PRZED WIZYTĄ DONALDA T. (w Polsce)

.

Dostałam mailem – Radosław S. Czarnecki :

PRZED WIZYTĄ DONALDA T. (w Polsce):

(początek lipca 2017)

Każda wizyta Prezydenta USA w Polsce (bez względu na czas, ustrój czy numerację RP) przypomina młodzieńczy (tu w formie zbiorowej) onanizm – zarówno mainstreamu jak i pospólstwa. Dziś czynią to władze wspólnie z narodem, powodowane serwilizmem, polityczną ignorancją, głupotą i irracjonalnym spojrzeniem na świat. W Polsce Ludowej tak samo kręgi władzy – przynajmniej publicznie (wspólnie z mediami pozostającymi na uwięzi ówczesnej władzy – a czy dziś nie jest tak samo, tylko a rebours ?) – podniecały się kiedy nad Wisłę miał zawitać gen-sek z Kremla.

Coś w Polakach – a raczej; w polactwie (to termin made by Rafał Ziemkiewicz, człowiek absolutnie nie z mojej bajki z wielu powodów, ale opisujący owym pojęciem w miarę precyzyjnie istotę i tzw. „otoczkę” tego zagadnienia) – jest zarówno z folwarcznego pidsusidoka, to uniżenie, ten brak poczucia nie tyle godności co racjonalnego i pragmatycznego spojrzenia na świat (czyli realizmu poznawczego), autokrytycyzmu (nie kompleksów niższości czy wyższości bo zazwyczaj one idą w parze), powściągnięcia pozytywnych emocji w chwilach empatycznych uniesień jak i nienawiści wtedy gdy ma się przewagi, jak i z pijanego, anarchicznego, bigoteryjnego sarmaty. Pidsusidok cieszy się gdy „dobry Pan”, dobrodziej (bo hierarchia społeczna jest przecież dana „od Boga”, jest wieczna i uzasadniona – módl się i pracuj, słuchaj mądrzejszych i wybranych jak mawiał św. Benedykt z Nursji) poklepie go po plecach, a już jest w niebo wzięty kiedy „awansuje” go na swego lokaja, ubierze w liberię i pozwoli mu się „grzać” w świetle pańskiego bogactwa, splendoru i …. Pańskiego stołu. Sarmata zaś, o podgolonym łbie, macha szablą bez składu i ładu, zwłaszcza gdy jest pijany i omotany manią swojej wielkości, swoich pseudo-moralnych i quasi-religinych przekonań. Przeklina i morduje, nienawidzi i pluje wokoło jadem, a jednocześnie uczestniczy manifestacyjnie w mszach, pielgrzymuje do miejsc świętych, wielbi Najświętszą Panienkę i Jezusa, Króla Polski. I dla pidsusidoka i dla herbowego sarmaty (dzięki mainstreamowi transformacyjnemu – po 1989 roku – wszyscy mogli się poczuć, oczywiście oprócz komunistów i post-komunistów bo im to się a priori nie należy – potomkami „herbowych Panów Braci” i kresowych posesjonatów) racjonalność i pragmatyzm są z gruntu obce – tak samo reaguje poddany sarmacie w formie niewolnika i raba, folwarczny pidsusidok, jak i ubrany „ze wschodnia”, niczym Turczyn, polski szlachcic. I te cechy dokładnie widać na kanwie wizyty (każdej jak popatrzymy w przeszłość) Prezydenta „Imperium Wszelakiego Dobra” i cnót absolutnych.

Radosław S. Czarnecki, 1.07.2017 (wpis na Facebooku)”

.

| | 3 Komentarzy

Co jedzą dzieci optymalne?

.

Toan 02.06.2006 r. o 07:53:43 pisze:

„Dawno temu, kiedy pisywałem do OPTYMALNYCH ukazało się to:

Co jedzą dzieci optymalne?
Problematyka żywienia dzieci optymalnych cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem, szczególnie wśród zainteresowanych osób – czyli przede wszystkim optymalnych rodziców.

Bez wątpienia, jako gatunek należymy do „Mammalia” – gromady stałocieplnych kręgowców, u których część gruczołów potowych przekształciło się u ssaczej płci pięknej w czynne gruczoły mleczne, a u samców jest to atawizm, wskazujący na hermafrodytyzm zamierzchłych przodków . A więc mamy jednoznaczną fizjologiczną odpowiedź na pytanie: czym karmić dzieci nie tylko optymalne od porodu do czasu ząbkowania – piersią własnej MAMMY!. Wszystkie zagadnienia i problemy związane z ciążą i macierzyństwem do okresu trzeciego roku życia optymalnego dziecka, świadomie pomijam, ponieważ będziemy się starać dokładnie je opisać w książce, bo zagadnienie jest na tyle ważne i na tyle obszerne, że jednak wymaga samodzielnego opracowania książkowego.

Gdy dziecko zaczyna ząbkować jest to dla rodziców sygnał, że można urozmaicić menu „potomka”, ale NIGDY NIE WOLNO ZMUSZAĆ!!! dziecka do innych pokarmów, jeśli w dalszym ciągu zainteresowane jest wyłącznie piersiami mamy!, a tym bardziej zastępować mleka kobiecego krowim i jego „pochodnymi” np.: jogurt 0% – to mleko jest dla cieląt i nie nadaje się dla małych LUDZI!

Dziecko optymalne, kierując się wyłącznie „instynktem” samo wybierze, co i ile chce zjeść, prócz mleka mamy. W tym okresie o prawidłowości rozwoju Twojego dziecka świadczy jedynie jeden „pomiar” – obwód głowy – jeśli mieści się w górnej skali centylowej – jest bardzo dobrze – mniej ważna reszta urośnie później!. Do rozwoju mózgu i tej reszty niezbędna jest m.in. laktoza (cukier mleczny) po staremu zwana dwucukrem, teraz disacharydem, zbudowana z połączonych cząsteczek D-glukozy i D-galaktozy – ten cukier prosty wydaje się mieć kluczowe znaczenie dla rozwoju mentalnego ssaków, ale nie chcę rozwijać tematu.

Jeśli mama je „groch z kapustą” – dziecko chętnie sięgnie po produkty roślinne jako uzupełnienie matczynego mleka, oraz przetwory z mleka krowiego pozbawione tłuszczu.

Natomiast gdy mama dłuższy czas żywi się optymalnie, to skład chemiczny i cechy organoleptyczne jej mleka spowodują u dziecka chęć do spożywania następujących pokarmów: tłuste mięsno-podrobowe wywary, duszone nerki, smażona wątroba, żółtka pieczone na boczku, tłuste pieczone mięso z rusztu, parówki powszechnie uważane za produkt „chudy”!!!, ciastka optymalne wytwarzane przez Piekarnię Państwa Janickich , które można delikatnie obsmażyć na sporej ilości masła i pozostawić na patelni, aby wchłonęły tłuszcz!!!, kotlety mielone „Christoferos”(OPTYMALNI nr 33), oraz „optymalną czekoladę” podaną w „Książce Kucharskiej – 700 przepisów kulinarnych ( przepisy 699 i 700), śliwki suszone w czekoladzie i inne produkty optymalne. Dziecko w tym okresie wyłącznie dla „ciekawości i spokojności rodziców” powinno mieć również dostęp do warzyw i owoców, których zupełnie nie traktuje jako jedzenie, a tym bardziej jako źródło „witamin i mikroelementów” – ponieważ dla dziecka optymalnego są to produkty niejadalne!!! i zbędne W okresie letnim szczególną uwagę należy zwrócić na podawanie w razie potrzeby płynów – najlepiej wody mineralnej, która może być gazowana, letniej herbaty, lub innych niesłodzonych napojów.

Poniżej podaję uniwersalny przepis dla dzieci optymalnych (oraz dorosłych), który w zależności od dodatków może być zarówno daniem głównym jak i deserem.

ZAPIEKANKA Z ŻÓŁTEK I ŚMIETANKI

Składniki główne:
   10 żółtek
   250 ml śmietanki 30 %

oraz:
w wersji podstawowej do wyboru:
   siekana smażona wątróbka,
   boczek skrojony w kostkę i usmażony,
   parówki pokrojone w plasterki,
   pokrojone i usmażone pieczarki lub inne grzyby (dla dorosłych),
   pokrojona w paseczki szynka lub inna wędlina,
   starty żółty ser,
   posiekana i usmażona cebulka,
   siekana zielenina (koperek, szczypiorek, natka pietruszki itp.),
   dowolne przyprawy.

w wersji deserowej do wyboru:
   cukier do smaku, nie za dużo lub wcale,
   powidła śliwkowe lub inne niskosłodzone,
   owoce świeże: jagody, siekane truskawki, maliny, drylowane wiśnie, pokrojone śliwki, cząstki pomarańczy lub mandarynek, itp.,
   zmiksowane owoce mrożone,
   ananas z puszki krojony w kostkę,
   stopiona czekolada,
   kawałki czekolady,
   polewa kakaowa (przepis z Książki kucharskiej),
   sok z cytryny,
   gęste soki owocowe (własne – nie z kartonika!), itp.

Żółtka zmiksować ze śmietanką, dodać jeden z wybranych składników – w ilości według uznania – i dokładnie wymieszać. Jeżeli przygotowujemy wersję „na słodko”, to pamiętamy, że pojawiają się węglowodany i nie można przesadzać ze spożyciem. Całość wlać do żaroodpornego naczynia, wstawić do piekarnika nagrzanego do 90C i zapiekać ok. 45 min. Podawać na ciepło lub zimno, w zależności od upodobania.

Smacznego!

Tomasz Kwaśniewski

Poleciłbym również wywiad z Mariuszem Głowackim pt „Smak niemowlaka” zamieszczony w 64 n-rze OPTYMALNYCH. Nr ten jest dostępny w sklepie internetowym „Żywienie Optymalne”.”

Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=519.msg3755#msg3755 .

.

| | Dodaj komentarz

Troskliwe misie?

.

Szymon Kania 25.06.2017 r. o 10:39 pisze:

„Widzę, że Sojusz Lewicy Demokratyczne, czyli partia, która jeszcze tak niedawno określała siebie jako (cytując Krzysztofa Janika) „umiarkowanie konserwatywna obyczajowo i umiarkowanie liberalna gospodarczo” teraz głosi postulaty socjalne. Proponuję zatem aby Panowie i Panie z SLD za kilka lat przerzucili się na głoszenie poglądów libertariańskich w duchu Partii KORWIN.

  1. Szczególnie rozbawiła mnie deklaracja, że jednym z filarów programowych SLD ma być polityka mieszkaniowa – budownictwo komunalne i ochrona przed eksmisją. Szkoda, że troskliwe misie z SLD nie kierowały się podobną wrażliwością społeczną parędziesiąt lat temu. Uchwalona przez nich ustawa z dnia 02.07.1994 r. o najmie lokali mieszkalnych i dodatkach mieszkaniowych (t.j. Dz. U. 1998 . 120 . 87) nie tylko nie chroniła lokatorów przed eksmisją, ale wręcz ułatwiała ich eksmisję. Dla wypowiedzenia stosunku najmu z „niewygodnym” najemcą wystarczyła nieokreślona bliżej „ważna przyczyna” (art. 31 powołanej ustawy). Ale najlepszym kwiatkiem z tej nieludzkiej ustawy był art. 18 ust. 3, który (uwaga) nakładał na „niewygodnego” najemcę 200% czynszu w ramach odszkodowania za zajmowanie lokalu bez tytułu prawnego, tak by ten jak najszybciej zajmowane mieszkanie dobrowolnie opuścił. Tak barbarzyńskiej ustawy nie uchwaliliby nawet szanujący się liberałowie. I Wy dzisiaj macie czelność wyrażać zatroskanie o budownictwo komunalne i ochronę przed eksmisją? Czy Wy wstydu nie macie?
  2. Mam taką grzeczną prośbę – odejdźcie do lamusa historii. Tam jest Wasze miejsce.”
.
| | 1 Komentarz

Detoksykacja i odrobaczanie

.

http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=5009.80 :

.

Krysia48 28.01.2014 r. o 10:41:50 pisze:

„Czytałam ostatnio o tym ile to dostarczamy naszemu organizmowi toksyn…”

.

Admin 28.01.2014 r. o 10:59:03 pisze:

„Kup sobie lepiej plastry na podeszwy, tak wyciągają ponoć brudy, że nóg nie trzeba myć…  Very Happy
Albo nie czytaj głupot, co dla gospodyń domowych piszą.  Cool

.

Gavroche 28.01.2014 r. o 11:00:41 pisze:

„…Masz nawtykane do głowy, że organizm sam nie ma mechanizmów detoksykacyjnych, biedniutki, tylko trzeba mu pomagać z zewnątrz…
Nie wygłupiaj się i nie dawaj zarabiać producentom bezwartościowych suplementów Cool

Teraz pomyśl jak radzili sobie ludzie do niedawna, nie znając nawet pojęcia detoksykacja?

Jesteś na niskobiałkowo-wysokotłuszczowo-nieskowęglowodanowej diecie, wprowadzasz do organizmu najlepsze produkty w najmniejszych możliwych ilościach.

Produkty zwierzęce są już oczyszczone przez organizm zwierzęcia, bądź możliwie mało zanieczyszczone z oczywistych względów: jaja i mleko.

Prócz tego, najlepszym detoksem jest picie odpowiedniej ilości wody i wysiłek fizyczny dostosowany do możliwości i trwający odpowiednio długo z odpowiednią częstotliwością.

Reszta rad z „Pani domu” ma marginalne znaczenie Very Happy

.

Krysia48 28.o1.2014 r. o 11:06:43 pisze:

„admin czyli mam dac sobie spokój z tym oczyszczaniem? nie ma sensu czy jak.Przeciex nie da się ukryc ze zaczynając na kurach a kończąc na swinkach,to w chodowli daje się im w paszach wiele antybiotyków…potem po uboju te mięsa szpikowane sa chemią co by dłużej w sklepie mogło sobie polezec.W żadne plastry nie wierze ale w ziółka które sądze ze mogą pomoc to i owszem.”

.

Admin 28.01.2014 r, o 11:10:24 pisze:

„Plastry są skuteczniejsze, bynajmniej w reklamie.  Cool

.

Zyon 28.01.2014 r, o 11:10:47 pisze:

„Gavro, przeciez sam niedawno pytales o jakies preparaty na odrobaczanie  Very Happy

.

Admin 28.01.2014 r. o 11:12:24 pisze:

„A o jakie parazyty chodzi?  Rolling Eyes Wink

.

Gavroche 28.01.2014 r. o 11:19:54 pisze:

„Prawdopodobnie jakieś Nematoda.
Suka jak nam schodziła, okazała się posiadać glisty, psie lub kocie, choć podobno to jeden gatunek w kilku morfach…

Profilaktycznie chcemy się odrobaczyć, proces w toku, mamy niezłego magika od tych rzeczy Very Happy

.

| | Dodaj komentarz

Pożyczki z zielonego stolika

.

Piotr Ikonowicz 24.01.2017 r. o 10:07 pisze:

„Nasi (RSS) w Lęborku przepłoszyli lichwiarzy z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Brawo Zbyszek i Malwina!”

Informacja dotyczy – http://kanal6.pl/2017/06/23/pozyczki-z-zielonego-stolika/ .

Źródło – https://www.facebook.com/groups/1436883843223848/permalink/1954836578095236/ .

.

| | 2 Komentarzy

Wyleczalność cukrzycy

.

Admin 21.06.2017 r. o 09:52:28 pisze:

http://www.msn.com/pl-pl/zdrowie/nasze-zdrowie/epidemia-która-zagraża-życiu/ar-BBCWU6b?li=AA51Z1&ocid=spartanntp – ale cwaniaczki, co wmówili biedakom leczenie poziomu cukru we krwi!  Shocked

Powiem wprost: cukrzyca typ II jest całkowicie wyleczalna (również głodówką, 5*wio, czy wegetarianizmem – tylko po co się tak męczyć?), a cukrzyca typ I – w opornych przypadkach, czyli około 3-5 przypadków na 100 – można znacznie zredukować ilość podawanej insuliny.  Cool

Ale to wołanie na puszczy, choć Karolinska Instytut zalecać zaczyna Dietę Optymalną jako sposób na leczenie „naukowo nieuleczalnego” do tej pory.  Laughing
I pomyśleć, że ani „Adrian” Sejm, ani żadna inna instytucja upoważniona do upomnienia się dla Doktora o stosowne postępowanie z tak wielkim odkryciem Jana Kwaśniewskiego nie są zainteresowane.  Laughing

A 126, że o 140-tu mg% na czczo na diecie wysokotłuszczowej nie wspomnę to poprawny wynik poziomu cukru we krwi, jakby co. I świadczy jedynie o bardzo dobrym odżywieniu organizmu.  Cool

Dobrze zbilansowana dieta wysokowęglowodanowa również leczy cukrzycę typ II – dodaję dla ścisłości. Trzeba się tylko na tym znać. Very Happy ”

Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=4329.msg486602#msg486602 .

.

Polecam:

– Dr Jan Kwaśniewski odkrywcą – http://www.stachurska.eu/?p=14522 .

– Uhonorowanie dr Jana Kwaśniewskiego – http://www.stachurska.eu/?p=9218 .

.

| | Dodaj komentarz

Żegnaj Magdo

.

Piotr Jastrzębski 19.06.2017 r. o 18:57 pisze:

„Żegnaj Magdo

Magda???? niemożliwe. Magda Ostrowska nie żyje. Trudno mi w to uwierzyć. Znaliśmy się, lubiliśmy. Gdy dowiedziałem się o jej chorobie i że nie ma środków do życia, pomyślałem, że może zaangażuję ją w pomoc przy wydaniu mojej książki. Znaliśmy się od lat. Przez jakiś czas pracowaliśmy nawet w jednej redakcji. Redakcji, którą obwiniam o śmierć Magdy – „Dziennik Trybuna”. Z tego co wiem, Magda nie miała umowy o pracę, z tego co wiem bywało że jej nie płacili. Wiem to od niej, ale mi też zalegają sporą sumę i też zawsze miałem problemy, żeby cokolwiek od nich wyrwać. O tym, że nie miała umowy sama mi powiedziała, ale o tym że nie płacili już nie musiała. Jeśli to prawda, a nie mam powodu by jej nie wierzyć, to znaczy, że pracowała albo na śmieciówce, albo na gębę za same wierszówki. Być może gdyby Magda miała normalną umowę o pracę, ubezpieczenie i opłacone składki – być może mogłaby się normalnie leczyć i wyjść z tego udaru.

Jeśli jednak jest to prawda, że miała śmieciówkę to „Dzienniku Trybuno” nie dość że nie wypłącając ludziom wierszówek jesteście złodziejami, to nie odprowadzając składek przyczyniliście się do śmierci Magdy. Kim więc jesteście? Jeśli okradając ludzi z ich ciężko zarobionych pieniędzy- można nazwać was złodziejami. To jak was nazwać jeśli przez waszą chciwość zmarła dziewczyna?
Żegnaj Magdo

Źródło – https://www.facebook.com/groups/242873486192743/

.

Cześć Jej pamięci.

.

Polecam: Strona Magdalena Ostrowskahttps://www.facebook.com/magdalena.ostrowska.666 .

.

| | 3 Komentarzy

Polscy emeryci są NAJBIEDNIEJSI w Europie

.

„Wakacje pod palmami i dalekie podróże nie dla polskich seniorów! Nie dość, że ich emerytury są śmiesznie niskie, to jeszcze po przejściu na zasłużony odpoczynek nie żyją wystarczająco długo, by się nim cieszyć. Tymczasem ich europejscy rówieśnicy nie tylko odpoczywają na emeryturze znacznie dłużej, ale suma pobranych przez nich świadczeń często przekracza 1 mln zł!…” Więcejhttp://www.se.pl/wiadomosci/polityka/polscy-emeryci-sa-najbiedniejsi-w-europie_768702.html .

.

Polecam:

http://www.parlamentarny.pl/spoleczenstwo/zyzynski-polscy-emeryci-sa-najbiedniejsi-w-europie,4733.html

http://biznes.onet.pl/wiadomosci/kraj/debata-budzetowa-w-sejmie-polscy-emeryci-najbiedniejsi-w-europie/g4jd75

– W Warszawie widać co i jak – http://www.stachurska.eu/?p=2712 .

.

| | Dodaj komentarz

Dieta jest ważna

.

Krzysztof Czaplicki 14.06.2017 r. pisze:

Moja zona ma SM, była w Jastrzębiej Górze na dwóch turnusach, po powrocie i kilku letnim DO miała się tak dobrze, ze dała sobie spokój z dieta, bardzo szybko dostała paraliżu lewej polowy ciała.

Szybciutko się przeprosiła z DO, i jest teraz ortodoksyjnym wyznawca diety optymalnej.

Używa wagi, i liczydła opty, waży wodę na herbatę, nie tknie obcego jedzenia, zdrowie wróciło do równowagi, to wszystko dzieje się na przestrzeni 30 lat od zapalenia nerwu wzrokowego, w wieku około 20 lat. DOzdrówka”

Źródło: komentarz w wątku Marcina Lasia o SM – https://www.facebook.com/groups/KlasycznaDietaOptymalna/permalink/1199340700191514/ .

.

| | Dodaj komentarz

Inna perspektywa szczęścia

.

Piotr Jastrzębski 30.05.2017 r. o 10:13 pisze:

„Inna perspektywa szczęścia

Kiedyś, gdy jeszcze czynnie uprawiałem nałogi, miałem swoją definicję szczęścia. Nawet w chwilach egzaltowanej trzeźwości starałem się ją opisać. Żyłem wówczas w przekonaniu, że nie warto trzeźwieć, bo na trzeźwo nie da się być szczęśliwym. A przecież każdy chce się tak czuć, każdy chce przynajmniej dotknąć taką szczęśliwość. Po co więc zrywać z nałogami, rezygnować z uzależnień, pozbywając się tym samym tych krótkich chwil wrażenia euforii. Krótkich, ale wyraźnych i jak cholera realnych. Przynajmniej w tych momentach upojenia lub ućpania.

W takim myśleniu utwierdziła mnie jeszcze impreza zorganizowana przez Klub Anonimowych Alkoholików, na którą zostałem zaproszony. Widziałem tam bandę ponurych ludzi z posępnymi minami, którzy trzymając w ręku szklankę z kawą, przekonywali mnie jak to świetnie się bawią bez alkoholu. A, że to co mówili, zupełnie nie pasowało do tego jak wyglądały ich miny, wydawali się tym samym bardzo mało wiarygodni. Odrzucało mnie także, to ich ciągłe mówienie o alkoholu w kontekście przeciwnym, czyli o „butelce”, tyle że pustej. Uznałem, że coś tu nie gra i nie chciałem mieć nic więcej z nimi do czynienia. Nadal trwam w tym postanowieniu.

Życie nałogowca można porównać do szczelnie pokrytego chmurami nieba. W momencie wypicia lub zażycia, przez te czarne chmury zaczyna przebijać się pierwsza jaskrawość, nieśmiałe ale wyraźnie promyki, dające uczucie przyjemnego ciepła, zapowiedź rychłego nadejścia ekstazy. Potem już czuć je coraz bardziej, aż do momentu, gdy na ten ułamek sekundy niebo odsłoni się i całkowicie rozjaskrawi. Da złudzenia, że świat leży u stóp, że wszystko się uda, że życie naprawi. A może nawet zacznie od nowa? W innych realiach?

Koszt tego jest ogromny. Nigdy nie liczyłem się z wydatkami i nie zastanawiałem nad tym co ile kosztuje, nie należę do oszczędnych dusigroszów – pewnie dlatego, że nie mam co dusić, bo zwykle jestem bez grosza – może więc trochę dziwnie to wygląda, że ubolwem nad kosztem tamtego szczęścia. Ale róznica jest taka, że płatność w tym wypadku jest niestandardowa. Tu się nie płaci, tu się w zasadzie traci. I to wszystko co tylko można stracić. Z rzeczy materialnych wszystko, ale to jeszcze pół biedy – gorsza jest płatność pozamaterialna. Utrata wartości, ideałów, marzeń, uczuć, emocji, szczerej radości. To właśnie nimi za to szczęście płaciłem, a jako resztę z tej zapłaty wydawano, wstyd, delirkę, głód, męczarnię trzeźwienia i jeszcze jakieś drobne. Trudno więc powiedzieć czy to płatność, kara, przykre następstwo czy coś, czego zawsze unikam – konsekwencja.

Kilka lat temu, tak zdefiniowałem szczęście:

” – Udana transakcja, los na loterii, parę groszy w sam raz na piwo, czy spokój o byt dla siebie i najbliższych. Wszystko to pewnie można wrzucić hurtem do jednego worka pod nazwą – szczęście.

Każdy ma swoją koncepcję szczęścia. Poeci, pisarze czy filozofowie od wieków je definiują. Ubierają szczęście w piękne słowa, nie mogąc uporać się z istotą problemu. Zwykle są z tego powodu nieszczęśliwi i zgorzkniali.

Co to jest szczęście?

Kiedy jesteś złachany, w nieustającym ciągu alkoholowym, budzisz się i nie wiesz gdzie jesteś. Przez zapuchnięte oczy, niepewnym wzrokiem ogarniając otoczenie lokalizujesz, czy to jakieś mieszkanie, nora, piwnica, śmietnik, komórka… Zdziwiony, że jeszcze żyjesz.

Ulga pojawia się zwykle wraz z rozpoznaniem miejsca. Ale to ulga dopiero, jeszcze nie szczęście. Gdy wzrok nabierze już ostrości, intuicyjnie odnajdzie stół, a na nim, wśród śmieci, brudu, robaków i całego syfu, jak diament błyśnie butelka – prawie pełna. Ręka drżąca, lecz pewna sięga jeszcze w niedowierzaniu, bo halucynacje nie są w tym stadium rzadkim zjawiskiem. Zdarzają się, gdy sen na zakładkę zachodzi na jawę. Jest. Czuć jej ciężar i chłód, ręka drży, lecz wlewa w szkło, jeśli akurat jest – a zwykle jest. Nawet najpodlejsze meliny dbają o szkło. Obtłuczone, wyszczerbione, popękane – nieważne, byle ze szkła. A potem w gardło, to jest do końca. Obok turlają się luzem niedopałki, calaki. To pierwsza faza szczęścia. Druga następuje, gdy alkohol zaczyna rozchodzić się po organizmie. Robi się miło, ciepło, błogo i spokojnie. Spokojnie palony papieros, w oczekiwaniu ekstazy. Nie wie, co szczęście ten, co tego nie zaznał. Niemożliwe, że ta pozornie krótka chwila, między otwarciem oczu a opróżnieniem butelki jest szczytem szczęścia? A jednak.

Potem jest już normalnie – proza życia. Trzeba iść i szukać następnej, zdobyć pieniądze, wyżebrać lub ukraść. Zwykle się to udaje, prawie zawsze się udaje. Ale to nie jest już szczęście, to jest już koszmar. Cena porannego szczęścia – „.

Tak właśnie wtedy myślałem. Co się zmieniło? W zasadzie nic, poza tym, że zorientowałem się, iż szczęście może też mieć inny wymiar, i można je osiągnąć na trzeźwo. Owszem, brakuje mi czasem tego gawłtownego przebłysku, nagłego strzału euforią, ale wcale nie jest tak jak sądziłem, że wszystko jest zaciągnięte szaroczarnymi chmurami. Nauczyłem się nawet od nowa śmiać. Bo doszedłem do takiego stanu, że już tego nie potrafiłem. Nie potrafiłem – śmiać tak spontanicznie, tak do rozpuku, bólu brzucha. Bo grymas uśmiechu zawsze można z siebie wydusić, choćby po to, żeby udawać, że dowcip opowiedziany przez znajomego jest śmieszny.

Nie zatytułowałem tego tekstu „prawdziwe szczęście”, bo szczęście jest bardzo subiektywne. I nie mogę wykluczyć, że subiektywnie czynny nałogowiec odczuwa prawdziwe szczęście, tego nikt nie może wiedzieć, poza oczywiście tym nieszczęsnym szczęśliwcem. Przedstawiłem tu jedynie inną jego perspektywę. Mnie ona jednak bardziej odpowiada.”

Źrodło: Z dna – fragmenty książki Piotra Jastrzębskiego – https://www.facebook.com/groups/242873486192743/ .

.

| | Dodaj komentarz