Bardzo zabawne, prawda?

.

Aleriksson BM 31.08.2017 r. o 07:16 pisze:

„Bardzo zabawne, prawda?
———————-

21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, który później przekształcił się w Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”, sformułowano w nocy z 16 na 17 sierpnia 1980 r.

Listę 21 postulatów stworzyło wspólnie osiemnaście osób. Pracowali nad nią całą noc. Najpierw bowiem postulatów było kilka tysięcy – każdy zakład przyłączający się do strajku przesyłał swoje. Potem zostało ich tysiąc i wreszcie, po negocjacjach 21.
Drewniane tablice z 21 postulatami trafiły w 2003 roku na światową listę dziedzictwa kulturowego UNESCO „Pamięć Świata”. Znajdują się na niej najważniejsze zabytki dokumentalne w dziejach ludzkości.

Poniżej, zgodnie z oryginalna pisownią, postulaty zapisane 18 sierpnia 1980 r. na drewnianych tablicach przez członków Ruchu Młodej Polski Arkadiusza Rybickiego i Macieja Grzywaczewskiego:

1. Akceptacja niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych wynikających z ratyfikowanych przez PRL Konwencji nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczących wolności związków zawodowych.

2. Zagwarantowanie prawa do strajku oraz bezpieczeństwa strajkującym i osobom wspomagającym.

3. Przestrzegać zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku i publikacji, a tym samym nie represjonować niezależnych wydawnictw oraz udostępnić środki masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań.

4. Przywrócić do poprzednich praw.
a. ludzi zwolnionych z pracy po strajkach w 1970 i 1976 r., studentów wydalonych z uczelni za przekonania,
b. zwolnić wszystkich więźniów politycznych (w tym Edmunda Zadrożyńskiego, Jan Kozłowskiego, Marka Kozłowskiego),
c. znieść represję za przekonania.

5. Podać w środkach masowego przekazu informację o utworzeniu Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego oraz publikować jego żądania.

6. Podać realne działania mające na celu wyprowadzenie kraju z sytuacji kryzysowej poprzez: a. podanie do publicznej wiadomości pełnej informacji o sytuacji społeczno-gospodarczej, b. umożliwienie wszystkim środowiskom i warstwom społecznym uczestniczenie w dyskusji nad programem reform.

7. Wypłacić wszystkim pracownikom biorącym udział w strajku wynagrodzenie za okres strajku jak za urlop wypoczynkowy, z funduszu Centralnej Rady Związków Zawodowych (CRZZ).

8. Podnieść zasadnicze uposażenie każdego pracownika o 2 tys. zł na miesiąc jako rekompensatę dotychczasowego wzrostu cen.

9. Zagwarantować automatyczny wzrost płac równolegle do wzrostu cen i spadku wartości pieniądza.

10. Realizować pełne zaopatrzenie rynku wewnętrznego w artykuły żywnościowe, a eksportować tylko nadwyżki.

11. Znieść ceny komercyjne oraz sprzedaż za dewizy w tzw. eksporcie wewnętrznym.

12. Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej oraz znieść przywilejów Milicji Obywatelskiej, Służby Bezpieczeństwa i aparatu partyjnego poprzez: zrównanie zasiłków rodzinnych, zlikwidowanie specjalnych sprzedaży itp.

13. Wprowadzić na mięso i jego przetwory kartki – bony żywnościowe (do czasu opanowania sytuacji na rynku).

14. Obniżyć wiek emerytalny dla kobiet do 55 lat, dla mężczyzn do 60 lub przepracowanie w PRL 30 lat dla kobiet i 35 dla mężczyzn bez względu na wiek.

15. Zrównać renty i emerytur starego portfela do poziomu aktualnie wypłacanych.

16. Poprawić warunki pracy służby zdrowia, co zapewni pełna opiekę medyczną osobom pracującym.

17. Zapewnić odpowiednią ilość miejsc w żłobkach i przedszkolach dla dzieci kobiet pracujących.

18. Wprowadzić urlop macierzyński płatny przez okres 3 lat na wychowanie dziecka.

19. Skrócić czas oczekiwania na mieszkania.

20. Podnieść diety z 40 do 100 złotych i dodatek za rozłąkę.

21. Wprowadzić wszystkie soboty wolne od pracy. Pracownikom w ruchu ciągłym i systemie czterobrygadowym brak wolnych sobót zrekompensować zwiększonym wymiarem urlopu wypoczynkowego lub innymi płatnymi dniami wolnymi od pracy. (PAP)”

Źródło – https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=449080075485515&id=100011505790010 .

.

| | 5 Komentarzy

Głód alkoholowy

.

Marek Markowski 23.08.2017 r. pisze:

„Głód alkoholowy
Puk , puk… nagle ktoś… najpierw nieśmiało, później coraz nachalniej, puka. Nie udawaj. Przecież poznajesz! To on twój diabeł cię odwiedził.

Puk, puk…- Zdzichu! Chodź… już polane. Pierdolniemy sobie po secie…

Puk, puk… – No otwórz, przecież widzisz, że ten świat, to życie, jest gówno warte… kupa gówna i obłudy. Oszukują cię wszędzie, wykorzystują cię dla własnych korzyści. Tak naprawdę, nikt cię nie kocha…. Nawet nikomu na tobie nie zależy!

Puk, puk…- Patrz mam ogórki… zajaramy. Wreszcie się odprężysz …

Puk, puk… – Zdzichu!? Jeszcze nigdy i nikomu mały dziamdziaczek wypity może i niechętnie, ale szczerze, nie zaszkodził… siadaj pogadamy.

I tak się dobija… ale słuchajcie i zapamiętajcie moi mili przyjaciele, bo ważna to uwaga:

Głód alkoholowy mija. Diabeł popuka, popuka, popuka i odejdzie… przeminie, jak wszystko.

Trzeba tylko nie otwierać. Jak to zrobić, niestety rzecz indywidualna, najlepiej skorzystać z porad dobrego terapeuty. Niezależnie jednak od sposobu, nie otwierać. Jak przyszedł, tak odejdzie. Sami się zdziwicie, że to prawda… i że tak szybko mu się znudziło. Aby wizytę przetrzymać… Naprawdę można.

Niestety nie odchodzi on na zawsze. W tej chorobie jest tak, że i 20 lat możesz żyć w abstynencji, ale on o tobie nie zapomni. On cię odwiedzi i zapuka. On zawsze wierzy, że się z tobą napije, zajara…

Jak go poznać? Też różnie. Jak to diabeł, masek ma wiele i zna sposobów bez liku. Np. śni ci się, że jesteś na libacji z kumplami, pijesz… tyle lat marzyłeś o takim spotkaniu, czujesz każdą kroplę przełykanego alkoholu… jest ci wspaniale. Budzisz się uśmiechnięty. Ba! nawet masz autentycznego kaca. Skacowany idziesz do lustra… Co za idiotyczny sen – myślisz… A to był on… to było pierwsze pukanie…

Pamiętaj! Pod żadnym pozorem nie otwieraj i uwierz popuka, popuka i odejdzie….
Obiecałem napisać to ważne zdanie, tym, do których dziś popukuje i zaprasza do niewinnego romansu z alkoholem, więc jeszcze raz:

Pamiętajmy! Głód alkoholowy przemija! Pod żadnym pozorem nie otwieraj i uwierz popuka, popuka i na 100 procent odejdzie….

Nie otwieraj…! Bo to są te dodatkowe drzwi, których w życiu nie powinno być…
Nawet, jak nie pomogłem, to pozdrawiam

Marek Markowski”

Źródło – https://www.facebook.com/marek.markowski1/posts/1439260256128889?pnref=story .

.

| | Dodaj komentarz

Woda gazowana lepsza

.

Admin 07.09.2009 pisze:

„Z plastiku bezpieczna jest tylko woda gazowana, bo nie muszą dodawać do niej żadnej sztucznej aseptyki, w przeciwieństwie do niegazowanej „mineralnej”.”

Źródło – http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=4084.msg79941#msg79941 .

.

| | 1 Komentarz

CZY SERIALE MOGĄ UZDRAWIAĆ ?

.

Manuela Gretkowska 24.08.2017 r. o 09:05 pisze:

„CZY SERIALE MOGĄ UZDRAWIAĆ ?
Rozmowa z moim mężem, psychoterapeutą w nowym SENSIE. Zdjęcie pstryknęłam rano pod naszą gruszą. My też od pierwszej randki, 25 lat temu, rozmawiamy o filmach.

Martyna Harland: Dlaczego w swojej pracy terapeutycznej zacząłeś wykorzystywać filmy?

Piotr Pietucha: Sądzę, że sztuka – zarówno jej tworzenie jak i odbiór – jest głęboko terapeutyczna. Nasze życie to opowieść. Pełna przeżyć, znaczeń, przekonań. Wszyscy jesteśmy twórcami – scenarzystami, reżyserami, aktorami. Tworzymy kino osobiste. Podczas terapii stajemy się odbiorcami swojego dzieła: widzem, recenzentem, krytykiem. Sesja przypomina seans filmu z własnego życia, a proces długoterminowej terapii to pasjonujący i wciągający serial. Często wewnętrzne treści eksplodują strumieniem obrazów naładowanych emocjami. Terapia, podobnie jak sztuka , to trepanacja ducha.

M: Czy film może być kluczem, wytrychem umożliwiającym dostęp doy czyjegoś wnętrza?

P: Oczywiście, może być w tym bardzo pomocny. Czasem łatwiej utożsamić się z jakimś dziełem, albo podglądać bezpiecznie fikcyjne dramaty w poczuciu, że to nic osobistego. I nagle jakaś scena powoduje, że wybuchamy płaczem. Często identyfikujemy się z bohaterem albo przeżyliśmy podobne sytuacje. Film dotyka przeżytej traumy, wydobywa bolesne wspomnienia. Czegoś nad czym można i trzeba pracować. Odkrywanie siebie na terapii przypomina trochę film science fiction. To tajemnicza podróż w kosmos własnego wnętrza. Wyprawa w krainę zatartej przeszłości, mętnej teraźniejszości, w mglistą przyszłość. Kim jestem, czego chcę, od czego uciekam? Ludzie krążą, brodzą w zdarzeniach jak pogubieni bohaterowie z filmów Terence’a Mallicka.

M:W jaki sposób wybrać odpowiedni „film na receptę”, skoro wiemy że zawsze projektujemy siebie na ekran kina, własne emocje i doświadczenia. Na jednym seansie, każdy z nas może oglądać inny film….

P:Raczej nie używam filmów w zamierzony sposób, nie sugeruję ich oglądania. To sami pacjenci wnoszą je w trakcie sesji. Obejrzeli coś mocnego, co ich poruszyło, przygnębiło. Dla mnie to oczywisty dowód, że dotknęły czegoś ważnego. Zaczynamy więc o tym rozmawiać. Często czujemy opór przed zwierzeniami, mówieniem o sobie wprost. Odwołanie się do symbolu czy metafory filmowej jest ułatwieniem. Konkretne sceny, obrazy mogą uruchomić zablokowany, nieświadomie ukryty ładunek wspomnień, zanegowanych przeżyć. Zanurzenie we własną intymność bywa trudne, podzielenie nią z innymi wydaje się często niemożliwe. Zwłaszcza dla mężczyzn.

M:Filmy okazują się pomocne szczególnie w terapii z mężczyznami? Dzięki temu łatwiej jest rozmawiać o emocjach. A to z emocjami mężczyźni mają dzisiaj największy kłopot. Trzymają je na wodzy, jak w filmie „Wstyd” Steve McQueena.

P:Mężczyźni często milczą, albo nie mówią wprost o tym co przeżywają. To nie znaczy, że są niewrażliwi. Mnóstwo rzeczy ich porusza, przeraża, wkurwia. Ale nauczyli się maskować, odcinać własne emocje. Odwieczna męska strategia. Dla psychiki bywa destrukcyjna – dobrze to widać w filmie „Wstyd”. Siostra głównego bohatera jest nadmiernie ekspresyjna, zalewają ją fale emocji, nad którymi nie panuje. On jest odcięty, wydaje się pusty, emocje go irytują i blokują. Rozładowuje się przez seks pozbawiony bliskości. Intymność go obezwładnia, czyni impotentem. Ten film może być doskonałym wstępem do szczerej rozmowy o uzależnieniu od seksu.

M:Odcinając się od nieprzyjemnych emocji negatywnych, jak ból czy smutek, zamykamy się też stopniowo na te pozytywne, jak radość i poczucie szczęścia. Wypisujemy się całkowicie z klubu emocji. Nie da się zamknąć tylko na to, co niewygodne…

P:Bywa, że człowiek odcięty, wewnętrznie pusty szuka mocniejszych wrażeń aby się ożywić, sobą potrząsnąć. Świetnie jeśli wywołuje to sztuka. Gdy oglądamy mocny film, często w samotności, nie czujemy się cenzurowani. Facetom ciężko się wzruszać przy innych. Odczuwają wstyd nawet przed samym sobą. Książka czy film potrafią otworzyć co pozwala potem dotrzeć do źródeł różnych problemów.

Depresja u kobiet częściej przyjmuje postać smutku i rozpaczy, u mężczyzn apatii lub gniewu. Wszyscy nią dotknięci mają cienką skórę i poczucie bezradności. Ale u facetów typowy jest tzw. krótki lont. Kultowy „Dzień Świra” to dla mnie perfekcyjna ilustracja męskiej depresji. Ludzie widzą groteskowego inteligenta miotającego się w swoim nieudacznym życiu. Typowego świra, którego można obśmiać i zbyć. A to jest obolały, wściekle bezradny, zrozpaczony, przeraźliwie samotny człowiek. Nie potrafi zmienić życia, którego nie akceptuje. Nie znosi swojej pracy, ludzi, matki, siebie. Próbuje pisać wiersze o utracie miłości, sublimować rozpacz, ale nawet to mu nie wychodzi. Skupia się na tym co stracił, a nie na tym co ma i co mógłby jeszcze ze sobą zrobić. Tragiczny obraz człowieka zatrutego bezwładnym negatywizmem. Powinien się leczyć, przyjmować antydepresanty, poddać terapii. Przestać męczyć siebie i innych.

Depresja to osamotnienie, nienawiść i pustka. Często alkoholizm. Błędne koło powolnego obłędu. Szarpiemy się ostatkiem sił bojąc utonąć. Należy wtedy „położyć się na wodzie”. Ale nie jest to proste. Jesteśmy dzisiaj okropnie przestymulowani – potrafimy się byle gównem histerycznie napędzić. Nie potrafimy jednak się ukoić. Robimy to najczęściej nieudolnie i destrukcyjnie, dolewając oliwy do ognia. Nic tak nie wzmaga lęków jak chlanie, ćpanie, obżarstwo, kompulsywne aktywności czy obsesyjne wkręcanie się w politykę, medialny chłam. W takich stanach dobry serial może być w miarę bezpiecznym, uśmierzającym remedium. Kiedy pacjent wyznaje: Cały weekend przeleżałem odłogiem, oglądając kilka sezonów „Dextera” lub „Breaking Bad” to ja to świetnie rozumiem. Intensywne oglądanie seriali – swoisty eskapizm, ale lepszy niż imprezowanie z kacem, głupawe romanse czy trywialne gry komputerowe. Odrywa od własnych problemów i angażuje emocjonalnie. Taka identyfikacja bywa zbawienna np. dla naszego rozjuszonego, wewnętrznego „cienia”. Może być odreagowaniem, dać namiastkę wspólnoty z człowieczeństwem, bywa inspiracją do zmiany. Katarsis ma różne oblicza. Czasem napełnia nas oczyszczająca, ożywcza furia wyrażająca się w poczuciu, że nie chcę już być ofiarą, chowającym głowę w piach cieniasem!

M:A dlaczego akurat serial „Breaking Bad” może działać oczyszczająco?

P:Istotą terapii jest pogląd, ogląd i wgląd oraz wynikająca z nich transformacja. Przemiana bohatera jest tematem niezliczonych dzieł sztuki filmowej. W kultowym „Breaking Bad” czyli jak go nazywam „Podkurwionym”, punkt wyjścia jest podobny do „Dnia Świra”. Życiowy nieudacznik, sfrustrowany nauczyciel z upośledzonym synem, pogardzany przez uczniów, upokarzany przez przemądrzałego szwagra. Ale nie zadowala się miauczeniem, tym wiecznym, polaczkowatym, wkurwionym zrzędzeniem. Może to amerykański mental, albo despera zagrożenia śmierteleną chorobą daje mu napęd. Ta energia jest motorem metamorfozy. Z zagubionego cieniasa zamienia się w pewnego siebie samca alfa, potem niestety w bezwzględnego psychopatę.

Podobny, niemal ekstatyczny wkurw jest wstępem do przemiany bohaterki filmu „Sierpień w hrabstwie Osage”. Pamiętna scena rodzinnej stypy, gdzie Julia Roberts wygarnia całą gorzką prawdę toksycznej matce.

M:Tego rodzaju potencjał mają w sobie również westerny. Dobro zawsze tam zwycięża…

P:Przeważnie tak, dlatego bywają krzepiące. Westerny w prosty sposób odwołują się do archetypów męskości. Ich bohaterowie są swobodnymi jeźdźcami. Rywalizują, ale potrafią być lojalni i szlachetni. Umieją zwyciężać, ujeżdżać konie i walczyć. To wyzwanie dla współczesnej męskiej duszy. Dzisiaj przeważnie siedzisz jak szczur w klimatyzowanej klatce, nafaszerowany trywialną korpo, mitologią „dowożenia” sukcesu, skurczony nad komputerem. Gdzie tu jest miejsce na realną męskość? Na kontakt z naturą, swobodę, na wewnętrzny spokój i siłę, na harmonijne trwanie? Obłęd, któremu ulegliśmy w imię lepszego życia. Tylko kiedy i gdzie ma się ono spełnić?

M:Mężczyźni nie mają gdzie poczuć się dzisiaj bohaterami?

P:Mamy być wojownikami, rycerzami o czułych sercach, chłodnych głowach i stalowych nerwach. Namiętnymi, rozumiejącymi kochankami, tkliwymi tatusiami i lojalnymi partnerami. Mamy sadzić sadzić drzewa i budować zdrowe związki. A jesteśmy neurotyczną, rozedrganą, wątpiąca w siebie masą niespełnienia. Uzależnioną od alkoholu, ćpania, internetu. Coraz krytyczniej i ostrzej postrzeganą przez rozczarowane kobiety.

M:Co zmieniło się na przestrzeni ubiegłych lat, kiedy pracowałeś głównie na westernach. A teraz? Jakich filmów potrzebują i szukają mężczyźni?

P:Pacjenci często odwołują się do popularnych teraz kryminałów. Myślę, że ma to związek z postępującym brakiem poczucia bezpieczeństwa. A także mówiąc psychoanalitycznie, z odszczepionym w nas agresywnym cieniem. Instynktem śmierci, żądzą agresywnego rewanżu, mordu. Jesteśmy sfrustrowani codziennym wykorzystywaniem, upokarzaniem i pogardą. Te zwały duchowej trucizny zalegają w nas, zabetonowane cywilizacyjną ogładą jak w Czernobylu.

Więc kryminały mogą spełniać masę pożytecznych funkcji. Mogą nas uspokajać – zawsze znajdzie się jakiś nieprzejednany, uczciwy detektyw czy nieskorumpowany glina i rozwiąże sprawę. Prawo okaże się skuteczne, sprawiedliwość zatriumfuje, ład moralny zostanie przywrócony. Wiele z tych filmów nasączonych jest przenikliwymi obserwacjami obyczajowymi, celną krytyką społecznych i indywidualnych dewiacji. Są realistycznymi obrazami współczesnych, skomplikowanych relacji. To klony dramatów Szekspira z fantastyczną dramaturgią, psychologicznie wiarygodne i emocjonalnie ekscytujące.

M:W terapii lepiej działają bajkowe westerny czy realistyczne kino jak „Róża” i „Wołyń” Smażowskiego lub „Jesień w hranstwie Osage”?

P:Wiesz, ja na „Wołyń” nie poszedłem i nie pójdę. Wychowałem się na Majdanku, mój lubelski dziadek notorycznie oprowadzał mnie po obozie śmierci, z jakąś niezrozumiałą dla małego chłopca pedagogiczną premedytacją. Ale to mnie nie znieczuliło, przeciwnie. Rzeczywistość filmu „Wołyń” mnie przerasta i nie chcę się z nią mierzyć, jakkolwiek to dziwnie brzmi w ustach terapeuty. Cieszy mnie luksus takiej odmowy. Czasem musimy się odcinać i chronić.

Co do „Sierpnia w Osage” to jest to dla mnie osobiście ważny film. Powraca także w opowieściach pacjentów. Są często delegatami chorego układu rodzinnego. Przynoszą na sesje swoje dzieciństwo, toksyczną rodzinę. Zazwyczaj są Dorosłymi Dziećmi Alkoholików. Ofiarami tej powszechnej zmory, pseudo cywilizowanej kultury, która od wieków niszczy nasze życie wódą. Ten przejmujący film jest klarowną ilustracją wielopokoleniowego triumfu rodzinnej patologii. Z całym jej niszczycielskim wyposażeniem: głupoty, obłudnej religijności, elementarnego braku wzajemnego szacunku i empatii.

Gdy w terapii zaczynamy sobie uświadamiać skąd jesteśmy i czym nasiąkliśmy, mamy większa siłę, żeby coś z tym sensownego zrobić. To nas czasem konfliktuje z rodziną, która chce trwać we współuzależnieniu lub zamiatać patologię pod dywan. Terapia jest procesem bolesnym, wydobywającym brudy. Przypomina cierpliwe borowanie, trzeba dobrze oczyścić z próchnicy, zanim założy się plombę. Niektóre filmy ukazują co może się dziać w rodzinie, kiedy patologia zaczyna się przelewać, a ktoś znajduje w sobie siłę, żeby się temu przeciwstawić i uwolnić.

M:Świetnie to pokazuje również „Festen” Thomasa Vintreberga.

P:Duńskie kino odważnie podejmuje trudne obyczajowo kwestie. Dla mnie, wielbiciela Bergmana, to fantastyczna, skandynawska postawa uczciwej konfrontacji z egzystencjalnymi dylematami. Wrażliwa, wnikliwa i pełna szacunku dla osobistej integralności. Takie kino dotyka nas, zmusza do refleksji, uczy empatii, otwiera na inność. Jest sposobem na odreagowanie lęków, umożliwia wyrażenie najtrudniejszych emocji. Ale przede wszystkim stanowi nieprawdopodobną szansę na wgląd w nas samych.

M:Czasami czujemy, że film coś w nas zrobił, tyle, że nie wiemy co… Jak zajrzeć w siebie dzięki filmom?

P:Rozmawiać o nich. Kiedy miałem 16 lat zapisałem się do dyskusyjnego klubu filmowego w kinie „Wiedza” w Pałacu Kultury. Po wieczornym seansie i dyskusji wracaliśmy z przyjacielem pieszo na Ochotę. Po drodze gadaliśmy i te rozmowy pod nasza klatką przyciągały się późno w noc. Od filmu przechodziliśmy płynnie do naszych doświadczeń, przeżyć. Tak mi zostało. Nie wyobrażam sobie życia bez sztuki. Wyobrażam sobie życie bez terapii, ale bez sztuki już nie. Bo sztuka jest dla mnie terapią.”

Źródło – https://www.facebook.com/gretkowska.manuela/posts/1488380594587825 .

.

| | Dodaj komentarz

Choroba Parkinsona (2)

.

Dr Jan Kwaśniewski pisze:

„Choroba Parkinsona.
Mam 69 lat. Od 20 lat chorowałem na chorobę Parkinsona. Miałem silne drżenie rąk i bez leków byłem zupełnie unieruchomiona z powodu bezwładu nóg. Przez cały czas brałem po 4 tabletki dziennie (parcopan). Bez niego zupełnie nie mogłam się ruszać. Również od 20 lat chorowałam na chorobę wrzodową żołądka i dwunastnicy, na którą systematycznie się leczyłam.

Miałam silne bóle ręki i szyi na co przez 6 miesięcy brałam leki, ale poprawy nie było. Od wielu lat chorowałam na astmę, miałam częste ataki duszności.

Żywienie optymalne stosuję od listopada 1997r. W moim stanie zdrowia następowała szybka poprawa. Od lutego nie mam już astmy a choroba wrzodowa przestała mi dokuczać po kilku dniach żywienia optymalnego.

Z choroby Parkinsona pozostało tylko niewielkie drżenie ręki prawej. Ustąpiła sztywność, drżenie głowy oraz drżenie lewej ręki. Stopniowo zmieszałam dawkę parcopanu, a od początku maja już wcale go nie biorę – bo nie potrzebuję. A lekarze od 20 lat wmawiali mi, że parcopan muszę brać do śmierci, że moje choroby są nieuleczalne i że trzeba nauczyć się z nimi żyć.

Jestem silna, sprawna nie męczę się przy wysiłkach i tylko się dziwię, że w tak prosty sposób udało mi się odzyskać zdrowie i pozbyć chorób, na które byłam leczona od 20 lat.
J.M.

.

Odpowiedź:
Według współczesnych poglądów i dotychczasowych doświadczeń przyjmuje się, że choroba Parkinsona jest nieuleczalna i stan chorych na tę chorobę poprawić się nie może, a o wyleczeniu nie ma w ogóle mowy. Nawet we wszystkich opisach „cudownych” uzdrowień w Lourdes  i w innych świętych miejscach nie opisano poprawy, czy wyleczenia u chorego na chorobę Parkinsona.

Parkinsonizm objawia się drżeniami ciała, spowolnieniem i ubogością ruchów, niestabilnością postawy i sztywnością ciała. Sama choroba Parkinsona jest tylko jedną z przyczyn parkinsonizmu.

Przyczyną choroby jest prawie zawsze określony, zły skład diety chorego, który z kolei jest przyczyną degradacji pigmentowych komórek w istocie czarnej, znajdującej się w pniu mózgu. U zdrowego człowieka komórki te syntetyzują stale dopaminę (jedną z tak zwanych katecholamin, do których należy jeszcze adrenalina i noradrenalina), która jest niezbędna do prawidłowej pracy układu nerwowego. Leki blokujące układ sympatyczny, powszechnie stosowane w leczeniu choroby nadciśnieniowej takie jak np. rezerpina, są ważnymi przyczynami parkinsonizmu i mogą podobnie jak inne leki stosowane w leczeniu chorób psychicznych powodować objawy tej choroby.

Przyczyną nadciśnienia jest prawie wyłącznie określenie nieprawidłowe odżywianie. Skutkiem nadciśnienia jest stosowanie u chorego leków, których z kolei skutkiem bywa choroba Parkinsona. Czy nie lepiej i prościej i taniej jest nie chorować na nadciśnienie, z którego można prawie zawsze się wyleczyć przyczynowo stosując Żywienie Optymalne.

Po co chorować na choroby psychiczne i być leczonym lekami, które mogą spowodować chorobę Parkinsona? Dieta Optymalna u chorych na chorobę Parkinsona może spowodować poprawę, a nawet ustąpienie  objawów choroby, ale nie zawsze tak musi być. Większe szansę mają chorzy na parkinsonizm miażdżycowy , którego objawy, w ślad za ustępowaniem zmian miażdżycowych, cofają się .

W parkinsonizmie występuje często nadmierne ślinienie, co jest objawem nadmiernej przewagi układu parasympatycznego. Nadmierna przewaga tegoż układu, która zawsze towarzyszy każdemu rodzajowi parkinsonizmu jest bezpośrednią przyczyną szeregu objawów tej choroby . Zmniejszenie przewagi układu parasympatycznego można uzyskać lekami porażającymi ten układ, można też uzyskać przez pobudzenie układu sympatycznego, który jest antagonistą układu parasympatycznego.
Spotkałem znacznie i szybkie ustępowanie objawów choroby, szczególnie u chorujących na parkinsonizm miażdżycowy, po serii zabiegów prądami selektywnymi S, stosowanymi na centralny układ nerwowy, lub tylko na jedną półkulę mózgu, gdy objawy parkinsonizmu występują tylko po jednej stronie.

Jan Kwaśniewski.”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=761 .

.

Polecam: Choroba Parkinsona (1) – http://www.stachurska.eu/?p=1964 .

.

| | Dodaj komentarz

Kiedy przyszli…

.

Piotr Jastrzębski 17.08.2017 r. pisze:

„Krąży na FB piękny skądinąd wiersz pt. „Kiedy przyszli…” Autorem jest lutetanski pastor Martin Niemöller, napisał to będąc więźniem obozu w Dachau w 1942 r. Coś mnie podkusilo żeby trochę go podrasować do polskich realiów. Najpierw więc przypomnę oryginał, a niżej moja, krajowa wariacja

Kiedy przyszli…
Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.
Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem.
Nie byłem przecież socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.

W realiach polskich wyglądało to tak:
Kiedy odbierano przywileje górnikom, nie protestowałem, bo nie byłem górnikiem.
Kiedy pielęgniarki walczyły o trochę lepsze warunki pracy, nie walczyłem, bo nie byłem pielęgniarką.
Kiedy odbierano ludziom mieszkania, nie protestowałem, bo miałem dach nad głową.
Gdy odbierano pracownikom miejsca pracy, nie protestowałem, bo nie byłem bezrobotny.
Kiedy jednak odbierano sędziom przywileje, stanąłem w ich obronie. Bo jak każdy w tym kraju, sędzią się czuję
ponieważ zazwyczaj wyrokuję,
nie zaś dyskutuję.”

Źródło – https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1746610088968162&id=100008575633630 .

.

| | 2 Komentarzy

Bielactwo

.

Dr Jan Kwaśniewski pisze:

„Bielactwo.
Mój syn choruje na bielactwo od 6 roku życia. Obecnie ma 15 lat. Na początku miał parę siwych włosów i jasne plamy wokół oczu, a mając 7 lat miał je na całym ciele. Po wyjściu na słońce, kiedy normalna skóra opaliła się wyglądało to, delikatnie mówiąc nieestetycznie. Zaczęliśmy z nim chodzić do lekarzy, co trwało 7 lat, były naświetlania lampą, pobyty w szpitalu, smarowanie płynem, który uczulał skórę na słońce, branie beta-karotenu, ale w sumie rezultaty były znikome.

W lipcu 1998 r. spotkaliśmy się z Panem w Gliwicach. Dowiedzieliśmy się od Pana i z Pańskich książek całej prawdy o żywieniu. Natychmiast podjęliśmy decyzję o przejściu na żywienie optymalne. Wszyscy jesteśmy zdrowi, szczuplejsi, spokojniejsi, że nie dopadnie nas jakaś straszna choroba.

U syna w pierwszym roku żywienia optymalnego nic się nie działo. W tym roku latem już na dużej powierzchni białej skóry pojawiły się brązowe, nieregularne plamki, które zaczęły się powiększać, łączyć ze sobą, tworząc większe płaty brązowej skóry.

Prawie całe białe plecy stały się prawie brązowe. Takie brązowe plamy wyszły także na rękach, nogach, brzuchu i twarzy. Jeszcze tylko nie ma ich na stopach i dłoniach. Gdyby w takiej ilości wchodził barwnik jak w tym roku, to syn najdalej za dwa lata byłby taki, jak inni.

Oby wreszcie doceniono Pana ogromną wiedzę i mądrość. Mam nadzieję, że napisze Pan o bielactwie w „Dzienniku Zachodnim”.
G.S.

.

Odpowiedź:
Bielactwo nie jest chorobą zbyt częstą i nie powoduje też istotnych szkód w organizmie. Powoduje duże szkody w psychice człowieka, który czuje się inny i gorszy. Przyczyną bielactwa są zaburzenia w wegetatywnym unerwieniu skóry, a przyczyną tych zaburzeń jest określone, niekorzystne odżywianie.

Dotychczasowe „leczenie” tej choroby jest objawowe, długoletnie, drogie i z zasady nieskuteczne. Jeśli zmiany na skórze czasem zmniejszają się zależy to bardziej od zmian w diecie niż od leczenia.

Spotkałem wielu ludzi z bielactwem leczonym latami z podobnymi rezultatami, jak u syna Pani. Po przejściu na Żywienie Optymalne zmiany w skórze, spowodowane bielactwem, z zasady powoli cofają się, aż do wyleczenia po kilku latach.

Skóra należy do tkanek słabo ukrwionych – bradytraficznych według Bürgera, dlatego skąpe lub bardzo złe odżywiani powoduje szybkie starzenie się skóry.

Po przejściu na Dietę Optymalną jedne narządy dostają więcej i lepszych składników budulcowych i energii, a inne mniej.

W organizmie, jak w społeczeństwie, są równi i równiejsi. Jedne tkanki są uprzywilejowane w zaopatrzeniu, inne są upośledzone pod tym względem. Najlepiej odżywiony w organizmie jest rdzeń kręgowy.

Dzięki temu przez ostatnie tysiące lat nie urósł tak, jak urósł kręgosłup i cały człowiek A nie urósł dlatego właśnie, że jest najlepiej zaopatrzony. Dobre odżywianie daje niski wzrost, niską wagę ciała i późne dojrzewanie. Złe odżywianie daje wysoki wzrost, dużą wagę ciała, szybkie dojrzewanie i większe upośledzenie czynności umysłów ludzkich.

Niektóre tkanki u człowieka dojrzewają już 10 roku życia, układ kostny u otyłych dziewczynek osiąga dojrzałość już w 12-13 roku życia, kora mózgowa w 26-28 roku życia, a rdzeń kręgowy dopiero w 45-50 roku życia.

Według badań przeprowadzonych w USA, średnia długość życia osób wysokich – powyżej 210 cm wzrostu, wynosiła 41,5 roku, a średnia długość życia małych, poniżej 165 cm wzrostu wynosiła powyżej 85 lat.

Po przejściu na Żywienie Optymalne narządy są przebudowywane szybciej lub wolniej, w zależności od ich ukrwienia i swojej „ważności” w organizmie. Bez mózgu i serca żyć się nie da, bez nóg ostatecznie można.

U chorych na zaawansowana, uogólnioną miażdżycę zmiany miażdżycowe najszybciej ustępują z tętnic mózgowych, później wieńcowych a najpóźniej z tętnic kończyn dolnych.

Z tętnic rdzenia kręgowego nie ustępują, bo ich tam prawie nigdy nie ma.

Z innych tkanek najlepiej ukrwiony (odżywiony) jest język, aczkolwiek u współczesnych ludzi, zwłaszcza płci żeńskiej, pracuje bardzo dużo, to nie występują w nim zmiany miażdżycowe.

Przeciążenie, przechładzanie, zwężanie tętnic powodowane paleniem tytoniu w dawce pobudzającej układ sympatyczny (do 15-20 papierosów na dobę ) sprzyja rozwojowi miażdżycy w tętnicach nóg, ale nie w tętnicach języka. Przeciążenie języka, jego przechładzanie przy jedzeniu lodów czy piciu zimnych płynów nie wpływa na powstanie miażdżycy w tętnicach języka. Nie ma zmian miażdżycowych w tętnicach języka u człowieka właśnie z powodu jego doskonałego zaopatrzenia w składniki budulcowe, energię i tlen.

Nie może być i nie ma miażdżycy w tętnicach u człowieka, w jakimkolwiek narządzie czy tkance, jeśli zapotrzebowanie tętnic na te składniki jest w pełni pokryte.

A może być pokryte tylko u stosujących Żywienie Optymalne.

Osoby stosujące Żywienie Optymalne od razu można poznać po cerze. U stosujących moje zalecenia rok i dłużej skóra na twarzy jest zawsze piękna. To oznacza, że po dłuższym czasie Żywienia Optymalnego nawet tkanki słabo z zasady odżywione ( jak skóra ) mają się dobrze.

Czasem długotrwała choroba ze zmianami umiejscowionymi w skórze może spowodować trwałe zmiany organiczne, których organizm w pełni usunąć nie może.
Tak czasami bywa w łuszczycy. U większości chorych na łuszczycę następuje wyleczenie u pozostałych większa lub mniejsza ale poprawa.

Kolejność ustępowania bielactwa ze skóry syna świadczy o jej związku ze stopniem ukrwienia (odżywienia) skóry. Im skóra leży bliżej serca i im mniej jest narażona na przechładzanie, które powoduje zwężenie tętnic, zatem i pogorszenie ukrwienia tkanki, na ogół tym szybciej ustępują zmiany skórne.

U pani syna już prawie na całym ciele zmiany ustąpiły lub ustępują. Pozostały jeszcze na dłoniach i stopach. I te powinny po dłuższym czasie ustąpić.

W chorobach tkanki łącznej i skóry należy w Diecie Optymalnej spożywać więcej kolagenu, szczególnie skórek wieprzowych.

Miałem pojedyncze obserwacje u chorych na bielactwo, że zmiany na skórze ustępowały szybciej, gdy skórki wieprzowe pochodziły od ras umaszczonych brązowo lub czarno. Teoretycznie jest możliwe, że dostarczanie większych ilości barwnika skóry w pożywieniu może spowodować szybsze cofanie się bielactwa, ale tego nie sprawdziłem.

Jan Kwaśniewski.”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=763 .

.

| | Dodaj komentarz

16 – 25.08.1937 r. – Wielki Strajk Chłopski

 

Razem 16.08.2017 r. pisze:

„80 lat temu, 16 sierpnia 1937 roku, Stronnictwo Ludowe ogłosiło początek Wielkiego Strajku Chłopskiego. Miliony polskich chłopów rozpoczęły protest przeciwko tragicznej sytuacji ekonomicznej i politycznej II RP. Strajkujący domagali się między innymi reformy rolnej, demokratycznych wyborów oraz odsunięcia od władzy sanacji.

Strajk objął swym zasięgiem cały kraj i spotkał się z brutalnymi represjami ze strony rządu. W trakcie 10 dni protestu zginęło 44 chłopów, 5 tys. aresztowano, a 617 skazano wyrokami sądów.

Pod koniec lipca tego (2017 – dopisek TS) roku Sejm, głosami PiS-owskiej większości, odrzucił projekt uchwały Polskie Stronnictwo Ludowe, upamiętniającej 80. rocznicę Wielkiego Strajku Chłopskiego. Ale my pamiętamy o tym wielkim zrywie i walce naszych przodków o godne życie i wolności polityczne i obywatelskie. Podaj dalej – niech jak najwięcej osób dowie się o Wielkim Strajku Chłopskim!…”

Źródło – https://www.facebook.com/partiarazem/photos/a.430709850430410.1073741828.430323810469014/855669357934455/?type=3&theater .

.

| | 1 Komentarz

Zanim wyślesz

 

Piotr Jastrzebski 15.08.2017 r. o 05:41 pisze:

„Serdecznie dziękuję Wam wszystkim, za życzenia urodzinowe. Nie spodziewalem się ich, aż tylu. To bardzo, naprawdę bardzo miłe, że tak wiele osób (z tymi na pirivie to ze cztery setki) zadało sobie trud, by napisać tych kilka miłych słów.

Dziękuję Wam bardzo. Chcialbym się też podzielić pewną refleksją, zwrócił na to uwagę Roman Kurkiewicz, że życzenia mają pewne niuanse. Nie każdy o tym wie i, nie każdy zapewne tę dyskusję przeczytał. Dlatego o tym napiszę.

Takim jak ja, nalogowcom, alkoholikom, którzy publicznie przyznają się do swojej choroby walki, ktorą z nią toczą, nie powinno się składać życzeń z jakimkolwiek podtekstem alkoholowym w tle. Zdjęciem kufli, butelek, szampanów czy radosnych życzeń z procentami.

Może to wywołać reakcję łańcuchową i w efekcie doprowadzić do głodu. To proces, ktory czasem trwa ułamek sekundy, skojarzenie, impuls i jubilat ma problem, który może się dla niego źle skończyć, nawet kilka, kilkanascie lub kilkadziesiąt dni później.

Jeśli jest tego świadom, pół biedy – ma szansę się z tym uporać. Gorzej, jeśli tej swiadomości nie ma.

Sam głód może objawić się w najróżniejszej postaci i sprowokować do picia nawet gdy wszyscy – włącznie z zainteresowanym – zapomną, że ten ktoś kiedykolwiek miał urodziny.

Ot, zacznie się od nostalgicznego wspomnienia, które wydaje się niegroźne, by przerodzić się w robala drenującego mózg, natrętcwo i wizytę w pierwszym monopolowym.

Jestem trochę bezpieczniejszy, zaszyty i świadomy, ponieważ dogłębnie poznałem (na sobie) ten mechanizm. Nie każdy jednak miał tę możliwość. Możliwość kompleksowej terapii z pełnym wyjaśnieniem tegoż procesu. Gdy się go później przykłada – jak szablon – do wlasnych wpadek, potknięć i przerwania abstynencji. Pasuje jak cholera.

Nie użalam się tu nad składanymi mi życzeniami, bo płynęły z serca i, tak czy inaczej były miłe, powodowały radość i uśmiech. Ale jak już wspomniałem jestem bezpieczniejszy niż inni, bo wszywka, świadomość i motywacja tak silna, że trudno ją zignorować.

Ale nawet to nie czyni mnie supermenem oporu nałogowca przed własną chorobą.
Bo w tej chorobie nie ma, ani silnej woli, ani supermenow, ani nawet bohaterów na miarę Tolka Banana.

Piszę to, byście zwracali uwagę na takie drobiazgi. Przecież nie napiszecie dziewięćdziesięcio dziewiecio letniemu człowiekowi – sto lat. A to jest dokladnie to samo. Życząc trzeźwemu alkoholikowi szampanskiej imprezy do rana, życzymy mu śmierci.

No i się rozpisałem, a miałem tylko podziękować. Pomimo wszystko dziekuję bardzo za każde życzenia.

A post jest jedynie moją refleksją, ktorą wrzucam pod uwagę przy kolejnym jubilacie.”

Źródło – https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1745721012390403&id=100008575633630&pnref=story .

.

| | 1 Komentarz

Letni bigosik

 

Dostałam mailem – Bożena Bąk:

„Od dłuższego czasu ” chodził”  za mną smak z dzieciństwa. Mamusia latem często robiła młodą kapustę na wiele różnych sposobów i nigdy smak nie był taki sam.
Pomyślałam sobie że jak mam parówki i białą kapustę, to już jest coś na dobry początek. Potem dodałam TO i OWO :)

Jestem ciekawa czy będzie Wam smakował mój letni bigosik :)

A może dodacie coś swojego i znowu będzie miał inny smak? Namawiam gorąco!

Składniki:

1.  Biała kapusta – 1100 g
2.  Smalec i skwarki ze stopionej słoniny – 140 g
3.  Papryka czerwona – 140 g
4.  Pomidor – 220 g
5.  Kiełbasa parówkowa – 500 g
6.  Boczek wędzony – 200 g
7.  Kiełbasa wiejska – 200 g
8.  Kolagen – 80 g
9.  Koperek świeży – 1/2 pęczka
10.  Ocet z wina białego ( akurat taki miałam, może być inny) – 1 duża łyżka

A zrobiłam tak:

Kapustę pokroiłam  na średnią kostkę, zalałam wodą  i zagotowałam. Odlałam wodę i kapustę przełożyłam na głęboką patelnię. Dodałam smalec, pokrojoną paprykę i pomidory i dusiłam na wolnym ogniu, często mieszając i podlewając wywarem z kości. Dodałam kolagen ( mam zamrożony ).

Na drugiej patelni podsmażyłam pokrojoną parówkę, kiełbasę i boczek.
Kiedy kapusta była już na 3/4 miękka, dodałam podsmażone kiełbasy i razem dusiłam jeszcze chwilę ( do miękkości kapusty).

Doprawiłam solą, pieprzem, octem i świeżym  koperkiem.

W 100 g gotowego letniego bigosiku jest:

– B – 5,25 g
– T – 17,38 g
– W – 3,93 g

– B : T : W = 1 : 3,39 : 0,74.

Pozdrawiam serdecznie :)

.

| | 4 Komentarzy