Razem z Tatą (2)

.

Kamil Glaza 29.04.2017 r. o 14:36 pisze:

„…Mamy się dobrze :) Wyobraźcie sobie, że tata odkąd zaczął, na śniadanie je codziennie żółtka z boczkiem na maśle. Monotonia mu nie przeszkadza mimo, że minęło już 3 miesiące. Do dnia dzisiejszego zgubił ~20kg. Piszę około bo waga jakoś 2 tygodnie temu stanęła, jeden moment miał już 106, kilka dni później 110 (waga początkowa była 127). Skoki wagi pojawiły się nie dawno, znaczących zmian w diecie nie było. Na ten moment za pomysłem Małgosia Ala Pat odstawiamy nabiał. Zobaczymy czy coś się ruszy.

Obecnie kryzys odzieżowy – ubrania, które dla mnie są za duże (kiedyś dobre), teraz nosi ojciec. Śmiesznie widzieć go w koszulce, w której jeszcze 3 lata temu kupowałem samochód. ;D

Ciśnienie książkowe, nie ma wahań w ogóle, mimo iż miał nadciśnienie samoistne. Tabletek nadal nie bierze i pewnie nie będzie.

Średnie poziomy cukru z 7 dni na czczo w przedziale 110-120. Bez tabletek oczywiście. Bywają spadki poniżej 100, bywają skoki powyżej 140, to w ciągu dnia, przyczyna może być inna niż jedzenie bo patrząc w jego jadłospis nie mam pomysłu co mogłoby je powodować. W końcu potrzeba czasu, aby organizm się odbudował.

Trzecia ważna rzecz do wzmianki jest taka, że jeszcze zanim tata przeszedł na ŻO borykał się z nadpłytkowością samoistną. Nie wiedzieliśmy o co chodzi, lekarze początkowo też nie, wstępne podejrzenie na chorobę genetyczną. Moja wiedza w tym temacie jest zerowa więc tata trzyma się zaleceń lekarzy. Podejrzenie raka szpiku. Prawdopodobne skierowanie na chemię. Wszyscy przybici bo co to będzie.

Jakoś miesiąc temu przypisano mu leki na zbicie płytek, po dwóch tygodniach pierwsza kontrola – organizm dobrze zareagował na lek. Lekarz zdziwiony, że tata nie wymiotuje, nie ma bólów głowy, nudności i różnych dziwnych efektów ubocznych – duża większość pacjentów takie ma. Płytki idą w dół. Wtedy też dowiedzieliśmy się, że tata przyjmuje już chemię – właśnie te tabletki pełnią jej rolę. Po najnowszych wynikach badań lekarz zaczął się zastanawiać czy aby napewno diagnoza raka szpiku była prawidłowa – reakcja taty organizmu na lek jest aż nadto dobra. Mniej więcej w tym samym czasie doczytałem, że ŻO ma pozytywny wpływ na walkę z komórkami rakowymi. Nie mam pewności ile ma związku ŻO z poprawą taty stanu zdrowia, ale…

Działamy dalej :)

Pozdrawiam i zdrowia przede wszystkim życzę!”

Źródło – https://www.facebook.com/groups/137985096222891/permalink/1405682762786445/ .

.

Polecam I część: Razem z Tatą – http://www.stachurska.eu/?p=20292 .

.

| | Dodaj komentarz

Psychologia i konsekwencje neomaccartyzmu i demonizacji Rosji

.

„Amerykańskie społeczeństwo jest uwarunkowane, aby bać się i nienawidzić Rosji, ale dlaczego?

Ten artykuł nie ma w żaden sposób na celu zmiany waszego stanowiska na temat Donalda Trumpa. To, czy go kochacie, czy nienawidzicie, nie jest kwestią globalnej wagi, a jego polityczne przetrwanie nie jest przedmiotem tej analizy. Jednak niektóre taktyki, używane w parciu do pozbycie się Trumpa – są.

Stawka

Zanim zanurzymy się w bagnie, jakim stał się temat Rosji, Trumpa i wyborów w USA w 2016 r., trzeba zaznaczyć, jaka jest stawka: Rosja jest potęgą nuklearną. Demonizacja obcych państw jest prekursorem do wojny, a nawet ograniczony konflikt między Stanami Zjednoczonymi i Rosją zabiłby miliony (jeśli nie miliardy) ludzi, sprawiając, że znaczna część planety nie nadawałaby się do zamieszkania przez całe dekady. Używanie stosunków amerykańsko-rosyjskich jako politycznej piłki futbolowej jest w tym kontekście co najmniej głupie i nieodpowiedzialne.

Zmienna, jaką jest Trump

Kampania prezydencka Hillary Clinton w 2016 r. obrała sobie próby powiązania Trumpa z Rosją za centralny filar swojej strategii komunikacyjnej. Ta linia ataku została oparta na komentarzach wypowiadanych przez Trumpa na przestrzeni lat, wyrażających szacunek dla Putina. Na przykład:

„Popatrzcie na Putina – to co robi z Rosją – mam na myśli, no wiecie, to, co się tam dzieje. Mam na myśli to, co ten facet zrobił – nie ważne, czy go lubicie, czy nie lubicie – robi kawał świetnej roboty, odbudowując wizerunek Rosji i również odbudowując Rosję, kropka”.
~ Trump do Larry’ego Kinga w CNN, październik 2007

~

„Myślę, że świetnie dogadałbym się  z Władimirem Putinem. Po prostu tak mi się wydaje”.
~ Trump, 31 lipca 2015

Clinton użyła tych i innych oświadczeń do sklecenia narracji, że Trump jest „marionetką Putina”. Media głównego nurtu i skłaniająca się na lewo sfera blogerów podchwyciły tę narrację i pociągnęły ją dalej. Ci, którzy tego nie zrobili, dostali etykietkę „fałszywych wiadomości” i byli atakowani jako kolaboranci. Chodziło o wykorzystanie istniejących antyrosyjskich sentymentów poprzez powiązanie go z Trumpem i jego zwolennikami (i wywarcie nacisku na tych, którzy jeszcze się wahali).

To nie insynuacja. Weźmy na przykład ten nagłówek z serwisu Buzzfeed: Zwolennicy Trumpa kochają Rosję i myślą, że CNN i New York Times są „fałszywymi wiadomościami”. Albo ten z The Week: Dlaczego Republikanie tak ślepo popierają Trumpa w sprawie Rosji?

Jest to stara taktyka polityczna. Wina poprzez powiązanie i honor poprzez powiązanie (tzw. nabyta równoważność) mogą być błędami logicznymi w rozumowaniu, ale są bardzo skuteczne… przeważnie.

Badania wykazały, że stosowanie obarczania winą przez powiązanie nie tylko przenosi negatywne odczucia z osoby, która jest nielubiana, na osobę docelową, ale także na każdego innego z nią powiązanego.

Powiązanie osoby docelowej z osobą (nie)lubianą nie tylko wpływa na ocenę uprzednio neutralnej osoby, ale rozprzestrzenia się na inne osoby (już wcześniej) powiązane z namierzonym celem (efekt rozprzestrzeniania się podejścia).

Ta linia ataku znalazła spore poparcie na neoliberalnej lewicy i ze strony starej reprezentacji neokonserwatystów pod przywództwem Johna McCaina (który długo naciskał na konfrontację z Rosją) i jemu podobnych, ale pozostała niemal bez odpowiedzi w obozie Trumpa. Dlaczego? Ponieważ zwolennicy Trumpa nie uważają Putina za takiego potwora, jakim z uporem przedstawiają go media korporacyjne. Widzą w nim konserwatystę, genialnego stratega i silnego lidera. Nie mają go za idealnego, ale uważają go za lepszego niż Obama (i to dużo lepszego).

Oczywiście wielu „postępowców” nie zgadza się z taką percepcją i uznało za bardzo frustrujące, że nie są w stanie przejść nad tym do porządku dziennego. Ich odpowiedzią na to i inne tego typu niepowodzenia było stwierdzenie, że żyjemy w epoce „post-prawdy”. To temat sam  w sobie, ale dla tych, którzy uważnie śledzili rozwój geopolitycznych wydarzeń przez ostatnie 8 lat, ironia jest spora.  [„post-prawda” już się utarła, a szkoda, bo powinna być: „poprawda”; ang. „Post-Truth Era” – tłum.]

Bezpodstawne pomówienia o rosyjski hacking

Kiedy wybory w 2016 r. nie poszły tak, jak się spodziewano, ludzie szukali kogoś, na kogo można by zrzucić winę. Oczywiście obwinianie Hillary za to, że była okropnym kandydatem (każdy uczciwy progresista zgodzi się z tym), czy też że prowadziła okropną kampanię, nie wchodziło w grę i oczywiście nie mogli uznać, że w pewnym stopniu przyczyniło się do tego wyeliminowanie Berniego Sandersa przez Krajowy Komitet Partii Demokratycznej (DNC). Więc oczywiście obwinili Rosję.

Rozległe manipulowanie faktami w celach politycznych jest filarem amerykańskiej partyzantki, ale kiedy dorzuca się do tego politykę zagraniczną, a „liderzy” zaczynają oskarżać potęgę militarną o „akt wojny”, fakty mają znaczenie.

Do dzisiaj, wiele miesięcy po wyborach, nikt nie podał żadnych dowodów na to, że Rosja dokonała hackingu na  cokolwiek, co miało związek z wyborami. Żadnych. Najbliższą rzeczą, chociażby przypominającą dowody, jest słowo CrowdStrike, firmy wynajętej przez DNC w celu zbadania ich serwerów, kiedy ktoś upublicznił e-maile z informacją, że urzędnicy Partii Demokratycznej działali za kulisami, żeby zdyskredytować i zdyskwalifikować kampanię Berniego Sandersa.

Jest jednak kilka problemów z CrowdStrike. Pierwszym jest to, że DNC nie udzielił FBI zezwolenia na zbadanie samych serwerów. Więc FBI po prostu uwierzyło im na słowo. Drugi problem polega na tym, że CrowdStrike ma w tej sytuacji ZNACZĄCY konflikt interesów. Głównym udziałowcem CrowdStrike jest Google, a Eric Schmidt, prezes wykonawczy Alphabet (firmy macierzystej Google), pracował bezpośrednio nad kampanią Clinton. Zapewnił on pomoc techniczną, przygotowywał plan kampanii i został nawet sfotografowany z zawieszoną na szyi plakietką z napisem „personel” w ekskluzywnej części budynku podczas nocy wyborczej.

Nie pachnie to ładnie. Nic a nic.

Co więcej, propagowany przez CrowdStrike antyrosyjski kierunek opierał się na „fakcie”, że szkodliwe oprogramowanie, użyte do ataku, było pochodzenia rosyjskiego. Jak powie wam każdy ekspert ds. bezpieczeństwa, gdy szkodliwe oprogramowanie zostanie gdzieś użyte i wyjdzie w świat, każdy może je podchwycić i używać (w tym inne podmioty państwowe).

[WikiLeaks: CIA kradnie wirusy i złośliwe oprogramowanie innych grup,
umożliwiając ataki pod fałszywą flagą
]

 

Aby wzmocnić swoje twierdzenia, CrowdStrike próbował wykazać podobieństwa do rzekomego zhackowania ukraińskiej aplikacji do obsługi artylerii przy użyciu tej samej techniki. To jednak nie wyszło im na dobre, kiedy zarówno ukraińskie wojsko, jak i Międzynarodowy Instytut Studiów Strategicznych zaprzeczyły prawdziwości ich argumentów i obaliły ich ocenę.

Poza tym jest też faktem, że Wikileaks bardzo wyraźnie stwierdziło, że ich źródło nie było pochodzenia rosyjskiego.

„Możemy powiedzieć, powiedzieliśmy to wielokrotnie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, że naszym źródłem nie jest rosyjski rząd ani nie jest nim podmiot państwowy”.

Królicza nora w tym temacie idzie głębiej i oczywiście jest o czym żywo debatować, ale do tego, żeby traktować to jako wygraną w stylu „trafiony, zatopiony”, gdzie złoczyńca jest jednoznacznie zidentyfikowany, potrzeba umyślnego aktu nieuczciwości intelektualnej.

Każdy, kto studiował psychologię tłumu, wie, że jedną z najważniejszych zasad ideologicznej infekcji jest powtarzanie. Nie ma znaczenia, czy coś jest prawdziwe, czy fałszywe. Jeśli powtórzy się to wystarczającą ilość razy, ludzie zaczną w to wierzyć. A kiedy już pomysł stanie się zaakceptowanym przekonaniem, przyjmuje on cechy ortodoksji religijnej. Kwestionowanie go staje się herezją.

Poniższy cytat jest charakterystyczny dla antyrosyjskiej retoryki i teorii konspiracyjnych, które były papugowanie bez końca po wyborach.

Ale próby złagodzenia amerykańskiej polityki w stosunku do działań Rosji na obszarze jej sąsiadów, bez wyraźnego uzasadnienia politycznego i w zamian za pomoc rosyjskiego wywiadu w pokonaniu krajowego przeciwnika politycznego, byłyby bezprawne, a być może nawet zdradzieckie. „Obiecajcie pomóc nam na Ukrainie, a my wam pomożemy wygrać z Hillary Clinton, upubliczniając skradzione e-maile, które stawiają ją w złym świetle” – FBI bada ten i inne możliwe akty zmowy między Rosją a kampanią Trumpa.
~ Damon Linker, The Week

Kłopot z tego typu oskarżeniami polega na tym, że kiedy wystarczająco dużo ludzi w nie uwierzy, zaczynają one żyć własnym życiem. Żądania zbadania powiązań Trumpa z Rosją zostały postawione, machina ruszyła, ale nie znaleźli tego, czego szukali.

„Jeśli chodzi o kampanię Trumpa i jej spiskowanie z Rosjanami, jest dym, ale w ogóle nie ma ognia. Nie ma nawet malutkiego ogniska obozowego, nie ma małej świecy, nie ma iskry. A wielu ludzi ich szuka”.
~ Były pełniący obowiązki dyrektora CIA Michael Morell (i wybitny stronnik Clinton)

Ukraińskie i syryjskie zmienne

Demonizacja Rosji nie zaczęła się wcale od kryzysu ukraińskiego w 2014 roku, ani nawet w od kryzysu syryjskiego. Gdzieś tam, na tyłach zawsze było paru szaleńców (jak John McCain i Mitt Romney), próbujących przepchnąć tę narrację, ale nikt ich nie słuchał. Jednak udany rosyjski opór wobec USA w Syrii i na Ukrainie wywołał coś w rodzaju wybuchu temperamentnego gniewu ze strony elity rządzącej Stanów Zjednoczonych i Europy. W szczególności Obama dostał kilkakrotnie jajem w twarz podczas tych kryzysów, co stworzyło emocjonalną więź z tymi, którzy zaangażowali się w popieranie administracji Obamy bez względu na wszystko. Rosja sprawiła, że ich lider wyglądał źle. Dlatego Rosja była wrogiem. To zjawisko jest wyrazem instynktu stada. Alfa musi być chroniony za wszelką cenę.

Kontratak stał się kwestią powtórzeń i psychologii, czyniąc fakty nieistotnymi. Zamiast przyznać, że ponad 95% obywateli Krymu głosowało za zjednoczeniem z Rosją w referendum, którego nikt nie był w stanie zdyskredytować w jakikolwiek znaczący sposób, albo uznać fakt, że zgodnie z prawem międzynarodowym prawo do samookreślenia się jest ważną przesłanką dla takiego zjednoczenia, media głównego nurtu rozmydliły tę kwestię zwykłym bełkotem, papugowanym bez końca: rosyjska agresja, agresja rosyjska, agresja rosyjska.

Długoterminowe konsekwencje

Krótkoterminowa przydatność polityczna powiązywania Trumpa z Rosją zaślepiła wielu na lewicy co do długoterminowego efektu, jaki ta strategia na pewno będzie miała. Zastanówcie się przez chwilę nad implikacjami tego, że w Stanach Zjednoczonych całe dorastające teraz pokolenie marynuje się w wiadomościach i komentarzach, robiących z Rosji wroga numer 1 (lub nr 2, w zależności od tego, gdzie w tej hierarchii lokuje się Trump). Fakty i konkrety nie mają znaczenia dla tych formujących się umysłów. Wszystko sprowadza się do nastrojów. Nastrój ten może być (i prawdopodobne będzie) wykorzystywany w sposób, jakiego ci, którzy do niego podżegali, nigdy się nie spodziewali.

Ankieta przeprowadzona niedawno przez Reuters wykazała, że oszałamiające 82% Amerykanów postrzega Rosję jako zagrożenie. To tykająca bomba zegarowa.

Błędem strategicznym jest przyjmowanie, że antyrosyjska propaganda będzie zawsze działać na korzyść lewicy politycznej. Przypomnijcie sobie oryginalny maccartyzm. Największym marzeniem neokonserwatywnych Republikanów, takich jak John McCain i Mike Pence, jest szansa na podcięcie skrzydeł Putinowi, i w sprzyjających okolicznościach właśnie to będą próbowali zrobić. Łącząc Rosję z Trumpem (prawdopodobnie jedną z najbardziej znienawidzonych postaci politycznych w dziejach USA), lewica bezwiednie kładzie psychologiczne podwaliny dla wojny.

Kiedy nadejdzie moment (o ile nadejdzie), w którym republikański prezydent zdecyduje się na eskalację napięć z Moskwą (poprzez bezpośrednią lub zastępczą interwencję), „progresiści” staną przed bardzo nieprzyjemnym dylematem: albo dadzą się ponieść wraz ze swoimi wrogami (Republikanami) fali antyrosyjskich nastrojów, które sami pomogli stworzyć, albo spróbują zrobić zwrot i grać opozycję.

Odwrót nie byłby w żadnym wypadku łatwy, ale w samym środku kryzysu nie byłby niemożliwy, a takie opozycyjne protesty łatwo dałoby się ustrzelić strzępami ich własnych słów. Hipokryzja jest w końcu sama w sobie słabością i obosiecznym mieczem.

Tłumaczenie: PRACowniA
Artykuł na SOTT: The psychology and consequences of Neo-McCarthyism and the demonization of Russia ”

Źródło i więcej informacji – https://pracownia4.wordpress.com/2017/04/24/psychologia-i-konsekwencje-neomaccartyzmu-i-demonizacji-rosji/ .

.

| | Dodaj komentarz

Gołąbki Pani Ani

.

Dostałam mailem – Anna Tychota

„Jak na każde Wielkanocne Święta, robiłam dla rodziny gołąbki. Muszę przyznać że wszyscy zawsze je bardzo chwalą i czekają od Świąt do Świąt żeby się nimi nasycić. Trochę im pozazdrościłam, bo w naszym żywieniu nie je się ryżu, a to integralna część gołąbków.

Pomyślałam że muszę zastąpić ryż jakimś innym składnikiem, ale takim żeby nie miał wpływu na smak gołąbków. PŁATKI JAGLANE okazały się świetnym zastępstwem dla ryżu.

dav

dav

Składniki :

–  boczek świeży 0,500 kg
–  karczek świeży 0,500 kg
–  płatki jaglane 0,200 kg
–  kapusta biała – liście 1 kg
–  masło 0,100 kg
–  cebula 0,200 kg
–  sól , pieprz,

Główka kapusty została  obgotowana w wodzie z dodatkiem octu winnego ( może być jabłkowy , albo w ostateczności spirytusowy ). Z liści odcięłam grubszą część. Płatki jaglane w miseczce zalałam letnią wodą (do przykrycia) by zmiękły zanim zmiele się mięso. Cebulkę zeszkliłam na maśle.

Wszystkie składniki farszu zostały doprawione i zawinięte w liście kapusty, następnie ciasno ułożone w naczyniu żaroodpornym, tam podlane wodą i wstawione do piekarnika na do 2 godzin. Piekłam do miękkości kapusty.

W 100 gr :

B – 6,33 g
T – 16,35 g
W – 7,66 g

Można polać je dodatkowo roztopionym smalcem lub zrobić sos pomidorowy na śmietanie 30 albo 36.”

.

Dziękuję Pani Aniu.

.

| 14 Komentarzy

ŻEBY POLSKA, ŻEBY POLSKA, ŻEBY POLSKA BYŁA SŁUPSKIEM

.

Helena Szmuness 03.04.2017 r. o 02:10 pisze:

„ZEBY POLSKA, ZEBY POLSKA, ZEBY POLSKA BYLA SLUPSKIEM

Skoro okoliczne miasta i miasteczka nie chca przylaczyc sie do Warszawy, mam konkurencyjna propozycje: niech cala Polska przylaczy sie do Slupska.

Tradycyjna nazwe kraju ”Polska” mozna zachowac, ale niechaj caly kraj bedzie taki jak Slupsk – miejscem, gdzie wladze faktycznie sluchaja mieszkancow, staraja sie im robic dobrze, rozmawiaja i sie konsultuja, dbaja o zrownowazone finanse, swoje szkoly, skwery, chodniki, drzewa, a Gospodarz Miasta jest uroczym kulturalnym i normalnym facetem, ktorego bez obaw mozna zaprosic na kolacje do wlasnego domu. Musi zachowac swoje stanowisko po rozszerzeniu miasta, swoja odchudzona administracje i koniecznie musi pozabierac wszystkim darmozjadom z Warszawy ich wypasione limuzyny i przydzialy na benzyne, aby inni obywatele nie bali sie wyjezdzac na autostrady, czy pojsc z psem na spacer. Pan Krzysek moze zachowac funkcje Pierwszego Meza, przyjmowac delegacje Kola Gospodyn Wiejskich i dalej sprawac dobre wrazenie.

Taki pomysl mnie dzis olsnil po wysluchaniu wywiadu z Prezydentem Slupska.
Co myslicie. Nie bylob zle, co? Polska bylaby takim przyjemnym, cywilizowanym krajem, Wszyscy by Polsce zazdroscili i nosili ja na rekach.”

Źródło – https://www.facebook.com/profile.php?id=100009014423907&hc_ref=NEWSFEED&fref=nf .

.

| | 12 Komentarzy

Karmienie dzieci. Częste infekcje

.

Dr Jan Kwaśniewski pisze:

Częste infekcje.

     Mam syna w wieku 14 miesięcy, który ciągle łapie różne infekcje. Zapalenie oskrzeli jest nagminne. Muszę mu często podawać antybiotyki zalecane przez lekarza. Widzę, że synek mój staje się coraz mniej odporny. Gdy w żłobku panuje jakaś choroba mój syn natychmiast na nią zapada.

Wczoraj znowu stwierdzono zapalenie oskrzeli i gardła i jak zwykle zalecono antybiotyk. Błagam Pana o pomoc, bo brak mi już cierpliwości jak długo mam jeszcze truć dziecko lekami. Nie wiem czy mogę tak małe dziecko karmić optymalnie i jak postępować aby było zdrowe! Od 2 miesięcy sama jestem na diecie optymalnej i poza nieprzespanymi nocami (z powodu dziecka) czuję się wspaniale, nic mi nie dolega martwię się tylko o syna.
K.B.

Odpowiedź:
Dziecko nawet małe, może i powinno stosować Żywienie Optymalne. W wieku już 18 miesięcy może jeść jak dorosły. Najlepsze dla dziecka będą żółtka, gęste rosoły, wątróbki drobiowe, masło śmietana. Należy pamiętać o dostarczaniu dziecku każdego dnia niewielkiej ilości węglowodanów. Są one niezbędne dla wzrostu dziecka.

Z drugiej strony, im więcej podamy dziecku węglowodanów, tym szybciej będzie rosło, szybciej dojrzeje i będzie krócej mogło żyć jako człowiek dorosły.

Mleko krowie zawiera około 4,6g węglowodanów w 100ml. Jest to tak zwana laktoza, czyli cukier mleczny. Składa się on po połowie z glukozy i galaktozy. Galaktoza jest potrzebna do budowy mózgu, ale nie musi być podawana, ponieważ organizm sam potrafi ją wytwarzać.

Mleko kobiece w Polsce zawiera średnio 7g węglowodanów. Z tych 7g węglowodanów organizm spala około 1g a resztę przetwarza na tłuszcz, a następnie pewną ilość tłuszczu na cholesterol.

Do wszelkich syntez, w tym do wzrostu organizmu, potrzebny jest wodór związany w związku zwanym NADPH2. Jedynym liczącym się źródłem tego związku jest glukoza przetwarzana w tak zwanym cyklu pentozowym. Im więcej cukrów organizm musi przetworzyć w cyklu pentozowym, tym szybciej dojrzewa dziecko i tym na większego drągala wyrośnie. A dziecko powinno rosnąć powoli dojrzewać jak najpóźniej w życiu dorosłym człowiek powinien być niski i lekki. Tylko wówczas będzie mu się żyło długo i dobrze i zawsze we wszystkich zawodach będzie lepszym od tych wysokich i ciężkich.

Wszelkie infekcje działają na organizm jak szczepionka ochronna tylko wtedy, gdy organizm zwalczy chorobę sam. Organizm musi mieć czas aby wytworzyć przeciwciała przeciwko zarazkowi wywołującemu chorobę tak, aby był zabezpieczony przed powtórnym zachorowaniem spowodowanym tym samym zarazkiem.

Antybiotyki prawie zawsze szkodzą. Nie pozwalają na wytworzenie się przeciw ciał, które zabezpieczały dziecko przed powtórnym zachorowaniem. Rodzice prawie zawsze za najlepszego lekarza uważają tego, który najszybciej potrafi usunąć objawy choroby. Najszybciej robi to lekarz, który zapisuje najsilniejsze antybiotyki nawet tam, gdzie nie są wcale potrzebne.

Rodzicom nie powinno chodzić o to, aby jak najszybciej wyleczyć chorobę u dziecka, ale o to, aby w ogóle ono nie chorowało. Im więcej dziecko musi przyjmować antybiotyków tym jego odporność staje się mniejsza i tym częściej chorować musi. Nie oznacza to że antybiotyków brać nie trzeba, gdy się zachoruje na poważniejszą chorobę. Oznacza, to że chorować na choroby infekcyjne się nie powinno, a wówczas antybiotyki staną się zbędne. Dziecko powinno być karmione piersią co najmniej rok, a najlepiej 3 lata.

Do czasu, gdy będzie mogło wybierać samo takie jedzenie jakie będzie mu smakowało i jakie będzie dla jego organizmu najlepsze. Najlepsze dla dziecka będą takie produkty, które pod względem składu chemicznego będą najbardziej zbliżone do składu chemicznego mleka matki i takie dziecko będzie wybierało o ile będzie miało z czego wybierać.

Rodzice chcą dla swoich dzieci jak najlepiej. Ale nie wiedzą co dla ich dzieci jest dobre, a co złe. Często zmuszają dzieci do jedzenia, zmuszają aby zjadło więcej niż potrzebuje, przekupują aby zechciało jeść szpinaczek czy marchewkę, których dziecko zjadać nie chce i nie powinno.

W czasie wojny w Korei u ponad 80% poległych Żołnierzy amerykańskich znaleziono zmiany miażdżycowe w tętnicach wieńcowych i w aorcie, w wieku średnio 18 lat tym u ponad 30% zmiany te były znaczne. U żołnierzy w dzieciństwie karmionych mlekiem matki przynajmniej rok, lub dłużej, żadnych zmian miażdżycowych nie było. Karmienie piersią zabezpiecza nawet przed zachowaniem na miażdżycę, jeśli trwa długo i jeśli dziecko będzie później mogło samo wybierać i – jeśli będzie miało z czego wybierać.

Uwaga: nigdy nie należy zmuszać ani namawiać dziecka, aby zjadało to, co jest dla niego „zdrowe”, aby zjadło tyle ile według rodziców zjadać powinno i wtedy, gdy rodzice uważają, że jeść powinno.

Dziecko nie powinno być zmuszane do zjadania różnych odżywek, czy witamin. Wszystkie są znacznie gorsze od naturalnych wartościowych pokarmów. Nie powinno być również zmuszane do picia herbatek, soczków, przecierów, wód mineralnych.

Przy Żywieniu Optymalnym wszystkie potrzebne składniki mineralne występują w optymalnych ilościach i proporcjach.

Jan Kwaśniewski.”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=757 .

.

| | 14 Komentarzy

POLSKA BUDUJE SWOJĄ KLASĘ ŚREDNIĄ

.

Roberto Cobas Avivar 24.02.2017 r. o 12:18 pisze:

„POLSKA BUDUJE SWOJĄ KLASĘ ŚREDNIĄ – podporę reżimu kapitału.

Szeleszczący mętny celofan, którym orędownicy polskiego kapitalizmu przykrywają rzeczywistość ukrywa, że rozwarstwienie społecznoekonomiczne, które pogłębia się odpowiada podziałowi klasowemu w Polsce. Czysty mętlik w głowie, bo establishment polityczny, media i akademia systemowi służące uczą, że istnieje tylko tzw. “klasa średnia”. O innych nie słychać. Narracja burżuazyjnej filozofii politycznej o ustroju politycznym stała się tak nośna, że nawet lewice walczą o społeczeństwo „klasy średniej”. Czy to już zniewolenie czy jeszcze oszustwo?

Jednakże Piramida zróżnicowania społecznoekonomicznego wyjawia, że ok. 70% pracujących wraz ze swoimi rodzinami żyje na pograniczu minimum egzystencji (ME). A skoro udział płac w PKB relatywnie maleje – od 1995 r. do 2014 r. zmalał o 11%, a jest to najsilniejszy spadek w UE, gorzej leży tylko Rumunia – to mobilność na tej Piramidzie jest usztywniona. Ideologiczna podpora kapitalistycznego systemu zwana klasą średnią rodzi się w bólach.

W kategorii klasowej – wynikającej z położenia względem kapitału i pracy – „klasa średnia” to grupa społeczna o drobnomieszczańskim duchu. Pozostaje ona jednak częścią proletariatu jako przeważnie najemną siłą roboczą kapitału. Wyróżnik “klasy średniej” służy podbudowaniu fałszywej świadomości tej grupy społecznej. Albowiem jeszcze niżej leżą gorzej opłacani pracownicy najemni, czyli bardziej wyzyskiwana przez burżuazję niż tzw. klasa średnia rzesza pracowników. Na dnie Piramidy leży mieszanka zubożałych proletariuszy i całkowitych wykluczonych. Sama myśl o tym, gdzie Ty się znajdujesz jest niepokojąca.

Pierwszy twój obronny odruch to kontra-myśl, że przedstawiam mantrę niemającą oparcie w rzeczywistości, w której żyjesz. Myślisz tak, pomimo że jako najemnik na usłudze posiadaczy kapitału wiesz, że nigdy się nie dorobisz tak, jak byś pragnął nawet, gdy czasem trochę lepiej zarabiasz, by dowartościować się jako członek “klasy średniej”. Jednakże patrzysz w lustro każdy poranek i widzisz tego samego wykluczonego lub biednego wiecznie pracującego człowieka z rodziną na karku lub zastanawiającym się czy aby pop-kulturowy model “singlów” to nie lepszy sposób na życie. Jeżeli oboje w rodzinie pracujecie to strach na samą myśl o możliwości utraty pracy jednego z was. Albowiem żyjesz w rzeczywistości prywatnej gospodarki wolnorynkowej opłacany iluzją i kwitkiem za 1/3 tego, co wypracowujesz. Z jakiej to racji? Z takiej, iż Produkt Narodowy jest własnością kapitalistów konstytucyjnie ustanowioną w ustroju gospodarczym. Produkt Narodowy nie należy do wszystkich, jak odwrotnie wciskają Ci wierzący w świątynię kapitalizmu.

Gdzie znajduje się lewica …?

(…)”

Źródło – https://www.facebook.com/roberto.alberto.908/posts/10154415360492825

.

Więcej – https://robertocobasavivar.wordpress.com/2017/02/23/klasa-srednia-reakcyjny-produkt-klasowy-kapitalizmu/ .

.

| | Dodaj komentarz

Cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie, zawał serca, nadwaga

.

Dr Jan Kwaśniewski pisze:

Cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie, zawał serca, nadwaga.

     Mam 50 lat. Od dziewięciu miesięcy jestem na diecie optymalnej i czuję się rewelacyjnie. Przed siedmiu laty przeszedłem zawał serca. Od tego czasu nie jadłem już – zgodnie z zaleceniami lekarzy – ani tłuszczu zarówno zawartego w mięsie, jak i w maśle, a żółtka jaj wyrzucałem nawet z sałatek, o smaku śmietany nawet nie pamiętałem.

Czułem się coraz gorzej i wydawało mi się, że są to już ostatnie lata mojego życia. Miałem poważną miażdżycę tętnic (balonikowanie aorty w 1993 r.), nadciśnienie, a po rozpoczęciu leczenia nadciśnienia dołączyła się cukrzyca leczona diaprelem.
Po przejściu na dietę już po 3 tygodniach cukrzyca ustąpiła, odstawiłem diaprel i do dziś cukier mam w normie. Obniżyło się nadciśnienie, po 3 miesiącach odstawiłem leki na nadciśnienie, bo było ono niskie. Obecnie mam ciśnienie 120-130/80-85 bez leków. Jestem silny, uprawiam gimnastykę, jogng i kulturystykę. W ubiegłym roku o tej porze miałem już problemy z poruszaniem się, męczyłem się szybko i występowały bóle za mostkiem. Dziś już o wszystkich chorobach i dolegliwościach zapomniałem.

Martwi mnie jednak cholesterol. W listopadzie miałem 251 mg% całkowitego, HDL 49 i trójglicerydy 72 mg%.

Pod koniec grudnia miałem cholesterolu całkowitego 269, HDL 38 i trójglicerydy 65 mg%.

Niepokoi mnie obniżanie się cholesterolu dobrego, a wzrost złego.

Dotychczas na wadze ubyłem 20kg. Dziś przy wzroście 178 cm ważę 90 kg i waga dalej obniża się.
Z.F.

Odpowiedź:
Jeśli czuje się pan „rewelacyjnie”, to co pana obchodzi poziom cholesterolu i po co pan go w ogóle bada? Nauka ustaliła poziomy cholesterolów określane jako „prawidłowe”, „za niskie”, lub „za wysokie”, na podstawie badań na zdegenerowanych ludziach, bo innych do badań nie mogła wykorzystać.

Ponieważ cały gatunek ludzki jest mocno zdegenerowany, to i poziomy cholesteroli uważane za prawidłowe, są również niewłaściwe.

Najważniejsze są trójglicerydy! Jeśli już koniecznie chce się pan badać, to powinien pan zmierzyć właśnie ich poziom.

Trójglicerydy powstają z glukozy, a cholesterol z trójglicerydów. Jeśli surowca do wytwarzania trójglicerydów spożywa pan niewiele, to i poziom trójglicerydów będzie niski. Gdy poziom trójglicerydów jest niski, to i wytwarzanie cholesterolu jest niskie.

Poziom cholesterolu we krwi nie jest zależny tylko od tego, ile organizm go wytwarza, ale również od tego, w jakim tempie go wydala.

Gdy organizm jest mocno schorowany, a miażdżyca zaawansowana i obejmująca tętnice w wielu narządach, to organizm jest zajęty usuwaniem tej miażdżycy, a wydalenie cholesterolu odkłada na później.

Miażdżyca zaczyna się cofać, gdy ponad połowa energii w spożywanych pokarmach pochodzi z tłuszczów, a średnie spożycie węglowodanów spada poniżej 280 g/dobę na osobę przeciętnie.

Masowe doświadczenie, które wykonało się niejako samoistnie na setkach milionów ludzi w USA, Anglii, Szwajcarii, Nowej Zelandii i w innych bogatszych krajach, wykazało, jaki jest lepszy, a jaki gorszy model żywienia.

Najwcześniej przy „korytku” usiedli ludzie w USA i Francji, bo już w końcu lat 40 i na początku lat 50 XXw.

W 1949 r. w USA w przeciętnej diecie na 1 g białka przypadało średnio 1,5 g tłuszczu i 4 g węglowodanów. Ilość energii wynosiła odpowiednio z białka – 12%, z tłuszczów – 41%, z węglowodanów – 47%.

W 1972 r. w USA w przeciętnej diecie na 1 g białka przypadało 1,85 g tłuszczu i 2,8 g węglowodanów. Ilość dostarczonej energii wynosiła odpowiednio: z białka 13%, z tłuszczów 53%, z węglowodanów 32%.

Od początku lat 70. przeciętna dieta mieszkańców USA zaczęła wychodzić z „korytka” i maszerować w kierunku stołu.

Na początku lat 50 ci „lepiej jedzący” mieszkańcy USA byli bliżej „korytka”. Do „najlepiej”, czyli najbardziej korytkowo jedzących mieszkańców USA należeli amerykańscy żołnierze. Karmiono ich jak prosięta. Zatrudniono nawet sławnego ormiańskiego kucharza Mardikiana, aby układał diety dla żołnierzy.

Na początku lat 50 stan zdrowia mieszkańców USA był zły, choroby cywilizacyjne występowały masowo, a przeciętna długość życia była niższa niż w innych krajach europejskich, które jeszcze nie dotarły do korytka.

Przeprowadzono badania u ponad 300 żołnierzy amerykańskich w wieku średnio 18 lat, którzy zginęli w Korei. Zmiany miażdżycowe w aorcie i w tętnicach wieńcowych stwierdzono u ponad 70%, w tym u ponad 30% zmiany miażdżycowe były mocno zaawansowane.

Wśród żołnierzy brytyjskich miażdżyca występowała jeszcze częściej.
U poległych żołnierzy z Korei Północnej i „ochotników chińskich” miażdżyca w ogóle nie była spotykana. Żołnierze komunistów byli jeszcze na pastwisku, a kapitalistów – przy korytku.

Już w końcu lat 60 ilość energii z tłuszczów w przeciętnej diecie amerykańskiej przekroczyła 50% i stopniowo wzrastała. Tylko dlatego u ginących w Wietnamie żołnierzy amerykańskich, przeciętnie starszych od ginących w Korei, miażdżyca aorty i tętnic wieńcowych była spotykana u około 30% poległych i były to tylko lekkie postacie miażdżycy.

Między rokiem 1975 a 1985 znaczie spadło zużycie leków, a liczba chorych na nadciśnienie w USA zmniejszyła się o 70%.

Zaczęto często obserwować i opisywać „samoistne” cofanie się zmian miażdżycowych, występowało mniej udarów mózgowych i zawałów, a ich przebieg był łagodniejszy. Śmiertelność w zawałach obniżała się, ale tylko w śmiertelności przed szpitalnej. W szpitalach wszystko było po staremu.

We wschodnich stanach USA stwierdzono wyraźny spadek liczby zawałów, z wyjątkiem mężczyzn w wieku powyżej 65 lat, z wykształceniem podstawowym.
Czy wykształcenie może mieć wpływ na częstość zawałów? Samo wykształcenie – nie, ale skutki tym wykształceniem powodowane – tak.

W USA osoby z wykształceniem podstawowym osiągają niższe zarobki i przeważnie przechodzą na emerytury dopiero po ukończeniu 65. roku życia, a same emerytury mają sporo niższe od poprzednich zarobków. Jeśli już wraz z innymi maszerowali w kierunku stołu, to niższe dochody z emerytury musiały ich cofać w kierunku korytka, stąd więcej u nich chorób cywilizacyjnych i więcej zawałów.

Nieważne, jaka była przyczyna, czy zwykła głupota tak zwanej nauki, czy też świadome działania zainteresowanych, ale pod koniec lat 80 ludzi w USA, Nowej Zelandii, Australii, w bogatszych krajach europejskich zaczęto skutecznie pędzić z powrotem w kierunku pastwiska.

A na drodze między pastwiskiem a stołem jest korytko, do którego trafić można z dwu stron. I od stołu, i od pastwiska.

Ustalono w badaniach naukowych, że gdy spożycie węglowodanów jest niższe od 150 g na dobę, gdy węglowodany są podawane w postaci skrobi i niższe od 100 g węglowodanów na dobę (u człowieka dorosłego) podawanych w innych węglowodanach, to miażdżyca nie może się rozwijać, a istniejące zmiany miażdżycowe cofają się.

Zatem czy pan ma więcej, czy mniej cholesterolu, złego czy dobrego, to jeśli dostarcza pan swojemu organizmowi tyle węglowodanów, aby poziom surowca do produkcji cholesterolu, czyli poziom trójglicerydów był niski – poniżej 70-80 mg %. może być też poniżej 50 mg%, to nie ma powodu do żadnych obaw.

Jan Kwaśniewski”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=752 .

.

| | Dodaj komentarz

Powrót do uczciwości

.

Piotr Jastrzebski 13.04.2017 r. o 22:21 pisze:

„Powrót do uczciwości
Powiadają, że okazja czyni złodzieja. Z powiedzenia tego jasno wynika, że człowiek jest uczciwy tak długo, dopóki nie trafi mu się okazja, by coś rąbnąć.

Porzekadło równie mądre, jak wszystkie inne maksymy ludowe. Pamiętam, jak w dzieciństwie zastanawiałem się, którą jaskółkę należy winić za koniec zimy, jeśli pierwsza nie czyni wiosny, i jak wygląda ten rydz, który jest lepszy niż nic. Bo wśród masy znalezionych w życiu grzybów – jadalnych oczywiście – nigdy na rydza nie trafiłem. Przysłowia w ogóle same w sobie są ciekawym tematem. Ale to już w innym felietonie. Wracając do tej okazji, co to z biednego uczciwego, moralnego i bogobojnego człowieka, perfidnie robi złodzieja, podobnie jak ofiara zapewne czyni mordercę, a uchodźca wojnę. Wbrew pozorom to bardzo ciekawe zagadnienie, równie zmienne jak pogoda na wiosnę i bardzo zależne od marksistowskiego bytu, który kształtuje świadomość.

Przed upadkiem na dno, gdy jeszcze prowadziłem normalne życie, w sytuacjach, które miały uczynić mnie złodziejem, reagowałem zupełnie odwrotnie, niż w czasie, gdy wpadłem do rynsztoka i już taplałem się w bagnie.

Puściłem się niegdyś w pogoń za chłopakiem, który ukradł radio ze stojącego na parkingu samochodu. Gdy zauważyłem, że komuś wypadły pieniądze, portfel lub cokolwiek innego, podnosiłem i zwracałem, albo przynajmniej mówiłem, że wypadło. Był to normalny odruch, jaki posiada zapewne większość ludzi. Do tego stopnia zwyczajny, że nawet specjalnie nie rozpamiętywany, ot po prostu mówiłem – wypadł panu portfel – i szedłem w swoją stronę, zapominając za chwilę o zaistniałej sytuacji.

Gdy już upadłem na samo dno, zmieniły się również moje „pierwsze odruchy”. Pomijam już fakt, iż działając w branży „drobne złodziejstwo” sam tworzyłem sobie okazje, chociaż miło było, gdy potencjalna ofiara, w jakimś stopniu mi w tym pomogła. Na przykład nie zapinając torebki. Każda zauważona zguba, gdy tylko opuszczała kieszeń właściciela, hipnotyzowała mój wzrok. Wpatrywałem się w wypadający wartościowy przedmiot i, jeśli tylko pozostał on niezauważony, krążyłem wokół do momentu bezpiecznego przejęcia skarbu.

Ta cecha pozostała mi do dzisiaj. Do dzisiaj gdy tylko zauważę, że ktoś coś gubi, czekam aż odejdzie, krążę i wreszcie dyskretnie schylam się, by to zabrać. Dyskretnie, to znaczy tak, żeby postronnym nie wydało się to podejrzane. Zazwyczaj tuż obok upuszczam hałaśliwie coś własnego – zapalniczkę, papierosy lub klucze – tak by mieć pretekst do zagarnięcia zagubionego portfela i tak, by nikogo nie zdziwiło to, iż zbieram z ziemi przedmioty. To już stało się odruchem, czymś co czynię z automatu.

Wystrzegaj się pierwszego odruchu, zwykle bywa szlachetny – napisał Charles Maurice de Talleyrand. Teraz pytanie, który z tych odruchów jest moim odruchem pierwszym?

Czy jest okazja, by na powrót uczynić mnie uczciwym człowiekiem? Czy można wrócić do uczciwości?”

Źródło – https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1690870681208770&id=100008575633630&pnref=story .

.

| | Dodaj komentarz

Nerki mają dużą zdolność do odnowy

.

Dr Jan Kwaśniewski pisze:

„…Nerki mają duża zdolność do odnowy i są u człowieka zaprojektowane i wykonywane z dużym zapasem. Organizm potrafi zreperować bardzo wiele uszkodzeń, ale trzeba mu stworzyć ku temu stosowne warunki. W Pani przypadku, na początku Diety Optymalnej należy ograniczyć białko do około 30g/dobę+5g, aby odciążyć chore nerki.

Jest to ilość wystarczająca dla człowieka dorosłego pod warunkiem, że wartość biologiczna spożywanych białek jest najwyższa. Np. 100g żółtek, czyli około 5 żółtek, to tylko 16g białka, ale białka o najwyższej wartości biologicznej. 100g wątróbki cielęcej (18g białka) lub 100g nerek wieprzowych (16g białka) plus żółtka dają potrzebną ilość białka i to białka o najwyższej wartości biologicznej. Gdy OB obniży się, będzie można zwiększyć spożycie białka do wartości należnej na dobę. Ma pani szanse na to, że choroba ustąpi, a jej skutki zostaną usunięte lub znacznie złagodzone tak, że dializy ani leczenie nie będą potrzebne.”

http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=691

.

| | Dodaj komentarz

S.O.S.

.

Piotr Ikonowicz 12.04.2017 r. o 11:33 pisze:

„S.O.S.

Przed chwilą dostałem informację, że w siedzibie Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej na Jarocińskiej 23 wyłączono prąd. To się wiąże ze zwiększonymi rachunkami po sezonie grzewczym, bo oczywiście ogrzewanie mamy na prąd. W tej sytuacji przyjmujemy ludzi prawie po ciemku (suterena) i piszemy pisma ręcznie. Gdybyście zechcieli wspomóc naszą działalność jakąś wpłatą podaję numer konta:
Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej
14 1020 1156 0000 7202 0083 2899 ”

Źródło – https://www.facebook.com/piotr.ikonowicz/posts/10208253043316083?pnref=story .

.

| | Dodaj komentarz