Łuszczyca

 

Zaneta Poindecker 28.10.2017 r. pisze:

„Witam serdecznie😁 chciałabym wam opisać i pokazać moją krótką historię zdrowienia . Do diety podeszłam po ok 13 latach po raz drugi. Kiedyś mi pomogła wyleczyć łuszczyce na lata, wróciłam do korytka bo byłam młoda i głupia 😉.

Latem tego roku miałam ( czas przeszły 👍) mega wysyp , którego jeszcze nie miałam .. rozpacz, złość na cały świat itp wyglądałam paskudnie .. na dodatek środek upalnego lata a ja zakryta jak muzułmanka. Pracuję zawodowo wiec reakcji innych można się tylko domyślać 😏. Lekarz zapisał mi najnowszą kuracje najnowszym hiper sterydem koszt bagatela 700€, AOK pokryła chętnie większość kosztów , steryd prawie mnie wykończył .. przerwałam na własna rękę .

15 sierpnia tego roku zaczęłam DO, bazowałem co i robię nadal na zoltkach, zupach kolagenowych, smalcu, maśle, boczku. Nie wymyślam nie kombinuje stawiam na prostotę, powtarzalność i wiarę😍po 2 mies nastąpiła poprawa i postępuje każdego dnia. Wierzę w całkowite uzdrowienie.

Załączam fotki : tuż przed rozpoczęciem diety, 2 mies po i ostatnia z dziś . Wczoraj wróciłam z urlopu i zapewne słońce pomogło mi przyspieszyć zdrowienie ale środkowe zdjęcie zrobione było przed urlopem i widać wyraźną poprawę.

Skore głowy miałam bardzo obsypaną ale robiłam kompresy pod prysznicem z żelu własnej roboty , nakładała po pare minut codzień i efekt był już po ok 2 tyg.

Ten post napisałam ku pokrzepieniu serc😍 pisarka ze mnie żadna ale chciałam dać wiarę niedowiarkom i nadzieję tym , którzy ją stracili .. bo łuszczyca to hujostwo , doprowadza ludzi do izolacji , depresji.. a można tą nierówna walkę wygrać . Pozdrawiam ciepło , w komentarzu podam przepis na mój żel na skore głowy .”

Źródło – https://www.facebook.com/groups/KlasycznaDietaOptymalna/permalink/1320545481404368/ Fotografie do obejrzenia na FB – Klasyczna Dieta Optymalna. Strona dostępna po zarejestrowaniu się na niej.

.

Na stronie (też FB) Dieta Optymalna, Kwaśniewskiego, Optymalni – https://www.facebook.com/groups/137985096222891/permalink/1574334245921295/

– Pawel Lugowski „Moze warto zastanowic sie co po tylu latach wywolalo ponownie luszczyce”

Pani Zaneta odpowiada:

– Zaneta Poindecker „Głupota wywołała 😏a dokładnie weganizm . Kocham zwierzęta do szaleństwa i postanowiłam , ze przestane jeść mięso a potem nawet jaja i sery. A zawsze mnie ciągnęło do podrobów skórek chrząstek i jajek . Jako dziecko codzień na obiad jadłam ” jako oczko” 😊. Czułam ze ten weganizm nie jest mój ale chciałam wytrwać dla dobra sprawy.. i organizm pokazał mi w końcu jakie głupoty wyprawiam”.”

.

Jak to szło? Z potraw, które się zjada, powstają wszystkie choroby ludzkie? – Herodot.

.

| | Dodaj komentarz

Pierwsza nagroda za drugie wynalezienie koła

 

Piotr Jastrzębski 21.10.2017 r. pisze:

„Pierwsza nagroda za drugie wynalezienie koła

Polityka, a zwłaszcza polityk, kojarzy się głównie z karierą, splendorem, przywilejami, możliwością szybkiego zarobienia dużych pieniędzy, czego świetnym przykładem jest warszawska reprywatyzacja. Pod tym względem – i chyba jedynie pod tym – to Polska w pigułce.

Nie każdy działacz społeczny jest politykiem, ale każdy polityk powinien być działaczem społecznym. Piotr Ikonowicz, jest jednym z nielicznych takich polityków.

W kwestiach światopoglądowych można się z nim zgadzać lub nie, ale nie można odmówić mu determinacji i konsekwencji w działalności społecznej. Piszę o tym w związku z decyzją Piotra, że jednak będzie ubiegał się o stanowisko prezydenta Warszawy. Po blisko trzech dekadach jedynym remedium jest właśnie taki prezydent jak Piotr Ikonowicz.

W 1995 roku, będąc jeszcze posłem złożył projekt ustawy o wygaśnięciu roszczeń reprywatyzacyjnych. Projekt ten nie został nigdy poddany pod głosowanie. Teraz, dwadzieścia dwa lata później – znowu wynaleziono koło.

Poniżej fragment wystąpienia Piotra Ikonowicza z trybuny sejmowej z 1995 roku:

„trzeba sobie zadać pytanie, czy ludzie, którym potrącano z wynagrodzenia za pracę jakiś procent, np. na odbudowę Warszawy, mają się dzisiaj godzić, żeby te kamienice, odbudowane za pieniądze potrącone z ich pensji, przekazywano w naturze byłym właścicielom? To jest bardzo wyrazisty przykład. Dostałem list od wyborcy, który pyta, czy to, co mu potrącono przez 40 lat z pensji, też mu zostanie zwrócone, bo o tym w projektach mówiących o reprywatyzacji w naturze mowy nie ma.

Oczywiście wypada się również zgodzić z tym, że w okresie nacjonalizacji, w okresie wielkich wywłaszczeń popełniono wiele uchybień prawnych, wręcz nieprawości, i należy na miarę naszych możliwości starać się przestrzegać zasady, żeby nie naprawiać jednych krzywd, wyrządzając nowe; żeby w celu zaspokojenia roszczeń stosunkowo jednak niewielkiej części polskiego społeczeństwa nie skrzywdzić milionów ludzi, przeznaczając na ten cel zbyt wielkie kwoty z budżetu.

Przyjęliśmy w projekcie ustawy, że będą wypłacane rekompensaty w formie bonów reprywatyzacyjnych dwóm, a właściwie trzem kategoriom osób: osobom, które wywłaszczono z pogwałceniem obowiązującego wówczas prawa; osobom, które wywłaszczono zgodnie z prawem, ale nie wypłacono im należnego w myśl ówcześnie obowiązującego prawa odszkodowania, oraz grupie osób, która była wywłaszczona w wyniku różnego rodzaju akcji czy też wypadków historii – jest to zapisane w art. 10; chodzi tu o mienie zabużańskie, mienie ludności autochtonicznej Warmii, Mazur, Pomorza, Wielkopolski, Górnego i Dolnego Śląska oraz mienie osób wysiedlonych w ramach akcji ˝Wisła˝.”

Współczesna reprywatyzacja to biznes na ogromną skalę. Ogromną w kontekście finansowym jak i tragedii ludzkich. W samej tylko stolicy w wyniku przekrętów, fałszywych testamentów, przychylności urzędników i znikomej wnikliwości sądów, wysiedlono z mieszkań 55 tysięcy ludzi. Dokąd? Dziwne, że tego – jako społeczeństwo – nie zauważyliśmy.”

Źródło – https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1776082846020886&id=100008575633630&pnref=story .

.

| | 6 Komentarzy

Wyleczenie z cukrzycy II i cukrzycy I

 

Wypowiedź ze strony: Dieta Optymalna, Kwaśniewskiego, Optymalni – komentarze – https://www.facebook.com/groups/137985096222891/permalink/1563891400298913/ :

Hanna Ciećko 17.10.2017 r. pisze:

„Niestety to tylko II , ale bez najmniejszego problemu. Najpierw próbowałam sama z różnym skutkiem . Zdarzały się skoki cukru .We wrześniu byłam tydzień w Jastrzębiej Górze . Tam spotkanie z lekarzem i wykłady dietetyczki , a przede wszystkich sprawdzenie w praktyce jak te wszystkie wyliczenia przekładają się na faktyczne porcje jedzenia . Aktualnie mój cukier miesci się w granicach 95-120. ( a bywał i 280) .

Natomiast jak przyjechałam do Jastrzębiej Góry to byli tam już trzeci tydzień ludzie z 7 letnim chłopcem z cukrzycą I. Powiem szczerze , że wyglądał jak okaz zdrowia . Wcinał wszystko co dawali , a jak wyjeżdżałam to już 23 dzień był bez insuliny czyli odstawili mu insulinę praktycznie po 4 czy 5 dniach diety . Faktem jest , ze jest to rygorystyczne odstawienie makaronów , ryżu , pieczywa , większości owoców i raczej nie da się do nich wrócić , bo to sposób żywienia , a nie dieta na miesiąc . Jestem przekonana , że się da”

.

| | Dodaj komentarz

Średnia liczba osób na 1 izbę

 

Dawid Kański 19.10.2017 r. pisze:

„W 1938 r. na przeciętne mieszkanie w Polsce przypadało 1,88 izby i 4,2 osoby, zaś średnie zaludnienie izb wynosiło 2,6 osoby – dla porównania w USA i niektórych krajach zachodniej Europy średnio na jedną izbę przypadała jedna osoba.
W 1988 r. na jedno mieszkanie przypada 3,39 izby ( w odniesieniu do 1938 r. niemalże dwukrotny wzrost) i 3,15 osoby, średnie zaludnienie izb wynosiło 1,02 osoby (w odniesieniu do 1938 r spadek zaludnienia izb o 2,5 osoby).
Średnia liczba osób na 1 izbę:

1938 r. Polska 2,6 – zachód 1,0 – dystans -1,6
1988 r. Polska 1,06 – zachód ok. 0,7 – dystans -0,36

W przeciągu 50 lat Polska zmniejsza dystans dzielący ją w stosunku do krajów zachodnich prawie 3,5 razy. Przypomnę tylko, że większość gospodarek krajów zachodnich na podobne obniżenie gęstości zaludnienia potrzebowały ok. 100 lat, gospodarka PRL dokonała tego w ok 45 lat, oczywiście trzeba też wziąć poprawkę na postęp technologiczny, jaki w tym czasie się dokonał na świecie, ale to i tak jest niezły wynik. Nie wszystkie osiągnięcia PRL były tylko i wyłącznie pustą tubą propagandową rządu nie mającej żadnego oparcia w rzeczywistości. W kwestii mieszkaniowej osiągnięto naprawdę duży skok naprzód.

Przepraszam jak to szło? Polityka mieszkaniowa w PRL była nieefektywna i pogrążyła nasz kraj w zapaści mieszkaniowej?

/Dawid Kański”

Źródło – https://www.facebook.com/socjalizmteraz/posts/882977235211263 .

.

| | Dodaj komentarz

Angina Prinzmetala.

.

Dr Jan Kwaśniewski pisze:

„Angina Prinzmetala.
Mam 44 lata, a od 1992 r. cierpię na ostre bóle w klatce piersiowej. 2 lata temu miałam zawał. Rozpoznano u mnie przewlekłą chorobę wieńcową i anginę Prinzmetala. Dietę optymalną stosuję od roku. Bardzo dużo dolegliwości minęło, bóle w klatce piersiowej mam rzadziej niż kiedyś, ale mam. Proszę tę chorobę opisać, bo jeszcze nie czytałam nic na ten temat u Pana. Moje wyniki ostatnio: cholesterol – 203, HDL – 83, trójglicerydy – 82.
U.R.

Odpowiedź:
Angina Prinzmetala często pojawia się po zawale, występuje u chorych z miażdżycą tętnic wieńcowych, jak i bez śladu miażdżycy. Bóle w tej chorobie są silne, pojawiają się napadowo, najczęściej w nocy. W czasie ataku występują, nie zawsze, pewne zmiany w EKG. Wśród chorych na tę chorobę częściej występuje migrena i choroba Raynauda.

Bezpośrednią przyczyną bólów są skurcze tętnic wieńcowych. Przyczyną tych skurczów są zaburzenia w wegetatywnym unerwieniu tętnic wieńcowych. Przyczyną tych zaburzeń jest niekorzystne odżywianie. Mechanizm powstawania ataków jest zbliżony do występującego w napadach migreny. Leczenie jest objawowe. Zwykle skurcze ustępują po nitroglicerynie, stosowane są inne leki. Aspiryna nie przerywa napadu i nie zmniejsza częstości napadów. Zauważono, że korzystnie działa podanie magnezu.

Dieta Optymalna jest leczeniem przyczynowym w tej chorobie i prawie zawsze pomaga. U chorych po zawale czasami dochodzi do mechanicznych uszkodzeń unerwienia wegetatywnego, a te ustępują bardzo powoli. U pani bóle występują rzadziej niż przed dietą, ale występują. Z czasem powinny ustąpić całkowicie.

W tej chorobie korzystne efekty uzyskiwałem przez stosowanie jontoforezy z magnezu na skórę w okolicy serca. Dużo magnezu w organizmie występuje przy żywieniu pastwiskowym (dieta jarska) i w chorobach tym żywieniem powodowanych (Buergera, gościec przewlekły postępujący, stwardnienie rozsiane, wiele innych chorób), wymuszającym nadmierną przewagę układu sympatycznego. W miażdżycy, chorobie wieńcowej, anginie Prinzmetala, innych chorobach korytkowych, występuje w organizmie mniej magnezu. Podanie magnezu w tych przypadkach zwiększa spalanie węglowodanów w szlaku heksozowym, a zmniejsza ich przetwarzanie w pentozowym, zmniejsza przewagę układu parasympatycznego, co zmniejsza częstość występowania ataków migreny, bólów wieńcowych powodowanych kurczami tętnic, czy nawet astmy.

Od czasu, gdy opracowałem praktyczne zastosowanie prądów selektywnych, najlepszym leczeniem jest stosowanie ich w celu trwałego rozszerzenia tętnic wieńcowych. Wytworzenie trwałej przewagi układu parasympatycznego w całym sercu i we wszystkich tętnicach wieńcowych, powoduje ich trwałe rozszerzenie i usuwa skurcze tętnic w okolicy ciała, na którą są stosowane.

Samo Żywienie Optymalne porządkuje zaburzenia układu wegetatywnego, zarówno te powodowane żywieniem pastwiskowym (dieta jarska), jak i te spowodowane żywieniem korytkowym, czyli usuwa przewagę układu sympatycznego u pierwszych, a przewagę kładu parasympatycznego u drugich. Usuwa skutki i choroby powodowane ta przewagą.

Na drodze między pastwiskiem a korytkiem, jest wiele pośrednich modeli żywienia. Często bywa, że określony model żywienia wymusza przewagę układu sympatycznego w jednych narządach, a przewagę układu parasympatycznego w innych. Tak dzieje się np. w neurastenii skojarzonej np. z migreną okoporażenną, migreną brzuszną, czy z chorobą wrzodową. Farmakologiczne leczenie takich chorych jest trudne. Lek pomagający na chorobę powiązaną z przewagą układu sympatycznego, nasila objawy chorobowe w narządach z towarzyszącą przewagą układu parasympatycznego i odwrotnie.

Prądy selektywne stosowane na centralny układ nerwowy, działają na cały organizm. Gdy stosowane są na tkanki obwodowe, ich działanie jest ograniczone do obszaru przepływu prądu. Umożliwia to np. skuteczne leczenie neurastenii prądami pobudzającymi układ parasympatyczny i towarzyszącej neurastenii – migreny – przy stosowaniu prądów pobudzających układ sympatyczny. Podobnie można leczyć jednocześnie neurastenie i chorobę wrzodową.

Przy chorobie wieńcowej, przy zaburzeniach rytmu serca z szybką jego czynnością, korzystnie działają prądy pobudzające układ parasympatyczny i rozszerzające na trwałe naczynia wieńcowe i zapobiegające skutkom tych skurczów zatem prądy usuwają bóle wieńcowe. Prądy stosujemy przy ułożeniu elektrod dłoń-dłoń. Na ogół wystarcza leczenie jedną serią zabiegów.

Natomiast przy zbyt wolnej pracy serce, towarzyszącej często nadmiernej przewadze układu parasympatycznego w sercu, korzystnie działają prądy pobudzające układ sympatyczny. Dzięki ich stosowaniu uzyskuje się przyspieszenie akcji serca na tyle, aby chory czuł się dobrze i aby mu nie musiano wszczepiać rozrusznika do serca.

Wyniki badań ma Pani bardzo dobre, a cholesterol HDL, ten dobry, stanowi ok. 41% ogólnej ilości cholesterolu. Jest to wynik bardzo dobry i nieczęsto spotykany u chorych stosujących inne modele żywienia.

Jan Kwaśniewski.”

Źródło – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=750 .

.

| | Dodaj komentarz

Trzeba zwiększyć nakłady na publiczną służbę zdrowia

 

Piotr Ikonowicz 18.10.2017 r. pisze:

„Trzeba wprowadzić zakaz łączenia prywatnej praktyki, pracy w prywatnych placówkach z praca w publicznych zakładach służby zdrowia. Dość odsypiania w państwowym szpitalu pracy w sektorze prywatnym. Oczywiście, żeby spełnić ten postulat trzeba zgodnie z żądaniem lekarzy zwiększyć nakłady na publiczną służbę zdrowia.”

Źródło – https://www.facebook.com/piotr.ikonowicz/posts/10209591755263045 .

.

| | Dodaj komentarz

Przyczynowe wyleczenie z cukrzycy

.

Dr Jan Kwaśniewski pisze:

„Przyczynowe wyleczenie z cukrzycy.
Moja 25-letnia córka jest chora na cukrzycę od 6 lat. Bierze insulinę 4 razy dziennie. Córka chce przejść na dietę optymalną, je już ja stosuję, ale nie ukrywam, że bardzo się boimy. Jak tego dokonać technicznie? Co z insuliną? Przecież cukrzyca to nie stawy. Dlatego bardzo bym prosiła o informację, w jaki sposób przejść na dietę optymalną w cukrzycy typu I, od początku na insulinie, aby to nie zaszkodziło córce? Dowiedziałam się, że i z cukrzycy typu I można się wyleczyć, ale trzeba dużo wiedzieć. Ja z córką już sporo wiemy, ale chyba za mało. Proszę o więcej informacji.

A.H.

Odpowiedź:

Rzeczywiście z cukrzycy typu I można się prawie zawsze wyleczyć, ale trzeba dużo wiedzieć. Najlepiej byłoby przez pierwsze 2-3 tygodnie pobyć w dobrym szpitalu czy sanatorium. Zwłaszcza małe dzieci powinny być leczone w szpitalu.

Gdy zgłosi się do mnie chory na cukrzycę typu I lub rodzice chorego dziecka stoję przed trudnym wyborem. Co robić. Wiem jak z cukrzycy można się wyleczyć, ale wiem również, jakie mogą być zagrożenia, gdy chory popełni błędy w żywieniu czy w dawkowaniu insuliny.

Wiem, że obecnie cukrzyca bardzo utrudnia życie chorym, kosztuje ich i nasze społeczeństwo sporo pieniędzy, prowadzi do inwalidztwa.

Dieta Optymalna jest leczeniem przyczynowym w cukrzycy typu I i typu II.
W krajach ubogich, gdzie ludzie żywią się „pastwiskowo” (dieta jarska), występuje głównie cukrzyca typu I zwana cukrzycą młodocianych lub insulinozależną.

Gdy naród zaczyna powoli maszerować od pastwiska w kierunku korytka, zmniejsza się ilość zachorowań na cukrzycę typu I, a zwiększa chorujących na cukrzycę typu II. Stosunek między liczbą chorych na cukrzycę typu I i II świadczy o etapie, na którym znajduje się naród na drodze od pastwiska do korytka.

Międzynarodowy Instytut Diabetologii w Malbourne w Australii ocenia, że liczba chorych na cukrzycę przekracza 100 mln, z tego około 11,5 mln choruje na cukrzycę typu I. Prognozuje on, że w 2010 roku liczba chorych wzrośnie do 215 mln.

W Polsce liczba chorych na cukrzycę wynosi około 1,6 mln, w tym na cukrzycę typu I choruje ok. 100 tys. ludzi. W niemczech na cukrzycę choruje 5 mln ludzi, w tym ok. 200 tys. choruje na cukrzycę typu I. Z prostego wyliczenia wynika, że obecnie na całym świecie łącznie na jednego chorego na cukrzycę typu I przypada 8 chorych na cukrzycę typu II. W Polsce na jednego chorego na cukrzycę typu I przypada 15 chorych na cukrzycę typu II. W Niemczech na jednego chorego na cukrzycę typu I przypada 24 chorych na cukrzycę typu II. Tymczasem po wojnie w Polsce liczba chorych na cukrzycę typu I była wyższa, niż liczba chorych na cukrzycę typu II.

Od 1966 roku Polacy rozpoczęli marsz od pastwiska do korytka. Od tego czasu zaczęło przybywać chorych na tzw. choroby cywilizacyjne. Świat jest bliżej pastwiska, Niemcy najbliżej korytka. Francuzi najbliżej stołu, ale nadal mają do niego daleką drogę. W drodze do korytka jesteśmy za Niemcami o ok. 15-20 lat.

Mieszkańcy USA przy korytku znaleźli się najwcześniej – już w latach 1951-58, następnie rozpoczęli powolny marsz w kierunku stołu. Od 1965 roku liczba zachorowań na choroby cywilizacyjne w USA zaczęła się zmniejszać, a liczba chorych na nadciśnienie w jednym dziesięcioleciu zmniejszyła się aż o 70 %. Czytałem w czasopismach medycznych wydawanych w USA w tamtych latach, o „samoistnym” cofaniu się zmian miażdżycowych, czego naukowcy nie potrafili i nie potrafią wyjaśnić, że ilość zawałów zmniejsza się i znacznie się zmniejsza śmiertelność przy zawałach, ale tylko śmiertelność przedszpitalna, że nie ma tego zjawiska wśród mężczyzn w wieku powyżej 65 lat z wykształceniem podstawowym.

Wnioski są następujące: gdy naród od korytka maszeruje w kierunku stołu, to liczba chorych na choroby cywilizacyjne się zmniejsza, zawałów jest mniej, są łagodniejsze, opieka nad chorym po zawale w szpitalu nie poprawia się. Mężczyźni w wieku powyżej 65 lat z wykształceniem podstawowym najpóźniej przechodzą na emeryturę, mieli niższe zarobki i mają niskie emerytury, a niskie emerytury powodują, że muszą tkwić przy korytku, a to powoduje , że zawały występują u nich często i proces ten nie ma tendencji zniżkowej.

Lekarzom pracującym w Arkadiach mówię: nie bierzcie się za leczenie cukrzycy, zwłaszcza za leczenie cukrzycy typu I, bez odpowiedniej bazy diagnostycznej!. Ale oni też stoją przed dylematem. Muszą wybierać mniejsze zło. Cukrzyca typu I jest dla chorych i dla narodu złem jednym z największych. Zalecając chorym na cukrzycę przejście na optymalny model żywienia trzeba liczyć się z tym, że chorym trudno jest zrozumieć zasady Diety Optymalnej i mają oni trudności z jej praktycznym stosowaniem, a popełniane ewentualne błędy przez chorych, mogą okazać się dla nich groźne w skutkach.

Niektórzy wyłączają ze spożycia węglowodany i dziwią się, że pojawiają się u nich ciała ketonowe w moczu, że może wystąpić z tego powodu kwasica i czasem trafiają do szpitala. Lekarze wówczas mają argument, że Dieta Optymalna chorym na cukrzycę szkodzi.

Gdyby gdzieś na świecie udało się jakiemuś lekarzowi wyleczyć chorego z cukrzycy, nawet jednego na 100, to telewizja i inne środki przekazu informowałyby o cudzie. Cuda, gdy powszednieją, już nie są cudami. Gdy wyleczy się z cukrzycy ponad 90 chorych na 100, to już nie jest cud.

Zawsze pisałem, że PRAWIE wszystkich chorych na cukrzycę typu I i typu II można z tej cukrzycy wyleczyć i choroba nie wróci, jeśli będzie się poprawnie stosowało Dietę Optymalną, a w wielu przypadkach u byłych cukrzyków również Żywienie Optymalne.

Cukrzyca typu I jest chorobą z autoagresji, a główną jej przyczyną są węglowodany.
Czym więcej węglowodanów w diecie, tym więcej insuliny musi wytwarzać organizm we własnej trzustce.

Organizm ma kilka sposobów na chronienie się przed nadmiarem cukru dostarcaznego w diecie, którego zjadać powinno się bardzo mało, ale najważniejszym z nich jest wytwarzanie przeciwciał przeciwko komórkom wysepek Beta trzustki i niszczenie tych komórek po to, aby nie wytwarzały zbyt dużo insuliny.

U wszystkich, którzy zachorują na cukrzycę typu I występują przeciwciała niszczące komórki Beta.

Bardzo rzadko organizm niszczy wszystkie komórki Beta. Gdy ograniczy ich ilość, a zatem i możliwości wytwarzania insuliny, przestaje je dalej niszczyć, bo i drapieżnik, jakim jest człowiek, potrzebuje trochę insuliny do innych przemian metabolicznych, a nie tylko do spalania czy przetwarzania węglowodanów. Gdy rozwinie się choroba, organizm przestaje niszczyć komórki Beta lub spowalnia tempo ich niszczenia. Dlatego w momencie zachorowania przeciwciała przeciwko tym komórkom występują u 40-65 % chorych. W momencie zachorowania ilość zniszczonych komórek Beta wynosi 60-85 % lub nawet więcej.

Z prostego wyliczenia wynika, że gdy tych komórek zostanie tylko 10 %, to aby insuliny własnej wystarczało, trzeba ograniczyć spożycie węglowodanów o 90 lub więcej procent, a wówczas własnej insuliny wystarcza i cukrzyca ustępuje.

Dawkę przyjmowanej insuliny trzeba dostosować do poziomu glukozy we krwi i nie dopuszczać do zbyt niskiego spadku. Lepiej jest mieć 160-190 mg% glukozy we krwi, niż 30 czy 50. Lepiej przyjąć mniej insuliny niż za dużo.

Wydawać by się mogło, że gdy chory na cukrzycę zmniejszy spożycie węglowodanów o 90 % w poniedziałek, to już we wtorek powinien nie mieć cukrzycy. Tak być powinno, bowiem organizm ma zapas węglowodanów tylko na kilkanaście godzin. Ale tak nie jest. Tak duża zmiana diety, jaka występuje u chorych na cukrzycę typu I po przejściu na Dietę Optymalną, wymusza gruntowną przebudowę organizmu. Trzeba zbudować nowe enzymy białkowe do spalania tłuszczu, trzeba usunąć wielokrotnie więcej enzymów potrzebnych do spalania czy przetwarzania węglowodanów na tłuszcze i cholesterol. Te enzymy są zbudowane głównie z aminokwasów i są białkami. Muszą być spalone. Ze 100 g spalonego białka powstaje 56 g węglowodanów. Chory zjada węglowodanów mało, ale wytwarza ich dużo sam. Gdy proces przebudowy zostanie zakończony, wytwarzanie węglowodanów z białek znacznie się obniża, można wówczas zmniejszyć, a następnie odstawić insulinę – kierując się poziomami glukozy we krwi.

Węglowodanów trzeba zjadać tyle, aby nie było ciał ketonowych w moczu. U jednego chorego spożycie 30 g węglowodanów na dobę nie powoduje wytwarzania ciał ketonowych, u innego pojawiają się one nawet przy spożyciu węglowodanów rzędu 60 i więcej g/dobę. Trzeba badać mocz na obecność ciał ketonowych i jeśli ich nie będzie, można nieco zmniejszyć spożycie węglowodanów. Gdy w moczu pojawiają się ciała ketonowe, trzeba o 10-20 g/dobę zwiększyć spożycie węglowodanów – przejściowo.

Jeśli cukrzyca trwa krótko, a ilość przyjmowanej insuliny jest niewielka, to wyleczenie choroby może nastąpić po kilku dniach. Jeśli choroba trwa długo, spowodowała znaczne spustoszenia w organizmie, ilość przyjmowanej insuliny jest duża, to na wyleczenie trzeba poczekać znacznie dłużej. Bywa, że trzustka chorego na cukrzycę jest tak zniszczona, że zupełnie nie wytwarza insuliny, co bywa rzadko, ale bywa. Wówczas trzeba nadal przyjmować niewielkie dawki insuliny, mimo że cukrzycy już nie ma i nie grożą choremu jej groźne zawsze skutki.

Na ogół po przejściu na Dietę Optymalną dawkę przyjmowanej insuliny zmniejsza się o połowę, niekiedy ze zmniejszeniem dawki insuliny trzeba poczekać dłużej, gdy ilość przyjmowanej insuliny jest mała, można ją natychmiast odstawić.

Badać cukier we krwi, zwracać uwagę na obecność ciał ketonowych, w razie wzrostu poziomu glukozy we krwi podać parę jednostek insuliny, gdy pojawią się ciała ketonowe w moczu, zwiększyć nieco spożycie węglowodanów.

Gdy bez insuliny poziom glukozy we krwi na czczo będzie niższy od 140 mg%, będzie to oznaczało, że cukrzycy już nie ma.

Najgroźniejszym powikłaniem cukrzycy jest zbyt niski poziom glukozy we krwi i ZAWSZE jest on spowodowany przekroczeniem dawki podawanej insuliny.

Przy Żywieniu Optymalnym prawidłowy poziom glukozy we krwi wynosi od 100-140 mg%. Często poziomy glukozy są podawane w tzw. milimolach. Gdy poziom glukozy w milimolach wynosi 10, to w przeliczeniu na mg% jest 180. Aby ustalić poziom glukozy w mg% trzeba ilość milimoli pomnożyć przez 18.

Powinna Pani z córką dobrze się przygotować do przejścia córki na Dietę Optymalną. Gdy córka będzie pamiętać o możliwych zagrożeniach i potrafi je umiejętnie omijać, będzie miała duże szanse na wyleczenie się z cukrzycy.

Jan Kwaśniewski”

Źródło – dla zainteresowanych diabetologów – http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=760 .

.

| | 3 Komentarzy

Lepiej leczyć się prywatnie?

 

Łukasz Fołtyn 15.10.2017 r. pisze:

„Ci lepiej sytuowani Polacy uważają, że nie ma problemu publicznej służby zdrowia- bo przecież można leczyć się prywatnie… Tylko że tam pracują ci sami przemęczeni (trzeba pracować wiele godzin, by coś zarobić) lekarze i pielęgniarki, co w publicznym systemie… Nie mówiąc o tym, że w prywatnym systemie jest tylko podstawowa opieka. Pogotowie ratunkowe też jest tylko publiczne…”

Źródło – https://www.facebook.com/lukfol1/posts/10155729278599174?pnref=story .

.

Pieniądze to nie wszystko, czy jakoś tak?

.

Polecam – Maciej Wiśniowski – http://strajk.eu/prawdziwy-dramat-czy-tylko-teatr/ .

.

| | 2 Komentarzy

Dość „masakrowania”

 

Piotr Ikonowicz 12.19.2017 r. pisze:

„Dość „masakrowania”
Jestem pełnym wigoru polemistą, ale wierzcie mi, moim celem nie jest nikogo „zaorać”, „wdeptać w glebę”, „zmasakrować” itp. Chodzi mi o to, by odbiorcy debaty przychylili się do głoszonych przeze mnie poglądów. Bo do swoich poglądów jestem bardzo przywiązany. Używanie takich pełnych przemocy określeń to odwoływanie się raczej do emocji niż rozumu. Sprowadzając debatę publiczną do agresywnych połajanek, politycy, dziennikarze, a nawet ludzie nauki abdykują, jako inteligenci i robią krzywdę tym wszystkim, którym powinni służyć, pomagać zrozumieć świat.

Bo jeżeli PiS-owiec czy młokos biegający z narodową flagą w opasce NSZ czy ONR jest faszystą to, kim u diaska był Adolf Hitler i jego zbrodnicze hordy? Jeżeli łagodny socjaldemokrata Adrian Zandberg jest pogrobowcem Stalina i lewakiem, to kim był Beria i jego NKWD-owscy siepacze? Słowa tracą sens, gdy się ich nadużywa lub używa nieprecyzyjnie, gdy się razi słowami niczym maczugą. Służą wyłącznie do walki a nie do porozumiewania się.

Oczywiście takie zejście z normalnego poziomu dyskusji na szczebel magla, walki w klatce, ustawki kibiców dopuszcza do debaty osoby, które nie posiadają żadnych kwalifikacji intelektualnych by w niej uczestniczyć. A tak, niewiele brakuje abyśmy zaczęli już tylko obnażać kły, warczeć, pochrząkiwać i tupać zamiast mówić.

Brak wulgaryzmów, określeń brutalnych nie oznacza wcale, że mamy się wszyscy wyrzec słusznego gniewu. Ale o ileż lepiej brzmi kwestia wypowiadana przez grającego oficera Zbigniewa Zapasiewicza w filmie „CK. Dezerterzy”: „ W słowniku ludzi kulturalnych brak słów dość obelżywych na określenie pańskiego zachowania”… Czy przypomniana przez jednego z ostatnich dżentelmenów prawicy, Ludwika Dorna używane przez brytyjskich parlamentarzystów wyrażenie: „kolega ostrożnie gospodaruje prawdą”, zamiast potocznego „pan kłamie”.

Wiele razy przegrywałem debaty, gdy mnie poniosło i odnosiłem sukces, gdy udawało mi się osadzić oponenta w sposób, który określa się, jako „uprzedzającą grzeczność”. A więc nawet z punktu widzenia skuteczności, publiczność wciąż na szczęście premiuje kulturę i opanowanie a niekoniecznie chamstwo.

Sprawą, która budzi ostatnio najwięcej bodaj emocji jest sprawa muzułmańskich uchodźców. Strach jest znakomitą pożywką dla agresji, a wielu polityków prawicy i nie tylko uznało za stosowane trochę na tym strachu zarobić. Zwolennicy humanizmu, postawy otwartej na inne kultury często niestety prowadzą swe krucjaty na rzecz przyjmowania uchodźców w sposób daleki od umiarkowanego czy parlamentarnego, nazywając swych oponentów naziolami, rasistami, drechami itp. Efektem jest w takich przypadkach jak zwykle nie tylko brak porozumienia, ale i brak dialogu, autentycznej wymiany myśli i argumentów, które tak łatwo zastąpić inwektywami.

Ostatnio między dwiema uczestniczkami Ruchu Sprawiedliwości Społecznej doszło do starcia słownego wokół ukraińskiej imigracji. Kiedy jedna zwróciła uwagę na to, że przybysze ze Wschodu podejmują pracę w Polsce za o wiele mniejsze wynagrodzenie niż to, na które godzą się Polacy, została określona, jako rasistka i ksenofobka. Problem dumpingu socjalnego ze strony imigrantów zarobkowych ma długą historię i lewica słabo sobie z nim radzi. W tym wypadku, bowiem obrona żywotnych interesów ludzi pracy łączy się czy może łączyć z tzw. patriotyzmem ekonomicznym, który przybiera formy wręcz nacjonalistyczne. Jak choćby słynne wymierzone w polską imigrację hasło „ Praca dla Brytyjczyków?” W cytowanym sporze obie kobiety miały, więc po części rację. Jedna, bo problem zastępowania polskich pracowników tańszą siłą roboczą ze Wschodu nie jest wcale błahy ani wydumany. Druga, bo przy okazji takich konfliktów łatwo o postawy ksenofobiczne o złamanie lewicowej zasady międzynarodowej solidarności ludzi pracy. Wyjściem, wcale niełatwym jest walka o to by pracownicy zagraniczni mogli podejmować zatrudnienie na takich samych warunkach jak Polki i Polacy. Jaskółka, która wprawdzie nie czyni wiosny jest działalność Witalija Machinko, który organizuje napływających z Ukrainy pracowników w związek zawodowy.

Inny konflikt, gdzie racje nie są oczywiste a spór o prawa pracownicze miesza się ze sporem o świecki charakter państwa jest handel w niedzielę. Zwolennicy zakazu handlu, do których zalicza się zdecydowana większość najbardziej zainteresowanych, pracowników tego sektora argumentują, że niedziela to dzień wolny tak od pracy jak i od zajęć szkolnych, co sprawia, że jedynie tego dnia rodzina może być razem. Przeciwnicy, obok postawy „pro-konsumenckiej” uważają, że taki przepis to nieuprawnione ustępstwo na rzecz Kościoła i złamanie zasady państwa świeckiego. Człowiek lewicy staje oto przed dylematem, czy poprzeć zakaz i domagających się go pracowników czy przeciwstawić się takiemu „klerykalnemu” prawu i wylądować w obozie liberalnym, który prawa konsumenta przedkłada nad prawa pracownicze. I znów obie strony konfliktu często w łonie samej lewicy nie przebierają w słowach.

Piotr Skwieciński, jeden z nielicznych prawdziwych inteligentów pośród dużej rzeszy prawicowych propagandystów zauważa słusznie, że brak głębszej refleksji nad przyczynami słabej integracji muzułmańskich przybyszów do Europy wynika z przyjętego przez całą zachodnią elitę, przeświadczenia, że model, według którego rozwijają się społeczeństwa zachodnioeuropejskie jest nie tylko słuszny i dobry, ale też naturalny, bezalternatywny i uniwersalny. Z tym stwierdzeniem, jako socjalista i człowiek lewicy zgadzam się jak najbardziej. Pretensje do uniwersalizmu zachodniej kultury były przecież najważniejszym uzasadnieniem kolonialnych podbojów i kolonialnego wyzysku. Sęk w tym, że Skwieciński używa tego argumentu, jako koronnego dla przekonania, że nie należy muzułmanów wpuszczać do Europy. Autor tym razem nie bierze pod uwagę społecznych przyczyn braku integracji, koncentrując się na religijnych i kulturowych. A przecież na tych samych przedmieściach Paryża gdzie dziś są getta muzułmańskiej diaspory, sto lat temu gnieździła się rdzenna francuska biedota, która była równie mało zintegrowana jak obecnie Arabowie.

Jest też dla oczywiste, że przyjmowanie kultury i religii kraju, do którego się migruje nie jest rzeczą konieczną ani potrzebną, aby stać się użytecznym członkiem jakiegoś społeczeństwa i pożądanym sąsiadem. Wymaga to jednak dobrej woli obu stron, miejscowych i przyjezdnych. Bo te obecne argumenty brzmią tak jak gdyby ci ludzie sami się skazywali na izolację bez żadnej winy ze strony mieszkańców ich nowej, przybranej ojczyzny. Może właśnie ów europocentryczny punkt widzenia sprawia, że miejscowi odwracają się plecami do przybyszów tylko, dlatego, że nie starają się oni do nich upodobnić. W przypadku Polski istnieje jeden ważki argument za nie otwieraniem naszego kraju przed uchodźcami z krajów muzułmańskich. Nie, dlatego, żeby z ich strony coś nam groziło, ale właśnie, dlatego, że przybysze mogliby być narażeni na wynikająca ze strachu, ignorancji i zwykłego szczucia na agresję a nawet fizyczne ataki ze strony naszych rodaków. To wstydliwe, ale staliśmy się społeczeństwem o wiele bardziej podatnym na uprzedzenia rasowe i postawy wrogości wobec obcych niż nasi zachodni sąsiedzi.

Wróćmy jednak do tezy zasadniczej o nie uniwersalnym charakterze zachodniej kultury. Zgadzając się z nią możemy też stwierdzić, że nie mamy jej prawa narzucać innym. Czy zatem zarzut nie integrowania się polegającego na dążeniu do utraty własnej tożsamości na rzecz tożsamości kraju osiedlenia jest uprawnione? Czy to jednak znaczy, że ludzie wyznający różne religie i należący do różnych kręgów kulturowych nie mogą żyć obok siebie w pokoju a nawet zgodzie? Oczywiście, że nie. Zanim USA i jego sojusznicy, w tym Polska, zniszczyły kila państw muzułmańskich w wielu krajach europejskich te społeczności współistniały pokojowo. A na ich styku powstawało wiele intersujących zjawisk kulturowych. Dopiero pojawienie się Państwa Islamskiego i nasilenie ataków terrorystycznych sprawiło, że popularne stały się poglądy mówiące o konieczności oddzielenia ludzi z różnych kręgów kulturowych. A to jest przecież dążenie islamskich fanatyków. Oddzielenie wyznawców Allacha od niewiernych. Cała, więc anty islamska i anty muzułmańska nagonka i histeria to wielkie zwycięstwo islamskiego ciemnogrodu, któremu wtóruje ciemnogród europejski.

Współistnienie nie oznacza oczywiście pełnej wzajemnej akceptacji postaw i wartości. Bo jak słusznie zauważył Leszek Kołakowski akceptacja wartości sprzecznych z moimi oznacza, że moich własnych wartości się wyrzekam. A do tego przecież nikt rozsądny nie nawołuje. Kiedy jednak wojnę, zderzenie cywilizacji zastąpi dialog i pokojowe współistnienie pojawi się miejsce na wzajemne kompromisy i ułożenie stosunków. A obawa, że islam nas zaleje jest chyba tylko niezbyt uzasadnionym przypuszczeniem, że jest on bardziej atrakcyjny niż chrześcijaństwo czy coraz popularniejsza na naszym kontynencie bezwyznaniowość. Wiele krajów muzułmańskich zanim zaczęto je niszczyć, bombardować przechodziły już proces sekularyzacji. Wystarczy porównać jak nosiły się kobiety w Damaszku czy Kabulu zanim rozpoczęto słynną wojnę z terroryzmem. Jest, więc szansa granicząca z pewnością, że dla młodych pokoleń imigrantów zachodnia, świecka kultura wolna od ograniczeń obyczajowych i religijnych okaże się atrakcyjniejsza od tej przywiezionej. Warunkiem jest jednak integracja społeczna, ekonomiczna imigrantów. A ta zależy od państw, które imigrantów przyjmą. Bo to nie tylko gest, ale i wielka odpowiedzialność.

Piotr Ikonowicz”

Źródło – https://www.facebook.com/piotr.ikonowicz/posts/10209557766453346

.

| | Dodaj komentarz

Nie wiedziałam, że ozdrowieję

.

Z Panią Elizą Kruczek pokonferowałam na FB na tzw. priv.  Polecam:

– Teresa Stachurska: O chorobach, których się Pan pozbyła może Pani napisać? I jak długo jest Pani na DO?

Eliza Kruczek: Od 3-4 lat jestem na tej diecie, albo stylu życia. Próbowałam już z 8 lat temu, bo mąż miał cukrzyce. Ale jego pielęgniarka cukrzycowa powiedziała ze ja chce go zabić. Wiec on nie chciał jeść tego, to ja wtedy przerwałam experyment w domu.

Ja miałam astme i dwa różne inhalatory ze mną wszędzie w torebce. Miałam alergie wiosenna na trawy, pyłki, zboza pozniej. Tabletki na alergie, do oczu i krople z kortyzolem.

Miałam nadciśnienie. Wysypki na skorze. Jakies tam maści mi przepisywali. Miałam czesto bole miesiączkowe i inne. Ręce mi wykręcało. Zastanawiam sie czy to nie było z powodu tego ze tyle chemii lekarze we mnie wciskali. Ja na dietę przeszłam, bo chciałam schudnąć. Nie wiedziałam ze ja ozdrowieję.

Życie sexualne tez sie poprawiło, zaczelam miec chęć na wiecej i częściej, wcześniej tylko do auta z parkingu miałam siły sie doczłapać. Pozniej zaczelam powolutku po parku chodzic, checi do zycia nabralam. Teraz chodzę codziennie.

Miałam problemy z psychiką, depresje (podejrzewam ze to były uboczne objawy po tych specyfikach od lekarzy). Teraz czuje sie czasem gorzej kilka dni, ale to nie to co było.

– TS: Pan mąż cukrzycę ma nadal?

EK: Z mezem rozwiodlam sie dwa lata temu. Tutaj źle prowadzą cukrzykow. Experymentuja na nich cały czas. Maz zaczal robic sie agresywny. Podejrzewam ze złe jedzenie źle wpływało na jego psychikę. Nie wazne. To nie był moj problem. Ja przestałam gotować jemu jedzenie, kedy on nie chciał jesc ze mna DO. Jego zycie i jego zdrowie, to jego sprawa.

– TS: To gorsze (kilka dni) czasem samopoczucie nie ma związku z zawartością menu? Radziła się Pani lekarza optymalnego i/lub doradcy żywieniowego też optymalnego?

EK: Ja mieszkam w Szwecji od 25 lat. Moje samopoczucie jest gorsze, kiedy jest pełnia ksiezyca. Ja mam troche takie nadprzyrodzone właściwości. Ja jestem juz taka bardzo intuicyjna.

– TS: Schudła Pani? Jeśli tak to ile kg?

EK: Mam 158 cm wzrostu. Schudłam z 75 do 63. Wiecej nie chciałam, bo czułam sie źle z tym. Żebra czułam. Nie wygodnie mi sie na krześle siedziało, czułam kosci szkieletu. Po zaprzestaniu palenia papierosów utyłam do 68 kg. Ale nadal mogłam nosić moje ciuchy M rozmiar. Teraz zaczynam powoli spadać z wagi, w sumie w obwodach wiecej. 5 cm mniej w pasie i biodrach. Tak ze waga ruszy sie niebawem w dół.

.

Dziękuję Pani Elizo :)

.

| | Dodaj komentarz