecej,coraz silnieszych leko p/bolowych-bolawszystkie stawy,miesnie-latwiej powiedziec,co nie boli,bo …tego nie ma.A sterydy-to ok.10kg nadwagi-OKROPNE-a mam juz 2 endoprotezy bioder,wypadaja wlosy ,sily opadaja-czarno to wszystko widze…POZDRAWIAM WSZYSTKICH CIERPIACYCH. DO milego!!!

  6. Renia pisze:

    Ja to widzę optymistycznie, przez sam fakt, ze Pani tutaj „trafiła”…
    ponoć nie ma na tym świecie przypadków. Powodzenia. 😀

    P.S. Ja sama jestem takim „przypadkiem” uleczonym z choroby z autoagresji (hashimoto) to dlaczego Pani nie miałoby się udać?

  7. Pani EWO, witam :) Proszę by Pani opowiedziała nam jak się żywi. Może żeby nie utrudniać: ile posiłków dziennie, co w ramach poszczególnych posiłków, co ze słodyczami, owocami? Jeśli tłuszcze to jakie?

  8. ElaC pisze:

    Dziennik optymalny EliC
    O niezłomny duchu humoru i przekory! Po pierwsze, sławne starożytne zdanie ?Kości zostały rzucone? z winy wspomnianego ducha i Sztaudyngera Jana, już zawsze będą mi się kojarzyć z fraszką: ?Kości zostały rzucone. Rzekł mąż rzucając chudą żonę.?
    Po drugie, tylko ktoś zupełnie nieświadomy mojej kulinarnej ułomności i patologicznej niechęci do liczenia, mógł mi zaproponować prowadzenie, bądź co bądź, żywieniowego bloga.
    I to jeszcze tak odpowiedzialnego ? bo o zdrowie przecież chodzi! I tak trudnego ? bo jeśli mi ktoś powie, że żywienie z wagą i kalkulatorem w ręku jest łatwe, to go wyśmieję!
    Ale cóż ? wiem, wiem ? bo Teresa Stachurska raz na tydzień wbija mi telefonicznie do głowy, że to jest dieta dla ludzi dorosłych a nie dla niepoważnych gówniarzy. A ja dodam, że dla zdeterminowanych, aby zawalczyć o swoje zdrowie i życie.
    Chociaż muszę dość niechętnie przyznać, że nie każdy jest taki nieogarnięty jak ja i dla niektórych żywienie optymalne, i to całe liczenie, to bułka z masłem (z tym, że bułka odpada, a masło, jak najbardziej zjadamy).
    Mój przepis, powiedzmy na zupę, najchętniej napisałabym tak:
    Do esencjonalnego wywaru z mięsa, kości, skórek i warzyw wrzuć parę żółtek, kostkę masła i lej do oporu śmietanę 30-tkę.
    Ale tak nie można, chociaż zupka będzie pyszna i pożywna, to jednak trzeba wiedzieć, jakie masz tam proporcje tych dobrości w garnku.
    Ponieważ dzisiaj już jestem po kolacji, to nie zawracam sobie więcej głowy jedzeniem, ale od jutra ? jak na spowiedzi ? co zjem to zapiszę i policzę. Teresa mów, że po pierwsze primo, sama się zdyscyplinuję, a po drugie ? mój dziennik może pomóc innym początkującym optymalnym.
    Obyśmy zdrowi byli!
    P.S. Pani Reniu, dziękuję za zachętę ?

    12.03.2012.

    Śniadanko:

    2 jajka gotowane
    Sosik: 100 g śmietanki kwaśniej 18 proc. , 1 lłyżka duża majonezu 25 g, 1 duża łyżka chrzanu
    100 g placuszków serowo-jajecznych
    30g smalcu do podgrzania tych placuszków

    A teraz dramat w trzech aktach, czyli Ela liczy? (do tego trzeba odliczyć parę antraktów, bo muszę uważać, żeby mi żyłka nie poszła od nadmiernego wysiłku)?

    Placuchy robiłam wg przepisu z książki ?Dieta optymalna? i wyszło im tak: B:T:W = 1:2:0.35, w gramach: 214:397:73. Jeśli to podzielić przez 30 placuchów, wychodzi: 7,0: 13,2: 2,4 na 1 placek 50 gramowy, a skoro ja na śniadanie wzięłam 100 gram placków, aby się nie rozdrabniać, to kurcze, muszę pomnożyć znowu przez dwa :/, czyli:
    100 g placków wynosi w BTW: 14,0 : 26,4 : 4,8.

    Ciekawe, czy to prawda. Sprawdzam zatem proporcje, czy wychodzi mi tak, jak napisano w książce 1:2:0,33. No, nie do joty? ale za to moje placki wypiły sporo więcej smalcu niż jest w przepisie w książce, więc myślę, że te 1:2 B:T w moich plackach jest spokojnie.

    O Boże, ciężko mi idzie! Ale jak już raz te cholerne podstawowe składniki mojego memu policzę, to będę miała gotowca.

    Śmietanka 18-tka (kwaśna – mniam, mniam!)

    Tu chociaż człowieka nie męczą, nas pudełku stoi wyraźne napisane, że w 100 g jest B 2,3, T 18, W 4,2.

    Smalec

    W 100 g smalcu jest 99 g tłuszczu!

    Majonez

    ma trochę inne proporcje, mianowicie B 2,1, T 71,5, czyli proporcja 1:34.

    Jajo
    Nie zawiera węglowodanów, a proporcja B:T wynosi 1:0,89 czyli wagowo 11.4 g B i 10,2 g T.
    Proporcja trochę cienka, ale jak zapewnia dr Kwaśniewski, jajka są pokarmem biologicznie bardzo wartościowym, a już takie żółtko ma proporcje duże lepsze, bo 1 B : 2 T.

    Uff? idę na przerwę. Cdn.

    PS. Pani Ewo, proszę nie tracić nadziei. Ja byłam tak wykończona, że jeszcze w listopadzie ub. roku dawałam sobie maks 2 lata życia. Dzisiaj czuję się lepiej i mam nadzieję…

  9. Elu, policzyłam z Twoich danych że białka zjadłaś 28 g, tłuszczu – 56 g i węglowodanów 9 g. Pytanie: czy rzeczywiście mogło pójść 30 g smalcu do podsmażenia dwu placków? 30 g to ca 1/6 kostki.

    Tłuszczu postarałabym się zjeść więcej (nadwagi nie masz), żeby go wyszło 3 – 4 g na 1 g białka. Tym bardziej że to śniadanie i twórczej energii lepiej mieć dość. Oczywiście można liczyć spożycie B, T i W za cały dzień, ale z drugiej strony łatwiej jest upilnować proporcje, gdy się dobrze zaplanuje każdy posiłek. Poza tym przy niedoborze tłuszczu zjemy jak nic za dużo białka, a to nam nie posłuży.

    Pamiętam, masz problem z kupnem śmietany 30%.

    Może gotowiec będzie mieć lepsze proporcje jeśli z jaj i porcji słoninki (20 – 30 g?) zrobisz jajecznicę, do niej placek z 20 g masła. Jak będziesz się czuła nie dość syta to jeszcze wypij śmietanę, przyprawioną jak lubisz. Możesz tę propozycję policzyć? H. Sienkiewicz może posłużył się faktem pisząc, że smalec z niedźwiedzia(?, czytałam za dawno by szczegóły pamiętać) robił za lekarstwo. Czy pacjent może ten smalec w stanie ciepłym pił?, nie pamiętam… Piszę o tym, bo Dieta Optymalna jest niskobiałkowa, wysokotłuszczowa i niskowęglowodanowa :) Do zobaczenia w kuchni :)

    PS. Słoniny do jajecznicy nie wysmażam zbytnio, Poza tym można ze słoniny zrobić smalczyk ze słoninkowymi skwarkami i przyprawami, i jeść go z plackiem, albo łyżeczką jak krem z niebieskich migdałów 😀 Dla zdrowia, Pani, dla zdrowia. W przypadku zainteresowania się tą ofertą nie jest konieczne, by szykować tego smalcu „na miesiąc”. Ot, na dziś i jutro, a potem się zobaczy. Aha, pewnie trzeba wynaleźć w nim będzie ulubioną konsystencję. Napisałam krem, bo może lepiej smakować niż zmarźnięty na kość. Szukam w ramach współpracy, ok?

  10. Renia pisze:

    Wspaniałe wieści Pani Elu… 😀
    Ja z początku dużo korzystałam z gotowych i obliczonych jadłospisów na cały dzień (z „Książki Kucharskiej J. T. Kwaśniewskich).

  11. Próba mikrofonu – dla Eli:

    asd wer

    Tekst, który ma być pogrubiony należy wstawić między nawiasy >< , przed drugim z rzędu trzeba dać ukośnik: /. Jeszcze raz: - najpierw krokiewka - < słóweńko: strong i znowu krokiewka >
    – teraz tekst, który ma być pogrubiony
    – znowu krokiewka < ukośnik / słówko strong i znowu krokiewka>

    bez spacji między krokiewkami i między ukośnikiem a krokiewką.

  12. ElaC pisze:

    Tereniu, mi z rachunków wyszło co innego, tylko węglowodany nam się zgodziły.

    Mianowicie:

    Placuchy – 100 g placków wynosi w BTW: 14,0 : 26,4 : 4,8.
    Śmietanka 18-tka 100 g jest B 2,3, T 18, W 4,2.
    Jajo x 2 23 g B i 20,4 g T.
    Majonez 25 g B 0,5, T 17
    Smalec 30 g T 33 g ? smalcu tyle użyłam i zjadłam, chociaż nie wszystko wciągnęły :)

    B 14,0 – 2,3 – 23 ? 0,5 = 40
    T 26,4 ? 18 ?20.4 ? 17 – 33 = 114,8
    W 4,8 – 4,2 = 9

    Ideał!

  13. Elu,

    – placki – jo :………………..14,0……………26,4……….4,8
    – śmietana 100 g……………2,3…………..18,0…………4,2
    – jajka szt 2 szt (100 g ?)…11,4…………..10,2
    – majonez 25 g……………….0,5………….17,87
    – smalec 30 g…………………………………29,7…………………….(99 x 0,3)
    = razem………………………28……………102………….9

    B : T : W = 1 : 3,6 :0,3 Fakt: Ideał!

    Policzyłam szybko i na efekt nie musiałam długo czekać 😕 Pierwsze koty za płoty? Przepraszam :)

  14. Piotr pisze:

    Witam. Interesuję się zdrowym odżywianiem (w znaczeniu powszechnym, który jest negowany przez Państwa- piszę o tym, aby zaznaczyć iż zapoznałem się z artykułami na tej stronie). Przyznam, że założenia, tłumaczenia są dość obiecujące, jednak staram się zawsze sprawdzić „drugi koniec kija”. Ucząc się na uczelni medycznej, mam pewną wiedzę z fizjologii oraz biochemii, która pozwala mi interpretować pewne wskaźniki, pojęcia itp (wciąż zdaje sobie sprawę, że wg teorii tu opisanych moja wiedza nie jest do końca zgodna z rzeczywistością).

    Chciałbym dowiedzieć się, jak Państwo bronią się przed zarzutami, czy wytykaniem wad diety doktora Kwaśniewskiego? m.in
    brak długofalowych wyników badań naukowych
    ograniczona ilość ważnych składników odżywczych, co prowadzi do niedoborów witamin (B, C) oraz minerałów (potas, wapń, magnez, miedź)
    nadmiar żelaza, sodu (nadciśnienie), fosforanów
    zagrożenie dla zdrowia nerek (kamica), serca i układu krążenia (miażdżyca), wątroby, trzustki, kości (osteoporoza), mózgu (udar)
    wzrost poziomu cholesterolu
    zwiększenie ryzyka chorób Alzheimera i Parkinsona
    zaparcia, biegunki tłuszczowe, zawroty głowy, skurcze nóg.

    http://www.yaacool-uroda.pl/index.php?article=2705

  15. Piotr pisze:

    Zaznaczam jednak, że ja nie atakuję, pytam i szukam odpowiedzi. Nie mówię, że ciemne strony diety, które przytoczyłem są prawdą. Ja pytam jak Państwo się do tego odnoszą?

  16. ElaC pisze:

    Panie Piotrze, nie mogę od ręki odpowiedzieć, mam za małą wiedzę i doświadczenie, ale postaram się wyszukać te fragmenty wypowiedzi dra Kwaśniewskiego, które mnie przekonują. Myślę jednak, ze osoby, które są od lat na diecie optymalnej będą miały więcej do powiedzenia.

  17. Renia pisze:

    Panie Piotrze, już ten temat tutaj przerabialiśmy nie tylko w tym wątku, który podaję…

    http://www.stachurska.eu/?p=2925

  18. Piotr pisze:

    Dziękuję za link, widzę, że do tej pory nie zapoznałem się jeszcze ze wszystkim.
    Mimo, że nie należę (przynajmniej w tym momencie) do zwolenników tego podejścia przesyłam linki, które w jakimś stopniu wzmacniają opisywane tu teorie.

    http://wiadomosci.onet.pl/nauka/napoje-slodzone-cukrem-nie-sluza-meskim-sercom,1,5055116,wiadomosc.html

    http://www.doz.pl/newsy/a645-Dieta_Atkinsa_leczy_padaczke

    Przy okazji byłbym wdzięczny za przesłanie informacji wpływu diety na choroby w obrębie jamy ustnej, próchnicę, paradontozę czy inne choroby przyzębia (podejrzewam, że jeśli ustępuje cukrzyca i ch. Hashimoto, to na tym polu ktoś mógł zaobserwować znaczące rezulataty).

  19. ElaC pisze:

    13.03.2012

    Dzisiaj o obiadku ? NERECZKI

    Przyrządziłam wczoraj nieco większą porcję, więc miałam na dwa dni. Wiem, że niektórzy optymalni jedzą znacznie mniej niż ja, ale mam nadzieję, że są także tacy, którzy jedzą więcej. W każdym razie byłoby mi bardzo miło się o tym dowiedzieć, żeby nie było, że ja jestem największym żarłokiem.

    Ja sobie to zjawisko tłumaczę w ten sposób, że urodziłam się w jakaś ?niedoborowa?, albo bardzo szybko się tych niedoborów nabawiłam, więc muszę dużo jeść, aby braki na bieżąco uzupełniać.
    Odkąd pamiętam, byłam dzieckiem ?wątłym i anemicznym? (po domu ciągle walał się Ascofer), szybko się męczyłam, a w ogóle, to wieku 3 lat umierałam na tężyczkę i tylko interwencja Matki Boskiej mnie uratowała (mama złożyła śluby na okoliczność porzucenia nałogu tytoniowego). Nie bez znaczenia zapewne był fakt, że lekarz, do którego rodzice zanieśli ?nieżywą? pociechę, rozpoznał przyczynę ?śmierci? i zaaplikował mi magnez przywracając tym samym do życia. Tyle rodzinna legenda, a my wracamy do podrobów, które to i Biblia i doktor Kwaśniewski poleca.

    Przyrządzenie nerek to nic trudnego ? bierze się i myje to mięsko, lekko obgotowuje, kroi ?w talarki? i kładzie na gorący tłuszcz, w którym już tapla się cebulka. No i poddusza się to wszystko tak długo, jak tego okoliczności wymagają, ale raczej krótko z porównaniu z taką np. nogą, z której po najdłuższym gotowaniu świata i tak nie udało mi się zrobić galarety. Tzn. galareta się zrobiła sama na drugi dzień, ale mięsko pogryźć się nie dało. To musiał być chyba dinozaur, kurde, a nie świnka.

    Ale my tu dzięki Bogu o nerkach a nie kopalnianych potworach, więc do tego duszenia, tak trochę później, dodajemy jeszcze śmietankę i jeszcze razem to pichcimy jakiś czas. Przyprawiamy tak, jak lubimy. Ja np. lubię dodać liść laurowy, ziele angielskie tudzież z umiarem ? majeranku i pieprzu. Sól jest zbędna, ale jak się ktoś upiera, to ja się nie upieram.

    A teraz to, co tygrysy lubią najbardziej, czyli liczenie 😉

    Cebulka ? wzięłam tylko 100 gram ale można śmiało do takiej ilości wziąć więcej. Rzeczona cebulka liczy zatem B 1,2 i W 6,1.

    Nerki 400g (B 16 : T 4,5 w 100g, proporcje cieniutkie, bo 1 : 0,29 )
    czyli tutaj x 4 = B 64 : T 18;

    Smalcu i masła miałam w domu akurat niewiele ? wyszło tego razem 90g, co w przeliczeniu na T dało 75g, plus T z nerek 18, to się równa
    T 93.

    Z tego widzimy, że nadal nam brakuuuje tłuszczu a brakuje, ale mamy przecież jeszcze śmietankę 30-tkę.
    Lejemy więc śmiało ? 350g i to nam daje 105 T, a w pamięci mamy (i na patelni) te 93 z nerek, smalcu i masła.

    Podsumowanie wygląda tak:
    B 64 : T 193 : W 6,1

    Jedzonko smaczne, dużo, można zjeść na trzy raty, a żarłoki na dwie i pół ?
    Smacznego!

  20. OPTY pisze:

    ” Przyznam, że założenia, tłumaczenia są dość obiecujące, jednak staram się zawsze sprawdzić ?drugi koniec kija?. Ucząc się na uczelni medycznej, mam pewną wiedzę z fizjologii oraz biochemii, która pozwala mi interpretować pewne wskaźniki, pojęcia itp (wciąż zdaje sobie sprawę, że wg teorii tu opisanych moja wiedza nie jest do końca zgodna z rzeczywistością).” – Piotr
    ——————–
    Nie ma drugiego końca kija , który kojarzony miałby być tak , jakbyśmy tym chcieli kogoś uderzyć . Nie stwiałbym tak tej sprawy bo żywienie człowieka to nie jeden z podrzędnych tematów a temat dla nas najważniejszy. Zakładam ,że mamy do czynienia z lekarzem lub farmaceutą – proszę mnie poprawić , może się mylę . Z tego krótkiego wpisu moge powiedzieć ,że jednak temat jest Ci mało znany bo ” wady ” żywienia optymalnego wziąłeś z olinkowanego tu artykułu (przeczytałem). I myślę ,że gdybyś kolego znał książki Doktora J.K. wiedzialbyś ,że postawione przez autorkę ” wady” są fikcyjne. Dlaczego ? Ano dlatego ,że b. skrótowo mówiąc, dieta ta właśnie te wszystkie ” wady ” eliminuje. Nie wiem skąd autorka je wyssała ? – mam na uwadze wiedzy , która rzeczowo objaśnia co, gdzie i jak . Nie jestem w stanie nawet streścić tego co zawarte jest w książkach J.K. , trzeba samemu przez to przebrnąć , a wiedza , którą jak piszesz posiadasz w zrozumieniu powinna Ci pomóc – tak zakładam, bo wielu jest przedstawicieli środowisk medyczno-framaceutycznych co jej nie rozumieją lub zrozumieć nie chcą z różnych trywialnych powodów. Badania były oczywiście przeprowadzane w różnych okresach czasu na przestrzeni ostatnich 35 lat i o tym jest informacja w tej literaturze, wiedziałbyś o tym gdybyś się z nią zapoznał. Dlatego zachęcam do lektury książek a zaręczam ,że dyskusja będzie bardziej owocna i rzeczowa. W czerwcu minie 14 lat jak optymalnie się odżywiam i nie dam sobie wmówić ,żadnej z wymienionych przez Ciebie „wad”. Parametry na jakich bazuje współczesna medycyna , jak udowodnił to Doktor ,są wzięte z ludzi o niskiej wartości biologicznej dlatego nie moga być właściwymi dla ludzi zdrowych w pełnym tego słowa znaczeniu. Są przyjęte z „powietrza ” jak np. cała mania cholesterolowa.
    Ludzie na żywieniu optymalnym oczywiście nie są całkowicie pozbawieni pozostałości po dotyczasowym trybie życia , genetycznych wadach itd. Nikt z nas optymalnych nie pochodzi w kolejnym pokoleniu z rodziców o wysokiej wartości biologicznej , nawet sam twórca diety – sam to mówił w jednym z wywiadów lub odpowiedzi na listy. Jesteśmy raczej ludźmi na dobrej drodze do zdrowia ,braku chorób, w miarę dłuższego i zdrowszego życia. Dopiero kolejne pokolenia pokażą w pełni jak dobre będą efekty takiego życia. Nam teraz wystarczy ,że skutecznie wyzbyliśmy się dotyczasowych nieusuniętych przez medycynę dolegliwości i chorób. To jest już wielki sukces J. Kwaśniewskiego ,że jest wcale pokaźna liczba osób skutecznie uleczonych. Podkreślam skutecznie. Bo cóż ważniejszego nad zdrowie ?
    Pozdrawiam i zachęcam do lektury pozycji rzeczonego Doktora

  21. Elu, rachunki sprawiają „na oko” dobre wrażenie :) Nerek nigdy nie robiłam i nie jadłam, a teraz jestem zainteresowana… Wszystkiego uczymy się od innych. Szczęście, że można.

    64 g białka na 2,5 posiłków to 25 g białka na raz. Jeśli dobrze pamiętam masz 170 cm wzrostu. Wczoraj na śniadanie białka było 28 g, więc razem mamy 53 g. Ciekawa jestem jak wyglądała kolacja, opowiesz?

  22. ElaC pisze:

    Teresko, wczoraj obiad był dość późno i tak się objadłam, że już wystarczyło :)

    A co chcesz powiedzieć przez to liczenie mi białka w stosunku do wzrostu? Dodam na wszelki, że ważę 66 kilo i odkąd jestem na DO już nie chudnę (jakoś przed świętami Bożego Narodzenia zaczęłam), a przedtem zaczęło mi ubywać mięśni. Dotąd waga jest cały czas w miejscu.

  23. Panie Piotrze, WordPress samodzielnie wysyła do kosza komentarze, w których jest więcej niż jeden link. Tak ma. Na przyszłość jak będzie więcej linków proponuję dać więcej komentarzy, po jednym dla każdego linku, z maszyną się nie wygra 😉

    Więcej niż jeden link w komentarzu sprawia że wpis będzie czekać na interwencję administratora.

  24. Elu, wzrost pozwala określić należną masę ciała (n m c) , a ona przybliżoną ilość białka, jakie trzeba organizmowi dostarczyć w pożywieniu.

    Czy wczoraj zjadłaś tylko opisane wczoraj śniadanie i nereczki, czy może jadłaś coś w międzyczasie?

  25. OPTY pisze:

    PS. Piotrze , przypomniałem sobie jedną jedyną wadę żywienia optymalnego, a jest nią wysoka skuteczność leczenia. To wada , której nie mogą ścierpieć ci , którzy za wszelką cenę chcieliby nas bez ustanku leczyć.
    Prof. w. Sedlak pisał ;
    ” Z pozycji wypracowanej przez długie lata wiem, że powstrzymanie degeneracji rodzaju ludzkiego jest niemożliwe, bez gruntownej zmiany człowieka. „

  26. Piotr pisze:

    W odp do OPTY. Jestem tylko studentem stomatologii, jednak wszystko staram się zrozumieć, a to co czytam wymusza na mnie „przestrojenie” zasad interpretacji na jakich dotychczas się opierałem, stąd moje pytania i wrodzona dociekliwość, którą męczę także wykładowców… Bez literatury jednak ciężko odnieść się do pewnych spraw, dlatego na pewno sięgnę po książkę doktora Kwaśniewskiego.
    ———————————————————–
    W odp do Pani Teresy Stachurskiej – zrozumiałem odnośnie linków.

    Trochę z innej beczki, w jaki sposób traktują Państwo dietę makrobiotyczną? Pozytywnie, neutralnie czy może negatywnie?

    Pozdrawiam!

  27. ElaC pisze:

    Hmm… raczej nic więcej. Ee, jeszcze mały kawałeczek czekolady wysokomagnezowej wieczorem i w „biegu” cienki plasterek jakiejś wędliny przed obiadem. Więcej grzechów nie pamiętam 😉

  28. ElaC pisze:

    Panie Piotrze, na pewno nie straci Pan czasu czytając publikacje Jana Kwaśniewskiego. Doktor posiadł naprawdę dużą wiedzę na temat żywienia i ma bardzo bogatą praktykę. Poza tym jest człowiekiem odważnym i dociekliwym, ma umysł naukowca, więc tym bardziej powinien Pana zainteresować. To bardzo optymistyczna wiadomość dowiedzieć się, że młody człowiek na studiach nie tylko się bawi, ale także uczy :)

  29. Panie Piotrze, dociekliwość jest dobra. Dam Panu parę linków:

    – Witamina C – http://www.stachurska.eu/?p=3507

    – Witamina A (retinol) – http://www.stachurska.eu/?p=5267

    – Żółtka najcenniejsze – http://www.stachurska.eu/?p=1659

    – Nadciśnienie – http://www.stachurska.eu/?p=6787

    – Serce – http://www.stachurska.eu/?p=1970

    – Cholesterol – http://www.stachurska.eu/?p=1546

    – Statyny, medyczna pomyłka? – http://www.stachurska.eu/?p=5636

    – Choroba Parkinsona – http://www.stachurska.eu/?p=1964

    – Choroba Alzheimera – http://www.stachurska.eu/?p=2396

    – Wątroba – http://www.stachurska.eu/?p=5910

    Więcej w zakładce „W kwestii formalnej” :)


    Jeszcze więcej:

    http://optymalni.org.pl/sklep/?p=productsList&iCategory=4

    http://dr-kwasniewski.pl/

  30. Elu, jak na ciężką chorobę jaka Cię gnębi to trudno uznać żebyś wczoraj była „żarłokiem”. Jeśli ostatnio chudłaś – z choroby – a przestałaś to dobrze.

    Pilnuj proporcji i staraj się jesć jak najwięcej żółtek. Dziś u mnie jajka fermowe z „3” w sklepie były po 11 zł/kg, co przy dochodach większości społeczeństwa nie jest obojętne. Kilogram żółtek to prawie 40 zł/kg, bardzo dużo, ale nie ma lepszego wyjścia jak jeść ich w chorobie jak najwięcej. Zdrowy człowiek może ich jeść 4 szt/dzień.

    Elu, jeszcze coś. Węglowodanów zjadłaś wczoraj 15 g, co w porównaniu do białka jest dość mało. Trzeba, żebyś sobie kupiła w aptece paski Keto – Diastix do mierzenia ketonów w moczu. Opakowanie zawiera instrukcję. Jeśli wynik badania wykaże trzy (lub więcej) krzyżyki trzeba dojeść 10 – 20 g węglowodanów.

  31. Renia pisze:

    Pani Elu, już po samym tonie pisania Pani postów czuję bijący od Pani optymizm i radość. W poprzednich Pani wpisach tego nie było…
    Co do głodu na początku Diety Optymalnej, to wystepuje on chyba u wszystkich. Sądzę, że jest to apetyt świadczący o zdrowiu, o tym, że organizm domaga się takiego wartościowego pokarmu i o tym, że przeważnie przystępując do niej ma się żołądek rozciągnięty dużymi ilościami zjadanych wcześniej węglowodanów. Jak byłam 2 miesiące po rozpoczeciu DO w Jastrzębiej Górze w arkadii, to byłam przerażona takimi „małymi” porcjami jedzenia 😕 Po zakończeniu jedzenia np. całej porcji obiadu (dwa dania) miałam ochotę na drugą co najmniej taką samą porcję. Rozglądałam się dyskretnie (mam nadzieję :lol:) po stołówce, aby zobaczyć jak to się dzieje u innych… 😯 dla mnie to było szokiem, że inni jeszcze część jedzenia zostawiali na talerzach. Też sądziłam, że ze mną jest coś nie tak. Jednak gdzieś tak po upływie pół godziny po posiłku przestawałam odczuwać głód i do następnego posilku nie czułam glodu. Później to już porcje zjadałam coraz mniejsze. Teraz jem obiady na talerzu śniadaniowym. .. 😀

    P.S. Ma Pani wspaniały dar do pisania… 😀

  32. ElaC pisze:

    Dzięki Pani Reniu, za dobre słowo! :)

  33. OPTY pisze:

    Z tą wielkością porcji jedzenia to też u optymalnych bywa różnie. Jeśli ktoś pracuje fizycznie musi zjadać więcej od umysłowych oraz niepracujących jeszcze lub już. Innę dietę mają ci co wychodzą z chorób , inną zdrowi . Ważne żeby zachowywać proporcje stosowne do stanu zdrowia i wykonywanej pracy. Pamiętać trzeba ,że każdy ma organizm inny choć składający się z takich samych części ciała. Nie ma organizmów idealnie jednakowych podobnie jak linnii papilarnych.
    Ja np. zjadam większą ilość tłuszczów twardych w proporcji do reszty . B – 60-80g : T – 180-240g : W – 60 – 80g , a czasami tłuszczów jeszcze więcej . I tak już od lat. Kiedyś zjadłem 22 żółtka i kostkę masła do tego na wieczór 350g got. ziemniaków, ale to sporadycznie wtedy ciężko pracowałem fizycznie i ciągle byłem głodny. Czasami eksperymentuję i musze powiedzieć ,że organizm dobrze to znosi bo od 14 lat oprócz jakiegos tam kataru złapanego w paskudnym przeciągu nic mi nie było. Czasami da znać na wardze opryszczka ale też szybko ustępuje a pamietam lata , kiedy obie wargi ust miałem w jednym wielkm kwawiącym strupie i ani jeść ani pić ani kichnąć ani oddychać.
    Ale najdziwniejsze jest to ,że teraz jestem fizycznie silniejszy niż 20-30 lat temu i to nie ja zuważyłem tylko znajomi z pracy ,ludzie o wiele młodsi a schorowani. Mówię im co robię , ale oni nie rozumieją. Jakość myślenia uległa wyraźnej poprawie , widzę i słyszę to czego wcześniej nie zauważałem , nawet czytając książki J. Kwaśniewskiego o wiele wiecej teraz wyczytuję niż jak zacząłem żywienie. Nieraz mówię do żony ,że przecież ja już to tyle razy czytałem ale dlaczego tego wtedy nie zauważyłem ? – nie wiem ! – tzn. teraz już wiem. Z Sedlakiem było jeszcze gorzej bo i język Profesora odmienny od reszty a teraz problemy znikły. ” Technologia ewangelii ” to taki test na inteligencję , mówię Wam ,że nawet teraz nie wszystko kumam. ” Życie jest światłem ” , zrozumiałem za trzeciem razem – wspaniała książka napisana przez potężny umysł jaki był w posiadaniu W. Sedlaka.
    A ” Jak nie chorować ” to sobie czytuję ” do poduszki ” i zawsze coś nowego znajdę. Doktor Kwaśniewski wzbił się na tak wysoki poziom syntetyzacji wchłoniętej przez siebie wiedzy interdyscyplinarnej, że trzeba wielokrotnego czytania aby właściwie pojąć to, co tam jest napisane. I wcale się nie dziwię ,że obecna nauka nic z tej książki nie rozumie jak tylko wszystko na opak.
    Taki wyimek z ” Technologii Ewangelii „;
    ” Dla kogo są prawa , dla przyrody , czy dla człowieka ? To przecież człowiek wymyślił kodeks praw przyrody, do których ona coraz bardziej stara sie nie stosować. Nadawanie praw przyrodzie przez człowieka jest bzdurą zarozumiałości. Natomiast prawa tworzone przez ludzi dla ludzi mogą być bezprawiem z obowiązkowym wykonaniem. ”
    No jak tu nie porównać do rzymskiej zasady ” dura lex sed lex” . Załośni są nasi prawodawcy .
    ” Jestem osobliwy punktem Wszchświata.” – Profesor

  34. ElaC pisze:

    Ja od stycznia już nie pracuję zawodowo (to była praca umysłowa). Od dawna nie wykonuję praktycznie prawie żadnej pracy fizycznej, bo jestem za słaba. Odkąd nie pracuję, to „jem i śpię” :), trochę czytam i troszeczkę piszę. Po prostu odpoczywam i regeneruję się. I czuję się lepiej, nie biorę żadnych leków (sporadycznie przeciwbólówkę), odstawiłam też środki nasenne, bez których wcześniej nie funkcjonowałam. No i nie choruję na drogi oddechowe, albo są to infekcje niegroźne. Kiedy pracowałam nie mogłam wyzdrowieć bez antybiotyków a właściwie to zdrowa byłam najwyżej kilka, kilkanaście dni… (jak wszyscy chorujący na Zesp. Sjogrena mam leukopenię). Ale jestem dobrej myśli, bo jest lepiej niż było.

  35. ElaC pisze:

    Te publikacje, do których zachęca Opty, to rzeczywiście powinna być lektura obowiązkowa, muszę zakupić.

  36. Piotr pisze:

    Niestety zanim zapoznam się z polecaną literaturą czytam info zawarte w linkach (przebywam głównie za granicą i nie ma jak zaopatrzyć się w książki).
    Na stronie jednego z lekarzy optymalnych znalazłem wykaz produktów przeciwwskazanych, a tam gotowane ziemniaki- czy ziemniaki w formie smażonej (frytki)pieczonej są zalecane, czy chodzi o to że można je stosować przy akompaniamencie innych składników aby proporcje b:t:w zgadzały się.

  37. Ziemniak (skrobia) tak, byleby bilans się zgadzał :) Z tłuszczem :) Brakuje mi czasu więc „na tyle”.

  38. Kamienie w slinance pisze:

    Dzien dobry Optymalni i Pani Teresie Stachurskiej,

    mam nadzieje, ze ktos moze mi udzielic informacji na temat mojej choroby.
    Lekarz stwierdzil u mnie kamienie w prawej slinance.
    Meczylam sie dobre 1/5 roku z morderczymi bolami, caly czas na antybiotykach i tabl. Ibuprofen.
    Wpierw bylam skierowana do dentysty, ale nic nie wykazalo z tej strony, przy tej okazji wymienila mi dentystka moje amalgany. Nastepna droga byla do laryngologa, gdzie lekarz wkoncu stwierdzil u mnie kamienie w prawej slinance (0,6cm).
    Bylo to przed 3 tygodniam. Lekarz zrobil odrazu termin, 19.04.12 na wyciencie slinanki.
    Teraz mialam diagnoze i zaczelam odrazu w i.necie szukac pomocy i znalazlam dr. Kwasniewskiego.
    Jestem teraz 3 tygodnie na diecie optymalnej i odstawilam WSZYSTKIE tabletki i slinaka sie uspokoila.
    Moje PYTANIE, czy ten kamien ma szanse sie sam rozpuscic, czy musze isc jednak na ta operacje?

    Dziennie jadam 10 zoltek na smalcu i 40 weglowodanow.
    Jajka kupuje u rolnika, od szczesliwych kur ;-).
    200 gram zoltek na okolo 100 gram smalcu i 300 gram ziemniakow. To jest moj momentalny jadlospis.
    Jestem taka szczesliwa, ze te bole mi zeszly i to co teraz jem nie jest bolowa mordega, jak to bylo do tychczas.

    Dziekuje bardzo za odpowiedz i pozdrawim wszytkich optymalnych.

    Isabella Schlichting

  39. ElaC pisze:

    16.03.2012.
    ZANOSI SIĘ NA NIEZŁY HARDCOR. RATUNKU OPTYMALNI, PROSZĘ O RADY!

    Wczoraj dostałam propozycję nie do odrzucenia – nagłe skierowanie do szpitala uzdrowiskowego w Jeleniej Górze Cieplice (wniosek składany w listopadzie ub. roku). Wyjazd w poniedziałek 19 marca, pobyt potrwa 21 dni ? do 10 kwietnia.
    I wszystko by było ładnie pięknie, ale co z moją dietą optymalną?

    A zatem, jak w tytule, zanosi się na niezły hardcor. I dlatego proszę o rady doświadczonych Optymalnych. Jak przeżyć przy zbiorowym żywieniu, aby nie głodować, a wręcz przeciwnie mieć się dobrze, a nawet lepiej, bo jadę tam przecież nie po to, aby się umartwiać? ?
    Może jakieś sprawdzone patenty?

    KALORIE
    To byłby jeden temat, a drugi jest taki, że do tej pory skupiałam się na tym, aby jeść „właściwe” produkty, wystrzegać się trefnych, no i ma się rozumieć zachować „złote proporcje” dra Kwaśniewskiego.

    To mnie tak bardzo absorbuje, (żeby nie powiedzieć stresuje), ze na kalorie, to już w ogóle nie zwracałam uwagi.
    Aż tu nagle wczoraj, ni z gruszki, ni z pietruszki, zaczęłam studiować tabelkę na opakowaniu, mojego ulubionego napoju, czyli śmietanki 30-tki.
    A tam stoi napisane, jak byk, że 100g białego szaleństwa to ni mniej ni więcej tylko 290 kcal, a takie np. lubiane przeze mnie podgardle wieprzowe to 576 kcal, słonina 763, a masełko 748.

    Jemy te produkty codziennie i w sumie zjadamy ich dużo. Czy to dobrze???

    Czy oprócz BTW powinniśmy liczyć też kalorie i dlaczego TAK lub NIE?

    Wybaczcie drodzy Czytelnicy, że zamiast przepisów i własnych obserwacji, serwuję w Dzienniku EliC pytania, ale jestem opty-nowicjuszką i zanim sama zacznę radzić, potrzebuję wiele się dowiedzieć i nauczyć. A inni czytający ten blog, też przecież skorzystają.

    PS
    Wczoraj nie pisałam, bo pojechałam z dziewczynami do MIASTA po bilet. Bilet udało mi się kupić z tanią kuszetką, ale jak się okazało, na bilecie się nie skończyło (dlatego wspomniałam wcześniej, że pojechałam z dziewczynami).

    Skoro już byłyśmy w mieście, to ruszyłyśmy po buty dla Amelki, która w maju przystępuje do I Komunii św.
    Bez długiego rozwodzenia się nad tą sprawą powiem, że wróciłyśmy z kilkoma parami butów, z tego Amelia jest zaopatrzona zdecydowanie najlepiej, ale ona tez najwięcej potrzebuje, bo wyrasta, rzecz jasna. Ja zawsze kupuje sobie buty na kolejny sezon, na wyprzedaży, właśnie po sezonie :) i wtedy aż tak bardzo nie przepłacam, a gwarancja 2-letnia i tak jest :)

  40. Elu, czy tam dostępny będzie sklep spożywczy? Czy będziesz mogła sobie dokupić masło i smietanę/śmietankę? Jak nie to bierz ze sobą saganek masła klarowanego. Możesz je zrobić sama. No i śmietankę w kartonach. 1 litr na 3 dni ( u mnie jest w sprzedaży w kartonikach a 375 ml)? Co z żółtkami? Post? Szkoda wielka. Czy tam Cię będą faszerować chemią (leki) co do których skutków ubocznych nie będziesz informowana?

    Czemu Cię zawiadomiono w ostatniej chwili? Przełożyć terminu nie możesz?

  41. Izabella, witam :) Sugeruję by być dobrej myśli. Do 19 kwietnia jest jeszcze miesiąc, więc kto wie czy te kamyki jeszcze w śliniance będą? Odezwę się jeszcze w tej sprawie, ale może w niedzielę, bo tymczasem jestem b. zagoniona.

  42. ElaC pisze:

    Teresko, sklepy tam są na pewno, bo Jelenia Góra nie jest przecież jakimś przysiółkiem odciętym od cywilizacji.
    Lekami w szpitalu uzdrowiskowym nie faszerują na szczęście, bo bym się wtedy wcale nie wybierała. Są zabiegi takie jak w sanatorium, leki przywozi się własne, a leczenie jakieś dodatkowe włącza się pewnie w razie nagłej potrzeby. Jeśli nie zgłasza się pogorszenia stanu zdrowia w czasie pobytu, to nikt się nie wtrąca :)
    Eh, na miejscu będę się rozglądać jak zaradzić z brakiem żółtek i w ogóle.

  43. Elu, spacery po mieście są dozwolone choć to szpital?

  44. OPTY pisze:

    EluC , nic się martw , wybierz to co będzie zgodne z tym co jesz teraz ,resztę na pewno dostaniesz w sklepach. Doktor też tak robił jak był w podróżach zagranicznych , sam to opisywał . To za któtki okres aby się specjalnie nim przejmować a doświadzcenie zdobyte w ten sposób będzie procentować. Zapewne jakiś rynek – targ tam też będzie i jajka dokupisz od rolnika a może i wędlinę odpowiednią. Wiem, że to dodatkowe koszty , ale czego się nie robi dla zdrowia ?
    Podróże kształcą przecież , nie ? – hehehe
    Do góry głowa i powodzenia oraz miłego wypoczynku. Szkoda ,że nie w jakiejś ” Arkadii „.

  45. ElaC pisze:

    Dzięki Teresko, dzięki Opty!

    Tereniu, szpital uzdrowiskowy, to takie sanatorium tylko z lekarzem bardziej dostępnym niż w zwykłym sanatorium. Niektórzy lekarze robią tzw. obchód, czyli codziennie przychodzą do pokoi pacjentów i pytają ich o samopoczucie. W innych jest lekarz dostępny w określonych godzinach i można się do niego zgłosić w razie potrzeby, podejrzewam, że jeden z lekarzy ma także dyżur całodobowy. Działa również gabinet pielęgniarski.
    Wychodzić można bez problemu, byle być na czas na zabiegach, czy badaniu lub „obchodzie”. No i na noc się broń dobrze nie zawieruszyć :), o godzinie 22.00 obowiązkowo lulu.

    Opty, ja też żałuję, że nie mogę pojechać do Arkadii, gdzie nareszcie po prostu jadła bym a nie myślała ciągle o jedzeniu :) Co to byłby za komfort – wszystko podane i policzone!
    Co do kosztów, to masz rację – trzeba zapłacić za zakupy, ale w domu też płacę, a w szpitalu mam przynajmniej zabiegi i zmianę klimatu już zapłacone – z moich wieloletnich (i do śmierci ściąganych) składek do NFZ :)
    Mam nadzieję, że jakoś dam radę, bo Polak to przecież zaradna bestia – musieliśmy się przyzwyczaić, że możemy liczyć tylko na siebie, bo państwo o nas raczej nie zadba 😉

  46. ElaC pisze:

    składniki Składniki

  47. ElaC pisze:

    18.03.2012. niedziela

    ?Piwo z rana, jak śmietana!? :)

    Już widzę przerażanie na twarzy Gospodyni bloga Teresy Stachurskiej, po przeczytaniu takiego tytułu! Ela nie robiła wpisów w Dzienniku przez parę dni, czyżby oddawała się zgubnym nałogom?!
    Spokojnie Tereso, to wbrew pozorom jest pochwała śmietany a nie piwa!
    Odkąd zaczęłam raczyć się śmietaną spokojnie, bez wyrzutów sumienia, że źle robię pijąc coś tak tłustego, doceniłam w pełni smak śmietanki i zrozumiałam sens powyższego przysłowia, że ?piwo z rana (w pewnych okolicznościach ;)), może być/wydawać się tak dobre, jak śmietana :)

    Tak więc od rana nie żałuję sobie śmietanki. Na otwarcie oczu od niepamiętnych czasów piję kawkę (mieloną, zaparzaną wrzątkiem), obecnie obficie wzbogaconą śmietanką 30-tką. ?Aksamitny smak? ? jest oczywisty i żadne reklamowane ?gipsówki? tego efektu, rzecz jasna nie dadzą.

    A na obiadek wczoraj, moja córka Marynia przygotowała przepyszne

    ŻEBERKA W KISZONEJ KAPUŚCIE

    Od razu dodam, że jedzonka jest więcej niż na jeden obiad, więc dzisiaj rano też się dobrałam do tych dobrości (dorzucając dwa żółtka, bo Doktor przecież mówi, że komu spieszy się do zdrowia, powinien jeść żółtka).

    Składniki
    żeberka 600 g
    kapusta kiszona (Amelka udeptywała :)) 1000 g
    smalec 100 g
    przyprawy

    Liczenie
    I co my tu widzimy?

    Żeberka 100 g = B:T 11,3:21,7 czyli 1:1,92 ? całkiem nieźle. Mnożymy przez 6 i wychodzi nam 67,8 B i 130,2 T
    Smalec to 99 T
    Kapusta kiszona zawiera B 1,1 : W 3,4 tj. B:W= 1:3,09. Mnożymy x 10 i daje nam to B11 i W31.

    Razem: B 81 : T 220 : W 31
    Smaczne, jak nie wiem co? Na zdrowie!

    PS
    Chociaż nie było wpisu któregoś dnia w Dzienniku EliC, to pisałam w wątku ?Placki ziemniaczane?
    http://www.stachurska.eu/?p=7158

    Placki baaardzo mi smakowały.

  48. Elu, może lepiej: Piwo z rana nie to co śmietana! ?

  49. ElaC pisze:

    Reisefieber
    czyli niepokój przed podróżą.

    A ja bym powiedziała, żeby pozostać przy niemieckim, że u mnie to wręcz kociokwik (chociaż nic nie piłam). Dostałam skierowanie last minute i jadę na kurację, wracam za trzy tygodnie, dlatego pośpiech, jakieś niezałatwione sprawy, jednym słowem nerwacja i obłęd w oku.

    Nie wiem jak będzie z dostępem do Internetu (bo to szpital uzdrowiskowy a nie zwykłe sanatorium). W każdym razie proszę pisać, komentować, zamieszczać – jak wrócę odpowiem.

    Pozdrawiam serdecznie znajomych i tych, którzy zajrzą do mnie po raz pierwszy :)

    Skąd ta odwaga?

    Szczerze mówiąc, ten niepokój ma też głębsze dno – mianowicie nie jestem mocarzem i boję się, jak sobie poradzę w podróży i później na miejscu. Częściowo popilotuje mnie córka, ale dalej będę musiała sobie radzić sama.
    Pociesza mnie fakt, iż jeszcze trzy, a nawet dwa miesiące temu, nawet nie pomyślałabym o wyjeździe, ale teraz jestem zdrowsza, trochę już jednak silniejsza i mam optymizmu akurat tyle, żeby się odważyć na tę wyprawę.

    Trzymajcie kciuki!

    PS
    Teresa Stachurska zachęca mnie abym pisałam Dziennik z pobytu w uzdrowisku, bo nawet jeśli nie będę miała dostępu do Internetu, to ona jest gotowa przepisywać liściki i zamieszczać. Rany, do czego ta kobieta mnie namawia! Ona po prostu nie wie, jak ciężka jestem do pisania listów 😉 Ale nie zarzekam się, zobaczymy! :)

    Jeszcze raz pozdrawiam. ElaC

  50. Renia pisze:

    Trzymam kciuki za Panią, Pani Elu, i życzę Pani miłego wypoczynku… 😀

    Na mnie zawsze wyjazdy działają jak balsam na duszę… 😆

  51. Renia pisze:

    Dobrze by było, gdyby Pani w sanatorium jadła tylko to co dla Optymalnych jest „jadalne” i dokupywała sobie śmietankę, masło i jaja. Ze śmietanką i masłem, jako dodatkiem do posiłków (aby je odpowiednio zbilansować), nie powinno być problemu. Ale z jajkami to już nie wiadomo…może kubeczek chociaż wziąć i grzałkę zwykłą aby je ugotować?

  52. Rozmawiałam przed chwilą z EląC przez telefon. Jest jeszcze w szpitalu-sanatorium. Pozdrawia Państwa serdecznie. Wkrótce wraca.

  53. ElaC pisze:

    24.04.2012.

    NIE POLECAM JELENIEJ GÓRY A JASTRZĘBIĄ… zobaczymy

    Witam po baardzo długiej przerwie!

    Być może Czytelnicy jeszcze pamiętają, że dobrze ponad miesiąc temu wybierałam się do sanatorium a ściślej ? do szpitala uzdrowiskowego w Cieplicach ? dzielnicy Jeleniej Góry.
    Może pamiętają Państwo również, że byłam trochę przestraszona, jak sobie poradzę z dietą bez diety opty w zestawie sanatoryjnym. Niemniej, miałam dość optymizmu, aby się puścić na tę wyprawę. Myślałam, że jakoś sobie poradzę.

    Niestety? chociaż starałam się w miarę możliwości, nie było dobrze. Być może gdybym była w lepszej kondycji, gdybym nie złapała niestrawności na dzień dobry, gdyby ciśnienie nie spadało mi do 70/40?

    Zastanawiam się, czy lekarze kierujący nie wiedzą, że niektóre miejscowości nie służą niskociśnieniowcom? Ten pobyt byłby dla mnie stracony nawet, gdybym nie miała problemów dietą. Po podaniu Efortilu, co prawda ciśnienie nieco się poprawiało, ale robiło mi słabo i nie mogłam wykonywać nawet lekkich ćwiczeń.

    Wracając do tego, czy lekarze wiedzą, czy nie wiedzą o wpływie klimatu i mikroklimatu konkretnego miejsca na organizm pacjentów – w mojej karcie informacyjnej – wypisowej ze szpitala uzdrowiskowego, wymieniono zabiegi, z których korzystałam i napisano wyłącznie – przysięgam, nic nie przesadzam – jeden pomiar ciśnienia… i to taki, jakiego nigdy w czasie pobytu nie miałam: 125/80 – książkowy :)
    Bardzo się zdziwiłam, gdy to zobaczyłam. Mój lekarz prowadzący też się zdziwi… gdy zapodam, że miałam duże problemy z ciśnieniem i nie skorzystałam z tego pobytu, jak należałoby oczekiwać, i już nie chcę do Jeleniej Góry. w papierach przecież co innego stoi…

    Podróż to znowu niezły szok ? długa z przesiadkami, a dla mnie każdy bagaż jest ciężki.

    Po powrocie znowu aklimatyzacja i dochodzenie do siebie. Nie miałam nawet siły i chęci, aby zaglądać do Internetu?

    Krotko mówiąc ? nie polecam osobom chorym, o słabej kondycji, wyjazdów do ośrodków nie zapewniających diety optymalnej. No i lepiej nie wybierać się do miejscowości, co których nie jesteśmy pewni, czy klimat nam posłuży.

    W tej sytuacji byłam zdeterminowana, aby jak najszybciej skonsultować się z lekarzami optymalnymi, skorzystać ze szkolenia mając jednocześnie zapewnione właściwe żywienie – dietę optymalną.

    Znalazłam przystępną cenowo ofertę spełniającą moje oczekiwania w ośrodku AURA w Jastrzębiej Górze.

    Turnus rozpoczyna się 28 kwietnia, kończy 11 maja. Piękna pora, szok klimatyczny mi nie grozi ? jestem nie tylko dobrej myśli ale i pełna nadziei, że wiele skorzystam.

    Na razie kończę, bo nie mam wiele czasu – muszę się przygotować do wyjazdu, pozałatwiać też trochę różnych spraw. Może jeszcze cos skrobnę przed wyjazdem, a w każdym razie obiecuję, że będę prowadzić dziennik i podzielę się na pewno wrażeniami po powrocie z Jastrzębiej.

    Tymczasem serdecznie pozdrawiam :)
    ElaC.

  54. Renia pisze:

    Powodzenia Pani Elu. Ja będąc jakieś 2 miesiące na DO też skorzystałam z wczasów optymalnym w Arkadii „Aura”. Jest tam pięknie i blisko morza…
    Są tam wykłady lekarza optymalnego i nauka obliczania jadłospisów przez doradcę żywieniowego (tak było przynajmniej 4 lata temu). Jest również możliwość skorzystania z prądów selektywnych. Jedzenie jest dla każdego indywidualnie obliczane i ważone…Żyć nie umierać… 😀 i pogodę ma Pani teraz też gwarantowaną. Sadzę, że nie tylko słońce to zapewni, ale również pogoda ducha będzie odpowiednia – od ucha do ucha… 😀

  55. ElaC pisze:

    Dziękuję Pani Reniu :) Teraz też jest podobny program http://www.aura.jastrzebiagora.pl/optymalni.php No i morze na tym samym miejscu :)

  56. Rozmawiałam z EląC. Jest w Jastrzębiej Górze. Przygód komunikacyjnych nie zabrakło, a mówią że mamy świetnie. Ale w Ośrodku karmią optymalnie i smacznie, po podróży już odpoczęła, dostała prądy selektywne i nawet w głosie słyszalam że jest silniejsza. Ma się tam lepiej niż w sanatorium w Cieplicach. Optymalnych na turnusie jest 16 osób, więc ma się z kim wymieniać doświadczeniami. Czyta też książki Doktora Kwaśniewskiego.

    Ela pozdrawia Państwa z Aury w Jastrzębiej Górze serdecznie :)

  57. ElaC pisze:

    NA TURNUSIE OPTYMALNYM W JASTRZĘBIEJ GÓRZE

    Wow! Znalazłam wreszcie w Jastrzębiej kawiarenkę internetowej, wchodzę do Kuchni Stachurskiej, a tu proszę – jest już wpis, krótkie podsumowanie naszej porannej rozmowy! :)

    To co napisała Teresa – wszystko prawda, ale ja w miarę możliwości postaram się podać trochę więcej szczegółów o ośrodku i jego atmosferze oraz usługach, programie, personelu medycznym, zabiegach i co tam mi się jeszcze nasunie. Być może nawet nieco o miejscowości i …oczywiście – pogodzie :)

    Nowa walizka i komunikacja, niech ją szlag!
    W tej chwili mam niewiele czasu więc zacznę od początku czyli dojazdu do ośrodka i niestety, utyskiwania.

    Z Gronowa Elbląskiego do Gdyni dojechałam jednym pociągiem co jest ogromnym plusem, ale żeby nie było tak wesoło, to pociąg się spóźnił, więc na autobus PKS, który miałam na myśli, z Gdyni do Jastrzębiej, ma się rozumieć nie zdążyłam.

    No trudno, ze stratą 40 minut i 10 zł zabrałam się busikim podstawionym przez prywatną firmę. W busiku bujało jak diabli, a duszno było tak, że ratując się kroplami na serce i podniesienie ciśnienia, nie tyle wysiadłam, co wypadłam z pojazdu na końcowym przystanku. Końcowy przystanek nie oznacza bynajmniej końca podróży i końca przygody komunikacyjnej, bo prawdziwy horror dopiero się zacznie…

    Ojej, zerknęłam na zegarek i widzę, że muszę spieszyć na obiad, a to jednak kawałek drogi, no może nie taki znowu wielki, ale zawsze…
    A zatem biegnę. Cdn.

  58. Renia pisze:

    Pani Elu nie wiem czy gratulować czy współczuć perypetii i trudności podróżnych…Wiem, że w tym ośrodku wszystko tak nie do końca jest optymalne, ale jest przyjemnie tam. Jest nawet bardzo dobrze dla osób, które się już znają na stosowaniu DO, jednak dla początkujących, czy bardzo schorowanych lepsza jest Arkadia „Lido” gdyż tam ściślej przestrzegają Diety Optymalnej dr. Kwaśniewskiego, mają na miejscu laboratorium, dobrych lekarzy optymalnych i wszystkie wyroby żywnościowe mają własnej produkcji. Gdybym mogła Pani doradzić, zanim Pani załatwiła już tą arkadię, to bym radziła „Lido”. Ale ja też od arkadii Aura zaczęłam i jest dobrze… 😉

  59. OPTY pisze:

    Dołączam się do pozdrowień dla p. Eli. C.
    Pani Elu , tak myślę żeby na potrzeby przesympatycznego blogu naszej wspaniałej przyjaciółki Tereski S. pokusiła Pani się na w miarę drobiazgowe opisanie swojego pobytu w tej Arkadii. Chodzi mi o to, z jakimi choróbskami Pani tam pojechała i jakie udało się zwalczyć zaleczyć , zahamować itp. Jakie było jedzonko , ilości i czas spożywania
    szkolenia i spostrzeżenia własne i innych co do sktuteczności metody żywienia optymalnego. Opis stanu psychiczeno – samopoczucia i inne zdaniem Pani ważne uwagi i wskazówki.
    Niech inni nieoptymalni wreszcie dowiedzą się na bierząco co się dzieje z organizmem po takiej kuracji i na takiej diecie.
    Tak jest moja prośba , ale zrobi Pani jak uważa. Nic na siłę.
    Pozdrawiam ciepło i życzę samych przyjemności.

  60. Renia pisze:

    Zanim Pani Ela się odezwie, pozwolę sobie wtrącić znowu swoje „trzy grosze”… otóż przypomniało mi się co na mnie zrobiło największe wrażenie w Arkadii „Aura”. Nie był to piękny budynek, czy też jego piękne położenie, ani jedzenie optymalne, ani lekarze, ani wykłady pani doradcy żywieniowego ani nawet prądy selektywne, których (nie mając o nich bladego pojęcia) się bałam… 😆
    Wrażenie na mnie zrobiła szokująca mnie historia ośmioletniego wówczas Szymonka, który również tam był na optymalnych wczasach z rodzicami i małą siostrzyczką. Otóż on już „powinien” nie żyć według lekarzy konwencjonalnych. Chorował na chorobę Leśniewskiego-Crohna. Lekarze nie dawali żadnych nadziei na jego wyleczenie, czy chociażby podleczenie. Wypisano go ze szpitala w stanie krytycznym – według lekarzy. Po zastosowaniu u dziecka Diety Optymalnej chłopczyk szybko wyzdrowiał. Nie było u niego widać żadnych śladów po chorobie. Grał całymi dniami z moim synem w piłkę. Życie i zdrowie zawdzięcza on Diecie Optymalnej…
    Dlatego wkurza mnie bardzo jak niektórzy ludzie robią sobie kpiny z Żywienia Optymalnego – nie znając go, nie sprawdzając. Robią oni straszną krzywdę ludziom, którzy chorują i przez takich „straszaczy” boją się spróbowania DO…
    Nie wiem czy już o tym na tym blogu nie wspominałam… :roll:

  61. ElaC pisze:

    Drodzy Państwo! Dziękuję za wpisy i sugestie.
    Ponieważ dostęp do Internetu okazał się jednak dość utrudniony, będę musiała pisać bardzo skrótowo, nad czym ubolewam, ale trudno się mówi. Postaram się przynajmniej wypunktować najważniejsze sprawy, które na bieżąco się nasuwają, a w domu przecież mogę wrócić do tematu i napisać o tym co istotne lub o co zapytają Czytelnicy.

    Chociaż to może się wydawać mało ważne na pierwszy rzut oka, to jednak wrócę do tej nieszczęsnej walizki i komunikacji (co to niech ją szlag…).

    Najpierw, gdy półżywa wysiadłam z busika, mobilizowałam się ze wszystkich sił, aby nie zemdleć na tym przystanku. Nie lubię robić sobie opini publicznej, że o bagażu, który przy okazji mógłby zniknąć, nie wspomnę.

    Kiedy doszłam do siebie na tyle, że już nie uginały mi się nogi, zaczęłam się rozglądać. Okazało się, że do AURY jest spory kawałek drogi i nie ma czym dojechać. Jak mnie poinformowano, taksówki jeżdżą tu tylko w sezonie…

    Później dowiedziałam się, właśnie od tej właśnie soboty, gdy przyjechałam, zaczęły jeździć usługowe Meleksy, ale nie było tej, ani żadnej innej informacji na temat dojazdu, na stronie Ośrodka ? niestety.

    Szkoda, bo to jest standard – jeśli nie wymóg – dla ośrodków prowadzących turnusy rehabilitacyjne, aby zapewnić klientom dojazd ze stacji/przystanku ? nieodpłatny lub odpłatny.
    A podanie informacji ? choćby numeru telefonu po taryfę, to już minimum z minimum.

    W każdym razie, nie mając innego wyjścia, udałam się we wskazanym kierunku, ciągnąc za sobą swoją piękną, w przededniu wyjazdu kupioną walizkę.

    Żyjemy wszyscy w tym samym kraju, więc nie muszę opisywać stanu chodników… Nikogo więc nie zdziwi, że bardzo szybko pozbyłam się jednego kółka i odtąd bagaż okazał się koszmarnym tobołem.

    W pewnym momencie, wykończona, zadzwoniłam do ośrodka z podaniem swojej lokalizacji oraz pytaniem, czy jestem przynajmniej na dobrej drodze a także informując o swojej sytuacji. Pani odpowiedziała, że to już naprawdę blisko i tyle. Komu blisko, temu blisko, ale może i miała rację, bo jednak doszłam do ośrodka o własnych siłach…
    Tyle tylko, że po tym wszystkim musiałam przez dwa dni dochodzić do siebie.

    Bo to już wiecie mniej więcej jaka była sytuacja wyjściowa ? dwa dni w plecy.

    Z tego wynika przestroga: dowiedz się wszystkiego dokładnie, upewnij 10x i żądaj co ci się należy od usługodawcy, któremu płacisz.

    A ja zaraz zapłacę drugą stawkę za komputer i spóźnię się na kolację, więc nara ! :)

  62. Renia pisze:

    Faktycznie horror… :(

  63. Elu, pisałam tu wcześniej :

    W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych rozmawiając z Anglikiem zapytałam ile lat dzieli Suwałki od Londynu. Anglik najpierw nie rozumiał pytania, a gdy ustaliliśmy w czym rzecz, się zafrasował, zastanowił i następnie zrobił długi wywód o tym, że problematyczna odległość nie dotyczy ekonomii czy astronomii, ale nauk społecznych takich jak socjologia i psychologia. Kilka osób uczestniczyło w tej rozmowie. Dla Anglika oczywiste było, że najważniejsza jest empatia i za skarby świata nie mógł uwierzyć, że się z nim zgadzam, bo dotąd, a był w Polsce (naukowo) od paru miesięcy, się z takim jak prezentowane przeze mnie przekonaniem w Polsce nie spotkał. Ba, następnego dnia przyniósł mi kwiaty bo – jak mi oznajmił – niechybnie mnie uraził… Więcej – http://www.stachurska.eu/?p=578 .

    W zeszłym roku trafiłam na parę dni do Londynu i zobaczyłam dokładnie różnicę jaką miał na myśli Anglik. Tak, w Londynie króluje uprzejmość, a u nas uprzejmość mamy reglamentowaną, czy jakoś tak.

    Przywołałam ten wątek, bo mi się z Twoją gehenną skojarzył. Może być lepiej niewielkim w końcu wysiłkiem organizacyjnym, elementarną wręcz uczynnością. Przecież tam co i rusz udaje się ktoś chory… Byle sobie organizator uświadomił potrzebę. Może zechcesz Aurze pomóc wskazując tę potrzebę? Kuracjusze telefonują by rezerwować miejsca i wtedy gospodarz może dowiedzieć się o potrzeby związane z dostaniem się do ośrodka. Wystarczy parę pytań, które można ująć w zwyczajne procedury.

  64. ElaC pisze:

    Tereniu, święta racja – to takie proste: pomyśleć o potrzebach drugiego (tu najczęściej chorego) człowieka.

    Opty sugerował, żebym napisala o swoich problemach zdrowotnych i aby dzielić się obserwacjami dotyczącymi samopoczucia w trakcie turnusu.

    Zacznę więc może od wyników badań, które robiłam na dwa dni przed wyjazdem na turnus i samopoczucia.

    Nie mam pod ręką, ale pamiętam, że w morfologii krwi nieprawidłowa była przede wszystkim wysokość białych krwinek ? marcu 2 a w kwietniu 3. Leukopenia jest jednym objawów Zespołu Sjogrena, na który choruję.

    OB ? 40.

    Druga sprawa, to cholesterol. Nie powiem dokładnie, ale calkowity ponad 300, a dobry, jak wyliczyłam 7 razy mniejszy, wysoki LDL i trójglicerydy.

    Samopoczucie nie najlepsze ? znaczne oslabienie (a po przejściach komunikacyjnych byłam dodatkowo cała obolała). Po powrocie z Jeleniej Góry musiałam się na nowo aklimatyzować, przeszłam wielogodzinne zaburzenia rytmu serca, psychicznie też jakoś do bani,

    Dlatego czym prędzej postarałam się o ten turnus optymalny – z nadzieją na złapanie równowagi.

    Doktor wyniki obejrzał, mnie też, kazał również staną na wagę, Przy wzroście 170 cm ‚zaważyłam’ 70 kg, co doktor uznał za wagę zadowalającą.

    Zaordynował:

    dieta – B 50, T 150, W 60-70;

    prądy ? seria 10×15 min. na główkę
    oraz to samo na kończyny górne i dolne.

    Na jadalni przy moim nakryciu pojawiła się karteczka: dodać 10 g węglowodanów.

    Przyznam, że gdy otrzymałam do ręki i przeczytałam w spokoju ducha kartę zabiegową, to się trochę zdziwiłam. Najpierw ilością węglowodanów ? wydawało mi się to dużo, szczególnie w stosunku do białka.

    Podzieliłam się swoimi wątpliwościami z dietetyczką ? panią Marią Bloch, ale pani odpowiedziała, że tak napisał lekarz. I tyle.
    Lekarza jednak już w ośrodku nie było.

    Ale to nie koniec tego wątku, bo gdy zuważylam, że przytyłam (na wadze okazało się, że o 60 deko w ciągu tygodnia), znowu zgłosiłam się do dietetyczki. Pani Maria zabrała karteczkę „dodać 10g”, bo przeciwko tyciu stanowczo protestowałam. Aha, gwoli historycznej prawdzie dodam, że na szkoleniu, chyba trzeciego dnia po przyjeździe, zeznałam, że jestem trochę głodna i kupiłam śmietanę, a wtedy pani Maria powiedziała, że doda mi do diety nieco tłuszczu i to będzie lepsze niż śmietana.

    Druga moja wątpliwość dotyczyła prądów selektywnych. W przeciwwskazaniach wyczytałam, że odklejanie siatkówki, laseroterapia i zapalenia w obrębie oczodołu są przcciwwskazaniem do miejscowych zabiegów tego typu.

    Ponieważ wysoka krótkowzroczność z degeneracją siatkówki jest z pewnością bardziej zagrożona odklejeniem siatkówki, to sie lekko przestraszyłam. Miałam co prawda robione kiedyś zabezpieczanie ? punktowe przyklejenie profilaktyczne laserem.
    A z powodu Z.Sjogrena mam przewlekłe zapalenia rogówki…

    Gdy powiedzialam o tym fizjoterapeutce, zaproponowała w zamian inny zabieg ? na kręgosłup, który też mi daje popalić.

    Wzięłam jeden taki zabieg, ale jednak poprosiłam o konsultację lekarską. Pani Maria skontaktowała się z jakąś, jak powiedział, doświadczona lekarką i przyniosła wiadomość, że mogę brać spokojnie te prądy na główkę, bo przeciwwskazane są tylko w takich przypadkach, jak mój, zabiegi na oczy. Tak więc wróciłam do pierwszej wersji zlecenia.

    I teraz najważniejsze ? jak się czuję, czy jest lepiej???

    Tak, czuje się lepiej, i odważyłam się po kilku latach stałego zażywania (2x dziennie regularnie, a w razie potrzeby częściej), odstawić Cardiol. podnoszący ciśnienie i wspomagający pracę serca. I żyję!

    O tym sercu to kiedyś jeszcze napiszę, ale teraz już muszę kończyć.

  65. Renia pisze:

    Dobrze, że „idzie” w dobrym kierunku. Życzę dalszego zdrowienia, ale bez początkowych perypetii…

  66. EluC, dzięki za wypowiedź :) Na kłopoty z sercem niezawodne – http://www.stachurska.eu/?p=1970 , polecam.

  67. OPTY pisze:

    ” I żyję! ” – Ela C.
    ————————
    Okrzyk jak na pierwsze kroki wspaniały. Odwagi , żo musi przynieść pozytwne skutki , tylko ” nie poganiaj mnie bo tracę oddech …” Przy takim konglomeracie choróbsk poprawa nie następuje błyskawicznie , cierpliwość jest gorzka ale jej owoce będą słodkie – tu raczej powinno być tłuste , co ma zupełnie inny wydźwięk dla znajacych się na rzeczy.
    ” Słuchajcie mnie uważnie a będziecie jedli dobre rzeczy, a tłustym pokarmem pokrzepi się wasza dusza. ” – Iz. 55.2

    Głowa do góry nasza Koleżanko i Ty dostąpisz dobrodziejstw odkrycia wszechczasów ,powrotu do zdrowia dzięki odkryciu dra J. Kwaśniewskiego. Pozdrów tam( w Arkadii) cały personel i życz im jak największej liczby uzdrowień .

  68. ElaC pisze:

    Kurcze, nie wierzę!
    Zadzwoniłam przed chwilą do rejestracji, aby zapisać się do kardiologa i do okulisty i… Jutro o 12.20 mam wizytę u okulisty, a następnie przejdę do gabinetu neurologa!

    Prima Aprilis? – Nic podobnego! Po prostu mój synek dodatkowo płaci miesięcznie 90 złotych do LUX MED-u i dopisał mnie do swojego ubezpieczenia.

    Na wizyty, za które płaci NFZ z naszych wnoszonych co miesiąc aż do śmierci składek, muszę czekać od 7 miesięcy (hepatolog) do niewiadomej ???? (kardiolog), bo na początku roku powiedziano mi, że w czerwcu (chyba) ruszą zapisy.

    Jak wyjdę z szoku, zrobię kolejny wpis.
    Pozdrawiam czytających. ElaC

  69. ElaC pisze:

    ACH TE WĘGLOWODANY!

    Pisanie dziennika na turnusie w Jastrzębiej Górze niestety nie wyszło za bardzo przez brak dostępu do Internetu, ale będę do turnusowych wrażeń i problemów wracała aż do wyczerpania tematów ? przynajmniej z grubsza.

    Przypomnę, że jak pisałam wcześniej, miałam pewne wątpliwości co do ilości węglowodanów w diecie zaordynowanej mi przez doktora Tomasza Piętowskiego ? wydawało mi się ich przydużo, szczególnie w proporcji do ilości białka.

    Przy wzroście 170 cm i wadze 70 kg, doktor mi ?zapodał?:
    B 50, T 150, W 60-70.

    Na koniec turnusu przyjmowała nas doktor Agnieszka Włodarczyk Nizioł z Warszawy. Zapytałam, czy taką proporcją mam nadal stosować, bo boję się, że to może być za dużo.

    Pani doktor odpowiedziała, że nie ma się czego obawiać, że to jest właściwa ilość.
    Dodała, że optymalnym żywieniem zajmuje się już 13 lat, więc ma spore doświadczenie.

    Zaczęłam więc jeszcze z większym zapałem przekopywać książki doktora Kwaśniewskiego i nie zawiodłam się. W listach (których 2 tomy zakupiłam Jastrzębiej Górze) znalazłam wczoraj późnym wieczorem to, czego szukałam ? list 14, s. 47, Jan Kwaśniewski ?Odpowiedzi na listy? Warszawa 2001, Wydawnictwo ?WGP?. Treść dostępna jest także pod linkiem http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=671

    Tak więc moje wątpliwości zostały rozwiane, chwała Bogu!

    Teraz pozostaje mi pilnie liczyć BTW, nie ?przeginać? wiedząc, jaki ze mnie mocarz 😉 i obserwować siebie. Jeśli doktor pisze, ze przy bezpiecznej jeszcze, ale zwiększonej na maksa ilości węglowodanów, gospodarka energetyczna organizmu jest mniej sprawna, to ja nie chcę sobie utrudniać. I tak mam pod górę.

    A Oto interesujący nas fragment odpowiedzi Doktora na list czytelniczki.

    ??Dość częstym błędem występującym u zaczynających Żywienie Optymalne, jest wyłączenie ze spożycia węglowodanów lub zbyt duże ich ograniczenie.
    Należy spożywać około 0,8 g węglowodanów na 1 kg wagi należnej ciała, a nie będzie w moczu ciał ketonowych i organizm nie będzie musiał sam wytwarzać potrzebnych mu węglowodanów. Po co ma to robić?

    Rozum nakazuje, aby potrzebną ilość węglowodanów dostarczyć w pożywieniu.
    Nie jest konieczne, aby w każdym posiłku występowały węglowodany. Mogą być posiłki bezwęglowodanowe, a następnie mogą zawierać węglowodany.

    Węglowodany można dostarczać w kilku wybranych produktach: ziemniak, jarzyny, owoce jagodowe, sernik. Lody według przepisu z książki ” Dieta Optymalna” lub ” Książka Kucharska – 700 przepisów?. Można w innych produktach. Tabele wartości produktów spożywczych, które znajdują się w moich książkach, podają zawartość węglowodanów w 100g produktu. Można i trzeba z nich korzystać, gdy dostarczamy węglowodany w innych produktach.

    Granicą bezpieczną dla człowieka dorosłego jest około 1,5 g węglowodanów na 1 kg wagi należnej ciała na dobę, czyli do 100 g dla człowieka o wadze 70 kg. Nie powoduje to żadnych istotnych szkód, poza tym, że gospodarka energetyczna organizmu jest nieco mniej sprawna.?

  70. Renia pisze:

    A jakie jest samopoczucie u Pani, Pani Elu? Jest jakaś poprawa po pobycie w Arkadii?

  71. Elu, zauważyłaś że Doktor pisze o Żywieniu Optymalnym, które jest dla osób zdrowych. Osoby chorujące łatwiej uzyskają poprawę swojej kondycji korzystając z pomocy pasków Keto-Diastix i oczywiście obserwując organizm. Im więcej węglowodanów na talerzu tym więcej zapotrzebowania na białko (organizm musi wytworzyć stosowne enzymy, by te węglowodany przetwarzać), a nasza wątroba woli tłuszcze – http://www.stachurska.eu/?p=5910 , bo się nimi akurat zajmować nie musi. Moje doświadczenie – http://www.stachurska.eu/?p=1970 wskazuje że węglowodanów należy jadać mało i kontrolować ketony w moczu, by w miarę potrzeby ewentualnie je uzupełniać dojadając 10 – 20 g dodatkowych węglowodanów. Gospodarka energetyczna jest ważna – http://www.stachurska.eu/?p=3383 . Ja pilnuję w pierwszym rzędzie proporcji B : T , bo gdy się zjada za mało tłuszczu łatwo jest wpaść w nadmiar białka i/lub nadmiar węglowodanów.

    Druga sprawa to waga, do której ilość składników pokarmowych odnosimy, czyli do wagi należnej. W wielu artykułach spotkasz skrót nmc, czyli należnej masy ciała.

    Poradzisz sobie, dociekliwość jest pomocna :-)

    PS. Mnie przy wzroście 160 cm w Aurze siedem lat temu lekarz zlecił: B – 50 g, Tłuszcz – 150 g, Węglowodany – 60 g. Pomocną proporcją okazało się dla mnie 1 : 3 – 4 : do 0,6. Może jestem trochę przeczulona, ale czy nie lepiej że dmucham na zimne, gdy doświadczyłam „końca świata”?

  72. ElaC pisze:

    Teresko, właśnie o tym myślałam pisząc, że nie należy sobie utrudniać. Co innego człowiek zdrowy, a co innego organizm zmaltretowany chorobą, któremu dodatkowa, i niepotrzebna, praca raczej nie służy. Nie tyle chodzi o to, aby szkody były małe, lecz aby korzyści były duże.

    Pani Reniu, na turnusie już na trzeci dzień, kiedy odpuściły zakwasy po podróży, poczułam się dobrze. Relaks, dieta i prądy PS – czego więcej trzeba? :) Po paru dniach poprawiła się moja kondycja, dobrze spałam, w drugim tygodniu nie łapały mnie już skurcze stóp po spacerze. Odstawiłam lek na podniesienie ciśnienia i wspomagający jednocześnie serce.

    Teraz znowu trochę musiałam odcierpieć podróż – ale już jest lepiej, tylko jedna ręka jeszcze mnie boli. Przenoszenie, czy ciągniecie bagażu nawet na niezbyt długim odcinku, to dla mnie wyczyn, niczym zawody strong women :)

    Z tymi słabymi mięśniami idę właśnie jutro do neurologa. Doktor Nizioł poradziła mi, aby zrobić elektromiografię, bo podejrzewa, że mogą być uszkodzone nerwy.
    No i z oczami niestety nic nie lepiej – pieką i coraz gorzej widzą… Dlatego też pilna jest wizyta u okulisty, chociaż… nic mi właściwie innego lekarz dać nie może ponadto co mam. Ale trzeba sprawdzić, czy coś się jeszcze bardziej nie komplikuje.

  73. Renia pisze:

    „Pani Reniu, na turnusie już na trzeci dzień, kiedy odpuściły zakwasy po podróży, poczułam się dobrze. Relaks, dieta i prądy PS ? czego więcej trzeba? Po paru dniach poprawiła się moja kondycja, dobrze spałam, w drugim tygodniu nie łapały mnie już skurcze stóp po spacerze. Odstawiłam lek na podniesienie ciśnienia i wspomagający jednocześnie serce.”

    Cudownie… 😀 Po troszeczku, powolutku, to i kolejne dolegliwości ustąpią. Na chorobę „pracujemy” długie lata, a zdrowie byśmy chciały mieć tak hop siup i już… 😆

  74. ElaC pisze:

    Jasne, chciałaby dusza do raju, ale grzechy nie puszczają 😉

  75. Renia pisze:

    Za grzechy niestety się płaci… :roll: ale można je wymazać i raj osiągnąć…jeszcze na ziemi… 😀 😉

  76. Wymazać jak wymazać, ale zadośćuczynić… :) Jo?

  77. ElaC pisze:

    Uuu… nerwy, a w każdym razie zamęt i ból głowy, po wizycie u okulisty. Nie będzie dzisiaj pisania, może jutro – pojutrze…

  78. ElaC pisze:

    ZAĆMA

    Witajcie optymalni!

    Mam wielki zgryz… Przed wielu laty okuliści zauważyli rozwijającą się u mnie zaćmę. Cztery lata temu zdecydowałam się na ustawienie się w kolejce do zabiegu usunięcia soczewek (w Elblągu czeka się na zabieg 3 lata). Z terminu w marcu ub. roku zrezygnowałam, bo strach mnie obleciał. Ale widzę coraz gorzej… (katarakta, to nie jedyny mój oczny problem), poszłam więc do okulisty, aby dowiedzieć się o stan rogówki i jak bardzo rozrośnięta jest zaćma (kontroluję ja co jakiś czas).

    A doktór mówi: niech pani nie zwleka tak z tą zaćmą, bo im szybciej się zabieg przeprowadza, tym jest bezpieczniejszy. Owszem, kiedyś czekało się „aż dojrzeje”, ale teraz jest całkiem odwrotnie.

    Nogi się pode mną ugięły, bo przecież chodzę do okulisty, a dotąd nikt mi o tym nie powiedział. A ja właśnie dlatego nie mogłam sie zdecydować na operację, bo boję się komplikacji a nie samego zabiegu. A mam powód by się bać – moja mama, po której odziedziczyłam wadę wzroku i mamy podobne problemy, po operacji zaćmy stopniowo, ale dość szybko straciła wzrok całkowicie.

    W każdym razie mam wyznaczoną datę zabiegu na 5 czerwca.
    Nie mogę jednak powiedzieć, że jestem spokojna – ciągle kłębią mi się pod czaszką myśli – co robić?

    Moje oczy nie są w dobrym stanie, a w najgorszym jest siatkówka ze zmianami degeneracyjnymi.

    Na forum portalu dr-kwasniewski.pl znalazłam wypowiedź dr Kwaśniewskiego, ale to za mało aby podjąć decyzję.

    Czy ktoś mógłby mi wskazać gdzie, do kogo się udać, aby mi doradził w tej sprawie? Czy jest optymalny okulista?
    A może inni lekarze optymalni mają obserwacje i doświadczenie w leczeniu pacjentów z zaćmą?

    To pilne!

    Pozdrawiam niedzielnie. ElaC

    http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=1523.0

  79. OPTY pisze:

    Pani Elu , jak najszybciej skonsultować ta sytuację z lekarzem optymalnym.
    Pytanie pomocnicze , czy powiadomiła Pani będąc w Jastrzębiej Górze lekarzy o stanie swoich oczu ?

  80. OPTY pisze:

    Pani Elu , jak najszybciej skonsultować ta sytuację z lekarzem optymalnym.
    Pytanie pomocnicze , czy powiadomiła Pani będąc w Jastrzębiej Górze lekarzy o stanie swoich oczu ? Co mówili ?

  81. ElaC pisze:

    Opty, tak, lekarz widział opis, czy raczej wypis :) moich chorób i dolegliwości, w karcie od mojego lekarza rodzinnego i ja też coś o tym mówiłam. Nie mówiłam o zabiegu, bo jeszcze nie miałam nowego terminu, zresztą nie o wszystkim na jednej krótkiej wizycie można porozmawiać, a później już lekarza nie było :(
    Staram się złapać jakieś kontakty i zasięgnąć opinii.
    Pozdrawiam.

  82. ElaC pisze:

    Aha, pytałeś, co powiedzieli. Na temat oczu nic, albo nic poza ogólnikami, jeśli dobrze pamiętam, a moja pamięć raczej dobrze rejestruje rzeczy istotne dla mnie.

  83. ElaC pisze:

    Tak Pani Reniu, czytałam. Poprosiłam też admina, aby umożliwił mi rejestrację na forum i już zrobiłam wpis :)
    http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=4658.0

  84. Renia pisze:

    Miło mi z tego powodu… 😀

  85. ElaC pisze:

    Jak już wspomniałam wcześniej, zarejestrowałam się na portalu dr Kwaśniewski, bo Teresa Stachurska zamieściła tam mój wpis w sprawie zaćmy licząc, że ktoś się odezwie w tej sprawie.
    I rzeczywiście, a przeważały takie mniej więcej opinie:

    admin Administrator toan@q4.pl
    Odp: ZAĆMA 2012-05-21, 17:48:03
    Wyjście jest jedno – słuchać okulisty prowadzącego, no chyba, że kto chce większych kłopotów… :)

    Po rejestracji mogłam odpowiedzieć i podziękować. Wyjaśniłam też mniej więcej moją poprzednią sytuację (przed dietą) i obecną. Myślę, ze warto tu ją przytoczyć, bo może to komuś się przyda, podniesie na duchu.

    ElaC
    Odp: ZAĆMA

    Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Moje problemy okulistyczne to degeneracja siatkówki (wysoka krótkowzroczność obu oczu), przewlekłe suche zapalenie rogówki i spojówek (Zespół Sjogrena) i zaćma. Można powiedzieć, że siła złego… Sad

    Dodam, że Zespół Sjogrena to podła choroba, oprócz dolegliwości związanych z suchością, pozbawia sił i to jest najgorsze. Zresztą nie do końca wiadomo, czy ten Sjogren u mnie to już wszystko, czy ma jakąś parę. Diagnostyka, jak to u nas, niedokończona, ale trwa „obserwacja w kierunku choroby tkanki łącznej”.

    Na diecie optymalnej (stosuję od świąt Bożego Narodzenia) moje zdrowie się poprawiło o tyle, że nie zapadam na infekcje dróg oddechowych. Przez kilka lat to był mój koszmar, a ostatnie 3 lata to już praktycznie nigdy nie byłam zdrowa. Można sobie wyobrazić ile zjadłam leków – antybiotyków, przeciwbólowych, przeciwzapalnych i do tego środki nasenne.

    Nie miałam już siły chodzić. Czułam, że moje życie jest zagrożone. Zrezygnowałam z pracy zawodowej, bo nie dawałam czasem rady posiedzieć nawet przy komputerze, nie mówiąc już o jeżdżeniu do redakcji. Coraz częściej, z wielkim wysiłkiem pracowałam w domu.

    Pracę zakończyłam z końcem grudnia 2011 r. i teraz odpoczywam i stosuję dieteędr Kwaśniewskiego.
    Nie chorowałam ani razu na drogi oddechowe!
    Dr Nizioł mówi, że dzięki ŻO moje śluzówki są lepiej odżywione (wit. A) a tym samym organizm jest lepiej chroniony przed infekcjami.

    To już bardzo dużo, bo odstawiłam wszystkie prochy, a po prądach selektywnych (turnus w AURZE w Jastrzębiej Górze na początku maja br.) odpuściłam także lek podnoszący ciśnienie i wspomagający pracę serca. I jest w porządku, na razie nie potrzebowałam go (chociaż trzymam pod ręką :)).

    I to by było na tyle :)

    Jeśli ktoś miałby dla mnie jakieś pomocne informacje i spostrzeżenia, będę wdzięczna.
    Pozdrawiam. ElaC.

    admin Administrator toan@q4.pl
    Odp: ZAĆMA
    Dzisiaj o 09:59:47

    Trzeba zrobić fachowo zaćmę, a reszta powinna się stopniowo poprawiać pod wpływem poprawnego odżywiania.

    ElaC Odp: ZAĆMA
    Dzisiaj o 16:49:44
    No tak, teraz zaćma. Jestem w lepszej formie niż parę miesięcy wcześniej, więc trzymam się nadziei, że wszystko dobrze pójdzie.
    Dzięki za dobre słowo :)

  86. ElaC pisze:

    Ela biega jak nakręcona i robi badania – dzisiaj te przed zabiegiem pt. „zaćma”, a jutro przed wyczekiwaną od ponad sześciu miesięcy wizytą u hepatologa.

    Ciekawe jakie będą wyniki???

    Dzisiaj powiedziałam swojemu lekarzowi rodzinnemu, że stosuję od kilku miesięcy ŻO dr Kwaśniewskiego i jakie obserwuję rezultaty. Doktor wysłuchał, nie zajął stanowiska, wspomniał jedynie, że dieta ta jest kontrowersyjna. Nie wiem, czy powiedziałby coś więcej, bo – przyznam się bez bicia – wpadłam mu w słowo i zasypałam swoimi argumentami: że pozytywne efekty widzę zaś alternatywy – nie, itd, itp.
    Nic nie odpowiedział – może nie chciał się człowiek użerać z wygadaną babą, a może nie ma zdania na ten temat i będzie obserwować co z tego wszystkiego wyniknie. Nie wiem.

    Wieść gminna niesie, że żona doktora cierpi na SM, więc nie omieszkałam wtrącić, że dr Kwaśniewski osiągał w Arkadiach bardzo dobre rezultaty w leczeniu chorób z autoagresji, a szczególnie dobrze są udokumentowane przypadki chorych na SM, chorobę Buergera i cukrzycę. I że były prowadzone swego czasu badania, potwierdzające skuteczność tej metody, też ma się rozumieć wspomniałam.

    Ale to mnie nie uratuje przed jutrzejszym kłuciem itd. :/ Oby tylko wszystko dobrze się skończyło! Proszę o trzymanie kciuków, gdy się komu przypomni :)
    Pozdrawiam. EC

  87. Z powyższej wypowiedzi, Elu, wnoszę że natrój Ci dppisuje. Mogę zapytać czy to Twój stały znak rozpoznawczy, czy może wpływ ATP – http://www.stachurska.eu/?p=3383 ?

    Lekarzom mainstreamowym nie przychodzi na myśl nijak, że to oni uprawiają kontrowersyjne leczenie pograzające pacjentów w chorobach miast im pomóc się z nich wydostać. Mając po polsku na miejscu literaturę, dostępność do szkoleń z DO, nie sprawdzą a opiniują. Pomyśl, ze gdybyś tego lekarza zapytała o radę zanim się zdecydowałaś na DO, to może czułabyś się obecnie jak w listopadzie…

  88. Renia pisze:

    „Dzisiaj powiedziałam swojemu lekarzowi rodzinnemu, że stosuję od kilku miesięcy ŻO dr Kwaśniewskiego i jakie obserwuję rezultaty. Doktor wysłuchał, nie zajął stanowiska, wspomniał jedynie, że dieta ta jest kontrowersyjna. ”

    Jakbym siebie czytała z początkowego okresu DO…

    Teraz mi już trochę zapał opadł w opowiadaniu o DO, bo efekty były słabe…mało kto chciał słuchać a co dopiero zastosować. Ale z tego co wiem, już parę osób przeze mnie stosuje ten model żywienia i oni namówili kolejne osoby. Więc warto… 😀 Ale lekarze są chyba najbardziej sceptyczni…To burzy całą ich ładnie poukładaną „wiedzę”, że pochodzenie chorób jest nieznane, a wyleczenie niemożliwe…

  89. OPTY pisze:

    ” To burzy całą ich ładnie poukładaną ?wiedzę?, że pochodzenie chorób jest nieznane, a wyleczenie niemożliwe?” – Renia
    ——————-
    Reniu (i nie tylko), to dogmat . ” Wiedza ” spełniająca wymagania dogamtu nie jest wiedzą , tylko ” zakazem myślenia „. Tak jakby nie było skutku bez przyczyny. Tylko gdy postawi się przyczynę nie spełniającą warunków dogmatu , zostaje automatycznie odrzucona . Na tym polega szkopuł tak myślących, a raczej niemyślących.
    Jeśli rzeczywistość przeczy założeniom dogmatów, tym gorzej dla rzeczywistości. A ja mówię , tym gorzej dla tak „niemyślących „.
    Rzecz w tym ,że darmowe skutki leczenia metodą a la Kwaśniewski nie pasują zupełnie do ” modelowego myślenia ” o czymkolwiek. Interesowność w tym temacie jest posunięta tak daleko ,że zdrowie jest produktem handlu , zdrowie stało się towarem na skalę bilionów dolarów zysków z jego nieuzyskania. Marks , który wspaniale opisał ustrój wyaljenowujący człowieka z rzeczywistości bodaj zapomniał o zasadniczym czynniku ludzkiego jestestwa – zdrowiu. Możliwe ,że umknęło to jego wnikliwej pracy o skutkach ekonomizacji życia ludzkiego , ale tylko dlatego ,że ” biedak ” nie znał przyczyny właśnie takiego a nie innego postępownia ludzi w obliczu patologii umysłowej spowodowanej czynnikami jakim uległ sam w swoim pełnym dociekliwości życiu. A co dopiero nauka medyczna , która niewiele ma wspólnego we współczesnym obliczu ze zdrowieniem ludzi. Bodaj by mniej mędrkowali o tym na czym niewiele się znają biorąc pod uwagę ze wszechmiar słuszne spostrzeżenie Woltera ;
    ” Lekarze zapisują lekarstwa , o których niewiele wiedzą , na choroby , o których wiedzą jeszcze mniej , ludziom , o których nie wiedzą nic. ”
    Jakże bliskie są diagnozy dwóch ludzi tej samej epoki , Staszica i Woltera w tej materii.
    ” Po owocach ich poznacie ” – polecam to jako motto dla wszystkich niedowiarków w temacie skuteczności metody proponowanej przez Doktora Jana Kwaśniewskiego z Ciechocinka . I na nic tu wszechobecne intelektualne podszyte psudonauką bełkoty bez rezultatów. Wynik jest ważny a nie mniemanie o nim. Jeśli medycyna oficjalna jest bezradna wobec narastającej liczby chorób powinna ustąpić miejsca metodzie zapobiegawczej i skutecznej . Płonne me nadzieje w świecie gdzie nie człowiek a zysk jest istotą zdegenerowanych jednostek . Mahatma Ghandi zauwałył był swego czasu ,że ;
    ” Świat jest na tyle duży aby zaspokoić wszystkich , ale na tyle mały aby zaspokoić chciwość jednostki. ”
    Zdrowie to za poważna sprawa aby pozostawić je na targowisku chciwców.
    O jednym nie wolno zapominać; natura leczy się sama , a organizm pomaga sobie sam przy założeniu , że jest właściwie odżywiany. Mądrość tą zawdzięczamy człowiekaowi , który oddał ją ludziom za darmo, i to jest jego największym (nie)szczęściem – że nikt praktycznie na tym nie zrobi. Trudne są rzeczy nie dające zysków a i prawda staje się niebezpieczna przez to. Kardynał Richelieau mawiał ,że najbardziej boi się ludzi pozbawionych chciwości – nosz k…. – miał rację !
    Obyśmy zdrowymi byli przez cały czas.
    ” Bowiem jaki byt, w znaczeniu biologicznym , taki charakter , moralność i obyczaje , taka świadomość ludzka . „- J. K. – ” Jak nie chorować ” str. 82 – ad . to, o czym Marks nie wiedział.

    ” Szlachetne zdrowie ……. ” , też Jan , też na ” K ” i też Polak.

  90. ElaC pisze:

    Teresko, jeśli przypomnisz sobie art. „Mój pierwszy milion”, albo „Mężczyźni naszego życia”, to zobaczysz, że nawet w ciężkich czasach i na każdy temat potrafię się uśmiechnąć, choćby trochę krzywo 😉 To cecha tzw. lekkiego pióra :)

    Pani Reniu, Opty, odpowiem później – teraz inne obowiązki wzywają.

  91. ElaC pisze:

    Teresko, jeśli przypomnisz sobie art. „Mój pierwszy milion”, albo „Mężczyźni naszego życia”, to zobaczysz, że nawet w ciężkich czasach i na każdy temat potrafię się uśmiechnąć, choćby trochę krzywo 😉 To cecha tzw. lekkiego pióra :)

    Pani Reniu, Opty, odpowiem później – teraz inne obowiązki wzywają.

    Teresko jest jakiś problem z dodawaniem komentarzy – albo nie chcą się zamieszczać, albo wchodzą 2x, gdyż próbuję ponownie wysłać, skoro pokazuje się komunikat, że „nie udało się”.

  92. Renia pisze:

    Też mam takie trudności. W ogóle czasami na ten blog nie mogę wejść. Może mój komputer jest słaby, ale na inne strony wchodzę bez problemu.
    Teresa zrób coś z tym… 8) 😉

  93. Też mam takie kłopoty. Rozmawiałam z Panem Adminem, obiecał interweniować „wyżej”, czyli u serwera. Może jakoś przetrzymamy… Najgorzej to wpis zrobić, bo co i rusz wyrzuca na aut, czy jakoś tak.

  94. ElaC pisze:

    Uff… dzisiaj muszę się sprężać, bo w niedzielę mamy uroczystość I Komunii św. Amelki, goście już się zbierają do drogi, a dom wygląda jakby tajfun po nim przeleciał :/

    Dzisiaj dostanę część wyników u nas w przychodni, większość niestety trzeba odebrać w Elblągu, więc muszę wytrzymać do poniedziałku, bo teraz mam ważniejsze sprawy na głowie (patrz wyżej :)).
    Niemniej bardzo jestem ciekawa „co wyjdzie” i nie omieszkam podzielić się porównaniem wyników sprzed paru miesięcy, z obecnymi.

    Pierwsza komunia teraz, to nie tylko sprawa duchowa, ale także cała otoczka obyczajowo-zwyczajowa. Dla dzieciaków, podejrzewam, najważniejsze stają się prezenty (ale i dla rodziców, nie ma się co oszukiwać, zazwyczaj też, kto to u licha wymyślił?!))
    Ciekawa jestem jakie prezenty teraz dostają dzieci na komunię? Kiedyś był to krzyżyk, medalik, później jeszcze zegarek, teraz to może być wszystko – np. operacja plastyczna, jak słyszałam. Koleżanka Amelki dostała kucyka.

    Amelka dostanie prawdziwy mikroskop, bo wiemy, że bardzo chciałaby mieć. Mówisz – masz :)

  95. Elu, mikroskop? Oryginalne zapotrzebowanie jak na ośmiolatkę :) Skąd to zainteresowanie u Amelki? Da się dojść?

    A Twoich wyników badań jestem również bardzo ciekawa… Omówisz różnice?

  96. Renia pisze:

    Pani Elu lepiej z prezentami to nie przesadzać… 😕

    http://dziendobry.tvn.pl/video/podatek-od-prezentu,104,newest,45939.html

    To już jest zbyt dalekie posuniecie Urzędu Skarbowego w prywatne życie… jeszcze bym zrozumiała przy jakichś milionowych sumach… :rol:

  97. ElaC pisze:

    Próby wątrobowe

    Jestem pod wrażeniem! AST 36, ALT 41! Czyli norma!

    Jeśli to prawda, a taką mam nadzieję (bo z wynikami też różnie bywa), to moja wątroba ma się teraz dużo lepiej. W listopadzie było odpowiednio 50, 60.

  98. Renia pisze:

    Super 😀 a będzie jeszcze lepiej… 😀 Bardzo ładnie poprawia się OB na Diecie Optymalnej. Ja miałam OB 2 czyli poniżej normy… 😆

  99. ElaC pisze:

    Dzisiaj w pięknie przystrojonym kościele Amelka przystąpiła do swojej pierwszej komunii świętej. Pokój, w którym podejmowaliśmy Amelkowych gości też przybraliśmy kwiatami. Uroczystość została starannie przygotowana, maluchy przejęte, rodziny wzruszone.

    Na dzisiaj dość atrakcji i przeżyć, ale dzisiaj akurat jest też święto zesłania Ducha Świętego, i jednak przelotnie pomyślałam, że nie ma już zielonoświątkowego majenia domów – wejścia, okien, drzwi poszczególnych mieszkań – tatarakiem i gałązkami brzózek. Jak to pachniało! A ile było zabawy – najpierw wyprawa po te zieloności, później majenie – pełno radości i krzyku. Piękne wspomnienia :)

    O tym co działo się dzisiaj przy stole wolę zmilczeć. Wspomnę tylko, że dwie osoby spośród biesiadników są na innych niż tradycyjna, powszechna dieta, i przytoczę komentarz Amelki: „dzisiaj wszystkie diety zostały złamane”. A owe dwie osoby (z litości nie wskażę palcem), odpowiedziały unisono: „ażebyś wiedziała!…”

    Pani Reniu, moje OB w stosunku do listopada też się poprawiło znacznie, bo miałam wtedy 70, pod koniec kwietnia było 40, a wynik z czwartku to 30.

  100. Renia pisze:

    Pięknie. Trójglicerydy na DO też ładnie spadają… 😀 A właśnie one są odpowiedzialne za miażdżycę…

  101. Elu, pięknie idzie. Dbaj o zasady, proszę :)

  102. ElaC pisze:

    28.05.2012 r.
    Teresko, Polacy uwielbiają zdanie, że zasady są po to, by je łamać. Ja, szczerze mówiąc, uważam je za głupie i szkodliwe (co właściwie na jedno wychodzi), ale cóż… słabą kobietą jestem tylko i na manowce chadzam 😉
    Jednak dzisiaj poszłam, jak Pan Bóg przykazał, po wyniki do szpitalnego laboratorium a potem tup, tup, do hepatologa, jak przykazał reumatolog ok. siedmiu miesięcy temu. Kolejka przesuwała się powoli, jak łatwo policzyć, ale nadszedł ten dzień, łał!

    Pani od wszelkiej zarazy (bo akcja dzieje się w poradni chorób zakaźnych), sympatyczna, powiedziała, że wyniki aczkolwiek lepsze teraz niż wcześniej, nie są znowóż takie rewelacyjne, a w ogóle, to trochę dziwne są jakoś.
    Powiedziała, że nie podejrzewa raczej związku tej wątrobowej patologii z wirusem po przebytym niegdyś przeze mnie wirusowym zapaleniem wątroby typu B.
    Przyczyną tych zmian ? tak myśli – mogą być równie dobrze (ładne ?dobrze?!) tzw. kolagenozy, którą to u mnie jedna stwierdzono (Zespół Sjogrena), a o drugą jestem podejrzana i trwa obserwacja w tym kierunku (układowej choroby tkanki łącznej).

    Doktor mówi, że ?diagnostykę można poszerzyć?, ale jednak chce poczekać na wyniki mojej wizyty w Poradni Chorób Tkanki Łącznej w Akad. Med. W Gdańsku.
    Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale się zawahała i stwierdziła, że jednak później porozmawiamy. Domyślam się, że chodzi o biopsję, bo była o tym mowa 3 lata temu. Doktor tego nie pamięta pewnie, ale ja owszem, bo to moja wątroba. Wtedy nie wyrywałam się do tej biopsji, chociaż hematolog mnie namawiał i dał skierowanie do hepatologa. Teraz też się nie rwę :/
    Macie dość? ? Ja też.
    Ale jeszcze wspomnę o tych wynikach do zabiegu. Krew, w mojej ocenie, nieźle, ale tych odchyleń od normy jest jednak sporo. Najgorzej oczywiście białe krwinki, jak zawsze za mało, i coś tam z krzepliwością, ale blisko normy.
    Jutro idę do rodzinnego, aby wydał mi zaświadczenie, że nadaję się do zabiegu.
    Zobaczymy co powie.

  103. ElaC pisze:

    Hmm… wczoraj zamieściłam wpis, ale „wcięło”? :/ W takim razie, jeszcze raz.

    Lekarz wystawił zaświadczenie, zaczęło się odliczanie ? 5 czerwca zabieg. Nie będę udawać, że się nie boję.

    Kiedyś po znieczuleniu miejscowym o mało nie rozstałam się z tym najpiękniejszym ze światów i odtąd mam potężny uraz.
    Po drugie, moja mama po której odziedziczyłam problemy okulistyczne, straciła wzrok całkowicie. Po operacji zaćmy zaczęło się pogarszać?
    Po trzecie, chociaż czuję się lepiej niż parę miesięcy temu, to nie taki ze mnie mocarz znowuż?

  104. Renia pisze:

    Mi też wcięło wpis… 😕

    Pani Elu musi być dobrze, nie ma innej opcji… 😀

    A czy wie Pani jaki to był rodzaj znieczulenia miejscowego? Zna Pni jego nazwę? Bo można by (a raczej powinno się) to zgłosić lekarzowi i poprosić o inne – najlepiej tolerowane przez pacjentów. Czy tym razem będzie też znieczulenie miejscowe czy ogólne? Dobrze, że Pani chociaż trochę się wzmocniła i poprawiła wyniki. Będzie dobrze.

  105. Blog ma jakby drugie życie – Pan Admin zmienił serwer. Korzyść widzę :) , stronka sprawniej się rusza.

    Elu, pilnujesz proporcji B : T : W ? W szpitalu zostajesz na dłużej niż parę godzin? Pytam, by przypomnieć o ewentualnej potrzebie zabrania zapasu jedzenia :) A zanim co to dużo żółteczek, wątróbka, salceson, dużo masła… Czarna porzeczka do omletu lub placków twarogowych z masłem. Albo serka kremowego.

  106. ElaC pisze:

    O jedzonku myślę, jak najbardziej, bo będę 3 dni w szpitalu., ale to nie problem, bo w szpitalu są lodówki dla pacjentów a zresztą Marynia przyniesie mi coś dobrego. Ilekroć leżałam w szpitalu zawsze prosiłam ją o jajecznicę – organizm zawsze widział co dobre :)

    Wiem Teresko, że trzeba się pilnować, aby być w dobrej formie, dzięki za troskę.

    Co do znieczulenia, oczywiście będę rozmawiać o tym z anastezjologiem przed zabiegiem.

    Dziękuję Wam dziewczyny za wsparcie :)

  107. ElaC pisze:

    DYSKRETNY UROK TYTONIOWEJ TWARZY…

    Dzisiaj jest DZIEŃ BEZ PAPIEROSA, więc chcę się odwdzięczyć koleżance, która troszcząc się o moje zdrowie, upomina mnie, abym przestrzegała zasad ŻO. Ja też chcę ją upomnieć, bo ją lubię.

    Kiedyś z okazji ŚWIATOWEGO DNIA RZUCANIA PALENIA napisałam art. w oparciu o materiały z Sanepidu i Centrum Onkologii w Warszawie. Po śródtytułach widzę, że miałam natchnienie, a szczególnie zadowolona byłam z tego: „Dyskretny urok tytoniowej twarzy” :) Nie będę zatem pisać od nowa tego, co jest jak najbardziej aktualne wczoraj, dziś i jutro, ale gorąco namawiam do lektury.

    RZUĆ GO!

    17 listopada to dobra data do zrobienia pierwszego kroku dla zdeterminowanych, by zerwać z nałogiem. W tym dniu obchodzimy po raz kolejny ŚWIATOWY DZIEŃ RZUCANIA PALENIA. W siedzibie Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej przy ulicy Królewieckiej w Elblągu będzie można bezpłatnie zmierzyć ciśnienia, zaopatrzyć się w ulotki i karty konkursowe.

    Konkurs z nagrodami cennymi i bezcennymi

    Za ?męską decyzję? nawet można dostać nagrodę. Kupon konkursowy jest deklaracją o zerwaniu z nałogiem tytoniowym. Jury, drogą losowania wyłania laureatów, którzy biorą udział w bezpłatnej wycieczce do Rzymu i audiencji specjalnej u Ojca Świętego. Od początku konkursu organizatorzy otrzymali ponad 350 tysięcy pisemnych deklaracji o zaprzestaniu palenia tytoniu. Organizatorzy akcji podkreślają, że wszyscy, którzy naprawdę przestali palić wygrali nagrodę główną ? własne zdrowie.

    Bez litości

    Nikotyna zabija, nałóg palenia papierosów systematycznie niszczy zdrowie i zabija rocznie zabija 4 mln ludzi na świecie. Więcej niż wzięte razem: AIDS, alkoholizm, wypadki samochodowe, narkotyki, pożary, zabójstwa i samobójstwa. Jeśli raz wpadniesz w jego szpony – trudno będzie się wyplątać i drogo cię to będzie kosztowało. Ale sprawa nie jest beznadziejna.

    Rzuć go!

    Jeżeli rzucisz palenie w wieku 35 lat, możesz zyskać: mężczyzna – prawie 7 lat życia, a kobieta – 6. Jeśli zrobisz to mając 45 lat, nadal zyskasz 5,6 roku. Rzucając palenie w wieku 55 lat przedłużasz swoje życie: mężczyzna – o prawie 3,5 roku, a kobieta – o 4,2. Nawet, jako 65 latek zyskujesz: mężczyzna – 1,4 roku, a kobieta ? 2,7.

    Tylko nie pal…

    Jeśli jesteś młodym palaczem, to prawdopodobnie czytasz te dane z pobłażliwym uśmiechem.

    Kilka lat, które papierosy skrócą ci życie w obliczu kilkudziesięciu, jakie jeszcze przed tobą, to w końcu nie tak dużo ? myślisz. Ale z drugiej strony, to także połowa twojego dotychczasowego życia. Pomyśl, ile przez ten czas zdążyłeś zrobić, ilu wyjątkowych ludzi spotkałeś, ile się nauczyłeś, jak wiele niezapomnianych chwil się zdarzyło. Jeśli nie rzucisz palenia, będziesz musiał oddać kilka równie pięknych lat w zamian za obarczoną licznymi konsekwencjami przyjemność palenia. Rzuć palenie i odzyskaj ten czas.

    A może jesteś długoletnim palaczem i myślisz, że w twoim wieku już nie warto rzucać?

    Patrzysz, jak z każdym dniem topnieje grono twoich rówieśników. To ci przypomina, że coraz mniej czasu masz przed sobą. Trudno się z tym pogodzić ? chcesz patrzeć jak rosną twoje wnuki, realizować marzenia i plany, na które wcześniej nie miałeś czasu. Teraz żałujesz, że nie dbałeś o siebie i paliłeś przez całe życie. Pewnie myślisz, że teraz już za późno, że po tylu latach rzucanie palenia nić już nie da.. Wciąż możesz odzyskać nawet kilka lat, ale musisz rzucić palenie już dziś, zanim palenie skróci Ci życie o kilka lat, zniszczy wszystko, na czym ci zależy.

    Dyskretny urok ?tytoniowej twarzy?

    Atrakcyjny wygląd to nie wszystko, ale jest to z pewnością atut. Mając szarą, pozbawioną blasku cerę, zęby pokryte kamieniem, żółte palce, cuchnące dymem włosy, ubrania i oddech, na pewno zniechęcasz do siebie otoczenie. W przypadku palaczy dermatolodzy mówią o tzw. ?tytoniowej twarzy? rozpoznawalnej na pierwszy rzut oka. Pamiętaj ? trądzik młodzieńczy także bardzo lubi składniki dymu tytoniowego.

    Duża szansa na mały wypadek

    Palenie podczas jazdy samochodem prowadzi do śmiertelnych wypadków drogowych. Kiedy kierowca zapala papierosa podczas jazdy z dużą prędkością, może stracić kontrolę nad pojazdem. Poza tym w małym, zamkniętym wnętrzu samochodu gromadzi się więcej dymu niż np. w pokoju, co niekorzystnie działa na układ nerwowy kierowcy i powoduje trudność ze skupieniem uwagi, narastające zmęczenie, skłonność do popełniania błędów.

    Drogo cię to kosztuje

    Z każdą paczką papierosów wyrzucasz circa 5 zł. Zamiast palić, mógłbyś co roku mieć egzotyczne wakacje. A co byś powiedział, gdyby ktoś kazał ci spalić swoje mieszkanie? – Wiadomo. – A jednak w ciągu całego życia puszczasz z dymem równowartość mieszkania w dużym mieście!

    Dobra praca się opłaca

    Idąc na rozmowę w sprawie pracy powinieneś wiedzieć, że dla pracodawcy palący pracownik, to straty ? niższa wydajność, częstsze wypadki, choroby i zwolnienia. Mimo wyższych kwalifikacji może się okazać, że nie zostaniesz wybrany właśnie dlatego, że palisz.

    Miej serce dla serca

    Wypalenie jednego papierosa powoduje natychmiastowy wzrost ciśnienia tętniczego i przyśpieszenie pracy serca. Jest to bardzo niebezpieczne, zwłaszcza w przypadku palenia wcześnie rano. Palenie zwiększa ryzyko wystąpienia zawału serca i udaru mózgu. Powodem tego jest silny skurcz tętnic doprowadzających krew do serca (tętnice wieńcowe). Palenie zmniejsza także skuteczność leków obniżających ciśnienie krwi.

    ?Palenie powoduje raka…?

    Wszyscy słyszeli to setki razy. Ale może tego nie wiesz, że u palących ryzyko zgonu z powodu nowotworu złośliwego jest 7-krotnie wyższe niż u osób niepalących? Może ci się uda i nie zachorujesz na tę straszną chorobę. A jeśli nie…? Pomyśl o tym, prosząc w kiosku o kolejną paczkę papierosów.

    Nie wymuszaj!

    Jeśli mimo wszystko nie chcesz zrezygnować z papierosów, nie możesz nikogo narażać na wdychanie dymu. Bierne palenie jest ? niestety – równie niebezpieczne, jak palenie aktywne. Boczny strumień dymu tytoniowego zwiera np. 35 razy więcej tlenku węgla (czadu) niż dym wdychany aktywnie. Palenie jest zakazane tylko w niektórych miejscach, ale to nie znaczy, że we wszystkich innych można to robić bez względu na obecność niepalących. To kwestia kultury i szacunku dla innych. Nie bądź zdziwiony, gdy ktoś ci zarzuci brak tych cnót. Pamiętaj także, że jako matka nie masz prawa palić w ciąży ? razem z tobą pali dziecko. Bezwzględnie nie wolno palić także w obecności kobiet w ciąży i małych dzieci.

    Pamiętaj, 17 listopada, to dzień twojej szansy!
    (A faktycznie taka szansę masz codziennie.)

    Skorzystaj z zaproszenia, weź kupon konkursowy, porozmawiaj. Zaprasza Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Elblągu, ul. Królewiecka 195, 82-300 Elbląg, tel./fax (055) 232-74-31, tel. (055) 232-32-60, adres BIP ? bip.visacom.pl/psse_elblag, psse_elblag@visacom.pl .

    P.S. tylko dla dorosłych:

    A jednak palenie nadal ma ?lepszą prasę? wśród społeczeństwa, niż wymienione wyżej przypadłości, kataklizmy i nieszczęścia. To bagatelizowanie skutków palenia, a co za tym idzie, przyzwolenie na nie, jest chyba jedną z ważniejszych przyczyn powszechności tego nałogu.

    Warto sobie uświadomić, że jeśli nasza nastoletnia pociecha sięga po papierosa, to wcale nie jest mniej groźne niż alkohol czy narkotyki, chociaż negatywne skutki palenia trudniej powiązać z przyczyną.

    Niektórzy rodzice swoje przyzwolenie argumentują w ten sposób: ?wolę, żeby palił/paliła przy mnie, niż po kryjomu, np. w ubikacji?. (Hmm… ja bym wolała, żeby nie okopcała i nie zatruwała także mnie i pozostałych domowników.) Zrozumiałe, że rodzice często nie są w stanie zapobiec popalaniu lub paleniu nałogowemu swoich dzieci, ale chyba jednak nie powinni stwarzać im komfortu pogrążania się w nałogu???

    Nie chcę, ale muszę wspomnieć jeszcze o ?mamuśkach?, które trzymają na ręku niemowlę i palą papierosa. Zresztą pójdę na całość i przyznam, że zemdliło mnie, gdy zobaczyłam ?mamuśkę? z papierosem w ustach, karmiącą maleństwo piersią… Pomyślałam wtedy, że na coś takiego, to już przydałby się paragraf.

    P.S. tylko dla młodzieży:

    Palenie wcale nie jest takie modne, jak ci się czasami wydaje. Obecnie panuje raczej moda na zdrowie i urodę. Zobacz ile osób chodzi na siłownię ? ci raczej nie wydają kasy na papierosy, a raczej nie należą do ?cieniasów?, prawda?
    Aha, jeszcze jedno. Jeśli twoi rodzice lub inne dorosłe osoby palą przy tobie, to wcale nie musisz się na to zgadzać. Powiedz im, że ci szkodzą i zabierają to co najcenniejsze ? zdrowie. Jeśli ten argument jest za słaby, to może przekona ich, że będą musieli słono płacić za lekarstwa, bo bierni palacze chorują dużo częściej i o wiele dłużej (nawet na banalne przeziębienie) niż osoby nie narażone na spaliny.

    RZUĆ GO!

  108. ElaC pisze:

    Eh, widzę, że nikt mi nawet nie podziękuje. I bądź tu dobry człowieku! 😉

  109. Ależ dziękuję :) Elu. Niemniej Doktor Kwasniewski w książce „Tłuste życie” takie rzeczy o paleniu papierosów pisze, że może lepiej będzie dla mnie jak się na porzucanie nałogu nie porwę 😉

  110. Nemer pisze:

    Szanowna Pani Elu C.
    Zanim Pani podejmie ostateczną decyzję dot. biopsji wątroby proponuję zapoznanie się z badaniem „fibromax” lub „fibrotest”, np. tutaj – http://www.diag.pl/Artykul.11+M5de8d9dd031.0.html
    Badanie to nie jest badaniem inwazyjnym a zastępuje biopsję. Problem w tym, że jest nieco kosztowne i mimo przeciwwskazań do biopsji trudno jest uzyskać zwrot z NFZ.
    Przynajmniej przez tych lekarzy, z którymi moja bliska osoba miała do czynienia, wyniki tego badania traktowali jako równoważne biopsji.
    Z góry mówię, niczego Pani nie polecam ani do niczego nie usiłuję przekonywać (bo jestem laikiem) poza tym, by zapoznała się Pani z opisem badania i po konsultacji z lekarzem hepatologiem (choć takiej specjalizacji to tak naprawdę nie ma formalnie) podjęła decyzję co do biopsji.
    Pozdrawiam, Nemer

  111. ElaC pisze:

    Nemer, dziękuję za tę informację. Porozmawiam o tym z lekarką (od wszelkiej zarazy ;)). Jeśli badanie jest drogie, to pewnie będą trudności, ale dobrze widzieć. Zaraz przeczytam opis pod linkiem.

    Teresko, z tego co podkreślał wielokrotnie w swoich publikacjach doktor Kwaśniewski nie da się nic innego wysnuć, niż konkluzji, że palenie:
    a) szkodzi zdrowiu
    b) jest głupotą (bo szkodzi zdrowiu).

    Ale widocznie każdy widzi lepiej, ostrzej to, co chce zobaczyć.

    Oczywiście nie przeoczyłam wypowiedzi, iż czasami rzucenie (zwłaszcza nagłe) palenia może przynieść szkody, jednak doktor konsekwentnie podkreśla szkodliwość palenia.

    Z tego co zrozumiałam – o wpływie palenia papierosów na układ sympatyczny i parasympatyczny – a więc o tych plusach (w określonych przypadkach), podobny, a całkowicie bezpieczny i zdrowy efekt można osiągnąć przez zastosowanie prądów selektywnych.
    Czy tak?

    I jeszcze jedno Teresko Ci powiem (jestem bez litości, wiem) – nie znam palacza, który by nie kaszlał, no chyba, że już nie żyje 😉
    Ale palacze zawsze mówią, że nie od papierosów chrychają (skądże znowu!), lecz:
    * są akurat przeziębieni,
    * mają chrypkę po prostu,
    * co się komuś przesłyszało – nikt tu nie kasłał,
    * tumany kurzu właśnie wdarły się przez okno i każdy by się zakrztusił
    * atakują alergeny,
    * pyli topola (która nawiasem mówiąc efektownie pyli, ale nie uczula),
    * właśnie odnotowano nowe, bardzo groźne wybuchy na Słońcu i zalewa nas zagrażające życiu promieniowanie kosmiczne, które bardzo gardło podrażnia
    * a w ogóle, to jest rok 2012, czyli rok totalnej zagłady, więc nie ma co wchodzić teraz w szczegóły. :):)

  112. ElaC pisze:

    http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=460 Ciekawe. O nieoczywistych, jak się okazuje, związkach palenia z miażdżycą.

  113. ElaC pisze:

    O, teraz widzę, jak brzydko napisałam, że palenie jest głupotą, a tu na forum doktora Radzio pisze:
    „A do mnie Jan napisał tak: „… – Palenie papierosów samo w sobie jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem.”

  114. ElaC pisze:

    Jutro rano jadę do szpitala na tę zaćmę. Mam być tam trzy dni.

  115. Elu, trzymam kciuki :)

  116. ElaC pisze:

    Łał, jestem już od ponad godziny w domu i w dużo lepszym nastroju niż wczoraj. Tym zoperowanym okiem widzę lepiej i daj Bożę, aby tak zostało. Teraz gojenie, poźniej druga operacja. Nie mogę tez oczu przemeczać az sie wygoi. Poza tym widzę „dziwnie”, niewygodnie, bo jest ogromna róznica miedzy jednym a drugim okiem – ok 18 dioptrii. kto nie diświadczyl nie ma pojecia o czym mówię, I niech sie nie dowiaduje.

  117. Elu, to dobra wiadomość :) Może to słabsze oko można (opatrunkiem) zakleić?

    Ja to akurat wiem co to ta ogromna różnica…

  118. Renia pisze:

    Pani Elu cieszę się razem z Panią… 😀

  119. OPTY pisze:

    Łaczę się w radosnym nastroju z dziewczynami co do pomyślnego efektu operacji. Kiedy operacja nr .2 ?

  120. ElaC pisze:

    Dziękuję wszystkim :)

    Nie udzielam sie za bardzo, bo jeszcze musze bardzo uważać przez 2 miesiące, nie nadwyrężać, az się oko wygoi, a zreszta widze niedokladnie, to trochę niewygodnie pisać, dlatego nie poprawiam literowek. Ale juz po trochu zagladam, bo nudze sie jak mops, a czytac normalnie tzn. druku – nie moge wcale. Robic tez nic nie mogę, bo np. nie wolno sie nachylać, żadnego wysilku fizycznego itd. aż do calkowitego wygojenia oka.

    Mam 3 rodzaje leków, które musze zapuszczać do oka w odstepach co 15 min, cztery razy dziennie… Kurcze, ustawiam sobie w komorce alarm co cztery godziny, bo bym zginęla. No i jeszcze pilnuje się aby nie zakręcic się – co kwadrans!

    Z dieta w szpitalu dawalam sobie dobrze radę. Na oddziale była lodówka, a przez ulice Biedronka, to corka zrobiła mi zakupy, a jajka ugotowane przywiozłam z domu na dwa dni.

  121. ElaC pisze:

    W domu działa strefa kibica, do ktorej nie zagladam, a w swojej strefie zagladam, dosyc skąpo, do Internetu, no i oczywiście do kuchni :)

    Pilnuję dietki, aby byc w dobrej formie. Aby dobrze zagoiło się oko i abym mogła iść w miarę szybko na zabieg na drugie.

    Dopóki nie zrobi sie drugiego oka, nie moge dobrac okularów, a wychodzenie na zewnątrz bez okularow, przy moich licznych przypadłosciach okulistycznych, raczej nie wchodzi w rachubę.

  122. ElaC pisze:

    Rzadko piszę w Dzienniku, bo niewiele się dzieje, no i nadal widzę ?dziwnie?.
    Jako rekonwalescentka nie przemęczam się i nie szaleję także w kuchni. (Dobrze, że moi bliscy tego nie przeczytają, bo by się uśmiali z tych niby to możliwych szaleństw kulinarnych. Zresztą, w którymś ze wcześniejszych wpisów przyznałam się dobrowolnie, że moje talenty w tej dziedzinie są dość ograniczone.)

    No więc na śniadanko jajeczka się głównie je ? jajecznicę, omlet, sadzone ? na masełku, na smalcu, ze słoninką, z boczkiem, (który coraz chudszy jest, jak oni to robią?). Albo podgardle z cebulką jeszcze podsmażę i mam na przegryzkę na później.

    Dzisiaj na śniadanie zjadłam nielichy omlet z jednego jajka i trzech żółtek, na masełku, którego nie pożałowałam :)
    Do tego kawka ze śmietanką, ma się rozumieć, trzydziestką.
    Później była galaretka z nóżek ? nudy?

    Bo chodzi o to, żeby powiedzieć o najważniejszym, czyli o truskawkach ze śmietaną, czyli najlepszym deserze jaki istnieje :)

    Niech się chowają wszystkie wymyślne torty przy tym najpiękniejszym smaku mojego dzieciństwa! Pamiętam Murzynki i Kartoflanki – prosto z pola – i do buzi! Ciepłe od słońca, słodkie, pachnące. A te doniesione do domu – umyte, ugniecione i polane śmietanką?mniam mmm?

    A takie to proste, zero roboty, po prostu nalać dużo śmietany i rozgnieść truskaweczki widelcem :) Mniam! A Amelka lubi całe owoce zanurzone w śmietance.

    I uwaga dla początkujących:
    proszę się nie bać, że owoce, że słodkie, że węglowodany?
    Truskawki w 100g mają 6g W; w dziennej stawce to nie jest dużo, a zważywszy, że przyrządzamy je ze śmietaną, podjadamy przy okazji sporo tłuszczu ? przecież w 100 gramach 30-tki mamy 30g T.

    Danie jest więc jak najbardziej ?koszerne? ?, a przy tym smakowite i na czasie :)

    (Buźki same mi się stawiają, bo pisząc o truskaweczkach ze śmietaną cały czas się uśmiecham :)).

  123. Renia pisze:

    Pięknie… 😀 aż mi się truskawek ze śmietanką zachciało… 8)

  124. ElaC pisze:

    Tabletki na odchudzanie, czyli „Dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i głupota ludzka…”

    http://www.facebook.com/ela.cieslak.14

  125. Renia pisze:

    Jak tabletki na odchudzanie mogą być złe, skoro są sprzedawane w aptekach, a niektóre są tylko na receptę i lekarze przypisują…a oni są przecież mądrzy… 8) 😉

  126. ElaC pisze:

    Co się jadło przy niedzieli?

    Eh, nic nadzwyczajnego, bo nie chce mi się pichcić. Burze gnębią człowieka, dziecko choruje i sieje zarazki?

    Śniadanie

    Kawka na otwarcie oczu obowiązkowa i obowiązkowo, ze śmietanką. Śmietanki przy okazji więcej wypijam, bo lubię.
    A na patelnię z rozpuszczonym smalcem wrzucam 2 placki serowo jajeczne, 1 jajo i 1 żółtko. W międzyczasie chapnęłam kęs duszonej łopatki, ale to tyle, co nic.

    Muszę się przyznać, że w ogóle nie ma takiej opcji, abym nie podjadała szykując jedzenie. Teraz, gdy muszę liczyć co jem, chciał nie chciał ograniczam się, ale kiedyś zanim nałożyłam sobie obiad na talerz, to już jeden mniej więcej taki sam, miałam w żołądku 😉

    Jezu, jak ja nie lubię liczenia i ograniczeń! Przy życiu trzyma mnie tylko nadzieja, że dojdę do takie wprawy w stosowaniu żywienia optymalnego, iż ta trudność zniknie, bo już nie będzie trudnością 😉 – gdy rzut oka wystarczy, aby ocenić ile mam na talerzu.

    Liczę:
    – śmietanka 150 g ? B 3: T 45
    – placuchy 100 g wynosi w BTW: B 14,0 : 26,4 : W 4,8
    – jajo B 5,5: T5
    – żółtko proporcje ma dużo lepsze, ale ile ono waży? Niedużo z 15 g, a ja wzięłam tylko jedno, czyli ilość jest śladowa (kalkulator, kurde potrzebny :/). Wychodzi B 2,4, a T 4,78.

    Zatem śniadanko podsumowuje się tak:
    B 25: T : 81 W 4,8.

    Proporcja jest ok.

    I jeszcze jeden wniosek się nasuwa – że połowę ?racji żywnościowej? już mam dzisiaj z głowy.

    Oczywiście oprócz węglowodanów, których jest na razie niewiele i spokojnie mogę zjeść jeszcze 20g. To może być np. 100g ziemniaków W 14,9 i 100g truskawek w 6. Super. Ziemniaczki do obiadu, a na deser, albo na kolację truskawki ze śmietanką, mniam :) Trzeba jeść dopóki są.

    PS Teresko, te przygotowane jako oddzielny art „Cynaderki…” zamieścisz?

  127. ElaC pisze:

    Ale zonk! Teresa Stachurska (czujna!) zauważyła, że pominęłam w liczeniu węglowodany ze śmietanki.

    No tak, to nam trochę zmienia ilości i proporcje (które nadal są jednak dobre).

    Czyli
    śniadanko podsumowuje się tak:
    B 25: T : 81 W 10.

    Jeśli o mnie chodzi, to te 5g węglowodanów nie robi jakiejś szczególnej różnicy, ale każdy musi się sam zastanowić, czy potrzebuje tych węglowodanów trochę mniej, czy więcej (byle nie szaleć! i słuchać doktora Kwaśniewskiego).

    Ja się żywię wg proporcji B 50g : T150 : W 30 – 40g. (Ważę w porywach do 70 kilo i mierzę 170 cm.)
    W Jastrzębiej Górze lekarz zalecił mi nawet 50 ? 60g W.
    Przedtem miałam pewne problemy z węglowodanami, bałam się ich jak ognia, nie jadłam praktycznie warzyw. Miałam skurcze stóp i łydek, pieczenie w przełyku. Teraz stosuję węglowodany śmielej i czuję się dobrze.

  128. Renia pisze:

    Ja też miałam problem na początku z tymi węglowodanami i „ratowałam się” paskami Keto-Diastix. Teraz to już wiem bez nich ile mi służy węglowodanów. A służy mi 40 – 50g.

  129. ElaC pisze:

    I tak właśnie da się żyć bez pasków – licząc co mamy na talerzu, ale nie obawiając się węglowodanów :)

  130. ElaC pisze:

    Napiekłam wczoraj fantastycznych placków i ma się rozumieć, objadłam się :) ? tak napisałam wczoraj na Facebooku o wrzuciłam przepis przy okazji. Znajoma zdziwiła się jak nie wiem co, gdy zobaczyła w przepisie 17 jajek ? (Komentarze z fejsa zamieszczam niżej.) A dzisiaj uświadomiłam sobie, że w moim dzienniku przepisu na placki mnie ma. No to już będzie :)

    PLACKI SEROWO-JAJECZNE

    Przepis jest dziecinnie prosty: pół kilo tłustego twarogu, kilogram jajek (średnio 17 sztuk), 100 g mąki pszennej, ok. 100 ? 150 g smalcu do usmażenia.

    Miesza się to wszystko dobrze, ser przy tym ucierając, ale nie trzeba zaraz ucierać na gładką masę – ja przynajmniej nie czuję takiej potrzeby.

    Tłuszczyk już się rozgrzał, więc trach, trach ciasto niewielką wazóweczką na patelnię i za chwilkę placuchy już są rumiane ? z jednej strony, no to odwracamy raz-dwa na stronę odwrotną. I tak po parunastu minutach już jest po hałasie.

    Teraz bierzemy ulubiony talerzyk, śmietankę, czy co kto lubi do placków, i już delektujemy się niepowtarzalnym, puszystym i delikatnym smakiem mmm?

    Dodam, że przy takiej proporcji składników nie ma możliwości, aby wyszły jakieś nieszczęsne gnioty. Satysfakcja pani domu gwarantowana! I domowników też :)

    Placuchy robiłam wg przepisu z książki ?Dieta optymalna? i wyszło im tak: B:T:W = 1:2:0.35, w gramach: 214:397:73. Jeśli to podzielić przez 30 placuchów, wychodzi: 7,0: 13,2: 2,4 na 1 placek 50 gramowy, a skoro ja na śniadanie wzięłam 100 gram placków, aby się nie rozdrabniać, to kurcze, muszę pomnożyć znowu przez dwa :/, czyli:
    100 g placków wynosi w BTW: 14,0 : 26,4 : 4,8.

    Na końcu wpisu na FB dodałam: jak ktoś chce, to niech zajrzy na stronkę „Dziennik EliC”, aby zobaczyć, jak to się stało, że trafiłam na takie dobre przepisy :)
    http://www.stachurska.eu/?p=7137

    Komentarze z fejsa:

    ? Alicja B. Pływaczyk ?17 jajek?????
    …..ale jaja!!!
    ?
    Remi Dobrzyński Wypróbuję, zawsze do coś nowego. szybkie, nie drogie, pewne i chyba tuczące
    ?
    Ela Cieślak Tak Alu, i dlatego są takie dobre :) Ale to jest dla mnie na kilka dni, bo przygrzane na maśle, smakują tak samo świetnie, jak świeze. Oczywiście moze zjeśc to na raz cała rodzinka :)
    ?
    Ela Cieślak Remi, bardzo smaczne i pozywne. Ja na takiej diecie, chociaz mnie nalezę do niejadków, jestem w sam raz.
    ?
    Edmund Szwed Wszystko, teraz dla mnie jasne. Teraz rozumiem, dlaczego podobnie spostrzegamy otaczający nas świat! Witam w gronie optymalnych.
    ?
    Ela Cieślak no to jest nas dwoje :)
    ?
    Ela Cieślak zartowałam, coraz więcej ludzi wybiera zywienie optymalne
    ?
    Edmund Szwed ?…….. nas jest dużo, dużo więcej! Dla mnie, Twoja wiadomość jest niezwykle radosna.Wiem, że ……. w Elblągu wszystko jest jeszcze możliwe!

  131. Renia pisze:

    Pięknie… 😀

  132. ElaC pisze:

    GMO – czas DO NAMYSŁU!

    Dobre i to. (Więc i ze szczepieniami też jest szansa! Ale lekko nie będzie.)

    Ze strony Sejmu RP:

    Posłowie uchwalili również (13.07.2012 r., podczas 18. posiedzenia Sejmu; EC) nowelizację ustawy o paszach przesuwającą z 1 stycznia 2013 r. na 1 stycznia 2017 r. termin wejścia w życie zakazu wytwarzania, wprowadzania do obrotu i stosowania w żywieniu zwierząt pasz genetycznie zmodyfikowanych oraz GMO przeznaczonych do użytku paszowego.

    Zmiana ta ma umożliwić wnikliwą analizę wyników badań polskich instytutów badawczych nad bezpieczeństwem wykorzystywania takich pasz i przeprowadzenie dodatkowych badań dotyczących skutków stosowania pasz GMO.

    W opinii autorów nowelizacji jest ona też podyktowana dbałością o konkurencyjność polskich producentów rolnych.

  133. ElaC pisze:

    Bo tak naprawdę, to obok wyboru modelu żywienia, ludzkość ma podstawowy problem – brak zdrowej żywności.

    Wody, powietrza – też. Wszystko czego tkniesz – skażone chemią, truciznami.

    I jeszcze właśnie tylko do pełni nieszczęścia GMO było nam potrzebne!

  134. Tak, Elu. Zgroza. Trzeba pisać prośbę do Prezydenta by ustawy nie podpisał. Zamieściłam na blogu red.red. Paradowskiej i Passenta maila z iccpc w sprawie ustawy jak wyżej i.. się ukazały, ale na krótko 😕 , bo znikły.

    CZAS DO NAMYSŁU potrzebny był zanim to GMO pozwolono stosować, tym bardziej teraz by go nie stosować. Co to za sztuka stawiać sprawę na głowie?

  135. ElaC pisze:

    Właśnie. Od tego przyglądania się wszystkiemu co stoi na głowie, już mi się kręci w głowie…

  136. Renia pisze:

    „Bo tak naprawdę, to obok wyboru modelu żywienia, ludzkość ma podstawowy problem ? brak zdrowej żywności.

    Wody, powietrza ? też. Wszystko czego tkniesz ? skażone chemią, truciznami.”

    A pomimo to etiologia chorób jest nieznana. Pochodzenie idiopatyczne…czy to nie jest idiotyczne?

  137. ElaC pisze:

    Tak Pani Reniu, cholera wie skąd się te choróbska bierą i bierą. Na pewno z głupich myśli 😉

    Teresko, masz rację jest obawa, że zakaz stosowania GMO zostanie wprowadzony na św. Nigdy…

    Zresztą – doświadczenia innych krajów pokazują, że organizmy GMO rozprzestrzeniają się, jak zaraza i nikt tego nie powstrzyma.

  138. ElaC pisze:

    Warto przypomnieć „GRA WIELKICH INTERESÓW ? rzecz o GMO” –
    rozmowa z prof. nadzw. dr hab. Katarzyną Lisowską z Instytutu Onkologii w Gliwicach
    http://www.stachurska.eu/?p=6521

    Linkuje też na fejsbuku, bo ludzie nawet nie wiedzą, jak nas nasi władcy ubierają. A my im za to płacimy…

  139. ElaC pisze:

    Ciągle to ludziom powtarzam, już z pięćdziesiąt lat temu słodzików używano do tuczu zwierząt. Eh, zero kalorii… Powodzenia.

    „Zero kalorii
    es/PAP | 30.06.2011 13:14, ostatnia aktualizacja 12 lipca 2011 00:11

    Zero kalorii nie oznacza zero konsekwencji. Słodziki w napojach light mogą podnosić poziom cukru we krwi i przyczyniać się do tycia.

    Pijesz tylko dietetyczną colę, żeby zachować linię? Rozczarujesz się. Okazuje się, że osoby pijące napoje dietetyczne mają większy obwód w talii. To nie wszystko. Słodziki podnoszą poziom cukru w krwi.”

    Zobacz więcej http://www.forbes.pl/styl-zycia/artykul/stayfit/zero-kalorii,16699,1

  140. Renia pisze:

    I jak tutaj można ufać „ekspertom”? Zapewniali przecież, że produkty light nie tuczą… czy chociaż raz jakiś „ekspert” powiedział słowo „przepraszam” za wprowadzenie ludzi w błąd? albo oddał pieniądze jakie otrzymał za swój zgubny wynalazek?

  141. ElaC pisze:

    Ekspert otrzymał, przeżarł, utuczył się i dalej śpi spokojnie… 😉

  142. ElaC pisze:

    Z cukrem ostrożnie trzeba, wiadomo…

    „Cukier jak narkotyk”
    es/pap | 07.11.2011 15:15, ostatnia aktualizacja 07 listopada 2011 15:15

    Czy cukier uzależnia? Naukowcy twierdzą, że działa na ośrodki w mózgu podobnie jak kokaina.

    Nadmiar cukru w diecie ma negatywny wpływ na nasze zdrowie – to wiedzą już dzieci. Mało kto zdaje sobie sprawę, że cukier uzależnia w takim samym stopniu, jak kokaina czy nikotyna.
    http://www.forbes.pl/styl-zycia/artykul/stayfit/cukier-jak-narkotyk,21366,1

  143. Renia pisze:

    Ekspert śpi spokojnie…ale ile osób przez niego zasnęło snem wiecznym… 😕

  144. Amelka kontynuuje zainteresowanie „sztuką makijażu”? Szczególnie że umie na wesoło :)

  145. Renia pisze:

    Słodziutka (chociaż to tak nieoptymalnie brzmi 😉 )

  146. Leszek Majewski pisze:

    Witam
    Mam 63 lata i nie mam już żadnych wątpliwości że jedzenie ma znaczenie dla naszego zdrowia ponieważ do jedzenia optymalnego trafiłem dwa lata temu a wcześniej gotowałem przez trzy lata według pięciu przemian według tradycyjnej medycyny Chińskiej do której trafiłem po przebytych dwóch zawałach i widząc że spożywanie leków z apteki nic mi nie daje a zapoznając się z ulotkami dołączanymi do lekarstw chemicznych wręcz szkodziły mojemu zdrowiu . Będąc 6 lat temu po drugim zawale na kursie tradycyjnej medycyny Chińskiej dowiedziałem się że jedzenie jest lekarstwem i że po pewnym czasie można zrezygnować z zażywania lekarstw warunek to jedzenia nie skażone chemicznie przyprawione odpowiednimi ziołami i przyprawami w odpowiedniej kolejności dodawanymi podczas gotowania . Teraz jestem na DO i gotuję według pięciu przemian te potrawy i dodatkowo zażywam zioła w tabletkach przygotowane w Chinach , krótko 5-6 godzin śpię , mam dużo energii ,żona moja pozbyła się ciągłej zgagi i bólów wątroby . Największe zmiany były u córki która ma 31 lat i była leczona psychicznie od 14 roku życia , jest niepełnosprawna psychicznie od urodzenia byłą agresywna , nieposłuszna ,wybuchowa , nie da się tego opisać . Dzisiaj chodzi sama do sklepu nie ma wybuchów agresji, już na pierwszej wizycie lekarz powiedział że jej on nie wyleczy ale wyciszy ja tak że będzie się zachowywała normalnie co nastąpiło po jednym roku DO i roku zażywania ziół . Łuszczyca która była u niej od 15 lat też została wyleczona nie ma już rozdrapanych ran nie leci łupież z głowy nie ma łojotoku który był przedtem na drugi dzień po umyciu głowy .
    Lekarz ten urodził się w Chinach i skończył studia medycyny w Polsce
    lecz leczy ziołami Chińskimi oraz u wszystkich obowiązkowa dieta DO
    Ma wyjątkową wiedzę bo rozpoznaje braki w organizmie po wyglądzie tęczówki , języka i dłoni , przyjmuje w Jaworzu koło Bielska .

  147. ElaC pisze:

    Panie Leszku, bardzo miło dowiedzieć się, że dieta pomaga, że pańska rodzina cieszy się coraz lepszym zdrowiem. Serdecznie życzę, aby było jeszcze lepiej :)
    Chciałabym zapytać na jaką chorobę cierpi córka, bo bliska mi osoba choruje na schizofrenię paranoidalną – to choroba ciężka i wg oficjalnej medycyny, nieuleczalna. Ale kto wie? Może żywienie optymalne by pomogło?

  148. ElaC pisze:

    Eh, skończyły się wakacje i chociaż do szkoły już przecież nie chodzę, to musiałam zjechać z gór w tą swoją depresję 😉
    Jak by ktoś myślał, że przesadzam, to uprzejmie donoszę, że Gronowo Elbląskie chlubi się tytułem „Najbardziej Depresyjnej Gminy w Polsce” i ma na to stosowny certyfikat :)

    A jeśli chodzi o mój urlop – był to spontaniczny skok z Warszawy, do której to stolicy naszej ukochanej udałam się na konsultacje okulistyczną i pomyślałam sobie, że szkoda taki ładny kawałek drogi zmarnować? Więc może by się tak „kopnąć” do Zarębka?
    Złapać jeszcze trochę lata, podpaść oczy, czymś jakże odmiennym od płaskich polderów poprzecinanych rowami melioracyjnymi i do bólu znanym widokiem melancholijnej wierzby?

    Jak pomyślałam, tak zrobiłam. A co z tego wynikło? Hmm…
    Cdn. niebawem :)

    Serdecznie pozdrawiam wszystkich czytujących Dziennik EliC.

  149. Renia pisze:

    Cdn… zapowiada się ciekawie… 😀

  150. ElaC pisze:

    Uff… mam Internet! Przez dwa i pół dnia nie było, klęska 😉

    07 września 2012-09-07

    ?Na wariata?, czyli na oko, to chłop w szpitalu umarł

    Pani Reniu, jestem wdzięczna za Pani wiarę w moje możliwości, ale niestety nie mam dla czytelników specjalnych sensacji 😉 Raczej będę musiała (nie chcem, ale muszem) przyznać się do paru grzechów, a w tym obżarstwa, co jak przypomniałam sobie w ramach przygotowań Amelki do I Komunii Św., jest jednym z siedmiu grzechów głównych.
    Na swoje usprawiedliwienie mam niewiele, ale jak wspomniałam w poprzednim wpisie, wyjechałam na urlop nagle, spontanicznie, z Warszawy nie z domu, a tym samym bez KSIĄŻKI, bez tabel, o wadze nie wspominając. No i bez odpowiedniego doświadczenia, aby sobie dobrze radzić bez wyżej wymienionych akcesoriów. Pisząc KSIĄŻKA mam na myśli oczywiście ?Dietę optymalną? doktora Jana Kwaśniewskiego.

    Szczerze mówiąc, jadąc do Zarębka liczyłam na ekologiczne żarełko (dobre i raz w roku), bo gospodarze, do których jeżdżę prowadzą niewielkie gospodarstwo ? hodują owce, mają też gromadkę kurek i mleczną krówkę. Gaździna obrabia też mały ogródek, a za domem rośnie klika owocowych drzew.
    Tak więc można tu zjeść bunc, prawdziwy oscypek, świeży twarożek z cebulką z ogródka i jajko od kury grzebiącej na podwórku i w trawie. Do ciast są ?niepryskane? jabłka i śliwki.
    Aby dopełnić sielskiego obrazu dodam, że w lesie nie brakuje uwielbianego przez nas wszystkich runa: są jagody, maliny, jeżyny i grzyby ? w odpowiednim czasie ma się rozumieć.
    W moim tegorocznym czasie jagody już były tylko na oblizanie palców, jeżyny jeszcze zielone, chociaż trafiały się pojedyncze dojrzałe, a grzyby ? rydze, kurki, prawdziwki – gospodarze przynosili, ale niewiele tego było, bo susza.
    Dla dzieciaków (w porywach dziesięcioro, a najmniej szóstka), to prawdziwy agro-raj; oprócz owieczek i kóz, wszędzie było pełno psów, kotów, od malutkich do dużych, i nikt nie zabraniał się z nim bawić oraz brudzić się do woli.

    Do tego wszystkiego dodajmy piękne widoki bliskie i dalekie, bo z Zarębka Wyżniego widać nawet panoramę Tatr i Pieniny.

    Ale wracając do moich nadziei na ekologiczną dietę, niestety, w domu akurat było bardzo dużo gości; jak zobaczyłam całą tą ?głodną Litwę?, to zwątpiłam, czy tych dobrości wystarczy dla mnie (bo przecież chlebem, ani makaronem się nie dopcham), i pojechałam po zaopatrzenie do sklepu? (Amelka oczywiście jadła to co wszyscy, bo jej mama w dietę Kwaśniewskiego nie wierzy, a wręcz obawia się, że zrobię sobie krzywdę.)

    Niemniej mogę się pochwalić, że pierwszy raz w życiu jadłam jagnięcinę i muszę przyznać, że wątróbka, którą podała gaździna, nie ma sobie równej. Myślę, że mało kto oprócz hodowców miał okazję tego specjału skosztować, bo jagnięcina w Polsce raczej na rynek nie trafia, a już na pewno nie podroby.

    I to tyle z kulinarnych ciekawostek, bo teraz, chciał nie chciał, pomału przechodzimy do prozy życia. Cdn.

  151. Renia pisze:

    Czy ta przerwa w dokładnym stosowaniu DO nie odbiła się negatywnie na Pani zdrowiu, czy chociażby, samopoczuciu?

  152. ElaC pisze:

    Odbiła się Pani Reniu, odbiła. Nie ma tragedii, ale były dolegliwości i kondycja też trochę ucierpiała. Wkrótce napiszę o tym.

  153. ElaC pisze:

    (Znowu nie było Internetu przez cały dzień, a do dostawcy – Tepsa-Orange, za nic nie można się było dodzwonić. Wykonałam z dziesięć (płatnych) połączeń po to, aby automat mnie zawsze spławił. Draństwo!)

    ?NA WARIATA? cd.

    Pogodziwszy się więc, aczkolwiek niechętnie, z losem, pojechałam do sklepu i kupiłam odpowiedni zapas tłuszczyków: masło, boczek surowy i wędzony, śmietanę 30% i 18-tkę kwaśną, bo tłuściejszej nie było, a także jajka i twaróg. I smalec.

    Z pół kilograma twarogu i 17 jajek przygotowałam zapas placków, boczek surowy ugotowałam, resztą rządziłam na bieżąco. Co nieco podjadałam też u gospodarzy ? trochę zupy lub kawałek jagnięciny, jakiś kartofelek, placek albo dwa 😉 Owoce półgębkiem co prawda, ale też podjadałam 😉

    Wszystko ?na oko?, a jak znam siebie, wszystkiego mogło być za dużo i nie konieczne w proporcjach. Taki mnie jakiś wakacyjny luz napadł, licho wie co, bo mimo wszystko ? tak myślę – mogłam się lepiej kontrolować.

    Z oscypka zrezygnowałam, gdy dostałam boleści (kolka wątrobowa, w moim odczuciu) po zjedzeniu plastra tego specjału. Nie jestem pewna, czy to rzeczywiście ser mi zaszkodził, czy coś innego, albo wszystko naraz, ale skojarzyłam ból z oscypkiem, bo był ostatni w menu przed bólem.
    Moje podejrzenia niejako potwierdził gazda, przestrzegając przed jedzeniem nabiału po południu, bo jemu też wtedy szkodzi, a rano nie. No nie wiem. Ale na wszelki oscypka już nie ruszyłam.

    Drugi raz akcja się powtórzyła któregoś dnia, gdy do kawy dolałam śmietanki z dzbanuszka gospodarzy. Śmietankę ?kupną? do kawy daję codziennie, i nie tylko do kawy. Więc czy to ?gospodarska? śmietanka mi zaszkodziła, czy coś zupełnie innego? Nie wiem i się nie dowiem, ale już więcej z zaproszenia nie skorzystałam – zostałam przy swoim jedzeniu.

    Ażeby skończyć z tymi gastrycznymi przypadkami: w podróży powrotnej złapały mnie skurcze stóp i łydek, to sobie przypomniałam, że nie jadłam tego dnia węglowodanów (no może troszkę), więc dla poratowania zjadłam, co miałam pod ręką, mianowicie czekoladę 70%. Wtedy skurcze? przeniosły się do żołądka :/ Niech to szlag!
    Ale na szczęście przeszły nim zaczęłam się na dobre załamywać. Chyba pomogła gorąca herbata, zamówiona u konduktora o siódmej rano, za sześć złotych.

    Tu muszę wyjaśnić, że w domu nie mam kłopotów z wątrobą i sensacji gastrycznych, szczególnie odkąd zjadam więcej węglowodanów niż na początku stosowania diety.

    W pierwszych dniach pobytu w Zarębku miałam też bóle głowy na tyle uporczywe, że musiałam brać tabletki. To były bóle chyba migrenowe i rzeczywiście przechodziły po Ibuprofemie. I spać nie mogłam. Po paru dniach, chwała Bogu, już się pod tym względem poprawiło.

    Kondycję miałam raczej taką jak zwykle, czyli wszystko jest dobrze, jak prawie nic nie robię. Któregoś dnia, gdy spacer nam się wydłużył, bo pomyliłam drogę, byłam bardzo zmęczona i musiałam? dwa dni odpoczywać. O losie!

    Oczy też dały mi popalić ? piekły, zaczerwienione (to pooperacyjne bardziej); nawet trochę spanikowałam i zaczęłam szukać okulisty w Nowym Targu, ale ponieważ był właśnie weekend, no to do widzenia.
    W takim razie zastosowałam ciemne okulary non stop i prawie zero wychodzenia z domu, najwyżej trochę, gdy już słońce zaszło i nie było wiatru. No i pomogło.

    Ale swoją drogą, to za dobrze nie jest i właśnie wybieram się do okulisty, bo nie wiem dlaczego ?oczy szczypią?? Ja to odczuwam, jako pieczenie spojówek, ale niczego już pewna nie jestem. Mam nadzieję, że to nie grzyby, bo trzy miesiące już ładuję antybiotyki.

    Jest jeszcze taka opcja, że nie służy mi ten lek nowy nawilżający, polecony przez lekarkę w Warszawie. Nazywa się toto KATIONORM. Wydałam kupę forsy ? 57 złotych, bo miał być dobry, wieloskładnikowy, producent zapewnia, że nawilża wszystkie warstwy… No nie wiem, ale to częściowo moja wina, że nie wiem.
    Popełniłam szkolny błąd, bo jednocześnie ze zmianą antybiotyku, wprowadziłam te nowe krople nawilżające i teraz zgadnij, któremu specyfikowi ?zawdzięczam? dyskomfort (oby nie większy problem).
    Napisałam, że wina jest ?częściowo? po mojej stronie, a to dlatego, że o leku Dicortineff pisze w Internecie, jak byk:
    ?Przed zastosowaniem Dicortineffu wskazane jest zbadanie wymazu z worka spojówkowego w celu stwierdzenia, czy bakterie są wrażliwe na lek. Leku nie wolno podawać w przypadkach uczulenia na którykolwiek z jego składników. Leku nie wolno podawać również w ostrym ropnym zapaleniu brzegów powiek i spojówek, w owrzodzeniu rogówki, infekcjach wirusowych oka, grzybicach oka oraz w jaskrze.
    Nie należy stosować kuracji trwających dłużej niż 2 tygodnie, ponieważ zachodzi prawdopodobieństwo wystąpienia grzybicy oka lub rozrostu bakterii opornych na preparat.?
    Nie muszę chyba dodawać, że nikt mi żadnych badań nie zrobił. Jak zwykle leczy się ?na pałę?, a od operacji 6 czerwca, jest to już kolejny antybiotyk: najpierw był Tobradex i Vigamox, następnie sam Tobradex, teraz Dicortineff z dwoma antybiotykami w składzie i glikortykosteroidem: to neomycyna, gramicydyna i fludrokortyzon. Stosuję go już miesiąc.

    Osobom zainteresowanym nawilżaniem oczu chcę powiedzieć, że mi najlepiej, jak dotąd służył OFTIPAN i do niego zamierzam wrócić, ale najpierw wizyta u okulisty.

    No i wracając do naszej diety, widzę, że summa summarum te ?odchyły? trochę mnie nadwyrężyły, bo jestem ogólnie słabsza ? szybciej się męczę, aż nogi mi się uginają i dłużej muszę odpoczywać.
    Z pozytywów zaś muszę odnotować, że ponad wszelką wątpliwość i tak czy owak lepiej się czuję niż przed dietą, bo przede wszystkim nie choruję na infekcje dróg oddechowych, a chorowałam właściwie ciągle.
    Niedługo, pod koniec września, będę robić wyniki przed operacją, bo jak dobrze pójdzie, to 1 października zostanie ustalona data zabiegu. Ostatnio robiłam w maju, to porównamy.
    Aha, jeszcze jedno! Albo mi się wydaje, albo wygładza mi się blizna na przedramieniu. Kiedyś nieźle rozpruł mi skórę wystający gdzieś w piwnicy gwóźdź. Rana była dosyć głęboka i taka krzywa jakaś, poszarpana, no i blizna też brzydka się zrobiła. Teraz widzę, że się trochę wygładziła. Będę ją obserwować, kto wie, może całkiem zniknie?

    PS
    Teresko, wyznałam wszystko, jak na spowiedzi. Pokutę otrzymałam automatycznie a rozgrzeszenia się nie spodziewam tylko ewentualnie ?kazania?, które jak zawsze przyjmę z pokorą 😉
    PS2
    Niewtajemniczonym wyjaśniam, że Teresa Stachurska ma mnie na oku, bo to ona właśnie powiedziała mi o diecie Jana Kwaśniewskiego i chce, żebym wyzdrowiała lub przynajmniej jeszcze z parę minut pożyła ?
    Dlatego, chociaż siedzi we mnie duch niepokorny, jej kazań słucham z pokorą, gdyż doświadczenie w ŻO ma już kilkuletnie, oraz efekty, no i pomaga nam zupełnie bezinteresownie.
    Dziękuję Teresko.

  154. Renia pisze:

    Pani Elu czy ta trzymiesięczna terapia antybiotykowa ma związek z operacją oka? Czy jeszcze długo ma Pani antybiotyki przyjmować?

  155. ElaC pisze:

    Tak, to są antybiotyki aplikowane do operowanego oka. Na ostatniej wizycie u okulisty, następną lekarz ustalił za 1,5 miesiąca, a podawanie leków można przerwać wyłącznie (podkreślone w zaleceniach pooperacyjnych), gdy lekarz powie, że już dość.

  156. Renia pisze:

    Jeśli te antybiotyki są podawane w postaci kropli (czy maści) bezpośrednio do oka, a nie doustnie, to nie powinny mieć one raczej ogólnoustrojowych skutków ubocznych. Stopniowo stan zdrowia powinien się poprawiać…

  157. Elu, ja bym dbała choć o wzmocnienie organizmu, stale, żeby nie wiem co, nawet „na wariata” żeby organizm miał siłę te antybiotyki znieść i od ich skutków ubocznych się obronić. Jesteś w trudnej sytuacji… Pociesz się, że po dłuższym okresie stosowania DO waga „wchodzi” niejako w oko i jest całkiem prosto :)

  158. ElaC pisze:

    Tak Teresko, właśnie myślę, że diecie zawdzięczam wzmocnienie organizmu i to że dobrze zniosłam operację i okres rekonwalescencji też nie byłby taki zły, tylko ten ostatni lek jakoś mi nie poszedł.

    Dzisiaj okulista potwierdził to co podejrzewałam – suche zapalenie spojówek i rogówka też wyschnięta… Antybiotyki nareszcie odstawione, lek nawilżający zmieniony i dodany nowy lek przeciwuczuleniowy. Daj Boże aby to pomogło, bo łeb mi pęka – to od tych oczu.

    Odwiedziłam dzisiaj także dermatologa i dentystę, więc… no dobrze, wiem, że zazdrościcie mi tylu wrażeń, więc nie będę się więcej chwalić.

    Mam też stosik skierowań na badania przedoperacyjne i karteczki z terminami kolejnych wizyt u moich ulubionych specjalistów.

    Tak więc wrzesień będzie dla mnie gorący, niezależnie od pogody.

    Dzisiaj wróciłam z Ega skonana, ale przeżyję. Cieszę się, że tak dużo załatwiłam i sprawy idą do przodu, chociaż do dentysty się nie palę :/
    Stomatolożka powiedziała, że moje zdjęcie jej się nie podoba i żebym błagała nie podpisze mi zgody na operację dopóki nie uzna, że nie ma żadnego zagrożenia ze strony uzębienia. A moja dentystka dotychczasowa nic, kurcze, nie widziała. Dobrze, że sama zakumałam, iż coś jest nie tak. (Szczerze mówiąc to jest afera, ale nie chcę się już nad tym rozwodzić.) Tyle mogę powiedzieć, że czeka mnie sporo niezbyt przyjemnych seansów w gabinecie, i to w tempie, bo operacja czekać nie będzie… Ale trudno, przeżyję, bo zdrowie jest najważniejsze.

  159. ElaC pisze:

    Kurcze, widzę, że na diecie Kwaśniewskiego nie tylko szczurów nie można otruć, ale moich zębow też. Nie wiem, czy w tej sytuacji, gdy jednak trzeba ząb jeden i drugi struć, to mam się cieszyć, czy martwić.

  160. ElaC pisze:

    Czy ktoś się orientuje – czy zabiegi prądami selektywnymi NFZ refunduje (jeśli tak, to gdzie?), czy są dostępne wyłącznie w prywatnych gabinetach?
    Mam bardzo zwężone naczynia w siatkówce, myślę, że prądy mogłyby je trochę rozszerzyć. Czy ktoś ma jakieś doświadczenia w podobnym przypadku?
    ————————————————————————————
    Jeśli ktoś z forumowiczów Kuchni Stachurskiej pomyślał, że ElaC wzięła i umarła, bo nie odzywa się już bardzo długo, to spieszę (kpina, wiem) donieść, że nic złego mi się nie stało, tylko mam potężnego lenia do pisania tego Dziennika. A dokładniej, to zaangażowałam się gdzie indziej i już mi czasu, a zwłaszcza sił często nie wystarcza, stąd ten leń.

    Ale właśnie zauważyłam, że w necie trudno o rzetelną informację, dane są często błędne. Dziwię się, że ludzie nie aktualizują swoich informacji, a zwłaszcza danych kontaktowych, ale Bóg z nimi.

    Szukałam kontaktu do DOKTORA GŁOWACKIEGO W WARSZAWIE – skontaktowałam się wczoraj z HOMO OPTIUMUSEM i ustaliłam co następuje:

    Czy dr Głowacki przyjmuje pacjentów ?optymalnych?, tzn. stosujących żywienie optymalne?
    TAK

    Jak długi jest okres oczekiwania na konsultację?
    Doktor przyjmuje we WTORKI. (Umówiłam się na Wtorek 16 kwietnia g. 16.45)

    Ile kosztuje wizyta?
    100 zł

    Ile kosztuje seria zabiegów z zastosowaniem prądów selektywnych.
    1ZŁ/MIN (ZABIEGI TRWAJĄ ŚREDNIO OK. 20 MINUT, JEDNA SERIA TO ZWYKLE 15 – 20 ZABIEGÓW).

    Czy dr Głowacki ma podpisaną umowę na świadczenie usług z LUX MEDEM?
    NIE

    Aby ustalić termin wizyty u lekarza i zabiegów – na jaki numer należy dzwonić?
    TEL. 22 839 93 31

    Dr n. Medycznych Mariusz Głowacki – specjalista neurochirurg
    Doradztwo: Żywienie Optymalne i prądy selektywne
    konsultant Centrum Żywienia Optymalnego
    HOMO OPTIMUS
    ul. Cieszkowskiego 1/3 lok. 80 C Domofon 280
    01-636 Warszawa
    tel. 22 839 93 31
    e-mail: sekretariat.homooptimus@gmail.com

    (Jeśli znajdziecie inny e-mail, to przekonacie się, że jest błędny, podobnie jak nr lok. 60.)

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)

  161. ElaC pisze:

    Obawiam się, że jednak na NFZ się nie podładuje selektywnie.
    Teresa Stachurska podpowiada, że któraś Arkadia może mieć umowę z PFRON-em (Państwowym Funduszem Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych). Owszem mają niektórzy, byłam w ubiegłym roku na turnusie z dofinansowaniem z PFRON w ośrodku z dietą optymalną i prądami selektywnymi.
    Umowę z PFRON-em ma np. ośrodek AURA w Jastrzębiej Górze i GLOBUS w Ustroniu Jaszowcu (piszę tylko o tych, które sama sprawdziłam), ale ja w tym roku niestety nie dostałam dofinansowania :( Samorządy otrzymują za mało pieniędzy z PFRON, a miasta, powiaty i gminy, na niepełnosprawnych obywateli przeznaczają od lat 0 (zero) złotych. I dlatego dorosłym niepełnosprawnym dopłacają do turnusów rehabilitacyjnych raz na dwa lata, albo i rzadziej.

  162. hashimotoJA pisze:

    bardzo by pomogło gdyby Pani mogła sporządzić zasady diety w kilku prostych krokach dla tych, którzy zaczynają.
    Jeśli ktoś nie wyjeżdża na turnusy to w jaki sposób NAJŁATWIEJ ma umieć robić te wyliczanki przy każdym posiłku ?

    Mam hashimoto, także jestem wieloletnią wegetarianką mięso jest dla mnie jak podeszwa – absolutnie niezjadliwe, nie umiem tego zjeść. Postanowiłam zacząć wprowadzać dietę elimując węglo, i zwięzkaszjąc ilości jedzonych jajek i innego nabiału oraz ryb. W moim przypadku chyba skupię się głównie na jajkach i rybach bo aktualnie mam za dużo wapnia w obiegu i nie powinnam nic wapniowego zjadać. Tylko ile tych jajek jeść, żeby w skrajność nie popaść ?

    Czy z Waszego doświadczenia, proporcje ilościowe muszą być przestrzegane co do mg, czy można bardziej na intuicje to brać ?

    Będę wdzięczna za sprawdzone wskazówki. Potrzebuję wprowadzenia, wiem, że wszyscy, którzy byli wegetarianami lub weganami czują moje wewnętrzne rozterki.

    Ja tak robię przynajmniej

  163. Renia pisze:

    Podam chyba najłatwiejsze zasady Diety Optymalnej, jakie da (takie orientacyjne bez ważenia i liczenia).

    Wyjaśnia się je najprościej za pomocą dłoni:

    Jajek (głównie żółtek) – zjadać należy tyle, ile jest palców w jednej dłoni,
    mięsa – tyle ile zajmuje powierzchnia jednej dłoni (bez palców),
    owoców (najlepiej jagodowych) – tyle ile mieści się w jednej dłoni,
    warzyw – tyle ile się mieści w dwóch dłoniach,
    a tłuszczu do syta.

    Tutaj dokładnie…

    http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=80

  164. Pani elu jesli jest choroba tkanki lacznej i ten zespol to trzeba chowac sie przed sloncem filtrami.ubraniem.kapeluszem i okulary z filtrem uv. A elektromiografieu niech tez Pani zrobi a jesli chodzi rehabilitacje toprzy tm ym schorzeniu nie jest wskazana zeczytal m Pani strone gdyz dzis Profesor reumatolog z Lublina stwierdzila iz lekow na to nie ma ew sterydy a schorzenie jest uciazliwe moga tez byc immunosupresyjne leki . Bardzo Pani kibicuje w diecie i leczeniu.

  165. ElaC pisze:

    Dziękuję za rady i kibicowanie :)
    (Szkoda, że nie wiem komu, bo coś nie tak poszło chyba przy wpisie, ale to się na pewno wyjaśni następnym razem :)).

    Każda wiadomość, rada jest cenna, bo choróbska te są niezbyt dobrze poznane.

    Leżałam co prawda w szpitalu u nas w Elblągu i byłam na wizycie w Akademii w Gdańsku, ale nie wiele się dowidziałam.
    Co do leków, to też mi proponowano kortykosterydy, ale nie zdecydowałam się na takie leczenie.

    Ach, zapomniałam, byłam także u lekarza w Warszawie i tam pani doktor chciałaby mnie skierować na biopsję i oprócz sterydów, włączyć leki immunopresyjne. Nie zdecydowałam się jednak ani na biopsję, ani na leczenie farmakologiczne.

    Jednym z objawów choroby jest uszkodzenie gruczołów łzowych, a efektem przewlekłe suche zapalenie rogówki i spojówek. Paskudna przypadłość i niebezpieczna – można całkowicie oślepnąć.

    W r. 2012 przeszłam operacje zaćmy ? kolejno obu oczu w kilkumiesięcznych odstępach. Zdrowym oczom raczej nic się nie dzieje, szybko wszystko wraca do normy. Ja cierpiałam bardzo długo. Poszło sporo pieniędzy na wizyty u okulistów i coraz to nowe leki, które niestety nie pomagały (a drogie są wszystkie, zamienników tańszych nie ma?).

    Największą ulgę przyniosła mi maść z wit. A, specjalna do oczu ? VitA-POS – poradziła mi ją lekarka okulistka w Warszawie
    Teraz już jest z oczami dużo lepiej, szczególnie jeśli nie siedzę zbyt dużo przy kompie ;). Może pomogła witamina, a i czas pewnie zrobił swoje. Stosuję ją stale oraz Corneregel w razie potrzeby.

  166. Renia pisze:

    Pani Elu, cieszę się bardzo, że z oczami Pani się poprawiło. A mogę zapytać się, czy Pani nadal jest na Żywieniu Optymalnym?
    Pozdrawiam serdecznie
    – Renia

  167. ElaC pisze:

    Pani Reniu, ja także Panią serdecznie pozdrawiam :)

    Jestem nadal na diecie optymalnej i myślę, że mi służy. Jak wspomniałam wcześniej, nie stosuję żadnego leczenia farmakologicznego i nie chodzę do lekarza w związku z tym, bo po co. Ale w tym roku jeszcze planuję jednak wizytę i chcę poprosić o skierowanie na badania, bo jestem bardzo ciekawa, czy moje wyniki się poprawiły.

    Ogólnie, w porównaniu z sytuacją sprzed dwóch lat, jest lepiej. Miałam dość poważne zawirowania pod koniec ubiegłego roku i na początku bieżącego, ale poprzedni rok był dla mnie naprawdę ciężki i mogę się tylko cieszyć, że jednak to wszystko jakoś zniosłam.

    Teraz już jest znacznie lepiej, więc jestem dobrej myśli.

  168. Renia pisze:

    Bardzo dziękuję za odpowiedź. Jest Pani wytrwała i ta wytrwałość została wynagrodzona. Życzę w takim razie Pani dalszej stanowczości i dużo, dużo zdrowia. 😀

  169. ewa pisze:

    Pozdrawiam i faktycznie wpis nie zbyt udany lecz moj tablet czasem mnie zawodzi .reka tez.y .moze przejde na optymalna.dlatego jestem ciekwa Pani postepow w leczeniu dieta jesli chodz o zespol sjogrena to moze byc pierwotny lub wtorny.ktory byc moze dotyczy Pani a informacje sa w internecie dosc skape i leczenie tylko objawowe wiec dieta jest byc moze najlepsza droga. Tylko to liczenie wbt troche uciazliwe ale znam osoby.ktore ten sposob zywienia wybraly i to dobrze wplynelo na ich organizm wiec chyba kolej bym i ja do tego grona dolaczyla. Chociaz dieta dr Dabrowskiej tez ma sukcesy w leczeniu roznych schorzen a przeciez opiera sie na warzywach .

  170. ElaC pisze:

    Cóż Pani Ewo, trudno doradzać, ale na pewno warto przeczytać książkę doktora Kwaśniewskiego „Dieta Optymalna” i zapoznać się tym samym z podstawą. Wtedy można podjąć decyzję, bo trzeba być przekonanym, że to dobry wybór.

    Liczenie rzeczywiście jest dość uciążliwe, przynajmniej dla mnie, ale trzymam się diety, bo myślę, że mi pomaga. Leczenie, jak Pani wie, jest tylko objawowe, więc to tylko tak naprawdę doraźne łagodzenie skutków choroby, a nie leczenie.

    Problem jednak jest i taki, że skutki tego leczenia (sterydy, leki immunosupresyjne i przeciwbólowe) mogą być gorsze niż skutki choroby…

    Ja nie stosuję żadnych leków, a moje samopoczucie i wyniki się poprawiły. Ostatnio przez kilka miesięcy nawet nie robiłam wyników. Myślę, że warto zapoznać się z metodą doktora Kwaśniewskiego.

    Problem jednak jest i taki, że skutki tego leczenia (sterydy, leki immunopresyjne i przeciwbólowe) mogą być gorsze niż skutki choroby…

  171. ewa pisze:

    Ksiazki juz mam tylko jeszcze z tym liczeniem to mnie troszke odstrasza. Samo jedzenie jest ok .pozdrawiam i bede w zagladac na Pani strone.

  172. ewa pisze:

    Zapomnialam dodac.ze mozna kupic i korzystac ze secjalnej wagi.ktora liczy btw tylko trzeba ja uzywac z kodami wartosci produktow zywnoscowych a najlepiej odrazu zakodowac ych

  173. ElaC pisze:

    Pani Ewo, rozumiem ból liczenia, bo ja też tego nie lubię 😉
    Na szczęście są takie „złote dania”, które zawsze się nam sprawdzą, no chyba, że tak jak moja wnuczka uprzemy się zrobić jajecznicę na suchej patelni. 😀

    Przypomnę gotowy przepis Tereski Stachurskiej, na tej stronie jest więcej różnych Jej przepisów; warto z nich korzystać, bo są już policzone, a Teresa to solidna firma.

    „JAJECZNICA Z GROSZKIEM

    Lubię jajecznice, więc często je robię. Najbardziej z kurkami, potem ze szczypiorkiem, no i z groszkiem. Groszek z puszki, czyli szybko.
    Wzięłam:

    – 50 g masła
    – 50 g jajka (1 szt)
    – 45 g żółtek (3 szt)
    – 50 g zielonego groszku z puszki
    – sól, pieprz

    Groszek przygrzałam na maśle na patelni, dodałam do groszku jajko oraz zółtka i przyprawy, i wszystko na małym ogniu usmażyłam.

    Skład gotowego dania to:

    – Białko ? 15,48 g
    – Tłuszcz ? 60,85 g
    – Węglowodany ? 7,06 g

    – B : T : W = 1 : 3,9 : 0,5

    Polecam :)

    PS. Komu porcja może być za mała proponuję dołożyć żółtek, masła i groszku. Jajko jedno wystarczy.”

  174. ewa pisze:

    Bardzo dziekuje

  175. Pani Ewo,

    może się przyda:

    – Jedz kolagen, a nie albumnę – http://www.stachurska.eu/?p=14752

    – Niska wartość biologiczna – http://www.stachurska.eu/?p=14743

    – Synteza kolagenu – http://www.stachurska.eu/?p=14748

    – O żółtkach – http://www.stachurska.eu/?p=1659 .

    – Jak i na czym smażyć – http://www.stachurska.eu/?p=14705

    – Życie to białko – http://www.stachurska.eu/?p=3439

    I pozdrowienia :)

  176. ElaC pisze:

    Miliony osób zostały błędnie poddane leczeniu ?raka? – przyznaje Raport Narodowego Instytutu…
    faktydlazdrowia.pl
    http://faktydlazdrowia.pl/miliony-osob-zostaly-blednie-poddane-leczeniu-raka-przyznaje-raport-narodowego-instytutu-raka-usa/

    Eh, każdy z nas musi być sobie lekarzem. Pięć razy trzeba się zastanowić zanim zacznie się łykać garściami tabletki lub poddawać zabiegom. Czasami skutki „leczenia” są gorsze od choroby, którą mają „leczyć”. Słowo leczyć biorę w cudzysłów, bo czasami na dzień dobry słyszymy, że choroba jest nieuleczalna, ale przepisuje się wiele farmaceutyków, które jedynie mogą łagodzić objawy. I tu trzeba wyważyć, czy naprawdę takie „leczenie” jest niezbędne, albo na ile jest potrzebne.
    Nie teoretyzuję, bo sama zrezygnowałam ze sterydów i leków immunosupresyjnych, skoro choroba jest i tak nieuleczalna.

  177. ewa pisze:

    Pani Tereso serdecznie dziekuje.dopiero dzis tu zajzalam Szczesliweg Nowego Roku i duzo.duzo zdrowia i pokoju ducha.

  178. Dziękuję Pani Ewo :) I życzę najwzajemniej :)

  179. ElaC pisze:

    Przeczytałam artykuł, który tu linkuję, bo daje do myślenia. Po tej lekturze, być może jestem na tropie, mojej choroby autoimmunologicznej.
    Gdy oczekiwałam na zabieg, kazano mi się zaszczepić przeciwko żółtaczce. Powiedziałam, że chorowałam na żółtaczkę. Zapytano mnie o jej typ, ale nie wiedziałam, bo to było 30 lat wcześniej – nie pamiętałam lub nie podano mi wtedy tej informacji.
    Mimo to, kazano mi się zaszczepić, bez sprawdzenia czy nie był to typ B, a ja nie widziałam wtedy nic na ten temat, więc polecenie wykonałam.
    Nie chce mi się pisać co się później działo, ale wspomnę tylko, że lekarz hepatolog oglądając (po latach) moje wyniki, stwierdziła, że „dziwne” jakieś są. HBS mam dodatni.
    No i skądś spadła na mnie choroba autoimmunologiczna.

    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/czy-badanie-bedzie-opublikowane-2013-11

  180. Anna pisze:

    Witam. Wczoraj przeczytałam cały tekst. Jestem pełna uznania dla Pani, P. Elu. Chciałam się odnieść do ostatniej wypowiedzi, bo wiąże się trochę z moją sytuacją. Otóż, moja internetowa koleżanka przesłała mi tekst napisany przez Newsletter Poczta Zdrowie, w którym znalazłam takie zdanie: „Coraz więcej lekarzy i naukowców potwierdza zależność między szczepionką przeciwko WZW typu B a chorobami takimi jak stwardnienie rozsiane, fibromialgia czy autoimmunologiczne zapalenie mięśni i powięzi (Macrophagic myofasciitis MMF). Tymczasem ministerstwo zdrowia nakazuje masowe szczepienie noworodków tą właśnie szczepionką. To już działanie karalne!”
    Ja też rok temu miałam trzecie szczepienie WZW typu B, a od sierpnia ubiegłego roku zaczęło się ze mną dziać coś dziwnego, pojawiały się coraz nowe bóle, zaczęło się od nóg, później poniżej bioder, następnie łokcie, dłonie, na końcu w listopadzie ramiona. Wszystko nasila się w nocy. Wypisz, wymaluj, wszystkie objawy pasują do fibromialgii. Czy tak jest rzeczywiście, nie wiem. Mam przed sobą wizyty lekarskie, ale to dopiero pod koniec stycznia.
    Dzięki P. Tereni, zaczęłam korygować jadłospis.
    Pozdrawiam, Anna.

  181. ElaC pisze:

    Pani Anno, witam i dziękuję za ciepłe słowa. :)

    Cóż tu powiedzieć mądrego o zdrowiu i medycynie?… Chyba „obyśmy zdrowi byli!” :)

    Z jednej strony wysoka technika – przeszczepy twarzy, rozdzielanie syjamskich bliźniąt i inne niezwykłe operacje ratujące życie i sprawność. Z drugiej kompletna ignorancja, niewiedza, brak możliwości skutecznego i zdrowego leczenia, wybieranie mniejszego zła, a jeszcze do tego gra interesów i oczywiste kłamstwa dla zysku.

    Sami sobie musimy być często ekspertami, szczególnie w oddzielaniu ziarna od plew…

    Czasem na portalach medycznych i poradnikowych można znaleźć jakieś ciekawe informacje. Tylko niestety, trzeba je przecedzić przez nasz osobisty, bardzo krytyczny durszlak, a to już jest bardzo trudne.
    Doktor Kwaśniewski mówi, że gdy tylko nauki podstawowe ustalą, że coś jest dla człowieka szkodliwe, natychmiast zostaje zinterpretowane odwrotnie i zawzięcie lansowane :p A doktor ma przecież rozległą Doktor Kwaśniewski mówi, że gdy tylko nauki podstawowe ustalą, że coś jest dla człowieka szkodliwe, natychmiast zostaje zinterpretowane odwrotnie i zawzięcie lansowane :p A doktor ma przecież rozległą wiedzę o żywieniu oraz medyczną i biochemiczną.
    Eh, i bądź tu mądry!

    Na tym portalu można znaleźć informacje o badaniach, zaglądam tam czasem.
    https://www.pocztazdrowia.pl/tluszcze-nasycone-czy-takie-straszne-jak-je-maluja/

  182. ElaC pisze:

    Dzisiaj zrobiłam wpis na Fb, ale pomyślałam, że może i w dzienniku warto go zamieścić. Temat ważny, ale dość… wstydliwie?… pomijany. Jeśli ktokolwiek zastanowi się i weźmie do serca – będę bardzo szczęśliwa. :)

    Chciałabym, abyś dzisiaj zauważył/zauważyła twojego SENIORA ? mamę, tatę, dziadka, czy babcię.
    Rumianek, ani złość – raczej nie pomoże. DEPRESJA, to współczesna plaga i problem społeczny. Cierpi na nią więcej osób, niż się przyznaje i niż podają statystyki. Stowarzyszenie Aktywnie Przeciwko Depresji opracowało KILKA PODSTAWOWYCH ZALECEŃ (patrz link https://fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/t1/p480x480/1621906_10152039687643705_2136271006_n.jpg ), gdy masz do czynienia z chorym na depresję.

    To zrozumiałe, że więcej uwagi poświęca się ludziom młodym i w sile wieku, ale pomyślcie też moi drodzy o swoich starszych ? częściej niż wam się zdaje, są bardzo, bardzo samotni – nawet wbrew pozorom ci, którzy mają rodzinę.

    Trudno powiedzieć z całą pewnością jaka to skala, ale na podstawie badań, czy choćby własnych obserwacji wiem, że depresja wśród osób starszych wiekiem, to prawdziwa plaga. A im gorszy stan zdrowia i późniejszy wiek, tym depresja pewniejsza.

    Źródła naukowe podają, że zaburzenia depresyjne mogą być źródłem objawów somatycznych lub powodować ich nasilenie. Nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, prawda? Prawda, prawda? Mówimy: ?No, to już taki wiek, że wszystko się czepia. Niech mama idzie do lekarza, coś przepisze.? Tymczasem źródłem cierpienia może być przede wszystkim depresja ? która tym samym wpływa ? potwierdzone – na wzrost śmiertelności; zaś ryzyko zgonu rośnie wraz ze stopniem nasilenia objawów depresyjnych.

    Czy w przypadku depresji poganianie i dobre rady wystarczą? Wątpliwe. Jeśli ?babci? brak miłości i troski, to dobrymi radami można najwyżej to i owo wybrukować Znacznie lepszy skutek przyniesie zapewne odnowienie pokoju ?starszej?, żeby nie czuła się taka bezradna i zaniedbana. Albo nakręcenie jej włosów i podwiezienie do koleżanki. Czy do lekarza właśnie, bo może sama nie pójdzie ? z różnych powodów: niewiary w możliwość pomocy, albo z powodu uciążliwości dotarcia na wizytę, czekania i powrotu, czy obawy, że usłyszy coś niemiłego?

    To samo dotyczy oczywiście DZIADKÓW, ale kobiety żyją dłużej i częściej chorują na depresję, dlatego o nich wspominam częściej. Ale pamiętajmy ? dziadek też człowiek… Jako mężczyzna może rzeczywiście jest odporniejszy na „cierpienie duszy”, ale trzeba też liczyć się z tym, że zawsze oczekiwano od niego, aby był twardzielem ? wiadomo: chłopaki nie płaczą. Ale czy na pewno cieszy ich nadal życie? Przyjrzyjmy się zatem i ?dziadkowi?.

    ?Czynnikami ryzyka w depresji specyficznymi dla starszego wieku są: wdowieństwo, poczucie osamotnienia, obniżenie pozycji społecznej i pogorszenie statusu finansowego, utrata sprawności fizycznej, współistniejące choroby oraz uzależnienie od pomocy osób drugich i zmiana środowiska zamieszkania, np. przenosiny do domu opieki. Powszechnie wiadomo, że osoby w podeszłym wieku częściej niż osoby młodsze chorują na schorzenia somatyczne, w tym choroby przewlekłe, którym towarzyszą uciążliwe dolegliwości i trudności w codziennym funkcjonowaniu, co powoduje obniżenie nastroju, gorszą samoocenę i sprzyja depresji. Chorobowość jest czynnikiem ryzyka depresji nie tylko u osób starych, ale również u młodszych dorosłych.

    Na podstawie wyników testu GDS klinicznie znaczące objawy depresyjne
    (GDS > 5 pkt) stwierdzono u prawie jednej na pięć osób z grupy
    55?59 lat oraz u 29,7% populacji badanych osób starszych (65 i więcej lat).
    Objawy depresyjne występowały częściej w grupie osób w zaawansowanej
    starości, niż w grupie młodszych starszych (35,1% vs 26,1%; p < 0,001).? (Andersson i wsp. 2011)

    Dane liczbowe i procentowe zmieniają się przy badaniach bardziej szczegółowych ? w poszczególnych grupach ryzyka.
    Np. wśród badanych oceniających swoją sytuację ekonomiczną:
    – mniej niż co czwarty (25%) spełniał kryteria rozpoznania depresji, jeśli swoją sytuację oceniał jako dobrą lub bardzo dobrą,
    – natomiast wśród tych, którzy ocenili swoją sytuację ekonomiczną, jako złą lub bardzo złą ? na depresję cierpiało aż 50 %.

  183. Co gorsza, Elu, mało kto wśród osób z depresją, czy nią zagrożonych, wie o zbawiennym wpływie na „nastrój” ATP – http://www.stachurska.eu/?p=3383 . I może być trudno, albo i niemożliwe, innego niź dotąd sposobu odżywiania nauczyć, a dodatkowo wielu osób na lepszą niż stosowana żywoność po prostu nie będzie stać.

    Specjalistyczna opieka, choćby w domach opieki, czy szpitalach, poradniach itp, też nie ma stosownej wiedzy. Gdyby personel tych placówek umiał co trzeba, ludzie z depresji wychodziliby szybko. Leki pomocne nie są, za to przynoszą kolejne kłopoty zdrowotne. Dramat.

  184. ElaC pisze:

    Zanim coś łykniesz, dobrze się namyśl :/ Tetraratio, Myopam, Myolastan oraz Miozepam.
    Sprawdź, czy w twojej apteczce są te leki i przełóż je? do kosza na śmieci.
    Popularny lek tetrazepam zostaje wycofany, bo jak uzasadnia Główny Inspektor Farmaceutyczny, stosunek korzyści do ryzyka stosowania tych leków „nie jest uznawany za korzystny”.

    Tetrazepam stosowany jest w objawowym leczeniu stanów związanych ze wzmożonym i bolesnym napięciem mięśni szkieletowych oraz przykurczy mięśniowych r ó ż n e g o pochodzenia. (Wyróżnienie moje).
    Chcę powiedzieć, że to lek bardzo popularny. Ostatnio, gdy leżałam w szpitalu, otrzymywałam go i wypisano mi Myolastan także do stosowania w domu.

    A teraz znowu wybieram się do szpitala? bo poprzednio ? dwa lata temu – diagnostyki nie dokończono? I tak lecą latka.

    Dobrze, że ja nie jestem specjalnie wyrywna, gdy chodzi o faszerowanie się lekami. Jeśli ktoś czytał mój Dziennik od początku, to wie, że nie zdecydowałam się na leczenie farmakologiczne.

    „Ww. zalecenia wynikają z faktu, iż stosunek korzyści do ryzyka stosowania leków zawierających tetrazepam nie jest uznawany za korzystny, z uwagi na zagrożenie dotyczące bezpieczeństwa stosowania oraz ograniczoną skuteczność” – czytamy w uzasadnieniu decyzji GIF.
    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Glowny-Inspektor-Farmaceutyczny-wycofal-lek-na-stwardnienie-rozsiane,wid,15713017,wiadomosc.html?ticaid=1122c6

  185. ewa pisze:

    Z tymi lekami ma Pani racje .Tak w zasadzie nie wiadomo komu pomoga a skutki uboczne bywaja trudne do przewidzenia. Bardzo duzo zdrowia zycze i mam nadzieje iz badania wyjda dobrze.A jak Pani radzi sobie z bolami miesni a tym zywieniu.pozdrawiam

  186. ewa pisze:

    Pani Elu.czesto tu zagladam i czekam na Pani nowy wpis. Mam nadzieje.ze z Pani zdrowiem dzieki tej diecie jest wszystko na dobrej drodze.Bardzo na to licze.jest Pani nadzieja dla ludzi iz dieta mozna poradzic sobie z chorobami z autoagresji .tak trudnymi chorobami.ktore dotycza wielu ludzi.Bardzo serdecznie pozdrawiam. Ewa

  187. Pani Ewo, może się przydadzą:

    – Choroby autoimmunologiczne – http://www.stachurska.eu/?p=14527

    – Dobre białko a zdrowe stawy – http://www.stachurska.eu/?p=16010 .

  188. ElaC pisze:

    Pani Ewo, muszę się zebrać w sobie, bo mam trochę „za uszami” i będę musiała się przyznać do grzechów.
    Dobrze, że jest Teresa Stachurska, która od czasu do czasu dzwoni do mnie. Jej „pogadanki” mnie trochę dyscyplinują 😉

  189. Renia pisze:

    Nieraz się zastanawiałam dlaczego jedzenie ma taką moc? – dlaczego tak trudno jest oprzeć się nam (mi już coraz łatwiej) różnym niezdrowym pokusom i zachciankom? – dlaczego ludzie godzą się na to, aby oddać swoje zdrowie, a czasami nawet życie, dla kaprysów swojego podniebienia? Dlaczego tak często zwycięża żołądek a nie zdrowy rozsądek… :roll:

  190. Gavroche pisze:

    To bardzo głęboko zakorzenione. Zrozumiesz, jeśli uświadomisz sobie, że względny dostatek pożywienia mamy od chwiluni dosłownie, w skali trwania gatunku. „Food on first place” występuje u wszystkich organizmów cudzożywnych w przyrodzie i jest to bardzo wyraźny imperatyw.
    Razem z oddychaniem i pragnieniem, instynkt zaspokajania głodu jest jednym z najsilniejszych, silniejszy nawet od płciowego. Rozwijał się on jednak w innych warunkach, niedostatku pokarmu i innej jego jakości, więc teraz szwankuje. Węglowodany wszechobecne współcześnie nakręcają apetyt i jest to zupełnie fizjologiczne zjawisko. Musimy podeprzeć się rozumem i wybrać bezpieczny model żywienia w obecnej rzeczywistości. A używanie rozumu nie jest takie oczywiste, a nawet jeśli, to niełatwe jest przebicie się przez gąszcz sprzecznych wytycznych i oddzielenie ziarna od plew. A raczej żółtka od białka.

  191. ElaC pisze:

    „Dlaczego tak często zwycięża żołądek a nie zdrowy rozsądek?”

    Dobre pytanie pani Reniu, i dobra odpowiedź Gavroche?a? Tak zapewne jest.

    A jak mówi profesor Marek Konarzewski (z Instytutu Biologii Uniwersytetu w Białymstoku), nasz sukces ewolucyjny zawdzięczamy temu, że jako gatunek, nie byliśmy zbyt wybredni i dietę umieliśmy dostosować do trudnych sytuacji, (a znacznie gorzej radzimy sobie, gdy mamy wszystkiego pod dostatkiem).

    Dlatego w niektórych przypadkach, chociaż to trudne, i człowiek (przynajmniej ?mój człowiek?, ta przekora i buntownik, psia krew! ;)) buntuje się, to dietę trzeba traktować tak ściśle, jak stosujemy inne lekarstwa. Rano, w południe i wieczorem, albo np. 2x dziennie ? tyle i tylko tyle ? ściśle wg wskazówek lekarza. :p

  192. Renia pisze:

    U mnie najważniejsze jest to, abym w przód pomyślała o przyszłych posiłkach i miała je przygotowane. Jeśli tego nie zrobię i zgłodnieję, to nieraz biorę co bądź z lodówki…
    Ale teraz już znam siebie na tyle, że ciągle mam przygotowane posiłki (produkty) na przód.

  193. Gavroche pisze:

    Idealnie jest mieć w lodówce tylko „idealne” produkty.

  194. Renia pisze:

    Musiałbyś mieć „idealną” żonę… 😉

  195. Gavroche pisze:

    Wolę swoją…

  196. ewa pisze:

    Pani Tereso dziekje za wskazane materialy.to cenne informacje.nie wiem tylko jaki wplyw bedzie miala ta dieta na moj organizm.Da Bog i czas pokaze.Dlatego ciesze sie na kazdy sygnal korzysci plynacych z takiego zywienia. Pani Eli przyklad wyleczenia tarczycy i roznych dolegliwosci jest obiecujacy.Pozdrowienia.

  197. Pani Ewo,

    jeśli będzie Pani przestrzegać zasad, więc i pilnie się uczyć, to będzie lepiej i lepiej. Proszę się odzywać, bo może uda się trochę Pani pomóc. Trzymam kciuki :)

  198. ewa pisze:

    Narazie moj organizm ? Nie bardzo wiem jak czesto ludzie chorzy na np na tarczyce Hashimoto robili badania kontrolne i czy mieli jakies objawy swiadczace o tym iz trzeba zmniejszac ilosc lekow.Dotyczy to rowniez osob stosujacych strydy w chorobach z a utoagresji.co bylo taim sygnalem do zmniejszania lekow? Tego nie wiem.moze ktos mi podpowie .Dziekuje.

  199. Renia pisze:

    Pani Ewo, dam Pani link do moich zmagań z hashimoto.

    http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=3587.0

    Dodam tylko, że z początku robiłam często badania (co niepełny miesiąc) teraz raz na rok. Nie powinno się odstawiać leków jak poziom hormonów nie jest jeszcze w normie. USG robiłam gdzieś tak po pół roku (od rozpoczęcia DO) i okazało się, że już tarczyca była całkowicie zregenerowana, prawidłowa.

  200. ewa pisze:

    Bardzo dziekje Pani Reniu.jednak Pani udalo sie bez lekow.to bardzo dobrze.Ja schodze z lekow bo pokazaly sie nowe dolegliwosci.mam nadzieje ze to przejsciowe.lekarz kazala mi schodzi i obserwowac jak bedzie dalej i po jakims czsie bad kontrolne. Dlatego interesuja mnie doswiadczenia innych osob z hashimoto oraz z polineuropatia czuciowo ruchowa i chorobami tkanki lacznej.pozdrawiam i zycze zdrowia.

  201. ElaC pisze:

    Pani Reniu, to oczywiście bardzo dobra rada, aby sobie jedzenie naprzód szykować, bo podjadając, trudno utrzymać żywieniowy reżym – kontrolować ilość i proporcje. Ja np. mam tendencję do przejadania się, a to zapewne świadczy o zbyt małej ilości tłuszczu.
    Ale wzięłam się w garść i zaczęłam znowu się pilnować.
    Popełniłam błąd niczym młodzi stażem kierowcy – gdy odpadł mi zielony liść 😉 , poczułam się zbyt pewnie, a wtedy łatwo o wypadek :p

    Teraz czekam jeszcze na wyniki badań w kierunku tocznia układowego. Pobrano mi krew na przeciwciała i wycinek skóry i tkanki.
    Na wypisie mam RZS/TRU i Zespół Sjogrena.
    Lekarz mi wyjaśnił, że RZS/TRU oznacza nakładające się objawy reumatoidalnego zapalenia stawów i tocznia układowego. Zespół Sjogrena ? w pakiecie. To wszystko choroby autoimmunologiczne.

  202. Elu,

    czytałaś: Dobre białko a zdrowe stawy – http://www.stachurska.eu/?p=16085 ? Może się przyda?

  203. Gavroche pisze:

    Elu, a czy zawirowania żywieniowe u Ciebie mogą mieć związek z wystąpieniem tych schorzeń autoimmunologicznych?

  204. ElaC pisze:

    Garvroche, nie jestem pewna o co mnie pytasz.

    Przytoczę fragment z początków mojego Dziennika, w którym opowiadam o mojej decyzji stosowania DO i swoich refleksjach.
    Jeśli nie o to Ci chodziło, to doprecyzuj pytanie.

    Dodam jeszcze, że pierwsze zauważone przeze mnie objawy chorób autoimmunologicznych wystąpiły 15 lat temu, a od siedmiu lat są potwierdzone badaniami laboratoryjnymi, które nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Przedtem nikt nie wpadł na pomysł, aby dociekać przyczyny…

    „Najbardziej jednak intrygują mnie własne refleksje na temat mojego odżywiania i samopoczucia oraz kilku osób z mojego bliskiego otoczenia.

    Otóż, mówiąc najkrócej, wiele lat temu przeszłam na dietę wegetariańską i pozostawałam na niej 13 lat. Nie mogę się pochwalić, że dobrze się odżywiałam, jak to robią niektórzy jarosze. Moja dieta składała się głównie z węglowodanów.

    Organizm zaczął wysyłać dramatyczne sygnały, ale ja tego zupełnie nie kojarzyłam z dietą. Niektóre niepokojące objawy dawało się zwalczać, jednak zdrowie wyraźnie załamywało się.
    Zaczęłam odwiedzać gabinety lekarskie, ale każdy widział swój kawałek pacjenta albo raczej niepokojący objaw, którego nie skojarzył z żadną przyczyną.

    Trzeba przyznać, że lekarz rodzinna sugerowała mi zmianę diety, ale bez przedstawienia argumentów, więc ? bez skutku?

    Po lekturze ?Diety optymalnej? zaczęłam analizować także przypadki osób mi znanych ? chorujących na choroby autoimmunologiczne.

    Dwie moje bliskie koleżanki są wegetariankami, właściwie nie będę owijać w bawełnę ? jedna z nich ? młodsza od mnie o 10 lat ? już nie żyje? Ona w ogóle fatalnie się odżywiała ? ponieważ tyła od ?leczenia? kortykosteroidami, to bywały okresy, że prawie nic nie jadła. Zresztą? to była w pewnym stopniu dorobiona do potrzeb ideologia, bo nie było jej stać na porządne jedzenie ? głodowa renta, wydatki na leki i ?obsługę niepełnosprawności?? To wyniszczyło organizm ostatecznie. Kiedy zaczęło jej się lepiej powodzić materialnie (ale za cenę ciężkiej pracy) ? było już za późno. Tragedia?
    Podobnie jest z innymi chorującymi znajomymi ? jedzą mało, głównie tzn. produkty light, warzywka itp.”

  205. Gavroche pisze:

    Przepraszam, tyle czytam, że mogło mi się potegocić…
    Zdaje mi się, że pisałałaś o tym, jak to trudno Ci się liczy i trzyma w cuglach diety.
    Teraz niedawno przeczytałem, że masz kłopoty z autoagresją, co, będąc na diecie, wydaje się dziwne…
    Ale nie mam pojęcia o chronologii tych zdarzeń, poza tym to tylko ciekawość, nic istotnego.

  206. ElaC pisze:

    Tak, masz rację, pisałam o swoich problemach z dietą i o tym, że Tereska mnie „ustawia do pionu” co jakiś czas 😉
    Jednak choróbsko jest już stare i zaawansowane :/

  207. ewa pisze:

    Pani Elu.man nadzieje.ze badania wyjda ……. nawet jesli wyjda jakies przeciwciala to nie zawsze swiadczy o danej chorobie.czesto leczy sie objawowo jesli czlowieka cos boli lub jakis narzad choruje.Jednak mam nadzieje .ze przeciwcial nie bedzie a Pani czuje sie przynajmniej znosnie. U mnie jest; problem z diagnoza i nie tylko dlatego bardzo Pani zycze zycia bez chorob i bolu.Moja optymalna ostatnio opiera sie na jajach i warzywach ale ,…. tak mi doradzi doradca optymalny …. doszly mi nowe rzeczy i dalej balagan w organizmie. Pozdrawiam

  208. ElaC pisze:

    Badania reumatologiczne zakończone i nie ma już żadnych wątpliwości: RZS, toczeń i Zespół Sjogrena w pakiecie. Przeciwciała są b. wysokie od wielu lat, rtg też nie pozostawia wątpliwości, a także biopsja i inne badania. Do tego problemy z sercem.
    Nie mam o tym siły pisać.
    Na razie powiem tyle, że dzwoniłam do Poznania, bo ktoś podpowiadał Teresce Stachurskiej, że jest tam dobry lekarz. Odebrał ktoś ze Stowarzyszenia i obiecano, że gdy lekarka wróci na początku czerwca, to skontaktują się ze mną.

  209. Elu, polecam:

    – Choroby autoimmunologiczne – http://www.stachurska.eu/?p=14527

    – Dobre białko a zdrowe stawy – http://www.stachurska.eu/?p=16010

    – ATP – http://www.stachurska.eu/?p=3383 oraz – http://www.stachurska.eu/?p=13441 .

    Postaw na produkty o najwyższej wartości biologicznej, przede wszystkim żółtka – http://www.stachurska.eu/?p=1659 , podroby, słoninę, masło, ziemniaki i warzywa dla witaminy C – papryka ma jej najwięcej, kiszonki – http://www.stachurska.eu/?p=14748 . Dbaj by posiłki dzięki temu że wysokowartościowe mogą być małe objętościowo i nie przeciążają pracą wątroby i innych organów.

  210. ElaC pisze:

    Dzięki Teresko, nauki i przypomnień nigdy za dużo :)
    Przy okazji pragnę Ci donieść, że moje osobiste podroby, które zostały dotąd przebadane, są w stanie raczej dobrym.
    Przede mną jeszcze badania u pulmonologa i neurologa, żeby znaleźć przyczynę nie naturalnego w moim wieku osłabienia i męczliwości. No i nadal nie wiadomo co jest przyczyną tego cholernego migotania przedsionków :/
    Ja pokładam jeszcze pewne nadzieje w prądach selektywnych. Tak sobie kombinuję, czy te moje problemy z sercem nie mają przyczyny w nierównowadze układu wegetatywnego??? Po turnusie w Jastrzębiej, dwa lata temu, jakoś więcej miałam sił.
    No ale tu potrzeba dobrego doktora „optymalnego”. Zobaczymy co w tym Poznaniu.

  211. Elu,

    leczenie chorób serca – http://www.stachurska.eu/?p=1970 . Pisałam kiedyś że te teksty nie są do szybkiego czytania. Nie są też do stosowania na „chybił-trafił”, bo… chybił jest nieuniknione – patrz lotto.

    Trzymam kciuki :)

  212. ewa pisze:

    Pani Elu o ile dobrze pamietam miala Pani problem z tarczyca.moze to z jej powodu jest problem z s rcem. Pisztak poniewaz sama wpadlam w nadczynnosci teraz znow probuje dobrac odpowiednia dawke leku i mam z tym problem .problem z kolataniem serca i z miesniami i to duze.Dietemalna stosuje .Do Poznania sama chetnie bym sie wybrala ale nie wiem czy dojade .nie jestem pewna czy stosuje ta diete odpo.wiednio do moich schorzen .Z powodu tych licznych schorzen jest mi przykro.wiem jak moga uprzykrzyc zycie.sama borykam sie z czescia z nich.Zycze wytrwalosci i cierpliwosci .Pani Elu a tradycyjne leczenie podjela Pani ? Bardzo chciala bym by dieta pomogla .sama na to licze i mam pytanie.czy miala Pani prady selektywne na tarczyce? Zycze powrotu do zdrowia i nie wiem jak to ujac ale jest bardzo duzo uzdrowien podczas mszy o Daniela z Czatachowy.mozna sluchac przez internet.Sily i poprawy zycze.Sama mialam sie w czerwcu klasc na reumatologie ale jeszcze poczekam moze sie cos polepszy.9 miesiecy sterydow i bez poprawy.od lutego nie biore.Zdrowia i milego dnia.

  213. ewa pisze:

    Pani Elu mozna zrobic badanie elektromografie tzw EMG przewodnictwo nerwowe .miastenie.tezyczke i inne zaburzenia .tylo trzeba do tych badan naprawo lekarza neurloga.najlepiej popytac innych o opinie .mkzna uzyskac skierowanie od neurologa.ortopedy itp mozna rez prywatnie ale to nieco kosztuje. Przeprazam za bledy ale ten moj tablet czasem robi psikusy.trzeba dobego neurloga do tych badan.nie wiem czy sprawdzona miala Pani wit d3.potas.wapn zjonizoany.magnez one moga tez dawac rozne objawy .

  214. ElaC pisze:

    Pani Ewo, dziękuję za rady. Jak się ogarnę, to porobię te badania.
    Z tarczycą nie mam chyba problemów, miałam parę razy takie podstawowe badanie zlecane przez lekarza rodzinnego i nic nie pokazywało.

    Dzisiaj odezwała się pani ze stowarzyszenia optymalnych w Poznaniu, tak jak obiecała. Ale ja jestem w takim zawieszeniu, sama nie wiem co robić.

    Chodzi mianowicie o wyniki badań, które zleciła mi kardiolożka. Otóż akurat, gdy miałam Holtera na 48 godzin (EKG), nastąpił atak migotania przedsionków. Nie pamiętam, czy wcześniej wspominałam, że przebieg tych ataków jest u mnie bardzo ciężki. Takie było moje subiektywne odczucie. Teraz dzięki zapisowi EKG, potwierdziło się.

    Puls wzrastał nawet do 180, podczas, gdy normalnie mam w granicach 55-60. I tak przez 10 godzin. Pięciokrotnie nastąpiło też zatrzymanie akcji serca na nieco ponad 5 sekund. Można powiedzieć, że miałam szczęście, że w ogóle przeżyłam te ataki.

    Kardiolog twierdzi, że trzeba coś robić jak najprędzej, a wyjścia są dwa:

    poddać się zabiegowi ablacji ? to ciężki, wielogodzinny zabieg, obarczony też ryzykiem, ale jeśli się wszystko uda, jest szansa na powstrzymanie migotania. Statystycznie szansa jest 60 proc.

    Druga opcja, to wstawienie rozrusznika. To nie chroni przed migotaniem, ale chroni przed zatrzymanie akcji serca. Gdyby, odpukać, ablacja nie pomogła, to rozrusznik będzie jednak potrzebny.
    Po otrząśnięciu się z szoku, zdecydowałam się na ablację.

    W czwartek idę do szpitala w Elblągu, w celu rozpoczęcia przygotowania do zabiegu. Mam być w szpitalu ok. tygodnia. Sam zabieg ma się odbyć w Warszawie, gdy nadejdzie moja kolej.
    Nie powiem, że się nie boję. Moja decyzja jest taka bardziej 90-cio niż 100-procentowa.

    Nie wiem ile będę czekać, doktor mówi, że terminy są plus-minus ok. 3 miesięcy. Najprawdopodobniej pojadę po szpitalu do Poznania, zobaczę co powie doktor ?optymalna? i wtedy jeszcze raz się zastanowię.

    Leki reumatologiczne brałam tak, jak lekarka zaleciła, przez 3 miesiące. Subiektywnie nie odczułam poprawy. A nawet przeciwnie. Jakie będą wyniki ? zobaczymy. Na razie nie byłam u reumatolożki, bo problemy z sercem zupełnie mnie zdominowały. Nie mam tyle siły, żeby codziennie chodzić do lekarzy i na badania.

  215. Renia pisze:

    Komorowskiemu zabieg ablacji pomógł. Kiedyś Admin pisał na forum http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.phppisał, że w niektórych wypadkach trzeba się temu zabiegowi poddać. Najczęściej daje on dobre wyniki.

    http://www.fakt.pl/Komorowski-zatail-stan-swojego-zdrowia-Jest-chory,artykuly,77750,1.html

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Ablacja_przezsk%C3%B3rna

  216. ewa pisze:

    Pani Elu .nie wiem jak Pania pocieszyc.pewnie sporo czasu uplynie zanim Pani to bedzie czytac.Mam nadzieje.ze jest Pani w dobrych rekach i opatrznosc nad Pania czuwa.Jesli w szpitalu nie zrobia badan tarczycowych .to trzeba zrobic tsh.ft3.ft4.antyTpo i jeszcze jedno lecz nie pamietam nazwy.Jesli jest problem z tarczyca to czasem podsrawowe adania wyjda ok ale inne moga wskazywac nieprawidlowosci .Ale mam nadzieje.ze przebadaja wszystko dokladnie i pomoga w powrocie do zycia bez bolu.leku i chorob.zycze tego .Tak bardzo mam nadzieje na lepsze zycie dla Pani .Pani Elu bede czekac na wiadomosc .Bede czekac.Ewa

  217. ewa pisze:

    Zagladam tu czasami i mam nadzieje na nowy wpis od Pani Eli.pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>